Reklama

Na jednym z portali, gdzie regularnie przeprowadzam akcje promocyjno-

Na jednym z portali, gdzie regularnie przeprowadzam akcje promocyjno-dywersyjne, przeczytałem, że Tomasz Lis rozpoczyna dyskusję na temat euro po Euro. Zabiło mnie na kilka różnych sposobów i sam nie wiem, co konkretnie zadało ostateczny cios. Poziom abstrakcji tak wielki, że nie potrafię wskazać wiodącej motywacji. Ktoś powie, że Lis się sprzedał, ale co to znaczy? Jak dla mnie nic, bo to żadna nowość. Ktoś inny odwoła się do głupoty redaktora, ale mnie ten argument nie przekonuje, aż taki głupi Lis nie jest. Pewnie nie zabraknie oskarżycieli powołujących się na sprzedaż i liczbę odsłon, ale i w tym zabraknie sedna. Co takiego przyświeca Lisowi, że chce mu się iść przez tunel, którego imię kiszka stolcowa. W dawnych i przez to normalnych czasach podobne postawy nazywano krótko i celnie. Lis w dawnych czasach zostałby zaprzańcem, ponieważ w dawnych i normalnych czasach wszystko było czytelne dzięki tak zwanym zasadom. Jeśli bydle obraziło wybrankę serca, rycerz walił w mordę rękawicą i nikt o zdrowych zmysłach nie uważał rycerza za frustrata. Gdy śmieć sponiewierał dżentelmena, finał się rozgrywał na byczej skórze w obecności sekundantów i żaden nie znalazł się pajac, który dodałby do oczywistości „kontekstu z konwencją”. A co dziś? Jeden wielki sęk w desce nowomowy. Jeśli nazwiesz Lisa jak obyczaj nakazuje, padniesz ofiarą lustrzanych zasad.

Nie licz na rycerstwo, przerobią cię na chama. Waląc chamowi, zaprzańcowi i bydlęciu ostatniemu rękawicą w pysk, spotkasz się z retorsją pospólstwa uchodzącego za szlachtę. Właściwie nie do ruszenia jest zaprzaństwo. Pójdziesz siedzieć z oskarżenia czopka Lisa, za samo użycie adekwatnego słowa. Przyzwoite zachowania wyszły z obiegu, stały się przejawami rozmaitych neologizmów, zaczynających się od seksizmu i kończonych neonazizmem. Współczesność wykastrowała fundamentalne słowa. Zaprzaństwo można uznać za archaizm, ale co się stało Z NAMI, że pospolita zdrada przestała funkcjonować. Bez dzielenia włosa na czworo, Lisa sranie w banię, jest najzwyklejszą w świecie zdradą. Moje rozterki dotyczyły motywów, natomiast sam fakt jest banalny. Pojęcie nie mam dlaczego czopek Lis jest zaprzańcem, czy jak kto woli zdrajcą, wiem z całą pewnością, że jego działania są świadome. Idiota widzi, że żaden kraj biedniejszy od Niemiec na euro nie wyszedł dobrze, a wręcz przeciwnie biednie i w związku z powyższym dajmy sobie spokój z siekaniem włosów na części drobne. Lis jest zdrajcą, sprzedaje Polskę, czyli sprzedaje nas. Za ile, dlaczego i komu, jest rzeczą wtórną, pierwotny pozostaje wstyd, skrępowanie przed użyciem było nie było banalnego słowa. Pajacujący redaktor pisma obrazkowego Newsweek szermuje Talibami na molestującej nucie, na jednym kopycie i ta monotonia o podłożu perwersji seksualnej uchodzi płazem. Nie ma cienia szansy, żeby jakikolwiek reaktor namalował okładkę z podpisanym zdrajcą. Umarło słowo, takich “wyrazów” się nie mówi. Cham, bydło, prostytucja i nawet neologizm ciota, ujdzie, ale zdrajca wywołałby skandal, zamiast poczytności.

Na tym wypracowanym klimacie korzysta zaprzaniec Lis, on doskonale wie, że jego sprzedajność, jego zdrada, ujdzie nie tylko płazem, ale jeszcze całe masy dostrzegą w Lisie Prometeusza cywilizacji. Zdrada nie żyje, natomiast samo zdradzanie ma się doskonale, jest nobilitującą postawą w określonych kręgach, które na własny użytek nazywam lepszym towarzychem. Pierduny wypracowały sobie formułę chamstwa, które wyrabia kulturalnie, Lis i jego towarzycho wyniosło na piedestał zdradę. Zdradzasz? Świetnie, jesteś nowoczesny, gdybyś nie zdradzał stałbyś się ludem, do którego dołoży się przymiotnik ciemny lub smoleński, co w zasadzie jedno znaczy. Trzeba zjawisko zdefiniować jako fenomen, bo niewiele jest dziedzin, w których nastąpił taki „skok cywilizacyjny”. Pijane bydle katujące trzy razy mniejszą do siebie małżonkę i nadal jest pijanym bydlęciem, nie zmieni tego żaden uzus społeczny, tytuł bydlaka nie zniknie. Gwałciciel pozostaje gwałcicielem, bez względu na obowiązujące trendy. Bywa, że złodziej nie załapie się na młodego i obiecującego przedsiębiorcę wywołującego zazdrość frustratów, tylko na złodzieju skończy. Zdrajców w Polsce nie ma, przerodzili się w pokojowych negocjatorów i pionierów wolności, którzy nie przelali polskiej krwi, bo się polską krwią ożłopali na umór.

Reklama
Poprzedni artykułPodpisz się pod apelem o powołanie międzynarodowej komisji w /s katastrofy smoleńskiej
Następny artykułOdszedł patriota – Jerzy Scheur…
Matka Kurka
Młody, wysportowany, inteligentny, przystojny, czuły mąż i ojciec. Geniusz i wirtuoz klawiatury, błyskotliwy analityk rzeczywistości wszelakiej. Kochany i rozchwytywany, bezkompromisowy, skromny, wyrozumiały. 1. Ulubiona potrawa: żur na zakwasie. 2. Ulubiona kapela: muzyka z tamtych lat. 3. Ulubiony kolor: brak danych. 4. Ulubione słowo: ja. Wolny, żonaty, pijący daltonista.

17 KOMENTARZE

  1. Grecy wolą euro
    Zdrada kraju jako obelga wyszła z mody za sprawą polityków, którzy uprawiają ją na codzień jako zwykły obowiązek zawodowy.
    Dzisiaj zdradzić można tylko partię, swoje środowisko, parę osób, lub co najwyżej rodzinę.
    Lis z pewnością nie zdradził swojego środowiska, bo ono autentycznie tęskni do euro.
    Dużo wygodniej płacić europejską walutą niż targać cztery razy większy worek złotówek, a skoro zakupy i tak robi się w Londynie, to jakież znaczenie może mieć ewentualny wzrost cen w Polsce?
    Tyle, że Lis piszący ów tekst w imieniu własnym, i swoich kolegów z telewizji śniadaniowych wyje do księżyca dość samotnie.
    Ludność nie chce euro z powodu doświadczeń z wszelkimi inicjatywami rządowymi (“jeżeli coś wprowadzają to zawsze na naszą zgubę”), władza też się nie pali, bo euro zbyt szybko doprowadzi do końca polski eksperyment, a wiele interesów do zrobienia wymaga czasu.

