Reklama

Oglądam sobie telewizor, nie telewizję, a mam taki defekt,

Oglądam sobie telewizor, nie telewizję, a mam taki defekt, że lubię sobie oglądać włączony telewizor, także siłą rzeczy coś tam zawsze widzę i słyszę z programów telewizyjnych. Prawdy tam niewiele, w zamian seria zawiłych kłamstw, które wyglądają na tajemną wiedzę. Ostatnio kłamie się na temat finansów w ogóle, Grecji, Polski i Europy, w szczególe. Wymyśla się niestworzone rzeczy, choćby takie, że się strasznie w finansach zmieniło, tymczasem od debiutu pierwszego banku, precyzyjniej weksla, nic się nie zmieniło. Weksel dla przeciętnego oglądacza telewizji też jest poza zasięgiem, dlatego postanowiłem wykonać pewną pracę u podstaw. Coś się przydarzyło Grecji, Włochom, Portugalii i dzieje się Polsce? Na poziomie podstawowym, tak żeby i pan Hołdys mógł zrozumieć, opiszę co się dzieje. Pani Kociębowska jest emerytką, ma 1000 złotych emerytury, „na styk” wiąże jakoś koniec, ale każdego dnia widzi w telewizyjnych serialach, że ludziom to się powodzi. Marzy jej się chociaż nowy telewizor, taki, żeby ładniej pokazywał, problem w tym, że telewizor kosztuje dwie emerytury. Któregoś pięknego dnia przychodzi do pani Kociębowskiej pan Rafał z Providentu. Ładnie skrojony, czarny garnitur, niebieska koszula, żółty krawat, buty typu ścięte noski. Pan Rafał od progu pochwalił panią Kociębowską za ciepły nastrój domowy i sterylne porządki, nie odmówił kawy i ciasteczek, chociaż zna doskonale smak fusów i wafelków na wagę. Po wstępnych uprzejmościach pan Rafał przedstawia ofertę swojej firmy, której misją jest wyciąganie emerytów z biedy, żeby mogli żyć jak ci w telewizji. 2 tysiące złotych, tyle bez problemu może zaproponować pan Rafał pani Kociębowskiej, z chwilą gdy się dowiedział, że dochód klientki wynosi 1000 złotych miesięcznie. Klientkę jak zwykle najbardziej interesuje ile będzie ją to kosztować i tu zaczyna się prawdziwa robota pana Rafała, który musi podać jak najmniejszą kwotę oraz ukryć koszty i pułapki.

Po szkoleniach pan Rafał wie jak to się robi i rzuca następującą kwotą: 33 grosze na godzinę przez rok łaskawa Pani, tylko tyle i już pokazuję skąd się wzięło. 2000 plus odsetki, przez 12 miesięcy, potem przez 365 dni i w końcu przez 24 godziny daje taką właśnie niską kwotę. Drobnym drukiem pan Rafał nie powiedział nic, wszystko drukowanymi literami. A Provident drobnym drukiem pożycza 2000 na 45% w skali roku, co daje 2900. Raty pani Kociębowska będzie płaciła co miesiąc i jak łatwo policzyć zapłaci 242 złote, czyli jedna czwarta dochodów pani Kociębowskiej. Pan Rafał nic nie wspomina o ubezpieczeniu kredytu, karnych odsetkach i tak dalej, wspomina natomiast, że zabezpieczeniem kredytu będzie telewizor, po czym zapomina dodać… i wszystko co do pani Kociębowskiej należy, nie wyłączając własnościowego mieszkania. Pani Kociębowska ledwie wiązała koniec z końcem przy 1000 złotych, jej koszty miesięczne, tak zwane sztywne, czyli prąd, czynsz, gaz i tak dalej, to 550 złotych, 450 zostaje na smutne życie, chciałem napisać zostawało, teraz zostaje 200. Pierwsze dwa miesiące klientka spłaca raty, w trzecim miesiącu musi nastąpić krach i zaczyna się spirala odsetkowa, nie tylko w Providencie, ale w Enei, PGNIG, Spółdzielni Młodość. Po 10 miesiącach pani Kociębowska jest „matematycznym” bankrutem, co oznacza, że gdyby nawet zrezygnowała z jedzenia, nie jest w stanie zapłacić zaległych rat i odsetek.

Roboczo policzmy dlaczego tak tragicznie wygląd los emerytki? Zalega z opłatami na 1000 złotych i Providentowi na jakieś 2100, bo 3 raty rzutem na taśmie spłaciła, ale odsetki u wszystkich dłużników, urosły do 500 złotych. W sumie 3600 złotych długu. Pani Kociębowska jest w rozpaczy i pułapce, wtedy z nieba spada Lukasbank, który proponuje jej 4000 pożyczki, aby wyszła z długu. Pan Zbyszek przedstawił klientce prosty rachunek. Ma 3600 długu, pożyczy 4 tysiące, to jeszcze jej 400 złotych zostanie, prawie będzie na spłatę pierwszej raty. Emerytka nie kojarzy matematycznych faktów, bo jest zauroczona prostymi rozwiązaniami i ma nóż na gardle, prawda finansowa jest oczywiście taka, że Kociębowska ma z chwilą podpisania umowy nie 400 do przodu, ale 9400 do tyłu. Jakim cudem? Ano takim, że 3600 już miała i nie pożycza 4000, tylko na 45% kredytu zadłużyła się na 5800. Miała na starcie 2900 długu w Providencie, co równa się prawie 3 emerytury, od tej chwili ma 9400, co równa się prawie 9,5 emerytury. Kociębowska jest odpowiedzialna, 3600 natychmiast spłaca, pozostaje jej 5800 do spłacenia i naturalnie wpada w tę samą pułapkę, tylko o podwójnej sile, bo rata długu to 484, nie 242. Co się dzieje pod 10 miesiącach?

Prosty rachunek wcześniejsze 3600 urosło do 7200. Przy takim długu i dochodach już nikt nie chce dać Kociębowskiej kredytu, ale na jej szczęście wzięła kredyt u dwóch lichwiarzy, dlatego wierzyciele muszą się teraz bić o swoje. Rozwiązanie dla Kociębowskiej jest proste, musi sprzedać tyle, żeby pokryć długi. Telewizor na wtórnym rynku będzie kosztował nie więcej niż 500 złotych, ma prawie dwa lata i stracił na świeżości. Za te grosze nie uratuje wiele. Obrączka po mężu i kolczyki od ojca, drobne pamiątki może 1000 złotych, też nie ma na co liczyć. Pozostaje mieszkanie, o które się tłuką Provident z Lukasbankiem. Powstaje idea, że może zamiast okradać do szczętu, da się Kociębowską skubać tak, żeby przeżyła. Wszyscy dłużnicy wspaniałomyślnie dogadują się, że obniżą dług o połowę, czyli zostanie 3600. Znamy skądś tę liczbę? Kto nie pamięta, przypomnę, że to jest próg długu, który po raz pierwszy wykończył Kociębowską, zatem ta wspaniałomyślna redukcja nie ma najmniejszego sensu, ponieważ Kociębowska z długu nie wyjdzie, nie ma takiej matematycznej możliwości. Wyjść nie wyjdzie, ale coś tam zawsze będzie płacić przez następne 10 miesięcy i dalej się rzecz jasna zadłużać, czyli de facto wierzyciele znów się odbiją na odsetkach. Przychodzi moment kiedy żarty się skończyły, więcej z Kociębowskiej wydoić się nie da, lichwiarze dochodzą do porozumienia, bo jak nie dojdą, to z sądów przez lata nie wyjdą. Zdradzę też, że ten zabieg z redukcją długów, w przypadku Kociębowskiej jest głęboką teorią, takie długi redukuje się co najmniej odpowiednim firmom i instytucjom, nie cywilom, ale Kociębowska ma szczęście, że trafiła na mnie, bo ja potrzebuję tego wyjątkowego zabiegu do dalszych rozważań.

Mieszkanie Kociębowskiej przepisane na córkę staje się przedmiotem pożądania. Lichwiarze mogą pójść w dwóch kierunkach albo sprzedać albo… udzielić kredytu córce, której dochód to 1500 złotych. Oczywiście cała operacja nie będzie kosztować 7200, bo dojdą koszty manipulacyjne i przed wszystkim kwota na remont mieszkania, gdyż po trzydziestu miesiącach bez ogrzewania M3 wygląda fatalnie i prawie nie nadaje się do zamieszkania. Remont jest warunkiem kredytowania, nikt nie zaryzykuje kredytu jeśli zabezpieczenie popada w ruinę. Córka Kociębowskiej może dostać 20 tysięcy kredytu na 10 lat, a jak nie to mieszkanie pod młotek. Mieszkanie na rynku nieruchomości warte jest 100 tysięcy, zatem żal oddawać, lepiej wyłożyć 20 i zostanie 80. Naturalnie pamiętamy ten mechanizm, przeliczeń z lat na godziny i tak dalej. Córce de facto proponuje się to samo co matce 2000 na rok, przy dochodzie 1500. Córka jakąś szkołę tam skończyła, to się nauczyła na błędach matki, że po 10 miesiącach zrobi jej się dług 1800, o połowę mniejszy niż matce, bo dochód ma o połowę większy, koszty utrzymania te same. Z pomocą przychodzi pan Ryszard z Dombanku i proponuje rewelacyjne rozwiązanie. Niskie raty, śmieszne odsetki, pod warunkiem, że zmienimy walutę kredytu. Córka bierze kredyt we franku po kursie 2 złote, na 5%, co daje przez 10 lat 25 tysięcy z hakiem i ratę 213 złotych. We franku jest to 10 tysięcy, ważna informacja. Mija 10 miesięcy i frank skoczył o 40% w górę, dzięki operacjom finansowym Lukasbanku oraz Providenta, które zarobioną na Kociębowskiej kasę ulokowały w pewnej szwajcarskiej walucie. Córka Kociębowskiej płaci teraz 298 złotych, więcej niż za pierwszym razem płaciła matka.

