Reklama

Kto pamięta taką reklamę, w kt&oacut

Kto pamięta taką reklamę, w której pewnej cudacznej rodzinie zgasła żarówka? Kto pamięta, ten pamięta, kto nie to opowiem jak było. Siedzi sobie przy stole poukładana rodzina, od razu widać, że sztucznie poukładana, ale stara się jak może i nagle pęka żarówka. Wszyscy w krzyk, całej rodzinie świat się zawalił spotkało rodzinę największe nieszczęście. Koniec reklamy. Muszę się przyznać, że często używałem w rodzinnych sporach o nic, tego argumentu, tej odpowiedzi z reklamy, tłumacząc, że tylko głupki z głupstwa robią tragedię. No i wystarczyło zamienić żarówkę, na notebooka, a od razu się zaczęło i dopadło mnie, potem całą rodzinę jak tę familię od żarówki. W notebooku chrupnęło, ale to tak, że aż zazgrzytało i dalej mieliło, za chwilę niebieski ekran i błąd spisany w formie nic nie mówiącego komunikatu. Nie wiem jaką miałem minę, moja lepsza połowa miała miną taką, że ja na pewno miałem gorszą, choć jej mina zawierała wszystkie nieszczęścia i cierpienia tego świata. Jezus Maria komputer! Zostawię na chwilę ten dramat i odreaguję małą dygresją, ale też na temat.

Reklama

 

Od pewnego czasu walczę z międzynarodowym wyzyskiem, swój pierwszy poważny komputer kupiłem za 10 tysięcy złotych, bo same nowości w nim były, które miały starczyć na lata. Spłacałem ten sprzęt 5 lat i zanim po pierwszym miesiącu przyszła pierwsza rata, wartość zakupu spadła o 30%. Nic mnie to nie nauczyło, byłem biedny bo głupi, musiałem rzucić palenie, żeby spłacać raty, picia nie rzuciłem, żeby to jakoś przeżyć. Potem byłem przez chwilę bogaty i przerzuciłem się na notebooki, znów ścigając nowalijki, co rzecz jasna doprowadziło do zadyszki i powłóczenia nogami. W końcu między stanem zamożnym i stanem da się wyżyć postanowiłem sobie odpowiedzieć do czego jest mi potrzebny komputer? Wyszło mi na to, że do pisania i pracy w Internecie. Uzyskałem odpowiedź i tym sposobem mój trzyletni Simens, co to ja nawet nie wiem co on ma, a czego nie w środku, jest dla mnie sprzętem aż za dobrym od strony parametrów wszelakich, natomiast wygląd i stan Simensa rozpaczliwy. „Wylata” mu prawie wszystko poklejony, poskręcany drutem i gdzieś mu się śrubka wymknęła z obudowy, by zabłądzić w wentylatorze. Stąd był huk, stąd był zgrzyt, stąd nasze małżeńskie miny. Ten sponiewierany notebook jest już częścią mnie, nie chcę żadnego innego, obiecałem sobie na nim skończyć książkę, a jak mi się uda napisać coś mądrego, to do końca życia się z nim nie rozstanę. Komputer jest dla mnie jak siekiera, albo czajnik elektryczny, po prostu narzędzie, tak sobie myślałem walcząc z wyzyskiem. Do wczoraj tak myślałem, chociaż i wcześniej komputery dawały znać, że się mylę.

 

