Reklama

Matka Kurka: Witaj, wywiad jest anonimowy z obu stron, więc sądzę, że obaj możemy sobie pozwolić na nietypową formułę wywiadu, w którym polityk mówi prawdę. Co Ty na to?


Matka Kurka: Witaj, wywiad jest anonimowy z obu stron, więc sądzę, że obaj możemy sobie pozwolić na nietypową formułę wywiadu, w którym polityk mówi prawdę. Co Ty na to?

Poseł: Witam Ciebie, witam czytelników. Cóż, możemy spróbować, sam jestem ciekaw co z tego wyjdzie.

Matka Kurka: Jak to jest być tym po drugiej stronie lustra? Masz poczucie, że rozpoznawalny polityk nie musi się martwić o bilet i wszyscy mu stawiają piwo?

Poseł: Owszem, ale nie na każdą imprezę dostaniesz bilet i do wielu knajp Cię nie wpuszczą, rozpoznawalność to za mało, trzeba być w czołówce. Często jest tak, że to Ty musisz załatwić bilet i postawić wiele piw, aby przetrwać.

Matka Kurka: Stawiasz nadal?

Poseł: Stawiam i jeszcze długo będę stawiał, jeśli chcesz się utrzymać w towarzystwie, musisz stawiać, a nawet podawać piwo.

Matka Kurka: Czyli nobilitacja, ta na zewnątrz, od środka jest niczym innym jak kelnerowaniem?

Poseł: Mniej więcej tak to wygląda, taki poseł jak ja może już sobie posiedzieć przed kamerą, to partyjny napiwek, ale poza tym może niewiele, natomiast musi bardzo dużo.

Matka Kurka: Duże to znaczy ile? Dużo, to znaczy świadomość, że jesteś tylko kelnerem, chociaż przed kamerą wydajesz się szefem?

Poseł: Gdyby dużo znaczyło tylko tyle, nie byłoby aż tak źle. Dużo, znaczy znacznie więcej. Świadomość kamerdynera masz w chwili, gdy przekroczysz próg regionalnej siedziby. Popatrzysz na twarze, które Cię za chwile skasują za składki i wydadzą legitymację i już wiesz kim będziesz przez najbliższe miesiące, a nawet lata. Potem ci ludzie się do Ciebie odezwą i stracisz resztkę złudzeń. Kiedy Cię pierwszy raz wykiwają będziesz rozdziewiczony, dalej myślisz tylko o tym, żeby nauczyć się tego, co oni mają we krwi, inaczej nie przetrwasz.

Matka Kurka: Nie ma zatem powodów, aby w szczerym wywiadzie skłamać choćby słowem, odwołać się choćby przecinkiem do takich zawołań jak: ?misja społeczna?, ?zmienić kraj?, ?patriotyzm? itd.

Poseł: Powody są, nawet zdarzają się tacy, którzy przychodzą z tymi zawołaniami i głęboko w nie wierzą. To są ludzie, którzy w partii robią za cudaków, głupich Jasiów, ogólnie z takich członków na trzeźwo robi się jaja, a po pijaku już po prostu drze łacha. Czasami taki naiwniak dostaje się blisko szczytu, gdy potrzebujemy frajera, autentycznie frajerskiego, tak żeby czegoś nie chlapnął poza etosem. Wtedy naiwniak dostaje tekę, albo inną pozycję i z wdzięczności staje się najwierniejszym kelnerem, kompletnie zależnym i sterowalnym i do tego ciągle wierzącym, że to wartości uczyniły go wielkim, nie potrzeby partyjne. W każdej partii jest taki frajer, czasami uda mu się zerwać z łańcucha, czytaj przeholować, tak jak zrobił to Marcinkiewicz, ale jak widzisz tacy zawsze kończą jak Marcinkiewicz.

Matka Kurka: A nie sądzisz, że najbardziej prostą receptą na polityczny sukces, mówię o sukcesie całej partii, jest pokazanie autentycznych umiejętności i pełne zaskoczenie wyborców dokonaniami, nie słowami?

Poseł: Nadajesz się na frajera ;). A poważnie mówiąc, pewnie że taki ?wybryk? zakasowałby urny, tylko powiedz mi kto miałby to zrobić. Przyjrzyj się strukturom partyjnym, znajdziesz tam jakiś wybitnych i kompetentnych, albo chociaż zdolnych w jakiejś dziedzinie. Niby są tacy, ale w śladowej ilości i oni są raczej z zewnątrz, ich się trzyma z dala od kamer. Na front idą Ci co mają najwyższe oceny po kursach retoryki i krasomówstwa. Czym Twoim zdaniem różni się Wenderlich od Cymańskiego, albo Pitera od Szczypińskiej?

Matka Kurka: Nazwiskami?

