• Heloł, bejbe!
  • No to co, że się nie znamy? To się poznamy.
  • Paolo jestem. A Ty?
  • Kasia? Kejtii! Zajefajnie! Co u ciebie?
    • Heloł, bejbe!
    • No to co, że się nie znamy? To się poznamy.
    • Paolo jestem. A Ty?
    • Kasia? Kejtii! Zajefajnie! Co u ciebie?
    • A, u mnie? Normalnie, dzień jak dzień. Wstałem sobie koło południa bo wczoraj imprezka była, ogoliłem się moją wypasioną maszynką Guillotine, potem spryskałem czaderską wodą toaletową Fartissimo. Na śniadanie – nie no, realka, o tej godzinie to na lanczyk – wciągnąłem kruasanta z piekarni Plomba i Syn, a do tego kawa, prawdziwa, niemiecka, od Burdelmanna, co stawia na nogi. A teraz siadłem do mojego laptopka, cudo, mówię ci, Centipedobear z prockiem trzy i osiem megaherca i blurejem i tak sobie skakam po sieci, zawsze zaczynam od stronki Dżizas-dot-kom-dot-pe-el, to jest mój hompejdż.
    • Co? Normalny jestem, a co?
    • Już ci wysyłam fotę, mam taką, zrobiłem sobie najnowszą lustrzanką Overkilla, miodzio, piętnaście megapiksli i obróbka obrazu w zero koma zero zero dwie milisekundy!
    • Kto to jest? Brad Pitt? Nie, to ja, naprawdę tak wyglądam.
    • Ho ho, no i co z tego, że to jest fota z rozdania Oskarów. To ja jestem.
    • Wyglądam, wyglądam, wyglądać to ja sobie mogę, jak chcę. Na przykład jak Marian Osełka, gwiazdor „Podaj dalej”, najnowszej komedii romantycznej studia Romb.
    • O co ci chodzi, powiedziałem coś nie tak? Przecież już mówiłem, normalny jestem.
    • No normalny, tylko fikcyjny. Znaczy nieprawdziwy. To chyba mogę wyglądać, jak chcę. Ale co – coś nie tak?
    • W jakim ty świecie żyjesz? Że jestem fikcyjny, to nie możemy rozmawiać? A do tego momentu to co? Z kompem gadałaś?
    • Pfff. Jestem po to, żeby reklamować różne rzeczy. A ty wiesz, po co jesteś? To kto ma lepiej?
    • I co, przeszkadza ci, że wyglądam jak Brad Pitt? Nie wyglądam? A skąd wiesz – sprawdź.
    • Nie możesz? Gadamy tylko w necie? To mogę powiedzieć, że wyglądam jak Brad Pitt i będę tak wyglądał. Jak się postaram, ja wgram sobie nowy soft, może ci nawet animację wyrzezam.
    • Ty, laska, a czym się różnimy tutaj w sieci?
    • Skąd wiesz, z kim gadałaś kwadrans temu i z kim będziesz czatować za godzinę?
    • Czym się różni moja fikcja od twojego realu?
    • Pomyśl. Ja pomyślałem.
    Reklama

    {W aplikacji wystąpił błąd i zostanie ona zamknięta}
    {Czy chcesz zrestartować aplikację?}
    {Naciśnij T dla Tak}
    {Naciśnij N dla Nie}
    {Potwierdzam odpowiedź „Tak”}
    {Restart aplikacji nastąpi za}
    {5}
    {4}
    {3}
    {2}
    {1}

    • Heloł, bejbe!

    ________
    Tekst chroniony prawem autorskim. Opublikowany na witrynie www.kontrowersje.net . Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie i przedruk tylko za zgodą autora.