W czym problem w takim razie? Problem w tym, że po tym zgrzycie w wentylatorze zaczęło się na dobre, tu się kończy dygresja i znów zaczyna trauma. Okazało się, że w komputerze mamy całe życie, że to nie jest takie sobie urządzenie elektryczne, ale urządzenie podtrzymujące życie. Wszystkie hasła do wszystkich banków, oczywiście w zaszyfrowanym pliku. Program fiskalny firmy, której już prawie nie ma, ale US jak wiadomo do lat X może robić rekonesans. Prace mojej żony, jakieś prace dziecka, wszystkie moje teksty i co najważniejsze prawie 120 stron książki. Przez prawie dwie godziny kiedy reanimowałem swój ukochany złom, przeleciało mi niczym skoczkowi z 5 piętra całe życie, mimo że tak naprawdę tylko fragment był za tym niebieskim ekranem. Proszę sobie wyobrazić, że czułem się jakbym ciężko zachorował, jakbym kogoś bliskiego stracił i że to wszystko co tu piszę jest niczym w porównaniu z tym jak czułem się naprawdę. Kilka godzin spędzonych na kolejnych dawkach tlenu podawanych złomkowi, najpierw nic, cały czas na niebiesko. W końcu desperacka próba, odkręcania obudowy i sprawdzanie co poszło. Nic nie śmierdzi, nic nie okopcone, pierwsza nadzieja na przeżycie. Odkręcam dysk i patrzę, czy da się go podpiąć pod takie urządzenie zewnętrzne, żeby przekopiować dane, ale nic z tego, nie to złącze. Skręcam i już tylko dla formalności odpalam – zero kolorów, wszystko na niebiesko. Trudno, odpalał płytę z systemem i to nie pomogło.

 

Odkręcam jeszcze raz obudowę, nie mam pojęcia po co, rzucam okiem, dmucham dwa razy, bardziej na szczęście niż dla naprawy i zamykam teatrzyk lutowanych ścieżek. Odpalam…. i jest pojawiła się opcja instalacji, ale jak już jest coś, to myślę od razu jak niewiele mam. Przecież przeinstaluję i będę miał nic. Odnajduję opcję naprawy, trzy razy powielam tę samą procedurę i w końcu sprzęt zaskakuje. Zaskakuje widzę ekran i w nim wszystko na swoim miejscu… cieszę się życiem, jednak po chwili gaśnie całość, tak się dzieje za każdym razem kiedy ponownie uruchamiam. Odkręcam obudowę kolejny raz, nie za bardzo wiem co dalej, to sobie chociaż kółkiem wentylatora pokręcę i tym sposobem znajduję usterkę. Kółko zaklinowane, kręcę w jedną, w drogą obracam do góry nogami iw końcu puściło. Odpalam wszystko ok., komputer się przegrzewał i sam wyłączał, tak się wymądrzam i wracam do świata żywych, wszystko jest. Ale to nie koniec cała ludzka natura i śmieszność jaka ze mnie wylazła, dopiero przede mną. Gdy odzyskałem wszystko co najważniejsze, zacząłem się  rozglądać, za moim rozpoczętym mailem, za kawałkiem tekstu, za paroma zdaniami książki, bo wszystko zacząłem, kiedy mi padł sprzęt. Taki bezczelny typ ze mnie, żadnej pokory, żadnej nauki, czepianie się głupot i oczywiście odnalazłem te drobiazgi. Word zapisuje automatycznie pliki co jakiś czas, to samo Outlook. Odzyskałem swoje skarby i swoje drobiazgi, a zanim do tego doszło obiecałem sobie, że zrobię wszelkie kopie na kilku nośnikach i do tej chwili nie zrobiłem.

 

Nie było czasu, zamiast robić kopie piszę tekst o tym, że powinienem je zrobić. Modliłem się, żeby wszyscy bogowie oddali mi życie, oddali mi mój komputer i wszystko co w nim jest, żeby wszystko w najmniejszym szczególe było takie same, a gdy już dostałem drugie życie, znów nie umiem uszanować daru niebios. Dwie poważne refleksje mnie naszły. Pierwsza jest taka, że nie da się powiedzieć, że tak było zawsze. Tak nie było nigdy, kiedyś człowiek jeśli tracił cały swój dorobek, to musiała mu się spalić chałupa, ze wszystkim co ma w środku. Teraz dorobek całego życia można zostawić w komputerze, jednym głupim komputerze, następnie go zgubić, albo zniszczyć, tudzież po prostu jak każdy sprzęt odmówi posłuszeństwa i umrze razem ze mną. Nowa jakość umierania. Aby odbudować to co mam w komputerze musiałbym pracować za trzech przez wiele lat i tak wielu rzeczy nie dałby się odtworzyć.

