Reklama

Sprawy, któryc

Sprawy, których nie było to są takie sprawy, że strach wspominać, najlepiej o takich sprawach w ogóle nie mówić. Na takich sprawach może popłynąć cały życiowy dorobek, człowieka z pozycją, poważanego tu i ówdzie, posiadającego status pozwalający kosztować kawioru i nosić w klapie tytuł naukowy. Takich spraw co ich nie było jest mnóstwo, czasami mam wrażenie, że jest ich więcej niż spraw, które zaistniały. Z powodu skali nie dam rady zająć się wszystkimi sprawami „nie ma sprawy”, dlatego zajmę się tylko trzema, z czego dwie uchodziły za hity, a jedną to już w ogóle obchodzono jak śmierdzące antysemickie jajo. Co jest w życiu najważniejsze? Zdrowie rzecz jasna i dlatego zacznę od zdrowia. Nie było sprawy świńskiej grypy, nie było żadnej sprawy i nie ma sprawy. Jest przerzuconych kilka miliardów euro i dolarów, są pełne po brzegi magazyny rządowe, są setki polityków, dziennikarzy, lekarzy, naukowców i członków WHO umoczonych w korporacjach, ale nie ma sprawy. Z rynku wycofano kilka milionów przeterminowanych lub wadliwych specyfików, żaden z nich nigdy nie trafił do normalnego farmakologicznego obiegu, czyli do aptek. W pierwszej sztucznej pandemii, umarło kilkanaście tysięcy ludzi w skali globalnej, z czego zdecydowana większość chorowała przewlekle lub śmiertelnie.

Społeczne zainteresowanie szczepionkami w porywach sięgało 30%, wszystkie kraje, które zakupiły „szczepionkę” zostały z tym szmelcem zagrażającym ludzkiemu zdrowiu i teraz będą musiały wydać kolejne miliony na utylizację. Gdzieś tak od stycznia nie słyszy się, że w Meksyku umarło 3 Latynosów, w Grecji jeden Chorwat, w Niemczech 2 Turków, w Polsce jeden Żyd.  Nie ma sprawy, zwłaszcza odkąd powstała komisja przy UE, to już w ogóle nie ma sprawy. Przyszło kilku azjatów z WHO, wytłumaczyło, że nikt ich za rękę nie złapał, a ponieważ żyjemy w państwach prawa i poszanowania praw człowieka, zamachu co najmniej na zdrowie ludzkości, nie było. Poza wszystkim strach pomyśleć co by się stało, gdyby wirus zmutował i kto by wtedy za to odpowiadał. Po sprawie, nie ma sprawy, chociaż w lutym mieliśmy mieć drugą, zabójczą falę pandemii, media niczego nie odnotowały. Zachodzę w głowę dlaczego, bo jestem więcej niż pewien, że w ostatnim czasie umarła czterdziestolatka w Zielonej Górze, dwudziestolatek z Sanoka i jedna pielęgniarka z Krosna. Nie ma ani słowa przestrogi, nikt nie nawołuje, żeby myć ręce, nie zabrania całować rodziny w Boże Narodzenie. Koniec sprawy, której nigdy nie było.

Już dziś, w połowie zimy, można powiedzieć, że było to jedna z najbardziej ostrych zim w ostatnim stuleciu. Zima zaatakowała nawet tam, gdzie zima zwykle nie zagląda, klęski zimowe w Anglii i Hiszpanii, katastrofa w USA. U nas w Polsce dzień w dzień mieliśmy komunikaty jak odpalać auto, zbijać sople z dachu, ubierać się ciepło i nosić przy sobie folię izolacyjną, wraz z paliwkiem turystycznym. Redaktorzy znanych stacji pomagali pchać samochody, marynarze ratowali pływające na krze psy, strażacy pływających wędkarzy. Opony zimowe przekonały do siebie największych malkontentów, nad drogowcami nikt się specjalnie nie pastwił, ponieważ każdy widzi jak jest. Wielkie zaskoczenie zagościło w umysłach ludzkości, bo oto w grudniu i styczniu, mieliśmy zimę – niebywale niesamowicie zaskakujące. No ale zima jest, to gdzie tu sprawa, której nie ma? Nie ma globalnego ocieplenia, ani sekundy globalnego ocieplenia w mediach, światowych kongresach, fachowej prasie, na sympozjach i prelekcjach, żadnej światowej kampanii uświadamiającej, żadnych laureatów Nobla przecinających wstęgi przy wiatrowych elektrowniach.

Nie ma sprawy, a przecież sam All Gore, dziennikarz z wykształcenia udowadniał całemu światu, na dwóch wykresach, że globalne ocieplenie jest i promilem gazu, ludzkość będzie regulować tempo topnienia lodowców. Sprawy nie ma, ale czy wraz z brakiem sprawy zniknęły polityczne dotacje dla pseudonaukowców, którzy stadnie podpisywali się pod „naukowymi teoriami”, pod jakimi nie podpisałby się niepiśmienny chłop z Nepalu? Nic nie zniknęło, wszystko jest na swoim miejscu, dalej są światowe plany, dalej funkcjonują limity na emisję CO2, dalej najszacowniejsze grona rzeźbią w nawozie udając, że nic się nie stało. Dlaczego tak? Za chwilkę opowiem, jak tylko uporam się ze sprawa trzecią. Przepraszam, oczywiście uporam się z trzecią „nie ma sprawy”.

Nie ma sprawy izraelskiej armii, lekarzy, polityków i innych handlarzy, robiących za hieny cmentarne. Nie ma sprawy polowania na palestyńskie organy, broń Boże nie ma sprawy handlu organami. Była natomiast głośna sprawa przepraszania Żydów przez całą Szwecję, za prawdziwy artykuł jednego Szweda. Wtedy była sprawa i to życia i śmierci, zarzucanie podobnych rzeczy narodowi, który przeszedł przez holokaust, NAJWIĘKSZĄ, NAJBARDZIEJ TRAGICZNĄ, WYJĄTKOWĄ, PRZEMYSŁOWĄ, NIESPOTYKANĄ, ZBRODNIĘ NA LUDZKOŚCI ŻYDOWSKIEJ, jest skrajnym przejawem zezwierzęcenia, jest zoologicznym antysemityzmem i katolickim żłopaniem mleka o zabarwieniu nienawistnym. Któregoś sądnego dnia przyzwoici Żydzi przerwali milczenie i opowiedzieli jak żydowskie hieny cmentarne polowały i kroiły ciała swoich ofiar, aby sprzedać w najlepszym razie wszczepić temu co zapłacił, nie koniecznie gotówką, wystarczy, że był wiernym, ślepym na wszystko co nie żydowskie Żydem. I nie ma sprawy, poszło w środku informacji przez jeden dzień i po sprawie, żadna narodowa, czy międzynarodowa instytucja nie zajęła się sprawą. Władze Izraela oświadczyły, że nie będzie żadnej komisji śledczej, w ogóle nie będzie żadnego śledztwa w sprawie, bo po cóż śledztwo, kiedy nie ma sprawy. Europejska Komisja Prawa Człowieka i walki z krucyfiksem, nie zajęła żadnego stanowiska, nie ma komunikatu ONZ, UNESCO, nie nałożono na Izrael żadnych sankcji do czasu wyjaśnienia sprawy. Ba… szwedzki dziennikarz nadal jest antysemickie bydle, a naród szwedzki nie przestał być podejrzewanym o antysemityzm. Holokaust jest nadal NAJWIĘSZKY, a skradziony napis, był skradziony przez neonazistów, był wypowiedzeniem wojny i wszystkie wyroki zostały wygłoszone w sekundę po informacji o kradzieży. Sprawy żydowskich hien cmentarnych nie ma i nigdy nie było, Bono nie nagra piosenki, nie będzie kordonu różnokolorowych dzieci, rzucających białe płatki róż i wzywających o pokój. Dawid Warszawski nie odszczeka swoich idiotyzmów wypisywanych w gazecie dla…. Nie wiem kogo.

