Reklama

Wczoraj wieczorem, zaciekawiony tym czego ciekawego nie pokażą nasze niezawodne stacje telewizyjne, natknąłem się na długo zapowiadaną i oczekiwaną przez niektórych ceremonię zaprzysiężenia

Wczoraj wieczorem, zaciekawiony tym czego ciekawego nie pokażą nasze niezawodne stacje telewizyjne, natknąłem się na długo zapowiadaną i oczekiwaną przez niektórych ceremonię zaprzysiężenia Baracka Obamy. Powiem szczerze, że nie słuchałem zbyt uważnie przemówienia inauguracyjnego, bo po pierwsze primo, Obama w ładnym mówieniu przez pół godziny o niczym przebija nawet Kwaśniewskiego, po drugie primo, takie przemówienia poza chwytliwymi sformułowaniami w stylu "nie pytaj co kraj może zrobić dla ciebie" nie niosą za sobą niczego konkretnego, a po trzecie primo męczy mnie tłumaczenie "na gorąco", które jest zwykle pełne pauz i zająknięć. Postanowiłem odpuścić sobie piękne słówka sprzężone z obrazem ogólnonarodowej histerii i dowiedzieć się z wszelkich możliwych źródeł, co Obama zamierza zrobić.

Wyjaśnijmy sobie już na starcie, że nie obchodzi mnie, co Obama chce zrobić w Iraku, czy Afganistanie, nie interesuje mnie też, czy będzie równie dyspozycyjny wobec Izraela, co Bush, któremu Olmert zabronił popierać wypracowanej przez USA rezolucji, przerywając mu przy okazji jakieś przemówienie. Mnie interesują konkrety, a konkretnie gospodarka. Tak, bingo, chodzi o kryzys i o pomysł Obamy na to, jak wyjść z kryzysu. Podczas pobieżnych i niezbyt długich poszukiwań dowiedziałem się trzech ważnych rzeczy:
1. Obama ma jakieś poglądy.
2. Walka z kryzysem jest priorytetem dla Obamy.
3. Obama chce władować w gospodarkę 850 miliardów dolarów.
Punkt pierwszy to miłe zaskoczenie, punkt drugi wprawił mnie w zachwyt, natomiast punkt trzeci… No właśnie, jak to jest z tymi miliardami i z interwencją państwa w gospodarkę? Niektórzy są przerażeni i widzą w Obamie socjalistę, który przebije Roosvelta i zniszczy wolny rynek, doprowadzając przy okazji do hiperinflacji, która zniszczy dolara i do sprzedania ideałów, na których powstawały Stany Zjednoczone, ideałów wolności, w tym gospodarczej. Inni w Obamie wojującego socjalisty nie widzą, widzą za to pragmatyka, który w swoim zespole doradców ma szefa FED z czasów Reagana, gościa, którego z lewa i z prawa atakują za nadmierne przywiązanie do wolności rynku, a na czele tego zespołu postawił kobietę, uwielbianą przez amerykańskich konserwatystów ( czyli gospodarczych liberałów, liberałami nazywają tam socjalliberałów i socjaldemokratów, dziki kraj ). Jak więc będzie? I ile państwa powinno być w państwie?

Najpierw warto się przyjrzeć temu, na co Obama zamierza wydać pieniądze. Ma cztery priorytety: roboty interwencyjne ( budowa dróg i mostów ), nowe źródła energii, edukacja i powszechny dostęp do internetu. Na początek roboty interwencyjne, patent z czasów Roosevelta. Roosevelt wydał na nie ( i na całą resztę ) 75 miliardów dolarów i został oskarżony o nadmierny interwencjonizm, Obama na to samo wydaje ponad 400 miliardów, choć kryzys jest znacznie mniejszy, niż wtedy. Wtedy bezrobocie sięgało 25%, dziś wynosi zaledwie 7%, mimo to histeria jest równie wielka, jak wtedy. Widać, że wiele zmieniło się na lepsze, według niektórych dzięki interwencji Roosevelta, według innych dzięki wolnemu rynkowi, który dzięki Reaganowi i Thatcher jakoś się pozbierał i doprowadził do potężnego wzrostu gospodarczego. Niezależnie od tego wszystkiego, Obama chce ładować grubą forsę w budowę dróg i mostów. Po pierwsze po to, by stworzyć 2,5 miliona nowych miejsc pracy, po drugie po to, by poprawić stan amerykańskiej infrastruktury, która w niektórych grajdołach niewiele się ponoć zmieniła od czasów FDR. Wydaje się więc, że to całkiem dobry pomysł. Jeszcze lepszy jest pomysł z ekologicznymi źródłami energii. Obama twierdzi, że Ameryka nie może dłużej być zależna od ropy, importowanej z najbardziej antyamerykańskich i niestabilnych rejonów świata. Poza tym wie, że ropa nie jest wieczna i kiedyś się skończy, trzeba więc inwestować w odnawialne źródła energii: energię słoneczną, elektrownie wodne i elektrownie wiatrowe. Na to wszystko Obama chce przeznaczyć 150 miliardów dolarów, wydatek duży, ale opłacalny, który prędzej, czy później zwróci się i przyniesie zyski. Poza tym jest to wydatek konieczny i lepiej myśleć o tym teraz, niż za 60 lat, gdy ropy i gazu zabraknie.

Opłaca się też inwestowanie w edukację i powszechny dostęp do internetu. To podnosi poziom społeczeństwa, poza tym jest to świetna wędka dla wykluczonych, dla ludzi startujących z samego dna. Im więcej właduje się w dobry system nauczania i w informatyzację, tym mniej wyda się później na zasiłki dla meneli spod budki z piwem, którzy menelami zostali dlatego, że nikt im nie pokazał, że można żyć lepiej, trzeba mieć tylko zapał i chęć do pracy, do doskonalenia się. Krótko mówiąc cele, na które Obama chce wydać prawie bilion dolarów są szczytne, a niektóre z nich są konieczne i lepiej inwestować w nie teraz, niż później, kiedy może być już za późno i w dodatku drożej. Tu należy postawić jednak pytanie. Jedno, jedyne, malutkie pytanko, takie tycie, zupełnie nieistotne w obliczu wielkich projektów: skąd pan prezydent, który zachwycił Berlusconiego opalenizną, zamierza wziąć pieniądze na realizację swoich planów? Najprostszym sposobem byłoby podwyższenie podatków, ale to jest niekorzystne dla gospodarki, bo zabija małą i średnią przedsiębiorczość, poza tym sprawia, że tzw. zwykłych, szarych ludzi, stać na mniej. Mogą mniej kupić, mniej wydać w warsztacie samochodowym, czy u fryzjera, muszą oszczędzać, by zapłacić mniej za prąd, wodę, gaz i telefon. Rozwiązanie polegające na hurtowej podwyżce podatków jest więc głupie, na szczęście Obama to zauważył i postanowił podnieść podatki jedynie najbogatszym Amerykanom oraz korporacjom, które przenoszą miejsca pracy za granicę. Najbiedniejszym Amerykanom, czyli emerytom, zarabiającym poniżej 50 tysięcy roczniej postanowił zaś ulżyć i zwolnić ich z płacenia podatków. Nie wiadomo, co wyjdzie z ulg dla emerytów, w każdym razie podwyżka podatków dla najbogatszych może zostać uwalona, jeśli natrafi na silną opozycję. Co wtedy?

Wtedy mamy wydatki większe niż dochody, czyli dziurę budżetową. Rząd zadłuża się u społeczeństwa, deficyt rośnie, a pieniędzy dodrukowywać nie wolno. Pompowanie taniego pieniądza w gospodarkę kończy się hiperinflacją, a to jest dla gospodarki zabójcze. Cała nadzieja w doradcach Obamy, a doradców ma całkiem dobrych. Nie jakichś socjalistów, walczących o większy zasiłek dla bezrobotnych i centralne planowanie, ale pragmatyków, zwolenników wolnego handlu i dyscypliny budżetowej. Właśnie dyscyplina budżetowa będzie ważna. Obama będzie musiał uważać, będzie musiał realizować swój plan dwuletni w taki sposób, by nie roztentegować budżetu. Poza tym pieniądze, jakie Obama chce wpompować w gospodarkę muszą mieć jakąś wartość, bezwartościową forsę ładował w gospodarkę Greenspan i wraz z innymi działaniami Greenspana i z działaniami chłopców z Wall Street, skończyło się to pęknięciem bańki spekulacyjnej. Przed Obamą stoi trudne zadanie, musi powstrzymać kryzys i ma plan, jak to zrobić. Miejmy nadzieję, że z tego planowania nie zrobi się tylko gospodarka planowa, bo to już przerabialiśmy i to też skończyło się kryzysem i to takim, przy którym obecny można co najwyżej wyśmiać i żyć dalej.

Reklama

148 KOMENTARZE

  1. Wczoraj, dziś deczko się odbiła. A wczoraj…
    podobno na NYSE mało kto oglądał Baracka, bo – jak pisał canned head – “powiało pesymizmem” z powodu ponownego omsknięcia banków. Tak się chłopaki bujają, nie ma co się przejmować. Jak spada, znaczy się będzie rosło.

  2. Wczoraj, dziś deczko się odbiła. A wczoraj…
    podobno na NYSE mało kto oglądał Baracka, bo – jak pisał canned head – “powiało pesymizmem” z powodu ponownego omsknięcia banków. Tak się chłopaki bujają, nie ma co się przejmować. Jak spada, znaczy się będzie rosło.

  3. Wczoraj, dziś deczko się odbiła. A wczoraj…
    podobno na NYSE mało kto oglądał Baracka, bo – jak pisał canned head – “powiało pesymizmem” z powodu ponownego omsknięcia banków. Tak się chłopaki bujają, nie ma co się przejmować. Jak spada, znaczy się będzie rosło.

  4. Wczoraj, dziś deczko się odbiła. A wczoraj…
    podobno na NYSE mało kto oglądał Baracka, bo – jak pisał canned head – “powiało pesymizmem” z powodu ponownego omsknięcia banków. Tak się chłopaki bujają, nie ma co się przejmować. Jak spada, znaczy się będzie rosło.

  5. Wczoraj, dziś deczko się odbiła. A wczoraj…
    podobno na NYSE mało kto oglądał Baracka, bo – jak pisał canned head – “powiało pesymizmem” z powodu ponownego omsknięcia banków. Tak się chłopaki bujają, nie ma co się przejmować. Jak spada, znaczy się będzie rosło.

