Reklama

Prawie 15 lat temu, na oczach całego świata, w wyjątkowo spektakularny sposób Putin wykończył byłego pułkownika KGB–FSB Aleksandra Litwinienkę. Zdrajcę narodu radzieckiego zabito w hollywoodzkim stylu, inny agent radziecki dolał mu do herbaty śmiertelną dawkę Polonu. Cała operacja, tylko przez fakt zastosowania tak filmowej technologii, kosztowała grube miliony dolarów, ulubionej waluty KGB. Świat to zobaczył, bo miał zobaczyć i na długo zapamiętać, w jaki sposób Rosja Radziecka rozprawia się ze zdrajcami. Putin długo się śmiał z brytyjskich pogróżek i wszelkich innych zabiegów, które miały pomścić brytyjskiego obywatela Litwinienkę. Warto podkreślić, że zamordowany pułkownik KGB–FSB nie stanowił najmniejszego zagorzenia dla Putina i nie miał szans, aby przejąć w Rosji władzę. Zginął w imię zasad!

Jeśli przyłożymy stare metody radzieckie, a nawet jeszcze carskiej ochrany, do historii Nawalnego, to tylko wyjątkowo naiwni uwierzą, że Nawalny jest nieuchwytny i nieśmiertelny. Putin gdyby chciał albo mógł wykończyć, najbardziej w tej chwili znanego opozycjonistę, to odstrzeliłby go na tysiąc pewnych i do tego widowiskowych sposobów. Powstaje pytanie dlaczego zamiast skutecznego odstrzelenia Nawalnego obserwujemy jakąś tanią szopkę z polowaniem na niezłomnego wroga Kremla. Pytanie dodatkowe. Jakim cudem Nawalny dociera do takich perełek, jak obraz pałacu Putina, który z całą pewnością był jedną z bardziej strzeżonych tajemnic? Poważne odpowiedzi mogą pójść tylko w dwóch kierunkach. Putin chce mieć takiego Nawalenego, jako głównego opozycjonistę pod pełna kontrolą, aby przykryć wszystkich pozostałych opozycjonistów. A drugi kierunek to wojna o władzę w ramach radzieckich służb, gdzie frakcja putinowska mierzy się z frakcją poszukującą zmian, stary radziecki scenariusz, tak zawsze zmieniano władzę w ZSRR. Oba kierunki uważam za prawdopodobne i stanowczo wykluczam niezależność Nawalnego, on żyje tylko dlatego, że ma żyć i wykonać konkretne zadanie.

Reklama

Sposób traktowania Nawalnego przypomina też nieco historię innego „opozycjonisty” Chodorkowskiego, ale ten przecenił własne siły i siłę frakcji FSB z jaką się związał. Stąd też Nawalny bardziej pasuje do polskiego Michnika albo Wałęsy, czyli takiego „bohatera ludowego”, który „siedział” i „wybaczył”, by na końcu ludem wytrzeć sobie buzię. Podobnie jak Wałęsa, Nawalny jest bohaterem Zachodu i to by mogło prowadzić na ślepy tor i do takich samych wniosków, że stoi za nim na przykład Berlin. Zachód doskonale wiedział, że Wałęsa był agentem SB i mimo wszystko dał agentowi Nagrodę Nobla, żeby politycznie grać o swoje interesy. Ktokolwiek rozumie politykę doskonale wie, że Merkel nie może się zachowywać inaczej niż się zachowuje, ale wygłaszając te swoje pełne oburzenia oświadczenia jakoś nie wspomina o Nord Stream 2. To dla odmiany jest klasyka w wykonaniu zachodnich hipokrytów, którzy walczą o prawa człowieka i produkują dresy w „dzikich krajach”, gdzie za dolara dziennie zatrudnia się dzieci. Jeden wielki teatr z udziałem fałszywego bohatera, któremu pozwala się działać i wyposaża się w atrakcyjną wiedzę służącą do prowadzenia walk frakcyjnych.

W jedno słowo, nie wspominając o niezależności Nawalnego, nie wierzę. Tak jak w Polsce prawdziwi opozycjoniści ginęli w tajemniczych albo w pokazowych okolicznościach, ewentualnie przerabiano ich na „oszołomów”, tak w Rosji wiecznie Radzieckiej z opozycjonistami robi się porządek w ułamku sekundy. Nawalny jest czyjąś matrioszką i dopóki będzie pożyteczny w swoim zadaniu, to będzie żył, przeciągany z jednej strony na drugą. Jak się zużyje albo zdemaskuje, to skończy na dnie Bajkału lub gdzieś w Izraelu otworzy kawiarnię. Cała reszta to jest teatrzyk dla ubogich, taki sam jak polski okrągły stół i inne porozumienia w Stoczni Gdańskiej. Wszystko pod pełną kontrolą służb i nie ma tutaj przypadku, że polski pierwowzór Nawalnego, niejaki Adam Michnik uznaje rosyjskiego opozycjonistę za bohatera – ta sama glina.

Reklama

46 KOMENTARZE