    O dziwo entuzjastami euro są Grecy z czysto osobistych powodów. Boją się że na ich kontach zamiast trwałej waluty pojawią się jakieś śmieciowe ruble greckie.
    Tak już chyba musi być w nowoczesnej demokracji, że to co dobre dla państwa jest niedobre dla ludności.

  2. Grecy wolą euro
    Zdrada kraju jako obelga wyszła z mody za sprawą polityków, którzy uprawiają ją na codzień jako zwykły obowiązek zawodowy.
    Dzisiaj zdradzić można tylko partię, swoje środowisko, parę osób, lub co najwyżej rodzinę.
    Lis z pewnością nie zdradził swojego środowiska, bo ono autentycznie tęskni do euro.
    Dużo wygodniej płacić europejską walutą niż targać cztery razy większy worek złotówek, a skoro zakupy i tak robi się w Londynie, to jakież znaczenie może mieć ewentualny wzrost cen w Polsce?
    Tyle, że Lis piszący ów tekst w imieniu własnym, i swoich kolegów z telewizji śniadaniowych wyje do księżyca dość samotnie.
    Ludność nie chce euro z powodu doświadczeń z wszelkimi inicjatywami rządowymi (“jeżeli coś wprowadzają to zawsze na naszą zgubę”), władza też się nie pali, bo euro zbyt szybko doprowadzi do końca polski eksperyment, a wiele interesów do zrobienia wymaga czasu.

    O dziwo entuzjastami euro są Grecy z czysto osobistych powodów. Boją się że na ich kontach zamiast trwałej waluty pojawią się jakieś śmieciowe ruble greckie.
    Tak już chyba musi być w nowoczesnej demokracji, że to co dobre dla państwa jest niedobre dla ludności.

  3. Grecy wolą euro
    Zdrada kraju jako obelga wyszła z mody za sprawą polityków, którzy uprawiają ją na codzień jako zwykły obowiązek zawodowy.
    Dzisiaj zdradzić można tylko partię, swoje środowisko, parę osób, lub co najwyżej rodzinę.
    Lis z pewnością nie zdradził swojego środowiska, bo ono autentycznie tęskni do euro.
    Dużo wygodniej płacić europejską walutą niż targać cztery razy większy worek złotówek, a skoro zakupy i tak robi się w Londynie, to jakież znaczenie może mieć ewentualny wzrost cen w Polsce?
    Tyle, że Lis piszący ów tekst w imieniu własnym, i swoich kolegów z telewizji śniadaniowych wyje do księżyca dość samotnie.
    Ludność nie chce euro z powodu doświadczeń z wszelkimi inicjatywami rządowymi (“jeżeli coś wprowadzają to zawsze na naszą zgubę”), władza też się nie pali, bo euro zbyt szybko doprowadzi do końca polski eksperyment, a wiele interesów do zrobienia wymaga czasu.

    O dziwo entuzjastami euro są Grecy z czysto osobistych powodów. Boją się że na ich kontach zamiast trwałej waluty pojawią się jakieś śmieciowe ruble greckie.
    Tak już chyba musi być w nowoczesnej demokracji, że to co dobre dla państwa jest niedobre dla ludności.

  4. Tomasz Lis rozpoczyna dyskusję na temat euro po Euro.
    No i ja to rozumiem i również się włączam w ten trynd.
    Oczywiście życzę Euro , żeby go jak najszybciej szlak trafił bo Polska i my Polacy mniej na tym stracimy.
    A co do "obywateli świata" dlaczego żądacie od tych ludzi bez ojczyzny żeby czuli jakąś miętę do obcego kraju i jego mieszkańców, żeby mu mieli do tego wszystkiego odrobinę sympatii.
    Kto nie "obywatel świata" ten wróg, trzeba go zgnoić i zdołować wkładając mu na głowę "koronę cierniową"a w usta słowa których nigdy nie wypowiedział, wyprać mózg, przenicować historię, wpędzić w poczucie winy za wszystkie grzechy świata a kraj trzeba zmienić w pobojowisko (pamiętam słowa Balcerowicza, że wszystko trzeba zburzyć i zacząć od zera).
    I to wszystko się dzieje tu teraz na naszych oczach.
    Więc o co chodzi , czemu się dziwicie.
    Taki był program i taka jest jego realizacja.

  5. Tomasz Lis rozpoczyna dyskusję na temat euro po Euro.
    No i ja to rozumiem i również się włączam w ten trynd.
    Oczywiście życzę Euro , żeby go jak najszybciej szlak trafił bo Polska i my Polacy mniej na tym stracimy.
    A co do "obywateli świata" dlaczego żądacie od tych ludzi bez ojczyzny żeby czuli jakąś miętę do obcego kraju i jego mieszkańców, żeby mu mieli do tego wszystkiego odrobinę sympatii.
    Kto nie "obywatel świata" ten wróg, trzeba go zgnoić i zdołować wkładając mu na głowę "koronę cierniową"a w usta słowa których nigdy nie wypowiedział, wyprać mózg, przenicować historię, wpędzić w poczucie winy za wszystkie grzechy świata a kraj trzeba zmienić w pobojowisko (pamiętam słowa Balcerowicza, że wszystko trzeba zburzyć i zacząć od zera).
    I to wszystko się dzieje tu teraz na naszych oczach.
    Więc o co chodzi , czemu się dziwicie.
    Taki był program i taka jest jego realizacja.

  6. Tomasz Lis rozpoczyna dyskusję na temat euro po Euro.
    No i ja to rozumiem i również się włączam w ten trynd.
    Oczywiście życzę Euro , żeby go jak najszybciej szlak trafił bo Polska i my Polacy mniej na tym stracimy.
    A co do "obywateli świata" dlaczego żądacie od tych ludzi bez ojczyzny żeby czuli jakąś miętę do obcego kraju i jego mieszkańców, żeby mu mieli do tego wszystkiego odrobinę sympatii.
    Kto nie "obywatel świata" ten wróg, trzeba go zgnoić i zdołować wkładając mu na głowę "koronę cierniową"a w usta słowa których nigdy nie wypowiedział, wyprać mózg, przenicować historię, wpędzić w poczucie winy za wszystkie grzechy świata a kraj trzeba zmienić w pobojowisko (pamiętam słowa Balcerowicza, że wszystko trzeba zburzyć i zacząć od zera).
    I to wszystko się dzieje tu teraz na naszych oczach.
    Więc o co chodzi , czemu się dziwicie.
    Taki był program i taka jest jego realizacja.