Zgodnie z obietnicą, odpowiadam hurtem. Dlaczego tak? Dlaczego tak, że nie ma sprawy i nie ma zamieszanych w te sprawy. Odpowiedź jest prosta i wystarczy się przyjrzeć kto był zamieszany w „nie ma sprawy” i przy udziale jakich czynników. Zacznijmy od zamieszanych. Zamieszani są ludzie władzy, sławy, nauki, biznesu, mediów i świadome rozsądne społeczeństwo, czyli jedną frazą „lepsze towarzystwo”. Skompromitowani w „nie ma sprawach” są ci co mieli, mają i muszą uchodzić za: autorytety, rozważny czynnik ludzki, naukowców, polityków wiodących ku świetlanej przyszłości, sławy sceny i ekranu, melodii i filmu, sitka i kamery oraz nowoczesne cywilizowane społeczeństwo, wykształcone, odrzucające spisek jako metodę oceny sytuacji. Mówiąc inaczej, zbyt wielu poważnych ludzi i instytucji ośmieszyło się w „nie ma sprawach”, żeby teraz z tego robić sprawę. Świętości nie mogą być profanowane, nie może gimnazjalista poprawiać nauczyciela, nie może pacjent pukać się w czoło po idiotycznej diagnozie lekarza, nie może wyborca być mądrzejszy od polityka, widz od telewizji, czytelnik od prasy, fan od idola, klient od korporacji. Nie ma sprawy, ponieważ są ludzie za sprawy odpowiedzialni i oni muszą przygotować następne sprawy, których nie będzie. Ci co podważali ludzi sprawy, dalej są na swoim miejscu, to są ludzie nieodpowiedzialni, klienci spisków, ignoranci, domorośli naukowcy i dokąd byśmy doszli, gdyby ich słuchać. Jak się nie ma racji, to się ma poczucie humoru, teraz i na wieki ci co mają rację są śmieszni, używają brzydkich wyrazów, a przede wszystkim są sfrustrowani i szkodzą jakości debaty publicznej, plują jadam na wybitnych.

Czynniki stojące za „nie ma sprawami”. Banały: władza i sława za pieniądze. Przy takich czynnikach nie ma sensu roztrząsać szczegółów, można natomiast pójść globalna diagnozą. Nie ma szans Obama na prezydenta, jeśli nie będzie z ludźmi „nie ma sprawy” i czynnikami „nie ma spraw”. I to jest sam szczyt, który wyznacza kierunek do samego dołu. Nie będzie sławą dziennikarską człowiek spoza ludzi „nie ma sprawy”, nie będzie poważanym naukowcem, człowiek spoza…, nie będzie najbogatszym artystą, człowiek spoza…, nie obejmie kliniki człowiek spoza…., nie zostanie prezesem człowiek spoza… i w końcu nie będzie inteligentnym obywatelem, człowiek spoza… Świat się dzieli na ludzi sprawy, hołdujących czynnikom sprawy, którzy w odpowiednim momencie są gotowi powiedzieć „nie ma sprawy” oraz na wariatów, spiskowców, antysemitów, ciemnogród, w najlepszym razie oszołomów lub katolików. Wybór i przynależność to kwestia indywidualności lub masowości. Patrząc na ludzi i czynniki „nie ma sprawy”, trudno indywidualnie się z tym pogodzić, ale zaraz potem przychodzi myśl, że w masie raźniej i wygodniej. Indywidualnie można zostać wariatem kwestionującym masowe kariery, indywidualnie trzeba być lepszym od masy i jeszcze pogodzić się z tym, że masowo niczego się nie osiągnie. Masowe jest lepsze, masowe myślenie, masowe zachowania, masowe przyzwolenia i zakazy, masowe jest doskonałym alibi. Cokolwiek się zdarzy, to odpowiedzialność, śmieszność i głupota rozmywa się w masie, nie ma indywidualnych winnych i śmiesznych, indywidualnie głupich i ponieważ nie ma ludzi sprawy, to i nie ma sprawy. Tylko trzy „nie ma sprawy”, a ile zabawy, co prawda bawić trzeba się samemu, ale to ponoć nie jest grzech, tylko religijny zabobon.

Reklama

80 KOMENTARZE

  1. jedna banda
    Tak właśnie jest, łańcuch ludzi dobrego interesu składa się z polityków, wielkiego biznesu, mediów i zawodowych autorytetów.
    Każdy z nich ma tutaj swoje korytko napełniane datkami podatników.

    Główną winę ponoszą chyba jednak politycy, oni obmyślają nowe wyzwania i najbardziej opłacalne trendy.
    Nigdy pierwsi nie wpadają na pomysł nowej plagi z którą trzeba walczyć, ale korzystają z podpowiedzi ludzi biznesu i naukowców.

    Cel procederu jest zawsze ten sam – nowy podatek. Cel ukryty, to ogłupianie elektoratu i trenowanie instynktów stadnych.

    Tych spraw „których nie było” można znaleźć jeszcze przynajmniej kilka: jakoby zabójczy dla ozonu freon zastąpiony „cieplarnianym” butanem, zmiana czasu na letni ( tu chodzi jedynie o wymuszanie stadnych, jednakowych zachowań w skali globalnej, nikt na tym nie zarabia), wymiana śmiercionośnych żarówek na zdrowe rtęciówki (prezent od UE dla firmy Philips). I jeszcze parę podobnych spraw.

    W przygotowaniu jest już kaganiec na Internet. Co będzie następną plagą do zwalczenia, to tylko od fantazji polityków zależy.

    • Politycy…
      Politycy nigdy nic nie wymyślą, bo raczej na niewielu rzeczach się znają i – co najważniejsze – nie mają celu… Biznesowego celu!
      Cel zaś ten mają przedstawiciele biznesu, I mają jeszcze coś – pieniądzę, czyli to coś, czego znowu politycy nie mają.
      Ale przedstawiciele biznesu za to nie mają za to przełożenia na lud – w znaczeniu politycznym jak i władczym.
      A stąd już krok do symbiozy, którą wszyscy jaksrawo widzimy.

