Reklama

Prawie cała Polska zajęta jest najbardziej palącym problemem i dyskutuje o tym, czym Jerzy Janowicz może pyskować do pismaków. Skorzystam z okazji i będę milczał w temacie Janowicza, ale za to rozgadam się na inny temat. Pono istnieją jakieś badania, z których wynika, że na czas kryzysu zbrojnego Polacy wolą Tuska. Nie wiem kto te badania robił, nie umiem też powiedzieć, czy na pewno chodzi o badania, czy raczej o opinie. Nieważne, jak zwykle w PRL II liczy się to, co powiedzą w telewizji, a w telewizji mówią jasno i głośno, że Tusk z Moskalem poradziłby sobie jak należy, z kolei Kaczyński wytłukłby nas do nogi. Muszę się przyznać, że niestety daję wiarę tej opinii, ściślej rzecz ujmując wierzę w większość, która instynktownie staje po stronie Tuska, ale tu wcale nie o zdolności bojowe Donalda chodzi i szaleństwo Kaczyńskiego, wręcz odwrotnie. Tusk znów złapał oddech, ponieważ Polacy przestraszyli się ruskich czołgów na ulicach i gwałcących sołdatów po piwnicach. Na co dzień większość udaje nowoczesnych i wykształconych, jednak nie się zapomina trwale tych wszystkich opowieści wyniesionych z domu, o tym jak było na wojnie i w chwili próby ogonek natychmiast się kuli. Po obejrzeniu groźnych wieści ze świata, wystarczy sobie przypomnieć parę scen z „Polskich dróg” albo „Przesłuchanie” i żarty razem z nowoczesnością się kończą. Dokładnie w tę reakcję sporej liczby Polaków wpisał się Donald Tusk, ale poczucie bezpieczeństwa, jakie rzekomo daje nam władza niezastąpiona, trzeba odpowiednio zdefiniować. Zlęknieni wiedzą, że po Donaldzie Tusku można się spodziewać wszystkiego, ale nie zbrojnego oporu wobec jakiegokolwiek wroga Polski. Patrzy sobie przeciętny Polak na Donalda i bez żadnych zabiegów propagandowych, bez żadnych bilbordów i spotów wie doskonale, że to jest przywódca, który pierwszy wywiesi białe kalesony zamiast flagi narodowej. Taki „lider” na czas pożogi leży większości Polaków idealnie i kto się ma zamiar dziwić skąd się to bierze niech spojrzy dalej na wschód. Gdzie przez kilkadziesiąt lat swój bucior stawiała ruska armia, tam mentalność niewolnika i bylejakość ludzka, przekazywana z pokolenia na pokolenie drogą płciową, trwa przez wieki.

Ciepła woda z kranu nie wzięła się znikąd, marzenie pochodzi prosto z łepetyny niewolnika, który innych marzeń głośno nie wypowie. Zresztą mamy tak naprawdę do czynienia z plagiatem, przecież w powstaniach pod zaborami „ciemny chłop” za pełną michę był gotów oficerki z rannego dyktatora ściągać, dla odmiany szlacheckie rody posyłały lowelasów do Paryża, żeby się wyszumieli po burdelach i nie myśleli o powstaniach. PRL padł dopiero wtedy, gdy dno zaczęło świtać w garze i bardzo szybko do PRL-u obywatele kraju pod zaborami i komunizmem chcieli wracać. Wiem, że niespecjalnie się wysilam. Ba! Lecę prymitywnym stereotypem, ale czy naprawdę warto szukać oryginalności, kiedy umęczony naród od wieków podlega temu samemu procederowi. Z jednej strony zaszczucie jak nie podkutym butem, to dziadostwem w rozmaitej postaci i komuną na czele. Z drugiej strony „abyśmy zdrowi byli i żarcia nie zabrakło”. Ktoś te „wartości” nam od stuleci wpaja, wcześniej środki były radykalne: rusyfikacja, germanizacja, bolszewizacja, teraz wystarczy satelitarna telewizja. Czasy bohaterskie i sami bohaterzy, to wbrew pocieszającej i na wyrost patriotycznej legendzie, pryncypia dotyczące mniejszości i zawsze tak było. Pod zaborami powstańcy stanowili elitarną garstkę z całego społeczeństwa, nieco lepiej, ale też bez rewelacji wyglądało to w czasie II Wojny Światowej. Za komuny niby była jakaś opozycja, jednak trzeba się przełamać i przyznać Frasyniukowi rację, że cała ta wielomilionowa „antykomuna” na widok pierwszego czołgu generała skurczyła się do kilku, no góra kilkunastu tysięcy. Ciężko mi powiedzieć, co we mnie siedzi, „ciemny chłop”, „lowelas paryski”, czy Zośka”?

Jeśli mam być do bólu szczery, to po prostu nie wiem skąd brać taką silę, aby nie narobić w portki i stanąć z bronią w dłoni, ale jedno wiem na pewno. Niewolnika nie ma we mnie ani grama, za co często płacę sporą cenę, dlatego takich „liderów”, jak Tusk z definicji kazałbym ciągnąć za końmi. Szanujący się naród powinien tak być zorganizowany, żeby na jego czele stał człowiek bez wątpliwości i strachu, a nie hydraulik, który się sprzeda za szklankę bimbru i słoninę albo „kartoffelsalat”, w zależności od tego, z której strony przyjdą „przyjaciele”. Na lidera nie nadaje się również przyzwoity i patriotyczny obywatel, któremu brakuje odwagi i pewności siebie. I tak właśnie wygląda cała tajemnica sukcesu Tuska, czy jakiegokolwiek innego figuranta. Niestety po wiekach zaborów licząc z komuną, narodu w nas tyle, co kot napłakał, więcej niż jednej trzeciej się nie doliczysz. Reszta, zdecydowania przeważająca liczebnie, to po prostu szara niewolnicza masa i nie mówię o braku gotowości, by ginąć za Polskę, mówię o pełnym garze, ciepłej wodzie, słowem o niewolnictwie. Jedyna skuteczna próba powstania z kolan i wpojenia niewolnikom dumy narodowej miała miejsce w krótkim okresie międzywojennym, później było coraz gorzej, a dziś jest prawie beznadziejnie. Lgnie marność do przeciętniaka, bo wie, że w szarej masie z podkulonym ogonem zawsze coś do michy wpadnie i w mysiej dziurze będzie można cihutko przeżyć. Smutne, brutalne, ale z całą pewnością prawdziwe.

