Fantomowa noga stołu Wuja Sama cz. V czyli naprawianie bezpieczników drutem

Prześlij dalej:

No dobrze, ale co tak naprawdę owa grupa mogłaby zrobić, jakie działania podjąć  tym celu? Przytoczmy jeden z raportów na ten temat. Otóż mamy m.in. do czynienia z wdrażaniem standardów „dobrych praktyk” dla przemysłu funduszy inwestycyjnych w celu zredukowania ryzyka oraz zabezpieczenia interesów inwestora. Wygląda na to, że spece od rynku także dotąd nie znali zasad inwestowania behawioralnego, bo mamy tu takie hasła jak przejrzystość, ograniczanie ryzyka, zwiększenie roli regulacyjnych oraz zintegrowania rynku, eliminowanie konfliktu interesów.  Mało że powinny być od zwsze oczywiste, to sa równie rozmydlone i pozbawione treści co założenia główne. Zresztą, praktyka jest podobna, jako że napotkanie sytuacji, gdy ktoś spośród osób odpowiedzialnych został ukarany za ewidentne nadużycia w przedmiotowych kwestiach to naprawdę wyjątek.  Konkludując, pada mnóstwo uspokajających inwestora słów,  a działania poprawiające system są znikome. To znaczy, w opinii doświadczonych inwestorów, wygów, którzy zjedli zęby na kupowaniu oraz sprzedawaniu akcji na giełdach, takie działania istnieją, z tym, że z zupełnie innej beczki”. Ale o tym za chwilę.  

 

Rekomendacja oraz analiza są medialne, czyli działasz na własne ryzyko, a twoja strata nikogo nie obchodzi.

Wspomniałem wyżej o jednej, przypadkowej rekomendacji, gdzie działa tu zasada „działasz na własne ryzyko”. Inaczej rzecz ujmując, możemy to przetłumaczyć tak: „my, rekomendujący, piszemy, co nam pasuje, ty możesz na bazie naszych sugestii stracić lub nie, i nam to wisi” Wspominanie elementu ryzyka przywodzi na myśl przysłowiowe unikanie przez diabła święconej wody. Istnieje gdzieś zapisana w tym celu formułka, ale kryje się wstydliwie na samym dole arkusza papieru lub strony internetowej  napisana malutkim, mało czytelnym druczkiem. A przecież gdyby miała obowiązywać uczciwość, to powinna kłuć nas w oczy, będąc pierwszym elementem rekomendacji. Mówimy o rekomendacjach,  ale mamy na myśli także rzesze analityków, wykładających nam  w mediach, co i kiedy powinniśmy kupić.  Bo na giełdzie rośnie, to znaczy, że jest dobrze, a jeżeli spada, to mamy do czynienia z okazją, „bo za chwilę i tak urośnie”  A przy okazji zapewniających nas, że „tym razem będzie inaczej, bo to-czy-tamto  to „zupełnie inna para kaloszy niż kiedyś, więc nie ma obaw, że stracimy na kupnie zainwestowane środki. Oraz prezentujących  wykresy, które mają nieodmiennie nachylenie ku górze, czyli „w długim terminie na giełdzie nie można stracić”. Nie masz środków, by zainwestować? To nie problem. Kredyt na zakup akcji, wystarczy twoje 50 procent, my dołożymy drugie tyle. Ale możesz także zainwestować w instrumenty, na które wystarczą minimalne środki rzędu kilku procent wartości całości.  Kontrakty futures  czyli terminowe, opcje, rynek forex itp… itd. A to wszystko o czym powyżej odbywa się w mediach, jakże,  obiektywnych „do bólu”.  Generalnie, dość osobliwe podejście, a tym samym „zachęta” do stosowania przez nas zasad inwestowania behawioralnego w praktyce. Karykatura finansów behawioralnych jasna jak słońce.

Strony

Źródło foto: 
13451 liczba odsłon
Obrazek użytkownika Marek Meissner

Autor artykułu: Marek Meissner

3 (liczba komentarzy)

  1. Niezłe, widać niekonwencjonalne podejście do tematu finansów swiatowych. Rzeczywiscie nudni są ci wszyscy poważni faceci w krawatach lub też i nie ale gadajacy lub piszący takim slangiem, że smiech ogarnia. Niech Pan to robi tak dalej a wyjdzie z tego niezły kawałek. Bardzo podoba mi sie ten dystans i lekkie podejście do tego swiatowego kołowrotka. Ja juz dawno porzuciłem tę zabawe w tzw. inwestora giełdowego, kiedy dostrzegłem że to kopanie się z koniem. Pozdrawiam JK

  2. avatar

    Szanowny Panie, Janie, dziękuję za miły komentarz. Staram się, żeby nudnie nie było, choć będą rzeczy które z nudy wyprowadzą swoją treścią. Poruszymy wszystkie "świete krowy", w tym tych, którzy nic nie mowili, kiedy ludzie masowo się zadlużali we franku po 2 zł. Tak w ogóle, ciekawa wydaje mi się analiza "od spodu"  jak to było z tymi frankami w kontekście rezerwy cząstkowej. Napiszę więcej niebawem.

     

    A co do "kopania się z koniem", określenie dokskonałe a temat jest dobrze znany tym, którzy, kiedy weszły OFE, próbowali grać "na krotko" na kotraktach terminoiwych na WIG 20.Bylem zresztą jednym z nich. OFE nie pozwalały spaść indeksowi za żadną cenę kiedy świat leciał na tzw twarz, a potem w ogóle nie chciało rosnąć, kiedy tam odbijało. Wtedy przestałem się tym bawić. Ciekawe czasy ;-)

     

    z poważaniem Marek Meissner

  3. avatar

    Zgadzam sie z przedmowca. Marek swietnie opisuje rzeczywistosc z odpowiednia iloscia faktow i analizy. Milo, ze w przestrzeni oceny rzeczywistosci USA jest ktos taki jak Marek. Dzieki.

    Z lzejszych/ciezszych (w zaleznosci od osobowosci) tematow polecam wyklady Jordana Petersena :)

  4. Strony