Reklama

Należę do osób, które przejmują się rolą :).

Należę do osób, które przejmują się rolą :). Przeczytałam kilka tekstów na kontrowersje.net i mam wrażenie, że pewne prezentowane przeze mnie poglądy są albo niewłaściwie odczytane, albo zbywane modną nowomową, pozbawioną argumentów :(. Na przykład konserwatyzm kojarzony jest nie wiedzieć czemu z zacofaniem, a z kolei „postępowe” zacofanie z rozwojem. Konserwatyzm jest naturalnym wrogiem rewolucji, tej moralnej również :). Rewolucja z kolei nieodzownie kojarzy się z przemocą i destrukcją. Problemem jaki może stanowić konserwatyzm jest punkt odniesienia. 

Jeśli uznamy, że przez zachowanie starego ładu rozumiemy podział feudalny i zakaz głosu wyborczego dla kobiet, wówczas możemy się martwić o poziom intelektualny takiego konserwatyzmu. Jeśli jednak za punkt wyjścia obierzemy dorobek brytyjskiej premier, słynnej Żelaznej Damy w moim przekonaniu wstydzić się nie ma czego. Konserwatyzm tej Pani hołdował własności prywatnej, liberalnemu modelowi gospodarki i zdecydowanej reakcji na roszczeniową postawę uprzywilejowanych grup społecznych. 

Czym jest postęp i czym jest zacofanie? Definicji można przyjąć całe mnóstwo, jednak mnie najbardziej interesuje postęp w ujęciu społecznym i przez postęp rozumiem likwidację najbardziej uciążliwych mechanizmów nie pozwalających rozwijać się społeczeństwu. Co dziś uznalibyśmy za największe bolączki Polaków? Podejrzewam, że bez względu na wyznawane poglądy niemal nikt nie wymieni jako najważniejszych takich problemów jak stosunek Polaków do homoseksualizmu, rasizmu, katolicyzmu, związki partnerskie i tego typu obyczajowe niekończące dylematy. 

Nie wymieni jeśli nie potrąci się tych strun. Gdy zapytamy Polaków bez wstępnego rozgrzewania emocji o nasze największe polskie problemy, jestem więcej niż pewna, że zdecydowana większość wymienni stare jak świat polskie bałagany. Bałagan na szczytach władzy, biurokracja, rozdymane struktury, zbędne agencje, impotencja decyzyjna, roszczeniowe związki zawodowe i tak dalej. 

Co zatem będzie postępem w procesie decyzyjnym, co zaś zacofaniem? Jeśli jako społeczeństwo uznamy te wady, a nie obyczajowe dylematy, za najważniejsze to staniemy się zacofani, czy postępowi? Zastój cywilizacyjny Polski, to przede wszystkim Pani w okienku ZUS, czy pijany kibic udający małpę na widok czarnoskórego piłkarza? Wymienione wady ustrojowe naszego kraju hamują nasz rozwój i sytuują kraj w ogonie krajów cywilizowanych? Czy brak dobrego wychowania pojedynczych obywateli jest zapaścią cywilizacyjną? Dziury w drogach, chory system ubezpieczeń społecznych, zamulająca przedsiębiorczość biurokracja, to są objawy postępu? Czy też zacofania? Czy na angielskich stadionach nie ma przejawów rasizmu? Na pewno są i jest ich więcej, ponieważ czarnoskórych piłkarzy jest więcej. Nie ma natomiast w Anglii asfaltu w polskim wydaniu. Czy konserwatywna Anglia jest zacofana? 

Likwidacja tych odwiecznych problemów sprawi, że się jako społeczeństwo rozwiniemy, czy też uwstecznimy? Śmiem twierdzić, że uporanie się z wymienionymi problemami ustrojowymi w taki sposób jak zrobiła to konserwatywna Pani Thatcher przeniosłaby nasz kraj co najmniej o jedną epokę bliżej cywilizowanej Europy. Nie mam co do tego cienia wątpliwości. Zatem wychodząc z czystko konserwatywnego modelu sprawowania władzy nie idziemy w kierunku zacofania, ale postępu i to paradoksalnie gwałtownego postępu. 

