Bez większej satysfakcji robię małe resume, z ostatniego tygodnia i jednej trzeciej bieżącego tygodnia. Zgodnie z pesymistycznymi przewidywaniami – „Polacy zupełnie nic się nie stało”. Pierwsza adrenalina związana z fałszowaniem wyborów została skutecznie rozproszona i poza grupką „szaleńców” na poziomie 30%, reszta Polaków myśli dziś o swoich codziennych sprawach. Zwracam uwagę, że II tura wyborów właściwie nikogo już nie podnieca i to w sensie wyniku, jak i „bałaganu”, który bynajmniej się do niedzieli nie uporządkuje. Kubuś Puchatek bez majtek wystartował w Tuszenie i wylądował w Kanadzie. Nieco mniejszy zasięg miał ranny łoś z Sokółki, ale te dwie łamiące wiadomości od rana zajmują największą telewizję informacyjną. W tle dramatycznych wydarzeń Bronek Komorowski buduje skład nowej PKW, a w wolnej chwili sprowadza towarzysza Millera na ziemię. Skrócenie kadencji samorządów, co podpowiadało PiS, najpewniej skończy się kolejnym głosowaniem, w którym po jednej stronie będzie „antysystemowa” partia, a po drugiej wszystkie szanujące demokrację, w tym przebudzone SLD wstrzyma się od głosu. Jednodniowi bohaterowie: Stankiewicz i Braun wypalili się na popiół i chociaż próbowałem z grubsza dotrzeć do jakichś informacji, co się z nimi dzieje, nic szczególnego w google nie wyskakuje. Wygląda na to, że ten jedyny „patriotyczny zryw” skończył się dokładnie tak, jak uprzedzałem, że się skończy. Mało tego żarliwi obrońcy tej bezsensownej hucpy, jakoś się pochowali. Swoją drogą ci najbardziej żarliwi, sprzed komputera się nie ruszają, zatem trzeba przyznać Braunowi i Stankiewicz, że oni przynajmniej popełniają swoje spektakularne głupstwa z zaangażowaniem siły fizycznej. I to by było w zasadzie na tyle, ale ciągle warto pamiętać, że do wyborów prezydenckich i parlamentarnych wiele się nie zmieni, jeśli chodzi o ludzi i system, który będzie liczył głosy.

Ciekawie to wszystko nie wygląda, jednak żeby nie było załamania i jesiennej depresji, odwołam się do swojej ulubionej recepty. Polskę, jak wszystko i wszystkich, da się zmienić na lepsze, ale wypadałoby pamiętać o kilku podstawowych składnikach lekarstwa. Każda dawka tandety odbija się zgagą przez wiele miesięcy i organizm nie ma sił podjąć solidnej pracy. Liczenie głosów przez PiS i funkcjonowanie struktur lokalnych nie wypadło lepiej niż miernie. Dyskutowanie z tym faktem, tylko pogłębia zatruwanie organizmu. Z całą pewnością nie da się wygrać wyborów z oszustami, jeśli: a) we wszystkich obwodach nie ma kandydatów, b) we wszystkich obwodach nie ma sprawnych mężów zaufania. Wszelkie spontaniczne akcje, typu „podwórkowa partyzantka”, jak okupowanie PKW, czy inne „weźmy i coś zróbmy”, kończą się blamażem, produkują niszowych męczenników i dają paliwo przeciwnikowi. Słyszałem głosy, że lepsze takie protestowanie niż żadne. Przeciwnie, lepsze, żadne niż takie. Zgadzam się, że grzechem strasznym jest zabijanie buntu w narodzie, ale setny raz powtórzę, że to nie były żadne spontaniczne akcje, wręcz przeciwnie, zawodowi buntownicy, pomieszani z prowokatorami brali w nich udział. Taką deflacją buntu nie osiągnie się niczego i warto w końcu przyjąć do wiadomości, że władzę może wystraszyć proste równanie ilość x jakość.