 

W komputerze mam firmę, rzeczy osobiste i „twórcze”, finanse, pamiątki, prezenty nawet, mam tu całe swoje życie. Obłęd, to jest igranie z życiem, to jest nowa jakość umierania i tak przechodzę do drugiej refleksji. Zdałem sobie sprawę, że jestem nie tyle uzależniony, ale podpięty pod komputer jak pod respirator, duszę się już po chwili gdy nie ma przy mnie światełek i kabelków. Strasznie mi się nie podoba to bolesne samouświadomienie, tym bardziej, że nie mam złudzeń co do ozdrowienia. Gdy ciężko zachorowałem, modliłem się o życie, gdy życie wróciłem, znów nie umiem żyć inaczej niż narażając życie. O marności ludzkiego życia spisano annały, a mnie przyszło do głowy, że marność ludzkiego życia jest tak marna, że można to marne życie zmieścić na jednym dysku i to wcale nie są gigabajty. Prawie zabił mnie komputer i zamiast nie pozwolić mu na kolejne próby, żyje sobie nie szanując zdrowia i drugiego życia. To jedno się nie zmieniło, człowiek ciągle jest zbyt głupi, żeby szanować to co najcenniejsze, a ramach kary doszło po prostu kolejne narzędzie unicestwienia. Ech… życie.

 

Reklama

58 KOMENTARZE

  1. Też tak miałem, co więcej –
    Też tak miałem, co więcej – przez 10 lat nieprzeinstalowywany Windows 98 z programem do fakturowania i wszystkimi danymi w tym programie, program licencjonowany, licencja na hasło, hasło od producenta programu, producenta już 5 lat jak nie ma. System był przewidywalny – po włączeniu Worda i Media Playera w sposób przewidywalny padał, kiedy zawieszał się Internet Explorer, zawieszał się cały system, dlatego zmieniłem na Firefoxa, jak tylko się dało. I jeszcze parę przewidywalnych bugów.

    Kiedy wszystko padło już tak, że nie było szansy reanimacji, poświęciłem parę dni na stworzenie arkusza w Excelu do policzenia i wystawienia kilkudziestu faktur naraz plus na przepisanie danych klientów ręcznie. Korzystam do teraz. A wszystkie dane kopiuję na zewnętrznym dysku 1 TB, podpiętym przez router.

          • Całkiem realne, niestety
            najgorzej płyty z mp3, odtwarzane parę lat temu intensywnie w PC + discmanie, niby wyszły bez szwanku, bez porysowań, potem odłożone ad acta. Wyciągnąłem w styczniu, może w lutym, żeby zgrać na HDD i co się okazuje: co drugi kawałek z płyty daje komunikat “System nie może czytać z określonego urządzenia”. Zależy też od producenta – TDK, EMTEC wypadają w sumie najlepiej, a np. Sony dużo młodsze – tragedia.

          • Kocie
            Tylko że w tej chwili używam już trzeciej nagrywarki na stacjonarnym PC, który zresztą w tej chwili ma już tyle bebechów wymienionych, że w niewielkim stopniu przypomina komputer sprzed 12 lat. Plus od paru lat nagrywarka na lapku, co daje razem 4 sztuki. Ale jedną rzecz wybadałem drogą prób i błędów – jak np. nagrywam CD audio, to przy maksymalnej prędkości jakość płyty jest tragiczna, a jak ustawię minimalną (16X chyba w tej chwili), to jest do przyjęcia.

          • Sprawdzałam niedawno CD
            Sprawdzałam niedawno CD nagrywane 8X 10 lat temu, jak na razie wszystko dobrze. To, na czym mi zależy od zawsze nagrywam na najmniejszej jaka się da prędkości. A swoją szosą, zazdroszczę tym, którzy zawsze na czas. Tylko z tym, to trzeba się chyba urodzić.

