Reklama

Alan Moore – ekscentryk, Anglik z grzywą mocno już posiwiałych włosów i dziką brodą pustelnika, skrywa za oryginalną powierzchowno

Alan Moore – ekscentryk, Anglik z grzywą mocno już posiwiałych włosów i dziką brodą pustelnika, skrywa za oryginalną powierzchownością umysł zaiste ponadczasowy. Ponadczasowy nie tylko w rozumieniu „znakomitej jakości, która opiera się upływowi czasu”. Ponadczasowy – w tym przypadku płynnie łączący epoki, style i – co ważne – bohaterów. A wszystko to w komiksowej, piekielnie inteligentnej formie, świadczącej o erudycji tak głębokiej, że momentami onieśmielającej.

Efektem inteligencji, erudycji i talentu Moore’a są jego (i współpracujących rysowników, kolorystów, redaktorów…) wydawnictwa, w tym zwłaszcza komiksy. Mamy więc kultową opowieść o faszyzmie i anarchii, miłości i rewolucji „V jak Vendetta” (nie mylić z filmem, o którym sam Moore powiedział „ludzie zbyt bojaźliwi, żeby osadzić polityczną satyrę w swoim własnym kraju, zmienili go w przypowieść z ery Busha”). Jest gorzki i ironiczny komiks „Watchmen” (polski tytuł „Strażnicy”, znowu nie mylić z filmem), dekonstruujący mit superbohatera – zbawcy ludzkości. Jest też „From Hell”, podobnie jak inne komiksy AM bezlitośnie chłoszczący niedostatki i wynaturzenia władzy. A nade wszystko – moja ulubiona „Liga Niezwykłych Dżentelmenów” (zwłaszcza jej nie mylić z filmem!). Dlaczego ulubiona?

Nie wiem, jak wyglądały lektury Waszej młodości, ale moje zawierały całkiem sporą dawkę tzw. powieści dla młodzieży, a więc Verne’a (dopiero jako dorosły zdałem sobie sprawę, jak niewielka część jego dzieł została przetłumaczona na polski), Conan Doyle’a (nie tylko opowiadania o Sherlocku Holmesie), Wellsa, Stevensona, nieco później Rider Haggarda (właściwie TYLKO „Kopalnie Króla Salomona”). Oczywiście było i wielu innych, w tym polskich autorów (pierwsi z brzegu – Szklarscy, Niziurski, Sienkiewicz). Nigdy jednak nie przyszło mi do głowy, „co by było, gdyby…” bohaterowie różnych powieści spotkali się w jednym miejscu, świecie, tekście? A Moore’owi przyszło – efektem jest właśnie „Liga Niezwykłych Dżentelmenów”. Trzeba tu od razu zaznaczyć, że crossover – łączenie postaci, światów i fabuł z różnych dzieł – nie jest wynalazkiem tego autora, a tym bardziej crossover w komiksie (na tym koncepcie opiera się choćby cykl „Liga Sprawiedliwych”). Jednak „LND” jest patchworkiem wyjątkowo dobrze uszytym, w którym ściegi i szwy są niewidoczne, a tam, gdzie być może widoczne – nie uwierają.

Akcja pierwszej części komiksu Moore’a zaczyna się w alternatywnej wiktoriańskiej Anglii, gdzie na zlecenie brytyjskiego wywiadu spotykają się Mina Harker de domo Murray (postać z „Draculi” Brama Stokera), kapitan Nemo (powieści Verne’a), Allan Quatermain (powieści Rider Haggarda), niewidzialny Hawley Griffin („Niewidzialny człowiek” H.G. Wellsa) i doktor Jekyll, a zarazem pan Hyde („Dziwny przypadek doktora Jekylla i pana Hyde’a” R.L. Stevensona). Stają oni przeciwko czarnym charakterom – chińskiemu doktorowi (w domyśle – Fu Manchu z powieści Saxa Rohmera) i profesorowi Moriarty’emu (z opowiadań A. Conan-Doyle’a o Holmesie), a w części drugiej przeciw Marsjanom („Wojna światów” H.G. Wellsa). To właściwie nawet nie streszczenie, zaledwie wprowadzenie do streszczenia – i na tym poprzestanę.