Oczywiście łatwiej zorganizować marsz, czy inną fajną akcję dla poprawienia nastroju, niż zorganizować struktury i sprawnie działające mechanizmy kontroli, dlatego póki mi życia i zdrowia starczy do tandetnego efekciarstwa się nie przyłączę. Ktoś mądrze powiedział – chcesz pokoju, szykuj się do wojny, no i właśnie o tym „szykuj się” nieustannie zapominają partyzanci, którzy, bez żadnego przygotowania odbijają się od ściany i kompromitują rzeczy fundamentalne. Masowego protestu społecznego nie da się wywołać decyzją przy komputerowej klawiaturze i tym bardziej partyjnym okólnikiem. Ludzie muszą czuć, że po pierwsze mają dość, a po drugie, że ich głośne „dość” wypełni gacie władzy. Bez tych dwóch warunków brzegowych wszystko będzie się dusiło i kisiło, jak do tej pory. I zamykając to błędne koło wracamy do pracy u podstaw. Solidne pokazanie, co się w Polsce dzieje jest możliwe tylko i wyłącznie wówczas, gdy się tyra dzień i noc nad budowaniem profesjonalnych struktur i mechanizmów kontroli. Nikt nie będzie traktował poważnie buntu, który opiera się na rytualnym marudzeniu przy kolejnych kantach, a już na pewno władza się z takich zachowań uśmieje. Aby wygrać wojnę trzeba mieć armię, broń, sztab, strategię, póki co słyszę tylko i wyłącznie chóralne do „boju”. Z czym, z kim, kiedy, gdzie? Nie bardzo wiadomo. Trzeba wygrać jedną bitwę, doprowadzić od początku do końca jedną sprawę, innymi słowy pokazać siłę i postraszyć wroga, dopiero potem brać się za wojnę. Parafrazując klasyka najpierw: „Panowie i Panie policzmy głosy”.

100 KOMENTARZE

  1. Ale dyskusja …
    Bądźcie pewni, że jeśli wystąpi pospolite ruszenie, że jeśli przez kraj przetoczy się fala demonstracji i zadym, to będzie to wymyślone, inspirowane i oparte na przywódcach sił rządzących, które między sobą się zmagają i biją o władzę.
    Zawsze tak było, znów pojawi się jakiś Bolek albo ekipa KOR-u bis, która wykorzysta naród do urządzenia się przy korycie. Sam naród bez przywódców jest zupełnie bezwolny i ogłupiały. A przywódcy rewolucji, to nie spontan, ale zawodowe działanie (patrz: Lenin w Rosji). Co prawda – można by się załapać z pewnymi siłami prącymi do konkretnego niecnego celu, ale trzeba mieć świadomość, że przywódcy danego ruchu są podstawieni i tylko wszystko udają. Przydałaby się tajna patriotyczna struktura wewnątrz – pilnująca "przywódców", aby w krytycznym momencie nie było drugiej Magdalenki albo innego okrągłego stołu. Ale to jest bardzo trudne i wymaga zaangażowania się mądrych patriotów, odpornych na urok pieniądza i władzy. Takich, którzy nie boją się ryzykować utraty zdrowia i życia. Pozdrowienia.

  2. Ale dyskusja …
    Bądźcie pewni, że jeśli wystąpi pospolite ruszenie, że jeśli przez kraj przetoczy się fala demonstracji i zadym, to będzie to wymyślone, inspirowane i oparte na przywódcach sił rządzących, które między sobą się zmagają i biją o władzę.
    Zawsze tak było, znów pojawi się jakiś Bolek albo ekipa KOR-u bis, która wykorzysta naród do urządzenia się przy korycie. Sam naród bez przywódców jest zupełnie bezwolny i ogłupiały. A przywódcy rewolucji, to nie spontan, ale zawodowe działanie (patrz: Lenin w Rosji). Co prawda – można by się załapać z pewnymi siłami prącymi do konkretnego niecnego celu, ale trzeba mieć świadomość, że przywódcy danego ruchu są podstawieni i tylko wszystko udają. Przydałaby się tajna patriotyczna struktura wewnątrz – pilnująca "przywódców", aby w krytycznym momencie nie było drugiej Magdalenki albo innego okrągłego stołu. Ale to jest bardzo trudne i wymaga zaangażowania się mądrych patriotów, odpornych na urok pieniądza i władzy. Takich, którzy nie boją się ryzykować utraty zdrowia i życia. Pozdrowienia.