  6. Wczoraj, dziś deczko się odbiła. A wczoraj…
    podobno na NYSE mało kto oglądał Baracka, bo – jak pisał canned head – “powiało pesymizmem” z powodu ponownego omsknięcia banków. Tak się chłopaki bujają, nie ma co się przejmować. Jak spada, znaczy się będzie rosło.

  7. Wczoraj, dziś deczko się odbiła. A wczoraj…
    podobno na NYSE mało kto oglądał Baracka, bo – jak pisał canned head – “powiało pesymizmem” z powodu ponownego omsknięcia banków. Tak się chłopaki bujają, nie ma co się przejmować. Jak spada, znaczy się będzie rosło.

  8. Inwestorzy giełdowi powinni
    Inwestorzy giełdowi powinni być wywiezieni z miasta na taczkach i poddani reedukacji. Ich ślepa wiara w autorytety, bezkrytyczne słuchanie mędrców, takich jak Greenspan, owczy pęd za zyskiem i ładowanie pieniędzy w to, co akurat jest modne, nawet jeśli jest bezwartościowe, doprowadzają co i raz do powstawania kolejnych baniek spekulacyjnych. Bańki rosną i rosną, aż w końcu pękają i światu zagraża kryzys. Dlatego inwestorzy giełdowi powinni milczeć, zamiast czekać na program, jedynym rozsądnym programem byłoby zresztą zakazanie hazardu na giełdzie, czyli obstawiania wartości indeksów. Poza tym trzeba przywrócić porządek w prawie bankowym, bo chciwcy wykorzystali idiotyczne przepisy, wprowadzone przez Busha i Clintona w sposób najgorszy z możliwych.

  9. Inwestorzy giełdowi powinni
    Inwestorzy giełdowi powinni być wywiezieni z miasta na taczkach i poddani reedukacji. Ich ślepa wiara w autorytety, bezkrytyczne słuchanie mędrców, takich jak Greenspan, owczy pęd za zyskiem i ładowanie pieniędzy w to, co akurat jest modne, nawet jeśli jest bezwartościowe, doprowadzają co i raz do powstawania kolejnych baniek spekulacyjnych. Bańki rosną i rosną, aż w końcu pękają i światu zagraża kryzys. Dlatego inwestorzy giełdowi powinni milczeć, zamiast czekać na program, jedynym rozsądnym programem byłoby zresztą zakazanie hazardu na giełdzie, czyli obstawiania wartości indeksów. Poza tym trzeba przywrócić porządek w prawie bankowym, bo chciwcy wykorzystali idiotyczne przepisy, wprowadzone przez Busha i Clintona w sposób najgorszy z możliwych.

  10. Inwestorzy giełdowi powinni
    Inwestorzy giełdowi powinni być wywiezieni z miasta na taczkach i poddani reedukacji. Ich ślepa wiara w autorytety, bezkrytyczne słuchanie mędrców, takich jak Greenspan, owczy pęd za zyskiem i ładowanie pieniędzy w to, co akurat jest modne, nawet jeśli jest bezwartościowe, doprowadzają co i raz do powstawania kolejnych baniek spekulacyjnych. Bańki rosną i rosną, aż w końcu pękają i światu zagraża kryzys. Dlatego inwestorzy giełdowi powinni milczeć, zamiast czekać na program, jedynym rozsądnym programem byłoby zresztą zakazanie hazardu na giełdzie, czyli obstawiania wartości indeksów. Poza tym trzeba przywrócić porządek w prawie bankowym, bo chciwcy wykorzystali idiotyczne przepisy, wprowadzone przez Busha i Clintona w sposób najgorszy z możliwych.

  11. Inwestorzy giełdowi powinni
    Inwestorzy giełdowi powinni być wywiezieni z miasta na taczkach i poddani reedukacji. Ich ślepa wiara w autorytety, bezkrytyczne słuchanie mędrców, takich jak Greenspan, owczy pęd za zyskiem i ładowanie pieniędzy w to, co akurat jest modne, nawet jeśli jest bezwartościowe, doprowadzają co i raz do powstawania kolejnych baniek spekulacyjnych. Bańki rosną i rosną, aż w końcu pękają i światu zagraża kryzys. Dlatego inwestorzy giełdowi powinni milczeć, zamiast czekać na program, jedynym rozsądnym programem byłoby zresztą zakazanie hazardu na giełdzie, czyli obstawiania wartości indeksów. Poza tym trzeba przywrócić porządek w prawie bankowym, bo chciwcy wykorzystali idiotyczne przepisy, wprowadzone przez Busha i Clintona w sposób najgorszy z możliwych.

  12. Inwestorzy giełdowi powinni
    Inwestorzy giełdowi powinni być wywiezieni z miasta na taczkach i poddani reedukacji. Ich ślepa wiara w autorytety, bezkrytyczne słuchanie mędrców, takich jak Greenspan, owczy pęd za zyskiem i ładowanie pieniędzy w to, co akurat jest modne, nawet jeśli jest bezwartościowe, doprowadzają co i raz do powstawania kolejnych baniek spekulacyjnych. Bańki rosną i rosną, aż w końcu pękają i światu zagraża kryzys. Dlatego inwestorzy giełdowi powinni milczeć, zamiast czekać na program, jedynym rozsądnym programem byłoby zresztą zakazanie hazardu na giełdzie, czyli obstawiania wartości indeksów. Poza tym trzeba przywrócić porządek w prawie bankowym, bo chciwcy wykorzystali idiotyczne przepisy, wprowadzone przez Busha i Clintona w sposób najgorszy z możliwych.

  13. Inwestorzy giełdowi powinni
    Inwestorzy giełdowi powinni być wywiezieni z miasta na taczkach i poddani reedukacji. Ich ślepa wiara w autorytety, bezkrytyczne słuchanie mędrców, takich jak Greenspan, owczy pęd za zyskiem i ładowanie pieniędzy w to, co akurat jest modne, nawet jeśli jest bezwartościowe, doprowadzają co i raz do powstawania kolejnych baniek spekulacyjnych. Bańki rosną i rosną, aż w końcu pękają i światu zagraża kryzys. Dlatego inwestorzy giełdowi powinni milczeć, zamiast czekać na program, jedynym rozsądnym programem byłoby zresztą zakazanie hazardu na giełdzie, czyli obstawiania wartości indeksów. Poza tym trzeba przywrócić porządek w prawie bankowym, bo chciwcy wykorzystali idiotyczne przepisy, wprowadzone przez Busha i Clintona w sposób najgorszy z możliwych.

  14. Inwestorzy giełdowi powinni
    Inwestorzy giełdowi powinni być wywiezieni z miasta na taczkach i poddani reedukacji. Ich ślepa wiara w autorytety, bezkrytyczne słuchanie mędrców, takich jak Greenspan, owczy pęd za zyskiem i ładowanie pieniędzy w to, co akurat jest modne, nawet jeśli jest bezwartościowe, doprowadzają co i raz do powstawania kolejnych baniek spekulacyjnych. Bańki rosną i rosną, aż w końcu pękają i światu zagraża kryzys. Dlatego inwestorzy giełdowi powinni milczeć, zamiast czekać na program, jedynym rozsądnym programem byłoby zresztą zakazanie hazardu na giełdzie, czyli obstawiania wartości indeksów. Poza tym trzeba przywrócić porządek w prawie bankowym, bo chciwcy wykorzystali idiotyczne przepisy, wprowadzone przez Busha i Clintona w sposób najgorszy z możliwych.

  15. Greenspan dobrze wie za co
    Greenspan dobrze wie za co dostał po głowie, a jeśli nie wie to znaczy, że sam uległ blaskowi własnego autorytetu i jest tym blaskiem tak zaślepiony, że wie, że popełnił błąd, ale nie wie gdzie.

    Kryzys, który mamy obecnie zaczął się rodzić w połowie lat 90. Wtedy na rynek wchodziły przedsiębiorstwa internetowe, tzw. dot comy. Informatyka była modna, widziano w niej przyszłość i inwestowano w przedsiębiorstwa z branży informatycznej na giełdzie. Płacono za ich akcje więcej, niż były w rzeczywistości warte, wynikało to z owczego pędu inwestorów za modą, za tym, co przynosiło krótkotrwałe zyski. Tak powstała bańka spekulacyjna, nazwana internetową. Bańka pękła w 2001 roku, ceny akcji przedsiębiorstw internetowych spadły do normalnego poziomu, a spekulantom zajrzało w oczy widmo bankructwa. Mieli teraz bezwartościowe papierki, wielu z nich się zadłużyło. Greenspan przestraszył się, że spadki na giełdzie wpłyną na spowolnienie wzrostu gospodarczego i postanowił sztucznie rozruszać gospodarkę, pompując w nią masę taniego pieniądza. Pieniądz lokowano, m. in. za radą Greenspana i innych mędrców, w nieruchomościach, bo zaczynał się akurat boom na rynku nieruchomości.

    Trzy lata przed pęknięciem bańki internetowej Clinton, chcąc zrobić dobrze mniej zamożnym obywatelom i przy okazji sztucznie rozruszać wzrost ( ta sama pobudka, co u Greenspana parę lat później ), pozwolił bankom na udzielanie kredytów osobom bez zaświadczeń o dochodach i często bez zdolności kredytowej. Rok później pozwolono na łączenie bankowości inwestycyjnej z kredytowo – depozytową. Reszty dzieła tworzenia prawnych bubli dopełnił Bush, który rozebrał nadzór bankowy do końca i poszerzył zakres samowoli banków, w imię wolności gospodarczej i w imię kolejnego sztucznego rozbujania wzrostu. Tu zaczyna się rola Greenspana, a zaraz po Greenspanie giełdy. Banki inwestycyjne, grające na giełdzie, zyskiwały dużo inwestując w budownictwo. Te same banki udzielały kredytów hipotecznych osobom o niskiej zdolności kredytowej, często bezrobotnym. Za kredyty kupowano domy, których wartość wzrastała, to z kolei podnosiło wartość akcji spółek budowlanych, mechanizm się napędzał i powstawała kolejna bańka spekulacyjna. W końcu boom na rynku nieruchomości się skończył, bo nie można budować nowych domów w nieskończoność. Popyt zmalał, budownictwo zaczęło się chwiać. Spadły ceny wielu akcji, banki zaczęły bankrutować. Oczywiście banki inwestycyjno – kredytowo – depozytowe chciały odbić sobie straty na giełdzie odsetkami z kredytów subprime, ale okazało się, że biedota, która zaciągała masowo kredyty nie ma ich z czego spłacić. Banki z powodu własnej chciwości i nieodpowiedzialności stanęły więc na skraju upadku.