  2. jedna banda
    Tak właśnie jest, łańcuch ludzi dobrego interesu składa się z polityków, wielkiego biznesu, mediów i zawodowych autorytetów.
    Każdy z nich ma tutaj swoje korytko napełniane datkami podatników.

    Główną winę ponoszą chyba jednak politycy, oni obmyślają nowe wyzwania i najbardziej opłacalne trendy.
    Nigdy pierwsi nie wpadają na pomysł nowej plagi z którą trzeba walczyć, ale korzystają z podpowiedzi ludzi biznesu i naukowców.

    Cel procederu jest zawsze ten sam – nowy podatek. Cel ukryty, to ogłupianie elektoratu i trenowanie instynktów stadnych.

    Tych spraw „których nie było” można znaleźć jeszcze przynajmniej kilka: jakoby zabójczy dla ozonu freon zastąpiony „cieplarnianym” butanem, zmiana czasu na letni ( tu chodzi jedynie o wymuszanie stadnych, jednakowych zachowań w skali globalnej, nikt na tym nie zarabia), wymiana śmiercionośnych żarówek na zdrowe rtęciówki (prezent od UE dla firmy Philips). I jeszcze parę podobnych spraw.

    W przygotowaniu jest już kaganiec na Internet. Co będzie następną plagą do zwalczenia, to tylko od fantazji polityków zależy.

    • Politycy…
      Politycy nigdy nic nie wymyślą, bo raczej na niewielu rzeczach się znają i – co najważniejsze – nie mają celu… Biznesowego celu!
      Cel zaś ten mają przedstawiciele biznesu, I mają jeszcze coś – pieniądzę, czyli to coś, czego znowu politycy nie mają.
      Ale przedstawiciele biznesu za to nie mają za to przełożenia na lud – w znaczeniu politycznym jak i władczym.
      A stąd już krok do symbiozy, którą wszyscy jaksrawo widzimy.

  3. jedna banda
    Tak właśnie jest, łańcuch ludzi dobrego interesu składa się z polityków, wielkiego biznesu, mediów i zawodowych autorytetów.
    Każdy z nich ma tutaj swoje korytko napełniane datkami podatników.

    Główną winę ponoszą chyba jednak politycy, oni obmyślają nowe wyzwania i najbardziej opłacalne trendy.
    Nigdy pierwsi nie wpadają na pomysł nowej plagi z którą trzeba walczyć, ale korzystają z podpowiedzi ludzi biznesu i naukowców.

    Cel procederu jest zawsze ten sam – nowy podatek. Cel ukryty, to ogłupianie elektoratu i trenowanie instynktów stadnych.

    Tych spraw „których nie było” można znaleźć jeszcze przynajmniej kilka: jakoby zabójczy dla ozonu freon zastąpiony „cieplarnianym” butanem, zmiana czasu na letni ( tu chodzi jedynie o wymuszanie stadnych, jednakowych zachowań w skali globalnej, nikt na tym nie zarabia), wymiana śmiercionośnych żarówek na zdrowe rtęciówki (prezent od UE dla firmy Philips). I jeszcze parę podobnych spraw.

    W przygotowaniu jest już kaganiec na Internet. Co będzie następną plagą do zwalczenia, to tylko od fantazji polityków zależy.

    • Politycy…
      Politycy nigdy nic nie wymyślą, bo raczej na niewielu rzeczach się znają i – co najważniejsze – nie mają celu… Biznesowego celu!
      Cel zaś ten mają przedstawiciele biznesu, I mają jeszcze coś – pieniądzę, czyli to coś, czego znowu politycy nie mają.
      Ale przedstawiciele biznesu za to nie mają za to przełożenia na lud – w znaczeniu politycznym jak i władczym.
      A stąd już krok do symbiozy, którą wszyscy jaksrawo widzimy.

  4. jedna banda
    Tak właśnie jest, łańcuch ludzi dobrego interesu składa się z polityków, wielkiego biznesu, mediów i zawodowych autorytetów.
    Każdy z nich ma tutaj swoje korytko napełniane datkami podatników.

    Główną winę ponoszą chyba jednak politycy, oni obmyślają nowe wyzwania i najbardziej opłacalne trendy.
    Nigdy pierwsi nie wpadają na pomysł nowej plagi z którą trzeba walczyć, ale korzystają z podpowiedzi ludzi biznesu i naukowców.

    Cel procederu jest zawsze ten sam – nowy podatek. Cel ukryty, to ogłupianie elektoratu i trenowanie instynktów stadnych.

    Tych spraw „których nie było” można znaleźć jeszcze przynajmniej kilka: jakoby zabójczy dla ozonu freon zastąpiony „cieplarnianym” butanem, zmiana czasu na letni ( tu chodzi jedynie o wymuszanie stadnych, jednakowych zachowań w skali globalnej, nikt na tym nie zarabia), wymiana śmiercionośnych żarówek na zdrowe rtęciówki (prezent od UE dla firmy Philips). I jeszcze parę podobnych spraw.

    W przygotowaniu jest już kaganiec na Internet. Co będzie następną plagą do zwalczenia, to tylko od fantazji polityków zależy.

    • Politycy…
      Politycy nigdy nic nie wymyślą, bo raczej na niewielu rzeczach się znają i – co najważniejsze – nie mają celu… Biznesowego celu!
      Cel zaś ten mają przedstawiciele biznesu, I mają jeszcze coś – pieniądzę, czyli to coś, czego znowu politycy nie mają.
      Ale przedstawiciele biznesu za to nie mają za to przełożenia na lud – w znaczeniu politycznym jak i władczym.
      A stąd już krok do symbiozy, którą wszyscy jaksrawo widzimy.

  5. Chodzi o symbiozę w przyrodzie?
    Krasnoludki bowiem rozmnażają się bezpłciowo, znaczy – przez pączkowanie na pożywce z odpadów drzewa dolarowego. Drzewo dolarowe opisał w swoim czasie Kurt Vonnegut. Liście ma ono ze studolarówek, a owocuje obligacjami pożyczki państwowej. Do drzewa dolarowego ciągną ludziska z najdalszych krańców świata, a kiedy już tam dotrą, to zabijają się nawzajem, dostarczając drzewu doskonałego nawozu. Wprawdzie Kurt Vonnegut już tego nie dodał, ale skądinąd wiemy, że pielęgnowaniem drzew dolarowych zajmują się też krasnoludki, przy okazji pączkując aż miło i to jest jeden z przykładów symbiozy w przyrodzie.