Teraz załóżmy, że wyjdziemy z nowoczesnego światopoglądu, liberalnego w sferze obyczajowej. Natychmiast zmieniają się kryteria problemów. Zadaniem numer jeden dla liberalizmu obyczajowego jest uporządkowanie spraw według klucza ideologii. Załóżmy, że w Polsce faktycznie, największym problemem społecznym jest to, że Polacy mówią do Afroamerykanów, per Murzyn. Chociaż według mojej wiedzy Afroamerykanów w Polsce jest góra kilka tysięcy, co oczywiście nie znaczy, że nie należy się o nich troszczyć. Należy rzecz jasna, tylko czy ta troska ma charakter ogólnospołecznego palącego problemu? 

Moim zdaniem nie, to jest kwestia dobrego wychowania i można ją rozstrzygnąć przy okazji takich spraw jak kradzież lusterek samochodowych, czy znieważanie kobiet przez pijanych konsumentów tanich win. Jeśli jest problem z Afroamerykanami w Polsce, to ośmielam się twierdzić, że jego skala jest znacznie mniejsza niż skala pozostałych obyczajowych dyżurnych zjawisk. Jak na przykład obsikane klatki schodowe, czy psie kupy na trawnikach. Podobnie jest z eutanazją i adopcją dzieci przez pary homoseksualne. Nie mam dostępu do danych, ale podejrzewam, że par homoseskualnych, które faktycznie chcą adoptować dziecko jest w Polsce promil spośród wszystkich homoseksualistów. 

Uruchomienie tych tematów natychmiast pobudzi znane mechanizmy i podział społeczeństwa ze względu na upodobania. Pragnę również dodać, że z tymi problemami nie poradziły sobie znacznie bardziej dojrzałe demokracje niż polska. Takie tematy jak eutanazja, czy małżeństwa homoseksulane, nie są rozstrzygnięte w wielu znacznie bardziej rozwiniętych od nas krajach. Nawet gdyby nam się jakimś cudem udało dorobić stosownych zapisów prawnych, które raz na zawsze rozstrzygnęłyby sporne kwestie, co to cywilizacyjnie zmieni w poziomie naszego społeczeństwa? Jaki postęp uzyskamy? 

Żadnego postępu, jedynie ustalimy sobie co nam wolno o kim mówić i komu wolno adoptować dzieci. Żaden postęp, zwykła regulacja norm obyczajowych. Natomiast koszty społeczne olbrzymie, bo chyba nikt sobie nie wyobraża spokojnej debaty w Polsce na te tematy i nikt sobie nie wyobraża, że w sumie bardzo tradycyjne społeczeństwo polskie bez protestów przyjmie nowe normy obyczajowe. Polacy nigdy w zdecydowanej większości nie zaakceptują adopcji dzieci przez homseksulaistów i nie wyróżniają się tym specjalnie na tle Europy. Czy zapis formalny ucywilizuje pijanego rasistę na stadionie? W tej chwili można pozwać każdego za ubliżanie każdemu. 

Nierozstrzygalne kwestie obyczajowe, to nie są nasze priorytety. Uruchamiając tę machinę bardzo łatwo sobie wyobrazić pożywkę dla populistów i radykałów, w tym tak nie lubianego przez postępowych RM. Postęp to nie jest modny pogląd, to nie jest kontestacja tradycji, postęp to zmiana, realna zmiana jakości życia społecznego. Poprawność polityczna, to zacofanie, skompromitowany potworek cywilizacyjny, który miał załagodzić wyrzuty sumienia białego człowieka z USA. Przecież to nic innego jak strasznie obciachowa peerelowska nowomowa. Postęp to poszanowanie całego społeczeństwa i skierowanie środków na najbardziej istotne problemy społeczne, nie na przywileje dla wybranych i produkcję makaronizmów. 

Przez uwstecznianie rozumiem podgrzewanie jałowego sporu, wydumane problemy społeczne rozdmuchane do rangi cywilizacyjnej zagłady. Co byłoby śmieszne, gdyby nie szkodziło. Jako kobieta postępowa i cywilizowana nie potrzebuję debaty, aby wiedzieć, że kolor skóry innego człowieka nie może wyznaczać jego wartości. Boże drogi, przecież to banały, które poznajemy na początku procesu socjalizacji. Jeśli są ludzie potrzebujący takich korepetycji w wieku dojrzałym, no to sprawa wydaje się raczej beznadziejna. Komuś kto nie wyniósł z domu szacunku dla drugiego człowieka i w szkole nie uważał, żadna ustawa nie nadrobi tych braków. Problemy wychowawcze to kwestia indywidualne, nie społeczne. 