  3. niestety
    od lat czytuje Niezależną. Od poprzednich wyborów obserwuje gwałtowny spadek komentujących
    Nie wiem czy przyczyna tkwi w polityce blogowej czy w obojętnieniu kolejnych czytelników.
    Jeżeli to drugie, to obawiam się, że liczenie głosów będzie bardzo krótkie, Panowie. Nie chce prorokować, ale przy tak miernych i biernych kadrach oddolnych Pis przekształci się niedługo w partię kanapową.We Wrocławiu zapaliła się iskierka.Konkurentka Dutkiewicza okazuje się osobą cholernie odbiegającą od typowego  wizerunku polityka Pisu, który gada w kółko te same opowiastki z martwą twarzą/Błaszczak/. Jeżel nie uda się jej wygrać we Wrocławiu Prezes Kaczyński winien ją w trybie pilnym ściągnąć do Warszawy i uczynić ją rzecznikiem Pisu. W duecie z Dudą mogą nieżle zamieszać na scenie politycznej.

  4. niestety
    od lat czytuje Niezależną. Od poprzednich wyborów obserwuje gwałtowny spadek komentujących
    Nie wiem czy przyczyna tkwi w polityce blogowej czy w obojętnieniu kolejnych czytelników.
    Jeżeli to drugie, to obawiam się, że liczenie głosów będzie bardzo krótkie, Panowie. Nie chce prorokować, ale przy tak miernych i biernych kadrach oddolnych Pis przekształci się niedługo w partię kanapową.We Wrocławiu zapaliła się iskierka.Konkurentka Dutkiewicza okazuje się osobą cholernie odbiegającą od typowego  wizerunku polityka Pisu, który gada w kółko te same opowiastki z martwą twarzą/Błaszczak/. Jeżel nie uda się jej wygrać we Wrocławiu Prezes Kaczyński winien ją w trybie pilnym ściągnąć do Warszawy i uczynić ją rzecznikiem Pisu. W duecie z Dudą mogą nieżle zamieszać na scenie politycznej.

  5. Patrzymy na Węgry i pytamy
    Patrzymy na Węgry i pytamy się, dlaczego u nas to nie wychodzi?

    Przyczyny historyczne i geopolityczne.
    Historyczna przyczyna – holocaust elit i deformacja na skalę totalną narodu. Jesteśmy innym zbiorowiskiem Polaków, niż byliśmy przed 39 i 44/45 rokiem. Deformacja w wyniku wyniszczenia elit, wyniszczania fizycznego i moralnego całego narodu, potem przesiedleń i formowania nowego sowieckiego człowieka przez prawie pół wieku. Niby się człowiek sowiecki nie pojawił, ale świadomego obywatela też nie ma. Następnie tresura propagandowa III RP, która bardzo skutecznie nałożyła się na ducha zdewastowanego i zdeformowanego Polaka, który wyszedł z PRL.

    Geopolityczna przyczyna – patrząc z perspektywy historycznej, wrogiem Polski nr 1 od klęski Niemców pod Stalingradem, może i nawet wcześniej, jest Rosja. Nic nowego. To Rosja (celowo nie piszę Sowiety, bo z perspektywy geopolitycznej nie jest tak istotna forma ideologiczna) podbiła Polskę. To Rosja ustanowiła tutaj swoich namiestników. To Rosja przez pół wieku utrzymywała tu swoje garnizony. To Rosja zorganizowała skuteczną ekspozyturę swojej policji politycznej i elity rządzącej, ale i kulturalnej. To Rosja zainstalowała w Polsce skuteczny system agentury, tej zbierającej informacje i tej wpływu. To Rosja zmuszona swoją wewnętrzną zapaścią, wycofała się, pozostawiając cały ten swój, wyżej skrótowo ujęty dorobek, który starała się doglądać i dbać o niego. Nie udało się zablokować wejścia Polski do NATO, ale system agentury pozostał i był rozwijany. Ergo – Polska roi się od rosyjskiej agentury, która jest najsilniejsza bo działa, de facto na własnym terenie i jest najskuteczniejsza, bo reprezentuje najwyższe kwalifikacje, oraz potężną wolę odbudowy Rosji imperialnej, która z definicji nie może zgodzić się na suwerenną Polskę.