Poseł: No właśnie i paroma innymi detalami, jak barwy klubowe, numer legitymacji. Pytanie dlaczego to ich widzisz przy każdej możliwej okazji? To oni wypowiadają się w sprawie tarczy antyrakietowej, reformy służby zdrowia, katastrofy samolotu i o zapłodnieniach in vitro. Opowiedzą Ci o wszystkim co chcesz i oczywiście niczego się od nich nie dowiesz poza partyjnymi sloganami i głupawymi dykteryjkami, to się teraz bon mot nazywa. Tacy ludzie nie zrobią Ci reformy, oni mogą Ci tylko powiedzieć, że poprzednicy nic nie zrobili. Ustawy piszą urzędnicy, część z nich pamięta jeszcze Gierka, wbrew pozorom tych podrzędnych się nie wymiata, są jedynymi, którzy wiedzą o co w tym bałaganie chodzi.

Matka Kurka: W takim razie co Twoim zdaniem trzyma kupy cały ten polski grajdoł?

Poseł: To co zwykle, wieczna prowizorka i Polacy, którzy posiedli rzadką umiejętność radzenia sobie z paranoją. Żaden inny naród, no może jeszcze Rosjanie, nie przetrwałby w tych warunkach więcej niż dekadę, a my dajemy radę ponad 1000 lat. Nikt przez te lata nie zrobił nic w sprawie bezrobocia, co więcej produkował nowe sieroty po PRL. Mamy teraz spadki z 18% do bodaj 9%, Kaczyński odtrąbił, że to jego zasługa i tym się wyróżnił od pozostałych cwaniaków, że tupetu miał więcej. Poprzednicy przypinali sobie ordery, ale chociaż wspominali, że to ludzie pracy, albo biznesmeni, w zależności od opcji politycznej, tyrali również na ten sukces. Zawsze mnie bawiło to ?również?, tudzież ?nie byłby możliwy ten sukces naszego rządu, gdyby nie wysiłek Polaków?. Wszystko jest wysiłkiem Polaków, a sukces jest wtedy gdy polityk czegoś nie spierd..li.

Matka Kurka: Innymi słowy, nie chcesz powiedzieć nic, czego wyborcy od dawna by nie wiedzieli. Chcesz powiedzieć, że mało ważne jest kto rządzi, bo i tak rządzi prowizorka, a tyrają Ci co dawno polityków olali.

Poseł: Dokładnie tak, nie chcę powiedzieć nic ponad to, aż taki cyniczny nie jestem.

Matka Kurka: Powiedz mi jak to wygląda, tam od środka, kiedy Kaczyński rozmawia z Tuskiem lub Kalisz z Kurskim? Faktycznie jest tak, że patrzą na siebie z ideowym obrzydzeniem. Czy taka prywatyzacja szpitali jest walką o rzeczy najistotniejsze.

Poseł: Tak, oczywiście ;). Takie rozmowy są jak gadki przy piwie, tam nie ma żadnych poglądów, nie ma żadnej treści. Kurski może do rana opowiadać dowcipy nie tylko Kaliszowi, ale i Dochnalowi i odwrotnie. Tusk z Kaczyńskim mogą drzeć łacha z pismaków, zresztą obaj uwielbiają to robić. A reforma? Daj spokój, przecież sam widzisz co się dzieje, tradycyjna nawalanka ulubionymi słówkami i półsłówkami. I jakoś nie może się przebić do świadomości publicznej, że to co teraz jest na tapecie, to nic innego jak dorobek trzech kolejnych ekip. Tę reformę zaczął Balicki, kontynuował Religa i próbuje skończyć Kopacz. Wszyscy od lewa do prawa wiedzą, że inaczej się nie da, ale stają po różnych stronach, bo tak ich ustawiają sondaże i nadzieje na powrót do władzy. I jak zawsze przy okazji spraw poważnych zaczynają się najbardziej prymitywne jazdy. Za SLD, żeby obsadzić stołki i zgarnąć szmal na lekach refundowanych rozpieprzono kasy chorych, bodaj jedyną mądrą rzecz jak do tej pory. Na tych zgliszczach postawiono peerelowskiego giganta ? NFZ i zaczęła się grabież, prywata pełną gębą. Gdy Religa próbował komercjalizować, najpierw Kaczyński kazał mu zamknąć buzię, potem Gronkiewicz nosiła kanapki Gardias, a na koniec Tusk zrobił z siebie błazna przywołując statystyki śmiertelnych wypadków, co Religa zareplikował kartą kredytową w propagandówce Kurskiego. Teraz z kolei PiS zjechał jeszcze niżej i wystawia na trybunę umęczonego chemioterapią Religę, aby już swoim widokiem rozczulał i straszył zgonami. Tego samego Religę, któremu Kopacz podebrała 80% zapisów stworzonych przez pisowską ekipę i wcześniej ekipę Balickiego. Religa to jeden z tych frajerów, którzy wierzą, że zaszli wysoko dzięki wartościom, tak głęboko w to wierzy, że zapomniał o co w tym wszystkim chodzi i co jeszcze niedawno sam robił, słusznie robił. Nic nie pamięta, poza tym, że trzeba się odwdzięczyć i się odwdzięcza.

Matka Kurka: Mówiłeś, że wszyscy drą łacha z mediów, masz na myśli również te wszystkie analizy i domysły co do politycznych strategii?