  6. Chodzi o symbiozę w przyrodzie?
    Krasnoludki bowiem rozmnażają się bezpłciowo, znaczy – przez pączkowanie na pożywce z odpadów drzewa dolarowego. Drzewo dolarowe opisał w swoim czasie Kurt Vonnegut. Liście ma ono ze studolarówek, a owocuje obligacjami pożyczki państwowej. Do drzewa dolarowego ciągną ludziska z najdalszych krańców świata, a kiedy już tam dotrą, to zabijają się nawzajem, dostarczając drzewu doskonałego nawozu. Wprawdzie Kurt Vonnegut już tego nie dodał, ale skądinąd wiemy, że pielęgnowaniem drzew dolarowych zajmują się też krasnoludki, przy okazji pączkując aż miło i to jest jeden z przykładów symbiozy w przyrodzie.

  7. Chodzi o symbiozę w przyrodzie?
    Krasnoludki bowiem rozmnażają się bezpłciowo, znaczy – przez pączkowanie na pożywce z odpadów drzewa dolarowego. Drzewo dolarowe opisał w swoim czasie Kurt Vonnegut. Liście ma ono ze studolarówek, a owocuje obligacjami pożyczki państwowej. Do drzewa dolarowego ciągną ludziska z najdalszych krańców świata, a kiedy już tam dotrą, to zabijają się nawzajem, dostarczając drzewu doskonałego nawozu. Wprawdzie Kurt Vonnegut już tego nie dodał, ale skądinąd wiemy, że pielęgnowaniem drzew dolarowych zajmują się też krasnoludki, przy okazji pączkując aż miło i to jest jeden z przykładów symbiozy w przyrodzie.

  8. Chodzi o symbiozę w przyrodzie?
    Krasnoludki bowiem rozmnażają się bezpłciowo, znaczy – przez pączkowanie na pożywce z odpadów drzewa dolarowego. Drzewo dolarowe opisał w swoim czasie Kurt Vonnegut. Liście ma ono ze studolarówek, a owocuje obligacjami pożyczki państwowej. Do drzewa dolarowego ciągną ludziska z najdalszych krańców świata, a kiedy już tam dotrą, to zabijają się nawzajem, dostarczając drzewu doskonałego nawozu. Wprawdzie Kurt Vonnegut już tego nie dodał, ale skądinąd wiemy, że pielęgnowaniem drzew dolarowych zajmują się też krasnoludki, przy okazji pączkując aż miło i to jest jeden z przykładów symbiozy w przyrodzie.

  9. Ponieważ jakoś nie widzę tu na razie tych
    co śpiewają, że wiosna, gdy wokoło zima, uprzejmie przedstawiam tych co uwierzyli w ocieplenie klimatu.

    To firma Gaspol, która zgodnie z umową powinna dopełniać mi przydomowy zbiornik gazu LPG. Przedstawiciele tej firmy niechybnie wzięli sobie do serca rozpaczliwe nawoływania Gore’a i uwierzyli, że zimy nie ma, więc gaz jest mi niepotrzebny.
    Samochód, który miał mi dostarczyć gaz, z powodu łysych opon nie jest w stanie podjechać pod dom. Podjeżdżam ja, podjeżdżają wozy asenizacyjne, podjeżdżają ciężarówki, ale nie Gaspol.
    W tej firmie nie istnieje pojęcie opon zimowych, a łańcuchy na koła zapewne postrzegane są jako narzędzie szatana, który roznieca ogień globalnego ocieplenia. Postanowiła więc firma Gaspol, że zmniejszy emisję CO2 odcinając mnie od LPG, a mnie zamrażając, żebym nie wydychał zabójczego gazu.

    Siedzę więc sobie marznąc jak kutas w przeręblu i spalając w kominku resztkę drzewa, a jutro pewnie polecę do apteki kupić szczepionkę przeciw grypie bo mnie łapie przeziębienie. A za nim się przekręcę z zimna zapiszę swoje organy rządowi Izraela.

  10. Ponieważ jakoś nie widzę tu na razie tych
    co śpiewają, że wiosna, gdy wokoło zima, uprzejmie przedstawiam tych co uwierzyli w ocieplenie klimatu.

    To firma Gaspol, która zgodnie z umową powinna dopełniać mi przydomowy zbiornik gazu LPG. Przedstawiciele tej firmy niechybnie wzięli sobie do serca rozpaczliwe nawoływania Gore’a i uwierzyli, że zimy nie ma, więc gaz jest mi niepotrzebny.
    Samochód, który miał mi dostarczyć gaz, z powodu łysych opon nie jest w stanie podjechać pod dom. Podjeżdżam ja, podjeżdżają wozy asenizacyjne, podjeżdżają ciężarówki, ale nie Gaspol.
    W tej firmie nie istnieje pojęcie opon zimowych, a łańcuchy na koła zapewne postrzegane są jako narzędzie szatana, który roznieca ogień globalnego ocieplenia. Postanowiła więc firma Gaspol, że zmniejszy emisję CO2 odcinając mnie od LPG, a mnie zamrażając, żebym nie wydychał zabójczego gazu.

    Siedzę więc sobie marznąc jak kutas w przeręblu i spalając w kominku resztkę drzewa, a jutro pewnie polecę do apteki kupić szczepionkę przeciw grypie bo mnie łapie przeziębienie. A za nim się przekręcę z zimna zapiszę swoje organy rządowi Izraela.

  11. Ponieważ jakoś nie widzę tu na razie tych
    co śpiewają, że wiosna, gdy wokoło zima, uprzejmie przedstawiam tych co uwierzyli w ocieplenie klimatu.

    To firma Gaspol, która zgodnie z umową powinna dopełniać mi przydomowy zbiornik gazu LPG. Przedstawiciele tej firmy niechybnie wzięli sobie do serca rozpaczliwe nawoływania Gore’a i uwierzyli, że zimy nie ma, więc gaz jest mi niepotrzebny.
    Samochód, który miał mi dostarczyć gaz, z powodu łysych opon nie jest w stanie podjechać pod dom. Podjeżdżam ja, podjeżdżają wozy asenizacyjne, podjeżdżają ciężarówki, ale nie Gaspol.
    W tej firmie nie istnieje pojęcie opon zimowych, a łańcuchy na koła zapewne postrzegane są jako narzędzie szatana, który roznieca ogień globalnego ocieplenia. Postanowiła więc firma Gaspol, że zmniejszy emisję CO2 odcinając mnie od LPG, a mnie zamrażając, żebym nie wydychał zabójczego gazu.

    Siedzę więc sobie marznąc jak kutas w przeręblu i spalając w kominku resztkę drzewa, a jutro pewnie polecę do apteki kupić szczepionkę przeciw grypie bo mnie łapie przeziębienie. A za nim się przekręcę z zimna zapiszę swoje organy rządowi Izraela.

  12. Ponieważ jakoś nie widzę tu na razie tych
    co śpiewają, że wiosna, gdy wokoło zima, uprzejmie przedstawiam tych co uwierzyli w ocieplenie klimatu.