Świadectwem erudycji Moore’a są jednak nie tylko postacie wymienione przed chwilą, nie tylko szczegóły ich fikcyjnych życiorysów, ale przede wszystkim coś innego – włączenie do świata „LND” całego szeregu bohaterów drugiego i trzeciego planu, a nawet samych tylko tropów, nawiązujących do motywów i postaci późnodziewiętnastowiecznej literatury europejskiej, przede wszystkim wiktoriańskiej Anglii, ale także Francji. Najlepiej widać to podczas przechadzek bohaterów korytarzami British Museum, w którym znajdują się takie eksponaty jak ichtiozaur z Morza Lidenbrocka („Podróż do wnętrza Ziemi” Verne’a), pomnik lub mumia kultu Ayeshy (cykl Rider Haggarda), czy wreszcie portret Doriana Greya (z podpisem „Danger”). Wymieniłem tylko te eksponaty, które byłem w stanie rozpoznać sam, a wierzcie mi, że w sumie cały świat „LND” zawiera przynajmniej kilkaset postaci znanych z innych utworów.

Znanych, ale komu? Jeżeli Moore jest Bogiem steampunku, to jego prorokiem jest z pewnością Jeff Nevins, bibliotekarz z University of California, Riverside. Jeff – z którym autor niniejszego wpisu miał przyjemność wymienić wyrazy szacunku via e-mail kilka lat temu, w okresie pierwszej i najgorętszej fascynacji „LND” – wraz z całą grupą podobnie jak on zawziętych tropicieli stworzył w Internecie (a potem również wydał na papierze) całą serię adnotacji już nie to, że do rozdziałów czy stron komiksu, ale do poszczególnych paneli (kadrów)! Adnotacje te (dostępne tutaj lub gdzie indziej) wyjaśniają źródła inspiracji Moore’a, a znajdują się wśród nich tak szczegółowe perełki jak np. szkielet „starego człowieka z Koblencji”, pojawiającego się raptem w jednym limeryku Edwarda Leara, reklamy rzeczywistych lub fikcyjnych produktów z epoki, widoczne np. na budynkach w tle akcji, czy postacie z „O czym szumią wierzby” (Kennetha Grahame’a) umieszczone wśród inteligentnych stworzeń doktora Moreau (z powieści H.G. Wellsa). Zaiste, Moore wraz z Kevinem O’Neillem (rysownikiem) i pozostałymi współpracownikami odwalił kawał dobrej roboty. A Jeff Nevins z sieciowymi zapaleńcami odsłonił najdrobniejsze szczegóły kontekstu tej roboty.

Szczegóły szczegółami, ale po pierwszym zachłyśnięciu się nimi przychodzą refleksje ogólniejszej natury. Tak i mnie się zdarzyło. Otóż zwróciłem uwagę na postępujący rozrost przedstawionego w „LND” świata. O ile pierwsza część w warstwie fabularnej jest kryminałem z niezwykłym wynalazkiem w roli głównej, o tyle druga to już pełną gębą powieść SF, z podróżami międzyplanetarnymi, wojną, zdradą i erotyką (pornografią?). Zainteresowani? To wiedzcie, że komiks Moore’a nie kończy się na dwóch wspomnianych częściach. Jest jeszcze część trzecia – obecnie in statu nascendi, ponieważ wiosną 2009 r. pojawił się jej pierwszy tom, a drugi ma zostać opublikowany wiosną 2010 r. Zanim jednak pojawił się pierwszy tom trzeciej części (osadzony w alternatywnym roku 1910), Moore i spółka wydali jako osobną całość „The League of Extraordinary Gentlemen: Black Dossier” (osadzoną w czasie POMIĘDZY pierwszym a drugim tomem części trzeciej). Pomieszanie z poplątaniem, ale faktem jest, że „Black Dossier” sięga z dotychczas wydanych części najgłębiej w czas – i pozostałe wymiary.

W czasie, ponieważ trzeba Wam wiedzieć, że Liga przedstawiona w pierwszej części nie była ani pierwszą, ani ostatnią grupą superbohaterów i awanturników w historii. W (alternatywnym) XVI wieku należał do niej m.in. Don Kichot, a w (jak wyżej) XVIII wieku – Lemuel Gulliver i Fanny Hill. Tytułowe „czarne dossier” to dokumentacja działań różnych grup, działających w różnych epokach jako tamtoczesne oddziały „ligi”, tajne wsparcie wywiadu, kontrwywiadu, ówczesnych WSI i CBA. W pozostałych wymiarach, ponieważ protagoniści „Black Dossier” w pewnym momencie zyskują TRZECI wymiar (a czytelnicy w tym celu powinni założyć specjalne okulary). Ten formalny zabieg odpowiada temu, co dzieje się w fabule – przeskokowi do kompletnie fantastycznego, magicznego świata („Błyszczącego Świata” – utopii z XVII w.), w którym zmagania z poezją przenoszą się na zapaśniczą matę, a takie sobie zwierzęta z odnośnych bajek Kiplinga szarżują przed siebie – i lepiej im wtedy ustąpić z drogi.