    Reklama

100 KOMENTARZE

  1. Zalogowałam się dla odparowania mózgu,
    a tu puka ktoś, więc pytam: Kto tam? Piękne, Quackie, wenę masz ostatnio, że hej! Najpierw się uśmiałam, potem dostrzegłam okiem nieuzbrojonym coś, co wylazło zza i mina mi zrzedła. Ale mózg odparowałam.
    Dzięki miszczu

  2. Zalogowałam się dla odparowania mózgu,
    a tu puka ktoś, więc pytam: Kto tam? Piękne, Quackie, wenę masz ostatnio, że hej! Najpierw się uśmiałam, potem dostrzegłam okiem nieuzbrojonym coś, co wylazło zza i mina mi zrzedła. Ale mózg odparowałam.
    Dzięki miszczu

  3. Zalogowałam się dla odparowania mózgu,
    a tu puka ktoś, więc pytam: Kto tam? Piękne, Quackie, wenę masz ostatnio, że hej! Najpierw się uśmiałam, potem dostrzegłam okiem nieuzbrojonym coś, co wylazło zza i mina mi zrzedła. Ale mózg odparowałam.
    Dzięki miszczu

  4. Zalogowałam się dla odparowania mózgu,
    a tu puka ktoś, więc pytam: Kto tam? Piękne, Quackie, wenę masz ostatnio, że hej! Najpierw się uśmiałam, potem dostrzegłam okiem nieuzbrojonym coś, co wylazło zza i mina mi zrzedła. Ale mózg odparowałam.
    Dzięki miszczu

      • Jak się przyznaje, to nie
        Jak się przyznaje, to nie jest.;)
        W czasach czatowania właziłam kiedyś do pokoju “dla dorosłych” z nickiem Jasmine12. Liczyłam na to, że ktoś pomyśli, że mam 12 lat i będzie mnie zaczepiał. I zaczepiali, ale może nie było ich wtedy w sieci zbyt wielu, choć przed nimi ostrzegano, bo wszyscy wypędzali mnie do łóżka, było po północy, zamiast pocieszać i się “zaprzyjaźniać”. A gadkę miałam niezłą. Czego to ja wtedy nie wymyślałam o swoich (12-latki) rodzicach i że nikt mnie nie rozumie, i nic.

        • Do mnie się kiedyś przystawił na GG
          jakiś małolat, któremu się nudziło. Dopytywał się, w której klasie jestem, itd. Najpierw trochę żartowałem ( “-wiesz, ja już sobie dałem spokój z budą!” “- Oooo!” ), a jak mu wreszcie uświadomiłem swoją kategorię wiekową to nie chciał uwierzyć – takie stare to na komputerach nie siedzi, musi więc normalny ( nasto- , znaczy się ) tylko nieuprzejmy 😉
          Na szczęście znudził się po paru próbach wznawiania rozmowy.

          • Nie dziwię się Tetryku.:)) Ze
            Nie dziwię się Tetryku.:)) Ze mną by też tak długo GG-ał. Mam zablokowane przychodzenie wiadomości od nieznajomych, w pakiecie brak takich i podobnych rozmówców.:)

      • Jak się przyznaje, to nie
        Jak się przyznaje, to nie jest.;)
        W czasach czatowania właziłam kiedyś do pokoju “dla dorosłych” z nickiem Jasmine12. Liczyłam na to, że ktoś pomyśli, że mam 12 lat i będzie mnie zaczepiał. I zaczepiali, ale może nie było ich wtedy w sieci zbyt wielu, choć przed nimi ostrzegano, bo wszyscy wypędzali mnie do łóżka, było po północy, zamiast pocieszać i się “zaprzyjaźniać”. A gadkę miałam niezłą. Czego to ja wtedy nie wymyślałam o swoich (12-latki) rodzicach i że nikt mnie nie rozumie, i nic.

        • Do mnie się kiedyś przystawił na GG
          jakiś małolat, któremu się nudziło. Dopytywał się, w której klasie jestem, itd. Najpierw trochę żartowałem ( “-wiesz, ja już sobie dałem spokój z budą!” “- Oooo!” ), a jak mu wreszcie uświadomiłem swoją kategorię wiekową to nie chciał uwierzyć – takie stare to na komputerach nie siedzi, musi więc normalny ( nasto- , znaczy się ) tylko nieuprzejmy 😉
          Na szczęście znudził się po paru próbach wznawiania rozmowy.

