Reklama

Dzisiejszy wpis to tylko zarys końca mini cyklu o wychodzeniu z życiowych zakrętów.

Dzisiejszy wpis to tylko zarys końca mini cyklu o wychodzeniu z życiowych zakrętów. Szykuję się do dużego cyklu “Droga do wolności”, w którym zawrę wszystkie doświadczenia i gotowe przepisy na zmianę postrzegania rzeczywistości, ale do tego potrzebuję jeszcze czasu i wielu testów na sobie. No i przede wszystkim namacalnych sukcesów, które udowodnią wartość tekstów.

W jednym z wpisów o książkach przybliżyłem pozycję “Przebudzenie” de Mello. Przykład tej książki doskonale nadaje się do zobrazowania myśli przewodnich moich wpisów. Nie pamiętam kiedy przeczytałem ją po raz pierwszy, ale ostatnio znowu do niej wróciłem. Nie jako zadania do wykonania (przeczytać), tylko powoli, po stronie dziennie, żeby uchwycić głębsze znaczenie. Pierwsze czytanie było jak zasianie ziarna, potem długi czas ziarno kiełkowało, niepostrzeżenie zmieniało świadomość i dziś litery-symbole układają się w szerszy obraz w mojej głowie. Ostatnie zdanie to oczywiście aluzja do poprzedniego wpisu o naszych możliwościach rozumienia treści.

Reklama

Znowu odwołam się do przykładu z Tai Chi – techniczne opanowanie ćwiczeń formy to kilka miesięcy intensywnego treningu. Świadomość tego co się ćwiczy to kilkadziesiąt lat. Wracam wciąż do namacalnych przykładów, choć całość mógłbym zmieścić w krótkim zdaniu: czytaj wielokrotnie mądre teksty, żeby wychwycić ich znaczenie; powtarzaj wciąż ćwiczenie, żeby osiągnąć biegłość.

Pisząc wciąż o tym samym chcę uzmysłowić, że czytany tekst rozumiemy na wielu płaszczyznach. Większość ludzi wykształconych zamyka się w kokonie poglądów. Często spotykam inteligentnych ludzi, którzy czytają fachowe czasopisma/serwisy, mądre porady psychologów i filozofów. Zrozumienie tych tekstów nie nastręcza im żadnych problemów, a jednak nie ma w ich postępowaniu i życiu połączenia z tym co wyczytali. Cała ta mądrość służy jedynie brylowaniu w dyskusji. Prawdziwe zrozumienie mądrego tekstu wymaga mielenia go doputy, dopóki nie wejdziemy w głowę autora i nie napiszemy tego samego (jest o tym świetna przypowieść Konfucjusza, ale nie mogę jej nigdzie znaleźć).

Uświadomienie sobie tej pułapki oczytania jest bolesne. Łatwo się o czymś wypowiadać, nawet serwować gotowe rozwiązania, ale niewielu opuszcza ciepłą posadkę i świadomie bierze los w swoje ręce. Ta irytująca przypadłość zaraża wielu akademików, księży, prawników, polityków, lekarzy, którzy w polskim systemie prawie nic nie ryzykują (dobrze płatna posada, nieusuwalność) i z lekkością wyrażają kategoryczne sądy. Kiedy przychodzi tsunami, Armia Czerwona, Wehrmacht, głód, epidemia czy dziki kapitalizm, ci sami ludzie okazują się bezradni jak dzieci.

Odwołując się z przymrużeniem oka do teorii 10k godzin, 2000 godzin nad mądrym tekstem wystarczy, by go dobrze wykładać, 4000 by go solidnie opanować a 10000 by wprowadzić go w życie.

No dobrze, ale po co nam ten cały przydługi wstęp do tematu wpisu. Otóż nasze złe położenie zazwyczaj wynika z czynników zewnętrznych. Tracimy pracę, mamy wypadek, ktoś z rodziny choruje. Rzadko sami decydujemy się na pogorszenie naszego stanu, kiedy np. mamy dobrze płatną, niestresującą pracę, życzliwych kolegów, wyrozumiałego szefa. Jeśli ktoś rzuca robotę i zakłada własny biznes, to zazwyczaj dlatego, że się wypalił, podupadł na zdrowiu z powodu wyżyłowanych norm lub nie może patrzeć na szefa.

Przechodzimy na swoje z bagażem złych nawyków, musimy nauczyć się życia w nowych warunkach, ale nikt nam w tym nie pomoże, nie dostaniemy pensji ani okresu na przyuczenie. ZUS i polski zabór wyciągają łapki nawet kiedy nie masz z czego zapłacić czynszu. Człowiek szybko się poddaje i szuka możliwości powrotu do bezpiecznej przystani na etacie. Jeszcze gorzej mają osoby, które tracą pracę i nawet nie myślą o własnej firmie, tylko bezskutecznie szukają nowej pracy. Po dłuższym okresie wpadają w apatię a nawet depresję.

