Reklama

Zostawmy na boku wszystkie te żenujące sprawy, związane z samolotami, telefonami, wypowiedziami pracowników kancelarii premiera, prezydenta i samego Lecha Kaczyńskiego.

Zostawmy na boku wszystkie te żenujące sprawy, związane z samolotami, telefonami, wypowiedziami pracowników kancelarii premiera, prezydenta i samego Lecha Kaczyńskiego. Problem leży tak naprawdę gdzie indziej. Nie chodzi tu o ambicje i ambicyjki, lecz o interes państwa, oraz o przestrzeganie prawa, w tym głównie Konstytucji RP.

Opozycją w polskim Sejmie są dwie partie – Sojusz Lewicy Demokratycznej i Prawo i Sprawiedliwość. Ich prawem, wręcz obowiązkiem, jest kontrola poczynań koalicji rządzącej, premiera i monitoring działalności administracji państwa. Jak się z tego wywiązuje? Tak, jak na to pozwala sytuacja polityczna i zaangażowanie i efektywność Sejmu. Nie da się ukryć, że prace Sejmu VI kadencji nie toczą się zbyt obficie i nie ma specjalnych możliwości ?błyszczenia? na mównicy, w trakcie obrad, w ostrych dyskusjach. W komisjach prace się toczą – ale nie są one obiektem zainteresowania mediów. A taka jest obecna polityka, nie tylko oczywiście w Polsce, że bez mediów, kamer, mikrofonów politycy nie potrafią działać.

Jeżeli w związku z tym nie można realizować zadań w Sejmie – opozycja postanowiła sobie poszukać innego pola działania. I znalazła.

?Przez przypadek? prezydentem naszego kraju jest brat bliźniak szefa największej partii opozycyjnej. Z racji swego stanowiska jest pod stałą obserwacją kamer, a jego wypowiedzi, działania są ważne dla państwa. Na szczęście – jego prerogatywy już mniej, choć Lech Kaczyński stara się rozszerzyć swój obszar oddziaływania, poza ustawowe kompetencje. Warto również wspomnieć, że kancelaria prezydencka składa się głównie z działaczy partii opozycyjnej, tej jednej, oczywiście, którzy są bardzo daleko od wzorca bezpartyjnego urzędnika administracji państwowej. Jej szef, Piotr Kownacki, mógłby spokojnie stać na czele klubu parlamentarnego PiS.

Lech Kaczyński, jak zwykli mawiać zwolennicy partii jego brata, ?kręci własne lody?. Chodzi oczywiście o reelekcję na piastowane stanowisko. Wie, że w kampanii wyborczej zmierzy się zapewne z liderem partii obecnie rządzącej. W związku z tym przestał już dość dawno działać w interesie wspólnym wszystkich obywateli (a większość z nich popiera rząd i jego decyzje), a działa na rzecz swoich wyborców i partii swego brata, ubierając to w puste, populistyczne, tanie hasła.

Proszę zwrócić uwagę na kilka działań i decyzji Lecha Kaczyńskiego;

Zawetował ustawę medialną, która miała pozwolić na usunięcie z mediów publicznych ich szefów, którzy specjalnie nie ukrywają swej politycznej tożsamości. Fakt – ustawa nie była najlepsza, ale dawała możliwość rozpoczęcia zmian.
Lech Kaczyński stara się prowadzić własną autorską i, niestety, autonomiczną politykę zagraniczną. Powoduje to napięcia i w naszych relacjach z Unią Europejską, Rosją, a także Stanami Zjednoczonymi. Zamieszanie w sprawach tarczy rakietowej przyniosło Polsce duże straty wizerunkowe, a tak zwana polityka wschodnia zakończyła się klapą. Ostatnio Kaczyński zaatakował ministra Radosława Sikorskiego w sprawie jego inicjatywy białoruskiej, twierdząc, że zakończyła się ona porażką. Próbował nawet rozegrać Polonię białoruską przeciwko rządowi – na szczęście bezskutecznie. Okazało się jednak, że misja Sikorskiego przynosi efekty – sankcje wobec Białorusi zostaję w dużej części uchylone.
Na gruncie krajowym, pod przykrywką tak zwanego państwa solidarnego, Lech Kaczyński stara się wywrócić politykę państwa w sprawach reformy ochrony zdrowia i systemu emerytalnego. Posuwa się nawet do działań populistycznych, jak próba organizacji referendum – próbując przedstawić sprawę komercjalizacji szpitali w krzywym zwierciadle.

Wyjazd Lecha Kaczyńskiego do Brukseli, już z powodów opisanych powyżej, nie ma sensu. Lech Kaczyński nie jest niezależnym politykiem, a tym bardziej urzędnikiem, który kieruje się li tylko interesem państwa – lecz działa, z pełną premedytacją, jako lider opozycji, wykorzystując w tym celu aparat władzy, jaką dysponuje. Jest to groźne dla stabilności państwa – i groźne dla samego Kaczyńskiego. Opozycji do władzy i odpowiedzialności za państwo nie powinno się dopuszczać, jeżeli nie ma pewności, że będzie działała zgodnie z interesem państwa.

Na najbliższym szczycie w Brukseli głównymi tematem będzie sprawa bezpieczeństwa finansowego państwa i Unii Europejskiej, na które to zagadnienia Lech Kaczyński ma inny pogląd, niż rząd. Poza tym będzie omawiana kwestia zmian ustaleń, jakie poczynił na poprzednim szczycie prezydent w sprawie pakietu klimatyczno-energetycznego, bardzo niekorzystnego dla Polski.

