Reklama

W zeszłą sobotę odsłonięto w jednym z gdyńskich kościołów tablicę pamiątkową, która uczcić miała ofiary zatopienia okrętów ”Wilhelm Gustloff”, ”Goya” i ”Steuben”. Okazją była 65 rocznica tragedii. Mało kto o tym słyszał, tak jak mało kto słyszał o samym zatopieniu owych statków, którymi Niemcy, tak wojskowi, jak i cywile, uciekali w panice z Pomorza przed ofensywą sowiecką. Za sprawą walecznych żołnierzy Armii Czerwonej, nie uciekli daleko. Wszystkie trzy okręty zostały zatopione, zginęło łącznie około 20 tysięcy osób.                                                                                                                   Co o tym myśleć, jak się do tego odnieść, rozmyślałem nieraz. Choć nazwy ”Goya” i ”Steuben” były mi dotychczas obce, to ”Wilhelmie Gustloffie” słyszałem niejedno, bo fakt jego zatopienia obecny jest w kulturze, choćby u Guntera Grassa, czy Stefana Chwina.

 Był ”Gustloff” dużym statkiem pasażerskim, który odbywał rejsy wycieczkowe, przygotowanym do przewozu około 1500 pasażerów. W czasie wojny przejęła go Kriegsmarine. Wyposażony w uzbrojenie przeciwlotnicze i wyrzutnie bomb głębinowych, służył jako okręt transportowy. 30 stycznia 1945 roku w porcie w Gdyni, upchnięto na jego pokładzie ponad 10 tysięcy osób. Ewakuował się kto mógł. Wojska sowieckie nie cieszyły się dobrą sławą, kto żyw, ten pakował się i uciekał w głąb Rzeszy. Źródła szczegółowo podają, kto znajdował się na pokładzie, a źródła polskie i zapewne radzieckie, wyraźnie podkreślają obecność wojska i personelu wojskowego, oraz wszelkiej maści działaczy, oficjeli, policjantów i gestapowców wraz z rodzinami. Można odnieść wrażenie, że na pokładzie ”Gustloffa” Rzesza ratowała przed niewolą i zagładą skarb i kwiat swojego aparatu. To oczywiście gruba przesada, która dziwić nie powinna, której jednak wierzyć nie trzeba. Każdy potrafi sobie wyobrazić chaos, panikę, tłumy ludzi w porcie, pchające się na pokłady statków, które wydawały się jedynym wybawieniem. Tłumy, dla których źródłem ratunku zdawały się być niemieckie dokumenty, ściskane kurczowo w ręku, hołubione w najgłębszych kieszeniach. Nie miało tam znaczenia, kto miał wujka w gestapo, kto męża w partii, a kto dziadka w wehrmachcie. Ważne jest, że po wyjściu w morze okręt został trafiony trzema torpedami i po około 65 minutach zatonął. Ważne, że wyłowiono z wody tylko 838 żywych osób, co daje nam około 9600 ofiar. Ważne, do czego wiedzal o tym nas skłania, co czujemy, co myślimy.

Reklama

 

 http://www.youtube.com/watch?v=cwWzFSePevw&feature=PlayList&p=F1333B29BAF0E457&index=11

 

Co czuję ja? Dziwnie to przyznać, i może trudno, ale nie czuję nic. A na pewno brak we mnie współczucia. Choć interesowałem się niegdyś wojną na morzu, choć łatwo potrafię wyobrazić sobie koszmar na tonącym okręcie, choć widziałem co torpeda jest z okrętem zrobić w stanie i co może się dziać z ludźmi na jego pokładzie, nie czuję współczucia. 

Powód jest chyba jasny. Przynajmniej dla mnie. Skala krzywd i wina, są tu granicą nieprzekraczalną. Dlatego nie obchodzi mnie strach, panika i cierpienie niemieckich marynarzy, mężczyzn, kobiet i dzieci, ich płuca wypełniające się lodowatą wodą, trupy uwięzione w kabinach i ładowniach, ich zamarznięte ciała pływające po morzu w kamizelkach. Tak jak potrafię współczuć japończykom z Hiroszimy i Nagasaki, tak nie wzrusza mnie spalone Drezno. Kolumny niemieckich uchodźców, maszerujące na mrozie, trupy tych, co nie dali rady, leżące w rowach, są mi obojętne. Nie interesuje mnie los milionów niemieckich kobiet, gwałconych masowo przez czerwonoarmistów. Wszystko to zasłania kurtyna, grubsza i większa niż ta żelazna, za którą dzieciństwo spędzać mi przyszło. Kurtyna której symbolem Oświęcim, zrównana z ziemią Warszawa, materiałem zbrodnie, których imię legion.

