Reklama








Przeszła mi już zazdrość wielka, jaka się pojawiła na niusa pojawienie nagłe, że będzie za kassy kuppę, robiła kura kaczorowi kampanię. Ileż zazdrościć można? Można całe życie.

Co z tego jednak, gdy w garach pusto, pod kuchnią chłodno, a w skarpetach więcej dziur niż w serach, co to je kura teraz będzie jadał, jak mu na konto PiS naleje. Postanowiłem po rozum pójść, porywom serca mówiąc stop, by ku zawartości portfela powiększeniu się wystarać.

Reklama

No to słuchajcie kura, bo nie będę dwa razy powtarzać. Może i my się kiedyś nie zgadzali, parę słów między nami padło, ale sympatie sympatiami. Ja tam urazy nie chowam. Robotę dostałeś pan ciężką, samemu brzemienia tego udźwignąć raczej w stanie nie będziesz. Łeb na karku mam, nie od parady zresztą, i pomyślałem dziś trochę owym, bo już mię nudzić zaczęło jego liche użycie, jako odbiornika filmów i seriali. Do czego zmierzam, domyślno już zapewne. Też chcę robić przy kampanii. Niech sobie tam złe języki wrzeszczą o zdradach, ideałach, moralnych karłach. Piniądz nie śmierdzi, a tu widzę, piniędzy rzucają garściami. Głupi, kto się nie schyli, a ja do głupich należeć nie zamierzam. Ze schylaniem problemu nie mam, bo plecy zdrowe, kręgosłup giętki, w kolanach strzyka rzadko, a maści mam na to odpowiednie. Mogę więc robić dla kaczora. Prośbę mam zatem i propozycję. Jak to już ustalone wcześniej zostało, sam pan obowiązkom trudnym nie podołasz, bo materia, co ją kształtować trzeba, oporna, a twarda nad wyraz, i wielu już daremnie bąbli na rękach się dorobiło, od łupania kilofem i walenia młotem. Ja dopomogę. Bo tu więcej, niż pary rąk trzeba, i nie mogą to być delikatne ręce Kamińskiego, tu faceta trzeba, nie połowy baby. Wiem że dam radę, bo wola we mnie niezłomna, duch gorący i dłonie krzepkie, prawdziwą, na polskim kartoflu szlifowaną krzepkością. Robota palić się będzie, gdy takich dwóch, jak nas dwóch zabierze się do obróbki. Trwalszy od spiżu pomnik postawimy i jeszcze dzieci w szkołach uczyć się o tym będą.