Konkluzja? Sukces finansowy osiągają ludzie, którzy świadomie pakują się w biznes, wiedzą co robią i zaczynali już w dzieciństwie, kiedy my uczyliśmy się grać na gitarze albo czytaliśmy o Plastusiu. Pozostali przegrywają, bo za bardzo rzutuje w ich działaniach strach o byt. Sukces nie determinuje szczęśliwego życia, ale o tym kiedy indziej.

Mój niedawny dołek finansowy (piszę już w czasie przeszłym, bo uruchomiły się 2 projekty) wyniknął z braku zleceń i załamania się kanałów dystrybucji. Stanąłem przed bardzo trudną sytuacją, wszystko co potrafiłem zawodziło w próbach zarabiania a nie potrafiłem się zorganizować, żeby nauczyć się nowych rzeczy w ciemno. Ale nie zmarnowałem czasu, o czym napiszę w kolejnym poście 🙂

Ponieważ czas już mnie goni, nie domknę dziś cyklu. Napiszę podsumowanie, żebym nie zapomniał myśli, które pchnęły mnie do tego tekstu:

1. Zabierając się za cokolwiek, musimy mieć świadomość, jak niewiele o tym wiemy. Wiedza przychodzi z czasem i pracą. Choć wniosek jest banalny, uświadomię sobie jego wagę, kiedy przez cały dzień będę go powtarzał i odnosił do wszystkich zapamiętanych wydarzeń z mojego życia. Kiedy zacznę myśleć tym wnioskiem, nie ulęknę się złego 🙂

2. Sytuacja kryzysowa polega na nieplanowanym wypadnięciu ze znanego środowiska w zupełnie odmienne. Zetknięcie z nieznanym jest dla umysłu szokiem. Szukamy dróg powrotu do znanej (bezpiecznej) sytuacji, przez co marnujemy czas i energię; nie widzimy nowych możliwości.

O czym napiszę w kolejnej części:

1. Wyjście z siebie (de Mello). Jak pokonać szok zmian, uniezależnić się od stanów emocjonalnych, przygotować do “pracy bez wynagrodzenia”.

2. Jak skutecznie pracować (chaos, statystyka, cykl skupienie-wielozadaniowość).

Reklama
Poprzedni artykułPrzez 20 lat kolejne ekipy były szkolone przez ubecję i finansowane przez Masy
Następny artykułCztery kroki, którymi Tusk może wyjść z gówna co w nie wdepnął

15 KOMENTARZE

  1. Dzięki za komentarz, z jego
    Dzięki za komentarz, z jego treści wnioskuję, że znowu nie udało mi się zrozumiale przekazać myśli 🙂 Najlepsze jest to, że wnioski finalne są takie, jak napisałeś: licz na los (cała sztuka to pomagać mu i powiększać szanse, stąd odniesienie do statystyki i chaosu) i zapomnij o szczęściu (to te przepływy emocji z de Mello 🙂 I zacznie się układać, gdy odrzemy się ze złudzeń.

    Ty to już rozumiesz, bo dłużej praktykowałeś, ja jeszcze muszę to sobie powykładać łopatologicznie.

    Pozdro

  2. Dzięki za komentarz, z jego
    Dzięki za komentarz, z jego treści wnioskuję, że znowu nie udało mi się zrozumiale przekazać myśli 🙂 Najlepsze jest to, że wnioski finalne są takie, jak napisałeś: licz na los (cała sztuka to pomagać mu i powiększać szanse, stąd odniesienie do statystyki i chaosu) i zapomnij o szczęściu (to te przepływy emocji z de Mello 🙂 I zacznie się układać, gdy odrzemy się ze złudzeń.

    Ty to już rozumiesz, bo dłużej praktykowałeś, ja jeszcze muszę to sobie powykładać łopatologicznie.

    Pozdro

  3. Dzięki za komentarz, z jego
    Dzięki za komentarz, z jego treści wnioskuję, że znowu nie udało mi się zrozumiale przekazać myśli 🙂 Najlepsze jest to, że wnioski finalne są takie, jak napisałeś: licz na los (cała sztuka to pomagać mu i powiększać szanse, stąd odniesienie do statystyki i chaosu) i zapomnij o szczęściu (to te przepływy emocji z de Mello 🙂 I zacznie się układać, gdy odrzemy się ze złudzeń.

    Ty to już rozumiesz, bo dłużej praktykowałeś, ja jeszcze muszę to sobie powykładać łopatologicznie.

    Pozdro