 Z tego, co napisane, wynikać, zdaje się, powinno, że cieszy mnie artykuł, który na gazecie.pl* znalazłem. Jakoś jednak nie cieszy. Jak już wspomniałem, w sobotę odsłonięto w jednym z gdyńskich kościołów tablicę, upamiętniającą ofiary morskiej, wojennej tragedii. Wiązało się to z 65 jej rocznicą, zorganizowaną przez Związek Ludności Niemieckiej w Gdyni.

Cóż. Uważam osobiście, że tym przedstawicielom mniejszości niemieckiej, którzy zostali po wojnie w Polsce, należy się pewien szacunek. Czym by się nie kierowali, czy przywiązanie do miejsca, czy poczucie z nim swej tożsamości, czy nawet tępy upór to będzie, wymagało wielkiej odwagi. Zostali i z Polską ziązali swój los. Ich wola.         

Czcić swoich zmarłych i pamięć o nich, jest w naszej kulturze świętością. Upamiętniać tragedie i ich ofiary, jest pradawnym zwyczajem. Dlatego choć współczucia nie czuję, uważam za słuszne odsłonięcie tej tablicy. Za słuszne uważam, ukazanie czym jest wojna, z czym się wiąże, do czego prowadzi, jakie gorzkie owoce rodzi. Tym, i tylko tym, czy aż tym, jest dla mnie owa tablica.

Dziś przeczytałem, że znalazło się dwóch bydlaków, których ludźmi nie nazwę, nie dlatego, żebym jakoś górnolotnie człowieka postrzegał, i „człowiek, to brzmi dumnie” słusznym uznawał, ale dlatego że człowieka od bydlaka odróżnić potrafię, znalazło się zatem dwóch bydlaków, posłów naszych na sejm, co im tablica przeszkadza. Dwóch bydlaków, którzy nigdy nie przebaczą i nie poproszą o przebaczenie, dla których tablica jest próbą zatarcia różnic między ofiarą i katem.

Czy niemieckie kobiety i dzieci, ich mężowie, ojcowie, dziadkowie, co z Gdyni przed zawieruchą wojenną uciekali, są dla Polskiego Narodu katem, nie sądzę. Ich śmierć jest następstwem wydarzeń, do których przyczyniły, przyczynili się, w mniejszy, większy, lub żaden sposób. Bo mogły i mogli mieć męża w gestapo, dziadka w wehrmachcie, kuzynkę sanitariuszkę, wuja stolarza.

Mogły i mogli ryczeć heil! na faszystowskich spędach, mogły i mogli się tym rykiem brzydzić.

Choć na tle wydarzeń, które II Wojna przyniosła, ich los jest mi obojętny, to bronić komuś uczczenia ich pamięci do łba pustego, durnego nigdy by mi nie przyszło.

To wszystko co chciałem powiedzieć.

 

* http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80273,7522203.html

 

Reklama

48 KOMENTARZE

  1. Pewnie jednak jestem
    Pewnie jednak jestem dziwolągiem, bo mnie rusza. Niezależnie od tego kto był winny, po obydwu stronach były ofiary. Po naszej więcej, to tamci sprawili, wiem, ale nie jestem skłonna do ferowania wyroków “z założenia” Należało się im? Nie wszystkim, tego jestem pewna. Odpowiedzialność zbiorowa rozmywa odpowiedzialność. Wszyscy, znaczy nikt.

    Dawno temu przeczytałam Okręt – Lothar`a-Günther Buchheim`a. Dzieckiem prawie jeszcze wtedy byłam, ale nie zapomniałam jak nad ranem bałam się, że nasi w końcu ich dopadną i wszyscy zginą. Głupie? Pewnie tak. Tym bardziej, że chwilę przedtem przeczytałam Okrutne morze Nicholasa Monsarrata, książkę o wojnie na morzu z punktu widzenia naszej, alianckiej strony.

