Reklama

Od czasu do czasu piszę na za

Od czasu do czasu piszę na zamówienie, gdy mnie coś podnosi, gdy widzę przepastne obszary głupoty, siadam przed monitorem i wstukuje tekst pod tytułem: „Sam się prosiłeś”. Tym razem zadziałało coś innego, w Związku Literatów Polskich taki stan ducha nazywa się inspiracja. Miła Pani zainspirowała mnie pytaniem, które jest naprawdę frapującą, wielopoziomową, zagadką. Skoro jest tak fajnie i panuje kult fajnej Polski, to dlaczego nie ma w narodzie obyczaju, jaki obserwowaliśmy przy okazji wzruszającego serialu „Niewolnica Izaura”?. Dlaczego naród na cześć fajności i zdawania egzaminów nie chrzci swoich dzieci pięknym imieniem Donald? Fakt, nie chrzci, przynajmniej nie zauważyłem szału, ale ten fakt wcale nie jest taki banalny i prozaiczny jak go można na starcie zlekceważyć. Nadawanie imion na cześć idoli do poważnych nie należy, natomiast zjawisko w całej rozciągłości jest poważnie socjologiczne. Bez złośliwości trzeba pozbyć się złudzeń i nie bać się oczywistej odpowiedzi. Donald nie nadaje się na hit księgi imion, przede wszystkim dlatego, że się z Tuskiem kojarzy, a Tusk nigdy za wzór nie robił, on zawsze był „mniejszym złem”. Nawet jeśli wyrodny ojciec, czy wyrodna matka chcieliby zrobić sobie ponury żart ze swojego dziecka, wówczas inna blokada zadziała bez pudła. Imię jako takie kojarzy się komicznie, kreskówkowo i politycznie. Wołać do dziecka Donald to tak jakby wołać „nie ma alternatywy”, podaj kapcie albo „wszystko byle nie Kaczyński”, odrób lekcje. Wydaje się, że polityka w ogóle nie jest przyjemnym kawałkiem życia, a uczestniczący w niej aktorzy rzadko kiedy przypominają białe charaktery i w związku z tym mało mamy Adolfów, Neronów i Piłatów. Nie przypadkowo wybrałem taki zestaw imion, chociaż w żadnym razie nie chcę Tuska porównywać z wymienionymi, bo jest za cienki. Analogia tkwi w innym miejscu, Donald charakterystycznie i jednoznacznie rzuca się na uszy, rzadkie imię kojarzone natychmiast.

Dzieciństwo nie ma litości, najtrudniejszy okres w życiu człowieka, dziesiątki pytań i dowcipów ciśnie się na usta, gdy pada imię Donald. Sądzę, że znacznie lżejszy żywot mają niegdysiejsze Izaury, niżby miał współczesny Donald. W PO nie brakuje ludzi pozbawionych zahamowań i parcia na tę wymarzoną „jedynkę”, ale nie zdarzyło się, żeby w partii ktoś nazwał potomka na cześć wodza i co więcej sam wódz miałby z takich chrzcin niezły ambaras. Facetowi, który wymyślił autostrady dla helikopterów, ciężko budować żywe pomniki z nieszczęścia dziecka. Za duże brzemię, nie do uniesienia dla największych aktywistów, przypuszczam, że tylko Paweł Graś mógłby się zmierzyć z ciężarem. Imię Donald działa jak szkarłatna litera, do Donalda w pierwszym odruchu dochodzi Tusk, co się nie łączy z pasmem sukcesów, wszelkiej pomyślności, ale z facetem, który dużo ryczy i w ogóle mleka nie daje. Mam stuprocentową pewność, że w samej PO dziecko ojciec lub matka partyjnego kolegi, który skrzywdziłby dziecko Donaldem, nie mieliby życia. Takie są koszty i podświadomy odbiór działalności Donalda. Nie istnieje nic co choć trochę przypominałby kult lub szał na Donalda, istnieje tylko kult nienawiści do Jarosława. Tusk żyje beztrosko, ponieważ ludowi wmówiono brak alternatywy. Donald jest jak ten ojciec pijak, który robi awantury w domu, ale zawsze parę złotych przyniesie, dopiero potem się okazuje, że trzeba spłacić z odsetkami.