    Stawiam tezę, że gdyby nagle Rosję szlag trafił, to Polska miałaby duże szanse podnieść się, bo otrzepałaby się z ruskiej agentury.

    Inne agentury, oczywiście istnieją, ale działają one na terenie tradycyjnie rosyjskim i mają siłą rzeczy wpływ mniejszy. Widać to wyraźnie, po tym jak US/NATO niemrawo oponują wobec rosyjskich roszczeń wobec Polski, Łotwy i tak dalej, de facto uznając, że Polska, Europa Środkowa jest strefą pośrednią, do której Rosja jakieś prawa jednak posiada.
    Oczywiście nie lekceważę potęgi wpływów wielkich koncernów, kapitału, ale to nie działa tak jak system agentury rosyjskiej i cele ich są inne, chociaż skutki ich działań wyniszczające.

    Rosja pęta Rzeczpospolitą od stuleci i gdy spojrzeć historycznie, popatrzeć na mapę, to ma rację! Polska mogła Rosję jako imperium powstrzymać, nawet zlikwidować. Polska uniemożliwia Rosji, by miała ona granicę z Niemcami, do czego Rosja i Niemcy dążą, bo Polska suwerenna znacznie ogranicza ich możliwości polityczne. Niemcy zostały pokonane i złamano w znacznej mierze ich ducha, ducha pruskiej buty i pewną ciągłość historycznego rozwoju. Rosja została pokonana, ale nie złamana, nie postawiono na niej stopy w ciężkim bucie. Rosja jaka była, taka jest z całym swoim systemem doskonałych służb wywiadowczych, dywersyjnych, propagandowych.

    My jesteśmy jak naiwne dziecko, które adoptowani rodzice gwałcą i okradają z należnego spadku. Tymi rodzicami jest desant sowieckiej agentury, który zakorzenił się w Polsce. Można powiedzieć, że ojczym to Rosja, macocha to Niemcy. Macocha ma pieniądze, jest operatywna i czaruje słówkami, ale ojczym potrafi dać w mordę i budzi także lęk macochy.

    Po prostu o jeden element za dużo. I  tu wrócę do Węgier. Nie leżą one na bardzo ruchliwej trasie east – west, którymi przechodzą wycieczki o charakterze militarnym. Nie mają one takiego potencjału ani ekonomicznego, ani politycznego, więc ani Rosji, ani Niemcom, nie są w stanie tak pomieszać szyków. Tam patriota Orban mógł wygrać, bo poziom zewnętrznego nacisku jest znacznie mniejszy. Tutaj presja jest potężna. Czy to nas Polaków tłumaczy? To tłumaczy sytuację, ale nas nie usprawiedliwia, bo zawsze można zrobić więcej.

  6. Patrzymy na Węgry i pytamy
    Patrzymy na Węgry i pytamy się, dlaczego u nas to nie wychodzi?

    Przyczyny historyczne i geopolityczne.
    Historyczna przyczyna – holocaust elit i deformacja na skalę totalną narodu. Jesteśmy innym zbiorowiskiem Polaków, niż byliśmy przed 39 i 44/45 rokiem. Deformacja w wyniku wyniszczenia elit, wyniszczania fizycznego i moralnego całego narodu, potem przesiedleń i formowania nowego sowieckiego człowieka przez prawie pół wieku. Niby się człowiek sowiecki nie pojawił, ale świadomego obywatela też nie ma. Następnie tresura propagandowa III RP, która bardzo skutecznie nałożyła się na ducha zdewastowanego i zdeformowanego Polaka, który wyszedł z PRL.