    Niezależnie kim były ofiary, wszystkim należna jest pamięć. Nie wszyscy osobiście brali udział w tworzeniu piekła. Wielu uwikłał w to wredny los, wbrew ich osobistym przekonaniom i chęciom.
    Niech Wam ziemia lekką będzie, nie zapomnimy, chciałoby mi się rzec.

    • Pewnie że wielu rusza.
      Nie każdy jest takim zimnym skurwielem jak ja 🙂
      Też czytałem “Okręt”, ale się nie strachałem, bo wcześniej widziałem film. Mój ulubiony bohater to mucha okrętowa, miałem nawet taką w domu, sama przyszła i została, a jak się zadomowiła, to chodziła za mną jak pies, nawet w kąpieli mi towarzyszyła, łażąc po krawędzi wanny.
      Z “Gustloffem” żal mi jednego. Szkoda że mała Erica Steinbach na nim nie płynęła i wraz z nim na dno nie poszła. Okrutne? Co mi tam.

  2. Pewnie jednak jestem
    Pewnie jednak jestem dziwolągiem, bo mnie rusza. Niezależnie od tego kto był winny, po obydwu stronach były ofiary. Po naszej więcej, to tamci sprawili, wiem, ale nie jestem skłonna do ferowania wyroków “z założenia” Należało się im? Nie wszystkim, tego jestem pewna. Odpowiedzialność zbiorowa rozmywa odpowiedzialność. Wszyscy, znaczy nikt.

    Dawno temu przeczytałam Okręt – Lothar`a-Günther Buchheim`a. Dzieckiem prawie jeszcze wtedy byłam, ale nie zapomniałam jak nad ranem bałam się, że nasi w końcu ich dopadną i wszyscy zginą. Głupie? Pewnie tak. Tym bardziej, że chwilę przedtem przeczytałam Okrutne morze Nicholasa Monsarrata, książkę o wojnie na morzu z punktu widzenia naszej, alianckiej strony.

    Niezależnie kim były ofiary, wszystkim należna jest pamięć. Nie wszyscy osobiście brali udział w tworzeniu piekła. Wielu uwikłał w to wredny los, wbrew ich osobistym przekonaniom i chęciom.
    Niech Wam ziemia lekką będzie, nie zapomnimy, chciałoby mi się rzec.

    • Pewnie że wielu rusza.
      Nie każdy jest takim zimnym skurwielem jak ja 🙂
      Też czytałem “Okręt”, ale się nie strachałem, bo wcześniej widziałem film. Mój ulubiony bohater to mucha okrętowa, miałem nawet taką w domu, sama przyszła i została, a jak się zadomowiła, to chodziła za mną jak pies, nawet w kąpieli mi towarzyszyła, łażąc po krawędzi wanny.
      Z “Gustloffem” żal mi jednego. Szkoda że mała Erica Steinbach na nim nie płynęła i wraz z nim na dno nie poszła. Okrutne? Co mi tam.

  3. Pewnie jednak jestem
    Pewnie jednak jestem dziwolągiem, bo mnie rusza. Niezależnie od tego kto był winny, po obydwu stronach były ofiary. Po naszej więcej, to tamci sprawili, wiem, ale nie jestem skłonna do ferowania wyroków “z założenia” Należało się im? Nie wszystkim, tego jestem pewna. Odpowiedzialność zbiorowa rozmywa odpowiedzialność. Wszyscy, znaczy nikt.

    Dawno temu przeczytałam Okręt – Lothar`a-Günther Buchheim`a. Dzieckiem prawie jeszcze wtedy byłam, ale nie zapomniałam jak nad ranem bałam się, że nasi w końcu ich dopadną i wszyscy zginą. Głupie? Pewnie tak. Tym bardziej, że chwilę przedtem przeczytałam Okrutne morze Nicholasa Monsarrata, książkę o wojnie na morzu z punktu widzenia naszej, alianckiej strony.

    Niezależnie kim były ofiary, wszystkim należna jest pamięć. Nie wszyscy osobiście brali udział w tworzeniu piekła. Wielu uwikłał w to wredny los, wbrew ich osobistym przekonaniom i chęciom.
    Niech Wam ziemia lekką będzie, nie zapomnimy, chciałoby mi się rzec.