Dług się rozkręca i co na to Dombank? Cały drży? A niby dlaczego miałby to robić, ma nadal do dyspozycji mieszkanie warte 100 tysięcy i dłużnika, który ma oddać 40% więcej niż pożyczył. Przy tym spokojnie może sobie Dombank pozwolić na stratę nawet do 60 tysięcy, ponieważ wszystko zależy od tego, czy bank będzie chciał od razu sprzedać nieruchomość córki, czy może skusi się na 2000 dochodów syna córki, czyli wnuczka starej Kociębowskiej. Rzecz jasna dotychczasowe raty córki Kociębowskiej Dombank lokował we franku i windował kurs. Rok temu po kursie 2 złote za franka, mieszkanie było warte 50 tysięcy franków. Kurs franka zdążył już urosnąć do 3 złotych i teraz mieszkanie jest warte 33,3 tysięcy franków, tak więc kredytobiorcy nie tylko pakują się w długi, ale w odpowiedniej walucie obniżają wartość swojego mieszkania, pech chce, że tą walutą dysponuje bank kredytujący. Ostatnia nadzieja w najmłodszym pokoleniu. Warunkiem kredytu jest przejęcie długów po babci i matce, no i przydałby się jakiś remont, żeby podnieść standard mieszkania, gdyby nie daj boże rat nie udało się spłacić. Podniesiony standard podnosi wartość mieszkania, przy prawie 40 tysiącach długu, który urósł w prostym rachunku, 10 tysięcy franków razy 3 złote plus oprocentowanie, trzeba jeszcze wziać 30 tyś. na remont. Razem robi się niebezpieczne 70 tysięcy do tego powstanie jakieś zadłużenie na 15 tysięcy i tragedia dla Dombanku, 85 tysięcy w plecy i tylko 100 tysięcy wartości mieszkania. Co najmniej do 130 tysięcy musi syn podnieść wartość mieszkania, a ponieważ dostanie je za 70 tysięcy kredytu oferta i tak jest kusząca.

Standard mieszkania rośnie za kasę kredytobiorcy, którą Dombank pakuje we franka, co powoduje, że frank kosztuje już 3,6. Ile zapłaci bank za mieszkanie warte 130 tysięcy? Po kursie 3,6 zapłaci 36 tysięcy franków, wartość mieszkania wzrosła o 30% w złotych, tymczasem cena dla banku podniosła się o niecałe 10% we franku, bo 33,3 tysiące franków po kursie 3 złote to 100 tysięcy złotych, a 36 tysięcy po kursie 3,6 złotego, to 130 tysięcy złotych. W takich relacjach i układach, bankowi zależy na windowaniu waluty, w której udzielił kredytu, dlatego każdą ratę spłacaną w złotych, będzie pakował we franka i podnosił kurs tej waluty. Położenie dłużnika robi się paranoidalne, bo im więcej spłaca rat w złotych, tym więcej bank kupuje franków i tym bardziej zwiększa zadłużenie klienta. Słowem spłacanie długu zwiększa dług, a w interesie banku nie jest odzyskanie wierzytelności, tylko pogrążanie dłużnika dopóki się da i przejęcie jego majątku za jak najmniejsze pieniądze. Bank pobiera raty w złotych do ostatniego grosza i winduje kurs franka do najwyższego pułapu, tym sposobem ma „silne” pieniądze i tanią nieruchomość liczoną w słabym złotym. Już nie wspomnę, że Kociębowskich jest wiele i ceny mieszkań zadłużonych spadają same z siebie, bo kogo stać na zakup skoro sam ledwie ciągnie.

Zaczynaliśmy od marzeń babci, właścicielki mieszkania wartego 100 tysięcy złotych, która chciała kupić telewizor za 2000 złotych. Marzenie się spełniło i zaowocowało długiem 2900, po 10 miesiącach długiem 3600, potem 7200, a kredyt przepuszczony przez dwa pokolenia podniósł dług do 75 tysięcy złotych i nie wiadomo na czym się skończy. Rodzina przez 2 tysiące straciła dorobek pokoleń, mieszkanie starej Kociębowskiej, które zostało wyremontowane i podniesione w standardzie, ale należy do banku, który ma też u Kociębowskich 85 tysięcy złotych. Złoty interes dla Dombanku, ale też Providenta, Lukasbanku i co najbardziej ciekawie ukryte, dla firm remontujących i sprzedających materiały budowlane, również gazowania i Enea na tym nie straci, bo długi zostały spłacone, bez tego mieszkania po starej Kociębowskiej przejąć się nie da. Widać wspólny interes wszystkich oprócz Kociębowskich, którzy nie mają nic oprócz długu. Machina działa jakby należała do jednego właściciela i często tak bywa. Bank ma rozmaite pomysły na inwestowanie i zadłużanie, dysponuje wieloma bankami, firmami i nawet gazownie z energetyką nie są z tego procesu wyłączone. Przy tym króluje ludowa prawda, że nieważne do kogo co należy, ważne, żeby istniał „wolny rynek”. Głupio się składa, że z reguły długi należą do Kociębowskich, banki, firmy i ostatnio nawet gazownie z elektrowniami do zagranicznych rodzin.

W cyklu najważniejsze jest naciągnięcie starej Kociębowskiej na spełnienie marzeń i nie jest to trudne, bo Kociębowska żyje jak człowiek gorszego gatunku, nie ma potrzebnej wiedzy, w dodatku tej wiedzy nie otrzymuje w całej, uczciwej, postaci, tego co powinna wiedzieć żaden bank jej nie powie. Pierwszy dołek długu popycha w kolejne, aż po wielki dół. Od początku do końca kontrolę nad wszystkim mają banki. Zanim do pani Kociębowskiej przyszedł pan Rafał z Providentu, jego szefowie doskonale wiedzieli po co go tam wysyłają. Pan Rafał musi wyciągnąć, co też Kociębowska ma do sprzedania i na początku tak było, teraz o każdej Kociębowskiej bank wie wszystko, widzi na monitorze, tym się nie musi martwić pan Rafał. Posiadana wiedza trafiła do odpowiednich tajnych folderów i tam się już symulacjami ustala w jaki sposób najkorzystniej obracać długiem.

Zostawmy Kociębowską w spokoju, ona z całą rodziną na pewno ma dość, wróćmy do Grecji, Europy i Polski w przyszłości. Niczym się nie różni Grecja i Polska od Kociębowskiej. Polska zamarzyła o Unii Europejskiej, zamiast telewizora zachciało się Polsce lepszego towarzystwa, ale żeby się tam dostać trzeba się jakoś ubrać, podnieść standard. Córka Kociębowskiej miała wyremontować walącą się chałupę, Polska ma poprawić infrastrukturę, czyli wyremontować nasz wspólny dom, inaczej w UE zostać nie może. Unia daje na to pieniądze, pełniąc rolę Providenta, takiego pozornie bez odsetek, w końcu Polska nie jest, aż taka nieuświadomiona jak Kociębowska, ale żeby tę kasę dostać, najpierw trzeba Unii kasę wpłacić, czystą żywą gotówką w ścisłym terminie. Wpłaca się konkretną kasę i w zamian otrzymuje obietnicę kasy, na pewno nie będzie to 300 miliardów z ostatniej kampanii, ale coś tam będzie.

Ile by nie było, powiedzmy, że 100, nie będą to pieniądze takie jak wpłaciliśmy, tylko różne wizje szklanych domów. Zapłacić UE łatwo, ale żeby wyjąć to trzeba UE udowodnić wiele rzeczy naraz. Przede wszystkim, że naprawdę są nam te pieniądze potrzebne, potem, że za uzyskane pieniądze potrafimy zbudować, następnie, że mamy odpowiednie zabezpieczenia, aby inwestycję dofinansować. W praktyce wygląda to tak, że piszemy tysiące papierów, biznesplanów, zaświadczeń, zestawień. Wszystko to kosztuje, bo nikt niczego nie robi za darmo. Kosztuje sporządzenie dokumentów, dziesiątki poprawek, wreszcie kosztuje nas kredyt, do tych pieniędzy, które nam oddają, gdyż na całą inwestycję nigdy nam nie dają. Polska jest w wiecznej budowie, jak mieszkanie Kocięboskiej naprawiamy zaległości i do tego musimy podnosić standard, to się nazywa dostosowanie do norm europejskich. Do każdej sumy z Providenta, czyli UE, dokładamy kredyty z Lukasbanku, czyli rozmaitych podmiotów z Niemiec, Francji, gdyż własnych praktycznie nie mamy, wcześniej nam wytłumaczono, że to nie jest ważne czyj jest bank, gazownie i firmy budowlane, ważne, żeby była robota.

