Reklama

Na beztrosko płynącym Tytaniku Obamy orkiestra zaczarowuje uczestników wzniosłymi melodiami, dystyngowani kelnerzy roznoszą pobudzające koktajle, spacerujące panie uśmiechają się zalotnie, a sam kapitan nie chce nawet słyszeć z zaufanych ust o czyhających niebezpieczeństwach utrzymywanego kursu, tylko z zaufaniem patrzy w świetlaną przyszłość…

Administracji Obamy wyraźnie nie ominęła powtarzająca się klątwa drugiej kadencji, wstrząsnęła ona administracją Billa Clintona (romans z Moniką Lewinsky) i Richarda Nixona (afera Watergate), teraz przyszła kolej na Obamę. Na dzień dzisiejszy obserwujemy „perfect storm” niespodziewanie uderzający w żagle wydawałoby się popularnego do tej pory prezydenta…

Zamiast konsekwentnie i ambitnie dalej przebudowywać mechanizmy regulujące funkcjonowanie amerykańskiego społeczeństwa, Obama wpadł w wyraźny poślizg i wylądował wstępnie z trzema guzami, które mogą zakończyć jego pomyślną passę tak, że resztę swojej kadencji może spędzić na leczeniu…

Tak jeszcze niedawno błyszczący inteligencją rzecznik prasowy Białego Domu, Jay Carney objaśniający światu wolę Prezydenta, dziś na konferencjach prasowych najchętniej pewnie zapadłby się pod ziemię, ale musi stać na stanowisku jak skazaniec przed plutonem egzekucyjnym dziennikarzy…

 W dodatku do ciągle niewyjaśnionego skandalu w libijskiej Benghazi, gdzie zginął ambasador Stevens i trzech innych Amerykanów, wybuchł skandal z Internal Revenue Service (urząd skarbowy) nękający grupy konserwatywnie myślących obywateli i trzeci dotyczący nie do końca poprawne pozyskane (przez rząd ścigający przecieki) billingi z 20 telefonów sprzyjającej mu, największej organizacji prasowej Associated Press, co wywołało niesmaczne skojarzenia i protesty zainteresowanych dziennikarzy i edytorów.

W życiu polityka Obamy, media to kawaleria powietrzna kładząca ogień na pozycjach przeciwnika.  Ludzie „trzymający władzę” wyselekcjonowali fizycznie przystojnego Obamę, którego siłą i politycznymi muskułami jest poczucie winy przez białego Amerykanina wobec czarnej rasy.  Kariera polityczna Obamy charakteryzowała się od początku tym, że pojawiał się do walki na politycznym ringu, kiedy zbombardowany przez kawalerię medialną przeciwnik leżał już na deskach.
 Wstępnie po odkryciu skandalu dziennikarze z Associated Press zareagowali nerwowo, oburzeni na swojego idola, ale czy jest szansa aby renifery przejechały i porzuciły swojego Św. Mikołaja/Santa Claus?  Ponarzekają i wrócą do sań pełnych podarków…

O tragedii w Benghazi pisałem szczegółowo kilkakrotnie, więc tylko przypomnę, że do dziś po 8 miesiącach nie wiadomo, kto wydał rozkaz (dwukrotnie!) wstrzymujący jakakolwiek pomoc dla zaatakowanego przez terrorystów  islamskich ambasadora Stevensa i jego placówki w Benghazi. Powtórzę pogłoski, mówiące o projekcie (nieudanym) porwania ambasadora, przez bojówki Al-Kaidy w celu wymiany go na niewidomego szejka (jednego z autorytetów Braci Muzułmańskich rządzących w Egipcie), który odsiaduje karę w USA za pierwszy zamach na wieże WTC w NY (1993 r.).

W kołach patriotycznych głośno jest o obamowskiej czystce w siłach zbrojnych, w okolicach skandalu w Benghazi odeszło trzech pierwszoligowych generałów i admirał, razem w 2012 miało odejść z wojska ok. 20 wysokiej rangą dowódców. Na światło dzienne wychodzą nowe okoliczności odejścia kierujacego CIA zasłużonego generała Petreausa, który nie chciał kooperować w rządowym mówieniu nieprawdy odnośnie Benghazi i wtedy wyciągnięto mu jego wcześniejszy romans.  Petreaus zdecydował poddać się do dymisji.  Zastanawiające jest to wciskanie kobiet do armii, a później oskarżanie wybranych dowódców.  Możemy sobie tylko wyobrazić młodych tryskających testastronem mężczyzn przeciskających się z powabnymi  młodymi pannami w wąskich korytarzach np. łodzi podwodnej w tym wypadku na pewno wyposażoną w niebezpieczną broń jądrową…