    • Pewnie że wielu rusza.
      Nie każdy jest takim zimnym skurwielem jak ja 🙂
      Też czytałem “Okręt”, ale się nie strachałem, bo wcześniej widziałem film. Mój ulubiony bohater to mucha okrętowa, miałem nawet taką w domu, sama przyszła i została, a jak się zadomowiła, to chodziła za mną jak pies, nawet w kąpieli mi towarzyszyła, łażąc po krawędzi wanny.
      Z “Gustloffem” żal mi jednego. Szkoda że mała Erica Steinbach na nim nie płynęła i wraz z nim na dno nie poszła. Okrutne? Co mi tam.

  4. Pewnie jednak jestem
    Pewnie jednak jestem dziwolągiem, bo mnie rusza. Niezależnie od tego kto był winny, po obydwu stronach były ofiary. Po naszej więcej, to tamci sprawili, wiem, ale nie jestem skłonna do ferowania wyroków “z założenia” Należało się im? Nie wszystkim, tego jestem pewna. Odpowiedzialność zbiorowa rozmywa odpowiedzialność. Wszyscy, znaczy nikt.

    Dawno temu przeczytałam Okręt – Lothar`a-Günther Buchheim`a. Dzieckiem prawie jeszcze wtedy byłam, ale nie zapomniałam jak nad ranem bałam się, że nasi w końcu ich dopadną i wszyscy zginą. Głupie? Pewnie tak. Tym bardziej, że chwilę przedtem przeczytałam Okrutne morze Nicholasa Monsarrata, książkę o wojnie na morzu z punktu widzenia naszej, alianckiej strony.

    Niezależnie kim były ofiary, wszystkim należna jest pamięć. Nie wszyscy osobiście brali udział w tworzeniu piekła. Wielu uwikłał w to wredny los, wbrew ich osobistym przekonaniom i chęciom.
    Niech Wam ziemia lekką będzie, nie zapomnimy, chciałoby mi się rzec.

    • Pewnie że wielu rusza.
      Nie każdy jest takim zimnym skurwielem jak ja 🙂
      Też czytałem “Okręt”, ale się nie strachałem, bo wcześniej widziałem film. Mój ulubiony bohater to mucha okrętowa, miałem nawet taką w domu, sama przyszła i została, a jak się zadomowiła, to chodziła za mną jak pies, nawet w kąpieli mi towarzyszyła, łażąc po krawędzi wanny.
      Z “Gustloffem” żal mi jednego. Szkoda że mała Erica Steinbach na nim nie płynęła i wraz z nim na dno nie poszła. Okrutne? Co mi tam.

  5. Pewnie jednak jestem
    Pewnie jednak jestem dziwolągiem, bo mnie rusza. Niezależnie od tego kto był winny, po obydwu stronach były ofiary. Po naszej więcej, to tamci sprawili, wiem, ale nie jestem skłonna do ferowania wyroków “z założenia” Należało się im? Nie wszystkim, tego jestem pewna. Odpowiedzialność zbiorowa rozmywa odpowiedzialność. Wszyscy, znaczy nikt.

    Dawno temu przeczytałam Okręt – Lothar`a-Günther Buchheim`a. Dzieckiem prawie jeszcze wtedy byłam, ale nie zapomniałam jak nad ranem bałam się, że nasi w końcu ich dopadną i wszyscy zginą. Głupie? Pewnie tak. Tym bardziej, że chwilę przedtem przeczytałam Okrutne morze Nicholasa Monsarrata, książkę o wojnie na morzu z punktu widzenia naszej, alianckiej strony.

    Niezależnie kim były ofiary, wszystkim należna jest pamięć. Nie wszyscy osobiście brali udział w tworzeniu piekła. Wielu uwikłał w to wredny los, wbrew ich osobistym przekonaniom i chęciom.
    Niech Wam ziemia lekką będzie, nie zapomnimy, chciałoby mi się rzec.

    • Pewnie że wielu rusza.
      Nie każdy jest takim zimnym skurwielem jak ja 🙂
      Też czytałem “Okręt”, ale się nie strachałem, bo wcześniej widziałem film. Mój ulubiony bohater to mucha okrętowa, miałem nawet taką w domu, sama przyszła i została, a jak się zadomowiła, to chodziła za mną jak pies, nawet w kąpieli mi towarzyszyła, łażąc po krawędzi wanny.
      Z “Gustloffem” żal mi jednego. Szkoda że mała Erica Steinbach na nim nie płynęła i wraz z nim na dno nie poszła. Okrutne? Co mi tam.