          • Nie dziwię się Tetryku.:)) Ze
            Nie dziwię się Tetryku.:)) Ze mną by też tak długo GG-ał. Mam zablokowane przychodzenie wiadomości od nieznajomych, w pakiecie brak takich i podobnych rozmówców.:)

      • Jak się przyznaje, to nie
        Jak się przyznaje, to nie jest.;)
        W czasach czatowania właziłam kiedyś do pokoju “dla dorosłych” z nickiem Jasmine12. Liczyłam na to, że ktoś pomyśli, że mam 12 lat i będzie mnie zaczepiał. I zaczepiali, ale może nie było ich wtedy w sieci zbyt wielu, choć przed nimi ostrzegano, bo wszyscy wypędzali mnie do łóżka, było po północy, zamiast pocieszać i się “zaprzyjaźniać”. A gadkę miałam niezłą. Czego to ja wtedy nie wymyślałam o swoich (12-latki) rodzicach i że nikt mnie nie rozumie, i nic.

        • Do mnie się kiedyś przystawił na GG
          jakiś małolat, któremu się nudziło. Dopytywał się, w której klasie jestem, itd. Najpierw trochę żartowałem ( “-wiesz, ja już sobie dałem spokój z budą!” “- Oooo!” ), a jak mu wreszcie uświadomiłem swoją kategorię wiekową to nie chciał uwierzyć – takie stare to na komputerach nie siedzi, musi więc normalny ( nasto- , znaczy się ) tylko nieuprzejmy 😉
          Na szczęście znudził się po paru próbach wznawiania rozmowy.

          • Nie dziwię się Tetryku.:)) Ze
            Nie dziwię się Tetryku.:)) Ze mną by też tak długo GG-ał. Mam zablokowane przychodzenie wiadomości od nieznajomych, w pakiecie brak takich i podobnych rozmówców.:)

      • Jak się przyznaje, to nie
        Jak się przyznaje, to nie jest.;)
        W czasach czatowania właziłam kiedyś do pokoju “dla dorosłych” z nickiem Jasmine12. Liczyłam na to, że ktoś pomyśli, że mam 12 lat i będzie mnie zaczepiał. I zaczepiali, ale może nie było ich wtedy w sieci zbyt wielu, choć przed nimi ostrzegano, bo wszyscy wypędzali mnie do łóżka, było po północy, zamiast pocieszać i się “zaprzyjaźniać”. A gadkę miałam niezłą. Czego to ja wtedy nie wymyślałam o swoich (12-latki) rodzicach i że nikt mnie nie rozumie, i nic.

        • Do mnie się kiedyś przystawił na GG
          jakiś małolat, któremu się nudziło. Dopytywał się, w której klasie jestem, itd. Najpierw trochę żartowałem ( “-wiesz, ja już sobie dałem spokój z budą!” “- Oooo!” ), a jak mu wreszcie uświadomiłem swoją kategorię wiekową to nie chciał uwierzyć – takie stare to na komputerach nie siedzi, musi więc normalny ( nasto- , znaczy się ) tylko nieuprzejmy 😉
          Na szczęście znudził się po paru próbach wznawiania rozmowy.

          • Nie dziwię się Tetryku.:)) Ze
            Nie dziwię się Tetryku.:)) Ze mną by też tak długo GG-ał. Mam zablokowane przychodzenie wiadomości od nieznajomych, w pakiecie brak takich i podobnych rozmówców.:)

    • Chyba jednak za dużo zachodu
      myślę, że cyborgizacja ograniczy się do protetyki, ewentualnie do jakichś bogatych szajbusów i być może wojska i jakichś służb.