    To firma Gaspol, która zgodnie z umową powinna dopełniać mi przydomowy zbiornik gazu LPG. Przedstawiciele tej firmy niechybnie wzięli sobie do serca rozpaczliwe nawoływania Gore’a i uwierzyli, że zimy nie ma, więc gaz jest mi niepotrzebny.
    Samochód, który miał mi dostarczyć gaz, z powodu łysych opon nie jest w stanie podjechać pod dom. Podjeżdżam ja, podjeżdżają wozy asenizacyjne, podjeżdżają ciężarówki, ale nie Gaspol.
    W tej firmie nie istnieje pojęcie opon zimowych, a łańcuchy na koła zapewne postrzegane są jako narzędzie szatana, który roznieca ogień globalnego ocieplenia. Postanowiła więc firma Gaspol, że zmniejszy emisję CO2 odcinając mnie od LPG, a mnie zamrażając, żebym nie wydychał zabójczego gazu.

    Siedzę więc sobie marznąc jak kutas w przeręblu i spalając w kominku resztkę drzewa, a jutro pewnie polecę do apteki kupić szczepionkę przeciw grypie bo mnie łapie przeziębienie. A za nim się przekręcę z zimna zapiszę swoje organy rządowi Izraela.

      • Graz – masz chyba rację. Pamietam także Poleskiego.
        Pamiętać dokładnie coś z przed tylu lat nie jest łatwo.
        Najprawdopodobniej popełniłem błąd.
        Nie weryfikowałem swej pamięci poprzez ponowne
        czytanie dawnych artykułów pism podziemnych.
        Ale Macieja Poleskiego sobie dobrze przypominam,
        bo lubiłem go czytać.
        Rozprowadzałem w podziemiu cienką broszurkę
        z jego artykułem. Spore ilości.
        Pamiętam też moje przygnębienie, gdy złapano
        Czesława Bieleckiego i z triumfem ogłoszono
        to w oficjalnych gazetach.
        Milicjanci go wtedy trochę poturbowali.

      • Graz – masz chyba rację. Pamietam także Poleskiego.
        Pamiętać dokładnie coś z przed tylu lat nie jest łatwo.
        Najprawdopodobniej popełniłem błąd.
        Nie weryfikowałem swej pamięci poprzez ponowne
        czytanie dawnych artykułów pism podziemnych.
        Ale Macieja Poleskiego sobie dobrze przypominam,
        bo lubiłem go czytać.
        Rozprowadzałem w podziemiu cienką broszurkę
        z jego artykułem. Spore ilości.
        Pamiętam też moje przygnębienie, gdy złapano
        Czesława Bieleckiego i z triumfem ogłoszono
        to w oficjalnych gazetach.
        Milicjanci go wtedy trochę poturbowali.

      • Graz – masz chyba rację. Pamietam także Poleskiego.
        Pamiętać dokładnie coś z przed tylu lat nie jest łatwo.
        Najprawdopodobniej popełniłem błąd.
        Nie weryfikowałem swej pamięci poprzez ponowne
        czytanie dawnych artykułów pism podziemnych.
        Ale Macieja Poleskiego sobie dobrze przypominam,
        bo lubiłem go czytać.
        Rozprowadzałem w podziemiu cienką broszurkę
        z jego artykułem. Spore ilości.
        Pamiętam też moje przygnębienie, gdy złapano
        Czesława Bieleckiego i z triumfem ogłoszono
        to w oficjalnych gazetach.
        Milicjanci go wtedy trochę poturbowali.

      • Graz – masz chyba rację. Pamietam także Poleskiego.
        Pamiętać dokładnie coś z przed tylu lat nie jest łatwo.
        Najprawdopodobniej popełniłem błąd.
        Nie weryfikowałem swej pamięci poprzez ponowne
        czytanie dawnych artykułów pism podziemnych.
        Ale Macieja Poleskiego sobie dobrze przypominam,
        bo lubiłem go czytać.
        Rozprowadzałem w podziemiu cienką broszurkę
        z jego artykułem. Spore ilości.
        Pamiętam też moje przygnębienie, gdy złapano
        Czesława Bieleckiego i z triumfem ogłoszono
        to w oficjalnych gazetach.
        Milicjanci go wtedy trochę poturbowali.

  13. Powiało krwawym horrorem,
    bo Kurce wyszedł niezły kalambur – All Gore, czyli wszystek (świat) spłynie krwią. Jedna litera “l” (All – Al) robi wielką różnicę. I pomyśleć tylko, że krwiożerczy Gore jako wiceprezio cieszył się wśród Amerykanów wdzięczną ksywką Bore – nudziarz.

  14. Powiało krwawym horrorem,
    bo Kurce wyszedł niezły kalambur – All Gore, czyli wszystek (świat) spłynie krwią. Jedna litera “l” (All – Al) robi wielką różnicę. I pomyśleć tylko, że krwiożerczy Gore jako wiceprezio cieszył się wśród Amerykanów wdzięczną ksywką Bore – nudziarz.

  15. Powiało krwawym horrorem,
    bo Kurce wyszedł niezły kalambur – All Gore, czyli wszystek (świat) spłynie krwią. Jedna litera “l” (All – Al) robi wielką różnicę. I pomyśleć tylko, że krwiożerczy Gore jako wiceprezio cieszył się wśród Amerykanów wdzięczną ksywką Bore – nudziarz.

  16. Powiało krwawym horrorem,
    bo Kurce wyszedł niezły kalambur – All Gore, czyli wszystek (świat) spłynie krwią. Jedna litera “l” (All – Al) robi wielką różnicę. I pomyśleć tylko, że krwiożerczy Gore jako wiceprezio cieszył się wśród Amerykanów wdzięczną ksywką Bore – nudziarz.

  17. Z tym globalnym ocipieniem to się trochę rozminąłeś z prawdą
    Nie chodzi mi tym razem o istnienie bądź nieistnienie efektu cieplarnianego (jak jużem mówiło – g.w. tym temacie wiemy i tylko ludzie nie mający zielonego pojęcia o nauce, tudzież odpowiednio posmarowani zieloną farbą są w stanie wygłaszać 100% pewne tezy na “TAK” i na “NIE”), tylko raczej o tym że nie ma sprawy.
    Otóż sprawa jest i to na wsze storony.
    Ze strony na “TAK” mamy protesty “ekologów” (ekolog to rodzaj biologa, który nie bawi się w ochronę ginących trawek. Nauka o ochronie środowiska dotąd nie ma nazwy, termin “sozologia” się nie przyjął) i zwolenników handlu CO2, którzy zwyzywali uczestników szczytu klimatycznego od morderców gorszych od nazistów. Czemu? Bo przyjęli mniej restrykcyjne normy emisji Co2 z dwóch wariantów możliwych. “Ekologowie” chcieliby najlepiej trzeci – czyli ograniczenie emisji do zera, co jest o tyle absurdem, że oznacza między innymi zakaz oddychania (0,02% CO2). Nie redukując do absurdu można natomiast zapytać np. co z produkcją Coca-Coli i piwa????
    No więc mamy nazistów ze szczytu klimatycznego o który oprócz “ekologicznych umysłów” (znaczy się nie skażonych myśleniem) oprotestowały Murzyny. Akurat Murzynom się nie dziwię – część opłat za emisję CO2 miała pójść do Murzynów, gdzie jak to zwykle bywa, dostałby je jakiś król czy generał murzyński i za większość postawił nowy pałac, a za resztę kupił mleko w proszku z demobilu.
    Z frotu “NIE” mamy dla odmiany osobę z towarzystwa “nie ma sprawy”, milionera i pewnie Żyda, który przypalając cygaro kolejną $100 powiedział to samo co Kurak przypalający węgiel w piecu “Gazetą Wiadomą” – “jakie k*wa globalne ocieplenie???”. A ponieważ powiedział to człowiek z towarzystwa “nie ma sprawy”, sprawa jest. Dodał coś też o zabranu Alowi Wielkie Ocipienie nagrody producentów dynamitu i pewnie złotego Wujka Oswalda też, bo w końcu dostał go za film dokumentalny – a tym czasem wartość tego dokumentu zaczyna być podobna do jakości filmów typu “Shocking Asia”.
    Z frontu “MAM TO W DUPIE” też ciekawa wiadomość – w Niemczech ktoś zajumanił masę certyfikatów CO2. Teraz może sprzedać je afrykańskim generałom.