Ile można budować na kredyt, przekonali się Kociębowscy. Gdy się robi podbramkowo z naszymi finansami, jesteśmy odsyłani do Dombanku, czyli Banku Europejskiego, ten zapewnia nam kredyt hipoteczny. W tej chwili mamy linię kredytową na dziesiątki miliardów, z których nie korzystamy, ale roczna obsługa tej linii to ponad miliard. Grecja już jest Kociębowską, do niej się mówi – sprzedaj wszystko co masz i dalej spłacaj. Wspaniałomyślnie obniżono Grekom długi o 50%, ale pamiętamy, że to nic nie da, ponieważ Grecja jak Kociębowska, choćby nic nie jadła nie ma tyle dochodów, aby spłacić zadłużenie przekraczające dochody Grecji. Z ojczyzną demokracji dzieje się identycznie jak w przedstawionej rodzinnej historii, z tym, że banki nie mogą się dogadać co jest lepsze, rozbicie długu na lata i wciśnięcie hipoteki kolejnym pokoleniom Greków, czy przejęcie ich majątku natychmiast. Kłócą się również o podział strat, ponieważ dla nich jest ważne, czyje są banki, Francuzi się martwią o swoje banki, Niemcy o swoje. Ich dylemat bierze się również stąd, że Grecja sytuację ma identyczną, ale od Kociębowskiej różni się zdecydowanie, Grecja po prostu nazywa Providenta po imieniu, krzyczy, że to złodzieje i naciągacze, awanturuje się, pali samochody, a to się roznosi po całym świecie i robi się niebezpiecznie, zagraża złotemu interesowi. Stąd wahania lichwiarzy, jednak w technice nic się nie zmienia, te same mechanizmy prowadzące do tego samego.

Ktoś tam rzucił, że 65% redukcji długów Grecji i powrót do narodowej waluty byłby lepszy. Byłby, bo wiemy czym się skończył kredyt we franku, a to jest analogia do strefy euro, jakby się kto pytał i dlatego każdy, kto powie coś rozsądnego, będzie zaraz wariatem. Grecja jednocześnie się zadłuża i obniża wartość swoich nieruchomość, gdyż? Gdyż euro w przeciwieństwie do franka leci na pysk. Zatem Grecji zaproponowano strefę euro jak córce Kociębowskiej franka. Grecy płacili swoje długi w euro, a banki lokowały we franku, w efekcie przed zadłużeniem Grecja była warta powiedzmy milion euro i półtora miliona franków po kursie 1,5, a teraz jest warta mniej niż milion euro, bo jest niewypłacalna i wszyscy o tym wiedzą. O ile mniej? Najmniej 20%, co daje 800 tysięcy euro, ale znacznie mniej franków, gdyż kurs do euro to poziom 1,2. Wynik? Za Grecję wystarczy zapłacić nie 1,5 miliona, ale 960 tysięcy franków i to sami Grecy jednocześnie się zadłużyli i pomagali obniżać wartość Grecji. Telewizja krzyczy, że stałaby się straszna tragedia, gdyby tych długów Grecja nie oddała, wszyscy na tym stracimy. Nie żadni wszyscy, tylko nieliczni, oprócz Providentów i Lukasbanków, w efekcie Dombanków nie straci nikt. Natomiast na podtrzymywaniu Grecji w niespłacalnych długach, co właśnie zrobiono, tracą zwykłe Kociębowskie w całej Europie, które teraz będą się składać na Providenta, aż po Dombank, żeby im wyrównać straty. Grecja jest na etapie wnuczka Kociębowskiej, Polska na etapie córki.

Finał chyba nie będzie dla nikogo zagadką. Właściciele Centralnego Banku będą mieli pięknie wyremontowaną Grecję i Polskę, które zadłużone po uszy stracą swój dom, kupiony za szwajcarskie grosze, a kolejne pokolenia zostaną zaprzęgnięte do niemieckich i francuskich montowni, aby za miskę bigosu spłacały wielopokoleniowe długi. Gdyby się stawiali, to umrą z głodu, jak im niemieckie i francuskie elektrownie wyłączą prąd, gazownie odetną gaz, a firmy wyrzucą na zbitą twarz, skor się nie podoba pracować za 1000 złotych. Ci, którzy są wpatrzeni w piękne telewizory na raty i Polskę w budowie, są prości jak Kociębowska, na nich cudowne przekazy telewizyjne działają jak pan Rafał w żółtym krawacie. Te same komplementy o czystym i ciepłym domku za jedyne 33 grosze na godzinę, w dodatku na koszt Niemców, zatem większe bajki niż się sprzedaje Kociębowskiej. Tani podryw po europejsku ozdobiony nazywa się wyrównanie szans i gwarancja pokoju dla wszystkich białych Murzynów, również prześladowanych płciowo. Na miejscu Niemców i Francji darłbym się dzień i noc, że jak upadnie strefa euro i UE, to będzie wojna, bo dla nich to złotych i samo nakręcający się interes. Pytanie zasadnicze, dlaczego nie Niemcy i nie Francja, ale polski minister Jan Vincent-Rostowski pierwszy i najgłośniej krzyczał o wojnie, wcześniej o strefie euro. W czyim interesie krzyczał? Kto nie wie, niech jeszcze raz przeczyta, potem jeszcze raz i do skutku, a zrozumie, że nie w naszym interesie.

Reklama
Poprzedni artykułBerele Lewartow. Z cyklu: Zatroskani o Polskę i Polaków, czyli o Nas!
Następny artykułSzacunek dla Piotra Semki, za pionierską postawę!
Matka Kurka
Młody, wysportowany, inteligentny, przystojny, czuły mąż i ojciec. Geniusz i wirtuoz klawiatury, błyskotliwy analityk rzeczywistości wszelakiej. Kochany i rozchwytywany, bezkompromisowy, skromny, wyrozumiały. 1. Ulubiona potrawa: żur na zakwasie. 2. Ulubiona kapela: muzyka z tamtych lat. 3. Ulubiony kolor: brak danych. 4. Ulubione słowo: ja. Wolny, żonaty, pijący daltonista.

66 KOMENTARZE

    • No. Wszyscy dobrzy, niezależni ekonomiści na świecie
      krzyczeli, jak Senat odmówił zwiększenia długu, że są nieodpowiedzialni i doprowadzą do bankructwa, podczas gdy początkujący ekonomiści wiedzą że zwiększanie długu nie prowadzi do uniknięcia bankructwa tylko do niewypłacalności, a dobrzy niezależni ekonomiści to tacy co się drogo sprzedają.

    • No. Wszyscy dobrzy, niezależni ekonomiści na świecie
      krzyczeli, jak Senat odmówił zwiększenia długu, że są nieodpowiedzialni i doprowadzą do bankructwa, podczas gdy początkujący ekonomiści wiedzą że zwiększanie długu nie prowadzi do uniknięcia bankructwa tylko do niewypłacalności, a dobrzy niezależni ekonomiści to tacy co się drogo sprzedają.

    • No. Wszyscy dobrzy, niezależni ekonomiści na świecie
      krzyczeli, jak Senat odmówił zwiększenia długu, że są nieodpowiedzialni i doprowadzą do bankructwa, podczas gdy początkujący ekonomiści wiedzą że zwiększanie długu nie prowadzi do uniknięcia bankructwa tylko do niewypłacalności, a dobrzy niezależni ekonomiści to tacy co się drogo sprzedają.

  1. Emerytowi bardziej opłaca się oddać mieszkanie bankowi niż blisk
    Nie trzeba wtedy płacić podatku

    „Rz” zwróciła się do Ministerstwa Finansów o interpretację przepisów dotyczących tzw. odwróconej hipoteki. Okazuje się, że emerytom korzystniej będzie przekazać mieszkanie bankowi niż komuś z rodziny.

    Ustawa, nad którą kończy prace resort finansów, umożliwi, głównie osobom starszym, przekazywanie mieszkania np. bankom w zamian za miesięczny dodatek do emerytury (na ogół będzie to kilkaset złotych). Bank przejmie lokum po śmierci właściciela.

    – To rozwiązanie podobne do umowy dożywocia, na podstawie której seniorzy przekazują swoje mieszkanie komuś z rodziny w zamian za opiekę – mówi mec. Józef Banach z kancelarii InCorpore.