Reklama
Poprzedni artykułProkuratura w oparciu o analizę biegłych nie może wykluczyć, że może stwierdzić
Następny artykułLepiej godnie dostać w mordę, niż patetycznie zebrać w dupę
Matka Kurka
Młody, wysportowany, inteligentny, przystojny, czuły mąż i ojciec. Geniusz i wirtuoz klawiatury, błyskotliwy analityk rzeczywistości wszelakiej. Kochany i rozchwytywany, bezkompromisowy, skromny, wyrozumiały. 1. Ulubiona potrawa: żur na zakwasie. 2. Ulubiona kapela: muzyka z tamtych lat. 3. Ulubiony kolor: brak danych. 4. Ulubione słowo: ja. Wolny, żonaty, pijący daltonista.

72 KOMENTARZE

  1. kraj w stanie likwidacji
    Na Czechy i Węgry musiały osobiście ruskie czołgi wkraczac żeby zrobić porządek, u nas nie było to nigdy potrzebne.
    Powojenne zrywy narodowe wybuchały wylacznie z powodu ceny kiełbasy.
    Sławne "umiłowanie wolności" to nasz mit, od dawna nieaktualny.

  2. kraj w stanie likwidacji
    Na Czechy i Węgry musiały osobiście ruskie czołgi wkraczac żeby zrobić porządek, u nas nie było to nigdy potrzebne.
    Powojenne zrywy narodowe wybuchały wylacznie z powodu ceny kiełbasy.
    Sławne "umiłowanie wolności" to nasz mit, od dawna nieaktualny.

  3. MK trafił w sedno
    choć i ja pisałem o nielicznych gotowych oddać życie i majątek dla dobra "ogółu". Inną rzeczą jest pytanie: czy dotyczy to tylko nas? Moim zdaniem nie. Czechosłowacja w 1938 roku też nie dała daniny z krwi w imię obrony własnej niepodległości. A Ukraina? Miesiąc temu myślałem, że tam dojdzie do rzezi, że upuszczą Ruskowi krwi. I co? I jajco. Ludzie są podzieleni, większość chce tej ciepłej wody w kranie. W końcu wszystko sprowadza się do bezpiecznej jaskini i możliwości wskrzeszenia ognia krzemieniem. No i żeby obcy z innego plemienia nie gwałcił mojej baby.

      • No bez przesady
        Na szczęscie Piłsudskiemu nie udało się na początku wojny wywołać powstania, dzięki czemu można było przy małych stratach budować silną Polskę na gruzach Rzeszy i Rosji. w 1939 nie udało się tego uniknąć i czekiści mogli robić potem co chcieli. trzy razy w XX wieku "wygraliśmy wojnę przegrywając pokój", następnego razu może już nie być.

        Problemem nie jest postawa Polaków wobec władzy, problemem jest to kto jest władzą. Jeśli Polską będą rządzili ludzie którzy powinni, cechy oceniane obecnie jako negatywnie będą ogromnym plusem.

  4. MK trafił w sedno
    choć i ja pisałem o nielicznych gotowych oddać życie i majątek dla dobra "ogółu". Inną rzeczą jest pytanie: czy dotyczy to tylko nas? Moim zdaniem nie. Czechosłowacja w 1938 roku też nie dała daniny z krwi w imię obrony własnej niepodległości. A Ukraina? Miesiąc temu myślałem, że tam dojdzie do rzezi, że upuszczą Ruskowi krwi. I co? I jajco. Ludzie są podzieleni, większość chce tej ciepłej wody w kranie. W końcu wszystko sprowadza się do bezpiecznej jaskini i możliwości wskrzeszenia ognia krzemieniem. No i żeby obcy z innego plemienia nie gwałcił mojej baby.

      • No bez przesady
        Na szczęscie Piłsudskiemu nie udało się na początku wojny wywołać powstania, dzięki czemu można było przy małych stratach budować silną Polskę na gruzach Rzeszy i Rosji. w 1939 nie udało się tego uniknąć i czekiści mogli robić potem co chcieli. trzy razy w XX wieku "wygraliśmy wojnę przegrywając pokój", następnego razu może już nie być.

        Problemem nie jest postawa Polaków wobec władzy, problemem jest to kto jest władzą. Jeśli Polską będą rządzili ludzie którzy powinni, cechy oceniane obecnie jako negatywnie będą ogromnym plusem.

  5. A ja jednak lepiej myślę o czasach sprzed 1939
    i uważam, że niedawno tak nam materiał genetyczny spaskudzono. Do imentu.
    To już Dyzma do kwadratu.

    " teraz wystarczy satelitarna telewizja" Jak powiada Tadek  Firma Solo "dziś ubecy mają media, już nie muszą łamać kości".

    Jako potomkini wolnych kmieciów pragnęłabym jeszcze zażyć bycia obywatelem, nie poddanym, ech.

    • Nie tylko telewizja.
      Ogarniam lekturę syna, trzecia klasa podstawówki, nie mogę się oprzeć by nie zacytować:

      "Właśnie takimi rodzicami byli państwo Piołunowie. Mieli syna Michała i córkę Matyldę. Matylda była dla nich jak strup. A strup to coś takiego, z czym trzeba żyć, dopóki nie można tego zerwać i odrzucić. Państwo Piołunowie niecierpliwie wyczekiwali chwili, kiedy będą mogli zerwać z siebie swoją córeczkę i odrzucić ją, najlepiej za granicę albo jeszcze dalej."
      albo
      "- Kim ty jesteś, do diabła, że możesz mi tu prawić kazania o uczciwości?! — wrzasnął. — Jesteś jedynie małą, bezmyślną gnidą, która nie ma najmniejszego pojęcia, o czym mówi!
      – Masz rację, Heniu — poparła go matka. A do Matyldy powiedziała: — Jak śmiesz w ten sposób mówić do ojca? Trzymaj tę swoją wredną buzię zamkniętą na kłódkę, żebyśmy mogli w spokoju obejrzeć telewizję. (…)Pani Piołunowa przeżuwała posiłek nie odrywając oczu od amerykańskiego serialu. Była to dość duża kobieta o włosach ufarbowanych na platynowo, z malutkimi myszowatymi odrostami przy samych cebulkach. Miała ostry makijaż i była obdarzona bardziej niż obfitymi kształtami."

      I to jest hitem, w podręczniku syna przedstawiono to to jako książkę wpisaną na Złotą Listę Książek proponowanych w ramach akcji cała Polska czyta dzieciom.