    Tak więc akurat sprawa Globalnego Ocipienia istnieje.
    Świetny termin nota bene.

  18. Z tym globalnym ocipieniem to się trochę rozminąłeś z prawdą
    Nie chodzi mi tym razem o istnienie bądź nieistnienie efektu cieplarnianego (jak jużem mówiło – g.w. tym temacie wiemy i tylko ludzie nie mający zielonego pojęcia o nauce, tudzież odpowiednio posmarowani zieloną farbą są w stanie wygłaszać 100% pewne tezy na “TAK” i na “NIE”), tylko raczej o tym że nie ma sprawy.
    Otóż sprawa jest i to na wsze storony.
    Ze strony na “TAK” mamy protesty “ekologów” (ekolog to rodzaj biologa, który nie bawi się w ochronę ginących trawek. Nauka o ochronie środowiska dotąd nie ma nazwy, termin “sozologia” się nie przyjął) i zwolenników handlu CO2, którzy zwyzywali uczestników szczytu klimatycznego od morderców gorszych od nazistów. Czemu? Bo przyjęli mniej restrykcyjne normy emisji Co2 z dwóch wariantów możliwych. “Ekologowie” chcieliby najlepiej trzeci – czyli ograniczenie emisji do zera, co jest o tyle absurdem, że oznacza między innymi zakaz oddychania (0,02% CO2). Nie redukując do absurdu można natomiast zapytać np. co z produkcją Coca-Coli i piwa????
    No więc mamy nazistów ze szczytu klimatycznego o który oprócz “ekologicznych umysłów” (znaczy się nie skażonych myśleniem) oprotestowały Murzyny. Akurat Murzynom się nie dziwię – część opłat za emisję CO2 miała pójść do Murzynów, gdzie jak to zwykle bywa, dostałby je jakiś król czy generał murzyński i za większość postawił nowy pałac, a za resztę kupił mleko w proszku z demobilu.
    Z frotu “NIE” mamy dla odmiany osobę z towarzystwa “nie ma sprawy”, milionera i pewnie Żyda, który przypalając cygaro kolejną $100 powiedział to samo co Kurak przypalający węgiel w piecu “Gazetą Wiadomą” – “jakie k*wa globalne ocieplenie???”. A ponieważ powiedział to człowiek z towarzystwa “nie ma sprawy”, sprawa jest. Dodał coś też o zabranu Alowi Wielkie Ocipienie nagrody producentów dynamitu i pewnie złotego Wujka Oswalda też, bo w końcu dostał go za film dokumentalny – a tym czasem wartość tego dokumentu zaczyna być podobna do jakości filmów typu “Shocking Asia”.
    Z frontu “MAM TO W DUPIE” też ciekawa wiadomość – w Niemczech ktoś zajumanił masę certyfikatów CO2. Teraz może sprzedać je afrykańskim generałom.

    Tak więc akurat sprawa Globalnego Ocipienia istnieje.
    Świetny termin nota bene.

  19. Z tym globalnym ocipieniem to się trochę rozminąłeś z prawdą
    Nie chodzi mi tym razem o istnienie bądź nieistnienie efektu cieplarnianego (jak jużem mówiło – g.w. tym temacie wiemy i tylko ludzie nie mający zielonego pojęcia o nauce, tudzież odpowiednio posmarowani zieloną farbą są w stanie wygłaszać 100% pewne tezy na “TAK” i na “NIE”), tylko raczej o tym że nie ma sprawy.
    Otóż sprawa jest i to na wsze storony.
    Ze strony na “TAK” mamy protesty “ekologów” (ekolog to rodzaj biologa, który nie bawi się w ochronę ginących trawek. Nauka o ochronie środowiska dotąd nie ma nazwy, termin “sozologia” się nie przyjął) i zwolenników handlu CO2, którzy zwyzywali uczestników szczytu klimatycznego od morderców gorszych od nazistów. Czemu? Bo przyjęli mniej restrykcyjne normy emisji Co2 z dwóch wariantów możliwych. “Ekologowie” chcieliby najlepiej trzeci – czyli ograniczenie emisji do zera, co jest o tyle absurdem, że oznacza między innymi zakaz oddychania (0,02% CO2). Nie redukując do absurdu można natomiast zapytać np. co z produkcją Coca-Coli i piwa????
    No więc mamy nazistów ze szczytu klimatycznego o który oprócz “ekologicznych umysłów” (znaczy się nie skażonych myśleniem) oprotestowały Murzyny. Akurat Murzynom się nie dziwię – część opłat za emisję CO2 miała pójść do Murzynów, gdzie jak to zwykle bywa, dostałby je jakiś król czy generał murzyński i za większość postawił nowy pałac, a za resztę kupił mleko w proszku z demobilu.
    Z frotu “NIE” mamy dla odmiany osobę z towarzystwa “nie ma sprawy”, milionera i pewnie Żyda, który przypalając cygaro kolejną $100 powiedział to samo co Kurak przypalający węgiel w piecu “Gazetą Wiadomą” – “jakie k*wa globalne ocieplenie???”. A ponieważ powiedział to człowiek z towarzystwa “nie ma sprawy”, sprawa jest. Dodał coś też o zabranu Alowi Wielkie Ocipienie nagrody producentów dynamitu i pewnie złotego Wujka Oswalda też, bo w końcu dostał go za film dokumentalny – a tym czasem wartość tego dokumentu zaczyna być podobna do jakości filmów typu “Shocking Asia”.
    Z frontu “MAM TO W DUPIE” też ciekawa wiadomość – w Niemczech ktoś zajumanił masę certyfikatów CO2. Teraz może sprzedać je afrykańskim generałom.

    Tak więc akurat sprawa Globalnego Ocipienia istnieje.
    Świetny termin nota bene.