          • Wymądrzę się teraz 🙂 Na poważnie
            Stacje starzeją się w ten sposób, że tracą kalibrację.
            Jeśli na nowej wypalisz dysk, to przez jakiś czas ten dysk jest przez tę stację odtwarzany.
            Za 2-3 lata stacja nadal wypala i czyta niedawno utworzone dyski, na tej właśnie stacji je czyta. Na innych nie, bo zapis jest zdekalibrowany. Na tej stacji odtwarzanie dysków zapisanych przez nią samą kilka lat wcześniej może się nie udawać.
            Trzymanie starych stacji nie ma dużo sensu, lepiej jest tworzyć nowe kopie kopii zapasowych, albo w inny sposób obejść to zjawisko, wiedząc, na czym polega.

            Po głębokie szczegóły to już nie do mnie, kochani!

            Ale mi fajnie! Zaistniałam!

  2. Też tak miałem, co więcej –
    Też tak miałem, co więcej – przez 10 lat nieprzeinstalowywany Windows 98 z programem do fakturowania i wszystkimi danymi w tym programie, program licencjonowany, licencja na hasło, hasło od producenta programu, producenta już 5 lat jak nie ma. System był przewidywalny – po włączeniu Worda i Media Playera w sposób przewidywalny padał, kiedy zawieszał się Internet Explorer, zawieszał się cały system, dlatego zmieniłem na Firefoxa, jak tylko się dało. I jeszcze parę przewidywalnych bugów.

    Kiedy wszystko padło już tak, że nie było szansy reanimacji, poświęciłem parę dni na stworzenie arkusza w Excelu do policzenia i wystawienia kilkudziestu faktur naraz plus na przepisanie danych klientów ręcznie. Korzystam do teraz. A wszystkie dane kopiuję na zewnętrznym dysku 1 TB, podpiętym przez router.

          • Całkiem realne, niestety
            najgorzej płyty z mp3, odtwarzane parę lat temu intensywnie w PC + discmanie, niby wyszły bez szwanku, bez porysowań, potem odłożone ad acta. Wyciągnąłem w styczniu, może w lutym, żeby zgrać na HDD i co się okazuje: co drugi kawałek z płyty daje komunikat “System nie może czytać z określonego urządzenia”. Zależy też od producenta – TDK, EMTEC wypadają w sumie najlepiej, a np. Sony dużo młodsze – tragedia.

          • Kocie
            Tylko że w tej chwili używam już trzeciej nagrywarki na stacjonarnym PC, który zresztą w tej chwili ma już tyle bebechów wymienionych, że w niewielkim stopniu przypomina komputer sprzed 12 lat. Plus od paru lat nagrywarka na lapku, co daje razem 4 sztuki. Ale jedną rzecz wybadałem drogą prób i błędów – jak np. nagrywam CD audio, to przy maksymalnej prędkości jakość płyty jest tragiczna, a jak ustawię minimalną (16X chyba w tej chwili), to jest do przyjęcia.

          • Sprawdzałam niedawno CD
            Sprawdzałam niedawno CD nagrywane 8X 10 lat temu, jak na razie wszystko dobrze. To, na czym mi zależy od zawsze nagrywam na najmniejszej jaka się da prędkości. A swoją szosą, zazdroszczę tym, którzy zawsze na czas. Tylko z tym, to trzeba się chyba urodzić.

          • Wymądrzę się teraz 🙂 Na poważnie
            Stacje starzeją się w ten sposób, że tracą kalibrację.
            Jeśli na nowej wypalisz dysk, to przez jakiś czas ten dysk jest przez tę stację odtwarzany.
            Za 2-3 lata stacja nadal wypala i czyta niedawno utworzone dyski, na tej właśnie stacji je czyta. Na innych nie, bo zapis jest zdekalibrowany. Na tej stacji odtwarzanie dysków zapisanych przez nią samą kilka lat wcześniej może się nie udawać.
            Trzymanie starych stacji nie ma dużo sensu, lepiej jest tworzyć nowe kopie kopii zapasowych, albo w inny sposób obejść to zjawisko, wiedząc, na czym polega.

            Po głębokie szczegóły to już nie do mnie, kochani!

            Ale mi fajnie! Zaistniałam!