    Jak twierdzi MF, pieniądze otrzymywane z banku nie będą opodatkowane. Zupełnie inaczej jest po przekazaniu mieszkania bliskim. Resort traktuje bowiem dożywocie jak sprzedaż lokalu i żąda 19 proc. PIT.

    – W przeciwieństwie do dożywocia przy umowie z bankiem nie dochodzi do sprzedaży, tylko obciążenia go hipoteką – twierdzi MF.

    – Przepisy mogą być zachętą dla seniorów, by przekazywali mieszkania bankom, a nie rodzinie – uważa mec. Banach.

  2. Emerytowi bardziej opłaca się oddać mieszkanie bankowi niż blisk
    Nie trzeba wtedy płacić podatku

    „Rz” zwróciła się do Ministerstwa Finansów o interpretację przepisów dotyczących tzw. odwróconej hipoteki. Okazuje się, że emerytom korzystniej będzie przekazać mieszkanie bankowi niż komuś z rodziny.

    Ustawa, nad którą kończy prace resort finansów, umożliwi, głównie osobom starszym, przekazywanie mieszkania np. bankom w zamian za miesięczny dodatek do emerytury (na ogół będzie to kilkaset złotych). Bank przejmie lokum po śmierci właściciela.

    – To rozwiązanie podobne do umowy dożywocia, na podstawie której seniorzy przekazują swoje mieszkanie komuś z rodziny w zamian za opiekę – mówi mec. Józef Banach z kancelarii InCorpore.

    Jak twierdzi MF, pieniądze otrzymywane z banku nie będą opodatkowane. Zupełnie inaczej jest po przekazaniu mieszkania bliskim. Resort traktuje bowiem dożywocie jak sprzedaż lokalu i żąda 19 proc. PIT.

    – W przeciwieństwie do dożywocia przy umowie z bankiem nie dochodzi do sprzedaży, tylko obciążenia go hipoteką – twierdzi MF.

    – Przepisy mogą być zachętą dla seniorów, by przekazywali mieszkania bankom, a nie rodzinie – uważa mec. Banach.

  3. Emerytowi bardziej opłaca się oddać mieszkanie bankowi niż blisk
    Nie trzeba wtedy płacić podatku

    „Rz” zwróciła się do Ministerstwa Finansów o interpretację przepisów dotyczących tzw. odwróconej hipoteki. Okazuje się, że emerytom korzystniej będzie przekazać mieszkanie bankowi niż komuś z rodziny.

    Ustawa, nad którą kończy prace resort finansów, umożliwi, głównie osobom starszym, przekazywanie mieszkania np. bankom w zamian za miesięczny dodatek do emerytury (na ogół będzie to kilkaset złotych). Bank przejmie lokum po śmierci właściciela.

    – To rozwiązanie podobne do umowy dożywocia, na podstawie której seniorzy przekazują swoje mieszkanie komuś z rodziny w zamian za opiekę – mówi mec. Józef Banach z kancelarii InCorpore.

    Jak twierdzi MF, pieniądze otrzymywane z banku nie będą opodatkowane. Zupełnie inaczej jest po przekazaniu mieszkania bliskim. Resort traktuje bowiem dożywocie jak sprzedaż lokalu i żąda 19 proc. PIT.

    – W przeciwieństwie do dożywocia przy umowie z bankiem nie dochodzi do sprzedaży, tylko obciążenia go hipoteką – twierdzi MF.

    – Przepisy mogą być zachętą dla seniorów, by przekazywali mieszkania bankom, a nie rodzinie – uważa mec. Banach.

  4. Ferengi nie są odpowiedzialni za głupotę innych ras
    Ech, te wieczyste zasady Ferengi. “Kiedy wejdziesz w posiadanie cudzych pieniędzy – nie oddawaj ich. Interes jest interesem… dopóki nie trafi się lepszy. Drobne kruczki w kontrakcie prowadzą do dużych zysków. Nawet jeśli coś jest za darmo, zawsze można kupić to taniej. Cokolwiek warte sprzedania, jest warte sprzedania za podwójną cenę. Jeśli warto coś robić, warto robić to za pieniądze. Satysfakcja nigdy nie jest gwarantowana. Razem z klientami odchodzi i spekulant. Nigdy nie ufaj komuś lepiej ubranemu od ciebie. Im szerszy uśmiech na twarzy, tym ostrzejszy nóż w kieszeni. Kiedy gra staje się trudna, bogaci zawsze mogą zmienić jej zasady. Przyjaciel w potrzebie oznacza potrójny zysk. Godność i pusta sakiewka, są warte pustej sakiewki. Traktuj zadłużone osoby jak rodzinę – wykorzystuj je. Nigdy nie oceniaj klienta po rozmiarze portfela – czasami dobre rzeczy są w małych rozmiarach. Kłamstwo jest sposobem mówienia prawdy osobie, która jej nie zna. Głupiec i jego pieniądze są najlepszymi kupcami. Pozwól innym zachować swą reputację, ty zachowaj ich pieniądze. Jeśli masz cierpieć, rób to w komfortowych warunkach. Usprawiedliwieniem zysku jest zysk. Ferengi nie są odpowiedzialni za głupotę innych ras…”

    • Rzecz w tym że Ferengi byli całkiem szlachetną rasą
      … w porównaniu z takimi np. Europejskimi Potęgami. Nigdy na przykład nie grozili nikomu wojną, ponadto nie udawali że interesuje ich cokolwiek ponad zysk. Jeśli bym mógł zamienić światowe elity finansowe na ferengich, nie zawahałbym się ani chwili. Bo to co nami rządzi to potwór o wrażliwości Borga i metodach infiltracji Dominium.

  5. Ferengi nie są odpowiedzialni za głupotę innych ras
    Ech, te wieczyste zasady Ferengi. “Kiedy wejdziesz w posiadanie cudzych pieniędzy – nie oddawaj ich. Interes jest interesem… dopóki nie trafi się lepszy. Drobne kruczki w kontrakcie prowadzą do dużych zysków. Nawet jeśli coś jest za darmo, zawsze można kupić to taniej. Cokolwiek warte sprzedania, jest warte sprzedania za podwójną cenę. Jeśli warto coś robić, warto robić to za pieniądze. Satysfakcja nigdy nie jest gwarantowana. Razem z klientami odchodzi i spekulant. Nigdy nie ufaj komuś lepiej ubranemu od ciebie. Im szerszy uśmiech na twarzy, tym ostrzejszy nóż w kieszeni. Kiedy gra staje się trudna, bogaci zawsze mogą zmienić jej zasady. Przyjaciel w potrzebie oznacza potrójny zysk. Godność i pusta sakiewka, są warte pustej sakiewki. Traktuj zadłużone osoby jak rodzinę – wykorzystuj je. Nigdy nie oceniaj klienta po rozmiarze portfela – czasami dobre rzeczy są w małych rozmiarach. Kłamstwo jest sposobem mówienia prawdy osobie, która jej nie zna. Głupiec i jego pieniądze są najlepszymi kupcami. Pozwól innym zachować swą reputację, ty zachowaj ich pieniądze. Jeśli masz cierpieć, rób to w komfortowych warunkach. Usprawiedliwieniem zysku jest zysk. Ferengi nie są odpowiedzialni za głupotę innych ras…”

    • Rzecz w tym że Ferengi byli całkiem szlachetną rasą
      … w porównaniu z takimi np. Europejskimi Potęgami. Nigdy na przykład nie grozili nikomu wojną, ponadto nie udawali że interesuje ich cokolwiek ponad zysk. Jeśli bym mógł zamienić światowe elity finansowe na ferengich, nie zawahałbym się ani chwili. Bo to co nami rządzi to potwór o wrażliwości Borga i metodach infiltracji Dominium.

  6. Ferengi nie są odpowiedzialni za głupotę innych ras
    Ech, te wieczyste zasady Ferengi. “Kiedy wejdziesz w posiadanie cudzych pieniędzy – nie oddawaj ich. Interes jest interesem… dopóki nie trafi się lepszy. Drobne kruczki w kontrakcie prowadzą do dużych zysków. Nawet jeśli coś jest za darmo, zawsze można kupić to taniej. Cokolwiek warte sprzedania, jest warte sprzedania za podwójną cenę. Jeśli warto coś robić, warto robić to za pieniądze. Satysfakcja nigdy nie jest gwarantowana. Razem z klientami odchodzi i spekulant. Nigdy nie ufaj komuś lepiej ubranemu od ciebie. Im szerszy uśmiech na twarzy, tym ostrzejszy nóż w kieszeni. Kiedy gra staje się trudna, bogaci zawsze mogą zmienić jej zasady. Przyjaciel w potrzebie oznacza potrójny zysk. Godność i pusta sakiewka, są warte pustej sakiewki. Traktuj zadłużone osoby jak rodzinę – wykorzystuj je. Nigdy nie oceniaj klienta po rozmiarze portfela – czasami dobre rzeczy są w małych rozmiarach. Kłamstwo jest sposobem mówienia prawdy osobie, która jej nie zna. Głupiec i jego pieniądze są najlepszymi kupcami. Pozwól innym zachować swą reputację, ty zachowaj ich pieniądze. Jeśli masz cierpieć, rób to w komfortowych warunkach. Usprawiedliwieniem zysku jest zysk. Ferengi nie są odpowiedzialni za głupotę innych ras…”

    • Rzecz w tym że Ferengi byli całkiem szlachetną rasą
      … w porównaniu z takimi np. Europejskimi Potęgami. Nigdy na przykład nie grozili nikomu wojną, ponadto nie udawali że interesuje ich cokolwiek ponad zysk. Jeśli bym mógł zamienić światowe elity finansowe na ferengich, nie zawahałbym się ani chwili. Bo to co nami rządzi to potwór o wrażliwości Borga i metodach infiltracji Dominium.