Poseł: Tego akurat nie miałem na myśli, chociaż to oczywiście śmieszne. Śmieszne jest to gdy czytam poważnych ekspertów, politologów i publicystów, śmieszne i porażające głupotą. Im się wydaje, że w sztabach ktoś nad tym wszystkim panuje i wymyśla parę kroków do przodu. Tymczasem jest dokładnie odwrotnie, w całym tym chaosie zdarzeń, to często Ci śmieszni eksperci i publicyści piszą dla nas scenariusze. Istnieją oczywiście ogólne złożenia, to znaczy dyrektywy, to komentujemy tak, a to inaczej. Uprawiamy politykę miłości, albo walczymy z układem, ale to wszystko. Dalej jest prowizorka jak wszędzie i gdy już nie wiadomo co robić, a zwykle nie widomo, no to się słucha ekspertów, czy dziennikarzy i postępuje według zarysowanego scenariusza. Najczęściej jest tak, że powstaje jakaś strategia z kliku komentarzy i wypowiedzi rozmaitych osób.

Matka Kurka: Chcesz powiedzieć, że to IV władza rządzi trzema pozostałymi?

Poseł: Jasne, że tak. Mało, że rządzi, rządzi i dzieli. Kaczyński próbował to zmieniać, tylko że jak to on, wybrał się z cepem na wojnę i zebrał po dupie, nawiasem mówiąc niczego się nie nauczył. Jeśli chcesz przepchać jakąś ustawę, albo w ogóle jakiś projekt zacznij od telefonów do redakcji, nie od budowania większości. Popatrz na Napieralskiego, to beztalencie miota się w kolejnych prostych patentach na odzyskanie władzy, wydaje mu się, że jak poznał kilka banałów, to już jest Milerem, czy Kwaśniewskim. Musisz być naty-PO, bo to PO odebrała ci elektorat. No i Napieralski jest anty, tylko jest taki anty jak Kaczyński i Lepper razem wzięci. Z nim nie zbudujesz większości, jego trzeba załatwić mediami i media to robią, nawet chętnie, bo SLD praktycznie nie istnieje, stare sentymenty się skończyły.

Matka Kurka: Na koniec ostanie bezczelne pytanie. Skłamałeś w tym wywiadzie chociaż raz? To by mnie trochę pocieszyło, przywróciło wiarę w człowieka politykza.

Poseł: A dla kogo ten wywiad :).

Matka Kurka: Dla kontrowersje.net.

Poseł: A to bez kozery powiem pinćset :). Nie, nie skłamałem, ale jeśli chcesz się ucieszyć, to ciesz się, że nie powiedziałem całej prawdy.

Matka Kurka: Tym pocieszającym akcentem kończymy brutalnie szczerą rozmowę. Dziękuję Ci za poświęcony czas i w ramach podziękowań pytam czego Ci życzyć?

Poseł: Nie ma sprawy, było miło. Życz mi kelnerów i frajerów, przy moim stażu, to już najwyższa pora, albo wylecę z branży :).

Matka Kurka: W takim razie życzę Ci wszystkiego najlepszego, żeby nie było tak politycznie, nie mogę Ci życzyć tego, czego sobie jako wyborca nie życzę. Dziękuję raz jeszcze.

Poseł: Dzięki również.

Koniec

Reklama
Poprzedni artykułOla boga
Następny artykułZwycięstwo Baracka Obamy
Matka Kurka
Młody, wysportowany, inteligentny, przystojny, czuły mąż i ojciec. Geniusz i wirtuoz klawiatury, błyskotliwy analityk rzeczywistości wszelakiej. Kochany i rozchwytywany, bezkompromisowy, skromny, wyrozumiały. 1. Ulubiona potrawa: żur na zakwasie. 2. Ulubiona kapela: muzyka z tamtych lat. 3. Ulubiony kolor: brak danych. 4. Ulubione słowo: ja. Wolny, żonaty, pijący daltonista.

48 KOMENTARZE

  1. Szczerość posła.
    Mam nadzieję, że po kilku dniach, i po przeminięciu tych smutnych świąt, minie mi ponury nastrój spowodowany przeczytaniem tego wywiadu. Nie narzekam jednak, bo było to potrzebne, by nieco inaczej, a nawet całkowicie inaczej spojrzeć na ten cały bajzel zwany naszym krajem.

  2. Szczerość posła.
    Mam nadzieję, że po kilku dniach, i po przeminięciu tych smutnych świąt, minie mi ponury nastrój spowodowany przeczytaniem tego wywiadu. Nie narzekam jednak, bo było to potrzebne, by nieco inaczej, a nawet całkowicie inaczej spojrzeć na ten cały bajzel zwany naszym krajem.

  3. Szczerość posła.
    Mam nadzieję, że po kilku dniach, i po przeminięciu tych smutnych świąt, minie mi ponury nastrój spowodowany przeczytaniem tego wywiadu. Nie narzekam jednak, bo było to potrzebne, by nieco inaczej, a nawet całkowicie inaczej spojrzeć na ten cały bajzel zwany naszym krajem.

