Prześlij dalej:

Oczom i uszom nie wierzę, bo chociaż mam w pamięci majowe szaleństwo Jarosława Kaczyńskiego z wyborami kopertowymi, to nie sądziłem, że sam sobie zrobi jeszcze większą krzywdę. Nadal mam nadzieję, że doniesienia PAP to tylko jeden z elementów negocjacji i testowanie wariantu, dlatego też od rana śpieszę z ostrzeżeniem. W pomyśle, aby Kaczyński został wicepremierem nie ma ani jednego punktu, który można uznać za rozsądny politycznie, co więcej okoliczność wskazywana przez PiS jest najmniej mądra. Jeśli szef największej partii wchodzi do rządu wyłącznie po to, aby pilnować kilku resortów i polityków, którzy biorą się za łby, to na starcie ustawia wartość tego rządu na poziomie piaskownicy.

Przypomnę, że to wszystko dzieje się w ramach rekonstrukcji rządu, czyli czegoś co ma dać nowy obraz, impuls i siłę, tymczasem operacja od początku przebiega groteskowo i kończy się farsą. Zamiast rekonstrukcji mieliśmy serię autorskich dymisji i rozwlekłe negocjacje koalicyjne sfinalizowane publicznym praniem brudów. Teraz PiS wysyła jednoznaczny sygnał, że Morawiecki nie radzi sobie z własnym rządem, Ziobro nie jest godny zaufania i trzeba go pilnować, podobnie jak Błaszczaka w MON i Mariusza Kamińskiego w MSWiA. W tym celu ma powstać superurząd wicepremiera bez teki i prawdę mówiąc nikt, a pewnie najmniej PiS wie, w jaki sposób ten kuriozalny „resort wszechbezpieczeństwa” umocować prawnie. Moje podstawowe pytanie brzmi, czy Jarosław Kaczyński dostanie takie same uprawnienia jak Prokurator Generalny i będzie miał wgląd do wszystkich postępowań prowadzonych w prokuraturze? Nie wyobrażam sobie takiego umocowania, które należałoby zapisać w ustawie i to dopiero początek technicznych problemów.

Wicepremier od resortów siłowych to strukturalny Frankenstein, za którym w jednej chwili pójdzie fala wewnętrznych i zewnętrznych interpretacji czyniących z Kaczyńskiego dyktatora, co w żadnym stopniu nie wzmocni, tylko przy narodzinach uwiąże kamień młyński u szyi nowego rządu. Dalej mamy całą serię degradacji i schizofrenicznych relacji pomiędzy formalnymi i faktycznymi hierarchiami poszczególnych polityków. Kaczyński w roli wicepremiera i jako szef PiS staje się podwładnym premiera i póki co szeregowego członka PiS Morawieckiego. W przyszłości ta układanka nabierze znacznie więcej śmieszności, ponieważ wiceprezes PiS i premier Morawiecki będzie szefem prezesa PiS i wicepremiera Kaczyńskiego. Pytanie kto kogo może zdymisjonować? Teoretycznie premier Morawiecki wicepremiera Kaczyńskiego, ale dziecko wie, że w praktyce, to prezes PiS dymisjonuje wiceprezesa PiS. Takich paradoksów w tej ze wszech miar idiotycznej koncepcji znajdziemy mnóstwo, ale nie będę się bawił w wyliczanie, tym zajmie się opozycja i TVN.

Podwójna degradacja najważniejszych polityków PiS, którą Kaczyński funduje sobie i Morawieckiemu, jest wynikiem wewnętrznych konfliktów i całkowitej utraty zaufania, wszystkich do wszystkich. Naczelnik stojący ponad rządowymi wojenkami i wydający rozkazy z realnego centrum dowodzenia, teraz będzie w samym środku politycznych przepychanek pełnił rolę gospodarza domu. Jego następca, który miał w bliskiej perspektywie stać się liderem prawicy, okazał się politykiem niezdolnym do kontrolowania swojego rządu i potrzebuje niańki, która będzie go pilnowała, podcierała nos i podpowiadała jak się rządzi Polską. Od początku pisałem, że PiS przestraszył się kwitów zebranych przez Ziobro i za wszelką cenę chce przejąć kontrolę w prokuraturze, ale nie sądziłem, że przyjdzie im do głowy tak beznadziejny sposób, który de facto niczego nie rozwiązuje. Powtórzę, nie wyobrażam sobie takiej konstrukcji ustawowej, gdzie wicepremier rządu będzie miał kompetencje Prokuratora Generalnego, coś podobnego rzeczywiście byłoby protezą rodem z Chin Ludowych.