Im dalej w las skojarzeń i gąszcz literackich tropów, im dalsza część „LND”, tym silniejsze jest moje wrażenie, że ta fikcja, odnajdująca swoje korzenie w innej fikcji, tworzy coraz spójniejszy obraz. Jest to obraz samej literatury, mimo upływu lat, wieków, milleniów tworzącej całość powtarzających się, powracających i przenikających się postaci, motywów i fabuł. Pojawiająca się w każdej epoce Liga to metafora owej ciągłości, która ma tę zaletę, że można ją przedstawić w sensacyjny sposób. Zaś koncepcja literatury jako alternatywnej rzeczywistości o stopniu skomplikowania równym naszemu światowi, a momentami przewyższającym go, wydaje mi się dziwnie bliska koncepcji „świata jako mitu”. Tak, tej samej, którą rozwija w swoich powieściach inny z moich ulubionych autorów – Robert A. Heinlein. Ale to już zupełnie inna historia…

________
Tekst chroniony prawem autorskim. Opublikowany na witrynie www.kontrowersje.net . Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie i przedruk tylko za zgodą autora.

Reklama
Poprzedni artykułGeniusz Matka Kurka stawia szlaban młotkom i ich debilnym komentarzom
Następny artykułJuż nie słucham treści propagandowej piłkarzyka-pajacyka Tuska, wystarczy mi nagłówek

30 KOMENTARZE

    • Pierwsze dwa tomy
      wydał Egmont odpowiednio w 2003 i 2004 roku (po polsku) – można je znaleźć z drugiej ręki na Allegro na przykład.

      "Black Dossier" i pierwszy tom części trzeciej póki co tylko importowane, po angielsku, na przykład z Amazona. Albo w postaci cyfrowej (też po angielsku) – trzeba się zwrócić do tajemniczego nieznajomego : )

    • Pierwsze dwa tomy
      wydał Egmont odpowiednio w 2003 i 2004 roku (po polsku) – można je znaleźć z drugiej ręki na Allegro na przykład.

      "Black Dossier" i pierwszy tom części trzeciej póki co tylko importowane, po angielsku, na przykład z Amazona. Albo w postaci cyfrowej (też po angielsku) – trzeba się zwrócić do tajemniczego nieznajomego : )

    • Pierwsze dwa tomy
      wydał Egmont odpowiednio w 2003 i 2004 roku (po polsku) – można je znaleźć z drugiej ręki na Allegro na przykład.

      "Black Dossier" i pierwszy tom części trzeciej póki co tylko importowane, po angielsku, na przykład z Amazona. Albo w postaci cyfrowej (też po angielsku) – trzeba się zwrócić do tajemniczego nieznajomego : )

  1. Moje ostatnie wspomnienie z
    Moje ostatnie wspomnienie z komiksami to egzamin na studia. Język polski. Jedno z pytań Komiks i kryminał jako coś tam, dziś nie pomnę…Zaczęłam od kryminału, popłynęłam, wodolejstwo miałam opanowane do perfekcji. Panowie z komisji przerwali niewygodnym To może teraz coś o komiksie? Ja na to: Nie lubię komiksów. Okazało się, że są one ulubionymi, pech chciał, że obydwu panów.Pozostało mi wtedy tylko zblednąć i czekać na wyrok.;)

    Po tym co tu wyczytałam doszłam do wniosku, że może czas polubić one? 🙂

  2. Moje ostatnie wspomnienie z
    Moje ostatnie wspomnienie z komiksami to egzamin na studia. Język polski. Jedno z pytań Komiks i kryminał jako coś tam, dziś nie pomnę…Zaczęłam od kryminału, popłynęłam, wodolejstwo miałam opanowane do perfekcji. Panowie z komisji przerwali niewygodnym To może teraz coś o komiksie? Ja na to: Nie lubię komiksów. Okazało się, że są one ulubionymi, pech chciał, że obydwu panów.Pozostało mi wtedy tylko zblednąć i czekać na wyrok.;)

    Po tym co tu wyczytałam doszłam do wniosku, że może czas polubić one? 🙂

  3. Moje ostatnie wspomnienie z
    Moje ostatnie wspomnienie z komiksami to egzamin na studia. Język polski. Jedno z pytań Komiks i kryminał jako coś tam, dziś nie pomnę…Zaczęłam od kryminału, popłynęłam, wodolejstwo miałam opanowane do perfekcji. Panowie z komisji przerwali niewygodnym To może teraz coś o komiksie? Ja na to: Nie lubię komiksów. Okazało się, że są one ulubionymi, pech chciał, że obydwu panów.Pozostało mi wtedy tylko zblednąć i czekać na wyrok.;)

    Po tym co tu wyczytałam doszłam do wniosku, że może czas polubić one? 🙂