    Zaczęło się wielkie proszenie rządów o pomoc. Rząd amerykański, który pozwolił bankom na wszystko, teraz musiał banki przejmować, z powodu własnej, głupiej interwencji i z powodu chciwości banków. Z Ameryki kryzys rozlał się na cały świat i dotarł do Europy, najwcześniej do Irlandii i Wielkiej Brytanii, gdzie dużą rolę odgrywało budownictwo mieszkaniowe. Banki zaczęły być ostrożne z wydawaniem kredytów i bezlitosne ze ściąganiem odsetek, to z kolei pociągnęło za sobą kłopoty wielu firm. Resztę znamy. Tak powstał kryzys gospodarczy. Możemy podziękować za to Bushowi, Clintonowi, Greenspanowi oraz bankierom i innym graczom z Wall Street.

  16. Greenspan dobrze wie za co
    Greenspan dobrze wie za co dostał po głowie, a jeśli nie wie to znaczy, że sam uległ blaskowi własnego autorytetu i jest tym blaskiem tak zaślepiony, że wie, że popełnił błąd, ale nie wie gdzie.

    Kryzys, który mamy obecnie zaczął się rodzić w połowie lat 90. Wtedy na rynek wchodziły przedsiębiorstwa internetowe, tzw. dot comy. Informatyka była modna, widziano w niej przyszłość i inwestowano w przedsiębiorstwa z branży informatycznej na giełdzie. Płacono za ich akcje więcej, niż były w rzeczywistości warte, wynikało to z owczego pędu inwestorów za modą, za tym, co przynosiło krótkotrwałe zyski. Tak powstała bańka spekulacyjna, nazwana internetową. Bańka pękła w 2001 roku, ceny akcji przedsiębiorstw internetowych spadły do normalnego poziomu, a spekulantom zajrzało w oczy widmo bankructwa. Mieli teraz bezwartościowe papierki, wielu z nich się zadłużyło. Greenspan przestraszył się, że spadki na giełdzie wpłyną na spowolnienie wzrostu gospodarczego i postanowił sztucznie rozruszać gospodarkę, pompując w nią masę taniego pieniądza. Pieniądz lokowano, m. in. za radą Greenspana i innych mędrców, w nieruchomościach, bo zaczynał się akurat boom na rynku nieruchomości.

    Trzy lata przed pęknięciem bańki internetowej Clinton, chcąc zrobić dobrze mniej zamożnym obywatelom i przy okazji sztucznie rozruszać wzrost ( ta sama pobudka, co u Greenspana parę lat później ), pozwolił bankom na udzielanie kredytów osobom bez zaświadczeń o dochodach i często bez zdolności kredytowej. Rok później pozwolono na łączenie bankowości inwestycyjnej z kredytowo – depozytową. Reszty dzieła tworzenia prawnych bubli dopełnił Bush, który rozebrał nadzór bankowy do końca i poszerzył zakres samowoli banków, w imię wolności gospodarczej i w imię kolejnego sztucznego rozbujania wzrostu. Tu zaczyna się rola Greenspana, a zaraz po Greenspanie giełdy. Banki inwestycyjne, grające na giełdzie, zyskiwały dużo inwestując w budownictwo. Te same banki udzielały kredytów hipotecznych osobom o niskiej zdolności kredytowej, często bezrobotnym. Za kredyty kupowano domy, których wartość wzrastała, to z kolei podnosiło wartość akcji spółek budowlanych, mechanizm się napędzał i powstawała kolejna bańka spekulacyjna. W końcu boom na rynku nieruchomości się skończył, bo nie można budować nowych domów w nieskończoność. Popyt zmalał, budownictwo zaczęło się chwiać. Spadły ceny wielu akcji, banki zaczęły bankrutować. Oczywiście banki inwestycyjno – kredytowo – depozytowe chciały odbić sobie straty na giełdzie odsetkami z kredytów subprime, ale okazało się, że biedota, która zaciągała masowo kredyty nie ma ich z czego spłacić. Banki z powodu własnej chciwości i nieodpowiedzialności stanęły więc na skraju upadku.

    Zaczęło się wielkie proszenie rządów o pomoc. Rząd amerykański, który pozwolił bankom na wszystko, teraz musiał banki przejmować, z powodu własnej, głupiej interwencji i z powodu chciwości banków. Z Ameryki kryzys rozlał się na cały świat i dotarł do Europy, najwcześniej do Irlandii i Wielkiej Brytanii, gdzie dużą rolę odgrywało budownictwo mieszkaniowe. Banki zaczęły być ostrożne z wydawaniem kredytów i bezlitosne ze ściąganiem odsetek, to z kolei pociągnęło za sobą kłopoty wielu firm. Resztę znamy. Tak powstał kryzys gospodarczy. Możemy podziękować za to Bushowi, Clintonowi, Greenspanowi oraz bankierom i innym graczom z Wall Street.

  17. Greenspan dobrze wie za co
    Greenspan dobrze wie za co dostał po głowie, a jeśli nie wie to znaczy, że sam uległ blaskowi własnego autorytetu i jest tym blaskiem tak zaślepiony, że wie, że popełnił błąd, ale nie wie gdzie.

    Kryzys, który mamy obecnie zaczął się rodzić w połowie lat 90. Wtedy na rynek wchodziły przedsiębiorstwa internetowe, tzw. dot comy. Informatyka była modna, widziano w niej przyszłość i inwestowano w przedsiębiorstwa z branży informatycznej na giełdzie. Płacono za ich akcje więcej, niż były w rzeczywistości warte, wynikało to z owczego pędu inwestorów za modą, za tym, co przynosiło krótkotrwałe zyski. Tak powstała bańka spekulacyjna, nazwana internetową. Bańka pękła w 2001 roku, ceny akcji przedsiębiorstw internetowych spadły do normalnego poziomu, a spekulantom zajrzało w oczy widmo bankructwa. Mieli teraz bezwartościowe papierki, wielu z nich się zadłużyło. Greenspan przestraszył się, że spadki na giełdzie wpłyną na spowolnienie wzrostu gospodarczego i postanowił sztucznie rozruszać gospodarkę, pompując w nią masę taniego pieniądza. Pieniądz lokowano, m. in. za radą Greenspana i innych mędrców, w nieruchomościach, bo zaczynał się akurat boom na rynku nieruchomości.

    Trzy lata przed pęknięciem bańki internetowej Clinton, chcąc zrobić dobrze mniej zamożnym obywatelom i przy okazji sztucznie rozruszać wzrost ( ta sama pobudka, co u Greenspana parę lat później ), pozwolił bankom na udzielanie kredytów osobom bez zaświadczeń o dochodach i często bez zdolności kredytowej. Rok później pozwolono na łączenie bankowości inwestycyjnej z kredytowo – depozytową. Reszty dzieła tworzenia prawnych bubli dopełnił Bush, który rozebrał nadzór bankowy do końca i poszerzył zakres samowoli banków, w imię wolności gospodarczej i w imię kolejnego sztucznego rozbujania wzrostu. Tu zaczyna się rola Greenspana, a zaraz po Greenspanie giełdy. Banki inwestycyjne, grające na giełdzie, zyskiwały dużo inwestując w budownictwo. Te same banki udzielały kredytów hipotecznych osobom o niskiej zdolności kredytowej, często bezrobotnym. Za kredyty kupowano domy, których wartość wzrastała, to z kolei podnosiło wartość akcji spółek budowlanych, mechanizm się napędzał i powstawała kolejna bańka spekulacyjna. W końcu boom na rynku nieruchomości się skończył, bo nie można budować nowych domów w nieskończoność. Popyt zmalał, budownictwo zaczęło się chwiać. Spadły ceny wielu akcji, banki zaczęły bankrutować. Oczywiście banki inwestycyjno – kredytowo – depozytowe chciały odbić sobie straty na giełdzie odsetkami z kredytów subprime, ale okazało się, że biedota, która zaciągała masowo kredyty nie ma ich z czego spłacić. Banki z powodu własnej chciwości i nieodpowiedzialności stanęły więc na skraju upadku.

    Zaczęło się wielkie proszenie rządów o pomoc. Rząd amerykański, który pozwolił bankom na wszystko, teraz musiał banki przejmować, z powodu własnej, głupiej interwencji i z powodu chciwości banków. Z Ameryki kryzys rozlał się na cały świat i dotarł do Europy, najwcześniej do Irlandii i Wielkiej Brytanii, gdzie dużą rolę odgrywało budownictwo mieszkaniowe. Banki zaczęły być ostrożne z wydawaniem kredytów i bezlitosne ze ściąganiem odsetek, to z kolei pociągnęło za sobą kłopoty wielu firm. Resztę znamy. Tak powstał kryzys gospodarczy. Możemy podziękować za to Bushowi, Clintonowi, Greenspanowi oraz bankierom i innym graczom z Wall Street.

  18. Greenspan dobrze wie za co
    Greenspan dobrze wie za co dostał po głowie, a jeśli nie wie to znaczy, że sam uległ blaskowi własnego autorytetu i jest tym blaskiem tak zaślepiony, że wie, że popełnił błąd, ale nie wie gdzie.

    Kryzys, który mamy obecnie zaczął się rodzić w połowie lat 90. Wtedy na rynek wchodziły przedsiębiorstwa internetowe, tzw. dot comy. Informatyka była modna, widziano w niej przyszłość i inwestowano w przedsiębiorstwa z branży informatycznej na giełdzie. Płacono za ich akcje więcej, niż były w rzeczywistości warte, wynikało to z owczego pędu inwestorów za modą, za tym, co przynosiło krótkotrwałe zyski. Tak powstała bańka spekulacyjna, nazwana internetową. Bańka pękła w 2001 roku, ceny akcji przedsiębiorstw internetowych spadły do normalnego poziomu, a spekulantom zajrzało w oczy widmo bankructwa. Mieli teraz bezwartościowe papierki, wielu z nich się zadłużyło. Greenspan przestraszył się, że spadki na giełdzie wpłyną na spowolnienie wzrostu gospodarczego i postanowił sztucznie rozruszać gospodarkę, pompując w nią masę taniego pieniądza. Pieniądz lokowano, m. in. za radą Greenspana i innych mędrców, w nieruchomościach, bo zaczynał się akurat boom na rynku nieruchomości.