      • Matylda, film zwłaszcza, jest świetna ale zawsze sądziłem, że
        Dahl jest dla dorosłych, nawet bardzo dorosłych 🙂
        Z drugiej strony czy dzieci, ze swej istoty, nie są "dorosłe" i tylko  dorośli je "upupiają"? Dzieciństwo to wymysł XIX wieku, jeżeli wierzyć Stommie(?).

          • Co, w kontekście, znaczy: “należy” ?
            Niewłaściwy adresat, imo, 🙂

            Sądzę, że to przygotowanie do akcji "Pedofil też człowiek".

            Przed pokwitaniem seksualność jest nieczynna, stąd  ewentualne  pytania o seks to pytania o budowę świata tzn. co, od czego, jak i dlaczego tak stąd odpowiedż to problem kulturowo-techniczny 🙂

      • ” Pionierem infantylizacji była Maria Konopnicka.”
        Stomma Ludwik,  "Żywoty zdań swawolnych", w Dzieciństwo:

        "W wieku ośmiu lat -pisze J.H. Van Den Berg -Goethe pisał po niemiecku, francusku, grecku i łacinie; mimochodem nauczył się włoskiego, którego ojciec uczył jego siedmioletnią siostrę. Czteroletni «Turnvater» Jahn umiał pisać i czytać. Przyszły ojciec Józef, będąc w tym samym  wieku  wdrapywał  się  na  stolik  i  recytował  przed  gośćmi  ojca  dramat  Golgoty. Vauban  holenderski,  Menno  van  Coehoorn,  miał  szesnaście  lat,  kiedy  jako  komendant kompanii piechoty wysłany został z wojskiem z Fryzji do garnizonu w Maastricht. I tak dalej -nieprzerwany ciąg dzieci przedwcześnie dojrzałych (jak to dziś nazywamy), przed którymi stawiano  «dorosłe»  obowiązki  i  które  najwyraźniej  doskonale  wywiązywały  się  ze  swoich zadań. Dotyczy to zresztą również dziewcząt:  jeśli  zdecydowano się  dać  im  wykształcenie, nauka zaczynała się z chwilą, gdy ukończyły dwa lub trzy lata. Niektóre w wieku pięciu lat miały już za sobą lekturę całej Biblii…"

        • Nie rozumiemy się.
          Ja nie chcę dziecku wyrywać książki, jak to robili rodzice Matyldy. Ja nie uważam, by książka "Matylda" była dobra. Nie wnosi nic konkretnego, jest prostacka, napisana chamskim językiem, wręcz szkodliwa. Inteligentne  dziecko ma nieszczęście żyć u wrednych rodziców. Żal dziecka więc kibicujemy smarkuli, gdy robi kawały swoim rodzicom. Wredni rodzice są źli, ale wredne dziecko już nie, no jakoś musi sobie radzić. Pomieszanie z poplątaniem opisane w prymitywnej treści. Czym się tu zachwycać?

          Dla mnie ta książka jest tak beznadziejna, że dziwię się, że jest na liście lektur.

          • Film “Matylda” mnie się podobał, książki nie czytałem,
            możliwe, że to scenariusz "na etacie" książki, możliwe, że marnie przetłumaczony, nie wiem.

          • upadek szkolenia podstawowego
            Ale faktycznie teraz ksiazki w podstawówce są dziwne. Ja kiedyś miałem tylko opowiadania o zwierzętach i wierszyki (o zwierzętach). Dopiero od 5 klasy jakaś literatura, np opowiesć o tym jak Gomułka parzył za Niemca herbatę z marchwi.

          • I pomyśleć, że
            tak wykształceni ludzie będą w przyszłości na przykład lekarzami.

            Na skierowaniu od lekarza wad postawy napisano: scoliosis. Lekarka od rehabilitacji odmówiła mi przyjęcia skierowania, kazała mi wrócić do poprawy, nie wolno stosować łaciny. Miało być napisane, że chodzi o skrzywienie. No i będę teraz na rehabilitację dojeżdżać dalej, tam gdzie łacina nie przeszkadza.

          • Czy wiemy co winny przeczytać?

            —  A jaką książkę chciałabyś teraz przeczytać?
             
            —  Dobrą książkę, którą czytają dorośli — oświadczyła dziewczynka. — Jakąś sławną książkę. Ale nie znam tytułów.
          • Myślałam też, że
            może ja ściągnęlam jakąś dziwną wersje książki, ale jedna z opowiastek była zgodna z tym co syn miał w podręczniku.

            Kropla w morzu moich pretensji do dzisiejszego szkolnictwa. Muszę skwitować odwiecznym: nienawidzę szkoły.

          • Właśnie kończą się “Cztery pokoje” Tarantino
            w ostatniej części odnośnik do opowiadania, Dahla, o ile pamiętam :)^:)

  6. A ja jednak lepiej myślę o czasach sprzed 1939
    i uważam, że niedawno tak nam materiał genetyczny spaskudzono. Do imentu.
    To już Dyzma do kwadratu.

    " teraz wystarczy satelitarna telewizja" Jak powiada Tadek  Firma Solo "dziś ubecy mają media, już nie muszą łamać kości".

    Jako potomkini wolnych kmieciów pragnęłabym jeszcze zażyć bycia obywatelem, nie poddanym, ech.

    • Nie tylko telewizja.
      Ogarniam lekturę syna, trzecia klasa podstawówki, nie mogę się oprzeć by nie zacytować:

      "Właśnie takimi rodzicami byli państwo Piołunowie. Mieli syna Michała i córkę Matyldę. Matylda była dla nich jak strup. A strup to coś takiego, z czym trzeba żyć, dopóki nie można tego zerwać i odrzucić. Państwo Piołunowie niecierpliwie wyczekiwali chwili, kiedy będą mogli zerwać z siebie swoją córeczkę i odrzucić ją, najlepiej za granicę albo jeszcze dalej."
      albo
      "- Kim ty jesteś, do diabła, że możesz mi tu prawić kazania o uczciwości?! — wrzasnął. — Jesteś jedynie małą, bezmyślną gnidą, która nie ma najmniejszego pojęcia, o czym mówi!
      – Masz rację, Heniu — poparła go matka. A do Matyldy powiedziała: — Jak śmiesz w ten sposób mówić do ojca? Trzymaj tę swoją wredną buzię zamkniętą na kłódkę, żebyśmy mogli w spokoju obejrzeć telewizję. (…)Pani Piołunowa przeżuwała posiłek nie odrywając oczu od amerykańskiego serialu. Była to dość duża kobieta o włosach ufarbowanych na platynowo, z malutkimi myszowatymi odrostami przy samych cebulkach. Miała ostry makijaż i była obdarzona bardziej niż obfitymi kształtami."

