Reklama

Rocznicę miałem, I Komunii. Nie pomyliłem się, to ja miałem.

Rocznicę miałem, I Komunii. Nie pomyliłem się, to ja miałem. Musiałem się zebrać o 8.00, po dniu wczorajszym i jechać. Musiałem i nie musiałem, chciałem. W mojej mieścinie 1400 tam którymś roku postawiono budowlę, zwaną dużym kościołem. Gotycka architektura., piękna rzecz, a obok PRL postawił te pudełka z wielkiej płyty coś wyjątkowo ohydnego i nawet nie tak płaskie jak renesans, płaskie jak polityka. Przy komuniach i rocznicach najważniejsza jest kto? Znów się nie pomyliłem – podpowiadam. Najważniejsza jest siostra, ona tym wszystkie zarządza, przestawia, poprawia, głośno wydaje komendy: „Wszystkie dzieci śpiewają! Radośnie!”. Po siostrze są beneficjenci tej uroczystości, ksiądz jest na końcu, a przed nim rodzina. Wstałem, jak obiecałem, musiałem wstać inaczej byłoby po mnie, zresztą nie mam w zwyczaju obiecywać i uciekać. Dojechałem z poniemieckiej wsi do gotyckiego poniemieckiego kościoła i popadłem w zachwyt, estetyczny, emocjonalny, zapachowy i jeszcze wiara mnie dopadła. Do kościoła ludzie, a ściślej Polacy, chodzą w tym co mają najlepsze i nie ma powodu dyskutować o gustach, jedno jest pewne, nie ma lepszego w szafie od tego co się pokazuje w kościele. Ludzie, ściślej Polacy,  w kościele pachną, są do czysta wymyci i popryskani nie tylko wodami kolońskimi, ale bardzo drogimi perfumami. W kościele jest zjawisko i ono się nazywa społeczeństwo obywatelskie. Zbierano na powódź, w dużym kościele zebrano 13 i z hakiem, w małym 2 tysiące po przecinku.

Nikt w kościele nie dyskutuje, czy warto, czy może nie ma potrzeby. Wszyscy, z wyjątkiem mnie, wykonują konkretne gesty, chórem wypowiadają wyuczone słowa, są karni, ale wcale nie dlatego, że czują presję, przecież przyszli tu bez pistoletu przy skroni. W kościele jest spowiedź, nie musiałem się skupiać na tym co mówi człowiek w haftowanym złotą nitką wdzianku i dlatego mogłem się skupić na ludziach odchodzących od budki z kratką. Każdy z nich szedł tam pełen obaw, był spięty, nie wiedział gdzie się podziać, odchodząc złe emocje znikały, na twarzy pojawiało się zadowolenie i grzechów odpuszczenie. Skupione miny i miny zadowolone – fenomen. Siedemdziesięcioletnia staruszka patrzyła na nogi szesnastoletnie i nie zazdrościła, wspominała czasy świetności. Ale najlepsze był dzieci, wszystkie na biało. Ta co jej mama pracuje w H&M była na biało, ta co jej mama sprząta w gimnazjum była na biało. Ten co kopie dziewczyny w tornister, pachniał, miał skupioną minę i niósł wielką świecę. Błyskały w kościele świece, ale to na pamiątkę, że jesteśmy inni. A siostra, ta siostra, od której się wszystko zaczęło, grała na gitarze i tak śmiesznie układał jej się wskazujący, przy chwycie barowym: „Śpiewamy, głośno śpiewamy, razem!”. Prawie wchodziła na refren i wtedy przyniesiono ciało Chrystusa, gitara zamilkła, pojawił się wyraźny i cale nie dziecinny, tylko taki… donośny głos, głos acapella, fajnie wyszło, choć przypadkiem. I nie należy zapominać o organach, słuch absolutny, dostosował się do spóźnień i przyśpieszeń chóru we wszystkich nawach, gdzie był dyszkant i falset, rzadko podręcznikowo.