    • Jeżeli nie istnieje, to:
      http://rosemann.salon24.pl/323789,jak-prof-sadurski-zydow-w-stodole-palil#comment_4664607
      @Owanuta,dlaczego mamy przepraszać?
      Celebracja kłamstwa
      Ks. Edward Orłowski – proboszcz parafii Jedwabne,
      12.12.2002
      * * *

      W odpowiedzi na artykuł Pana Karola Sauerlanda “Der Welt Lohn. Furchtlos und arbeitsolos: Polen ehrt die ‘Helden’ von Jedwabne” (*) [Frankfurter Allgemeine Zeitung, 04.04.2002, str. 44] – wyjaśniam:

      Jeżeli już, chce się budować mosty, w tym wypadku, między narodem polskim a żydowskim, to trzeba je budować na solidnych fundamentach, przede wszystkim na prawdzie, a nie na kłamstwie.

      Cała akcja medialna oparta na książce Grossa “Sąsiedzi” jest ewidentnym kłamstwem, mającym dać zielone światło dla żądań o odszkodowania.

      Ten artykuł zabolał mnie do głębi, stanowi on nadal promocję kłamstwa i narusza moje osobiste dobro moralne. Nigdy nie byłem i nie jestem antysemitą ani rasistą. Żydów jak i innych ludzi uważam za braci w Chrystusie. Żydom w szczególny sposób okazałem wiele zrozumienia i współczucia. Obroniłem ich grzebalny cmentarz w Jedwabnem. Chciano na jego miejscu urządzić plac targowy, zaprotestowałem oficjalnie z ambony i na to miejsce przeznaczyłem ziemię parafialną. Przez 9 niedziel poprzedzających uroczystości 10 lipca 2001 roku w kościele parafialnym, po Mszy św. z największym udziałem moich wiernych, odmawiałem nowennę Edyty Stein o pojednanie narodów: polskiego, żydowskiego i niemieckiego, a za pomordowanych Żydów w Jedwabnem odmawiałem modlitwę Kadisz. Jednak zgodnie ze swoją wiedzą i dokumentami, do których miałem dostęp, nie mogłem brać udziału w “celebracji” kłamstwa. Pracowałem 3 lata (1969 – 1972) jako wikariusz w Lipsku nad Biebrzą z księdzem proboszczem Józefem Kęblińskim, z którym wielokrotnie rozmawiałem na temat mordu Żydów w Jedwabnem.

      Ks. Józef Kębliński od 1938 roku był wikariuszem w parafii Jedwabne. W roku 1940 podczas okupacji sowieckiej aresztowano jego proboszcza Mariana Ryszarda Szumowskiego, wywieziono go do Mińska na Białorusi i tam go rozstrzelano (na moją, prośbę Konsul w Białymstoku przekazał mi odpowiedź Rządu Białorusi w tej sprawie).

      Niemcy po wypędzeniu Rosjan z Jedwabnego przekazali plebanię, w której mieścił się Miejski Urząd Sowiecki (Solsowiet), żądając od ks. Kęblińskiego by na mieszkanie przyjął ich kapelana. Posterunek żandarmerii został zlokalizowany w aptece. Ksiądz Kębliński znał doskonale język niemiecki, dlatego przez żandarmów był często wykorzystywany jako tłumacz. Ks. Kębliński mówił mi, że tuż przed morderstwem żandarmi rozmawiali iż muszą zrobić “porządek” z Żydami. Ksiądz poinformował zaufanych Żydów, a ci chcieli przekupić miejscowe władze niemieckie i prosili księdza o pośrednictwo. Na propozycję księdza żandarmi odpowiedzieli, że to nic nie pomoże, ponieważ rozkaz przyszedł z góry – Żydzi muszą zginąć. Wspomniał ksiądz Kębliński, że sami Żydzi trzykrotnie nosili okup Niemcom, ci go przyjęli, ale mimo to oświadczyli, że rozkaz musi być wykonany. Dnia 10 lipca 1941 roku podjechały dwie kolumny samochodów od strony Wizny i Łomży. Całe miasteczko zostało otoczone przez Niemców, zrobiono to bardzo precyzyjnie, tak mówił ksiądz Kębliński używając słowa “majstersztyk”. Nie wiedział skąd pojawiło się wielu ludzi zupełnie mu nieznanych, a mówiących w języku polskim i niemieckim. Był na posterunku u dowodzącego tą akcją, próbował bronić niewinnych kobiet i dzieci, ale usłyszał słowa: “nie wiesz durniu kto tu rządzi, jeśli chcesz zachować łeb na karku to wynoś się – raus”. Akcją dowodził wysokiej rangi oficer gestapo.

      Po latach dopiero, gdy dotarłem do źródeł, mogłem zrozumieć słowa mojego proboszcza i pojąć co się tu stało.

      Ta reakcja Niemców była odpowiedzią na zaistniałą, sytuację. Po inwazji Niemców na ZSRR w czerwcu 1941 roku za Białymstokiem wywiązała się walka między Wehrmachtem (Armia środka), a wojskami sowieckimi (walczyło około 100 jednostek NKWD i kilkadziesiąt uzbrojonych jednostek żydowskich). Tę walkę opisał generał pułkownik Franz Halder w tzw. “Dzienniku Wojennym” t. III. Od kampanii rosyjskiej do marszu na Stalingrad (22-06-1941 do 29-09-1942) – pozycję tę wydało wydawnictwo MON 1974r. wyd. I. (Fragmenty załączam na faxkopii). Według tego dziennika wojska wroga (oddziały sowieckie i żydowskie) zostały zamknięte w dwóch workach (kotłach). Ponieważ dowódca grupy pancernej gen. Moth, prezentując doktrynę wojenną, według której trzeba przede wszystkim przeć naprzód, a resztę porządkowania terenu pozostawić grupom socjalnym (porządkowym) – wbrew rozkazowi – skierował on uderzenie na Mińsk, który szybko zajął, tymczasem w kotle powstała wielka dziura, przez którą wydostało się około 40-ści jednostek NKWD i kilka jednostek żydowskich. Dla dowództwa Wehrmachtu stało się oczywiste, że te oddziały będą tworzyły silne zgrupowania partyzanckie i będą nękać na tyłach armię niemiecką. Do takiej sytuacji Niemcy nie mogli dopuścić. Oliwy do ognia dolał Stalin, gdy ogłosił obowiązek walki z wrogiem wszystkich narodów ZSRR jednocześnie nakładając go na barki ludzi cywilnych.

      “Spotkasz Niemca, nie puść go żywym, będzie mniej o jednego wroga”. W ten sposób apelował również do przyjaciół i sympatyków ZSRR.