Spotkałem się z opinią, że być może najbardziej bezpośrednio zagrażającym prezydentowi Obamie skandalem jest Benghazi, który zintensyfikował się w skutek ubiegłotygodniowych przesłuchań w Kongresie  (dramatyczne  zeznania dyplomaty Hicksa, ciekawostka: dwa razy głosował na Obamę). Kiedy soczewka przesunęła się z powrotem na Obamę i ówczesną sekretarz stanu Hillary Clinton, którą Demokraci „przewidują” na następcę Obamy, „demokratyczni” spece od strategii i socjotechniki, aby zdezorganizować atakujących  konserwatystów podrzucili kiełbasę wypełnioną innymi skandalami…

Raptem pojawił się przeciek o nękaniu i prześladowaniu konserwatywnych i religijnych grup obywatelskich przez najgroźniejszy dla obywatela urząd w Ameryce IRS (skarbówka). W przeciwieństwie do demokratycznych obyczajów ciągle jeszcze panujących w USA: jesteś niewinnym, dopóki nie udowodnią ci winy, w przypadku IRS to ty musisz udowodnić, że nie jesteś winien.

Jako reakcję na raptownie powiększające się zadłużenie (stimulus, Obamacare), jak grzyby po deszczu zaczęły oddolnie w USA powstawać niezależne grupy obywatelskie, w których Amerykanie przerażeni stopniową erozją porządku społecznego, stopniowego oddzierania wolności konstytucyjnych i wzrastającej roli opiekuńczego państwa, postanowili ten proces erozji  tradycyjnych wartości i wolności zatrzymać.

 Dwa lata po zwycięstwie Obamy, w 2010 r. wybuchła swoista patriotyczna wiosna, która doprowadziła do zdecydowanego zwycięstwa konserwatystów w wyborach do Kongresu (w izbie wyższej w Senacie zachowali kontrolę Demokraci), był to zapewnie głośny i nieprzyjemny dzwonek alarmowy dla strategów nowego porządku.

Wielu komentatorów i polityków z prawej strony politycznego spektrum dostrzega dziś zorganizowane nękanie i szczucie konserwatywnych aktywistów przez wypuszczonych na nich agentów IRS w celu dezorganizacji, pozbawienia energii i stworzenia stanu zagrożenia, tak aby nie byli w stanie powtórzyć swojej mobilizacji wyborczej z 2010 r. i zagrozić reelekcji Obamy.

W wyniku upublicznienia informacji (przesłuchania w Kongresie) o nadużyciach  służby podatkowej (IRS),  w mediach ruszyła lawina wypowiedzi, świadectw ofiar prześladowań relacjujących swoje przeżycia.  Atak agentów podatkowych w dużym stopniu miał na celowniku te organizacje społeczne, które chciały zarejestrować się jako non profit (niedochodowe), czyli umożliwiające swoim zwolennikom wpłacanie donacji, które wpłacający mógł odpisać sobie od dochodu.

Ubiegające się o non profit status stowarzyszenia i organizacje mające w swojej nazwie Tea Party, konserwatyzm, naród, konstytucję, Boga/religię (czy nawet proizraelskie) czekały często przez 3 lata na decyzje IRS-u będąc w tym czasie pieczołowicie przeczołgiwane i egzaminowane tak aby musiały się bronić, dostarczać dowodów na niewinność, tak aby nie mieć już czasu, siły i odwagi czynnie zajmować się prezydenckimi wyborami w 2012 r.

 Czasem były to nie tylko wizyty agentów IRS, ale zsynchronizowane z nalotami innych agencji rządowych jak komisji bezpieczeństwa pracy (jeśli ktoś miał biznes) czy ATF jeśli posiadał broń.  Grupy o profilu religijnym  np. proszono o przedłożenie tekstów modlitw (!), stowarzyszenia obrony konstytucji proszono nie tylko o listy członków, darczyńców, tematy spotkań i wypowiedzi zabierających głos, ale i o wykaz lektur (w jednym przypadku wysłano im „Konstytucję USA” (skąd my to znamy?).