  20. Z tym globalnym ocipieniem to się trochę rozminąłeś z prawdą
    Nie chodzi mi tym razem o istnienie bądź nieistnienie efektu cieplarnianego (jak jużem mówiło – g.w. tym temacie wiemy i tylko ludzie nie mający zielonego pojęcia o nauce, tudzież odpowiednio posmarowani zieloną farbą są w stanie wygłaszać 100% pewne tezy na “TAK” i na “NIE”), tylko raczej o tym że nie ma sprawy.
    Otóż sprawa jest i to na wsze storony.
    Ze strony na “TAK” mamy protesty “ekologów” (ekolog to rodzaj biologa, który nie bawi się w ochronę ginących trawek. Nauka o ochronie środowiska dotąd nie ma nazwy, termin “sozologia” się nie przyjął) i zwolenników handlu CO2, którzy zwyzywali uczestników szczytu klimatycznego od morderców gorszych od nazistów. Czemu? Bo przyjęli mniej restrykcyjne normy emisji Co2 z dwóch wariantów możliwych. “Ekologowie” chcieliby najlepiej trzeci – czyli ograniczenie emisji do zera, co jest o tyle absurdem, że oznacza między innymi zakaz oddychania (0,02% CO2). Nie redukując do absurdu można natomiast zapytać np. co z produkcją Coca-Coli i piwa????
    No więc mamy nazistów ze szczytu klimatycznego o który oprócz “ekologicznych umysłów” (znaczy się nie skażonych myśleniem) oprotestowały Murzyny. Akurat Murzynom się nie dziwię – część opłat za emisję CO2 miała pójść do Murzynów, gdzie jak to zwykle bywa, dostałby je jakiś król czy generał murzyński i za większość postawił nowy pałac, a za resztę kupił mleko w proszku z demobilu.
    Z frotu “NIE” mamy dla odmiany osobę z towarzystwa “nie ma sprawy”, milionera i pewnie Żyda, który przypalając cygaro kolejną $100 powiedział to samo co Kurak przypalający węgiel w piecu “Gazetą Wiadomą” – “jakie k*wa globalne ocieplenie???”. A ponieważ powiedział to człowiek z towarzystwa “nie ma sprawy”, sprawa jest. Dodał coś też o zabranu Alowi Wielkie Ocipienie nagrody producentów dynamitu i pewnie złotego Wujka Oswalda też, bo w końcu dostał go za film dokumentalny – a tym czasem wartość tego dokumentu zaczyna być podobna do jakości filmów typu “Shocking Asia”.
    Z frontu “MAM TO W DUPIE” też ciekawa wiadomość – w Niemczech ktoś zajumanił masę certyfikatów CO2. Teraz może sprzedać je afrykańskim generałom.

    Tak więc akurat sprawa Globalnego Ocipienia istnieje.
    Świetny termin nota bene.

  21. Zapomniałeś o jednym istotnym “nie ma sprawy”
    Goldman – Sachs, znani z upieprzania polskiej złotówki doradzali w kreatywnej księgowości budżetowej Grecji. Doradzali tak skutecznie, że Grecy stoją w obliczu bankructwa, a euroklub ma pasztet co zrobić z greckimi oszustami. Tyle, że poza wspomnieniem o udziale G-S w tym kurewstwie, nikt jakoś nie mówi o współsprawstwie w działalności de facto kryminalnej, tak jak to miało miejsce w przypadku Enronu. Nie ma sprawy.

    więcej: http://www.bankier.pl/wiadomosc/Jak-Goldman-Sachs-udawal-Greka-przed-inwestorami-2094341.html

    • Czy jest jakikolwiek organ –
      – bo ja wiem, międzynarodowy, a może branżowy – który po wszystkich tych cudach (zaniżony rating Polski, kreatywne doradzanie Grekom) jest w stanie cokolwiek zrobić, żeby G-S poczuł na własnej skórze, że to się nie opłaca? Czy też G-S jest już tak zakorzenioną korporacją, że może sobie robić takie siupy bezkarnie? Przecież to się rewolwer w kieszeni odbezpiecza, jak się czyta takie rzeczy jak w podlinkowanym artykule!

      Ja wiem, że to pytanie laika i to skażonego wiarą w interwencjonizm, ale wygląda mi na to, że niewidzialna ręka rynku w tym wypadku może sobie nafiukać.

      • Cyt:
        Goldman-Sachs “przeżył krach z 2008 roku tylko dlatego, że ówczesny sekretarz skarbu Henry Paulson oraz szef Fed-u Ben Bernanke (były prezes Goldmana) zdecydowali się wyłożyć 150 mld dolarów na ratunek firmie AIG, której Goldman Sachs był głównym wierzycielem.”

        I to wszystko wyjaśnia, a nie żadne tam bankructwa banków zgodnie z regułą domina.

        Że sobie powtórzę swoje motto: Jeszcze nigdy tak niewielu nie zrobiło wała z tak wielu

        • Jak byłem nieco młodszy,
          w okresie największej fascynacji filmami sensacyjnymi wydawało mi się, że w przypadkach skrajnych odnośna państwowa agencja może wysłać snajpera albo jeszcze dyskretniej – fachowca z pigułką, po której prezes pada na zawał.

          Dopiero chwilę później do mnie dotarło, że taka firma jest jak hydra, w której kolejne głowy już się czają, żeby zająć miejsce CEO, usuniętego w ten czy inny sposób.

          I najgorsze jest to, że prosty konsument nie jest w stanie nawet zagłosować swoimi pieniędzmi, przenosząc je z banku G-S do innego, boć ten bank w ogóle nie oferuje swoich usług u nas. Bezsilność czuję.

  22. Zapomniałeś o jednym istotnym “nie ma sprawy”
    Goldman – Sachs, znani z upieprzania polskiej złotówki doradzali w kreatywnej księgowości budżetowej Grecji. Doradzali tak skutecznie, że Grecy stoją w obliczu bankructwa, a euroklub ma pasztet co zrobić z greckimi oszustami. Tyle, że poza wspomnieniem o udziale G-S w tym kurewstwie, nikt jakoś nie mówi o współsprawstwie w działalności de facto kryminalnej, tak jak to miało miejsce w przypadku Enronu. Nie ma sprawy.

    więcej: http://www.bankier.pl/wiadomosc/Jak-Goldman-Sachs-udawal-Greka-przed-inwestorami-2094341.html

    • Czy jest jakikolwiek organ –
      – bo ja wiem, międzynarodowy, a może branżowy – który po wszystkich tych cudach (zaniżony rating Polski, kreatywne doradzanie Grekom) jest w stanie cokolwiek zrobić, żeby G-S poczuł na własnej skórze, że to się nie opłaca? Czy też G-S jest już tak zakorzenioną korporacją, że może sobie robić takie siupy bezkarnie? Przecież to się rewolwer w kieszeni odbezpiecza, jak się czyta takie rzeczy jak w podlinkowanym artykule!

      Ja wiem, że to pytanie laika i to skażonego wiarą w interwencjonizm, ale wygląda mi na to, że niewidzialna ręka rynku w tym wypadku może sobie nafiukać.