      I to jest hitem, w podręczniku syna przedstawiono to to jako książkę wpisaną na Złotą Listę Książek proponowanych w ramach akcji cała Polska czyta dzieciom.

      • Matylda, film zwłaszcza, jest świetna ale zawsze sądziłem, że
        Dahl jest dla dorosłych, nawet bardzo dorosłych 🙂
        Z drugiej strony czy dzieci, ze swej istoty, nie są "dorosłe" i tylko  dorośli je "upupiają"? Dzieciństwo to wymysł XIX wieku, jeżeli wierzyć Stommie(?).

          • Co, w kontekście, znaczy: “należy” ?
            Niewłaściwy adresat, imo, 🙂

            Sądzę, że to przygotowanie do akcji "Pedofil też człowiek".

            Przed pokwitaniem seksualność jest nieczynna, stąd  ewentualne  pytania o seks to pytania o budowę świata tzn. co, od czego, jak i dlaczego tak stąd odpowiedż to problem kulturowo-techniczny 🙂

      • ” Pionierem infantylizacji była Maria Konopnicka.”
        Stomma Ludwik,  "Żywoty zdań swawolnych", w Dzieciństwo:

        "W wieku ośmiu lat -pisze J.H. Van Den Berg -Goethe pisał po niemiecku, francusku, grecku i łacinie; mimochodem nauczył się włoskiego, którego ojciec uczył jego siedmioletnią siostrę. Czteroletni «Turnvater» Jahn umiał pisać i czytać. Przyszły ojciec Józef, będąc w tym samym  wieku  wdrapywał  się  na  stolik  i  recytował  przed  gośćmi  ojca  dramat  Golgoty. Vauban  holenderski,  Menno  van  Coehoorn,  miał  szesnaście  lat,  kiedy  jako  komendant kompanii piechoty wysłany został z wojskiem z Fryzji do garnizonu w Maastricht. I tak dalej -nieprzerwany ciąg dzieci przedwcześnie dojrzałych (jak to dziś nazywamy), przed którymi stawiano  «dorosłe»  obowiązki  i  które  najwyraźniej  doskonale  wywiązywały  się  ze  swoich zadań. Dotyczy to zresztą również dziewcząt:  jeśli  zdecydowano się  dać  im  wykształcenie, nauka zaczynała się z chwilą, gdy ukończyły dwa lub trzy lata. Niektóre w wieku pięciu lat miały już za sobą lekturę całej Biblii…"

        • Nie rozumiemy się.
          Ja nie chcę dziecku wyrywać książki, jak to robili rodzice Matyldy. Ja nie uważam, by książka "Matylda" była dobra. Nie wnosi nic konkretnego, jest prostacka, napisana chamskim językiem, wręcz szkodliwa. Inteligentne  dziecko ma nieszczęście żyć u wrednych rodziców. Żal dziecka więc kibicujemy smarkuli, gdy robi kawały swoim rodzicom. Wredni rodzice są źli, ale wredne dziecko już nie, no jakoś musi sobie radzić. Pomieszanie z poplątaniem opisane w prymitywnej treści. Czym się tu zachwycać?

          Dla mnie ta książka jest tak beznadziejna, że dziwię się, że jest na liście lektur.

          • Film “Matylda” mnie się podobał, książki nie czytałem,
            możliwe, że to scenariusz "na etacie" książki, możliwe, że marnie przetłumaczony, nie wiem.

          • upadek szkolenia podstawowego
            Ale faktycznie teraz ksiazki w podstawówce są dziwne. Ja kiedyś miałem tylko opowiadania o zwierzętach i wierszyki (o zwierzętach). Dopiero od 5 klasy jakaś literatura, np opowiesć o tym jak Gomułka parzył za Niemca herbatę z marchwi.

          • I pomyśleć, że
            tak wykształceni ludzie będą w przyszłości na przykład lekarzami.

            Na skierowaniu od lekarza wad postawy napisano: scoliosis. Lekarka od rehabilitacji odmówiła mi przyjęcia skierowania, kazała mi wrócić do poprawy, nie wolno stosować łaciny. Miało być napisane, że chodzi o skrzywienie. No i będę teraz na rehabilitację dojeżdżać dalej, tam gdzie łacina nie przeszkadza.

          • Czy wiemy co winny przeczytać?

            —  A jaką książkę chciałabyś teraz przeczytać?
             
            —  Dobrą książkę, którą czytają dorośli — oświadczyła dziewczynka. — Jakąś sławną książkę. Ale nie znam tytułów.
          • Myślałam też, że
            może ja ściągnęlam jakąś dziwną wersje książki, ale jedna z opowiastek była zgodna z tym co syn miał w podręczniku.

            Kropla w morzu moich pretensji do dzisiejszego szkolnictwa. Muszę skwitować odwiecznym: nienawidzę szkoły.

          • Właśnie kończą się “Cztery pokoje” Tarantino
            w ostatniej części odnośnik do opowiadania, Dahla, o ile pamiętam :)^:)

  7. Co do Węgier i Czechosłowacji
    Co do Węgier i Czechosłowacji, to nie zgadzam się. Oni nie stracili elit w latach 40-tych i było komu prowadzić naród. Natomiast co do obecnej sytuacji w naszym kraju, to słyszałem opinię że przypomina koniec lat 70-tych w PRL. Też była woda w kranie, ale był tak jak dziś układ, też rządziła nomenklatura partyjna i "nikt nic nie mógł". A za chwilę była rewolucja. Bądźmy dobrej myśli.

  8. Co do Węgier i Czechosłowacji
    Co do Węgier i Czechosłowacji, to nie zgadzam się. Oni nie stracili elit w latach 40-tych i było komu prowadzić naród. Natomiast co do obecnej sytuacji w naszym kraju, to słyszałem opinię że przypomina koniec lat 70-tych w PRL. Też była woda w kranie, ale był tak jak dziś układ, też rządziła nomenklatura partyjna i "nikt nic nie mógł". A za chwilę była rewolucja. Bądźmy dobrej myśli.

  9. Tyle pociechy, że patriotów zawsze była mniejszość
    Matka ma rację – to jest smutna konstatacja, ale tak samo było kiedyś. 