      W oparciu o dekret Hitlera z dnia 25 czerwca 1939 roku: “Wprowadzenie administracji wojskowych” – tam, gdzie toczą się walki, gdzie jest permanentny stan wojenny, wojsko jest najwyższą władzą, a wszystkie służby porządkowe są podporządkowane Wehrmachtowi. Główny dowódca Armii środka ( Heeresgruppe Mitte) był Fedor von Bock. Do Białegostoku przybył Himmler. Spotkanie decydentów nastąpiło 8 lipca 1941 roku, na którym wydano rozkaz do wykonania natychmiast (błyskawicznie).

      Według wiedzy i rozpoznania ówczesnego duszpasterza w Jedwabnem Ks. Józefa Kęblińskiego z każdej miejscowości, z której pochodzili Żydzi-komuniści rozstrzelać od 40 do 50-ciu młodych Żydów, a rodziny ich spalić do trzeciego pokolenia bez względu na wiek. Decyzja ta miała dodatkową motywację w rozkazie o komisarzach politycznych czyli “Kommisarbefehl” wydanym dnia 6 czerwca 1941 roku i skierowanym do grup specjalnych o likwidacji komisarzy komunistów i współpracowników NKWD.

      Grupy specjalne tzw. grupy porządkowe, w chwili napaści Niemiec hitlerowskich na Polskę było ich pięć: A, B, C, D, E. Były one podporządkowane Erichowi Kochowi, który rezydował w Królewcu z wyjątkiem najbardziej tajnej grupy (D) dowodzonej przez Wolfganga Birknera, któremu w ręce wpadły materiały szpiegowskie dlatego tę grupę uzależniono wprost od centrali w Berlinie. Grupy liczyły po ok. 700 osób, postępowały tuż za frontem i wprowadzały tzw. porządek Niemiecki. W chwili napaści Niemiec hitlerowskich na ZSRR ( dnia 22 czerwca 1941 roku) działały tylko trzy grupy: A, B, C, które postępowały za frontem za Grupą Armii “Północ”, za Grupą Armii “Środek” i Grupą Armii “Południe”. Dowództwo powszechnie narzekało na szczupłość tych grup i ich niewystarczalnosć do wykonania powierzonych zadań, dlatego pośpiesznie utworzono następne grupy czwartą i piątą (D i E) włączjąc je do wykonania zadań.

      Egzekucji na Żydach w Jedwabnem dnia 10 lipca 1941 roku dokonało Gestapo, według zeznania kucharki pani Julii Sokołowskiej na posterunku Żandarmerii w Jedwabnem mogło ich być co najmniej 40 osób, ponieważ dnia tego wydała ona o 40 obiadów więcej niż zwykle. Według mojego informatora mającego dostęp do źródeł Gestapo to było wspomagane (wypędzali Żydów z domów, pilnowali porządku na rynku i w drodze na miejsce egzekucji, tworzyli terror i robili wrażenie, że Polacy równie jak Niemcy nie lubią Żydów) przez:

      1. SA oddziały szturmowe NSDAP.

      2. NSKK jednostki zmotoryzowane.

      3. NSFK przysposobienie lotnicze.

      Ci ostatni przywieźli ze sobą kilka kanistrów benzyny lotniczej z Przasnysza, gdzie znajdowało się niemieckie lotnisko. Benzynę wykorzystano do oblania stodoły wypełnionej Żydami. Wraz z nimi przyjechało kilkudziesięciu Volksdeutschów z Ostrołęki. Ostrołęka była włączona do Prus Wschodnich, a więc była miastem Trzeciej Rzeszy, gdzie obowiązywała zasada Niemcy wolne od Żydów.

      Zgodnie z tą zasadą, sprawujący władzę w imieniu Trzeciej Rzeszy Hunce dopilnował, by wypędzono Żydów do sowieckiej strefy okupacyjnej, w to miejsce sprowadzono z krajów nadbałtyckich 2500 Volksdeutschów, których umieszczono w nowych wybudowanych blokach w okolicach parku.

      Stoją one do dnia dzisiejszego, po remoncie i drobnych przeróbkach, w pamięci ludzi starszych istnieją jako bloki poniemieckie. Volksdeutsche władali językiem polskim i niemieckim, dlatego stanowili doskonałe narzędzie komunikacji w uzyskaniu informacji potrzebnych do identyfikacji Żydów umieszczonych na listach Judenrad (organizacja żydowska powołana i wykorzystana przeciwko Żydom przez niemieckie władze okupacyjne).

      Do stworzenia listy Żydów znacznie przyczynił się Żyd-gestapowiec zarządzający Suwałkami Waldemar Maczpołowski, który w nagrodę za likwidację punktów oporu został podniesiony do rangi kapitana gestapo. Po inwazji Niemiec na ZSRR Himmler w jego ręce przekazał sprawę terroru i szpiegostwa, na terenie Okręgu (Bezirk) Białystok.

      Na protest gestapowców niemieckiego pochodzenia odpowiedział jednoznacznie, to do mnie należy decyzja kto jest Żydem, a kto Niemcem. Ten obrzezany Żyd stokroć więcej świadczy dobra dla Trzeciej Rzeszy niż każdy z was. Waldemar Maczpałowski za zgodą i zachętą swoich przełożonych zmienił nazwisko na Macholl Waldemar. Z jego zeznań na sądzie jaki odbył się po wyzwoleniu w Białymstoku wynika jednoznacznie, że egzekucji na Żydach w Jedwabnem dokonali Niemcy.

      Oni to 10 lipca 1941 roku spędzili Żydów na rynek. Młodym Żydom rozkazali rozebrać pomnik Lenina i zanieść go do stodoły poza miastem, ze śpiewem: “myśmy winni tej wojny”. W stodole tej wykopali dół i zostali rozstrzelani (około 46 osób). Z rynku wpędzono około 160 osób – całymi rodzinami do stodoły, którą zamknięto i podpalono.

      Łącznie zginęło tam około 250 osób. 11 lipca 1941 roku spędzono Polaków, którzy na zgliszczach spalonej stodoły wykopali dół i złożyli ciała pomordowanych, na które z rozkazu Niemców wrzucono jeszcze popiersie Lenina na znak, że ci ludzie zostali skazani jako komuniści, a dla Żydów było przeznaczone getto. W Jedwabnem utworzono je już 11 lipca 1941 roku na Starym Rynku. Zgromadzono w nim około 100 Żydów, w miesiącach następnych doszło ich jeszcze około 30, razem było około 130. Dnia 21 września 1939 roku Hitler wydał tzw. “szybki list” (Schnellbrief) w chwili napaści na Rosję przypomniano jego treść: małe getta trzeba łączyć w duże i zgodnie z tym rozkazem na początku listopada mieszkańców getta jedwabińskiego wywieziono do Łomży, a stąd pod koniec listopada do Treblinki, gdzie ich zamordowano.

