Fantomowa noga stołu wuja Sama a sprawa Polska, Cz. VI. Widziały gały co brały, czyli jest super

Prześlij dalej:

Może jeszcze przytoczmy pokrótce historię Petrolinvestu, bo tu chodziło o bardzo dużą kasę. Spółka  założona przez Ryszarda Krauzego, zadebiutowała na giełdzie w 2007 roku, zmieniając równocześnie profil działalności z handlu paliwami, głównie LPG, na profil poszukiwawczo-wydobywczy w zakresie ropy i gazu. Wcześniej, w 2006 roku ogłoszono, że Ryszard Krauze kupił w Kazachstanie złoża szacowane na 2 mld baryłek. Petrolinvest "ściągnął" z rynku od inwestorów 120 mln zł, cena emisyjna akcji w ofercie publicznej wyniosła 227 zł, a w szczycie kosztowała ponad 500 zł. Nie wdając się w długotrwały proces spadku cen ani powodów, dla którego to nastąpiło, napiszę tylko tyle, że w styczniu 2016 roku ZUS złożył wniosek o upadłość likwidacyjną Petrolinvestu, a było to przy cenie jednej akcji spółki 18 groszy. W maju 2017 Komisja Nadzoru Finansowego wykluczyła akcje Petrolinvest z obrotu giełdowego. To oczywiście rzeczy znane, ja zwrócę uwagę na jeden fakt, osoby głównego akcjonariusza Prokomu zarazem podmiotu zależnego, czyli Petrolinvestu. Mam na myśli artykuły prasowe oraz inne, komentujące jego stan majątkowy w chwili obecnej. Ten jest ponoć kiepski, cena Petrolinvestu to dziś  grosze, a sprawił to zły los, czyli brak ropy czy gazu na kazachskich polach spółki. Większości umyka jednak fakt, że akcje Petrolinvestu były sprzedane oraz  notowane później w „kosmicznych” cenach, a ktoś je wtedy sprzedawał, czy raczej wyprzedawał. Aby nikogo nie drażnić, nie będę podawał wyliczeń, ile zarobił Ryszrad Krauze, sprzedając akcje najpierw w oferice publicznej, a następnie swoje własne. Jeśli ktoś tu  więc „umoczył”, to nie jest to były właściciel Prokomu oraz Petrolinvestu, lecz całe mnóstwo tych, którzy uwierzyli w zamki na piasku, to znaczy  ropę i gaz w Kazachstanie.

Jednocześnie dochodzimy do prawdziwego celu sprzedaży przez założycieli akcji spółki akcyjnej tzw. drobnym inwestorom. Nikt inny jak sprzedający akcje są głównymi beneficjentami istnienia giełdy. Nazywa się to u nich (komentarze autentyczne) „koniecznością zwiększenia zasobów gotówkowych” lub „potrzebą dywersyfikacji ryzyka” przez nich,  bywa, że rzecz nazwana jest inaczej, lecz równie kwieciście, wszak nikt przy zdrowych zmysłach nie napisze, że tak naprawdę jego główny cel to napełnienie swego konta „na maksa”” kosztem innych. Tutaj powracam do zagadnienia, poruszanego w części V, czyli finansów behawioralnych.

Aby podsumować, można napisać tym, którzy uwierzyli w iluzje i mają do kogokolwiek pretensje, tyle:  "Widziały gały, co brały". A na przyszłość doradzić, by, kolokwialnie mówiąc, nie dawali wciskać sobie tzw. kitu, i będzie ok.  

Strony

Źródło foto: 
19114 liczba odsłon
Obrazek użytkownika Marek Meissner

Autor artykułu: Marek Meissner

1 (liczba komentarzy)

  1. Dla mnie to jest w ogóle dziwne że takie firmy windykacyjne mają rację bytu to znaczy że potrafią na siebie zarobić. Dłużnicy obecnie znają swoje prawa dzięki zwłaszcza internetowi w którym roi się od serwisów z poradami dla dłużników. Prawie każdy już wie na przykład o przedawnieniu. Ponadto, znacznie wzrosła skuteczność egzekucji komorniczych a to głównie dzięki wprowadzeniu nowelizacji dotyczącej egzekucji z rachunków bankowych, odbywa się obecnie bez wcześniejszgo powiadomienia dłużnika: http://windykacje.info.pl/2017/10/zajecie-rachunku-bankowego-bez-wczesniejszego-powiadomienia/  Ponadto, mnóstwo wierzycieli samodzielnie kieruje proste pozwy wygodnie poprzez e-sąd. Biorąc wszystko do kupy dziwi to, że takie i inne firmy windykacyjne dalej działają i tak naprawdę nie wiadomo, o co w tym chodzi. Tym bardziej że zwykle są to niskie długi kupowane w pakietach w tysiącach sztuk (każda to inny dłużnik) gdzie nie ma mowy o windykacji terenowej, bo się nie opłaca. 

  2. Strony