Jak już pisałem wcześniej – Donald Tusk Lechowi Kaczyńskiemu ustąpić nie może. I nie chodzi tu wcale o żadne względy ambicjonalne i prestiż. Chodzi o fundamentalny i konstytucyjny obowiązek odpowiedzialności premiera, Rady Ministrów i całego rządu za politykę wewnętrzną i zagraniczną państwa (art. 146 Konstytucji RP). To rząd bierze na siebie odpowiedzialność za te sfery życia politycznego i społecznego, to rząd ma instrumentarium i prerogatywy w tych dziedzinach. Prezydentowi pozostaje tylko prawo do współdziałania w tych dziedzinach z premierem.

Są zapisy prawa, są również prawa zwyczajowe, jakimi polska Konstytucja i praktyka już obrosły. To jest kapitał polityczny, którego rozsądni politycy powinni się trzymać. Ale nie Lech Kaczyński.

Nie wiem, czy Donald Tusk znajdzie sposób, aby Lech Kaczyński z całej tej awantury wyjdzie z twarzą. Nie sądzę jednak. Spodziewam się, że jeżeli Lech Kaczyński wsiądzie w wyczarterowany samolot w środę rano – skończy się to olbrzymią kompromitacją Polski.

To jednak nie koniec – w pewnym momencie Lech Kaczyński zrobi coś, co będzie się kłóciło z polską ustawą zasadniczą. A wtedy to już będzie zupełnie inna zabawa?

Azrael

P.S. Jutro, we wtorek, 14 października, będę znów gościł w radio TOK FM, jako komentator. Zapraszam o godzinie 18.00

A.

Reklama

6 KOMENTARZE

  1. Czy na Białorusi Sikorski
    Czy na Białorusi Sikorski miał jakiś sukces?

    W ogóle zgadzam się z tekstem, ale, drogi Azraelu, czy można mówić o sukcesie polskiego rządu na Białorusi? Piszesz:

    misja Sikorskiego przynosi efekty – sankcje wobec Białorusi zostaję w dużej części uchylone.
    Sukcesem byłaby demokratyzacja Białorusi, choćby bardzo niepełna. Na przykład wprowadzenie kilku posłów opozycji do parlamentu, przywrócenie demokratycznie wybranych władz w Związku Polaków na Białorusi. Na razie tego nie ma. Zawieszenie sankcji, to tylko środek, który ma prowadzić do tego sukcesu.

    Polityka Sikorskiego i Tuska jak najbardziej ma sens, bo alternatywą jest pchanie Białorusi w objęcia Rosjan. Ale na razie trudno tu widzieć sukcesy.
     

     
    • To chyba przejęzyczenie Skubi?
      “Sukcesem byłaby demokratyzacja Białorusi, choćby bardzo niepełna. Na przykład wprowadzenie kilku posłów opozycji do parlamentu” – czy to miał załatwić Sikorski? W chwili obecnej na Białorusi demokratyczne i uczciwe wybory nie zapewnią opozycji wejścia do parlamentu. Miłość narodu do Batki jest olbrzymia, a opozycjoniści mogą liczy jedynie na promile głosu. Obecna władza nie musi fałszować wyborów, a poprzednie fałszerstwa dotyczyły raczej skali tzn. aby frekfencja i wyniki wynosiły blisko 100%. Piszę to pomimo iż od mojej ostatniej bytności na Białorusi minęło kilka lat, ale jestem nadal święcie przekonany, że nic lub niewiele się zmieniło.

      • Analizy mówiły co innego
        Według analiz, które czytałem po ostatnich wyborach prezydenckich, Łukaszenka lekko przegrywał. To nie jest pewne, bo uczciwego liczenia głosów nie było, ale to jest najbardziej prawdopodobne.

        Jest tak mimo silnej propagandy, ogłupiania ludzi.

        Powtarzam: nie mam nic przeciwko polityce polskiego rządu w tej sprawie. Ta polityka wydaje mi się rozsądna. Ale na razie sukcesu nie ma.

        • Problem właśnie w propagandzie – Łukaszenki w BT skolko ugodno
          Europa przestała już liczyć na demokratyczne zmiany na Białorusi – i chyba słusznie, przynajmniej w najbliższej perspektywie. Wydaje mi się, że dobrym pomysłem jest próbach negocjacji z Łukaszenką. Przedmiotem negocjacji mogą być np. “okienka” w mediach dla opozycjonistów, które ewentualnie pozwolą na zaistnienie innej opcji w świadomości narodu. Czy Łukaszenko się na to zgodzi? Kto wie, to są negocjacje, a gaz z Rosji (główne źródło energii na Białorusi) znowu ma zdrożeć przed zimą.
          PS
          Ponieważ do okienek nie dostaną się wszyscy opozycjoniści, a w szczególności opozycjoniści obecnie schowani za fartuszkiem mamusi, należy przewidywać, że Białoruś też będzie kiedyś miała zdrajców Magdalenki oraz okrągłego stołu.
          PS2
          Nie wiem jak liczyli głosy, podejrzewam, że w Mińsku. W Mińsku Łukaszenko pewnie mógłby przegrać – nie wiem. Natomiast wiem, że nie przegrałby poza Mińskiem, a to wystarczy.

          • Lepsza pwenie była by barykada
            Nie trzeba było stanąć na barykadach na przeciw siebie i postrzelać wtedy nie było by zdrajców z Magdalenki!!!!!!!!!!!!!!Pytanie tylko co by było?????????