  7. Błąd u samej podstawy tej piramidy ,,malutkich rat”
    i ,,tanich kredytów”. Pani Kocięcbowska nie ma komputera ani, tym bardziej, konta w e-banku, więc oprocentowanie kredytu 45% jej nie dotyczy.
    Przedstawiciel Providenta (już byle jak ubrany) będzie od niej pobierał raty WRAZ z realnymi odsetkami i KOSZTAMI długu – sięgającymi 80 % pożyczonej sumy. WIęc od 2000 zł będzie to łącznie – 1740 zł odsetek i kosztów + 2000zł =3740 zł. A i to pod warunkiem, że spłaci w rok.

  8. Błąd u samej podstawy tej piramidy ,,malutkich rat”
    i ,,tanich kredytów”. Pani Kocięcbowska nie ma komputera ani, tym bardziej, konta w e-banku, więc oprocentowanie kredytu 45% jej nie dotyczy.
    Przedstawiciel Providenta (już byle jak ubrany) będzie od niej pobierał raty WRAZ z realnymi odsetkami i KOSZTAMI długu – sięgającymi 80 % pożyczonej sumy. WIęc od 2000 zł będzie to łącznie – 1740 zł odsetek i kosztów + 2000zł =3740 zł. A i to pod warunkiem, że spłaci w rok.

  9. Błąd u samej podstawy tej piramidy ,,malutkich rat”
    i ,,tanich kredytów”. Pani Kocięcbowska nie ma komputera ani, tym bardziej, konta w e-banku, więc oprocentowanie kredytu 45% jej nie dotyczy.
    Przedstawiciel Providenta (już byle jak ubrany) będzie od niej pobierał raty WRAZ z realnymi odsetkami i KOSZTAMI długu – sięgającymi 80 % pożyczonej sumy. WIęc od 2000 zł będzie to łącznie – 1740 zł odsetek i kosztów + 2000zł =3740 zł. A i to pod warunkiem, że spłaci w rok.

  10. Jest różnica
    między Mme Kociębowską a Grecją, mianowicie opisana pani ani jej rodzina nie mogą pokazać wierzycielom latającego faka i zamknąć drzwi od mieszkania, plus wypisać się ze strefy złotówek i wprowadzić własnej waluty. Co oczywiście jest ostatecznością, ale niemniej.

  11. Jest różnica
    między Mme Kociębowską a Grecją, mianowicie opisana pani ani jej rodzina nie mogą pokazać wierzycielom latającego faka i zamknąć drzwi od mieszkania, plus wypisać się ze strefy złotówek i wprowadzić własnej waluty. Co oczywiście jest ostatecznością, ale niemniej.

  12. Jest różnica
    między Mme Kociębowską a Grecją, mianowicie opisana pani ani jej rodzina nie mogą pokazać wierzycielom latającego faka i zamknąć drzwi od mieszkania, plus wypisać się ze strefy złotówek i wprowadzić własnej waluty. Co oczywiście jest ostatecznością, ale niemniej.

  13. trza strugać szubienice znacznych rozmiarów
    Piękny tekst, godny jak najszerszego rozesłania.
    Warto dodać skąd te złodziejskie instytucje finansowe biorą pieniądze, bo w tym jest jeden z głównych haczyków.
    Przecie to nie jest tak, że bank kradnie uciułane eury z konta Hansa Globke aby je utopić w Kociębowskiej. Bank za zgodą rządów tworzy kasę z niczego, czysto wirtualnie. W rezultacie może całkiem legalnie przejąć dobra materialne i kupić cały świat za fałszywe pieniądze.
    Mamy zatem zlokalizowanego złodzieja, i znamy jego ofiarę. Jaka więc jest w tym procederze rola rządów?
    Co one z tego mają?

    • Dokładnie tak, dlatego
      Dokładnie tak, dlatego napisałem, że to jest nic innego jak WEKSEL. Przecież Provident nie ma żadnych pieniędzy, to znaczy jakieś tam ustawowe musi mieć, żeby zacząć kraść, nie wiem jak to teraz wygląda w proporcjach, ale mechanizm jest taki, że jak masz 1000 depozytu, to możesz pożyczać na 10 tysięcy. Ziutek przychodzi do Providenta po kredyt, Provident zgłasza do swojej centrali, że ma frajera, centrala zgłasza do banku, bank do centralnego banku, czyli do drukarni. Nie ma pieniędzy na pożyczki fizycznie, te pieniądze się drukuje na podstawie zobowiązania frajera – WEKSEL. De facto umorzenie długów takiej Grecji, to dwie straty: koszty druku i brak złodziejskiego zysku.

    • Pensje nadzorców w Nowym Porządku Świata
      Dawniej, sprawy miały się tylko wedle wsi. Rozkład biedy i zamożności był w całej okolicy średni i zbliżony. Nadszedł jednak moment, gdy wyłoniła się grupa społeczna, która postanowiła zająć się czymś innym niż pozostali ludzie. I tak się to zaczęło. Wzięli się za lichwę, i zobaczyli, że bez tego potu i łez można całkiem dobrze żyć. I zobaczyli, że to jest dla nich dobre. Dostrzegli, że gdy zbudują pewien system, to im nic nie grozi, a sami będą w nim bezpieczni. Pozostało tylko zająć się niepokornymi. A od tego mieli polityków i armie. Ustanowili też kursy swojego zysku. One są wspaniałym symbolem proporcji w nakładach pracy i nie tylko. Gdy taki Polak dostaje 1300zł na miesiąc, taki Brytyjczyk nie dostanie mniej jak 1300 funtów a taki Amerykanin nie mniej jak 1300 dolarów. Tyle, że z kursu wynika, że naród podbity musi tyrać na to samo co kupi taki Brytyjczyk, ponad pięć razy dłużej. Przy takiej relacji, ktoś tam na górze wie, że może mieć… cztery razy więcej czasu wolnego. Więc pewnie im o to chodzi…
      Co tam dawne niewolnictwo, skoro potrafiono przekształcić to w nowoczesną formę, gdzie można zaoszczędzić na wszystkim, od żarcia i opieki nad niewolnikiem, po dopilnowanie by dobrze pracował. Teraz niewolnicy sami proszą o to, by móc dla swojego Pana pracować.Tylko odważniejsi zmieniają swojego Pana, wpraszając się w łaski i w przywilej dania im zajęcia. Sami zbierają daninę, sami ją obliczają, i sami dzielnie ją co miesiąc do skarbca odnoszą. Spróbuj teraz krzyknąć, że nie zapłacisz należnej składki ZUSu, i że masz gdzieś VAT i PIT… Uprzywilejowana kasta nadzoru u władzy, przykładnie wybije Ci to z głowy. Potem da kolejny kredyt, który zamieni w dług. I zaczynasz go grzecznie spłacać… oczekując nowej łaski pana, że wskaźniki długu nie będą zbyt wysokie, i że uda się go może nieco szybciej spłacić. Albo, że pan łaskawie dokona kolejnej już konsolidacji długu i pozwoli, by więcej na chleb dla dzieci pozostawało… A komisarze unijni przyjadą tylko odebrać raporty od zarządu nad tubylcami, by im czasami pokiwać palcem, że za słabo się staramy. The New World Order… trzeba się cieszyć, że nie każą nas jeszcze kastrować*.
      (*MFW nieformalnie nakazał w Peru wdrożenie programu zmniejszenia liczby urodzeń dzieci, jako warunek swojej łaskawości – więc Peru zaczęło kastrować Indianki).

  14. trza strugać szubienice znacznych rozmiarów
    Piękny tekst, godny jak najszerszego rozesłania.
    Warto dodać skąd te złodziejskie instytucje finansowe biorą pieniądze, bo w tym jest jeden z głównych haczyków.
    Przecie to nie jest tak, że bank kradnie uciułane eury z konta Hansa Globke aby je utopić w Kociębowskiej. Bank za zgodą rządów tworzy kasę z niczego, czysto wirtualnie. W rezultacie może całkiem legalnie przejąć dobra materialne i kupić cały świat za fałszywe pieniądze.
    Mamy zatem zlokalizowanego złodzieja, i znamy jego ofiarę. Jaka więc jest w tym procederze rola rządów?
    Co one z tego mają?