      Co innego sztuczna inteligencja, boty, zaawansowane perceptrony, sieci pseudoneuronowe, dla których Internet jest idealnym miejscem do “życia” – opiera się na komputerach, oplata cały świat, utrudnia wyśledzenie, w przypadkach skrajnych być może uniemożliwia wykasowanie takiej SI. Orsona Scotta Carda pan może czytał? W kolejnych częściach sagi o Enderze pojawia się SI o imieniu Jane, “żyjąca” w sieci, jakimś przyszłym odpowiedniku Internetu.

      • Skleroza nie boli, na półce
        Skleroza nie boli, na półce już od dawna nie mam. Czy Jane “zaczyna się w “Mówcy umarłych” żeby “rozwinąć się” w “Ksenocydzie”? Tak mi się kojarzy. Najbardziej podobała mi się “Gra Endera”, potem moim ulubionym bohaterem był Groszek. Cały cykl, moim zdaniem, jest świetny. Polecam wszystkim, którzy nie czytali. Sama muszę sobie odświeżyć, bo pamięć jest ulotna.

      • Miałem na myśli ewolucję,
        naturalny proces zmian prowadzący do weewoluowania czogoś na kształt chipów w ludzkim organiźmie. Pozornie sprzeczne, boć elektronika jest dziełem człowieka. Ale skoro natura wyprodukowała takie cuda jak kameleony, to może też i jakaś forma biochipów pojawi się jako skutek obcowania człowieka z elektroniką i ukierunkowywania naszego rozwoju w uzależnieniu od elektroniki.
        Jeżeli przyjąć że podstawowym motorem ewolucji jest otoczenie…

        • Hehe
          A czym, proszę pana puszki, jest ludzki mózg, jak nie siecią neuronową, zresztą w jakimś tam stopniu na naturalnych rozwiązaniach się przecież wzoruje te próby stworzenia SI. Można więc powiedzieć, że “coś na kształt chipa” to mamy w głowie od dawna : ))) No i proszę pamiętać, że człowiek “naturalnie” wykorzystuje tylko część możliwości mózgu (kilka – kilkanaście %, o ile pamiętam), więc może nie myślmy o tym, jak ulepszać hardware, tylko jak lepiej wykorzystać to, co jest.

          Wart rozwoju jest natomiast w mojej opinii kierunek “chipowania” w sensie takim, żeby np. dało się wymieniać uszkodzone “biochipy” na nowe; póki co komórki nerwowe się nie regenerują, więc to by było cenne. Druga sprawa – być może dałoby się wymyślić taką “standaryzację”, żeby ludzie mogli między sobą wymieniać takie “biochipy” ze wspomnieniami, wrażeniami, informacjami… Być może niedoskonałości języka by wtedy zniknęły; jeżeli dałoby się przekazać “surową” informację – słynny przykład, że “ból głowy” oznacza dla dwóch ludzi zupełnie inną jakość, nieprzekazywalną za pomocą słów.

          Zmiany ewolucyjne zachodzą IMHO za wolno, żeby coś takiego – powiedzmy chipy pojawiło się w sposób “naturalny” w ogarnialnym czasie – nie mówię za naszego życia, ale powiedzmy w tym stuleciu. “Sztucznie” – możliwe.

          • Ale pomarzyć można
            Drugi akapit to to o czym myślałem.

            Pomyśl Pan. Znudziła się Panu własna buźka?
            Kupujesz Pan w sklepie mięsnym canned heada z twarzą Brada Pitta i lu do knajpy na panienki. Wchodzisz do kanjpy a tam…same Brady Pitty.