    Polecam książki Rymkiewicza, w tym kontekście zwłaszcza "Reytan" i "Wieszanie". On pisze, że
    a) patriotów zawsze była mniejszość,
    b) Polacy zawsze byli zbyt wyrozumiali dla miejscowej hołoty wysługującej się obcym,
    c) do czasu – "Wieszanie" to książka o Insurekcji Kościuszkowskiej w Warszawie, która miała bardzo negatywny przebieg dla miejscowych zdrajców, którzy nie zdążyli uciec pod rosyjskie skrzydełka.

    Do poczytania:
    Rolex: Źródło polskich problemów tkwi nad Wisłą
    http://www.bibula.com/?p=68778
    tekst z 06.2013
    To będzie długi marsz… :/

    Pozdr,
    Trurl

  10. Tyle pociechy, że patriotów zawsze była mniejszość
    Matka ma rację – to jest smutna konstatacja, ale tak samo było kiedyś. 

    Polecam książki Rymkiewicza, w tym kontekście zwłaszcza "Reytan" i "Wieszanie". On pisze, że
    a) patriotów zawsze była mniejszość,
    b) Polacy zawsze byli zbyt wyrozumiali dla miejscowej hołoty wysługującej się obcym,
    c) do czasu – "Wieszanie" to książka o Insurekcji Kościuszkowskiej w Warszawie, która miała bardzo negatywny przebieg dla miejscowych zdrajców, którzy nie zdążyli uciec pod rosyjskie skrzydełka.

    Do poczytania:
    Rolex: Źródło polskich problemów tkwi nad Wisłą
    http://www.bibula.com/?p=68778
    tekst z 06.2013
    To będzie długi marsz… :/

    Pozdr,
    Trurl

  11. Trafna analiza, aczkolwiek
    Trafna analiza, aczkolwiek nie do końca:)
    Jeżeli bowiem strach i poddaństwo przechodzi na nastepne pokolenia to USA po Wietnamie powinny się zwinąć, o takich Państwach jak Francja po rządach Vichy czy Włochy po Duce nie wspomnę.

    Polskie społeczeństwo jednoczy się w obliczu klęski i zagrożenia (Powódź Stulecia) i wtedy do głosu dochodzą najwartościowsze i najodważniejsze jednostki, na codzień spychane na margines. Myślę, że MK ulega powszechnej propagandzie medialnej mętnych mediów. Tam od lat promowana polityka strachu, poczucia winy i debilizmu to odbicie naturalnych cech "elyt" warszawskiego salonu, ale nie całego społeczeństwa.
    I nie mówię tu o mocherach ojca Rydzyka które nie tylko nie dają się absurdalnej poprawności politycznej, ale i po 70-tce potrafią gówniarzowi z laski pociągnąć:). Mówię o powstających od lat wszelkich inicjatywach patriotycznych, niejako wbrew państwu. Od grup rekonstrukcyjnych (dla nieświadomych-posiadających sporo "niedziałającej broni") przez survival rodem z sił specjalnych po ludzi których szkoli major Kups, a na moich ulubionych "bojówkach" klubowych kończąc.
    A to tylko nieoficjalne uzupełnienie takich struktur jak harcerstwo ( w wielu aspektach posiadające cechy szkoleń wojskowych) LOK czy Związek Strzelecki. Posiadamy sporą ilość bardzo cenionych na świecie najemników, często byłych wojskowych którzy nie będą czekać na pieniądze kiedy Polska będzie w potrzebie, podobnie z innymi wojskowymi poza służbą czynną.

    W sumie mamy więcej osób które posiadają wiedzę i umiejętności paramilitarne przydatne w wypadku konfliktu zbrojnego niż chciałaby nasza władza. A już zwłaszcza biorąc pod uwagę  tajemnicę poliszynela, że jesteśmy miłośnikami broni, oczywiście nielegalnej z musu ( szacuje się, że w Polsce jest około 200-350 tysięcy sztuk nielegalnej broni). Tym ludziom brakuje tylko jednego: dowództwa, legalizacji i broni.

    A co do trafnych uwag o kalesonach Tuska, nasuwają mi się dość śmieszene pomysły jego ekipy. Już widzę jak wysyła posła Biedronia który rusza z uczestnikami  Marszu Równości pod teczową flagą na ruskie tanki z hasełem "make love not war". Oj będzie się działo:)

  12. Trafna analiza, aczkolwiek
    Trafna analiza, aczkolwiek nie do końca:)
    Jeżeli bowiem strach i poddaństwo przechodzi na nastepne pokolenia to USA po Wietnamie powinny się zwinąć, o takich Państwach jak Francja po rządach Vichy czy Włochy po Duce nie wspomnę.

    Polskie społeczeństwo jednoczy się w obliczu klęski i zagrożenia (Powódź Stulecia) i wtedy do głosu dochodzą najwartościowsze i najodważniejsze jednostki, na codzień spychane na margines. Myślę, że MK ulega powszechnej propagandzie medialnej mętnych mediów. Tam od lat promowana polityka strachu, poczucia winy i debilizmu to odbicie naturalnych cech "elyt" warszawskiego salonu, ale nie całego społeczeństwa.
    I nie mówię tu o mocherach ojca Rydzyka które nie tylko nie dają się absurdalnej poprawności politycznej, ale i po 70-tce potrafią gówniarzowi z laski pociągnąć:). Mówię o powstających od lat wszelkich inicjatywach patriotycznych, niejako wbrew państwu. Od grup rekonstrukcyjnych (dla nieświadomych-posiadających sporo "niedziałającej broni") przez survival rodem z sił specjalnych po ludzi których szkoli major Kups, a na moich ulubionych "bojówkach" klubowych kończąc.
    A to tylko nieoficjalne uzupełnienie takich struktur jak harcerstwo ( w wielu aspektach posiadające cechy szkoleń wojskowych) LOK czy Związek Strzelecki. Posiadamy sporą ilość bardzo cenionych na świecie najemników, często byłych wojskowych którzy nie będą czekać na pieniądze kiedy Polska będzie w potrzebie, podobnie z innymi wojskowymi poza służbą czynną.

    W sumie mamy więcej osób które posiadają wiedzę i umiejętności paramilitarne przydatne w wypadku konfliktu zbrojnego niż chciałaby nasza władza. A już zwłaszcza biorąc pod uwagę  tajemnicę poliszynela, że jesteśmy miłośnikami broni, oczywiście nielegalnej z musu ( szacuje się, że w Polsce jest około 200-350 tysięcy sztuk nielegalnej broni). Tym ludziom brakuje tylko jednego: dowództwa, legalizacji i broni.