    Trzy lata przed pęknięciem bańki internetowej Clinton, chcąc zrobić dobrze mniej zamożnym obywatelom i przy okazji sztucznie rozruszać wzrost ( ta sama pobudka, co u Greenspana parę lat później ), pozwolił bankom na udzielanie kredytów osobom bez zaświadczeń o dochodach i często bez zdolności kredytowej. Rok później pozwolono na łączenie bankowości inwestycyjnej z kredytowo – depozytową. Reszty dzieła tworzenia prawnych bubli dopełnił Bush, który rozebrał nadzór bankowy do końca i poszerzył zakres samowoli banków, w imię wolności gospodarczej i w imię kolejnego sztucznego rozbujania wzrostu. Tu zaczyna się rola Greenspana, a zaraz po Greenspanie giełdy. Banki inwestycyjne, grające na giełdzie, zyskiwały dużo inwestując w budownictwo. Te same banki udzielały kredytów hipotecznych osobom o niskiej zdolności kredytowej, często bezrobotnym. Za kredyty kupowano domy, których wartość wzrastała, to z kolei podnosiło wartość akcji spółek budowlanych, mechanizm się napędzał i powstawała kolejna bańka spekulacyjna. W końcu boom na rynku nieruchomości się skończył, bo nie można budować nowych domów w nieskończoność. Popyt zmalał, budownictwo zaczęło się chwiać. Spadły ceny wielu akcji, banki zaczęły bankrutować. Oczywiście banki inwestycyjno – kredytowo – depozytowe chciały odbić sobie straty na giełdzie odsetkami z kredytów subprime, ale okazało się, że biedota, która zaciągała masowo kredyty nie ma ich z czego spłacić. Banki z powodu własnej chciwości i nieodpowiedzialności stanęły więc na skraju upadku.

    Zaczęło się wielkie proszenie rządów o pomoc. Rząd amerykański, który pozwolił bankom na wszystko, teraz musiał banki przejmować, z powodu własnej, głupiej interwencji i z powodu chciwości banków. Z Ameryki kryzys rozlał się na cały świat i dotarł do Europy, najwcześniej do Irlandii i Wielkiej Brytanii, gdzie dużą rolę odgrywało budownictwo mieszkaniowe. Banki zaczęły być ostrożne z wydawaniem kredytów i bezlitosne ze ściąganiem odsetek, to z kolei pociągnęło za sobą kłopoty wielu firm. Resztę znamy. Tak powstał kryzys gospodarczy. Możemy podziękować za to Bushowi, Clintonowi, Greenspanowi oraz bankierom i innym graczom z Wall Street.

  19. Greenspan dobrze wie za co
    Greenspan dobrze wie za co dostał po głowie, a jeśli nie wie to znaczy, że sam uległ blaskowi własnego autorytetu i jest tym blaskiem tak zaślepiony, że wie, że popełnił błąd, ale nie wie gdzie.

    Kryzys, który mamy obecnie zaczął się rodzić w połowie lat 90. Wtedy na rynek wchodziły przedsiębiorstwa internetowe, tzw. dot comy. Informatyka była modna, widziano w niej przyszłość i inwestowano w przedsiębiorstwa z branży informatycznej na giełdzie. Płacono za ich akcje więcej, niż były w rzeczywistości warte, wynikało to z owczego pędu inwestorów za modą, za tym, co przynosiło krótkotrwałe zyski. Tak powstała bańka spekulacyjna, nazwana internetową. Bańka pękła w 2001 roku, ceny akcji przedsiębiorstw internetowych spadły do normalnego poziomu, a spekulantom zajrzało w oczy widmo bankructwa. Mieli teraz bezwartościowe papierki, wielu z nich się zadłużyło. Greenspan przestraszył się, że spadki na giełdzie wpłyną na spowolnienie wzrostu gospodarczego i postanowił sztucznie rozruszać gospodarkę, pompując w nią masę taniego pieniądza. Pieniądz lokowano, m. in. za radą Greenspana i innych mędrców, w nieruchomościach, bo zaczynał się akurat boom na rynku nieruchomości.

    Trzy lata przed pęknięciem bańki internetowej Clinton, chcąc zrobić dobrze mniej zamożnym obywatelom i przy okazji sztucznie rozruszać wzrost ( ta sama pobudka, co u Greenspana parę lat później ), pozwolił bankom na udzielanie kredytów osobom bez zaświadczeń o dochodach i często bez zdolności kredytowej. Rok później pozwolono na łączenie bankowości inwestycyjnej z kredytowo – depozytową. Reszty dzieła tworzenia prawnych bubli dopełnił Bush, który rozebrał nadzór bankowy do końca i poszerzył zakres samowoli banków, w imię wolności gospodarczej i w imię kolejnego sztucznego rozbujania wzrostu. Tu zaczyna się rola Greenspana, a zaraz po Greenspanie giełdy. Banki inwestycyjne, grające na giełdzie, zyskiwały dużo inwestując w budownictwo. Te same banki udzielały kredytów hipotecznych osobom o niskiej zdolności kredytowej, często bezrobotnym. Za kredyty kupowano domy, których wartość wzrastała, to z kolei podnosiło wartość akcji spółek budowlanych, mechanizm się napędzał i powstawała kolejna bańka spekulacyjna. W końcu boom na rynku nieruchomości się skończył, bo nie można budować nowych domów w nieskończoność. Popyt zmalał, budownictwo zaczęło się chwiać. Spadły ceny wielu akcji, banki zaczęły bankrutować. Oczywiście banki inwestycyjno – kredytowo – depozytowe chciały odbić sobie straty na giełdzie odsetkami z kredytów subprime, ale okazało się, że biedota, która zaciągała masowo kredyty nie ma ich z czego spłacić. Banki z powodu własnej chciwości i nieodpowiedzialności stanęły więc na skraju upadku.

    Zaczęło się wielkie proszenie rządów o pomoc. Rząd amerykański, który pozwolił bankom na wszystko, teraz musiał banki przejmować, z powodu własnej, głupiej interwencji i z powodu chciwości banków. Z Ameryki kryzys rozlał się na cały świat i dotarł do Europy, najwcześniej do Irlandii i Wielkiej Brytanii, gdzie dużą rolę odgrywało budownictwo mieszkaniowe. Banki zaczęły być ostrożne z wydawaniem kredytów i bezlitosne ze ściąganiem odsetek, to z kolei pociągnęło za sobą kłopoty wielu firm. Resztę znamy. Tak powstał kryzys gospodarczy. Możemy podziękować za to Bushowi, Clintonowi, Greenspanowi oraz bankierom i innym graczom z Wall Street.

  20. Greenspan dobrze wie za co
    Greenspan dobrze wie za co dostał po głowie, a jeśli nie wie to znaczy, że sam uległ blaskowi własnego autorytetu i jest tym blaskiem tak zaślepiony, że wie, że popełnił błąd, ale nie wie gdzie.

    Kryzys, który mamy obecnie zaczął się rodzić w połowie lat 90. Wtedy na rynek wchodziły przedsiębiorstwa internetowe, tzw. dot comy. Informatyka była modna, widziano w niej przyszłość i inwestowano w przedsiębiorstwa z branży informatycznej na giełdzie. Płacono za ich akcje więcej, niż były w rzeczywistości warte, wynikało to z owczego pędu inwestorów za modą, za tym, co przynosiło krótkotrwałe zyski. Tak powstała bańka spekulacyjna, nazwana internetową. Bańka pękła w 2001 roku, ceny akcji przedsiębiorstw internetowych spadły do normalnego poziomu, a spekulantom zajrzało w oczy widmo bankructwa. Mieli teraz bezwartościowe papierki, wielu z nich się zadłużyło. Greenspan przestraszył się, że spadki na giełdzie wpłyną na spowolnienie wzrostu gospodarczego i postanowił sztucznie rozruszać gospodarkę, pompując w nią masę taniego pieniądza. Pieniądz lokowano, m. in. za radą Greenspana i innych mędrców, w nieruchomościach, bo zaczynał się akurat boom na rynku nieruchomości.

    Trzy lata przed pęknięciem bańki internetowej Clinton, chcąc zrobić dobrze mniej zamożnym obywatelom i przy okazji sztucznie rozruszać wzrost ( ta sama pobudka, co u Greenspana parę lat później ), pozwolił bankom na udzielanie kredytów osobom bez zaświadczeń o dochodach i często bez zdolności kredytowej. Rok później pozwolono na łączenie bankowości inwestycyjnej z kredytowo – depozytową. Reszty dzieła tworzenia prawnych bubli dopełnił Bush, który rozebrał nadzór bankowy do końca i poszerzył zakres samowoli banków, w imię wolności gospodarczej i w imię kolejnego sztucznego rozbujania wzrostu. Tu zaczyna się rola Greenspana, a zaraz po Greenspanie giełdy. Banki inwestycyjne, grające na giełdzie, zyskiwały dużo inwestując w budownictwo. Te same banki udzielały kredytów hipotecznych osobom o niskiej zdolności kredytowej, często bezrobotnym. Za kredyty kupowano domy, których wartość wzrastała, to z kolei podnosiło wartość akcji spółek budowlanych, mechanizm się napędzał i powstawała kolejna bańka spekulacyjna. W końcu boom na rynku nieruchomości się skończył, bo nie można budować nowych domów w nieskończoność. Popyt zmalał, budownictwo zaczęło się chwiać. Spadły ceny wielu akcji, banki zaczęły bankrutować. Oczywiście banki inwestycyjno – kredytowo – depozytowe chciały odbić sobie straty na giełdzie odsetkami z kredytów subprime, ale okazało się, że biedota, która zaciągała masowo kredyty nie ma ich z czego spłacić. Banki z powodu własnej chciwości i nieodpowiedzialności stanęły więc na skraju upadku.

    Zaczęło się wielkie proszenie rządów o pomoc. Rząd amerykański, który pozwolił bankom na wszystko, teraz musiał banki przejmować, z powodu własnej, głupiej interwencji i z powodu chciwości banków. Z Ameryki kryzys rozlał się na cały świat i dotarł do Europy, najwcześniej do Irlandii i Wielkiej Brytanii, gdzie dużą rolę odgrywało budownictwo mieszkaniowe. Banki zaczęły być ostrożne z wydawaniem kredytów i bezlitosne ze ściąganiem odsetek, to z kolei pociągnęło za sobą kłopoty wielu firm. Resztę znamy. Tak powstał kryzys gospodarczy. Możemy podziękować za to Bushowi, Clintonowi, Greenspanowi oraz bankierom i innym graczom z Wall Street.

  21. Greenspan dobrze wie za co
    Greenspan dobrze wie za co dostał po głowie, a jeśli nie wie to znaczy, że sam uległ blaskowi własnego autorytetu i jest tym blaskiem tak zaślepiony, że wie, że popełnił błąd, ale nie wie gdzie.