          • Za to im człowiek lepiej obeznany z kutura masową
            tym większy ma wybór – nie tylko Brad Pitt, ale także młody Sean Connery, Roger Moore, Alain Delon, wielbiciele sportów ekstremalnych mogą zastanowić się nad Jeanem-Paulem Belmondo albo Fernandelem: )

          • Strach się bać!:))

             

            I pomyśleć, że on tak sam sobie porobił…Ciuszki też byś musiał dobrać w jego stylu, żeby efekt był piorunujący na zabój.;)

          • Samą sobą się raczej nie
            Samą sobą się raczej nie zachwycę, za dobrze się znam, pozostańmy więc przy swoich obliczach i osobowościach, wtedy o wiele bardziej interesujące odkryć można. I nie w pewnym sensie tylko.:)

            P.S. Cichaj waść.:))

    • Chyba jednak za dużo zachodu
      myślę, że cyborgizacja ograniczy się do protetyki, ewentualnie do jakichś bogatych szajbusów i być może wojska i jakichś służb.

      Co innego sztuczna inteligencja, boty, zaawansowane perceptrony, sieci pseudoneuronowe, dla których Internet jest idealnym miejscem do “życia” – opiera się na komputerach, oplata cały świat, utrudnia wyśledzenie, w przypadkach skrajnych być może uniemożliwia wykasowanie takiej SI. Orsona Scotta Carda pan może czytał? W kolejnych częściach sagi o Enderze pojawia się SI o imieniu Jane, “żyjąca” w sieci, jakimś przyszłym odpowiedniku Internetu.

      • Skleroza nie boli, na półce
        Skleroza nie boli, na półce już od dawna nie mam. Czy Jane “zaczyna się w “Mówcy umarłych” żeby “rozwinąć się” w “Ksenocydzie”? Tak mi się kojarzy. Najbardziej podobała mi się “Gra Endera”, potem moim ulubionym bohaterem był Groszek. Cały cykl, moim zdaniem, jest świetny. Polecam wszystkim, którzy nie czytali. Sama muszę sobie odświeżyć, bo pamięć jest ulotna.

      • Miałem na myśli ewolucję,
        naturalny proces zmian prowadzący do weewoluowania czogoś na kształt chipów w ludzkim organiźmie. Pozornie sprzeczne, boć elektronika jest dziełem człowieka. Ale skoro natura wyprodukowała takie cuda jak kameleony, to może też i jakaś forma biochipów pojawi się jako skutek obcowania człowieka z elektroniką i ukierunkowywania naszego rozwoju w uzależnieniu od elektroniki.
        Jeżeli przyjąć że podstawowym motorem ewolucji jest otoczenie…

        • Hehe
          A czym, proszę pana puszki, jest ludzki mózg, jak nie siecią neuronową, zresztą w jakimś tam stopniu na naturalnych rozwiązaniach się przecież wzoruje te próby stworzenia SI. Można więc powiedzieć, że “coś na kształt chipa” to mamy w głowie od dawna : ))) No i proszę pamiętać, że człowiek “naturalnie” wykorzystuje tylko część możliwości mózgu (kilka – kilkanaście %, o ile pamiętam), więc może nie myślmy o tym, jak ulepszać hardware, tylko jak lepiej wykorzystać to, co jest.

          Wart rozwoju jest natomiast w mojej opinii kierunek “chipowania” w sensie takim, żeby np. dało się wymieniać uszkodzone “biochipy” na nowe; póki co komórki nerwowe się nie regenerują, więc to by było cenne. Druga sprawa – być może dałoby się wymyślić taką “standaryzację”, żeby ludzie mogli między sobą wymieniać takie “biochipy” ze wspomnieniami, wrażeniami, informacjami… Być może niedoskonałości języka by wtedy zniknęły; jeżeli dałoby się przekazać “surową” informację – słynny przykład, że “ból głowy” oznacza dla dwóch ludzi zupełnie inną jakość, nieprzekazywalną za pomocą słów.

          Zmiany ewolucyjne zachodzą IMHO za wolno, żeby coś takiego – powiedzmy chipy pojawiło się w sposób “naturalny” w ogarnialnym czasie – nie mówię za naszego życia, ale powiedzmy w tym stuleciu. “Sztucznie” – możliwe.

          • Ale pomarzyć można
            Drugi akapit to to o czym myślałem.