    • Niestety tylko teoria
      … ale co mi tam. Liczba posłów to kwestia dla matematyków i demografów, nie dla polityków. O liczbie posłów powinny decydować przesłanki etniczne i społeczne, a po uwzględnieniu tychże – teoria reprezentacji. Oczywiście powinno się wybierać liczbę minimalną, zapewniającą dostateczną reprezentację grup społecznych i etnicznych o poglądach na tyle unikalnych i “słyszalnych”, żeby można było o takiej grupie mówić (np. mniejszości narodowe, seksualne, religijne, ale też pewne grupy zawodowe czy nawet wiekowe).
      Patrząc na poziom większości ludzi zasiadających obecnie w ławach sejmowych i senackich, chciałoby się znieść nie tylko Senat, ale i Sejm – trudno się nie zgodzić. Ale prawdziwa funkcja Senatu (do której Polacy jako całość niestety jeszcze długo nie dorosną) to wzmocnienie funkcji Sejmu, przez weryfikację jego działań niedostatecznie reprezentatywnych (nie: reprezentacyjnych). Ciekaw jestem, który z obecnych senatorów o tym pamięta.

    • Niestety tylko teoria
      … ale co mi tam. Liczba posłów to kwestia dla matematyków i demografów, nie dla polityków. O liczbie posłów powinny decydować przesłanki etniczne i społeczne, a po uwzględnieniu tychże – teoria reprezentacji. Oczywiście powinno się wybierać liczbę minimalną, zapewniającą dostateczną reprezentację grup społecznych i etnicznych o poglądach na tyle unikalnych i “słyszalnych”, żeby można było o takiej grupie mówić (np. mniejszości narodowe, seksualne, religijne, ale też pewne grupy zawodowe czy nawet wiekowe).
      Patrząc na poziom większości ludzi zasiadających obecnie w ławach sejmowych i senackich, chciałoby się znieść nie tylko Senat, ale i Sejm – trudno się nie zgodzić. Ale prawdziwa funkcja Senatu (do której Polacy jako całość niestety jeszcze długo nie dorosną) to wzmocnienie funkcji Sejmu, przez weryfikację jego działań niedostatecznie reprezentatywnych (nie: reprezentacyjnych). Ciekaw jestem, który z obecnych senatorów o tym pamięta.

    • Niestety tylko teoria
      … ale co mi tam. Liczba posłów to kwestia dla matematyków i demografów, nie dla polityków. O liczbie posłów powinny decydować przesłanki etniczne i społeczne, a po uwzględnieniu tychże – teoria reprezentacji. Oczywiście powinno się wybierać liczbę minimalną, zapewniającą dostateczną reprezentację grup społecznych i etnicznych o poglądach na tyle unikalnych i “słyszalnych”, żeby można było o takiej grupie mówić (np. mniejszości narodowe, seksualne, religijne, ale też pewne grupy zawodowe czy nawet wiekowe).
      Patrząc na poziom większości ludzi zasiadających obecnie w ławach sejmowych i senackich, chciałoby się znieść nie tylko Senat, ale i Sejm – trudno się nie zgodzić. Ale prawdziwa funkcja Senatu (do której Polacy jako całość niestety jeszcze długo nie dorosną) to wzmocnienie funkcji Sejmu, przez weryfikację jego działań niedostatecznie reprezentatywnych (nie: reprezentacyjnych). Ciekaw jestem, który z obecnych senatorów o tym pamięta.

  4. Wielu rodaków osiągnęło

    Wielu rodaków osiągnęło ogromny sukces. Wystarczy rozejrzeć się wkoło. Wyremontowane kamienice, nowo wybudowane domy, powstałe zakłady, fabryki czy setki tysięcy studiujących – świadczą o tym. Do tego potrzeba było zamiaru ale potem cierpliwości, uporu i determinacji. Te cechy pokazały miliony rodaków, osiągając podjęte cele i realizując swe marzenia. Politycy mają takie same cechy jak zwykli obywatele. Też widzimy ich upór, cierpliwość i determinację w osiąganiu pozycji, stanowiska czy prestiżu. Tu jednak jest kres ich wyrzeczeń i koniec podobieństw do milionów rodaków.

     

    Obywatele, którzy odnieśli sukces, parli niestrudzenie do samego końca.

    U posłów twardy charakter kończy się na półmetku. Strach przed realizacją nowych idei, pomysłów, inicjatyw, paraliżuje ich na tyle, że potrafią tylko pozorować działania. Chodzą do tyłu, na ukos, w bok, przechodką, na skróty i drogą okrężną. Potrafią naśladować pięknie Urzędników Ministerstwa Głupich Kroków – byle tylko nie popełnić jednego normalnego do przodu, który by nam coś dobrego przyniósł.

     

    Niepowodzenie to dla nich powrót do stanu zero. To wypad sprzed kamery, wylot z brukowca i skazanie na niepamięć ludzką.