      Tak wygląda prawda o Żydach z Jedwabnego. To pewne, że miejscowi żandarmi postarali się o to, by zmusić około 30 Polaków pod gróźbą odwetu i wykorzystać ich pod przymusem do stwierdzenia, że nazwisko żydowskie umieszczone na liście zgadza się z daną osobą.

      Nie uznaję odpowiedzialności zbiorowej i jestem przekonany, że ci zamordowani zginęli niewinnie. Sądzę, żeby nie było medialnej propagandy, kłamstwa o polskich mordercach z Jedwabnego, to ja sam, mój Biskup i Episkopat, a nade wszystko mieszkańcy Jedwabnego byli by obecni na uroczystościach odsłonięcia nowego pomnika w lipcu roku 2001. Mosty trzeba budować na trwałym gruncie prawdy. Z tym stwierdzeniem zgadza się wielu Żydów, od których otrzymuję liczną korespondencję z prośbą o wspólną modlitwę.
      A.MOŁODYŃSKI099 | 13.07.2011 10:27
      @@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@
      państwo wywiązało się ze swoich zobowiązań przeprowadzając proces winnych!
      A nawet wywiązało sie ” najlepiej jak mogło” oddając śledztwo w tej sprawie w ręce żydowskie !!!!!!!
      istnieją przecież akta operacyjne b. PUBP w Łomży, ponadto teczki osobowe funkcjonariuszy tam działających. Mamy przecież prawo dowiedzieć się, kim byli tacy oficerowie UB, jak Eliasz Trokenheim, szef PUBP w Łomży oraz Jakub vel Jankiel Stupnik, naczelnik Wydziału Śledczego. Jakie oni mieli kwalifikacje zawodowe i jak ze swej strony przygotowywali oskarżonych i świadków w śledztwie w 1949 roku, że praktycznie wszyscy odwoływali swe zeznania przed prokuratorem, a następnie podczas rozprawy sądowej
      Oskarżeni byli torturowani
      Z takim zjawiskiem mamy do czynienia w sprawie Jedwabnego. Śledztwo było okrutne, połączone w brutalnym biciem i wymuszaniem przyznania się do winy. Informacje o tym są przecież zawarte w aktach sprawy z 1949 r. Są one lakoniczne, nie mówią o całym dramacie osób bitych i poniżanych, ale warto kilka z nich zacytować. Bolesław Ramotowski: Na zeznaniach zmuszony byłem mówić i na inne osoby, bo byłem bardzo bity. Czesław Lipiński: Na zeznaniach mówiłem tak, jak ode mnie żądali, bo byłem bardzo bity. Władysław Dąbrowski: Na zeznaniach tak mówiłem, bo byłem bity i bałem się dalszego bicia. Roman Górski: Na zeznaniach byłem bardzo bity i tak mówiłem Władysław Miciura: Na zeznaniach mówiłem to, co chcieli, bo nie chciałem, żeby mi zdrowie odebrali. Jerzy Laudański: Zeznania podpisałem pod presją, bo mnie bito i katowano, ale w rzeczywistości tak nie było, to co powiedziałem, było wymuszone, bo powiedzieli mi albo powiesz, albo na miejscu skonasz. Stanisława Sielawa: Na zeznaniach tak nie mówiłam, jak tam napisane. Bronisława Kalinowska: Podczas badania ten pan, co badał, kazał mi tak mówić, krzyknął na mnie, beknął, aż się zlękłam, a co napisali, to ja nie wiem. Pisać i czytać nie umiem, to co chcieli, to napisali, ale to nie jest prawdą.

      Sąd w tym zakresie wykazał całkowity brak zainteresowania takimi faktami, była to wówczas bowiem stała praktyka, traktowano to jako rzecz “normalną”. Czy zresztą można sobie wyobrazić sąd, który przeciwstawiłby się wszechwładnej bezpiece? Który sędzia chciałby znaleźć się na ławie oskarżonych po wcześniejszych “przesłuchaniach” w UB?
      SJERZY570240 | 13.07.2011 10:41

    • Jeżeli nie istnieje, to:
      http://rosemann.salon24.pl/323789,jak-prof-sadurski-zydow-w-stodole-palil#comment_4664607
      @Owanuta,dlaczego mamy przepraszać?
      Celebracja kłamstwa
      Ks. Edward Orłowski – proboszcz parafii Jedwabne,
      12.12.2002
      * * *

      W odpowiedzi na artykuł Pana Karola Sauerlanda “Der Welt Lohn. Furchtlos und arbeitsolos: Polen ehrt die ‘Helden’ von Jedwabne” (*) [Frankfurter Allgemeine Zeitung, 04.04.2002, str. 44] – wyjaśniam:

      Jeżeli już, chce się budować mosty, w tym wypadku, między narodem polskim a żydowskim, to trzeba je budować na solidnych fundamentach, przede wszystkim na prawdzie, a nie na kłamstwie.

      Cała akcja medialna oparta na książce Grossa “Sąsiedzi” jest ewidentnym kłamstwem, mającym dać zielone światło dla żądań o odszkodowania.

      Ten artykuł zabolał mnie do głębi, stanowi on nadal promocję kłamstwa i narusza moje osobiste dobro moralne. Nigdy nie byłem i nie jestem antysemitą ani rasistą. Żydów jak i innych ludzi uważam za braci w Chrystusie. Żydom w szczególny sposób okazałem wiele zrozumienia i współczucia. Obroniłem ich grzebalny cmentarz w Jedwabnem. Chciano na jego miejscu urządzić plac targowy, zaprotestowałem oficjalnie z ambony i na to miejsce przeznaczyłem ziemię parafialną. Przez 9 niedziel poprzedzających uroczystości 10 lipca 2001 roku w kościele parafialnym, po Mszy św. z największym udziałem moich wiernych, odmawiałem nowennę Edyty Stein o pojednanie narodów: polskiego, żydowskiego i niemieckiego, a za pomordowanych Żydów w Jedwabnem odmawiałem modlitwę Kadisz. Jednak zgodnie ze swoją wiedzą i dokumentami, do których miałem dostęp, nie mogłem brać udziału w “celebracji” kłamstwa. Pracowałem 3 lata (1969 – 1972) jako wikariusz w Lipsku nad Biebrzą z księdzem proboszczem Józefem Kęblińskim, z którym wielokrotnie rozmawiałem na temat mordu Żydów w Jedwabnem.

      Ks. Józef Kębliński od 1938 roku był wikariuszem w parafii Jedwabne. W roku 1940 podczas okupacji sowieckiej aresztowano jego proboszcza Mariana Ryszarda Szumowskiego, wywieziono go do Mińska na Białorusi i tam go rozstrzelano (na moją, prośbę Konsul w Białymstoku przekazał mi odpowiedź Rządu Białorusi w tej sprawie).