Przekażcie sobie znak pokoju! Cała gromada natychmiast stała się dla siebie miła, ale i wcześniej nie była wroga. Paru na biało ubranych wolontariuszy ruszyło po zapłatę i nie było ceny, każdy płacił tyle ile uważał za wartość, trochę wstydu przy tym wszystkim, bo większość zakrywała dłonią parę groszy, przecież przed chwilą wydali na stroje i pachnidła i w ogóle ciężko związać początek z końcem do pierwszego. Ogłoszenia, inaczej reklama, ten się będzie żenił, tamta wyjdzie za mąż, w umówionym miejscu, czeka prasa katolicka. Wytrzymałem ponad godzinę raz na rok i nie tęsknię za tym, umęczyłem się srodze i chciałem uciekać. Ale jednego nie rozumiem. Nie rozumiem po co tym wszystkim ludziom mówić, że są głupi, że są ciemni, że są śmieszni, kiedy oni są wymyci, pachną, są dla siebie dobrzy i robią rzeczy, których na co dzień się wstydzą. Śpiewają, przyznają się do błędów, kiwają do siebie głowami, oddają ostatnie grosze, żeby innym starczyło do 15 każdego miesiąca.

Każdemu, kto powie, że to wszystko można uzyskać edukacją, światłością i rozumem, zarzucę jedną rzecz. Tą rzeczą jest naiwność. Poza kościołem nie widziałem Polaków tak fajnych jak w kościele. Nie mój świat i moje męczarnie, ale gdyby Polacy byli tacy jak w poniemieckim gotyckim kościele, to ja śpię spokojnie, zadowolony z treści i nie pytam o formę. Wstałem na czas trochę postawiony wobec, ale bardziej stając na wysokości zadania. W domu już na luzie, powiedziałem swoje. To wszystko jest nieważne, nie masz tak żyć, masz myśleć i będę to z całą surowością egzekwował moje dziecko, ale w tych murach nie zdarzyło się nic złego, to nie jest przeszkoda, może nawet pomagać, byle nie przeszkadzało. Mnie to fascynuje i jednocześnie jest nie do zaakceptowania, jak dorośniesz zrozumiesz. Możesz byś wierząca i mądra jak mama, możesz być taka jak tata, albo powinnaś być taka jaka jesteś, tego nikt, nic i żadna instytucja Ci nie zabierze. Kościół nie jest zły, większość od kościoła staje się lepsza i to pod każdym względem, od stroju, przez zapach po wrażliwość, ale nie koniecznie trzeba być wszystkimi i motywować się uniwersalnie, można być inną, wtedy jest ciężej, ale ciekawiej, żeby nie powiedzieć lepiej.

Reklama
Poprzedni artykułRefleksja o Platformie
Następny artykułPora już
Matka Kurka
Młody, wysportowany, inteligentny, przystojny, czuły mąż i ojciec. Geniusz i wirtuoz klawiatury, błyskotliwy analityk rzeczywistości wszelakiej. Kochany i rozchwytywany, bezkompromisowy, skromny, wyrozumiały. 1. Ulubiona potrawa: żur na zakwasie. 2. Ulubiona kapela: muzyka z tamtych lat. 3. Ulubiony kolor: brak danych. 4. Ulubione słowo: ja. Wolny, żonaty, pijący daltonista.

30 KOMENTARZE

  1. chadzam do bidnego kościoła w ubogiej dzielnicy
    Tak to wygląda w zwykłym lokalnym kościele.
    To samo na szczeblu krajowym, jako święto państwowo-partyjno-kościelne jest jednak koszmarem dla względnego ateisty.
    Choćby ta dzisiejsza impreza w Warszawie.

  2. chadzam do bidnego kościoła w ubogiej dzielnicy
    Tak to wygląda w zwykłym lokalnym kościele.
    To samo na szczeblu krajowym, jako święto państwowo-partyjno-kościelne jest jednak koszmarem dla względnego ateisty.
    Choćby ta dzisiejsza impreza w Warszawie.

  3. Dobry wieczór MK
    Najważniejsza jest siostra, po siostrze beneficjenci tej uroczystości, potem rodzina na końcu ksiądz. A Bóg gdzie? Forma coraz częściej przysłania treść; pierwsza komunia w moim kościele wyglądała jak akademia ku czci księdza, o Bogu mało się mówiło. Dziś całe centrum Warszawy stanęło, poza centrum panował komunikacyjny chaos niewyobrażalny wprost. Przed pałacem prezydenckim wciąż stoi krzyż z tragedii smoleńskiej, ciekawe czy znajdzie się odważny, żeby go stamtąd usunąć, bo on tam ni przypiął, ni wypiął. Błogosławiony Popiełuszko, odrąbane szczątki nieszczęśnika prowadzone przez całe miasto, złote szaty, ornaty, pompa, zadęcie. A gdzie Bóg?
    Większość staje się lepsza nie od Kościoła, lecz od Boga, i biada większości, jeśli tego nie zrozumie.
    Pozdrawiam