  5. Wielu rodaków osiągnęło

    Wielu rodaków osiągnęło ogromny sukces. Wystarczy rozejrzeć się wkoło. Wyremontowane kamienice, nowo wybudowane domy, powstałe zakłady, fabryki czy setki tysięcy studiujących – świadczą o tym. Do tego potrzeba było zamiaru ale potem cierpliwości, uporu i determinacji. Te cechy pokazały miliony rodaków, osiągając podjęte cele i realizując swe marzenia. Politycy mają takie same cechy jak zwykli obywatele. Też widzimy ich upór, cierpliwość i determinację w osiąganiu pozycji, stanowiska czy prestiżu. Tu jednak jest kres ich wyrzeczeń i koniec podobieństw do milionów rodaków.

     

    Obywatele, którzy odnieśli sukces, parli niestrudzenie do samego końca.

    U posłów twardy charakter kończy się na półmetku. Strach przed realizacją nowych idei, pomysłów, inicjatyw, paraliżuje ich na tyle, że potrafią tylko pozorować działania. Chodzą do tyłu, na ukos, w bok, przechodką, na skróty i drogą okrężną. Potrafią naśladować pięknie Urzędników Ministerstwa Głupich Kroków – byle tylko nie popełnić jednego normalnego do przodu, który by nam coś dobrego przyniósł.

     

    Niepowodzenie to dla nich powrót do stanu zero. To wypad sprzed kamery, wylot z brukowca i skazanie na niepamięć ludzką.

  6. Wielu rodaków osiągnęło

    Wielu rodaków osiągnęło ogromny sukces. Wystarczy rozejrzeć się wkoło. Wyremontowane kamienice, nowo wybudowane domy, powstałe zakłady, fabryki czy setki tysięcy studiujących – świadczą o tym. Do tego potrzeba było zamiaru ale potem cierpliwości, uporu i determinacji. Te cechy pokazały miliony rodaków, osiągając podjęte cele i realizując swe marzenia. Politycy mają takie same cechy jak zwykli obywatele. Też widzimy ich upór, cierpliwość i determinację w osiąganiu pozycji, stanowiska czy prestiżu. Tu jednak jest kres ich wyrzeczeń i koniec podobieństw do milionów rodaków.

     

    Obywatele, którzy odnieśli sukces, parli niestrudzenie do samego końca.

    U posłów twardy charakter kończy się na półmetku. Strach przed realizacją nowych idei, pomysłów, inicjatyw, paraliżuje ich na tyle, że potrafią tylko pozorować działania. Chodzą do tyłu, na ukos, w bok, przechodką, na skróty i drogą okrężną. Potrafią naśladować pięknie Urzędników Ministerstwa Głupich Kroków – byle tylko nie popełnić jednego normalnego do przodu, który by nam coś dobrego przyniósł.

     

    Niepowodzenie to dla nich powrót do stanu zero. To wypad sprzed kamery, wylot z brukowca i skazanie na niepamięć ludzką.

  7. Czekanie na siebie samego
    Ludzie dzielą się na dwie kategorie, na tych co potrafią i na tych co wiedzą jak inni powinni. Jeśli czekasz na lepsze kawałki, to znaczy, że nie potrafisz i liczysz, że inni za Ciebie odwalą robotę, czego nie omieszkasz swoim zwyczajem skrytykować. Może chociaż spróbujesz potrafić, bo szczerze mówiąc Twoje recenzje, zwłaszcza takie jak ta, pozbawione są i formy i treści. Napisz lepszy kawałek, a ja ustąpię Ci natychmiast miejsca, albo chociaż krytykę napisz taką, żeby się można było do niej było odnieść. To co napisałaś, to klasyka onetowego sztabu PiS, generalnie olewam takie komentarze. Tobie opisuję, bo mam nadzieję, że się weźmiesz do roboty i przeprowadzisz prawdziwą polemikę, najlepiej w formie alternatywnego tekstu. Nie mówię, ze nie masz racji, spróbuj ją tylko wyłożyć.

  8. Czekanie na siebie samego
    Ludzie dzielą się na dwie kategorie, na tych co potrafią i na tych co wiedzą jak inni powinni. Jeśli czekasz na lepsze kawałki, to znaczy, że nie potrafisz i liczysz, że inni za Ciebie odwalą robotę, czego nie omieszkasz swoim zwyczajem skrytykować. Może chociaż spróbujesz potrafić, bo szczerze mówiąc Twoje recenzje, zwłaszcza takie jak ta, pozbawione są i formy i treści. Napisz lepszy kawałek, a ja ustąpię Ci natychmiast miejsca, albo chociaż krytykę napisz taką, żeby się można było do niej było odnieść. To co napisałaś, to klasyka onetowego sztabu PiS, generalnie olewam takie komentarze. Tobie opisuję, bo mam nadzieję, że się weźmiesz do roboty i przeprowadzisz prawdziwą polemikę, najlepiej w formie alternatywnego tekstu. Nie mówię, ze nie masz racji, spróbuj ją tylko wyłożyć.