      Niemcy po wypędzeniu Rosjan z Jedwabnego przekazali plebanię, w której mieścił się Miejski Urząd Sowiecki (Solsowiet), żądając od ks. Kęblińskiego by na mieszkanie przyjął ich kapelana. Posterunek żandarmerii został zlokalizowany w aptece. Ksiądz Kębliński znał doskonale język niemiecki, dlatego przez żandarmów był często wykorzystywany jako tłumacz. Ks. Kębliński mówił mi, że tuż przed morderstwem żandarmi rozmawiali iż muszą zrobić “porządek” z Żydami. Ksiądz poinformował zaufanych Żydów, a ci chcieli przekupić miejscowe władze niemieckie i prosili księdza o pośrednictwo. Na propozycję księdza żandarmi odpowiedzieli, że to nic nie pomoże, ponieważ rozkaz przyszedł z góry – Żydzi muszą zginąć. Wspomniał ksiądz Kębliński, że sami Żydzi trzykrotnie nosili okup Niemcom, ci go przyjęli, ale mimo to oświadczyli, że rozkaz musi być wykonany. Dnia 10 lipca 1941 roku podjechały dwie kolumny samochodów od strony Wizny i Łomży. Całe miasteczko zostało otoczone przez Niemców, zrobiono to bardzo precyzyjnie, tak mówił ksiądz Kębliński używając słowa “majstersztyk”. Nie wiedział skąd pojawiło się wielu ludzi zupełnie mu nieznanych, a mówiących w języku polskim i niemieckim. Był na posterunku u dowodzącego tą akcją, próbował bronić niewinnych kobiet i dzieci, ale usłyszał słowa: “nie wiesz durniu kto tu rządzi, jeśli chcesz zachować łeb na karku to wynoś się – raus”. Akcją dowodził wysokiej rangi oficer gestapo.

      Po latach dopiero, gdy dotarłem do źródeł, mogłem zrozumieć słowa mojego proboszcza i pojąć co się tu stało.

      Ta reakcja Niemców była odpowiedzią na zaistniałą, sytuację. Po inwazji Niemców na ZSRR w czerwcu 1941 roku za Białymstokiem wywiązała się walka między Wehrmachtem (Armia środka), a wojskami sowieckimi (walczyło około 100 jednostek NKWD i kilkadziesiąt uzbrojonych jednostek żydowskich). Tę walkę opisał generał pułkownik Franz Halder w tzw. “Dzienniku Wojennym” t. III. Od kampanii rosyjskiej do marszu na Stalingrad (22-06-1941 do 29-09-1942) – pozycję tę wydało wydawnictwo MON 1974r. wyd. I. (Fragmenty załączam na faxkopii). Według tego dziennika wojska wroga (oddziały sowieckie i żydowskie) zostały zamknięte w dwóch workach (kotłach). Ponieważ dowódca grupy pancernej gen. Moth, prezentując doktrynę wojenną, według której trzeba przede wszystkim przeć naprzód, a resztę porządkowania terenu pozostawić grupom socjalnym (porządkowym) – wbrew rozkazowi – skierował on uderzenie na Mińsk, który szybko zajął, tymczasem w kotle powstała wielka dziura, przez którą wydostało się około 40-ści jednostek NKWD i kilka jednostek żydowskich. Dla dowództwa Wehrmachtu stało się oczywiste, że te oddziały będą tworzyły silne zgrupowania partyzanckie i będą nękać na tyłach armię niemiecką. Do takiej sytuacji Niemcy nie mogli dopuścić. Oliwy do ognia dolał Stalin, gdy ogłosił obowiązek walki z wrogiem wszystkich narodów ZSRR jednocześnie nakładając go na barki ludzi cywilnych.

      “Spotkasz Niemca, nie puść go żywym, będzie mniej o jednego wroga”. W ten sposób apelował również do przyjaciół i sympatyków ZSRR.

      W oparciu o dekret Hitlera z dnia 25 czerwca 1939 roku: “Wprowadzenie administracji wojskowych” – tam, gdzie toczą się walki, gdzie jest permanentny stan wojenny, wojsko jest najwyższą władzą, a wszystkie służby porządkowe są podporządkowane Wehrmachtowi. Główny dowódca Armii środka ( Heeresgruppe Mitte) był Fedor von Bock. Do Białegostoku przybył Himmler. Spotkanie decydentów nastąpiło 8 lipca 1941 roku, na którym wydano rozkaz do wykonania natychmiast (błyskawicznie).

      Według wiedzy i rozpoznania ówczesnego duszpasterza w Jedwabnem Ks. Józefa Kęblińskiego z każdej miejscowości, z której pochodzili Żydzi-komuniści rozstrzelać od 40 do 50-ciu młodych Żydów, a rodziny ich spalić do trzeciego pokolenia bez względu na wiek. Decyzja ta miała dodatkową motywację w rozkazie o komisarzach politycznych czyli “Kommisarbefehl” wydanym dnia 6 czerwca 1941 roku i skierowanym do grup specjalnych o likwidacji komisarzy komunistów i współpracowników NKWD.

      Grupy specjalne tzw. grupy porządkowe, w chwili napaści Niemiec hitlerowskich na Polskę było ich pięć: A, B, C, D, E. Były one podporządkowane Erichowi Kochowi, który rezydował w Królewcu z wyjątkiem najbardziej tajnej grupy (D) dowodzonej przez Wolfganga Birknera, któremu w ręce wpadły materiały szpiegowskie dlatego tę grupę uzależniono wprost od centrali w Berlinie. Grupy liczyły po ok. 700 osób, postępowały tuż za frontem i wprowadzały tzw. porządek Niemiecki. W chwili napaści Niemiec hitlerowskich na ZSRR ( dnia 22 czerwca 1941 roku) działały tylko trzy grupy: A, B, C, które postępowały za frontem za Grupą Armii “Północ”, za Grupą Armii “Środek” i Grupą Armii “Południe”. Dowództwo powszechnie narzekało na szczupłość tych grup i ich niewystarczalnosć do wykonania powierzonych zadań, dlatego pośpiesznie utworzono następne grupy czwartą i piątą (D i E) włączjąc je do wykonania zadań.