    Kryzys, który mamy obecnie zaczął się rodzić w połowie lat 90. Wtedy na rynek wchodziły przedsiębiorstwa internetowe, tzw. dot comy. Informatyka była modna, widziano w niej przyszłość i inwestowano w przedsiębiorstwa z branży informatycznej na giełdzie. Płacono za ich akcje więcej, niż były w rzeczywistości warte, wynikało to z owczego pędu inwestorów za modą, za tym, co przynosiło krótkotrwałe zyski. Tak powstała bańka spekulacyjna, nazwana internetową. Bańka pękła w 2001 roku, ceny akcji przedsiębiorstw internetowych spadły do normalnego poziomu, a spekulantom zajrzało w oczy widmo bankructwa. Mieli teraz bezwartościowe papierki, wielu z nich się zadłużyło. Greenspan przestraszył się, że spadki na giełdzie wpłyną na spowolnienie wzrostu gospodarczego i postanowił sztucznie rozruszać gospodarkę, pompując w nią masę taniego pieniądza. Pieniądz lokowano, m. in. za radą Greenspana i innych mędrców, w nieruchomościach, bo zaczynał się akurat boom na rynku nieruchomości.

    Trzy lata przed pęknięciem bańki internetowej Clinton, chcąc zrobić dobrze mniej zamożnym obywatelom i przy okazji sztucznie rozruszać wzrost ( ta sama pobudka, co u Greenspana parę lat później ), pozwolił bankom na udzielanie kredytów osobom bez zaświadczeń o dochodach i często bez zdolności kredytowej. Rok później pozwolono na łączenie bankowości inwestycyjnej z kredytowo – depozytową. Reszty dzieła tworzenia prawnych bubli dopełnił Bush, który rozebrał nadzór bankowy do końca i poszerzył zakres samowoli banków, w imię wolności gospodarczej i w imię kolejnego sztucznego rozbujania wzrostu. Tu zaczyna się rola Greenspana, a zaraz po Greenspanie giełdy. Banki inwestycyjne, grające na giełdzie, zyskiwały dużo inwestując w budownictwo. Te same banki udzielały kredytów hipotecznych osobom o niskiej zdolności kredytowej, często bezrobotnym. Za kredyty kupowano domy, których wartość wzrastała, to z kolei podnosiło wartość akcji spółek budowlanych, mechanizm się napędzał i powstawała kolejna bańka spekulacyjna. W końcu boom na rynku nieruchomości się skończył, bo nie można budować nowych domów w nieskończoność. Popyt zmalał, budownictwo zaczęło się chwiać. Spadły ceny wielu akcji, banki zaczęły bankrutować. Oczywiście banki inwestycyjno – kredytowo – depozytowe chciały odbić sobie straty na giełdzie odsetkami z kredytów subprime, ale okazało się, że biedota, która zaciągała masowo kredyty nie ma ich z czego spłacić. Banki z powodu własnej chciwości i nieodpowiedzialności stanęły więc na skraju upadku.

    Zaczęło się wielkie proszenie rządów o pomoc. Rząd amerykański, który pozwolił bankom na wszystko, teraz musiał banki przejmować, z powodu własnej, głupiej interwencji i z powodu chciwości banków. Z Ameryki kryzys rozlał się na cały świat i dotarł do Europy, najwcześniej do Irlandii i Wielkiej Brytanii, gdzie dużą rolę odgrywało budownictwo mieszkaniowe. Banki zaczęły być ostrożne z wydawaniem kredytów i bezlitosne ze ściąganiem odsetek, to z kolei pociągnęło za sobą kłopoty wielu firm. Resztę znamy. Tak powstał kryzys gospodarczy. Możemy podziękować za to Bushowi, Clintonowi, Greenspanowi oraz bankierom i innym graczom z Wall Street.

  22. To opinia pojedynczego
    To opinia pojedynczego człowieka. Miejscami brzmi całkiem prawdopodobnie, choć wojna w Iraku nie jest główną przyczyną kryzysu. Główną przyczyną jest bańka spekulacyjna na rynku nieruchomości, wojna to po prostu jedna cegiełka więcej.

  23. To opinia pojedynczego
    To opinia pojedynczego człowieka. Miejscami brzmi całkiem prawdopodobnie, choć wojna w Iraku nie jest główną przyczyną kryzysu. Główną przyczyną jest bańka spekulacyjna na rynku nieruchomości, wojna to po prostu jedna cegiełka więcej.

  24. To opinia pojedynczego
    To opinia pojedynczego człowieka. Miejscami brzmi całkiem prawdopodobnie, choć wojna w Iraku nie jest główną przyczyną kryzysu. Główną przyczyną jest bańka spekulacyjna na rynku nieruchomości, wojna to po prostu jedna cegiełka więcej.

  25. To opinia pojedynczego
    To opinia pojedynczego człowieka. Miejscami brzmi całkiem prawdopodobnie, choć wojna w Iraku nie jest główną przyczyną kryzysu. Główną przyczyną jest bańka spekulacyjna na rynku nieruchomości, wojna to po prostu jedna cegiełka więcej.

  26. To opinia pojedynczego
    To opinia pojedynczego człowieka. Miejscami brzmi całkiem prawdopodobnie, choć wojna w Iraku nie jest główną przyczyną kryzysu. Główną przyczyną jest bańka spekulacyjna na rynku nieruchomości, wojna to po prostu jedna cegiełka więcej.

  27. To opinia pojedynczego
    To opinia pojedynczego człowieka. Miejscami brzmi całkiem prawdopodobnie, choć wojna w Iraku nie jest główną przyczyną kryzysu. Główną przyczyną jest bańka spekulacyjna na rynku nieruchomości, wojna to po prostu jedna cegiełka więcej.

  28. To opinia pojedynczego
    To opinia pojedynczego człowieka. Miejscami brzmi całkiem prawdopodobnie, choć wojna w Iraku nie jest główną przyczyną kryzysu. Główną przyczyną jest bańka spekulacyjna na rynku nieruchomości, wojna to po prostu jedna cegiełka więcej.

  29. Uspokoiłam się.
    Skoro the Planet is fine, ekonomia klimatyczna mi nie grozi (a musiałabym się jej nauczyć, niestety). Chociaż, z drugiej strony… to brzmi jak dobry początek wielkiej teorii: the Planet is fine, however…
    Nie uwierzysz, ale miałam przez moment ekologiczną stereofonię, bo w tv leci właśnie Bronek w białej koszuli o ekologii i bojówkach ekologicznych (sic! – sick to ja jestem!)

  30. Uspokoiłam się.
    Skoro the Planet is fine, ekonomia klimatyczna mi nie grozi (a musiałabym się jej nauczyć, niestety). Chociaż, z drugiej strony… to brzmi jak dobry początek wielkiej teorii: the Planet is fine, however…
    Nie uwierzysz, ale miałam przez moment ekologiczną stereofonię, bo w tv leci właśnie Bronek w białej koszuli o ekologii i bojówkach ekologicznych (sic! – sick to ja jestem!)

  31. Uspokoiłam się.
    Skoro the Planet is fine, ekonomia klimatyczna mi nie grozi (a musiałabym się jej nauczyć, niestety). Chociaż, z drugiej strony… to brzmi jak dobry początek wielkiej teorii: the Planet is fine, however…
    Nie uwierzysz, ale miałam przez moment ekologiczną stereofonię, bo w tv leci właśnie Bronek w białej koszuli o ekologii i bojówkach ekologicznych (sic! – sick to ja jestem!)

  32. Uspokoiłam się.
    Skoro the Planet is fine, ekonomia klimatyczna mi nie grozi (a musiałabym się jej nauczyć, niestety). Chociaż, z drugiej strony… to brzmi jak dobry początek wielkiej teorii: the Planet is fine, however…
    Nie uwierzysz, ale miałam przez moment ekologiczną stereofonię, bo w tv leci właśnie Bronek w białej koszuli o ekologii i bojówkach ekologicznych (sic! – sick to ja jestem!)

  33. Uspokoiłam się.
    Skoro the Planet is fine, ekonomia klimatyczna mi nie grozi (a musiałabym się jej nauczyć, niestety). Chociaż, z drugiej strony… to brzmi jak dobry początek wielkiej teorii: the Planet is fine, however…
    Nie uwierzysz, ale miałam przez moment ekologiczną stereofonię, bo w tv leci właśnie Bronek w białej koszuli o ekologii i bojówkach ekologicznych (sic! – sick to ja jestem!)

  34. Uspokoiłam się.
    Skoro the Planet is fine, ekonomia klimatyczna mi nie grozi (a musiałabym się jej nauczyć, niestety). Chociaż, z drugiej strony… to brzmi jak dobry początek wielkiej teorii: the Planet is fine, however…
    Nie uwierzysz, ale miałam przez moment ekologiczną stereofonię, bo w tv leci właśnie Bronek w białej koszuli o ekologii i bojówkach ekologicznych (sic! – sick to ja jestem!)

  35. Uspokoiłam się.
    Skoro the Planet is fine, ekonomia klimatyczna mi nie grozi (a musiałabym się jej nauczyć, niestety). Chociaż, z drugiej strony… to brzmi jak dobry początek wielkiej teorii: the Planet is fine, however…
    Nie uwierzysz, ale miałam przez moment ekologiczną stereofonię, bo w tv leci właśnie Bronek w białej koszuli o ekologii i bojówkach ekologicznych (sic! – sick to ja jestem!)

  36. zadziwiające
    Co ciebie , lub innych polaczków interesuje, co zrobi Obama i za czyje pienądze. Napewno nie będą to twoje pieniądze, zostaw te swoje dywagacje nam Amerykanom a zajmij się swoim KAczorem, swoim Tuskiem i swoim państwem, które pomimo wchodzenia Ameryce be zmydła zostało totalnie olane przez Busha.
    My Amerykanie nie zawracamy sobie głowy dywagacjami o  Polsce czy innych mało istotnych sprawach. My sobie poradzimy z naszym kryzysem, wy skupcie się na swoim, bo jak narazie wasz rząd robi wam wodę z mózgu i ukrywa ten kryzys przed wami a widac go gołym okiem.