O wychowaniu można godzinami i mimo wszystko braki w wychowaniu będą zawsze istniały. Problem społeczny to coś zupełnie innego i z reguły nie podważalnego przez zdecydowaną większość społeczeństwa. Żaden rozsądny homoseksualista, czarnoskóry, lesbijka i nawet najbardziej nowoczesny z nowoczesnych nie będzie protestował przeciw likwidacji największych problemów społecznych. Problemów ustrojowych, administracyjnych i gospodarczych. Homoseksualny lekarz, chce przede wszystkim godziwie zarabiać? Czy adoptować czarnoskóre dziecko? Co bardziej uwłacza jego godności? Pewnie zdarzy się taki co będzie chciał wszystkiego naraz, niemniej gros lekarzy bez względu na preferencje polityczne i seksualne swoje problemy lokuje w wadliwym systemie, nie w obyczajowej debacie. 

Wiadomym jest, że kwestie obyczajowe znacznie łatwiej rozstrzyga się w społeczeństwach zamożnych, niż ubogich. W społeczeństwach ubogich uruchamianie ostrej debaty obyczajowej to najkrótsza droga do szukania winnych i napuszczania jednych na drugich, to czas żniw dla populistów. Czas uwsteczniania i zacofania. Polsce potrzebny jest postęp cywilizacyjny, taki jaki zafundowała Wielkiej Brytanii Pani Thatcher. Nowoczesne zacofanie jest w Polsce idealną pożywką dla tych co poza gadaniem o czymś czego przegadać się nie da, nic innego nie potrafią zrobić. Każdy ma jakieś zdanie na tematy obyczajowe i nikomu nie można zarzucić braku kompetencji, ponieważ to indywidualna sprawa każdego z nas. 

Nieliczni potrafią dokonać rzeczy tak wielkich jak brytyjska Premier. Oczywiście można powiedzieć, że to fałszywa argumentacja z półki myć ręce czy nogi. Nie zgodzę się, biorąc pod uwagę fakt, że my ciągle ścigamy Europę, nie mamy czasu na sprawy wydumane, tym bardziej, że tymi sprawami odwraca się uwagę od spraw fundamentalnych dla społeczeństwa polskiego. Przypomnę, że ustawę antyaborcyjną przerabialiśmy bodaj dekadę i dalej są chętni do dalszych prac, natomiast KRUS likwidujemy już dwie dekady. Potrzeba nam konserwatywnego postępu nie nowoczesnego uwsteczniania.

 

Reklama
Poprzedni artykułKobieca energia na stanowisku Prezydenta? Jestem na TAK!
Następny artykułAfrosłowaiańska dupa blada, a słoń, a sprawa polska

10 KOMENTARZE

  1. Bardzo ładnie,
    jest tylko jeden problem.

    Konserwatyzm pownien popierać własność prywatną. W Polsce i innych demoludach oznacza to reprywatyzację. Czemu zatem polski konserwatyzm boi się tych procesów?
    Krótko mówiąc, są sytuacje kiedy konserwatyzm powinien oznaczać poparcie dla zmian. Jeśli zaś się im zapiera, to staje się tym zacofanym.
    I nie mówię o zmianach preferencji seksualnych, bo istotnie dyskusje o tym i podobnych tematach są odwracaniem uwagi i biciem piany.

  2. Bardzo ładnie,
    jest tylko jeden problem.

    Konserwatyzm pownien popierać własność prywatną. W Polsce i innych demoludach oznacza to reprywatyzację. Czemu zatem polski konserwatyzm boi się tych procesów?
    Krótko mówiąc, są sytuacje kiedy konserwatyzm powinien oznaczać poparcie dla zmian. Jeśli zaś się im zapiera, to staje się tym zacofanym.
    I nie mówię o zmianach preferencji seksualnych, bo istotnie dyskusje o tym i podobnych tematach są odwracaniem uwagi i biciem piany.

  3. co najpierw
    Ogólnie biorąc, zgadzam się.
    Znacznie łatwiej wprowadzać tolerancję i inne światłe pomysły w społeczeństwie nażartym, zadowolonym i spokojnym o swą przyszłość.
    Gdy siedzę w wypasionym ogrodzie i czuję ucisk portfela w tylnej kieszeni, to całkiem życzliwym okiem spoglądam na problem murzyński.