  3. Rany boskie!
    Umarłabym jak amen w pacierzu. Muszę koniecznie zrobić kopię programu, o czym mój kompek nieustannie mi przypomina, a ja to w swojej bezmiernej pysze olewam. Na szczęście, hasła i klucze mam na innych nośnikach.

    “Marne życie na jednym dysku, i to wcale nie są gigabajty” – smutek jeden wielki.

    Chyba sobie poczytam Kubusia Puchatka na dobranoc, bo po takiej lekturze koszmary senne murowane.

    Chciałabym jeszcze coś powiedzieć… lepiej zmilczę.

  4. Rany boskie!
    Umarłabym jak amen w pacierzu. Muszę koniecznie zrobić kopię programu, o czym mój kompek nieustannie mi przypomina, a ja to w swojej bezmiernej pysze olewam. Na szczęście, hasła i klucze mam na innych nośnikach.

    “Marne życie na jednym dysku, i to wcale nie są gigabajty” – smutek jeden wielki.

    Chyba sobie poczytam Kubusia Puchatka na dobranoc, bo po takiej lekturze koszmary senne murowane.

    Chciałabym jeszcze coś powiedzieć… lepiej zmilczę.

  5. Jakbym o sobie sprzed pół
    Jakbym o sobie sprzed pół roku czytała. Jutro się za to wezmę. CHYBA. Poprzednio pomógł znajomy. Jak teraz padnie, to na złom. Kawał życia na śmietnik. Chyba, że zdążę. Kartka na ścianie z napisem, że jutro uporządkuję, nie pomaga. Czytam codziennie i jakoś to jutro ciągle jest jutro. Wiem, powinnam zmienić na dziś to jutro, ale tak jakoś…Zresztą, dziś idę spać, zatem pozostaje jednak jutro.
    I oby nam się zdążyło zdążyć. Życzę pozdrawiając.:) I zacznijmy w końcu dbać o siebie i o to, co ważne. Od jutra oczywiście, jakże by inaczej. Eh…

  6. Jakbym o sobie sprzed pół
    Jakbym o sobie sprzed pół roku czytała. Jutro się za to wezmę. CHYBA. Poprzednio pomógł znajomy. Jak teraz padnie, to na złom. Kawał życia na śmietnik. Chyba, że zdążę. Kartka na ścianie z napisem, że jutro uporządkuję, nie pomaga. Czytam codziennie i jakoś to jutro ciągle jest jutro. Wiem, powinnam zmienić na dziś to jutro, ale tak jakoś…Zresztą, dziś idę spać, zatem pozostaje jednak jutro.
    I oby nam się zdążyło zdążyć. Życzę pozdrawiając.:) I zacznijmy w końcu dbać o siebie i o to, co ważne. Od jutra oczywiście, jakże by inaczej. Eh…

  7. Tak się o technicznych szczegółach rozpisałem,
    a konkluzja się mnie jakoś zgubiła, a przecie ona tu najważniejsza. Otóż przypomniał mi się ten dowcip o panu, któremu po wyskoczeniu z samolotu nie otworzył się spadochron i po drodze na dół pan ten mnóstwo naobiecywał, że picie rzuci, że żonie będzie już tylko wierny, w pielgrzymkę do Częstochowy pójdzie etc. Spadł na wieelki stóg siana, wyhamował praktycznie bez strat, wylazł z siana, otrzepał się i poszedł sobie, oglądając się niepewnie na boki i mrucząc: “Czego to człowiek w stresie nie wygaduje…”

  8. Tak się o technicznych szczegółach rozpisałem,
    a konkluzja się mnie jakoś zgubiła, a przecie ona tu najważniejsza. Otóż przypomniał mi się ten dowcip o panu, któremu po wyskoczeniu z samolotu nie otworzył się spadochron i po drodze na dół pan ten mnóstwo naobiecywał, że picie rzuci, że żonie będzie już tylko wierny, w pielgrzymkę do Częstochowy pójdzie etc. Spadł na wieelki stóg siana, wyhamował praktycznie bez strat, wylazł z siana, otrzepał się i poszedł sobie, oglądając się niepewnie na boki i mrucząc: “Czego to człowiek w stresie nie wygaduje…”

