Fantomowa noga stołu wuja Sama a sprawa Polska, Cz. VI. Widziały gały co brały, czyli jest super

Prześlij dalej:

Jeżeli wiemy już, jakie są cele założycieli spółki akcyjnej rozważmy, czemy tak naprawdę kupujemy akcje? Otóż powodem jest prawo inne, podstawowe i kluczowe. Co dziwne, o prawie tym nikt nie wspomina, a powinien, jako że niesie ono z sobą jedyną korzyść z jej posiadania. Na czym ono polega? Zabrzmi to kuriozalnie, ale na tym, że   posiadacz akcji może sprzedać je innej osobie, oczywiście, z założenia w wyższej cenie, niż sam zapłacił. Innymi słowy, jest to szukanie głupszego od siebie. Każdorazowy nabywca - posiadacz akcji  szuka osoby, która pozwoli mu zarobić, bo zapłaci za akcję więcej niż wyniosła  jego cena zakupu. Mało tego. Założenie kupującego jest nieodmiennie jedno – że  są co najmniej dwie osoby od niego głupsze. Pierwszy, sprzedający mu akcje, bo ich cena jest warta kupna, a więc niższa niż możliwa do uzyskania oraz drugi - „przyszły” kupujący akcje, który zapłaci za nie więcej, więc dzięki niemu będzie można zarobić. Nie wiem, o czym był film „Głupi i głupszy”, ale tytuł pasuje do zajmowania się kupowaniem i sprzedawaniem akcji „jak ulał. Jeżeli nagle zlikwidowano by   giełdy lub choćby zawieszono  na  jakiś czas ich działanie, akcji nikt by nie kupił. To prawda oczywista. Jeśli ktokolwiek jest innego zdania, przytoczę mu tylko jeden fakt. Cytuję:

„26 maja Komisja Nadzoru Finansowego utrzymała w mocy decyzję sprzed prawie roku (z 19 lipca 2016 r.) w sprawie nałożenia kary pieniężnej w wysokości 800 tysięcy złotych oraz bezterminowego wykluczenia akcji Petrolinvest z obrotu. Na rynku regulowanym akcje przestaną być notowane od 29 czerwca, czyli środa 28 czerwca ma być ostatnim dniem spółki na giełdzie. Ogłoszenie decyzji KNF wywołało spadek kursu jednego dnia o 70 proc. Inwestorzy reagowali tak na potencjalny brak możliwości handlowania posiadanymi akcjami”.

 

Teraz, kiedy już wiemy, że często (bez potrzeby) ulegamy obietnicom innych, zapytajmy, kto jest współodpowiedzialny za naszą beztroskę w wykładaniu pieniędzy w różnego typu fantasmagorie założycieli spółek? Odpowiedź jest oczywista. Podstawową odpowiedzialność za „nakręcanie gorączki” ponoszą założyciele spółek oraz piszący prospekty emisyjne. Ale mamy przecież Komisję Nadzoru Finansowego. Czemu zezwala im na takie praktyki, a być może nie zezwala, tylko coś w systemie weryfikacji zawodzi?

Gdybyśmy zapytali o to osobę odpowiedzialną za taki stan rzeczy, pewnie usłyszleibyśmy, że "temat jest na pewno niezwykle złożony, bo ekonomia czyli bilans spółki to jedno, możliwość realizacji obietnic drugie, a chęć, by to uczynić, trzecie, i nie ma jak pewnych rzeczy zweryfikować". Moim zdnaniem jest jednak jasne, że coś jednak w systemie zawodzi, a dowodów na powyższe chyba dostarczyłem dość. Można śmiało postawić tezę, iż droga na giełdę jest zbyt łatwa. Być może przyczyna leży w  niewątpliwej  i powszechnie manifestowanej chęci uczynienia z warszawskiej giełdy swego rodzaju „centrum” dla tej części Europy, bo to w znacznym stopniu determinuje zachowanie ludzi odpowiedzialnych za rynek finansowy w Polsce? Aby nie być gołosłownym, przytoczę fragmenty artykułu sprzed paru lat. [3]

Strony

Źródło foto: 
18090 liczba odsłon
Obrazek użytkownika Marek Meissner

Autor artykułu: Marek Meissner

1 (liczba komentarzy)

  1. Dla mnie to jest w ogóle dziwne że takie firmy windykacyjne mają rację bytu to znaczy że potrafią na siebie zarobić. Dłużnicy obecnie znają swoje prawa dzięki zwłaszcza internetowi w którym roi się od serwisów z poradami dla dłużników. Prawie każdy już wie na przykład o przedawnieniu. Ponadto, znacznie wzrosła skuteczność egzekucji komorniczych a to głównie dzięki wprowadzeniu nowelizacji dotyczącej egzekucji z rachunków bankowych, odbywa się obecnie bez wcześniejszgo powiadomienia dłużnika: http://windykacje.info.pl/2017/10/zajecie-rachunku-bankowego-bez-wczesniejszego-powiadomienia/  Ponadto, mnóstwo wierzycieli samodzielnie kieruje proste pozwy wygodnie poprzez e-sąd. Biorąc wszystko do kupy dziwi to, że takie i inne firmy windykacyjne dalej działają i tak naprawdę nie wiadomo, o co w tym chodzi. Tym bardziej że zwykle są to niskie długi kupowane w pakietach w tysiącach sztuk (każda to inny dłużnik) gdzie nie ma mowy o windykacji terenowej, bo się nie opłaca. 

  2. Strony