  4. co najpierw
    Ogólnie biorąc, zgadzam się.
    Znacznie łatwiej wprowadzać tolerancję i inne światłe pomysły w społeczeństwie nażartym, zadowolonym i spokojnym o swą przyszłość.
    Gdy siedzę w wypasionym ogrodzie i czuję ucisk portfela w tylnej kieszeni, to całkiem życzliwym okiem spoglądam na problem murzyński.

  5. my nie biliśmy murzynów
    Państwa bogate, postkolonialne, już dawno wypracowały metodę.
    Podwyższa się płot i niechętnie zaczyna negocjacje.
    Polska nie jest bogatym państwem postkolonialnym, więc nie musi rozwiązywać niektórych problemów, ma za to inne, bardziej elementarne.

  6. my nie biliśmy murzynów
    Państwa bogate, postkolonialne, już dawno wypracowały metodę.
    Podwyższa się płot i niechętnie zaczyna negocjacje.
    Polska nie jest bogatym państwem postkolonialnym, więc nie musi rozwiązywać niektórych problemów, ma za to inne, bardziej elementarne.

  7. dobre rady
    Wiem, ale my w przeciwieństwie do niesłusznie bogatych krajów nie mieliśmy swoich murzynów, indian, arabów itp. Myśleliśmy nawet że nie mamy homoseksualistów, stąd te problemy nękające świat cywilizowany wydają się niektórym mało istotne, a nawet przywleczone podstępnie z zewnątrz.
    Owszem, był problem Żydów, ale jakoś sam się rozwiazał, no i dotyczył nie nas, tylko wcześniejszych pokoleń.
    Dlatego zachęcałbym rząd do dalszej intensywnej pracy nad wzrostem bogactwa obywateli, a ważkie sprawy ideologiczne radziłbym mu czasowo olać.

  8. dobre rady
    Wiem, ale my w przeciwieństwie do niesłusznie bogatych krajów nie mieliśmy swoich murzynów, indian, arabów itp. Myśleliśmy nawet że nie mamy homoseksualistów, stąd te problemy nękające świat cywilizowany wydają się niektórym mało istotne, a nawet przywleczone podstępnie z zewnątrz.
    Owszem, był problem Żydów, ale jakoś sam się rozwiazał, no i dotyczył nie nas, tylko wcześniejszych pokoleń.
    Dlatego zachęcałbym rząd do dalszej intensywnej pracy nad wzrostem bogactwa obywateli, a ważkie sprawy ideologiczne radziłbym mu czasowo olać.

  9. Postęp to dla Ciebie przełamywanie tabu, tak?
    No to ta Twoja pani z ZUS była by całkiem szczęśliwa, gdyby jej ktoś w ramach przełamania tabu nie powiedział czego też może jej do szczęścia brakować.
    Jak jest nieuświadomiona, to jest głupia, tak?

    Trzeba zacząć od jednego generalnego pytania. Czy postęp na pewno jest miarą szczęścia?
    Jak obserwuję popularność różnych eko gospodarstw, różnej agroturystyki, tych daczy pobudowanych na wsiach przez ludzi uciekających z wielkich miast, tych wielu seriali o zapadłych dziurach i małych społecznościach biliących rekordy popularności, tych zafascynowań buddyzmem, okultyzmem, magią, zdrową żywnością, to mam wątpliwości.

  10. Postęp to dla Ciebie przełamywanie tabu, tak?
    No to ta Twoja pani z ZUS była by całkiem szczęśliwa, gdyby jej ktoś w ramach przełamania tabu nie powiedział czego też może jej do szczęścia brakować.
    Jak jest nieuświadomiona, to jest głupia, tak?

    Trzeba zacząć od jednego generalnego pytania. Czy postęp na pewno jest miarą szczęścia?
    Jak obserwuję popularność różnych eko gospodarstw, różnej agroturystyki, tych daczy pobudowanych na wsiach przez ludzi uciekających z wielkich miast, tych wielu seriali o zapadłych dziurach i małych społecznościach biliących rekordy popularności, tych zafascynowań buddyzmem, okultyzmem, magią, zdrową żywnością, to mam wątpliwości.