    • Brawo, Atkabe.
      Nie wiem co chciałaś w ten sposób zademonstrować, pokazałaś jedynie prostactwo i kompleksy. Tak, kompleksy, moja droga, bo zdaje się, że sama masz polskie korzenie, więc takie nagłe podkreślanie swojego wielkiego amerykanizmu i jednoczesne pogardliwe rzucanie "polaczkami" pachnie kompleksem narodowościowym. Poza tym nie licuje to zbytnio z twoją wielką antyrasistowską i antynacjonalistyczną krucjatą. Tyle razy wypominałaś Polakom rasizm, nacjonalizm i ksenofobię, a sama zademonstrowałaś te brzydkie cechy, obrażając Polaków. A jeśli jesteś zainteresowana moim zainteresowaniem polityką Obamy i amerykańskiego rządu, to musisz wiedzieć, że gospodarka amerykańska jest powiązana z gospodarką europejską, w tym ( w małej cząstce bezpośrednio, w sporym stopniu pośrednio ) z polską. Program antykryzysowy Obamy może więc ( prawda, że w ograniczonym stopniu, ale jednak ) wpłynąć ( pozytywnie lub negatywnie, na razie trudno oceniać ) na życie owych "Polaczków". Powinnaś to wiedzieć, zanim zabrałaś głos w tej sprawie, niestety skompromitowałaś się. Brakiem wiedzy i brakiem kultury.

  37. zadziwiające
    Co ciebie , lub innych polaczków interesuje, co zrobi Obama i za czyje pienądze. Napewno nie będą to twoje pieniądze, zostaw te swoje dywagacje nam Amerykanom a zajmij się swoim KAczorem, swoim Tuskiem i swoim państwem, które pomimo wchodzenia Ameryce be zmydła zostało totalnie olane przez Busha.
    My Amerykanie nie zawracamy sobie głowy dywagacjami o  Polsce czy innych mało istotnych sprawach. My sobie poradzimy z naszym kryzysem, wy skupcie się na swoim, bo jak narazie wasz rząd robi wam wodę z mózgu i ukrywa ten kryzys przed wami a widac go gołym okiem.

    • Brawo, Atkabe.
      Nie wiem co chciałaś w ten sposób zademonstrować, pokazałaś jedynie prostactwo i kompleksy. Tak, kompleksy, moja droga, bo zdaje się, że sama masz polskie korzenie, więc takie nagłe podkreślanie swojego wielkiego amerykanizmu i jednoczesne pogardliwe rzucanie "polaczkami" pachnie kompleksem narodowościowym. Poza tym nie licuje to zbytnio z twoją wielką antyrasistowską i antynacjonalistyczną krucjatą. Tyle razy wypominałaś Polakom rasizm, nacjonalizm i ksenofobię, a sama zademonstrowałaś te brzydkie cechy, obrażając Polaków. A jeśli jesteś zainteresowana moim zainteresowaniem polityką Obamy i amerykańskiego rządu, to musisz wiedzieć, że gospodarka amerykańska jest powiązana z gospodarką europejską, w tym ( w małej cząstce bezpośrednio, w sporym stopniu pośrednio ) z polską. Program antykryzysowy Obamy może więc ( prawda, że w ograniczonym stopniu, ale jednak ) wpłynąć ( pozytywnie lub negatywnie, na razie trudno oceniać ) na życie owych "Polaczków". Powinnaś to wiedzieć, zanim zabrałaś głos w tej sprawie, niestety skompromitowałaś się. Brakiem wiedzy i brakiem kultury.

        • Nie wiem tylko jakie i w
          Nie wiem tylko jakie i w którym miejscu. Obama? Mój tekst nie zawiera nawet krytyki jego prezydentury, jest zresztą zbyt wcześnie, by móc cokolwiek krytykować. Jeśli chodzi o to, że nie podzielam wiary w wszechmoc pana Obamy, to bardzo mi przykro, ale po prostu nie jestem naiwny. Być może uda mu się zrealizować jego plan bez rujnowania finansów państwa, trzymam kciuki. Jak pisałem ma doradców, którzy nie pozwolą mu zapomnieć o dyscyplinie budżetowej, to plus. Mimo to, w przeciwieństwie do wielu Amerykanów, nie widzę w Obamie herosa, który rozwiąże wszystkie problemy ludzkości, co świadczy zresztą o tym, że twardo stąpam po ziemi. Nie zamierzam się spowiadać z siebie i z własnego braku złudzeń, a Atkabe może sobie krzyczeć i warcholić ile wlezie, to świadczy o niej, nie o mnie.

          • wiem
            Ja tylko nawiązałem, do mego dawnego sporu z Atkabe, gdzie jej uzasadniałem, że każdy ma taki kącik w sercu, który hołubi i wyrażenie jakiejkowiek niebałwochwalczej o nim myśli wywołuje negatywne emocje. Radziłem, by ten mechanizm zrozumieć i emocje uszanować, próbując dyskutować mądrze i merytorycznie, a nie odpowiadać pięknym za nadobne.

            Napisałeś dobry tekst. Obiektywny i wyważony. Pełen troski o losy Stanów jako światowego lidera z nadzieją, że Obamie i USA uda się przezwyciężyć wewnętrzny kryzys dając tym świadectwo reszcie świata, że można i wskazując drogę ratunku. Obama swoimi wizjonerskimi mowami daje taką nadzieję na zmianę i na to, że człowiek potrafi. Co innego jest bałwochwalczo wierzyć w jego sukces, a co innego trzymając za ten sukces kciuki, realnie analizować jakie ma szanse.

          • Mówiąc szczerze losy Stanów
            Mówiąc szczerze losy Stanów obchodzą mnie średnio. Bardziej interesuje mnie to, by Ameryka nie nadużywała swojej pozycji światowego lidera i by Obama zachowywał się rozsądnie, bo błędy popełniane w USA mogą w mniejszym, czy większym stopniu wpłynąć na globalną gospodarkę.

          • zgoda,
            ale chyba przeciętny Amerykanin nie zdaje sobie sprawy jaki losy i poczynania jego państwa mają wpyw na resztę świata. Jeśli w ogóle wie, że ta reszta istnieje. Upps, chyba znaleźliśmy drobną rysę na wyidealizowanym obrazie.

          • To podobnie jak mohery w osobie i radiu Rydzyka
            Mówisz – Rydzyk tworzy sektę. Słyszysz w odpowiedzi – nieprawda bo Bóg jest, a ty jesteś …*.
            I mnie tylko o to chodzi, aby badać mechanizmy i spokojnie rozmawiać.

            *dowolny epitet.

  38. zadziwiające
    Co ciebie , lub innych polaczków interesuje, co zrobi Obama i za czyje pienądze. Napewno nie będą to twoje pieniądze, zostaw te swoje dywagacje nam Amerykanom a zajmij się swoim KAczorem, swoim Tuskiem i swoim państwem, które pomimo wchodzenia Ameryce be zmydła zostało totalnie olane przez Busha.
    My Amerykanie nie zawracamy sobie głowy dywagacjami o  Polsce czy innych mało istotnych sprawach. My sobie poradzimy z naszym kryzysem, wy skupcie się na swoim, bo jak narazie wasz rząd robi wam wodę z mózgu i ukrywa ten kryzys przed wami a widac go gołym okiem.

    • Brawo, Atkabe.
      Nie wiem co chciałaś w ten sposób zademonstrować, pokazałaś jedynie prostactwo i kompleksy. Tak, kompleksy, moja droga, bo zdaje się, że sama masz polskie korzenie, więc takie nagłe podkreślanie swojego wielkiego amerykanizmu i jednoczesne pogardliwe rzucanie "polaczkami" pachnie kompleksem narodowościowym. Poza tym nie licuje to zbytnio z twoją wielką antyrasistowską i antynacjonalistyczną krucjatą. Tyle razy wypominałaś Polakom rasizm, nacjonalizm i ksenofobię, a sama zademonstrowałaś te brzydkie cechy, obrażając Polaków. A jeśli jesteś zainteresowana moim zainteresowaniem polityką Obamy i amerykańskiego rządu, to musisz wiedzieć, że gospodarka amerykańska jest powiązana z gospodarką europejską, w tym ( w małej cząstce bezpośrednio, w sporym stopniu pośrednio ) z polską. Program antykryzysowy Obamy może więc ( prawda, że w ograniczonym stopniu, ale jednak ) wpłynąć ( pozytywnie lub negatywnie, na razie trudno oceniać ) na życie owych "Polaczków". Powinnaś to wiedzieć, zanim zabrałaś głos w tej sprawie, niestety skompromitowałaś się. Brakiem wiedzy i brakiem kultury.

        • Nie wiem tylko jakie i w
          Nie wiem tylko jakie i w którym miejscu. Obama? Mój tekst nie zawiera nawet krytyki jego prezydentury, jest zresztą zbyt wcześnie, by móc cokolwiek krytykować. Jeśli chodzi o to, że nie podzielam wiary w wszechmoc pana Obamy, to bardzo mi przykro, ale po prostu nie jestem naiwny. Być może uda mu się zrealizować jego plan bez rujnowania finansów państwa, trzymam kciuki. Jak pisałem ma doradców, którzy nie pozwolą mu zapomnieć o dyscyplinie budżetowej, to plus. Mimo to, w przeciwieństwie do wielu Amerykanów, nie widzę w Obamie herosa, który rozwiąże wszystkie problemy ludzkości, co świadczy zresztą o tym, że twardo stąpam po ziemi. Nie zamierzam się spowiadać z siebie i z własnego braku złudzeń, a Atkabe może sobie krzyczeć i warcholić ile wlezie, to świadczy o niej, nie o mnie.

          • wiem
            Ja tylko nawiązałem, do mego dawnego sporu z Atkabe, gdzie jej uzasadniałem, że każdy ma taki kącik w sercu, który hołubi i wyrażenie jakiejkowiek niebałwochwalczej o nim myśli wywołuje negatywne emocje. Radziłem, by ten mechanizm zrozumieć i emocje uszanować, próbując dyskutować mądrze i merytorycznie, a nie odpowiadać pięknym za nadobne.

            Napisałeś dobry tekst. Obiektywny i wyważony. Pełen troski o losy Stanów jako światowego lidera z nadzieją, że Obamie i USA uda się przezwyciężyć wewnętrzny kryzys dając tym świadectwo reszcie świata, że można i wskazując drogę ratunku. Obama swoimi wizjonerskimi mowami daje taką nadzieję na zmianę i na to, że człowiek potrafi. Co innego jest bałwochwalczo wierzyć w jego sukces, a co innego trzymając za ten sukces kciuki, realnie analizować jakie ma szanse.

          • Mówiąc szczerze losy Stanów
            Mówiąc szczerze losy Stanów obchodzą mnie średnio. Bardziej interesuje mnie to, by Ameryka nie nadużywała swojej pozycji światowego lidera i by Obama zachowywał się rozsądnie, bo błędy popełniane w USA mogą w mniejszym, czy większym stopniu wpłynąć na globalną gospodarkę.