  9. Czekanie na siebie samego
    Ludzie dzielą się na dwie kategorie, na tych co potrafią i na tych co wiedzą jak inni powinni. Jeśli czekasz na lepsze kawałki, to znaczy, że nie potrafisz i liczysz, że inni za Ciebie odwalą robotę, czego nie omieszkasz swoim zwyczajem skrytykować. Może chociaż spróbujesz potrafić, bo szczerze mówiąc Twoje recenzje, zwłaszcza takie jak ta, pozbawione są i formy i treści. Napisz lepszy kawałek, a ja ustąpię Ci natychmiast miejsca, albo chociaż krytykę napisz taką, żeby się można było do niej było odnieść. To co napisałaś, to klasyka onetowego sztabu PiS, generalnie olewam takie komentarze. Tobie opisuję, bo mam nadzieję, że się weźmiesz do roboty i przeprowadzisz prawdziwą polemikę, najlepiej w formie alternatywnego tekstu. Nie mówię, ze nie masz racji, spróbuj ją tylko wyłożyć.

  10. Ja też nie znam
    Ani Waltera Chełstowskiego, ani nikogo z Newsweeka. Obaj Panowie zawitali na blog, ponieważ wcześniej czytali moje teksty, w życiu ich nie spotkałem. I nie rozumiem do czego potrzebne są znajomości, aby pisać dobrze, to jakieś kuriozum, znajomości wręcz szkodzą pisaniu. Irytuje mnie po prostu głupia krytyka, krytyka rozsądna mnie mobilizuje. A pisać może każdy, szukanie usprawiedliwień dlaczego jednym wychodzi to dobrze, a innym gorzej, to pierwszy krok do tego, aby pisać źle. Wszystko jest kwestią talentu i pracy, po znajomości można zostać prezesem KGHM lub PZPN, na pewno nie zdolnym autorem tekstów, jakichkolwiek tekstów.

  11. Ja też nie znam
    Ani Waltera Chełstowskiego, ani nikogo z Newsweeka. Obaj Panowie zawitali na blog, ponieważ wcześniej czytali moje teksty, w życiu ich nie spotkałem. I nie rozumiem do czego potrzebne są znajomości, aby pisać dobrze, to jakieś kuriozum, znajomości wręcz szkodzą pisaniu. Irytuje mnie po prostu głupia krytyka, krytyka rozsądna mnie mobilizuje. A pisać może każdy, szukanie usprawiedliwień dlaczego jednym wychodzi to dobrze, a innym gorzej, to pierwszy krok do tego, aby pisać źle. Wszystko jest kwestią talentu i pracy, po znajomości można zostać prezesem KGHM lub PZPN, na pewno nie zdolnym autorem tekstów, jakichkolwiek tekstów.

  12. Ja też nie znam
    Ani Waltera Chełstowskiego, ani nikogo z Newsweeka. Obaj Panowie zawitali na blog, ponieważ wcześniej czytali moje teksty, w życiu ich nie spotkałem. I nie rozumiem do czego potrzebne są znajomości, aby pisać dobrze, to jakieś kuriozum, znajomości wręcz szkodzą pisaniu. Irytuje mnie po prostu głupia krytyka, krytyka rozsądna mnie mobilizuje. A pisać może każdy, szukanie usprawiedliwień dlaczego jednym wychodzi to dobrze, a innym gorzej, to pierwszy krok do tego, aby pisać źle. Wszystko jest kwestią talentu i pracy, po znajomości można zostać prezesem KGHM lub PZPN, na pewno nie zdolnym autorem tekstów, jakichkolwiek tekstów.

  13. Konsekwentnie niszczymy
    Konsekwentnie niszczymy jakiekolwiek autorytety w myśl nowoodkrytego “syndromu mendy”* . Parę razy w historii już gajowy do nas przychodził. Czyżby zbliżał się czas następnej wizyty?

    * socjologowie już zauważyli tendencję dziennikarzy do uwypuklania czarnych stron życia publicznego i tak też nazwali to zjawisko.

  14. Konsekwentnie niszczymy
    Konsekwentnie niszczymy jakiekolwiek autorytety w myśl nowoodkrytego “syndromu mendy”* . Parę razy w historii już gajowy do nas przychodził. Czyżby zbliżał się czas następnej wizyty?

    * socjologowie już zauważyli tendencję dziennikarzy do uwypuklania czarnych stron życia publicznego i tak też nazwali to zjawisko.

  15. Konsekwentnie niszczymy
    Konsekwentnie niszczymy jakiekolwiek autorytety w myśl nowoodkrytego “syndromu mendy”* . Parę razy w historii już gajowy do nas przychodził. Czyżby zbliżał się czas następnej wizyty?

    * socjologowie już zauważyli tendencję dziennikarzy do uwypuklania czarnych stron życia publicznego i tak też nazwali to zjawisko.

