Reklama

Zauważyłam, że inflacja postępuje podstępnie. Tak, jak z "Albrecht Mild" w Aldiku, przedostatnie opakowanie kosztowało gdzieś 2,79 Euro, a przedwczoraj 3,99 Euro.

Zauważyłam, że inflacja postępuje podstępnie. Tak, jak z "Albrecht Mild" w Aldiku, przedostatnie opakowanie kosztowało gdzieś 2,79 Euro, a przedwczoraj 3,99 Euro. Uważam, że ta cena jest okay, ale wiem, że żaden kawowy afrykański farmer nie dostanie ani centa więcej, bo to by było fair.
Inflacja potocznych zwrotów i idiomów jest zastanawiająca. Zwłaszcza wtedy, kiedy coraz częściej brakuje słów: powiedzieć, że coś jest idiotyzmem, wydaje mi się nie na miejscu. I to wszystko jedno, w jakim języku. Same eufemizmy. Ta refleksja nie daje mi spać z przynajmniej dwóch powodów. Niejaki pan Bruederle, minister do spraw gospodarki, faktycznie powiedział, że to popyt powinien determinować ceny paliwa, a nie na przykład ferie szkolne.

Przestałam walczyć z zielskiem i zaczęłam się nad tym zasłyszanym w radio sąsiada z ogrodu obok zdaniem poważnie zastanawiać.

Spontaniczny weekendowy wypad mogę sobie podarować, jeśli uważam, że mnie na to nie stać; może w przyszłym tygodniu benzyna będzie tańsza. Dłuższy urlop z dzieciarnią w wieku szkolnym tak łatwo nie da się, niestety, przełożyć. Przełożyłabym za to, mimo żywiołowej niechęci do fizycznych kar, pana Bruederle, FDP, przez kolano.

Popyt reguluje ceny… Okay. Popyt na paliwo wzrasta w czasie sezonu urlopowego. Jaką głębię reprezentują sobą wypowiedzi reprezentantów niemieckiego państwa? Ech… tak tylko pytam.

Pomijając dziury w logice, mam straszną ochotę w końcu sprać i sąsiada. Bo słyszę w tych samych wiadomościach, że Francuzi są gotowi przyjąć niektórych uchodźców z Libii. Tych, którzy mają dość waluty przy sobie.

Ach, to ta humanitarna pomoc?

Co szukający azylu człowiek ma wspólnego z pingpongową piłeczką?

W ogóle trudno się połapać.

Możliwe, że chodzi o jakiś kontekst. W wieku nadmiaryzacji (Rena Tangens i jej "Zuvielisation") trzeba by było przelecieć się na jakąś ekstrasolarną planetę, żeby to coś, co się nie tylko w Europie dzieje, objąć wzrokiem. Witraż w Notre Dame z bliska to też zaledwie kilka kolorowych szkiełek… Globalna inflacja czy globalne schodzenie na psy?

Z sympatii dla psa i innych czworonogów oraz istot skrzydlatych: mówiąc, że coś schodzi na psy, to żadna inwektywa, – tylko po prostu niezasłużony komplement.

Ale kończę, bo jestem zmęczona jak pies.

Reklama
Poprzedni artykułEwka nie płacze. Ani za brzuchatym prorokiem ani za byłym gitarzystą Zbigniewem Ch.
Następny artykułPierwszego bękarta JOW już mieliśmy, a do drzwi senatu puka cała wielodzietna rodzina!

9 KOMENTARZE

    • :)) dolce vita
      dzisiaj rozmawialam z mama, ktora ma co prawda daleko do Aldika, ale moj ojciec pszczelarz i ceny cukru to dla niego tez sprawa ekologicznej rownowagi. O tym, jak ceny cukru w Polsce osiagaja jakies astronomiczne wyzyny wiem z drugiej reki. Mnie sie w ogole wydaje ze tu jakby taniej. Ale nawet nie mam okazji porzadnie porownac bo odkad z Dortmundu nie ma lotniczego polaczenia z Wroclawiem to rzadko bywam w Polsce, chyba ze virtualnie w kontrowersjach albo telefonicznie u krewnych.
      Statystyczny Niemiec martwi sie inflacja. Drozeja pomidory i salata oraz koszty ogrzewania… Inflacja moralna jakos uchodzi, strata wiarygodnosci na czele panstwa to jakby dzialanie uboczne. Inflacja przyzwoitosci jest procesem prawie ukradkowym, najwazniejsze, gdzies poza granicami Bundesrepublik dzieje sie cos, co mozna potepic i napietnowac. Wtedy tak zwane glowy, metaforyczne glowy, bo z takim frachtem myslowym to raczej inne czesci ciala, krzycza wielkim glosem o prawach czlowieka.
      Dzieki za komentarz i pozdrowienia 🙂