 Nękano grupy nie zgadzające się z propagowaniem przez rząd aborcji. Jedną z „podejrzanych” jest wykładowca akademicki, nie ukrywająca swoich poglądów katolicka publicystka Anne Hendershott ze stanu Connecticut.  W jednym z radiowych wywiadów wyjawniła, że Chris Korzen prowadzący organizację katolicką Catholics United popierającą lewackie programy Obamy jest opłacany (cytowała dowody) przez grupę Georga Sorosa i jest zwykłą dywersją wśród katolików.  W 2010 r. miała już na karku agentów IRS, którzy spowiadali ją z każdej wpłaty na jej bankowych kontach.  Przyznaje, że zrozumiała o co chodzi i aby nie narażać rodziny na stresy, w publicystyce unikała już tematów drażliwych.  Przypomnijmy, że Obama jest pierwszym prezydentem USA, który publicznie wystąpił z mową jako gość Planned Parenthood, ruchu aborcyjnych naganiaczy.

Prezydent Obama w przeddzień przesłuchań ogłosił, że nakazał  wyrzucić Millera, ten jednak kończy właśnie swoją karierę i zamierzał odejść na początku czerwca z pełnym uposażeniem na emeryturę…

Poznajmy też przygody z IRS-em milionera o nazwisku  Vandersloot, który śmiał przekazać $1 mln na prezydencką kampanię wyborczą Mitta Romneya.  Najpierw informacja o jego prywatnej donacji pojawiła się na stronie wyborczej Obamy, a tajemniczy detektywi pojawili się węsząc info na jego temat. Następnie IRS zaatakował go seryjnie trzema auditami, które kosztowały go $80 tys. wydanych na prawników. Niestety znaleźli tylko, że nadpłacił podatki i należy mu się zwrot, którego jeszcze nie zobaczył. Z pewnościa będzie wkrótce wezwany przed kongresową komisję badającą przekręty IRS-u.

W wielkim kontraście pojawia się przyznanie przez IRS statusu non profit w ciągu jednego miesiąca (i to na kilka lat retroaktywnie) dla Barack H. Obama Fundation, kierowanej przez przyrodniego brata prezydenta z Kenii, Malika, który był świadkiem na ślubie Obamów, ostatnio przegrał wybory na gubernatora okręgu w Kenii , no i był oskarzony o bicie kilku ze swoich 12 żon…

Przed zamknięciem przesłuchań przewodniczący Komisji Republikanin, Dave Camp (ze stanu Michigan) oświadczył:

„Obiecuję wszystkim Amerykanom, że to jest dopiero początek naszego dochodzenia.”… Wygląda na to, że prawda była ukryta przed oczami Amerykanów aby nie zobaczyli ją przed prezydenckimi wyborami”.

Kongresman Kevin Brady z Teksasu przesłuchując Komisarza Millera zapytał ostro:
 
„Czy my żyjemy  jeszcze w Ameryce?”
„Czy ten rząd jest tak pijany władzą, że użył całą swoją siłę, potęgę, aby prześladować, nachodzić I straszyć  przeciętnego Amerykanina, który tylko chce, aby skorzystać z prawa głosu?”
 
Przewodniczący Dave Camp również oświadczył:

“Problem jest w tym, że IRS jest zbyt potężnym i zbyt złośliwym kolosem, zbyt prześladującym cięźko pracujacych podatników”.

Wydaje się, że najważniejszą osobą w skandalu IRS jest Sarah Hall Ingram, która była nominowana na szefa komórki zajmującej się organizacjami non profit i nadzorowała „przyduszenie” organizacji i stowarzyszeń konserwatywnych .  Jej przeciętna pensja to $170 tys., plus bonus za za lata 2009-2012, ponad $103 tys.!, w tym samym czasie IRS przyznał swoim agentom bonusy na sumę $92 mln. To, że bardzo dobrze wykonała swoje zadanie, znalazło potwierdzenie w nominowaniu jej przez Obamę na następny „odpowiedzialny odcinek” ma obecnie zawiadywać wdrażaniem od strony podatków  Affordable Care Act, czyli Obamowskiej reformy służby zdrowia, która ma wejść w styczniu 2014 r.

Jenny Beth Martin, krajowy koordynator Tea Party Patriots w związku z powyźszym oznajmiła:
 
„My nie ufamy osobie która nas gnębiła (…) Wygląda na to, że administracja zamiast ja zganić I przywołać do porządku, nagrodziła ją . Ona musi być wyrzucona, albo powinna niezwłocznie zrezygnować w konsekwencji swoich haniebnych poczynań”.
 