      Egzekucji na Żydach w Jedwabnem dnia 10 lipca 1941 roku dokonało Gestapo, według zeznania kucharki pani Julii Sokołowskiej na posterunku Żandarmerii w Jedwabnem mogło ich być co najmniej 40 osób, ponieważ dnia tego wydała ona o 40 obiadów więcej niż zwykle. Według mojego informatora mającego dostęp do źródeł Gestapo to było wspomagane (wypędzali Żydów z domów, pilnowali porządku na rynku i w drodze na miejsce egzekucji, tworzyli terror i robili wrażenie, że Polacy równie jak Niemcy nie lubią Żydów) przez:

      1. SA oddziały szturmowe NSDAP.

      2. NSKK jednostki zmotoryzowane.

      3. NSFK przysposobienie lotnicze.

      Ci ostatni przywieźli ze sobą kilka kanistrów benzyny lotniczej z Przasnysza, gdzie znajdowało się niemieckie lotnisko. Benzynę wykorzystano do oblania stodoły wypełnionej Żydami. Wraz z nimi przyjechało kilkudziesięciu Volksdeutschów z Ostrołęki. Ostrołęka była włączona do Prus Wschodnich, a więc była miastem Trzeciej Rzeszy, gdzie obowiązywała zasada Niemcy wolne od Żydów.

      Zgodnie z tą zasadą, sprawujący władzę w imieniu Trzeciej Rzeszy Hunce dopilnował, by wypędzono Żydów do sowieckiej strefy okupacyjnej, w to miejsce sprowadzono z krajów nadbałtyckich 2500 Volksdeutschów, których umieszczono w nowych wybudowanych blokach w okolicach parku.

      Stoją one do dnia dzisiejszego, po remoncie i drobnych przeróbkach, w pamięci ludzi starszych istnieją jako bloki poniemieckie. Volksdeutsche władali językiem polskim i niemieckim, dlatego stanowili doskonałe narzędzie komunikacji w uzyskaniu informacji potrzebnych do identyfikacji Żydów umieszczonych na listach Judenrad (organizacja żydowska powołana i wykorzystana przeciwko Żydom przez niemieckie władze okupacyjne).

      Do stworzenia listy Żydów znacznie przyczynił się Żyd-gestapowiec zarządzający Suwałkami Waldemar Maczpołowski, który w nagrodę za likwidację punktów oporu został podniesiony do rangi kapitana gestapo. Po inwazji Niemiec na ZSRR Himmler w jego ręce przekazał sprawę terroru i szpiegostwa, na terenie Okręgu (Bezirk) Białystok.

      Na protest gestapowców niemieckiego pochodzenia odpowiedział jednoznacznie, to do mnie należy decyzja kto jest Żydem, a kto Niemcem. Ten obrzezany Żyd stokroć więcej świadczy dobra dla Trzeciej Rzeszy niż każdy z was. Waldemar Maczpałowski za zgodą i zachętą swoich przełożonych zmienił nazwisko na Macholl Waldemar. Z jego zeznań na sądzie jaki odbył się po wyzwoleniu w Białymstoku wynika jednoznacznie, że egzekucji na Żydach w Jedwabnem dokonali Niemcy.

      Oni to 10 lipca 1941 roku spędzili Żydów na rynek. Młodym Żydom rozkazali rozebrać pomnik Lenina i zanieść go do stodoły poza miastem, ze śpiewem: “myśmy winni tej wojny”. W stodole tej wykopali dół i zostali rozstrzelani (około 46 osób). Z rynku wpędzono około 160 osób – całymi rodzinami do stodoły, którą zamknięto i podpalono.

      Łącznie zginęło tam około 250 osób. 11 lipca 1941 roku spędzono Polaków, którzy na zgliszczach spalonej stodoły wykopali dół i złożyli ciała pomordowanych, na które z rozkazu Niemców wrzucono jeszcze popiersie Lenina na znak, że ci ludzie zostali skazani jako komuniści, a dla Żydów było przeznaczone getto. W Jedwabnem utworzono je już 11 lipca 1941 roku na Starym Rynku. Zgromadzono w nim około 100 Żydów, w miesiącach następnych doszło ich jeszcze około 30, razem było około 130. Dnia 21 września 1939 roku Hitler wydał tzw. “szybki list” (Schnellbrief) w chwili napaści na Rosję przypomniano jego treść: małe getta trzeba łączyć w duże i zgodnie z tym rozkazem na początku listopada mieszkańców getta jedwabińskiego wywieziono do Łomży, a stąd pod koniec listopada do Treblinki, gdzie ich zamordowano.

      Tak wygląda prawda o Żydach z Jedwabnego. To pewne, że miejscowi żandarmi postarali się o to, by zmusić około 30 Polaków pod gróźbą odwetu i wykorzystać ich pod przymusem do stwierdzenia, że nazwisko żydowskie umieszczone na liście zgadza się z daną osobą.

      Nie uznaję odpowiedzialności zbiorowej i jestem przekonany, że ci zamordowani zginęli niewinnie. Sądzę, żeby nie było medialnej propagandy, kłamstwa o polskich mordercach z Jedwabnego, to ja sam, mój Biskup i Episkopat, a nade wszystko mieszkańcy Jedwabnego byli by obecni na uroczystościach odsłonięcia nowego pomnika w lipcu roku 2001. Mosty trzeba budować na trwałym gruncie prawdy. Z tym stwierdzeniem zgadza się wielu Żydów, od których otrzymuję liczną korespondencję z prośbą o wspólną modlitwę.
      A.MOŁODYŃSKI099 | 13.07.2011 10:27
      @@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@
      państwo wywiązało się ze swoich zobowiązań przeprowadzając proces winnych!
      A nawet wywiązało sie ” najlepiej jak mogło” oddając śledztwo w tej sprawie w ręce żydowskie !!!!!!!
      istnieją przecież akta operacyjne b. PUBP w Łomży, ponadto teczki osobowe funkcjonariuszy tam działających. Mamy przecież prawo dowiedzieć się, kim byli tacy oficerowie UB, jak Eliasz Trokenheim, szef PUBP w Łomży oraz Jakub vel Jankiel Stupnik, naczelnik Wydziału Śledczego. Jakie oni mieli kwalifikacje zawodowe i jak ze swej strony przygotowywali oskarżonych i świadków w śledztwie w 1949 roku, że praktycznie wszyscy odwoływali swe zeznania przed prokuratorem, a następnie podczas rozprawy sądowej
      Oskarżeni byli torturowani
      Z takim zjawiskiem mamy do czynienia w sprawie Jedwabnego. Śledztwo było okrutne, połączone w brutalnym biciem i wymuszaniem przyznania się do winy. Informacje o tym są przecież zawarte w aktach sprawy z 1949 r. Są one lakoniczne, nie mówią o całym dramacie osób bitych i poniżanych, ale warto kilka z nich zacytować. Bolesław Ramotowski: Na zeznaniach zmuszony byłem mówić i na inne osoby, bo byłem bardzo bity. Czesław Lipiński: Na zeznaniach mówiłem tak, jak ode mnie żądali, bo byłem bardzo bity. Władysław Dąbrowski: Na zeznaniach tak mówiłem, bo byłem bity i bałem się dalszego bicia. Roman Górski: Na zeznaniach byłem bardzo bity i tak mówiłem Władysław Miciura: Na zeznaniach mówiłem to, co chcieli, bo nie chciałem, żeby mi zdrowie odebrali. Jerzy Laudański: Zeznania podpisałem pod presją, bo mnie bito i katowano, ale w rzeczywistości tak nie było, to co powiedziałem, było wymuszone, bo powiedzieli mi albo powiesz, albo na miejscu skonasz. Stanisława Sielawa: Na zeznaniach tak nie mówiłam, jak tam napisane. Bronisława Kalinowska: Podczas badania ten pan, co badał, kazał mi tak mówić, krzyknął na mnie, beknął, aż się zlękłam, a co napisali, to ja nie wiem. Pisać i czytać nie umiem, to co chcieli, to napisali, ale to nie jest prawdą.