  16. pisanie M K
    jest jak kropla wody ,ktora drazy w skale.O efekty osobiscie nie boje sie,sa i beda.Sa,chociazby,ze w Tobie wywoluja sprzeciw,czyli zmuszaja do przemyslenia spraw.
    Zdumiewa mnie z kolei konstatacja,ze MK “dzieli sie swoimi krzywdami”!to jest specjalnosc de domo Wildstein-dzieli sie krzywdami wyimaginowanymi…

  17. pisanie M K
    jest jak kropla wody ,ktora drazy w skale.O efekty osobiscie nie boje sie,sa i beda.Sa,chociazby,ze w Tobie wywoluja sprzeciw,czyli zmuszaja do przemyslenia spraw.
    Zdumiewa mnie z kolei konstatacja,ze MK “dzieli sie swoimi krzywdami”!to jest specjalnosc de domo Wildstein-dzieli sie krzywdami wyimaginowanymi…

  18. pisanie M K
    jest jak kropla wody ,ktora drazy w skale.O efekty osobiscie nie boje sie,sa i beda.Sa,chociazby,ze w Tobie wywoluja sprzeciw,czyli zmuszaja do przemyslenia spraw.
    Zdumiewa mnie z kolei konstatacja,ze MK “dzieli sie swoimi krzywdami”!to jest specjalnosc de domo Wildstein-dzieli sie krzywdami wyimaginowanymi…

  19. Eh, polityka widziana oczami
    Eh, polityka widziana oczami przeciętnego działacza
    Prawda jest jednak taka że większość polityków to zbieranina przypadkowych ludzi, zwykłych przeciętnych szaraków, którzy cwaniakami są tylko we własnym mniemaniu. Dla nich partia to połączenie ZUS-u i kółka różańcowego, z tym że w kółku różańcowym nie roi się od socjopatów.
    Czyli fruktów ni widu ni słychu a frustracja narasta, rzecz jasna żaden się nie przyzna że to nie on ich ale on jego jego golą, i tak jak pionierskich czasach kapitalizmu każdy szanujący się właściciel budek z “hamburgierami” był mafiosem z polową komendy stołecznej w kieszeni tak teraz w polityce obowiązuje sznyt na cynicznego sk*****la.

  20. Eh, polityka widziana oczami
    Eh, polityka widziana oczami przeciętnego działacza
    Prawda jest jednak taka że większość polityków to zbieranina przypadkowych ludzi, zwykłych przeciętnych szaraków, którzy cwaniakami są tylko we własnym mniemaniu. Dla nich partia to połączenie ZUS-u i kółka różańcowego, z tym że w kółku różańcowym nie roi się od socjopatów.
    Czyli fruktów ni widu ni słychu a frustracja narasta, rzecz jasna żaden się nie przyzna że to nie on ich ale on jego jego golą, i tak jak pionierskich czasach kapitalizmu każdy szanujący się właściciel budek z “hamburgierami” był mafiosem z polową komendy stołecznej w kieszeni tak teraz w polityce obowiązuje sznyt na cynicznego sk*****la.

  21. Eh, polityka widziana oczami
    Eh, polityka widziana oczami przeciętnego działacza
    Prawda jest jednak taka że większość polityków to zbieranina przypadkowych ludzi, zwykłych przeciętnych szaraków, którzy cwaniakami są tylko we własnym mniemaniu. Dla nich partia to połączenie ZUS-u i kółka różańcowego, z tym że w kółku różańcowym nie roi się od socjopatów.
    Czyli fruktów ni widu ni słychu a frustracja narasta, rzecz jasna żaden się nie przyzna że to nie on ich ale on jego jego golą, i tak jak pionierskich czasach kapitalizmu każdy szanujący się właściciel budek z “hamburgierami” był mafiosem z polową komendy stołecznej w kieszeni tak teraz w polityce obowiązuje sznyt na cynicznego sk*****la.

  22. Dzielenie się krzywdami
    W mojej opinii nawet formuła “dzielenia się krzywdami” może wiele wnieść w świadomość dyskutantów, o ile oczywiście nie są to krzywdy wyimaginowane, jak w przypadku red. Bronka, który za rację istnienia w mediach przyjął sobie rolę męczennika. Natomiast jeśli krzywdy są rzeczywiste i dotyczą polityki, to w 99% przypadków dotyczą nas wszystkich tu obecnych, albo 99% z nas. Czasem zdajemy sobie z tego sprawę, czasem z nie – z drugiej strony, czasem coś jest mniejszą krzywdą, niż na to wygląda (jak na przykład plan Kaczyńskiego ze złapaniem Leppera na odrolnieniach, który to plan, mimo, że był prowokacją, przyczynił się w końcu do przegranej prowokatora i podniesienia jakości kultury politycznej o pół szczebla wyżej).

    Dobrze, że piszemy o tym, co nas boli, jak wg nas być powinno i dobrze, gdy zadajemy pytanie, dlaczego tak nie jest. Każdy reprezentuje w jakiś sposób swoją “grupę światopoglądową” – czy to zawodową, czy lokalną, czy nawet religijną (aczkolwiek człowiek zajęty dyskusją polityczną powinien korzystać ze zdobyczy cennej “technologii” pt. laicyzacja debaty politycznej, niestety, w Polsce wciąż jeszcze to towar luksusowy i nie każdego nań stać).