          • zgoda,
            ale chyba przeciętny Amerykanin nie zdaje sobie sprawy jaki losy i poczynania jego państwa mają wpyw na resztę świata. Jeśli w ogóle wie, że ta reszta istnieje. Upps, chyba znaleźliśmy drobną rysę na wyidealizowanym obrazie.

          • To podobnie jak mohery w osobie i radiu Rydzyka
            Mówisz – Rydzyk tworzy sektę. Słyszysz w odpowiedzi – nieprawda bo Bóg jest, a ty jesteś …*.
            I mnie tylko o to chodzi, aby badać mechanizmy i spokojnie rozmawiać.

            *dowolny epitet.

  39. zadziwiające
    Co ciebie , lub innych polaczków interesuje, co zrobi Obama i za czyje pienądze. Napewno nie będą to twoje pieniądze, zostaw te swoje dywagacje nam Amerykanom a zajmij się swoim KAczorem, swoim Tuskiem i swoim państwem, które pomimo wchodzenia Ameryce be zmydła zostało totalnie olane przez Busha.
    My Amerykanie nie zawracamy sobie głowy dywagacjami o  Polsce czy innych mało istotnych sprawach. My sobie poradzimy z naszym kryzysem, wy skupcie się na swoim, bo jak narazie wasz rząd robi wam wodę z mózgu i ukrywa ten kryzys przed wami a widac go gołym okiem.

    • Brawo, Atkabe.
      Nie wiem co chciałaś w ten sposób zademonstrować, pokazałaś jedynie prostactwo i kompleksy. Tak, kompleksy, moja droga, bo zdaje się, że sama masz polskie korzenie, więc takie nagłe podkreślanie swojego wielkiego amerykanizmu i jednoczesne pogardliwe rzucanie "polaczkami" pachnie kompleksem narodowościowym. Poza tym nie licuje to zbytnio z twoją wielką antyrasistowską i antynacjonalistyczną krucjatą. Tyle razy wypominałaś Polakom rasizm, nacjonalizm i ksenofobię, a sama zademonstrowałaś te brzydkie cechy, obrażając Polaków. A jeśli jesteś zainteresowana moim zainteresowaniem polityką Obamy i amerykańskiego rządu, to musisz wiedzieć, że gospodarka amerykańska jest powiązana z gospodarką europejską, w tym ( w małej cząstce bezpośrednio, w sporym stopniu pośrednio ) z polską. Program antykryzysowy Obamy może więc ( prawda, że w ograniczonym stopniu, ale jednak ) wpłynąć ( pozytywnie lub negatywnie, na razie trudno oceniać ) na życie owych "Polaczków". Powinnaś to wiedzieć, zanim zabrałaś głos w tej sprawie, niestety skompromitowałaś się. Brakiem wiedzy i brakiem kultury.

        • Nie wiem tylko jakie i w
          Nie wiem tylko jakie i w którym miejscu. Obama? Mój tekst nie zawiera nawet krytyki jego prezydentury, jest zresztą zbyt wcześnie, by móc cokolwiek krytykować. Jeśli chodzi o to, że nie podzielam wiary w wszechmoc pana Obamy, to bardzo mi przykro, ale po prostu nie jestem naiwny. Być może uda mu się zrealizować jego plan bez rujnowania finansów państwa, trzymam kciuki. Jak pisałem ma doradców, którzy nie pozwolą mu zapomnieć o dyscyplinie budżetowej, to plus. Mimo to, w przeciwieństwie do wielu Amerykanów, nie widzę w Obamie herosa, który rozwiąże wszystkie problemy ludzkości, co świadczy zresztą o tym, że twardo stąpam po ziemi. Nie zamierzam się spowiadać z siebie i z własnego braku złudzeń, a Atkabe może sobie krzyczeć i warcholić ile wlezie, to świadczy o niej, nie o mnie.

          • wiem
            Ja tylko nawiązałem, do mego dawnego sporu z Atkabe, gdzie jej uzasadniałem, że każdy ma taki kącik w sercu, który hołubi i wyrażenie jakiejkowiek niebałwochwalczej o nim myśli wywołuje negatywne emocje. Radziłem, by ten mechanizm zrozumieć i emocje uszanować, próbując dyskutować mądrze i merytorycznie, a nie odpowiadać pięknym za nadobne.

            Napisałeś dobry tekst. Obiektywny i wyważony. Pełen troski o losy Stanów jako światowego lidera z nadzieją, że Obamie i USA uda się przezwyciężyć wewnętrzny kryzys dając tym świadectwo reszcie świata, że można i wskazując drogę ratunku. Obama swoimi wizjonerskimi mowami daje taką nadzieję na zmianę i na to, że człowiek potrafi. Co innego jest bałwochwalczo wierzyć w jego sukces, a co innego trzymając za ten sukces kciuki, realnie analizować jakie ma szanse.

          • Mówiąc szczerze losy Stanów
            Mówiąc szczerze losy Stanów obchodzą mnie średnio. Bardziej interesuje mnie to, by Ameryka nie nadużywała swojej pozycji światowego lidera i by Obama zachowywał się rozsądnie, bo błędy popełniane w USA mogą w mniejszym, czy większym stopniu wpłynąć na globalną gospodarkę.

          • zgoda,
            ale chyba przeciętny Amerykanin nie zdaje sobie sprawy jaki losy i poczynania jego państwa mają wpyw na resztę świata. Jeśli w ogóle wie, że ta reszta istnieje. Upps, chyba znaleźliśmy drobną rysę na wyidealizowanym obrazie.

          • To podobnie jak mohery w osobie i radiu Rydzyka
            Mówisz – Rydzyk tworzy sektę. Słyszysz w odpowiedzi – nieprawda bo Bóg jest, a ty jesteś …*.
            I mnie tylko o to chodzi, aby badać mechanizmy i spokojnie rozmawiać.

            *dowolny epitet.

  40. zadziwiające
    Co ciebie , lub innych polaczków interesuje, co zrobi Obama i za czyje pienądze. Napewno nie będą to twoje pieniądze, zostaw te swoje dywagacje nam Amerykanom a zajmij się swoim KAczorem, swoim Tuskiem i swoim państwem, które pomimo wchodzenia Ameryce be zmydła zostało totalnie olane przez Busha.
    My Amerykanie nie zawracamy sobie głowy dywagacjami o  Polsce czy innych mało istotnych sprawach. My sobie poradzimy z naszym kryzysem, wy skupcie się na swoim, bo jak narazie wasz rząd robi wam wodę z mózgu i ukrywa ten kryzys przed wami a widac go gołym okiem.

    • Brawo, Atkabe.
      Nie wiem co chciałaś w ten sposób zademonstrować, pokazałaś jedynie prostactwo i kompleksy. Tak, kompleksy, moja droga, bo zdaje się, że sama masz polskie korzenie, więc takie nagłe podkreślanie swojego wielkiego amerykanizmu i jednoczesne pogardliwe rzucanie "polaczkami" pachnie kompleksem narodowościowym. Poza tym nie licuje to zbytnio z twoją wielką antyrasistowską i antynacjonalistyczną krucjatą. Tyle razy wypominałaś Polakom rasizm, nacjonalizm i ksenofobię, a sama zademonstrowałaś te brzydkie cechy, obrażając Polaków. A jeśli jesteś zainteresowana moim zainteresowaniem polityką Obamy i amerykańskiego rządu, to musisz wiedzieć, że gospodarka amerykańska jest powiązana z gospodarką europejską, w tym ( w małej cząstce bezpośrednio, w sporym stopniu pośrednio ) z polską. Program antykryzysowy Obamy może więc ( prawda, że w ograniczonym stopniu, ale jednak ) wpłynąć ( pozytywnie lub negatywnie, na razie trudno oceniać ) na życie owych "Polaczków". Powinnaś to wiedzieć, zanim zabrałaś głos w tej sprawie, niestety skompromitowałaś się. Brakiem wiedzy i brakiem kultury.

        • Nie wiem tylko jakie i w
          Nie wiem tylko jakie i w którym miejscu. Obama? Mój tekst nie zawiera nawet krytyki jego prezydentury, jest zresztą zbyt wcześnie, by móc cokolwiek krytykować. Jeśli chodzi o to, że nie podzielam wiary w wszechmoc pana Obamy, to bardzo mi przykro, ale po prostu nie jestem naiwny. Być może uda mu się zrealizować jego plan bez rujnowania finansów państwa, trzymam kciuki. Jak pisałem ma doradców, którzy nie pozwolą mu zapomnieć o dyscyplinie budżetowej, to plus. Mimo to, w przeciwieństwie do wielu Amerykanów, nie widzę w Obamie herosa, który rozwiąże wszystkie problemy ludzkości, co świadczy zresztą o tym, że twardo stąpam po ziemi. Nie zamierzam się spowiadać z siebie i z własnego braku złudzeń, a Atkabe może sobie krzyczeć i warcholić ile wlezie, to świadczy o niej, nie o mnie.

          • wiem
            Ja tylko nawiązałem, do mego dawnego sporu z Atkabe, gdzie jej uzasadniałem, że każdy ma taki kącik w sercu, który hołubi i wyrażenie jakiejkowiek niebałwochwalczej o nim myśli wywołuje negatywne emocje. Radziłem, by ten mechanizm zrozumieć i emocje uszanować, próbując dyskutować mądrze i merytorycznie, a nie odpowiadać pięknym za nadobne.

            Napisałeś dobry tekst. Obiektywny i wyważony. Pełen troski o losy Stanów jako światowego lidera z nadzieją, że Obamie i USA uda się przezwyciężyć wewnętrzny kryzys dając tym świadectwo reszcie świata, że można i wskazując drogę ratunku. Obama swoimi wizjonerskimi mowami daje taką nadzieję na zmianę i na to, że człowiek potrafi. Co innego jest bałwochwalczo wierzyć w jego sukces, a co innego trzymając za ten sukces kciuki, realnie analizować jakie ma szanse.

          • Mówiąc szczerze losy Stanów
            Mówiąc szczerze losy Stanów obchodzą mnie średnio. Bardziej interesuje mnie to, by Ameryka nie nadużywała swojej pozycji światowego lidera i by Obama zachowywał się rozsądnie, bo błędy popełniane w USA mogą w mniejszym, czy większym stopniu wpłynąć na globalną gospodarkę.

          • zgoda,
            ale chyba przeciętny Amerykanin nie zdaje sobie sprawy jaki losy i poczynania jego państwa mają wpyw na resztę świata. Jeśli w ogóle wie, że ta reszta istnieje. Upps, chyba znaleźliśmy drobną rysę na wyidealizowanym obrazie.

