Reklama

Jeszcze słychać w eterze piski biednego jak mysz kościelna ministranta Ziobro, a juz złowrogie media o nowych zakusach, na kasę z trudem po kolędzie uciułaną donoszą.

Jeszcze słychać w eterze piski biednego jak mysz kościelna ministranta Ziobro, a juz złowrogie media o nowych zakusach, na kasę z trudem po kolędzie uciułaną donoszą.
Trwa bowiem cywilny proces, jaki mężczyzna który skończył jak skończył, wytoczył laleczce kaczora, za wcześniejsze gemby niewyparzonej dźwięki. Miał pan Miller zadeptać ślady na miejscu zbrodni dokonanej na Papale, bo wlazł za taśmę i koło zwłok się kręcił.
Z dzisiejszych zeznań prokuratora Mierzewskiego wynika jednak, że nijak kręcić się nie mógł, bo zadbała o to policja, a pan prokurator własnymi oczyma rzecz widział. Co z tego? W pierwszej chwili niewiele. Gdy jednak pomyśleć, to radość, radość wielka i cudowna, przed świętami jak worek prezentów, albo nawet dwa, nadchodzi. Dlaczego? Pamiętamy dobrze zadymę, w wyniku której honor kilku członków pisu wyceniono na 300 złotych polskich, tyle ile kosztuje 8 kilo dobrej szynki. Sejm miał Ziobrze immunitet zabrać, Ziobro postanowił przycwaniaczyć i w dowód swej cnoty i uczciwości immunitet w twarz oprawcom cisnąć. Prawnicy i dziennikarze swoje gadali, o komisjach i trybunałach zdanie wyrazili podobne: gówno z tego będzie, nie takie rzeczy płazem uchodziły, nie mają na Ziobrę nic w zasadzie, zemsta polityczna i takie tam.
Niechby i mieli słuszność. Ziober górą, wolszcyzna się cieszy…
Nie wzięli pod uwagę jednego. Niewyparzonym swym pyskiem mielącym bzdury na codziennych TV Show naraził się Zioro baaaaaaardzo wielu osobom. Wielu ma słuszny i spory do niego, że tak powiem, gniew. Oddając immunitet wystawił Ziobro dobrowolnie dupę, na bat, pałkę i inne narzędzia, jakie mu gniewni umyślili.
A miał pod bokiem przykład kolegi, co wyrokami może tapetować ściany, jednak śmieje się w twarz oponentom słowami „jestem poseł i gówno możecie mi zrobić, skoczyć mi możecie i tyle”.
Miał przykład, nie pomyślał. Teraz będzie bolało.
Pół Polski płakało dopiero, gdy ministrant ze łzami w oczach o swej ruinie finansowej bajał, mieszkania sprzedaży, pod mostem życia. I co? Wylazł jak z szafy komuszy pomiot i kolejnych 30 tysięcy się domaga. A ilu jeszcze takich siedzi w szafie? Strach pomysleć.
Miałem ja przed świętami nic więcej nie pisać. Obrzydło mi wszystko i tyle. Dlatego nius ten dzisiejszy wprawił mnie w taki zachwyt, że biegiem lecę się z wami podzielić.
Mili moi, kochani moi. Biją drania po kieszeni, biją i bić będą, a skowyt taki się rozlegnie, że związkowe syreny i trąby zagłuszy.
Radujmy się zatem. Idą święta, Bóg się rodzi, bydło klęka, a zło w końcu dostaje po dupie, tak jak dostawać zawsze powinno, a prawie nigdy nie dostawało.
Smacznej ryby życzę i trunków przednich na stole, alleluja i do przodu, kochajmy się nawzajem, i z typowo polską złośliwością, cieszmy się z upadku wroga naszego.

Amen.

Reklama
Reklama

42 KOMENTARZE