No dobra, ale jak i czego, możecie słusznie zapytać. Słuszne to będzie pytanie, choć niesłuszne obawy, co się już pewno w sercu zrodziły i ostrożnym być każą. Ja się nie dziwię, ja się nie gniewam, ja rozumiem. Spłynęły fundusze i już się jeden z drugim pchają, coby uszczknąć coś, a podskubać, a zachachmęcić. Broń Boże i nic z tych rzeczy. Ja wam w waszą wypłatę zaglądał nie będę, wasza umowa z pracodawcą, wasza sprawa. Ja sobie wszystko sam załatwię, was tylko o drobną pomoc proszę. Wszystko już przygotowałem i niebawem pan Bielan szanowny, na biurko swoje moją ofertę otrzyma. Jest tam siwi moje, zdjęcie piękne w krawacie, jak się należy zrobione, listy motywacyjne i dorobku próbki. Papiery takie, że zaraz bierz i zatrudniaj. To jednak, niestety jest polityka. Tutaj sprawy nie są tak proste, że piękne siwi jest i zaraz jest robota. Tu się nie bierze ludzi znikąd. Pozwoliłem więc sobie o moim pisaniu na portalu wspomnieć, cytaty odpowiednie załączyć, ładniejsze takie, nie te, co to wielu nie lubiło, bo słowa padały nieładne. O szorstkiej naszej znajomości takoż wspomniałem panu Bielanowi, powołać się na coś wszak trzeba, coby papiery do końca przeczytał, a nie zaraz do niszczarki i sru. Prośbę więc mam taką, a raczej prośby dwie. Gdy pan Bielan ofertą zaciekawion, za telefon natychmiast chwyci i w te pędy do was dzwonić będzie, pytać, a dociekać, kto zacz ten szukrijew i czy faktycznie taka zdolna bestia, wy mu powiedzcie słowo dobre za mną. Słowo dobre zaś powiedziawszy, przemilczcie fakt niechwalebny, o moim krytycznym nieraz, na temat pana prezesa pisaniu, bo to i dawno było, i w okolicznościach innych. Taka moja prośba, tylko tyle, czy aż tyle. Dla was niewiela, a dla mnie rzecz w karierze kolosalna. Wdzięczny będę i zobowiązan, gdy mi tę robotę załatwić pomożecie. Wam zaś, jak już wcześniej wspomniałem, też korzyść z tego i pomoc nieoceniona. Jeśli zaś w szczerość mych intencji wątpicie, do czego macie prawo, i co rozum wam na pewno podpowiada, bom niejedno złe słowo o panu prezesie i jego świętej pamięci bracie napisał, to powiem wam tak. Było jak było i czasu cofnąć nie jesteśmy w stanie. Sami onegdaj byliście wrogiem pana prezesa nieprzejednanym, a teraz współpracę owocną zamierzacie podjąć i na najwyższe stolce państwowe pomóc mu się dostać. Wybaczył wam pan prezes krzywdy przeszłe, na poczet zasług przyszłych, to i mnie wybaczy. Ja zaś takoż inaczej pana prezesa postać postrzegać zacząłem. No bo jak tak inteligentnie i bez zbędnych emocyj sprawie się przyjrzeć, to za co niby pana prezesa nie lubić. Patrzyłem i widzę, że taki sam on człowiek, jako i ja, jak i my wszyscy. Ma dwie ręce, dwie nogi, głowę, w głowie tej usta, oczy… Oczy, tu lepiej za daleko nie dociekać, bo wyraz tych oczu jakiś dziwny, ale co mi tam, pięknej urody oczu od kobiety oczekuję, nie od pana prezesa, detali się nie czepiajmy, bo rzecz nie w detalach. Jest pan prezes, jaki jest, liczy się w tej chwili to, że pomocy pan prezes potrzebuje, ludzi zdolnych, bystrych, aktywnych, a ludziom tym pan prezes pracę ich ciężką gotów sowicie wynagrodzić. Ja się ciężkiej pracy nie boję, zdolny, aktywny i bystry zaś jestem nad wyraz. Doczekać się już nie mogę, by za robotę się wziąć i tryumfy wraz z wami kura i za panem prezesem święcić, co za wstawiennictwem waszym u pana Bielana łacno się stać może. Pomożecie? Pewien jestem, że tak. Taką kampanię zrobimy, że cała Polka biegiem poleci na pana prezesa głosować, ze śpiewem na ustach i sztandarem w ręku. Tak nam dopomóż Bóg i Święty Krzyż. W górę zatem serca i chwała, chwała, po trzykroć chwała!


Reklama

12 KOMENTARZE

  1. Ty mnie Panie Szukrijew na
    Ty mnie Panie Szukrijew na sumieniu mieć będziesz, bo ja nie dość, że tu strzyka a tam rzęzi i ucho boli, to z tego wszystkiego ze śmiechu pęc mogę. I kto to potem będzie sprzątał.? Bym też. I tu oprócz pęcania ze śmiechu wdziera się do serca mego zazdrość okrutna. Wy zarobicie a ja? Co mam do zaoferowania jak mi siwi zaginęło i wychodzi na to żem nikt? Mam walnąć Bielanowi, że ja różnić się pięknie i mnie znacie obaj z dobrej strony, bo nijakiej? Ani razu nie bluznęłam na chlebodawcę potencjalnego tak, żeby kto usłyszał. I tak się wyprzecie znajomości, bo pieniąc nie lubi wspólnika. Od jutra to zapomnisz Waść żeś mnie znał, bogatym będąc.:(
    Nie pozdrawiam, bo miotają mną uczucia.

  2. Ty mnie Panie Szukrijew na
    Ty mnie Panie Szukrijew na sumieniu mieć będziesz, bo ja nie dość, że tu strzyka a tam rzęzi i ucho boli, to z tego wszystkiego ze śmiechu pęc mogę. I kto to potem będzie sprzątał.? Bym też. I tu oprócz pęcania ze śmiechu wdziera się do serca mego zazdrość okrutna. Wy zarobicie a ja? Co mam do zaoferowania jak mi siwi zaginęło i wychodzi na to żem nikt? Mam walnąć Bielanowi, że ja różnić się pięknie i mnie znacie obaj z dobrej strony, bo nijakiej? Ani razu nie bluznęłam na chlebodawcę potencjalnego tak, żeby kto usłyszał. I tak się wyprzecie znajomości, bo pieniąc nie lubi wspólnika. Od jutra to zapomnisz Waść żeś mnie znał, bogatym będąc.:(
    Nie pozdrawiam, bo miotają mną uczucia.