    • :)) dolce vita
      dzisiaj rozmawialam z mama, ktora ma co prawda daleko do Aldika, ale moj ojciec pszczelarz i ceny cukru to dla niego tez sprawa ekologicznej rownowagi. O tym, jak ceny cukru w Polsce osiagaja jakies astronomiczne wyzyny wiem z drugiej reki. Mnie sie w ogole wydaje ze tu jakby taniej. Ale nawet nie mam okazji porzadnie porownac bo odkad z Dortmundu nie ma lotniczego polaczenia z Wroclawiem to rzadko bywam w Polsce, chyba ze virtualnie w kontrowersjach albo telefonicznie u krewnych.
      Statystyczny Niemiec martwi sie inflacja. Drozeja pomidory i salata oraz koszty ogrzewania… Inflacja moralna jakos uchodzi, strata wiarygodnosci na czele panstwa to jakby dzialanie uboczne. Inflacja przyzwoitosci jest procesem prawie ukradkowym, najwazniejsze, gdzies poza granicami Bundesrepublik dzieje sie cos, co mozna potepic i napietnowac. Wtedy tak zwane glowy, metaforyczne glowy, bo z takim frachtem myslowym to raczej inne czesci ciala, krzycza wielkim glosem o prawach czlowieka.
      Dzieki za komentarz i pozdrowienia 🙂

    • :)) dolce vita
      dzisiaj rozmawialam z mama, ktora ma co prawda daleko do Aldika, ale moj ojciec pszczelarz i ceny cukru to dla niego tez sprawa ekologicznej rownowagi. O tym, jak ceny cukru w Polsce osiagaja jakies astronomiczne wyzyny wiem z drugiej reki. Mnie sie w ogole wydaje ze tu jakby taniej. Ale nawet nie mam okazji porzadnie porownac bo odkad z Dortmundu nie ma lotniczego polaczenia z Wroclawiem to rzadko bywam w Polsce, chyba ze virtualnie w kontrowersjach albo telefonicznie u krewnych.
      Statystyczny Niemiec martwi sie inflacja. Drozeja pomidory i salata oraz koszty ogrzewania… Inflacja moralna jakos uchodzi, strata wiarygodnosci na czele panstwa to jakby dzialanie uboczne. Inflacja przyzwoitosci jest procesem prawie ukradkowym, najwazniejsze, gdzies poza granicami Bundesrepublik dzieje sie cos, co mozna potepic i napietnowac. Wtedy tak zwane glowy, metaforyczne glowy, bo z takim frachtem myslowym to raczej inne czesci ciala, krzycza wielkim glosem o prawach czlowieka.
      Dzieki za komentarz i pozdrowienia 🙂

  1. Piękny zwierz
    Przepiękny.

    Nie mogę mojemu zrobić zdjecia, bo jak się z aparatem nastawiam, to ucieka. Myśli chyba, że aparat jest szczotką do czesania, czego nie cierpi.

    Bardzo dobra kawa kolumbijska około 2004 roku kosztowała $4.99 za puszkę 3 funty. Teraz ta sama i w tym samym miejscu kosztuje $15.99.

    Kawa jest taką uprawą, na którą nie ma mechanizacji, wszystko ręcznie. Też jestem pewna, że za ręczną pracę nikt nie dostał podwyżki o cent.

  2. Piękny zwierz
    Przepiękny.

    Nie mogę mojemu zrobić zdjecia, bo jak się z aparatem nastawiam, to ucieka. Myśli chyba, że aparat jest szczotką do czesania, czego nie cierpi.

    Bardzo dobra kawa kolumbijska około 2004 roku kosztowała $4.99 za puszkę 3 funty. Teraz ta sama i w tym samym miejscu kosztuje $15.99.

    Kawa jest taką uprawą, na którą nie ma mechanizacji, wszystko ręcznie. Też jestem pewna, że za ręczną pracę nikt nie dostał podwyżki o cent.

  3. Piękny zwierz
    Przepiękny.

    Nie mogę mojemu zrobić zdjecia, bo jak się z aparatem nastawiam, to ucieka. Myśli chyba, że aparat jest szczotką do czesania, czego nie cierpi.

    Bardzo dobra kawa kolumbijska około 2004 roku kosztowała $4.99 za puszkę 3 funty. Teraz ta sama i w tym samym miejscu kosztuje $15.99.

    Kawa jest taką uprawą, na którą nie ma mechanizacji, wszystko ręcznie. Też jestem pewna, że za ręczną pracę nikt nie dostał podwyżki o cent.