Nie jest tajemnicą, że pracownicy IRS-u w ogromnej przewadze zasilili kasę kampanii wyborczej Obamy przeciwko kandydatom republikańskim w 2008 (McCain) i 2012 (Romney).  Czego dowiedzieliśmy się z przesłuchań w Kongresie?  Świadkowie z ław rządowych, albo sobie niczego nie przypominają, albo nie są pewni.  Najzabawniejsza była wypowiedź Obamy, że IRS jest przepracowany i po prostu potrzebuje więcej pieniędzy…

Wygląda na to, że Ameryką rządzi stado zdezorientowanych, niekompetentnych facetów, może nie umiejących wydać rozkazu w sprawie pomocy swojemu ambasadorowi zaatakowanemu w Benghazi, ale potrafiących całą mocą IRS zaatakować i pognębić własnych obywateli, którzy odważyliby się skorzystać ze swoich praw zagwarantowanych im przez konstytucję USA…

Kongresowy komitet  zajmujacy się Nadzorowaniem i Reformą Rządowa rozpocznie swoje przesłuchania 22 maja wysokich urzędników IRS-u: Lois Lerner, byłego komisarza Shulmana oraz z-cę sekretarza Skarbu Neala Wolina.

W tej sytuacji oczywistym wydaje się powołanie niezależnego specjalnego prokuratora z władzą wzywania świadków , który znalazłby odpowiedzi na pytanie co naprawdę się stało, kto był tego przyczyną i co zrobić, aby więcej się to nie powtórzyło.  Oczywiscie Obama chciałby aby dochodzenie w sprawie korupcji i lewackich skłonności IRS-u, przeprowadził jego sekretarz Skarbu, Jack Lew, który prywatnie jest jego kolegą.  Zobaczymy co na to powiedzą Republikanie.

W międzyczasie Kongres przegłosował  likwidację obamowskiej reformy służby zdrowia, a marszałek kongresu republikanin John Boehner oświadczył:

„Całkowite odrzucenie ObamaCare pomoże nam zbudować silniejszą, zdrowszą ekonomię i otworzy drogę dla reformy w której centrum jest pacjent, która obniży koszty opieki zdrowotnej i zadba o stanowiska pracy”. (…)  Moje pytanie nie jest, kto zrezygnuje, ale kto pójdzie do wiezienia”.

Bardziej zdecydowani przeciwnicy Obamy oczekują, że skandale wybuchające z pozamiatanych pod dywan afer powinny doprowadzić do impeachmentu Obamy, ale jakim cudem możnaby tego dokonać? Nawet gdyby w Senacie wszyscy Republikanie głosowali za odwołaniem Prezydenta, ciągle potrzebowaliby ok. 22 Demokratów, więc na dzień dzisiejszy jest to nie możliwe.

Reforma służby zdrowia w wykonaniu Obamy zawiera 20 tys. stron odnośnych regulacji, które mają  wdrażać agenci IRS.  Żeby mogli bardziej przycisnąć obywateli USA, Obama zapowiedział zatrudnienie ich o 16 tys. więcej…

 Niektórzy komentatorzy mówią, że lekarstwo na jest proste: podatek liniowy (flat tax).  Nie będzie wiecej gier z potrąceniami, odpisami, kredytami, zachętami, rabatami i rola IRS’u byłaby znacznie uproszczona.

W Ameryce zapachniało Orwellem:  IRS zajmuje się spełnianiem roli Ministerstwa Miłości, w którym pracuje Policja Myśli, ale z powodu tych i podobnych zapachów Amerykanie zaczynają już kichać… 
Znakomity komik i komentator, Dennis Miller wypowiedział się po wybuchu kolejnych skandali:

„Jak to wszystko się skończy, to Obama będzie starał się za wszelką cenę udowodnić, że jest jednak Kenijczykiem…”

Inną równie dobrą sugestią mogłaby byc opinia, że Obama sobie nie radzi, bo tak naprawdę miał miejsce zamach pałacowy i władzę w Białym Domu przęjeła teściowa Prezydenta Mrs. Robinson, stąd to całe zamieszanie…

Jedno jest pewne, zbyt pewny siebie Obama popełnił wiele błędów o czym wszyscy dzisiaj mówią. Jaką cenę zapłaci za nie Prezydent dowiemy się już wkrótce, a tak naprawdę podczas wyborów do Kongresu w 2014 r.

Jacek K. Matysiak

Reklama