      Sąd w tym zakresie wykazał całkowity brak zainteresowania takimi faktami, była to wówczas bowiem stała praktyka, traktowano to jako rzecz “normalną”. Czy zresztą można sobie wyobrazić sąd, który przeciwstawiłby się wszechwładnej bezpiece? Który sędzia chciałby znaleźć się na ławie oskarżonych po wcześniejszych “przesłuchaniach” w UB?
      SJERZY570240 | 13.07.2011 10:41

  7. Jednym z celów dyskusji “euro
    Jednym z celów dyskusji "Po Euro czas na euro" jest odwrócenie uwagi na fali euforii postturniejowej od "rytualnego uboju społeczeństwa polskiego", które trwa od pół roku i funkcjonuje pod nazwą "zamieszania wokół ustawy refundacyjnej". Co do osoby redaktora; może i do najgłupszych nie należy, ale zbyt mądry też nie jest. Pamiętam jego wpadki gdy przyszedł nieprzygotowany na wywiad z prezesem lub gdy role ekspertów od psychologii w swoim programie obsadził dwiema celebrytkami. Kunszt dziennikarski pana redaktora w połączeniu z ciężką i uczciwą pracą mógłby go uczynić gwiazdą osiedlowej telewizji kablowej 🙂 Dlaczego stało się inaczej i Lis został zdobywcą dziewięciu Wiktorów opisane jest powyżej wprawną ręką autora bloga.

  8. Jednym z celów dyskusji “euro
    Jednym z celów dyskusji "Po Euro czas na euro" jest odwrócenie uwagi na fali euforii postturniejowej od "rytualnego uboju społeczeństwa polskiego", które trwa od pół roku i funkcjonuje pod nazwą "zamieszania wokół ustawy refundacyjnej". Co do osoby redaktora; może i do najgłupszych nie należy, ale zbyt mądry też nie jest. Pamiętam jego wpadki gdy przyszedł nieprzygotowany na wywiad z prezesem lub gdy role ekspertów od psychologii w swoim programie obsadził dwiema celebrytkami. Kunszt dziennikarski pana redaktora w połączeniu z ciężką i uczciwą pracą mógłby go uczynić gwiazdą osiedlowej telewizji kablowej 🙂 Dlaczego stało się inaczej i Lis został zdobywcą dziewięciu Wiktorów opisane jest powyżej wprawną ręką autora bloga.

    • Mam zaszczyt poinformować
      Że skarb państwa zaoszczędził wczoraj na mnie. Musiałam wykupić antybiotyk. Bez refundacji. Dlaczego bez refundacj?

      http://www.rynekzdrowia.pl/Farmacja/Refundacja-antybiotykow-tylko-wtedy-gdy-stosowane-sa-scisle-wedle-wskazan-producenta,116937,6.html
      “Od 1 stycznia lekarz, zgodnie z przepisami ustawy refundacyjnej, może wystawić receptę na refundowany antybiotyk, tylko wówczas gdy jest pewny że ten konkretny lek ma we wskazaniach producenta wymienione zwalczanie bakterii, które wywołały infekcję u pacjenta. Żeby jednak wiedzieć, jaki szczep bakterii wywołał choćby ból gardła, trzeba wykonać antybiogram.
      Antybiogram to badanie wrażliwości danego drobnoustroju na lek. Niestety jego wykonanie kosztuje, a na wyniki trzeba kilka dni poczekać. Bez takiego badania, lekarz może się narazić na zarzut przepisania leku niezgodnie ze wskazaniami rejestracyjnymi. Wówczas, w razie kontroli NFZ, będzie musiał zwrócić kwotę refundacji i jeszcze zapłacić karę”
      Co mogę zrobić? Jak wcześniej umrę, to zabiorą sobie moją emeryturę.

  9. Jednym z celów dyskusji “euro
    Jednym z celów dyskusji "Po Euro czas na euro" jest odwrócenie uwagi na fali euforii postturniejowej od "rytualnego uboju społeczeństwa polskiego", które trwa od pół roku i funkcjonuje pod nazwą "zamieszania wokół ustawy refundacyjnej". Co do osoby redaktora; może i do najgłupszych nie należy, ale zbyt mądry też nie jest. Pamiętam jego wpadki gdy przyszedł nieprzygotowany na wywiad z prezesem lub gdy role ekspertów od psychologii w swoim programie obsadził dwiema celebrytkami. Kunszt dziennikarski pana redaktora w połączeniu z ciężką i uczciwą pracą mógłby go uczynić gwiazdą osiedlowej telewizji kablowej 🙂 Dlaczego stało się inaczej i Lis został zdobywcą dziewięciu Wiktorów opisane jest powyżej wprawną ręką autora bloga.

    • Mam zaszczyt poinformować
      Że skarb państwa zaoszczędził wczoraj na mnie. Musiałam wykupić antybiotyk. Bez refundacji. Dlaczego bez refundacj?

      http://www.rynekzdrowia.pl/Farmacja/Refundacja-antybiotykow-tylko-wtedy-gdy-stosowane-sa-scisle-wedle-wskazan-producenta,116937,6.html
      “Od 1 stycznia lekarz, zgodnie z przepisami ustawy refundacyjnej, może wystawić receptę na refundowany antybiotyk, tylko wówczas gdy jest pewny że ten konkretny lek ma we wskazaniach producenta wymienione zwalczanie bakterii, które wywołały infekcję u pacjenta. Żeby jednak wiedzieć, jaki szczep bakterii wywołał choćby ból gardła, trzeba wykonać antybiogram.
      Antybiogram to badanie wrażliwości danego drobnoustroju na lek. Niestety jego wykonanie kosztuje, a na wyniki trzeba kilka dni poczekać. Bez takiego badania, lekarz może się narazić na zarzut przepisania leku niezgodnie ze wskazaniami rejestracyjnymi. Wówczas, w razie kontroli NFZ, będzie musiał zwrócić kwotę refundacji i jeszcze zapłacić karę”
      Co mogę zrobić? Jak wcześniej umrę, to zabiorą sobie moją emeryturę.