    • Dokładnie tak, dlatego
      Dokładnie tak, dlatego napisałem, że to jest nic innego jak WEKSEL. Przecież Provident nie ma żadnych pieniędzy, to znaczy jakieś tam ustawowe musi mieć, żeby zacząć kraść, nie wiem jak to teraz wygląda w proporcjach, ale mechanizm jest taki, że jak masz 1000 depozytu, to możesz pożyczać na 10 tysięcy. Ziutek przychodzi do Providenta po kredyt, Provident zgłasza do swojej centrali, że ma frajera, centrala zgłasza do banku, bank do centralnego banku, czyli do drukarni. Nie ma pieniędzy na pożyczki fizycznie, te pieniądze się drukuje na podstawie zobowiązania frajera – WEKSEL. De facto umorzenie długów takiej Grecji, to dwie straty: koszty druku i brak złodziejskiego zysku.

    • Pensje nadzorców w Nowym Porządku Świata
      Dawniej, sprawy miały się tylko wedle wsi. Rozkład biedy i zamożności był w całej okolicy średni i zbliżony. Nadszedł jednak moment, gdy wyłoniła się grupa społeczna, która postanowiła zająć się czymś innym niż pozostali ludzie. I tak się to zaczęło. Wzięli się za lichwę, i zobaczyli, że bez tego potu i łez można całkiem dobrze żyć. I zobaczyli, że to jest dla nich dobre. Dostrzegli, że gdy zbudują pewien system, to im nic nie grozi, a sami będą w nim bezpieczni. Pozostało tylko zająć się niepokornymi. A od tego mieli polityków i armie. Ustanowili też kursy swojego zysku. One są wspaniałym symbolem proporcji w nakładach pracy i nie tylko. Gdy taki Polak dostaje 1300zł na miesiąc, taki Brytyjczyk nie dostanie mniej jak 1300 funtów a taki Amerykanin nie mniej jak 1300 dolarów. Tyle, że z kursu wynika, że naród podbity musi tyrać na to samo co kupi taki Brytyjczyk, ponad pięć razy dłużej. Przy takiej relacji, ktoś tam na górze wie, że może mieć… cztery razy więcej czasu wolnego. Więc pewnie im o to chodzi…
      Co tam dawne niewolnictwo, skoro potrafiono przekształcić to w nowoczesną formę, gdzie można zaoszczędzić na wszystkim, od żarcia i opieki nad niewolnikiem, po dopilnowanie by dobrze pracował. Teraz niewolnicy sami proszą o to, by móc dla swojego Pana pracować.Tylko odważniejsi zmieniają swojego Pana, wpraszając się w łaski i w przywilej dania im zajęcia. Sami zbierają daninę, sami ją obliczają, i sami dzielnie ją co miesiąc do skarbca odnoszą. Spróbuj teraz krzyknąć, że nie zapłacisz należnej składki ZUSu, i że masz gdzieś VAT i PIT… Uprzywilejowana kasta nadzoru u władzy, przykładnie wybije Ci to z głowy. Potem da kolejny kredyt, który zamieni w dług. I zaczynasz go grzecznie spłacać… oczekując nowej łaski pana, że wskaźniki długu nie będą zbyt wysokie, i że uda się go może nieco szybciej spłacić. Albo, że pan łaskawie dokona kolejnej już konsolidacji długu i pozwoli, by więcej na chleb dla dzieci pozostawało… A komisarze unijni przyjadą tylko odebrać raporty od zarządu nad tubylcami, by im czasami pokiwać palcem, że za słabo się staramy. The New World Order… trzeba się cieszyć, że nie każą nas jeszcze kastrować*.
      (*MFW nieformalnie nakazał w Peru wdrożenie programu zmniejszenia liczby urodzeń dzieci, jako warunek swojej łaskawości – więc Peru zaczęło kastrować Indianki).

  15. trza strugać szubienice znacznych rozmiarów
    Piękny tekst, godny jak najszerszego rozesłania.
    Warto dodać skąd te złodziejskie instytucje finansowe biorą pieniądze, bo w tym jest jeden z głównych haczyków.
    Przecie to nie jest tak, że bank kradnie uciułane eury z konta Hansa Globke aby je utopić w Kociębowskiej. Bank za zgodą rządów tworzy kasę z niczego, czysto wirtualnie. W rezultacie może całkiem legalnie przejąć dobra materialne i kupić cały świat za fałszywe pieniądze.
    Mamy zatem zlokalizowanego złodzieja, i znamy jego ofiarę. Jaka więc jest w tym procederze rola rządów?
    Co one z tego mają?

    • Dokładnie tak, dlatego
      Dokładnie tak, dlatego napisałem, że to jest nic innego jak WEKSEL. Przecież Provident nie ma żadnych pieniędzy, to znaczy jakieś tam ustawowe musi mieć, żeby zacząć kraść, nie wiem jak to teraz wygląda w proporcjach, ale mechanizm jest taki, że jak masz 1000 depozytu, to możesz pożyczać na 10 tysięcy. Ziutek przychodzi do Providenta po kredyt, Provident zgłasza do swojej centrali, że ma frajera, centrala zgłasza do banku, bank do centralnego banku, czyli do drukarni. Nie ma pieniędzy na pożyczki fizycznie, te pieniądze się drukuje na podstawie zobowiązania frajera – WEKSEL. De facto umorzenie długów takiej Grecji, to dwie straty: koszty druku i brak złodziejskiego zysku.

    • Pensje nadzorców w Nowym Porządku Świata
      Dawniej, sprawy miały się tylko wedle wsi. Rozkład biedy i zamożności był w całej okolicy średni i zbliżony. Nadszedł jednak moment, gdy wyłoniła się grupa społeczna, która postanowiła zająć się czymś innym niż pozostali ludzie. I tak się to zaczęło. Wzięli się za lichwę, i zobaczyli, że bez tego potu i łez można całkiem dobrze żyć. I zobaczyli, że to jest dla nich dobre. Dostrzegli, że gdy zbudują pewien system, to im nic nie grozi, a sami będą w nim bezpieczni. Pozostało tylko zająć się niepokornymi. A od tego mieli polityków i armie. Ustanowili też kursy swojego zysku. One są wspaniałym symbolem proporcji w nakładach pracy i nie tylko. Gdy taki Polak dostaje 1300zł na miesiąc, taki Brytyjczyk nie dostanie mniej jak 1300 funtów a taki Amerykanin nie mniej jak 1300 dolarów. Tyle, że z kursu wynika, że naród podbity musi tyrać na to samo co kupi taki Brytyjczyk, ponad pięć razy dłużej. Przy takiej relacji, ktoś tam na górze wie, że może mieć… cztery razy więcej czasu wolnego. Więc pewnie im o to chodzi…
      Co tam dawne niewolnictwo, skoro potrafiono przekształcić to w nowoczesną formę, gdzie można zaoszczędzić na wszystkim, od żarcia i opieki nad niewolnikiem, po dopilnowanie by dobrze pracował. Teraz niewolnicy sami proszą o to, by móc dla swojego Pana pracować.Tylko odważniejsi zmieniają swojego Pana, wpraszając się w łaski i w przywilej dania im zajęcia. Sami zbierają daninę, sami ją obliczają, i sami dzielnie ją co miesiąc do skarbca odnoszą. Spróbuj teraz krzyknąć, że nie zapłacisz należnej składki ZUSu, i że masz gdzieś VAT i PIT… Uprzywilejowana kasta nadzoru u władzy, przykładnie wybije Ci to z głowy. Potem da kolejny kredyt, który zamieni w dług. I zaczynasz go grzecznie spłacać… oczekując nowej łaski pana, że wskaźniki długu nie będą zbyt wysokie, i że uda się go może nieco szybciej spłacić. Albo, że pan łaskawie dokona kolejnej już konsolidacji długu i pozwoli, by więcej na chleb dla dzieci pozostawało… A komisarze unijni przyjadą tylko odebrać raporty od zarządu nad tubylcami, by im czasami pokiwać palcem, że za słabo się staramy. The New World Order… trzeba się cieszyć, że nie każą nas jeszcze kastrować*.
      (*MFW nieformalnie nakazał w Peru wdrożenie programu zmniejszenia liczby urodzeń dzieci, jako warunek swojej łaskawości – więc Peru zaczęło kastrować Indianki).