      • Cyt:
        Goldman-Sachs “przeżył krach z 2008 roku tylko dlatego, że ówczesny sekretarz skarbu Henry Paulson oraz szef Fed-u Ben Bernanke (były prezes Goldmana) zdecydowali się wyłożyć 150 mld dolarów na ratunek firmie AIG, której Goldman Sachs był głównym wierzycielem.”

        I to wszystko wyjaśnia, a nie żadne tam bankructwa banków zgodnie z regułą domina.

        Że sobie powtórzę swoje motto: Jeszcze nigdy tak niewielu nie zrobiło wała z tak wielu

        • Jak byłem nieco młodszy,
          w okresie największej fascynacji filmami sensacyjnymi wydawało mi się, że w przypadkach skrajnych odnośna państwowa agencja może wysłać snajpera albo jeszcze dyskretniej – fachowca z pigułką, po której prezes pada na zawał.

          Dopiero chwilę później do mnie dotarło, że taka firma jest jak hydra, w której kolejne głowy już się czają, żeby zająć miejsce CEO, usuniętego w ten czy inny sposób.

          I najgorsze jest to, że prosty konsument nie jest w stanie nawet zagłosować swoimi pieniędzmi, przenosząc je z banku G-S do innego, boć ten bank w ogóle nie oferuje swoich usług u nas. Bezsilność czuję.

  23. Zapomniałeś o jednym istotnym “nie ma sprawy”
    Goldman – Sachs, znani z upieprzania polskiej złotówki doradzali w kreatywnej księgowości budżetowej Grecji. Doradzali tak skutecznie, że Grecy stoją w obliczu bankructwa, a euroklub ma pasztet co zrobić z greckimi oszustami. Tyle, że poza wspomnieniem o udziale G-S w tym kurewstwie, nikt jakoś nie mówi o współsprawstwie w działalności de facto kryminalnej, tak jak to miało miejsce w przypadku Enronu. Nie ma sprawy.

    więcej: http://www.bankier.pl/wiadomosc/Jak-Goldman-Sachs-udawal-Greka-przed-inwestorami-2094341.html

    • Czy jest jakikolwiek organ –
      – bo ja wiem, międzynarodowy, a może branżowy – który po wszystkich tych cudach (zaniżony rating Polski, kreatywne doradzanie Grekom) jest w stanie cokolwiek zrobić, żeby G-S poczuł na własnej skórze, że to się nie opłaca? Czy też G-S jest już tak zakorzenioną korporacją, że może sobie robić takie siupy bezkarnie? Przecież to się rewolwer w kieszeni odbezpiecza, jak się czyta takie rzeczy jak w podlinkowanym artykule!

      Ja wiem, że to pytanie laika i to skażonego wiarą w interwencjonizm, ale wygląda mi na to, że niewidzialna ręka rynku w tym wypadku może sobie nafiukać.

      • Cyt:
        Goldman-Sachs “przeżył krach z 2008 roku tylko dlatego, że ówczesny sekretarz skarbu Henry Paulson oraz szef Fed-u Ben Bernanke (były prezes Goldmana) zdecydowali się wyłożyć 150 mld dolarów na ratunek firmie AIG, której Goldman Sachs był głównym wierzycielem.”

        I to wszystko wyjaśnia, a nie żadne tam bankructwa banków zgodnie z regułą domina.

        Że sobie powtórzę swoje motto: Jeszcze nigdy tak niewielu nie zrobiło wała z tak wielu

        • Jak byłem nieco młodszy,
          w okresie największej fascynacji filmami sensacyjnymi wydawało mi się, że w przypadkach skrajnych odnośna państwowa agencja może wysłać snajpera albo jeszcze dyskretniej – fachowca z pigułką, po której prezes pada na zawał.

          Dopiero chwilę później do mnie dotarło, że taka firma jest jak hydra, w której kolejne głowy już się czają, żeby zająć miejsce CEO, usuniętego w ten czy inny sposób.

          I najgorsze jest to, że prosty konsument nie jest w stanie nawet zagłosować swoimi pieniędzmi, przenosząc je z banku G-S do innego, boć ten bank w ogóle nie oferuje swoich usług u nas. Bezsilność czuję.

  24. Zapomniałeś o jednym istotnym “nie ma sprawy”
    Goldman – Sachs, znani z upieprzania polskiej złotówki doradzali w kreatywnej księgowości budżetowej Grecji. Doradzali tak skutecznie, że Grecy stoją w obliczu bankructwa, a euroklub ma pasztet co zrobić z greckimi oszustami. Tyle, że poza wspomnieniem o udziale G-S w tym kurewstwie, nikt jakoś nie mówi o współsprawstwie w działalności de facto kryminalnej, tak jak to miało miejsce w przypadku Enronu. Nie ma sprawy.

    więcej: http://www.bankier.pl/wiadomosc/Jak-Goldman-Sachs-udawal-Greka-przed-inwestorami-2094341.html

    • Czy jest jakikolwiek organ –
      – bo ja wiem, międzynarodowy, a może branżowy – który po wszystkich tych cudach (zaniżony rating Polski, kreatywne doradzanie Grekom) jest w stanie cokolwiek zrobić, żeby G-S poczuł na własnej skórze, że to się nie opłaca? Czy też G-S jest już tak zakorzenioną korporacją, że może sobie robić takie siupy bezkarnie? Przecież to się rewolwer w kieszeni odbezpiecza, jak się czyta takie rzeczy jak w podlinkowanym artykule!

      Ja wiem, że to pytanie laika i to skażonego wiarą w interwencjonizm, ale wygląda mi na to, że niewidzialna ręka rynku w tym wypadku może sobie nafiukać.

      • Cyt:
        Goldman-Sachs “przeżył krach z 2008 roku tylko dlatego, że ówczesny sekretarz skarbu Henry Paulson oraz szef Fed-u Ben Bernanke (były prezes Goldmana) zdecydowali się wyłożyć 150 mld dolarów na ratunek firmie AIG, której Goldman Sachs był głównym wierzycielem.”

        I to wszystko wyjaśnia, a nie żadne tam bankructwa banków zgodnie z regułą domina.

        Że sobie powtórzę swoje motto: Jeszcze nigdy tak niewielu nie zrobiło wała z tak wielu

        • Jak byłem nieco młodszy,
          w okresie największej fascynacji filmami sensacyjnymi wydawało mi się, że w przypadkach skrajnych odnośna państwowa agencja może wysłać snajpera albo jeszcze dyskretniej – fachowca z pigułką, po której prezes pada na zawał.

          Dopiero chwilę później do mnie dotarło, że taka firma jest jak hydra, w której kolejne głowy już się czają, żeby zająć miejsce CEO, usuniętego w ten czy inny sposób.

          I najgorsze jest to, że prosty konsument nie jest w stanie nawet zagłosować swoimi pieniędzmi, przenosząc je z banku G-S do innego, boć ten bank w ogóle nie oferuje swoich usług u nas. Bezsilność czuję.