    A co do trafnych uwag o kalesonach Tuska, nasuwają mi się dość śmieszene pomysły jego ekipy. Już widzę jak wysyła posła Biedronia który rusza z uczestnikami  Marszu Równości pod teczową flagą na ruskie tanki z hasełem "make love not war". Oj będzie się działo:)

  13. Martin Niemöller
    Można to przeinaczyć i tak będzie aktualne.

    "Kiedy przyszli po Żydów, nie protestowałem. Nie byłem przecież Żydem.

    Kiedy przyszli po komunistów, nie protestowałem. Nie byłem przecież komunistą.

    Kiedy przyszli po socjaldemokratów, nie protestowałem. Nie byłem przecież socjaldemokratą.

    Kiedy przyszli po związkowców, nie protestowałem. Nie byłem przecież związkowcem.

    Kiedy przyszli po mnie, nikt nie protestował. Nikogo już nie było."

  14. Martin Niemöller
    Można to przeinaczyć i tak będzie aktualne.

    "Kiedy przyszli po Żydów, nie protestowałem. Nie byłem przecież Żydem.

    Kiedy przyszli po komunistów, nie protestowałem. Nie byłem przecież komunistą.

    Kiedy przyszli po socjaldemokratów, nie protestowałem. Nie byłem przecież socjaldemokratą.

    Kiedy przyszli po związkowców, nie protestowałem. Nie byłem przecież związkowcem.

    Kiedy przyszli po mnie, nikt nie protestował. Nikogo już nie było."

  15. Skłonności samobójcze
    Nie zgadzam się, że myśl o wyrwaniu się z niewolnictwa jest równoznaczna z myślami samobójczymi. Pewnie wielu z nas pamięta bójki w młodości po szkole za salą gimnastyczną, jako honorowe rozwiązanie sprawy. W podstawówce, był w naszym roczniku jeden "terrorysta", który pomiatał tymi, którzy mu się nie podobali. Ja mu się kiedyś postawiłem, dostał na przerwie,  przy ludziach w nocha i skończyło się po lekcjach, za salą gimnastyczną. Oczywiście, dostałem wciry, choć udało mi się mu parę razy boleśnie przyłożyć. Od tego momentu mówiliśmy sobie przy każdym spotkaniu cześć. Czy też byłem samobójcą ? Poza tym wolę być samobójcą niż zakompleksionym, skundlonym niewolnikiem. Przeczytaj, co powyżej napisałem. Myślisz, że jak będziesz się kłaniał w pas, szurał nosem po podłodze, nie będziesz widział krzywdy bliźniego, to silniejszy o Tobie zapomni? Kiedyś przyjdzie po Ciebie, ale wtedy nie będzie nikogo, kto by stanął za Tobą. Spójrz na Tuska, Komrowskiego, Sikorskiego, to właśnie tacy skundleni niewolnicy. Myślisz, że im z tym dobrze? Otoczyli się blichtrem, zamożnością i co z tego ? Oni by chcieli inaczej, tylko, że oni inaczej nie potrafią. 
    Starych nie zmienimy, młodzi potrzebują czasu. CZAS, to jest coś czego nam potrzeba. Któreś pokolenie dojrzeje do tego, że poczuje swoją wartość, poszuka tradycji, zechce poznać historię. Gorzej bęzie, jak nam czynniki zewnętrzne nie dadzą czasu. 

    • Mówisz o pokoleniu z maturą na 30%?
      tatPokolenie dzisiejszych 15-20 latków jest już w 75% stracone, nie posiadają oni choćby podstawowej wiedzy z Historii, Matematyki, ani żadnych innych nauk ścisłych – za to są nauczeni że życie powinno się składać z zabawy, a potrzebne są do tego łatwe pieniądze. Z takiej masy narodu nie zbudujesz. Skoro jedyną perspektywą dla smłodego, uczciwego, wykształconego, ambitnego człowieka jest emigracja, to ten kraj nie ma już żadnych perspektyw.

      Może kiedyś, kiedy polska diaspora zacznie powracać na opustoszałe ziemie przodków w celu budowy nowego Państwa, to coś może z tego będzie…

      • Trzeba liczyć na to, że
        Trzeba liczyć na to, że Angole, Niemcy i inni uszczelnią rynki pracy,  Polakom zostanie tylko Polska. Wtedy może się obudzą. Trzeba też liczyć na to, że któregoś dnia Ci młodzi doświadczą, że zycie, to nie tylko zabawa, że zabawą michy się nie napełni i wtedy może się ockną 🙂 Może. Niemniej jednak popatrz na to pozytywnie. Teraz jesteśmy na etapie błąkania się po pustyni. Wierzę, że osobniki słabe odpadną, a zdemoralizowane i ogłupione nie przekażą genów. Wtedy będzie nas mało, ale najbardziej wartościowych. Tylko jakoś porządnego Mojżesza brak. 🙂

  16. Skłonności samobójcze
    Nie zgadzam się, że myśl o wyrwaniu się z niewolnictwa jest równoznaczna z myślami samobójczymi. Pewnie wielu z nas pamięta bójki w młodości po szkole za salą gimnastyczną, jako honorowe rozwiązanie sprawy. W podstawówce, był w naszym roczniku jeden "terrorysta", który pomiatał tymi, którzy mu się nie podobali. Ja mu się kiedyś postawiłem, dostał na przerwie,  przy ludziach w nocha i skończyło się po lekcjach, za salą gimnastyczną. Oczywiście, dostałem wciry, choć udało mi się mu parę razy boleśnie przyłożyć. Od tego momentu mówiliśmy sobie przy każdym spotkaniu cześć. Czy też byłem samobójcą ? Poza tym wolę być samobójcą niż zakompleksionym, skundlonym niewolnikiem. Przeczytaj, co powyżej napisałem. Myślisz, że jak będziesz się kłaniał w pas, szurał nosem po podłodze, nie będziesz widział krzywdy bliźniego, to silniejszy o Tobie zapomni? Kiedyś przyjdzie po Ciebie, ale wtedy nie będzie nikogo, kto by stanął za Tobą. Spójrz na Tuska, Komrowskiego, Sikorskiego, to właśnie tacy skundleni niewolnicy. Myślisz, że im z tym dobrze? Otoczyli się blichtrem, zamożnością i co z tego ? Oni by chcieli inaczej, tylko, że oni inaczej nie potrafią. 
    Starych nie zmienimy, młodzi potrzebują czasu. CZAS, to jest coś czego nam potrzeba. Któreś pokolenie dojrzeje do tego, że poczuje swoją wartość, poszuka tradycji, zechce poznać historię. Gorzej bęzie, jak nam czynniki zewnętrzne nie dadzą czasu. 