            Pomyśl Pan. Znudziła się Panu własna buźka?
            Kupujesz Pan w sklepie mięsnym canned heada z twarzą Brada Pitta i lu do knajpy na panienki. Wchodzisz do kanjpy a tam…same Brady Pitty.

          • Za to im człowiek lepiej obeznany z kutura masową
            tym większy ma wybór – nie tylko Brad Pitt, ale także młody Sean Connery, Roger Moore, Alain Delon, wielbiciele sportów ekstremalnych mogą zastanowić się nad Jeanem-Paulem Belmondo albo Fernandelem: )

          • Strach się bać!:))

             

            I pomyśleć, że on tak sam sobie porobił…Ciuszki też byś musiał dobrać w jego stylu, żeby efekt był piorunujący na zabój.;)

          • Samą sobą się raczej nie
            Samą sobą się raczej nie zachwycę, za dobrze się znam, pozostańmy więc przy swoich obliczach i osobowościach, wtedy o wiele bardziej interesujące odkryć można. I nie w pewnym sensie tylko.:)

            P.S. Cichaj waść.:))

    • Chyba jednak za dużo zachodu
      myślę, że cyborgizacja ograniczy się do protetyki, ewentualnie do jakichś bogatych szajbusów i być może wojska i jakichś służb.

      Co innego sztuczna inteligencja, boty, zaawansowane perceptrony, sieci pseudoneuronowe, dla których Internet jest idealnym miejscem do “życia” – opiera się na komputerach, oplata cały świat, utrudnia wyśledzenie, w przypadkach skrajnych być może uniemożliwia wykasowanie takiej SI. Orsona Scotta Carda pan może czytał? W kolejnych częściach sagi o Enderze pojawia się SI o imieniu Jane, “żyjąca” w sieci, jakimś przyszłym odpowiedniku Internetu.

      • Skleroza nie boli, na półce
        Skleroza nie boli, na półce już od dawna nie mam. Czy Jane “zaczyna się w “Mówcy umarłych” żeby “rozwinąć się” w “Ksenocydzie”? Tak mi się kojarzy. Najbardziej podobała mi się “Gra Endera”, potem moim ulubionym bohaterem był Groszek. Cały cykl, moim zdaniem, jest świetny. Polecam wszystkim, którzy nie czytali. Sama muszę sobie odświeżyć, bo pamięć jest ulotna.

      • Miałem na myśli ewolucję,
        naturalny proces zmian prowadzący do weewoluowania czogoś na kształt chipów w ludzkim organiźmie. Pozornie sprzeczne, boć elektronika jest dziełem człowieka. Ale skoro natura wyprodukowała takie cuda jak kameleony, to może też i jakaś forma biochipów pojawi się jako skutek obcowania człowieka z elektroniką i ukierunkowywania naszego rozwoju w uzależnieniu od elektroniki.
        Jeżeli przyjąć że podstawowym motorem ewolucji jest otoczenie…

        • Hehe
          A czym, proszę pana puszki, jest ludzki mózg, jak nie siecią neuronową, zresztą w jakimś tam stopniu na naturalnych rozwiązaniach się przecież wzoruje te próby stworzenia SI. Można więc powiedzieć, że “coś na kształt chipa” to mamy w głowie od dawna : ))) No i proszę pamiętać, że człowiek “naturalnie” wykorzystuje tylko część możliwości mózgu (kilka – kilkanaście %, o ile pamiętam), więc może nie myślmy o tym, jak ulepszać hardware, tylko jak lepiej wykorzystać to, co jest.

          Wart rozwoju jest natomiast w mojej opinii kierunek “chipowania” w sensie takim, żeby np. dało się wymieniać uszkodzone “biochipy” na nowe; póki co komórki nerwowe się nie regenerują, więc to by było cenne. Druga sprawa – być może dałoby się wymyślić taką “standaryzację”, żeby ludzie mogli między sobą wymieniać takie “biochipy” ze wspomnieniami, wrażeniami, informacjami… Być może niedoskonałości języka by wtedy zniknęły; jeżeli dałoby się przekazać “surową” informację – słynny przykład, że “ból głowy” oznacza dla dwóch ludzi zupełnie inną jakość, nieprzekazywalną za pomocą słów.