    • Jestem bardzo ciekaw opinii
      Jestem bardzo ciekaw opinii Matki o tym kartelu, no i konsekwencji, albo lepiej sekwencji tych wydarzeń. Widziałem te filmy jakiś czas temu, posprawdzałem po amatorsku (oczywiście na wikipedii) nazwiska, daty i nazwy, procesy, wszystko sie zgadza, to straszne. Ale nawet gdyby rozgryźć to wszystko do samego dna i wyszłoby czarno na białym, ze tak jest, lud by w to nie uwierzył, nie skojarzył, nie dopuścił do świadomości, tak jak nie wierzy, że te wszystkie finansowe krachy to nie żaden przypadek, a mrówcza brutalna robota panów diamentowych Rafałów, żałosnych naciągaczy tej piramidy, a finansjera niestety ma swoją narodowość i ludzkie ciała i bez litości pije krew nawet z tak słabych anemicznych organizmów jak Kociębowska, jej córka i Grecja z suchą kozą na skałkach, tak jak nie dopuści też nigdy do swojej przytomnośći, że zatroskana pocieszycielka strapionych w komunie, to nikt inny jak Hajka Reichgold. Przeciętny człowiek nie lubi tak strasznych wieści, bo to po prostu z normalnej łepetynie się nie mieści, to zwykła podświadoma obrona organizmu, nie wiedziałby co zrobić z taką wiadomością, to go przerasta, więc odrzuca, tak jak dziecko zasłania oczy i wydaje mu się, że inni też go nie widzą. PR owcy znają doskonale naszą psychikę. W Polsce przez lata utrwalano poczucie drugo lub trzeciorzędności, czujemy się gorsi od całej Europy, zakompleksieni boimy się wyrażać prostych prawd otwartym tekstem. Michnikoidy dodatkowo wpoiły w nas wstyd za bycie romantycznym i przywiązanym do tradycji Polakiem, całokowicie wypleniły jakąkolwiek dumę narodową. Polacy chcą nadrobić stracony czas, chcą szybko doszlusować do reszty Europy, są przy tym naiwni jak dzieci i łudzą się, że Europa złoży się na Polaków i za darmo da kaskę, a pan Rafał im w tym pomoże, a ten pomaga jak może i tylko zaciera rączki. “My być dobry klient, my mieć dobre, ładne państwo, dla nas wszystko co najlepsze.” I “dają”, oczywiście że dają, głównie na podniesienie standardu, ale nikt nie liczy, ile nas to będzie kosztować przez całe lata, ile musimy nabrać kredytów, naobsługiwać elastycznych linii kredytowych, napłacic odsetek, naoszukiwać w budżecie, a jeżeli wpadniemy w spiralę niewypłacalności, zostawimy rozgrzebane inwestycje i przetrwoniony ciężki szmal na różnie miękkie, do niczego i nikomu niepotrzebne projekty, a bulić do kasy unijnej i bankom raty trzeba będzie, ach szkoda słów.
      Te obiecane 300 mld. to oczywiście kolejna pułapka zadłużeniowa, czy do diabła nie mocnych, żeby ładnie za to podziękować, a może nawet tej całej zakichanej Eurokomunie, a właściwie Deutschelandowi.

    • Jestem bardzo ciekaw opinii
      Jestem bardzo ciekaw opinii Matki o tym kartelu, no i konsekwencji, albo lepiej sekwencji tych wydarzeń. Widziałem te filmy jakiś czas temu, posprawdzałem po amatorsku (oczywiście na wikipedii) nazwiska, daty i nazwy, procesy, wszystko sie zgadza, to straszne. Ale nawet gdyby rozgryźć to wszystko do samego dna i wyszłoby czarno na białym, ze tak jest, lud by w to nie uwierzył, nie skojarzył, nie dopuścił do świadomości, tak jak nie wierzy, że te wszystkie finansowe krachy to nie żaden przypadek, a mrówcza brutalna robota panów diamentowych Rafałów, żałosnych naciągaczy tej piramidy, a finansjera niestety ma swoją narodowość i ludzkie ciała i bez litości pije krew nawet z tak słabych anemicznych organizmów jak Kociębowska, jej córka i Grecja z suchą kozą na skałkach, tak jak nie dopuści też nigdy do swojej przytomnośći, że zatroskana pocieszycielka strapionych w komunie, to nikt inny jak Hajka Reichgold. Przeciętny człowiek nie lubi tak strasznych wieści, bo to po prostu z normalnej łepetynie się nie mieści, to zwykła podświadoma obrona organizmu, nie wiedziałby co zrobić z taką wiadomością, to go przerasta, więc odrzuca, tak jak dziecko zasłania oczy i wydaje mu się, że inni też go nie widzą. PR owcy znają doskonale naszą psychikę. W Polsce przez lata utrwalano poczucie drugo lub trzeciorzędności, czujemy się gorsi od całej Europy, zakompleksieni boimy się wyrażać prostych prawd otwartym tekstem. Michnikoidy dodatkowo wpoiły w nas wstyd za bycie romantycznym i przywiązanym do tradycji Polakiem, całokowicie wypleniły jakąkolwiek dumę narodową. Polacy chcą nadrobić stracony czas, chcą szybko doszlusować do reszty Europy, są przy tym naiwni jak dzieci i łudzą się, że Europa złoży się na Polaków i za darmo da kaskę, a pan Rafał im w tym pomoże, a ten pomaga jak może i tylko zaciera rączki. “My być dobry klient, my mieć dobre, ładne państwo, dla nas wszystko co najlepsze.” I “dają”, oczywiście że dają, głównie na podniesienie standardu, ale nikt nie liczy, ile nas to będzie kosztować przez całe lata, ile musimy nabrać kredytów, naobsługiwać elastycznych linii kredytowych, napłacic odsetek, naoszukiwać w budżecie, a jeżeli wpadniemy w spiralę niewypłacalności, zostawimy rozgrzebane inwestycje i przetrwoniony ciężki szmal na różnie miękkie, do niczego i nikomu niepotrzebne projekty, a bulić do kasy unijnej i bankom raty trzeba będzie, ach szkoda słów.
      Te obiecane 300 mld. to oczywiście kolejna pułapka zadłużeniowa, czy do diabła nie mocnych, żeby ładnie za to podziękować, a może nawet tej całej zakichanej Eurokomunie, a właściwie Deutschelandowi.

    • Jestem bardzo ciekaw opinii
      Jestem bardzo ciekaw opinii Matki o tym kartelu, no i konsekwencji, albo lepiej sekwencji tych wydarzeń. Widziałem te filmy jakiś czas temu, posprawdzałem po amatorsku (oczywiście na wikipedii) nazwiska, daty i nazwy, procesy, wszystko sie zgadza, to straszne. Ale nawet gdyby rozgryźć to wszystko do samego dna i wyszłoby czarno na białym, ze tak jest, lud by w to nie uwierzył, nie skojarzył, nie dopuścił do świadomości, tak jak nie wierzy, że te wszystkie finansowe krachy to nie żaden przypadek, a mrówcza brutalna robota panów diamentowych Rafałów, żałosnych naciągaczy tej piramidy, a finansjera niestety ma swoją narodowość i ludzkie ciała i bez litości pije krew nawet z tak słabych anemicznych organizmów jak Kociębowska, jej córka i Grecja z suchą kozą na skałkach, tak jak nie dopuści też nigdy do swojej przytomnośći, że zatroskana pocieszycielka strapionych w komunie, to nikt inny jak Hajka Reichgold. Przeciętny człowiek nie lubi tak strasznych wieści, bo to po prostu z normalnej łepetynie się nie mieści, to zwykła podświadoma obrona organizmu, nie wiedziałby co zrobić z taką wiadomością, to go przerasta, więc odrzuca, tak jak dziecko zasłania oczy i wydaje mu się, że inni też go nie widzą. PR owcy znają doskonale naszą psychikę. W Polsce przez lata utrwalano poczucie drugo lub trzeciorzędności, czujemy się gorsi od całej Europy, zakompleksieni boimy się wyrażać prostych prawd otwartym tekstem. Michnikoidy dodatkowo wpoiły w nas wstyd za bycie romantycznym i przywiązanym do tradycji Polakiem, całokowicie wypleniły jakąkolwiek dumę narodową. Polacy chcą nadrobić stracony czas, chcą szybko doszlusować do reszty Europy, są przy tym naiwni jak dzieci i łudzą się, że Europa złoży się na Polaków i za darmo da kaskę, a pan Rafał im w tym pomoże, a ten pomaga jak może i tylko zaciera rączki. “My być dobry klient, my mieć dobre, ładne państwo, dla nas wszystko co najlepsze.” I “dają”, oczywiście że dają, głównie na podniesienie standardu, ale nikt nie liczy, ile nas to będzie kosztować przez całe lata, ile musimy nabrać kredytów, naobsługiwać elastycznych linii kredytowych, napłacic odsetek, naoszukiwać w budżecie, a jeżeli wpadniemy w spiralę niewypłacalności, zostawimy rozgrzebane inwestycje i przetrwoniony ciężki szmal na różnie miękkie, do niczego i nikomu niepotrzebne projekty, a bulić do kasy unijnej i bankom raty trzeba będzie, ach szkoda słów.
      Te obiecane 300 mld. to oczywiście kolejna pułapka zadłużeniowa, czy do diabła nie mocnych, żeby ładnie za to podziękować, a może nawet tej całej zakichanej Eurokomunie, a właściwie Deutschelandowi.