    • Mówisz o pokoleniu z maturą na 30%?
      tatPokolenie dzisiejszych 15-20 latków jest już w 75% stracone, nie posiadają oni choćby podstawowej wiedzy z Historii, Matematyki, ani żadnych innych nauk ścisłych – za to są nauczeni że życie powinno się składać z zabawy, a potrzebne są do tego łatwe pieniądze. Z takiej masy narodu nie zbudujesz. Skoro jedyną perspektywą dla smłodego, uczciwego, wykształconego, ambitnego człowieka jest emigracja, to ten kraj nie ma już żadnych perspektyw.

      Może kiedyś, kiedy polska diaspora zacznie powracać na opustoszałe ziemie przodków w celu budowy nowego Państwa, to coś może z tego będzie…

      • Trzeba liczyć na to, że
        Trzeba liczyć na to, że Angole, Niemcy i inni uszczelnią rynki pracy,  Polakom zostanie tylko Polska. Wtedy może się obudzą. Trzeba też liczyć na to, że któregoś dnia Ci młodzi doświadczą, że zycie, to nie tylko zabawa, że zabawą michy się nie napełni i wtedy może się ockną 🙂 Może. Niemniej jednak popatrz na to pozytywnie. Teraz jesteśmy na etapie błąkania się po pustyni. Wierzę, że osobniki słabe odpadną, a zdemoralizowane i ogłupione nie przekażą genów. Wtedy będzie nas mało, ale najbardziej wartościowych. Tylko jakoś porządnego Mojżesza brak. 🙂

  17. Jak ze stada niewolników zbudować naród?
    Pan Wielgucki ostatnimi czasy gustuje w odwołaniach do Starego Testamentu:
    Odległość od Gizy do Jerozolimy to ok. 500 km.
    Załóżmy że idziemy bardzo krętą drogą, przez co trasa wydłuża się do 1000km
    Załóżmy że idziemy pieszo 2km/h (tempo godne emeryta podpierającego się laską)
    Załóżmy też, że maszerujemy nie więcej niż przez godzinę dziennie, i to tylko od poniedziałku do piątku.
    W ile czasu dojdziemy z Egiptu do Ziemi Obiecanej?
    W mniej niż 2 lata…

    Skąd więc 40 lat włóczęgi?
    Po to by dwa pokolenia niewolników umarły na pustkowiu, a pokoleniem, które obejmie władzę było to, które niewoli nie zna, za to nauczone zostało samodzielnego stawiania czoła trudom pustyni, wychowane zostało w tradycji oderwanej od innych kultur i rozumiało, że warunkiem przetrwania jest jedność i współpraca Plemienia.

    Jak to wygląda na "polskim" podwórku?
    Mamy u władzy (w podwójnym sensie, tak kadr jak i osób uprawnionych do głosowania) kilka pokoleń ludzi wychowanych w ciężkiej komunie, znających tylko dwa sposoby funkcjonowania – jako pan lub jako niewolnik (przepraszam za uogólnienie, ale taki jest obraz ok 70% "obywateli"). Wymarzona droga awansu niewolnika to awans nie na człowieka wolnego, ale na ew. posiadacza niewolników. W takim klimacie nie ma miejsca na powstanie jakiejkolwiek wspólnoty, jakiekolwiek wspólne działanie. Można być albo wyzyskiwanym, albo "zaradnym". Plan minimum to przeżycie, choćby się żarło w chlewie ze świniami i mieszkało w kanale. Siła bierze się ze wspólnoty, natomiast w warunkach braku wspólnoty, tam gdzie zdecydowana większość ma głowie tylko i wyłącznie własny interes, nie istnieje jakikolwiek opór, bo jednostka podejmująca walkę, lub choćby działanie zmierzające do wspólnego dobra, nie dość że jest osamotniona, to na dodatek musi uważać na co "zaradniejszych" towarzyszy niedoli.

    Można śmiało założyć że pierwszym pokoleniem, które ma szansę być pokoleniem ludzi mentalnie wolnych jest pokolenie dzisiejszych 15-20 latków. Jak ono wygląda? Pomijając już katastrofalny w niedalekiej przyszłości niż demograficzny, stan młodego pokolenia przedstawia się fatalnie. Zepsucie systemu edukacji (masa studentów nadmiarowo obsadzonych kierunków ze zdaną na 30% maturą dla debili), ogromne bezrobocie wśród młodzieży, nieuczciwość pracodawców, łatwość emigracji, zdegenerowany obraz "człowieka sukcesu" – wszystkie te czynniki sprawiają że zamiast pokolenia Jozuego, będziemy mieć pokolenie ekonomicznych wygnańców, wynarodowionych i edukacyjnie zdegenerowanych przedstawicieli najtańszej siły roboczej w eurokołchozie. Ponieważ dodatkowo sporej części młodzieży wpojono że polskość to, z tej czy innej przyczyny, powód do wstydu, za co najwyżej dwa pokolenia wyzbędą się oni polskości na rzecz albo innej tradycji narodowej, albo na rzecz "nowoczesności".

    Nie wiem jak wyglądał bilans między ilością Izraelitów którzy opuścili Egipt, a ilością jaka dotarła do Ziemi Obiecanej. U nas, z pewnością, na każdego Wolnego człowieka który dotrze do celu, będzie musiało przypadać wielu niewolników, których pochłonie pustynia – nie zapominajmy że nam nikt Manny z Nieba nie zrzuci.

  18. Jak ze stada niewolników zbudować naród?
    Pan Wielgucki ostatnimi czasy gustuje w odwołaniach do Starego Testamentu:
    Odległość od Gizy do Jerozolimy to ok. 500 km.
    Załóżmy że idziemy bardzo krętą drogą, przez co trasa wydłuża się do 1000km
    Załóżmy że idziemy pieszo 2km/h (tempo godne emeryta podpierającego się laską)
    Załóżmy też, że maszerujemy nie więcej niż przez godzinę dziennie, i to tylko od poniedziałku do piątku.
    W ile czasu dojdziemy z Egiptu do Ziemi Obiecanej?
    W mniej niż 2 lata…

    Skąd więc 40 lat włóczęgi?
    Po to by dwa pokolenia niewolników umarły na pustkowiu, a pokoleniem, które obejmie władzę było to, które niewoli nie zna, za to nauczone zostało samodzielnego stawiania czoła trudom pustyni, wychowane zostało w tradycji oderwanej od innych kultur i rozumiało, że warunkiem przetrwania jest jedność i współpraca Plemienia.