    • Nie wiem, jak to oddzielić,
      Nie wiem, jak to oddzielić, porównać i hierarchizować. Nie wierząc równie irracjonalny wydaje mi się Bóg i obrządek wokół niego. Bóg może się wydawać inteligentniejszym z założenia, bo każdy może sobie wyobrażać Boga na własną intelektualną ambicję. Ale jeśli tak, to dlaczego ten Bóg jest Panem Jezusem i tymi wszystkimi ważnymi. Jak dla mnie, albo się nie wierzy i nie praktykuje, albo się wierzy i nie dyskutuje, albo się tworzy nową wiarę. Odcięte członki świętych to obyczaj stary jak wiara w Boga, w tego Boga. Coś trzeba wybrać. Dla mnie to ludzie wymyślili Boga, dawno i od początku było jasne, że to zabawne i smutne, głupie i mądre, podniosłe i małe, na mój rozum nie da się być w wierze i narzekać na jej uroki.

      • Źródłem wiary katolików
        jest Pismo Święte i Tradycja. Oddzielać nie ma potrzeby, chodzi jedynie o zachowanie proporcji i hierarchii, ponieważ wiele wskazuje na to, że Tradycja bierze górę. Rytuały mają sens tylko wtedy, kiedy ogniskują się wokół Boga, a w polskim Kościele na pierwszym miejscu często staje hierarcha albo ksiądz.

        Jeśli chodzi o dyskusję, to w jest ona jak najbardziej wskazana, również w Krk, ponieważ prowadzi do pogłębiania wiary, tak ja to rozumiem. Polscy hierarchowie tego nie rozumieją, mają w nosie dylematy wiernych, a każdy pytający jest dla nich krytykantem, chwiejem, heretykiem wreszcie. I każdą wątpliwość wierzącego traktują jak zamach na wiarę, którą – błędnie – utożsamiają z nakazami Kościoła hierarchicznego. Ja nie narzekam na uroki wiary, widzę je bardzo wyraźnie i staram się w zgodzie z nauką Jezusa, sęk w tym, że nie zawsze, niestety, pokrywa się ona z naukami Kościoła hierarchicznego (np. grzechy przeciwko Duchowi Świętemu).

        Tylko o to mi chodziło, o nic więcej.

    • religia działa nawet bez wiary
      To nie takie proste.
      Myślę że w przypadku religii ceremoniał i forma są równie ważne jak treść. Nawet jeśli wiara uczestników jest wątpliwa, udawana, zniekształcona zabobonami, czy powierzchowna, to samo współuczestnictwo w czymś powszechnie uznanym za niezwykłe i podniosłe w jakimś stopniu ulepsza ludzi.

  4. Dobry wieczór MK
    Najważniejsza jest siostra, po siostrze beneficjenci tej uroczystości, potem rodzina na końcu ksiądz. A Bóg gdzie? Forma coraz częściej przysłania treść; pierwsza komunia w moim kościele wyglądała jak akademia ku czci księdza, o Bogu mało się mówiło. Dziś całe centrum Warszawy stanęło, poza centrum panował komunikacyjny chaos niewyobrażalny wprost. Przed pałacem prezydenckim wciąż stoi krzyż z tragedii smoleńskiej, ciekawe czy znajdzie się odważny, żeby go stamtąd usunąć, bo on tam ni przypiął, ni wypiął. Błogosławiony Popiełuszko, odrąbane szczątki nieszczęśnika prowadzone przez całe miasto, złote szaty, ornaty, pompa, zadęcie. A gdzie Bóg?
    Większość staje się lepsza nie od Kościoła, lecz od Boga, i biada większości, jeśli tego nie zrozumie.
    Pozdrawiam

    • Nie wiem, jak to oddzielić,
      Nie wiem, jak to oddzielić, porównać i hierarchizować. Nie wierząc równie irracjonalny wydaje mi się Bóg i obrządek wokół niego. Bóg może się wydawać inteligentniejszym z założenia, bo każdy może sobie wyobrażać Boga na własną intelektualną ambicję. Ale jeśli tak, to dlaczego ten Bóg jest Panem Jezusem i tymi wszystkimi ważnymi. Jak dla mnie, albo się nie wierzy i nie praktykuje, albo się wierzy i nie dyskutuje, albo się tworzy nową wiarę. Odcięte członki świętych to obyczaj stary jak wiara w Boga, w tego Boga. Coś trzeba wybrać. Dla mnie to ludzie wymyślili Boga, dawno i od początku było jasne, że to zabawne i smutne, głupie i mądre, podniosłe i małe, na mój rozum nie da się być w wierze i narzekać na jej uroki.