Czy taki sam odruch obronny występuje w przypadku Jarosława i innych imion z pierwszych ław sejmowych oraz rządowych? Raczej nie, a to z tej przyczyny, że Donald ma pecha, jeden raz udało mu się osiągnąć coś niepowtarzalnego i tym czymś jest imię. Trudno mi zgadywać jakie są rzeczywiste proporcje, ilu rodziców nie chce Donalda z powodu małej atrakcyjności samego imienia, ilu nie chce z powodu skojarzeń z Tuskiem. Jednak jak by nie liczyć w Polsce z całą pewnością Donald nie ściga Donalda dlatego, że za Donaldem idzie Tusk. Nie mam żadnych danych, ale jestem przekonany, że na początku lat 80-tych wiele maluchów dostawało imię Lech i w cale nie po dziadku, stryju, ojcu, czy na chybił trafił z kalendarza, ale na szczęście, żeby dzieciak był wielki jak Wałęsa. Bogu dzięki dziś można się z takiego imienia swobodnie wytłumaczyć i w żadnym razie nie być kojarzonym z Bolkiem, Z Donaldem taki zabieg teraz i prze najbliższe lata jest niemożliwy. Nie to, że straszę kolejnymi kadencjami, po prostu to imię jeszcze przez długie lata będzie się kojarzyć z kompromitacją.

Reklama

16 KOMENTARZE

    • Był taki – Św. Donald z
      Był taki – Św. Donald z Ogilvy (skubany miał 9 córek). Samo imię Donald pochodzi od celtyckiego Domhnall i oznacza (aż się za głowę złapałem) ‘władca świata’! Donald Tusk podobno odziedziczył imię po ojcu Donaldzie (rocznik 1930). Co zaś chodziło po głowie dziadkowi (telegrafiście kolejowemu) Józefowi Tuskowi? – tego się chyba nie dowiemy. Na pewno inspiracją nie był Kaczor Donald, bo ten pojawił się na ekranach w 1934.

    • Był taki – Św. Donald z
      Był taki – Św. Donald z Ogilvy (skubany miał 9 córek). Samo imię Donald pochodzi od celtyckiego Domhnall i oznacza (aż się za głowę złapałem) ‘władca świata’! Donald Tusk podobno odziedziczył imię po ojcu Donaldzie (rocznik 1930). Co zaś chodziło po głowie dziadkowi (telegrafiście kolejowemu) Józefowi Tuskowi? – tego się chyba nie dowiemy. Na pewno inspiracją nie był Kaczor Donald, bo ten pojawił się na ekranach w 1934.

  1. Jedyny znany mi Donald oprócz
    Jedyny znany mi Donald oprócz Słońca Peru to Kaczor Donald. Od pierwszej chwili, gdy usłyszałem o tym działaczu partyjnym – ileś tam lat temu, zastanawiałem się dlaczego rodzice pokrzywdzili swoje dziecko takim własnie imieniem. To prawie tak jakby dać dziewczynie na imię Mućka.

  2. Jedyny znany mi Donald oprócz
    Jedyny znany mi Donald oprócz Słońca Peru to Kaczor Donald. Od pierwszej chwili, gdy usłyszałem o tym działaczu partyjnym – ileś tam lat temu, zastanawiałem się dlaczego rodzice pokrzywdzili swoje dziecko takim własnie imieniem. To prawie tak jakby dać dziewczynie na imię Mućka.

  3. Dla odmiany
    Dla odmiany przyznam się, że mój syn ma na imię Jarosław.
    Bywa, że potocznie do niego znajomi zwracają się: Jarek, Jaruś, Juryś, Jurczenko.
    Jest dumny ze swojego imienia i polityki w tym nie ma.
    Była zabawna historia, kiedy na lekcji religii chłopcy nawoływali: Jarek, Jarek…, a ks.dr Jarosław – czy do mnie młody człowieku w ten sposób się zwracasz ?!… i konsternacja całej klasy, a potem ogólna wesołość uczniów 2-giej klasy szkoły podstawowej, dzięki bystrości Księdza Jarosława.
    Od kiedy miał szanse głosować /chodzi o wiek/, głosował tak jak my, czyli rodzice, na swojego imiennika – JK.

  4. Dla odmiany
    Dla odmiany przyznam się, że mój syn ma na imię Jarosław.
    Bywa, że potocznie do niego znajomi zwracają się: Jarek, Jaruś, Juryś, Jurczenko.
    Jest dumny ze swojego imienia i polityki w tym nie ma.
    Była zabawna historia, kiedy na lekcji religii chłopcy nawoływali: Jarek, Jarek…, a ks.dr Jarosław – czy do mnie młody człowieku w ten sposób się zwracasz ?!… i konsternacja całej klasy, a potem ogólna wesołość uczniów 2-giej klasy szkoły podstawowej, dzięki bystrości Księdza Jarosława.
    Od kiedy miał szanse głosować /chodzi o wiek/, głosował tak jak my, czyli rodzice, na swojego imiennika – JK.