    Jak to wygląda na "polskim" podwórku?
    Mamy u władzy (w podwójnym sensie, tak kadr jak i osób uprawnionych do głosowania) kilka pokoleń ludzi wychowanych w ciężkiej komunie, znających tylko dwa sposoby funkcjonowania – jako pan lub jako niewolnik (przepraszam za uogólnienie, ale taki jest obraz ok 70% "obywateli"). Wymarzona droga awansu niewolnika to awans nie na człowieka wolnego, ale na ew. posiadacza niewolników. W takim klimacie nie ma miejsca na powstanie jakiejkolwiek wspólnoty, jakiekolwiek wspólne działanie. Można być albo wyzyskiwanym, albo "zaradnym". Plan minimum to przeżycie, choćby się żarło w chlewie ze świniami i mieszkało w kanale. Siła bierze się ze wspólnoty, natomiast w warunkach braku wspólnoty, tam gdzie zdecydowana większość ma głowie tylko i wyłącznie własny interes, nie istnieje jakikolwiek opór, bo jednostka podejmująca walkę, lub choćby działanie zmierzające do wspólnego dobra, nie dość że jest osamotniona, to na dodatek musi uważać na co "zaradniejszych" towarzyszy niedoli.

    Można śmiało założyć że pierwszym pokoleniem, które ma szansę być pokoleniem ludzi mentalnie wolnych jest pokolenie dzisiejszych 15-20 latków. Jak ono wygląda? Pomijając już katastrofalny w niedalekiej przyszłości niż demograficzny, stan młodego pokolenia przedstawia się fatalnie. Zepsucie systemu edukacji (masa studentów nadmiarowo obsadzonych kierunków ze zdaną na 30% maturą dla debili), ogromne bezrobocie wśród młodzieży, nieuczciwość pracodawców, łatwość emigracji, zdegenerowany obraz "człowieka sukcesu" – wszystkie te czynniki sprawiają że zamiast pokolenia Jozuego, będziemy mieć pokolenie ekonomicznych wygnańców, wynarodowionych i edukacyjnie zdegenerowanych przedstawicieli najtańszej siły roboczej w eurokołchozie. Ponieważ dodatkowo sporej części młodzieży wpojono że polskość to, z tej czy innej przyczyny, powód do wstydu, za co najwyżej dwa pokolenia wyzbędą się oni polskości na rzecz albo innej tradycji narodowej, albo na rzecz "nowoczesności".

    Nie wiem jak wyglądał bilans między ilością Izraelitów którzy opuścili Egipt, a ilością jaka dotarła do Ziemi Obiecanej. U nas, z pewnością, na każdego Wolnego człowieka który dotrze do celu, będzie musiało przypadać wielu niewolników, których pochłonie pustynia – nie zapominajmy że nam nikt Manny z Nieba nie zrzuci.

  19. Azja, Panie Piotrze, Azja…
    W polowie lat 90' ubieglego wieku zrobilem sobie wycieczke po wschodniej Polsce. Trasa byla nastepujaca: Krakow – Radom – Przemysl – Zamosc – Lublin – Siedlce – Warszawa.
    2 lata temu bylem na Ukrainie.
    Punktowo odwiedzilem w ostatnich latach jeszcze kilka "wschodnich regionow" naszego kraju. Jedno mi przychodzi na mysl:
    Azja…
    Mentalnie to jest Azja. Tak od linii Sanu i Wisly na wschod, ludzie mysla "po azjatycku".
    Wiem, ze generalizuje; wiem, ze pewnie krzywdze jakis procent tych, ktorzy "mysla po lacinsku" a nie "cyrylica". Ale to jest znikoma mniejszosc. I mowi mi o tym wszystko: architektura, sposob jazdy samochodem, zachowania na drodze, jezyk, kultura osobista, czystosc, podejscie do rzeczy wspolnej…
    Azja zawsze bedzie glosowac za "kielbasa i ciepla woda w kranie". Idea wolnosci to filozofia zachodu. Ale teraz i z zachodu idzie "nowe-stare"…

    • chamstwo
      Oni tacy są wlaśnie. Od piątku byłem w Warszawie, to poszłem do teatru, pierwszy rząd. Olbrychski mnie opluł. Chyba specjalnie.
      Zobaczył kogoś w kraciastej koszuli, starych dżinsach i w dziurawych butach i se ulżył.
      Oby nie miał HIVa.
      W latach 70 tylko tam w sklepach były kartki z napisem: klient zobowiązany jest posiadać drobne.
      Azja panie.

  20. Azja, Panie Piotrze, Azja…
    W polowie lat 90' ubieglego wieku zrobilem sobie wycieczke po wschodniej Polsce. Trasa byla nastepujaca: Krakow – Radom – Przemysl – Zamosc – Lublin – Siedlce – Warszawa.
    2 lata temu bylem na Ukrainie.
    Punktowo odwiedzilem w ostatnich latach jeszcze kilka "wschodnich regionow" naszego kraju. Jedno mi przychodzi na mysl:
    Azja…
    Mentalnie to jest Azja. Tak od linii Sanu i Wisly na wschod, ludzie mysla "po azjatycku".
    Wiem, ze generalizuje; wiem, ze pewnie krzywdze jakis procent tych, ktorzy "mysla po lacinsku" a nie "cyrylica". Ale to jest znikoma mniejszosc. I mowi mi o tym wszystko: architektura, sposob jazdy samochodem, zachowania na drodze, jezyk, kultura osobista, czystosc, podejscie do rzeczy wspolnej…
    Azja zawsze bedzie glosowac za "kielbasa i ciepla woda w kranie". Idea wolnosci to filozofia zachodu. Ale teraz i z zachodu idzie "nowe-stare"…

    • chamstwo
      Oni tacy są wlaśnie. Od piątku byłem w Warszawie, to poszłem do teatru, pierwszy rząd. Olbrychski mnie opluł. Chyba specjalnie.
      Zobaczył kogoś w kraciastej koszuli, starych dżinsach i w dziurawych butach i se ulżył.
      Oby nie miał HIVa.
      W latach 70 tylko tam w sklepach były kartki z napisem: klient zobowiązany jest posiadać drobne.
      Azja panie.