Fundamenty kryzysu w Zjednoczonej Europie - cz. 2.

Prześlij dalej:

Wracając do Grecji – konieczność eksportu oznacza, że pieniądze, które pierwotnie powinny wrócić do greckiej firmy, wędrują za granicę. Czyli ilość pieniądza na rynku krajowym zmniejszyła się. Mniej pieniędzy na rynku, to mniejsza konsumpcja. Spadła sprzedaż greckich przedsiębiorstw, wobec tego zmalały zyski firm. W następnym etapie zmalała cała kwota, jaka miała być wypłacona Grekom  w postaci wynagrodzeń. Płace spadają – gospodarka zwalnia. Nadchodzi recesja… co widać, słychać i czuć w Grecji już od kilku dobrych lat.
Co mnie szczególnie boli, to fakt, że taki scenariusz wcale nie jest nieunikniony!
Aby uniknąć recesji normalny kraj i przyzwoity rząd stara się powstrzymać import. Na przykład stosując do tego celu cła. Podatek nakładany na zagraniczne produkty z jednej strony hamuje ich zakup, a więc i import. Przez co zwalnia wypływ pieniędzy za granicę. Z drugiej strony, w sytuacji niedoborów na rynku, krajowi przedsiębiorcy starają się zwiększyć własną produkcję. Albo rozwinąć eksport w innej branży, co pozwoliłoby na tańsze „zaopatrzenie się” w niezbędne waluty. Tak więc cła są doskonałym narzędziem, z jednej strony, hamującym zwiększanie deficytu handlowego, a z drugiej równoważącym strategie zaspokojenia wewnętrznego popytu.
Czy taki mechanizm „uzdrowienia” gospodarki można zastosować w Grecji, albo w Polsce?
Ano nie, gdyż Unia Europejska stanowi wolny rynek, strefę wolnego handlu. Dlatego żaden kraj członkowski nie ma prawa do dowolnego ustanawiania taryf. Czyli nie ma mowy, aby w ten sposób zapobiec wypływowi pieniędzy z kraju za granicę. Co prawda kraje bogate i mądrze rządzone, jak np. Niemcy i tak mają „swoje” sposoby na ograniczenie importu. Ale taka już Grecja – po prostu poległa na arenie gospodarczej.
Z pieśnią na ustach o chwale Zjednoczonej Europy poległa zresztą nie tylko Grecja.
Kto następny?
 
 

Strony

1999 liczba odsłon
Obrazek użytkownika Ja Samuraj

Autor artykułu: Ja Samuraj