          Zmiany ewolucyjne zachodzą IMHO za wolno, żeby coś takiego – powiedzmy chipy pojawiło się w sposób “naturalny” w ogarnialnym czasie – nie mówię za naszego życia, ale powiedzmy w tym stuleciu. “Sztucznie” – możliwe.

          • Ale pomarzyć można
            Drugi akapit to to o czym myślałem.

            Pomyśl Pan. Znudziła się Panu własna buźka?
            Kupujesz Pan w sklepie mięsnym canned heada z twarzą Brada Pitta i lu do knajpy na panienki. Wchodzisz do kanjpy a tam…same Brady Pitty.

          • Za to im człowiek lepiej obeznany z kutura masową
            tym większy ma wybór – nie tylko Brad Pitt, ale także młody Sean Connery, Roger Moore, Alain Delon, wielbiciele sportów ekstremalnych mogą zastanowić się nad Jeanem-Paulem Belmondo albo Fernandelem: )

          • Strach się bać!:))

             

            I pomyśleć, że on tak sam sobie porobił…Ciuszki też byś musiał dobrać w jego stylu, żeby efekt był piorunujący na zabój.;)

          • Samą sobą się raczej nie
            Samą sobą się raczej nie zachwycę, za dobrze się znam, pozostańmy więc przy swoich obliczach i osobowościach, wtedy o wiele bardziej interesujące odkryć można. I nie w pewnym sensie tylko.:)

            P.S. Cichaj waść.:))

    • Chyba jednak za dużo zachodu
      myślę, że cyborgizacja ograniczy się do protetyki, ewentualnie do jakichś bogatych szajbusów i być może wojska i jakichś służb.

      Co innego sztuczna inteligencja, boty, zaawansowane perceptrony, sieci pseudoneuronowe, dla których Internet jest idealnym miejscem do “życia” – opiera się na komputerach, oplata cały świat, utrudnia wyśledzenie, w przypadkach skrajnych być może uniemożliwia wykasowanie takiej SI. Orsona Scotta Carda pan może czytał? W kolejnych częściach sagi o Enderze pojawia się SI o imieniu Jane, “żyjąca” w sieci, jakimś przyszłym odpowiedniku Internetu.

      • Skleroza nie boli, na półce
        Skleroza nie boli, na półce już od dawna nie mam. Czy Jane “zaczyna się w “Mówcy umarłych” żeby “rozwinąć się” w “Ksenocydzie”? Tak mi się kojarzy. Najbardziej podobała mi się “Gra Endera”, potem moim ulubionym bohaterem był Groszek. Cały cykl, moim zdaniem, jest świetny. Polecam wszystkim, którzy nie czytali. Sama muszę sobie odświeżyć, bo pamięć jest ulotna.

      • Miałem na myśli ewolucję,
        naturalny proces zmian prowadzący do weewoluowania czogoś na kształt chipów w ludzkim organiźmie. Pozornie sprzeczne, boć elektronika jest dziełem człowieka. Ale skoro natura wyprodukowała takie cuda jak kameleony, to może też i jakaś forma biochipów pojawi się jako skutek obcowania człowieka z elektroniką i ukierunkowywania naszego rozwoju w uzależnieniu od elektroniki.
        Jeżeli przyjąć że podstawowym motorem ewolucji jest otoczenie…

        • Hehe
          A czym, proszę pana puszki, jest ludzki mózg, jak nie siecią neuronową, zresztą w jakimś tam stopniu na naturalnych rozwiązaniach się przecież wzoruje te próby stworzenia SI. Można więc powiedzieć, że “coś na kształt chipa” to mamy w głowie od dawna : ))) No i proszę pamiętać, że człowiek “naturalnie” wykorzystuje tylko część możliwości mózgu (kilka – kilkanaście %, o ile pamiętam), więc może nie myślmy o tym, jak ulepszać hardware, tylko jak lepiej wykorzystać to, co jest.