W krótkim czasie można się też spodziewać serii wniosków o dymisję wicepremiera Kaczyńskiego i co do tego chyba nikt nie powinien mieć wątpliwości, opozycję wszyscy znają. Odbiór Kaczyńskiego w polityce międzynarodowej również ulegnie radykalnej zmienia, takiej „roszady” nie da się nawet porównać do słynnej zamiany ról pomiędzy Putinem i Miedwiediewem, nasuwa się inna i hipotetyczna analogia. Orban musiałby zostać wicepremierem we własnym rządzie, aby oddać absurd polityczny spłodzony na Nowogrodzkiej. Jedynym sensownym, co nie znaczy, że dobrym rozwiązaniem, byłoby przejęcie przez Kaczyńskiego rządu w roli premiera, a nie wykidajły czy niańki Ziobry i Morawieckiego. Moje zdanie i pisanie niewiele znaczy, ale co mogłem, to zrobiłem. Kaczyński pakuje siebie, PiS i rząd w groteskę, jest jeszcze czas, żeby się z tego odcinka „Ucha prezesa” wycofać prostym komunikatem, że to był test dla koalicjantów. Jeśli w ostatniej chwili wróci rozum i instynkt polityczny, jest szansa, że powrócimy też do poważnej polityki, jeśli nie to czeka nas powtórka z AWS albo 2007 roku.

Źródło foto: 
26265 liczba odsłon
Obrazek użytkownika Matka Kurka

Autor artykułu: Matka Kurka

6 (liczba komentarzy)

  1. Może ta cała commedia dell'arte miałaby sens, gdyby Kaczyński mógł jeszcze nadzorować Ministerstwo Zdrowia. To też w końcu resort siłowy, który trzyma w areszcie 125 tysięcy Polaków.

  2. Problem w tym, że Kaczyński de facto nadzoruje również i Ministerstow Zdrowia. Nikt chyba nie wątpi, że jedno zdecydowane słowo Kaczyńskiego do Morawieckiego mogłoby natychmiast położyć kres temu zajobowemu szaleństwu. To trzeba było zrobić zaraz po Wielkanocy. Ale Kaczyński tego nie zrobił. Nie interesuje mnie, czy nie chciał, czy nie mógł (niby dlaczego?). Nie zrobił tego, skutki mamy jakie mamy. Kaczyński ostatnio bardzo dużo stracił jako polityk i przywódca. PiS jako formacja nie zasługuje obecnie na poparcie. Cała nadzieja w tym, że (wedle niektórych doniesień) p.Szydło spotkała się ostatnio z Prezydentem i m.in. rozmawiali o ustawie "futerkowej", oraz o opcji tworzenia nowej formacji politycznej na prawicy wspólnymi siłami Szydło, ziobrystów, Prezydenta i części PiS. Cóż, nadzieja umiera ostatnia.

  3. Niech dołożą w obieg temat "nie zmieniamy czasu z letniego na zimowy"

  4. Od czasów Lizbony, kiedy to urzędująca głowa państwa wydzwaniała po rodzinie, co ma robić, świat trochę się przyzwyczaił do pisowskiej specyfiki. Po okresie fasadowej normalności PO, pięć lat temu przyjęto do wiadmości, że polscy prominenci telefon do brata zastąpili telefonem do Wiadomo Kogo i nawet zdarzało się, że w obcy przywódcy wpadali do przaśnego PJK na oranżadę i słone paluszki. Jak sobie ich mistrzowie protokołu poradzą teraz, kiedy szeregowy poseł zostanie formalnie popychadłem w tworzonym przez siebie rządzie, nie wiem. Ich problem.

    Problemem samego Kaczyńskiego jest dziwne przekonanie, że PiS jest wartością samą w sobie a wyborcy są do partii przywiązani na zawsze. Stąd wynikają posunięcia mające na celu "przekazanie" przywództwa. Ten nonsensowny pomysł zdają się popierać pisowscy sekciarze, nie dostrzegając prostej rzeczy, że to nie jest jakieś królestwo i tron. Z tego zaślepienia wynika wyolbrzymiana rola Kaczyńskiego, chociaż powiedzmy sobie, że co do jego rzekomych zdolności politycznych wielu już łuski opadają z oczu. Ktokolwiek zostanie prezesem po Prezesie, doświadczy rozłamu i masowego odejścia elektoratu. Może sobie potem być prezesem PiS, ale takiego, którego liberałom z post-PO nawet nie będzie się chciało dożynać, Konfederacja potraktuje go jak "plankton", a SLD w sam raz przygarnie do kolejnej szerokiej lewicowej koalicji.

    Będziemy mieli przedterminowe wybory, to pozwolę sobie powtórzyć i odchodząc od obecnej farsy w poważniejszą przyszłość, zwrócę uwagę na konsultacje i inne ruchy około ustawy futerkowej. Mamy moment, w kórym Konfederacja wyrasta na partię polskiej klasy średniej, czyli tej klasy, która jest solą każdego narodu.

  5. Polecam Państwu wywiad z ministrem Ardanowskim. Dlaczego 20-letni członek partii (PIS) sprzeciwił się prezesowi? https://wpolityce.pl/polityka/518851-nasz-wywiad-ardanowski-nie-wykonalem-zadnej-wolty

  6. Lepszej okazji już nie będzie, tak samo sprzyjających okoliczności - Jarosław Kaczyński zostanie Premierem RP. Projektowana funkcja wice to tylko gra wstępna.Mati jest, był, ale nie będzie. Obóz antypolski za daleko zaszedł, musi się trochę cofnąć, bo konstrukcja, filar (listek figowy, tak proszę Państwa, listek figowy jest filatrem!) pierdyknie ku uciesze gawiedzi, wrogów i pozostałego ciulstwa antypolskiego.