      • Źródłem wiary katolików
        jest Pismo Święte i Tradycja. Oddzielać nie ma potrzeby, chodzi jedynie o zachowanie proporcji i hierarchii, ponieważ wiele wskazuje na to, że Tradycja bierze górę. Rytuały mają sens tylko wtedy, kiedy ogniskują się wokół Boga, a w polskim Kościele na pierwszym miejscu często staje hierarcha albo ksiądz.

        Jeśli chodzi o dyskusję, to w jest ona jak najbardziej wskazana, również w Krk, ponieważ prowadzi do pogłębiania wiary, tak ja to rozumiem. Polscy hierarchowie tego nie rozumieją, mają w nosie dylematy wiernych, a każdy pytający jest dla nich krytykantem, chwiejem, heretykiem wreszcie. I każdą wątpliwość wierzącego traktują jak zamach na wiarę, którą – błędnie – utożsamiają z nakazami Kościoła hierarchicznego. Ja nie narzekam na uroki wiary, widzę je bardzo wyraźnie i staram się w zgodzie z nauką Jezusa, sęk w tym, że nie zawsze, niestety, pokrywa się ona z naukami Kościoła hierarchicznego (np. grzechy przeciwko Duchowi Świętemu).

        Tylko o to mi chodziło, o nic więcej.

    • religia działa nawet bez wiary
      To nie takie proste.
      Myślę że w przypadku religii ceremoniał i forma są równie ważne jak treść. Nawet jeśli wiara uczestników jest wątpliwa, udawana, zniekształcona zabobonami, czy powierzchowna, to samo współuczestnictwo w czymś powszechnie uznanym za niezwykłe i podniosłe w jakimś stopniu ulepsza ludzi.

  5. Wysoka jakość butów na przełomie XIX i XX wieku
    Pradziadek chodził w jednej parze butów przez ponad 40 lat.

    W sobotę wieczorem wyjmował je z szafy i czyścił. Na noc wstawiał do szafy, żeby się nie zakurzyły. W niedzielę brał buty w rękę i szedł do kościoła. Przed kościołem zmieniał onuce, zakładał buty i wchodził do środka. Po mszy wychodził, zmieniał onuce, brał buty w garść i szedł do domu. W domu buty czyścił i wstawiał do szafy.

    Godzinę na tydzień da się zrobić. Mniejsza o resztę?

  6. Wysoka jakość butów na przełomie XIX i XX wieku
    Pradziadek chodził w jednej parze butów przez ponad 40 lat.

    W sobotę wieczorem wyjmował je z szafy i czyścił. Na noc wstawiał do szafy, żeby się nie zakurzyły. W niedzielę brał buty w rękę i szedł do kościoła. Przed kościołem zmieniał onuce, zakładał buty i wchodził do środka. Po mszy wychodził, zmieniał onuce, brał buty w garść i szedł do domu. W domu buty czyścił i wstawiał do szafy.

    Godzinę na tydzień da się zrobić. Mniejsza o resztę?

  7. Ateistą jest człowiek, który odrzuca istnienie Boga
    Katolik staje się ateistą po dokonaniu aktu apostazji, sama deklaracja, nawet publiczna, chyba jednak nie wystarcza. Nie jestem upoważniona do wnikania aż tak głęboko w prywatną sferę MK. Jego sprawa, mnie nic do tego.

  8. Ateistą jest człowiek, który odrzuca istnienie Boga
    Katolik staje się ateistą po dokonaniu aktu apostazji, sama deklaracja, nawet publiczna, chyba jednak nie wystarcza. Nie jestem upoważniona do wnikania aż tak głęboko w prywatną sferę MK. Jego sprawa, mnie nic do tego.