          • To podobnie jak mohery w osobie i radiu Rydzyka
            Mówisz – Rydzyk tworzy sektę. Słyszysz w odpowiedzi – nieprawda bo Bóg jest, a ty jesteś …*.
            I mnie tylko o to chodzi, aby badać mechanizmy i spokojnie rozmawiać.

            *dowolny epitet.

  41. zadziwiające
    Co ciebie , lub innych polaczków interesuje, co zrobi Obama i za czyje pienądze. Napewno nie będą to twoje pieniądze, zostaw te swoje dywagacje nam Amerykanom a zajmij się swoim KAczorem, swoim Tuskiem i swoim państwem, które pomimo wchodzenia Ameryce be zmydła zostało totalnie olane przez Busha.
    My Amerykanie nie zawracamy sobie głowy dywagacjami o  Polsce czy innych mało istotnych sprawach. My sobie poradzimy z naszym kryzysem, wy skupcie się na swoim, bo jak narazie wasz rząd robi wam wodę z mózgu i ukrywa ten kryzys przed wami a widac go gołym okiem.

    • Brawo, Atkabe.
      Nie wiem co chciałaś w ten sposób zademonstrować, pokazałaś jedynie prostactwo i kompleksy. Tak, kompleksy, moja droga, bo zdaje się, że sama masz polskie korzenie, więc takie nagłe podkreślanie swojego wielkiego amerykanizmu i jednoczesne pogardliwe rzucanie "polaczkami" pachnie kompleksem narodowościowym. Poza tym nie licuje to zbytnio z twoją wielką antyrasistowską i antynacjonalistyczną krucjatą. Tyle razy wypominałaś Polakom rasizm, nacjonalizm i ksenofobię, a sama zademonstrowałaś te brzydkie cechy, obrażając Polaków. A jeśli jesteś zainteresowana moim zainteresowaniem polityką Obamy i amerykańskiego rządu, to musisz wiedzieć, że gospodarka amerykańska jest powiązana z gospodarką europejską, w tym ( w małej cząstce bezpośrednio, w sporym stopniu pośrednio ) z polską. Program antykryzysowy Obamy może więc ( prawda, że w ograniczonym stopniu, ale jednak ) wpłynąć ( pozytywnie lub negatywnie, na razie trudno oceniać ) na życie owych "Polaczków". Powinnaś to wiedzieć, zanim zabrałaś głos w tej sprawie, niestety skompromitowałaś się. Brakiem wiedzy i brakiem kultury.

        • Nie wiem tylko jakie i w
          Nie wiem tylko jakie i w którym miejscu. Obama? Mój tekst nie zawiera nawet krytyki jego prezydentury, jest zresztą zbyt wcześnie, by móc cokolwiek krytykować. Jeśli chodzi o to, że nie podzielam wiary w wszechmoc pana Obamy, to bardzo mi przykro, ale po prostu nie jestem naiwny. Być może uda mu się zrealizować jego plan bez rujnowania finansów państwa, trzymam kciuki. Jak pisałem ma doradców, którzy nie pozwolą mu zapomnieć o dyscyplinie budżetowej, to plus. Mimo to, w przeciwieństwie do wielu Amerykanów, nie widzę w Obamie herosa, który rozwiąże wszystkie problemy ludzkości, co świadczy zresztą o tym, że twardo stąpam po ziemi. Nie zamierzam się spowiadać z siebie i z własnego braku złudzeń, a Atkabe może sobie krzyczeć i warcholić ile wlezie, to świadczy o niej, nie o mnie.

          • wiem
            Ja tylko nawiązałem, do mego dawnego sporu z Atkabe, gdzie jej uzasadniałem, że każdy ma taki kącik w sercu, który hołubi i wyrażenie jakiejkowiek niebałwochwalczej o nim myśli wywołuje negatywne emocje. Radziłem, by ten mechanizm zrozumieć i emocje uszanować, próbując dyskutować mądrze i merytorycznie, a nie odpowiadać pięknym za nadobne.

            Napisałeś dobry tekst. Obiektywny i wyważony. Pełen troski o losy Stanów jako światowego lidera z nadzieją, że Obamie i USA uda się przezwyciężyć wewnętrzny kryzys dając tym świadectwo reszcie świata, że można i wskazując drogę ratunku. Obama swoimi wizjonerskimi mowami daje taką nadzieję na zmianę i na to, że człowiek potrafi. Co innego jest bałwochwalczo wierzyć w jego sukces, a co innego trzymając za ten sukces kciuki, realnie analizować jakie ma szanse.

          • Mówiąc szczerze losy Stanów
            Mówiąc szczerze losy Stanów obchodzą mnie średnio. Bardziej interesuje mnie to, by Ameryka nie nadużywała swojej pozycji światowego lidera i by Obama zachowywał się rozsądnie, bo błędy popełniane w USA mogą w mniejszym, czy większym stopniu wpłynąć na globalną gospodarkę.

          • zgoda,
            ale chyba przeciętny Amerykanin nie zdaje sobie sprawy jaki losy i poczynania jego państwa mają wpyw na resztę świata. Jeśli w ogóle wie, że ta reszta istnieje. Upps, chyba znaleźliśmy drobną rysę na wyidealizowanym obrazie.

          • To podobnie jak mohery w osobie i radiu Rydzyka
            Mówisz – Rydzyk tworzy sektę. Słyszysz w odpowiedzi – nieprawda bo Bóg jest, a ty jesteś …*.
            I mnie tylko o to chodzi, aby badać mechanizmy i spokojnie rozmawiać.

            *dowolny epitet.

  42. zadziwiające
    Co ciebie , lub innych polaczków interesuje, co zrobi Obama i za czyje pienądze. Napewno nie będą to twoje pieniądze, zostaw te swoje dywagacje nam Amerykanom a zajmij się swoim KAczorem, swoim Tuskiem i swoim państwem, które pomimo wchodzenia Ameryce be zmydła zostało totalnie olane przez Busha.
    My Amerykanie nie zawracamy sobie głowy dywagacjami o  Polsce czy innych mało istotnych sprawach. My sobie poradzimy z naszym kryzysem, wy skupcie się na swoim, bo jak narazie wasz rząd robi wam wodę z mózgu i ukrywa ten kryzys przed wami a widac go gołym okiem.

    • Brawo, Atkabe.
      Nie wiem co chciałaś w ten sposób zademonstrować, pokazałaś jedynie prostactwo i kompleksy. Tak, kompleksy, moja droga, bo zdaje się, że sama masz polskie korzenie, więc takie nagłe podkreślanie swojego wielkiego amerykanizmu i jednoczesne pogardliwe rzucanie "polaczkami" pachnie kompleksem narodowościowym. Poza tym nie licuje to zbytnio z twoją wielką antyrasistowską i antynacjonalistyczną krucjatą. Tyle razy wypominałaś Polakom rasizm, nacjonalizm i ksenofobię, a sama zademonstrowałaś te brzydkie cechy, obrażając Polaków. A jeśli jesteś zainteresowana moim zainteresowaniem polityką Obamy i amerykańskiego rządu, to musisz wiedzieć, że gospodarka amerykańska jest powiązana z gospodarką europejską, w tym ( w małej cząstce bezpośrednio, w sporym stopniu pośrednio ) z polską. Program antykryzysowy Obamy może więc ( prawda, że w ograniczonym stopniu, ale jednak ) wpłynąć ( pozytywnie lub negatywnie, na razie trudno oceniać ) na życie owych "Polaczków". Powinnaś to wiedzieć, zanim zabrałaś głos w tej sprawie, niestety skompromitowałaś się. Brakiem wiedzy i brakiem kultury.

        • Nie wiem tylko jakie i w
          Nie wiem tylko jakie i w którym miejscu. Obama? Mój tekst nie zawiera nawet krytyki jego prezydentury, jest zresztą zbyt wcześnie, by móc cokolwiek krytykować. Jeśli chodzi o to, że nie podzielam wiary w wszechmoc pana Obamy, to bardzo mi przykro, ale po prostu nie jestem naiwny. Być może uda mu się zrealizować jego plan bez rujnowania finansów państwa, trzymam kciuki. Jak pisałem ma doradców, którzy nie pozwolą mu zapomnieć o dyscyplinie budżetowej, to plus. Mimo to, w przeciwieństwie do wielu Amerykanów, nie widzę w Obamie herosa, który rozwiąże wszystkie problemy ludzkości, co świadczy zresztą o tym, że twardo stąpam po ziemi. Nie zamierzam się spowiadać z siebie i z własnego braku złudzeń, a Atkabe może sobie krzyczeć i warcholić ile wlezie, to świadczy o niej, nie o mnie.

          • wiem
            Ja tylko nawiązałem, do mego dawnego sporu z Atkabe, gdzie jej uzasadniałem, że każdy ma taki kącik w sercu, który hołubi i wyrażenie jakiejkowiek niebałwochwalczej o nim myśli wywołuje negatywne emocje. Radziłem, by ten mechanizm zrozumieć i emocje uszanować, próbując dyskutować mądrze i merytorycznie, a nie odpowiadać pięknym za nadobne.

            Napisałeś dobry tekst. Obiektywny i wyważony. Pełen troski o losy Stanów jako światowego lidera z nadzieją, że Obamie i USA uda się przezwyciężyć wewnętrzny kryzys dając tym świadectwo reszcie świata, że można i wskazując drogę ratunku. Obama swoimi wizjonerskimi mowami daje taką nadzieję na zmianę i na to, że człowiek potrafi. Co innego jest bałwochwalczo wierzyć w jego sukces, a co innego trzymając za ten sukces kciuki, realnie analizować jakie ma szanse.

          • Mówiąc szczerze losy Stanów
            Mówiąc szczerze losy Stanów obchodzą mnie średnio. Bardziej interesuje mnie to, by Ameryka nie nadużywała swojej pozycji światowego lidera i by Obama zachowywał się rozsądnie, bo błędy popełniane w USA mogą w mniejszym, czy większym stopniu wpłynąć na globalną gospodarkę.

          • zgoda,
            ale chyba przeciętny Amerykanin nie zdaje sobie sprawy jaki losy i poczynania jego państwa mają wpyw na resztę świata. Jeśli w ogóle wie, że ta reszta istnieje. Upps, chyba znaleźliśmy drobną rysę na wyidealizowanym obrazie.

          • To podobnie jak mohery w osobie i radiu Rydzyka
            Mówisz – Rydzyk tworzy sektę. Słyszysz w odpowiedzi – nieprawda bo Bóg jest, a ty jesteś …*.
            I mnie tylko o to chodzi, aby badać mechanizmy i spokojnie rozmawiać.

            *dowolny epitet.