    Reasumując, wszystko zależy od priorytetu. Jeśli piszesz o krzywdach swoich, i doszukujesz się w tym wszystkim sensu, to może wyjść tylko na dobre wszystkim, którzy biorą udział w debacie (także bierny, wyłącznie jako czytelnicy). Jeśli chce się zaistnieć, wypromować, czy to za pomocą męczeństwa, czy geniuszu, czy lekkości pióra – z tej mąki starczy chleba tylko dla jednej osoby, nie dla wielu. I to też nie zawsze.

    Co do wywiadu i jego autentyczności, nie mam zdania. Wierzę M_K, choć pewne sformułowania u Posła wydają mi się dziwnie znajome 🙂

  23. Dzielenie się krzywdami
    W mojej opinii nawet formuła “dzielenia się krzywdami” może wiele wnieść w świadomość dyskutantów, o ile oczywiście nie są to krzywdy wyimaginowane, jak w przypadku red. Bronka, który za rację istnienia w mediach przyjął sobie rolę męczennika. Natomiast jeśli krzywdy są rzeczywiste i dotyczą polityki, to w 99% przypadków dotyczą nas wszystkich tu obecnych, albo 99% z nas. Czasem zdajemy sobie z tego sprawę, czasem z nie – z drugiej strony, czasem coś jest mniejszą krzywdą, niż na to wygląda (jak na przykład plan Kaczyńskiego ze złapaniem Leppera na odrolnieniach, który to plan, mimo, że był prowokacją, przyczynił się w końcu do przegranej prowokatora i podniesienia jakości kultury politycznej o pół szczebla wyżej).

    Dobrze, że piszemy o tym, co nas boli, jak wg nas być powinno i dobrze, gdy zadajemy pytanie, dlaczego tak nie jest. Każdy reprezentuje w jakiś sposób swoją “grupę światopoglądową” – czy to zawodową, czy lokalną, czy nawet religijną (aczkolwiek człowiek zajęty dyskusją polityczną powinien korzystać ze zdobyczy cennej “technologii” pt. laicyzacja debaty politycznej, niestety, w Polsce wciąż jeszcze to towar luksusowy i nie każdego nań stać).

    Reasumując, wszystko zależy od priorytetu. Jeśli piszesz o krzywdach swoich, i doszukujesz się w tym wszystkim sensu, to może wyjść tylko na dobre wszystkim, którzy biorą udział w debacie (także bierny, wyłącznie jako czytelnicy). Jeśli chce się zaistnieć, wypromować, czy to za pomocą męczeństwa, czy geniuszu, czy lekkości pióra – z tej mąki starczy chleba tylko dla jednej osoby, nie dla wielu. I to też nie zawsze.

    Co do wywiadu i jego autentyczności, nie mam zdania. Wierzę M_K, choć pewne sformułowania u Posła wydają mi się dziwnie znajome 🙂

  24. Dzielenie się krzywdami
    W mojej opinii nawet formuła “dzielenia się krzywdami” może wiele wnieść w świadomość dyskutantów, o ile oczywiście nie są to krzywdy wyimaginowane, jak w przypadku red. Bronka, który za rację istnienia w mediach przyjął sobie rolę męczennika. Natomiast jeśli krzywdy są rzeczywiste i dotyczą polityki, to w 99% przypadków dotyczą nas wszystkich tu obecnych, albo 99% z nas. Czasem zdajemy sobie z tego sprawę, czasem z nie – z drugiej strony, czasem coś jest mniejszą krzywdą, niż na to wygląda (jak na przykład plan Kaczyńskiego ze złapaniem Leppera na odrolnieniach, który to plan, mimo, że był prowokacją, przyczynił się w końcu do przegranej prowokatora i podniesienia jakości kultury politycznej o pół szczebla wyżej).

    Dobrze, że piszemy o tym, co nas boli, jak wg nas być powinno i dobrze, gdy zadajemy pytanie, dlaczego tak nie jest. Każdy reprezentuje w jakiś sposób swoją “grupę światopoglądową” – czy to zawodową, czy lokalną, czy nawet religijną (aczkolwiek człowiek zajęty dyskusją polityczną powinien korzystać ze zdobyczy cennej “technologii” pt. laicyzacja debaty politycznej, niestety, w Polsce wciąż jeszcze to towar luksusowy i nie każdego nań stać).

    Reasumując, wszystko zależy od priorytetu. Jeśli piszesz o krzywdach swoich, i doszukujesz się w tym wszystkim sensu, to może wyjść tylko na dobre wszystkim, którzy biorą udział w debacie (także bierny, wyłącznie jako czytelnicy). Jeśli chce się zaistnieć, wypromować, czy to za pomocą męczeństwa, czy geniuszu, czy lekkości pióra – z tej mąki starczy chleba tylko dla jednej osoby, nie dla wielu. I to też nie zawsze.

    Co do wywiadu i jego autentyczności, nie mam zdania. Wierzę M_K, choć pewne sformułowania u Posła wydają mi się dziwnie znajome 🙂