          Wart rozwoju jest natomiast w mojej opinii kierunek “chipowania” w sensie takim, żeby np. dało się wymieniać uszkodzone “biochipy” na nowe; póki co komórki nerwowe się nie regenerują, więc to by było cenne. Druga sprawa – być może dałoby się wymyślić taką “standaryzację”, żeby ludzie mogli między sobą wymieniać takie “biochipy” ze wspomnieniami, wrażeniami, informacjami… Być może niedoskonałości języka by wtedy zniknęły; jeżeli dałoby się przekazać “surową” informację – słynny przykład, że “ból głowy” oznacza dla dwóch ludzi zupełnie inną jakość, nieprzekazywalną za pomocą słów.

          Zmiany ewolucyjne zachodzą IMHO za wolno, żeby coś takiego – powiedzmy chipy pojawiło się w sposób “naturalny” w ogarnialnym czasie – nie mówię za naszego życia, ale powiedzmy w tym stuleciu. “Sztucznie” – możliwe.

          • Ale pomarzyć można
            Drugi akapit to to o czym myślałem.

            Pomyśl Pan. Znudziła się Panu własna buźka?
            Kupujesz Pan w sklepie mięsnym canned heada z twarzą Brada Pitta i lu do knajpy na panienki. Wchodzisz do kanjpy a tam…same Brady Pitty.

          • Za to im człowiek lepiej obeznany z kutura masową
            tym większy ma wybór – nie tylko Brad Pitt, ale także młody Sean Connery, Roger Moore, Alain Delon, wielbiciele sportów ekstremalnych mogą zastanowić się nad Jeanem-Paulem Belmondo albo Fernandelem: )

          • Strach się bać!:))

             

            I pomyśleć, że on tak sam sobie porobił…Ciuszki też byś musiał dobrać w jego stylu, żeby efekt był piorunujący na zabój.;)

          • Samą sobą się raczej nie
            Samą sobą się raczej nie zachwycę, za dobrze się znam, pozostańmy więc przy swoich obliczach i osobowościach, wtedy o wiele bardziej interesujące odkryć można. I nie w pewnym sensie tylko.:)

            P.S. Cichaj waść.:))

  5. o wewmordę…
    Za stary jestem na takie teksty.
    Włos (ostatni pozostały) zjeżył mi się na łepetynie, gula wewgardle urosła…
    Jak nie dostanę szybko piwa, to chyba bedzie nieciekawie.
    Jak zajade do domu po pracy, to przeczytam raz jeszcze, może mi przejdzie osłupienie.

  6. o wewmordę…
    Za stary jestem na takie teksty.
    Włos (ostatni pozostały) zjeżył mi się na łepetynie, gula wewgardle urosła…
    Jak nie dostanę szybko piwa, to chyba bedzie nieciekawie.
    Jak zajade do domu po pracy, to przeczytam raz jeszcze, może mi przejdzie osłupienie.

  7. o wewmordę…
    Za stary jestem na takie teksty.
    Włos (ostatni pozostały) zjeżył mi się na łepetynie, gula wewgardle urosła…
    Jak nie dostanę szybko piwa, to chyba bedzie nieciekawie.
    Jak zajade do domu po pracy, to przeczytam raz jeszcze, może mi przejdzie osłupienie.

  8. o wewmordę…
    Za stary jestem na takie teksty.
    Włos (ostatni pozostały) zjeżył mi się na łepetynie, gula wewgardle urosła…
    Jak nie dostanę szybko piwa, to chyba bedzie nieciekawie.
    Jak zajade do domu po pracy, to przeczytam raz jeszcze, może mi przejdzie osłupienie.