  9. Jest takie przysłowie:
    Użytkownicy komputerów dzielą się na tych co robią kopie zapasowe i na tych …co zaczną robić kopie zapasowe 😉
    A tak w ogóle to wystarcza zapisywać dokumenty, excele itd. w Google Documents. Do takich swoich prywatnych celów wystarcza. Nie wiem tylko jak to się sprawdzi w przypadku książki, aczkolwiek można tam chyba wrzucać także spakowane archiwa. Wystarczy zabezpieczyć ZIPa hasłem i problem z głowy. Oczywiście jest to kiepskie rozwiązanie, gdy wybuchnie III Wojna Światowa, Talibowie rozwalą USA, wybuchnie ten największy wulkan w Parku Narodowym jakimś tam, itp. przypadki.

  10. Jest takie przysłowie:
    Użytkownicy komputerów dzielą się na tych co robią kopie zapasowe i na tych …co zaczną robić kopie zapasowe 😉
    A tak w ogóle to wystarcza zapisywać dokumenty, excele itd. w Google Documents. Do takich swoich prywatnych celów wystarcza. Nie wiem tylko jak to się sprawdzi w przypadku książki, aczkolwiek można tam chyba wrzucać także spakowane archiwa. Wystarczy zabezpieczyć ZIPa hasłem i problem z głowy. Oczywiście jest to kiepskie rozwiązanie, gdy wybuchnie III Wojna Światowa, Talibowie rozwalą USA, wybuchnie ten największy wulkan w Parku Narodowym jakimś tam, itp. przypadki.

  11. Ciągle drepczemy w miejscu
    Dziś, gdy upominam swoje już dorosłe dzieci, sam do siebie się śmieje w duchu. Mają w nosie moje rady, nie skorzystają z nich choćby tylko dlatego, że sami wiedzą wszystko lepiej, uczą się jedynie na własnych błędach i doświadczeniach. Śmieje się z tego bo sam tak robiłem, dla czystej przekory potrafiłem robić wszystko na odwrót. Nawet pomny przykrych własnych doświadczeń, jakaś siła pchała mnie, do powtórnego wsadzania palca między drzwi. Dlatego wydaje mi się, że uczenie dzieciaków historii jest bez sensu, tracą cenny czas na rzeczy z których w życiu nie skorzystają, nawet jako dorośli już ludzie.
    Jesteśmy gotowi mimo ewidentnych porażek ciągle na nowo próbować, dla chwili satysfakcji gotowi zapomnieć o przykrych naukach i doświadczeniach. Ta nasza cecha moim zdaniem jest genialna, potrafimy zacząć od nowa i wymazać z pamięci wszystkie złe doświadczenia , z uporem maniaka wracać w stare koleiny przyzwyczajeń.

  12. Ciągle drepczemy w miejscu
    Dziś, gdy upominam swoje już dorosłe dzieci, sam do siebie się śmieje w duchu. Mają w nosie moje rady, nie skorzystają z nich choćby tylko dlatego, że sami wiedzą wszystko lepiej, uczą się jedynie na własnych błędach i doświadczeniach. Śmieje się z tego bo sam tak robiłem, dla czystej przekory potrafiłem robić wszystko na odwrót. Nawet pomny przykrych własnych doświadczeń, jakaś siła pchała mnie, do powtórnego wsadzania palca między drzwi. Dlatego wydaje mi się, że uczenie dzieciaków historii jest bez sensu, tracą cenny czas na rzeczy z których w życiu nie skorzystają, nawet jako dorośli już ludzie.
    Jesteśmy gotowi mimo ewidentnych porażek ciągle na nowo próbować, dla chwili satysfakcji gotowi zapomnieć o przykrych naukach i doświadczeniach. Ta nasza cecha moim zdaniem jest genialna, potrafimy zacząć od nowa i wymazać z pamięci wszystkie złe doświadczenia , z uporem maniaka wracać w stare koleiny przyzwyczajeń.