Reklama

http://www.rp.pl/artykul/544486-Skwiecinski–Insurekcja-Kaczynskiego-.html

http://www.rp.pl/artykul/544486-Skwiecinski–Insurekcja-Kaczynskiego-.html

W dzisiejszej Rzeczpospolitej Piotr Skwieciński, apologeta, jak dotychczas, raczej, pisze na temat listu Prezesa do ambasadorów :

"Czy więc Jarosław Kaczyński miał prawo zabrać głos w sprawie procesów politycznych dziejących się dookoła Polski i bezpośrednio na nią wpływających? Oczywiście miał. Czy – merytorycznie – tekst Kaczyńskiego zawiera absurdy, ewidentne nieprawdy? Nie, nie zawiera.

Czy w swoim wystąpieniu były premier dopuścił się jakichś horrendalnych ataków na rząd? Nie, obecny rząd nie jest w nim nawet wspomniany.

To jedna strona medalu.


Druga zaś polega na tym, że tekst Kaczyńskiego wpisuje się, niewątpliwie celowo, w sposób ostrożny i inteligentny w polityczną linię przyjętą przez PiS po przegranej w wyborach prezydenckich. Linię formułowaną wprost przez niektórych najradykalniejszych prawicowych publicystów i – zwłaszcza – blogerów. Linię, którą sam Kaczyński ze zrozumiałych względów artykułuje ostrożniej, raczej drogą sugestii niż bezpośrednich stwierdzeń.

Tę linię nazywam linią insurekcyjną, bo opiera się na tezie, że obecnie w Polsce nie mamy do czynienia z normalnym – nawet najostrzejszym – wewnątrzpolskim sporem politycznym, lecz przeżywamy coś na kształt nowego powstania narodowego. Powstania przeciw władzy niepolskiej – nie w sensie etnicznym, tylko realizującej strategię wrogich naszemu krajowi ośrodków zagranicznych. Być może wręcz władzy agenturalnej.


….gdyby Kaczyński zrobił to tak, jak czyni się to z reguły – np. publikując artykuł na łamach jakiegoś uznanego, poświęconego tej tematyce pisma anglojęzycznego – sytuacja byłaby inna.

Jednak były premier rozesłał swój list do ambasadorów, czyli urzędników obcych państw akredytowanych przy polskim rządzie. A to jest już inna poetyka.

 

Jest to gest sugerujący, że obecne polskie władze z jakichś powodów nie powinny być uznawane za istniejące. Że prawdziwym – moralnym? – rządem Polski, prawdziwym partnerem dla obcych stolic konsekwentnej linii politycznej Kaczyńskiego. Linii polegającej na demonstracyjnej odmowie współpracy z rządzącymi w jakiejkolwiek sprawie. Na otwartym obarczaniu ich co najmniej moralną odpowiedzialnością za katastrofę smoleńską i mniej jasnym sugerowaniem, że nie był to wypadek, lecz zamach.

Na sugerowaniu, że polityka ta była głównym i prawdziwym przedmiotem wewnątrzpolskiego sporu politycznego. Czyli że Platforma atakowała prometejskie działania ówczesnego prezydenta nie dlatego, że zdecydowała się na totalną wojnę ze wszystkim co pisowskie, ale niejako odwrotnie – prawdziwą, istotną przyczyną atakowania przez Platformę PiS były jego działania na kierunku wschodnim.

"Należy odkurzyć drogowskazy wartości w polityce międzynarodowej. Zgodnie z tymi zasadami postępował w życiu publicznym mój brat, Prezydent RP Lech Kaczyński, i dla nich zginął w straszliwej katastrofie smoleńskiej" – zakończył swój list prezes PiS. Jeśli brat zginął "dla wartości", to trudno to zdanie zinterpretować inaczej, niż że między jego działaniem na rzecz tych wartości a jego śmiercią zachodzi związek przyczynowo -skutkowy. Czyli, że został zabity.

Jak rozumiem – przez Rosjan, którym zamordowanie prezydenta ułatwił polski rząd. Może nieświadomie, chociaż… wypowiedź Jarosława Kaczyńskiego sprzed dwóch miesięcy, że prokurator powinien się zająć zdaniem wypowiedzianym niegdyś przez Bronisława Komorowskiego, iż "może prezydent gdzieś poleci i wszystko się zmieni", wydaje się świadczyć, że były premier podejrzewa znacznie dalej idące współdziałanie…

Jarosław Kaczyński konsekwentnie lansuje takie postrzeganie obecnej polskiej rzeczywistości, w której rycerze Maryi heroicznie walczą z moskiewskimi pachołkami.

PiS, przekształcany przez Kaczyńskiego w obóz warowny, mimo wszystkich dających się zauważyć ogromnych różnic zyskuje pewien rys konfederacji barskiej okresu polityki wirtualnej. Konfederacji postrzegającej władzę jako obcą, dybiącą na staropolskie wartości. I skoncentrowaną na nienawiści do Poniatowskiego – "Ciołka". To jest, chciałem powiedzieć, Tuska…

 

Czyli, kto nie z nami, ten przeciw nam. Wychodzi na to, że jestem zdrajcą Ojczyzny.

Sytuacja jest taka, że SLD i reszta lewicy – nie

PiS – nie

PO – nie

To kto ? Tymiński?

Palikot wystartował we właściwym momencie. A wolałabym, żeby to był Migalski i Kluzik –Rostkowska.


Reklama

16 KOMENTARZE