    Geopolityczna przyczyna – patrząc z perspektywy historycznej, wrogiem Polski nr 1 od klęski Niemców pod Stalingradem, może i nawet wcześniej, jest Rosja. Nic nowego. To Rosja (celowo nie piszę Sowiety, bo z perspektywy geopolitycznej nie jest tak istotna forma ideologiczna) podbiła Polskę. To Rosja ustanowiła tutaj swoich namiestników. To Rosja przez pół wieku utrzymywała tu swoje garnizony. To Rosja zorganizowała skuteczną ekspozyturę swojej policji politycznej i elity rządzącej, ale i kulturalnej. To Rosja zainstalowała w Polsce skuteczny system agentury, tej zbierającej informacje i tej wpływu. To Rosja zmuszona swoją wewnętrzną zapaścią, wycofała się, pozostawiając cały ten swój, wyżej skrótowo ujęty dorobek, który starała się doglądać i dbać o niego. Nie udało się zablokować wejścia Polski do NATO, ale system agentury pozostał i był rozwijany. Ergo – Polska roi się od rosyjskiej agentury, która jest najsilniejsza bo działa, de facto na własnym terenie i jest najskuteczniejsza, bo reprezentuje najwyższe kwalifikacje, oraz potężną wolę odbudowy Rosji imperialnej, która z definicji nie może zgodzić się na suwerenną Polskę.

    Stawiam tezę, że gdyby nagle Rosję szlag trafił, to Polska miałaby duże szanse podnieść się, bo otrzepałaby się z ruskiej agentury.

    Inne agentury, oczywiście istnieją, ale działają one na terenie tradycyjnie rosyjskim i mają siłą rzeczy wpływ mniejszy. Widać to wyraźnie, po tym jak US/NATO niemrawo oponują wobec rosyjskich roszczeń wobec Polski, Łotwy i tak dalej, de facto uznając, że Polska, Europa Środkowa jest strefą pośrednią, do której Rosja jakieś prawa jednak posiada.
    Oczywiście nie lekceważę potęgi wpływów wielkich koncernów, kapitału, ale to nie działa tak jak system agentury rosyjskiej i cele ich są inne, chociaż skutki ich działań wyniszczające.

    Rosja pęta Rzeczpospolitą od stuleci i gdy spojrzeć historycznie, popatrzeć na mapę, to ma rację! Polska mogła Rosję jako imperium powstrzymać, nawet zlikwidować. Polska uniemożliwia Rosji, by miała ona granicę z Niemcami, do czego Rosja i Niemcy dążą, bo Polska suwerenna znacznie ogranicza ich możliwości polityczne. Niemcy zostały pokonane i złamano w znacznej mierze ich ducha, ducha pruskiej buty i pewną ciągłość historycznego rozwoju. Rosja została pokonana, ale nie złamana, nie postawiono na niej stopy w ciężkim bucie. Rosja jaka była, taka jest z całym swoim systemem doskonałych służb wywiadowczych, dywersyjnych, propagandowych.

    My jesteśmy jak naiwne dziecko, które adoptowani rodzice gwałcą i okradają z należnego spadku. Tymi rodzicami jest desant sowieckiej agentury, który zakorzenił się w Polsce. Można powiedzieć, że ojczym to Rosja, macocha to Niemcy. Macocha ma pieniądze, jest operatywna i czaruje słówkami, ale ojczym potrafi dać w mordę i budzi także lęk macochy.

    Po prostu o jeden element za dużo. I  tu wrócę do Węgier. Nie leżą one na bardzo ruchliwej trasie east – west, którymi przechodzą wycieczki o charakterze militarnym. Nie mają one takiego potencjału ani ekonomicznego, ani politycznego, więc ani Rosji, ani Niemcom, nie są w stanie tak pomieszać szyków. Tam patriota Orban mógł wygrać, bo poziom zewnętrznego nacisku jest znacznie mniejszy. Tutaj presja jest potężna. Czy to nas Polaków tłumaczy? To tłumaczy sytuację, ale nas nie usprawiedliwia, bo zawsze można zrobić więcej.