  16. Szkoda że ten scenariusz jest dla Polski nieunikniony
    Praca w chińskich warunkach większości narodu w za głodową pensję idąca na spłatę wielopokoleniowych długów…

    A najgorsze jest to, że Polacy tak już przywykli, że jak im się pluje w twarz i kopie po mordzie, to trzeba mówić że deszcz z gradem pada i wszystko ok. Jedno, w co nie wierzę, to że Polacy pójdą za przykładem Greków/Hiszpanów i że jednoznacznie zaprotestują przeciwko dymaniu na sucho od tyłu. U nas już samo zasugerowanie sprzeciwu uchodzić będzie za oszołomstwo, złe mówienie o Unii – za ciemnogród, a wszelkie sugestie jakoby niewidzialna ręka rynku miała jednak narodowość (np. niemiecką czy francuską) – zostaną włożone między hel i mgłę.

    Ponadto nie zapominajmy że nie ma Polak wroga nad drugiego Polaka. Tam, gdzie inne narody zjednoczyły by się w wspólnym nieszczęściu i wspólnymi siłami starały się walczyć o swoje, Polacy, choćby sami byli zadłużeni po uszy, z dziką satysfakcją przyglądać się będą jak komornik sąsiadkę z mieszkania wyrzuca. Tyle w nas zostało z NARODU i WSPÓLNOTY po 45 latach komunizmu i 20 latach “powszechnej szczęśliwości”.

    Trzeba by było być idiotą by na miejscu możnych tego świata nie starać się całej tej sytuacji wykorzystać. Żaden inny naród nie potrafiłby w obliczu wspólnej katastrofy obrócić się przeciw sobie i czerpać z tego satysfakcję, przełożyć swój najmniejszy z możliwych zysk nad ogromny zysk całej społeczności (choćby w tym drugim wypadku nawet sam miałby być jego udziałowcem).

    Co zaś się tyczy tego, co się dzieje obecnie w Grecji i Hiszpanii (a wkrótce w połowie Europy), możliwe są trzy rozwiązania:
    – powrót do represyjnego niewolnictwa we współczesnej formie (coś w rodzaju Chin)
    – Wojna
    – Rewolucja (w tym bardziej krwawym wydaniu)

    I cała nadzieja że Grecy/Hiszpanie będą mieć większe jaja niż my, bo Polacy bez mrugnięcia okiem wybiorą model chiński, ciesząc się że sąsiad ma jeszcze gorzej (+kredyt we frankach). Ponadto odpowiednie przekazy telewizyjne eleganckim językiem wytłumaczą że dzięki temu “gonimy Europę” i że jakikolwiek sprzeciw to “mgła, ciemnogród i zaścianek”. I będzie się to tak kręciło, a jak ktoś otworzy gębę że mu nie pasuje, to pierwsi do jej obicia staną właśnie “rodacy”.

    Pozostaje jedno pytanie: Palnąć sobie w łeb czy wyemigrować?

    • Na jedno i drugie masz czas
      podsumowując kryzys finansowy:

      Banki z powodu własnej głupoty stanęły na skraju wypłacalności

      w związku z czym znacząco urósł deficyt budżetów państw

      w związku czym banki stanęły na skraju wypłacalności

      w związku czym państwa wejdą kapitałowo do banków biorąc na siebie ryzyko banków

      Jaki będzie następny krok?

      • Banki stanęły na skraju niewypłacalności
        w związku z czym do kieszeni banków idą pieniądze podatników. Sprowadza się to do tego że banki które, jak by nie patrzyć, doją obywateli, finansują od tej pory swoje dojenie z pieniędzy tychże właśnie dojonych przez siebie obywateli. Pytanie: jaką korzyść z ratowania banku ma obywatel?

        Cały czas mówi się o mitologicznym “wyparowaniu oszczędności z kąt co jakoby miałoby pogrążyć gospodarkę i obywateli”. Pomijam już analizę poprawności tego stwierdzenia, pytam się natomiast: “jakie jest przełożenie dokapitalizowania banków publicznymi pieniędzmi na realny wzrost bezpieczeństwa ulokowanych w nich pieniędzy”? Bo z tego co wiem, banki te zarządzane są wciąż przez tych samych “niekompetentnych” bankierów, którzy to właśnie do tego kryzysu swoimi nieodpowiedzialnymi decyzjami doprowadzili. Co się niby zmieniło w sposobie zarządzania bankami, czy też w kontroli nad nimi, co gwarantowałoby nieprzetracenie publicznych pieniędzy? I wreszcie, czy prywatne banki na prawdę stanowią takie dobro publiczne, na które muszą się zrzucać całe narody, choć nigdy nie będzie im dane partycypować w zyskach tychże instytucji?

  17. Szkoda że ten scenariusz jest dla Polski nieunikniony
    Praca w chińskich warunkach większości narodu w za głodową pensję idąca na spłatę wielopokoleniowych długów…

    A najgorsze jest to, że Polacy tak już przywykli, że jak im się pluje w twarz i kopie po mordzie, to trzeba mówić że deszcz z gradem pada i wszystko ok. Jedno, w co nie wierzę, to że Polacy pójdą za przykładem Greków/Hiszpanów i że jednoznacznie zaprotestują przeciwko dymaniu na sucho od tyłu. U nas już samo zasugerowanie sprzeciwu uchodzić będzie za oszołomstwo, złe mówienie o Unii – za ciemnogród, a wszelkie sugestie jakoby niewidzialna ręka rynku miała jednak narodowość (np. niemiecką czy francuską) – zostaną włożone między hel i mgłę.

    Ponadto nie zapominajmy że nie ma Polak wroga nad drugiego Polaka. Tam, gdzie inne narody zjednoczyły by się w wspólnym nieszczęściu i wspólnymi siłami starały się walczyć o swoje, Polacy, choćby sami byli zadłużeni po uszy, z dziką satysfakcją przyglądać się będą jak komornik sąsiadkę z mieszkania wyrzuca. Tyle w nas zostało z NARODU i WSPÓLNOTY po 45 latach komunizmu i 20 latach “powszechnej szczęśliwości”.

    Trzeba by było być idiotą by na miejscu możnych tego świata nie starać się całej tej sytuacji wykorzystać. Żaden inny naród nie potrafiłby w obliczu wspólnej katastrofy obrócić się przeciw sobie i czerpać z tego satysfakcję, przełożyć swój najmniejszy z możliwych zysk nad ogromny zysk całej społeczności (choćby w tym drugim wypadku nawet sam miałby być jego udziałowcem).

    Co zaś się tyczy tego, co się dzieje obecnie w Grecji i Hiszpanii (a wkrótce w połowie Europy), możliwe są trzy rozwiązania:
    – powrót do represyjnego niewolnictwa we współczesnej formie (coś w rodzaju Chin)
    – Wojna
    – Rewolucja (w tym bardziej krwawym wydaniu)

    I cała nadzieja że Grecy/Hiszpanie będą mieć większe jaja niż my, bo Polacy bez mrugnięcia okiem wybiorą model chiński, ciesząc się że sąsiad ma jeszcze gorzej (+kredyt we frankach). Ponadto odpowiednie przekazy telewizyjne eleganckim językiem wytłumaczą że dzięki temu “gonimy Europę” i że jakikolwiek sprzeciw to “mgła, ciemnogród i zaścianek”. I będzie się to tak kręciło, a jak ktoś otworzy gębę że mu nie pasuje, to pierwsi do jej obicia staną właśnie “rodacy”.

    Pozostaje jedno pytanie: Palnąć sobie w łeb czy wyemigrować?

    • Na jedno i drugie masz czas
      podsumowując kryzys finansowy:

      Banki z powodu własnej głupoty stanęły na skraju wypłacalności

      w związku z czym znacząco urósł deficyt budżetów państw

      w związku czym banki stanęły na skraju wypłacalności

      w związku czym państwa wejdą kapitałowo do banków biorąc na siebie ryzyko banków

      Jaki będzie następny krok?

      • Banki stanęły na skraju niewypłacalności
        w związku z czym do kieszeni banków idą pieniądze podatników. Sprowadza się to do tego że banki które, jak by nie patrzyć, doją obywateli, finansują od tej pory swoje dojenie z pieniędzy tychże właśnie dojonych przez siebie obywateli. Pytanie: jaką korzyść z ratowania banku ma obywatel?

        Cały czas mówi się o mitologicznym “wyparowaniu oszczędności z kąt co jakoby miałoby pogrążyć gospodarkę i obywateli”. Pomijam już analizę poprawności tego stwierdzenia, pytam się natomiast: “jakie jest przełożenie dokapitalizowania banków publicznymi pieniędzmi na realny wzrost bezpieczeństwa ulokowanych w nich pieniędzy”? Bo z tego co wiem, banki te zarządzane są wciąż przez tych samych “niekompetentnych” bankierów, którzy to właśnie do tego kryzysu swoimi nieodpowiedzialnymi decyzjami doprowadzili. Co się niby zmieniło w sposobie zarządzania bankami, czy też w kontroli nad nimi, co gwarantowałoby nieprzetracenie publicznych pieniędzy? I wreszcie, czy prywatne banki na prawdę stanowią takie dobro publiczne, na które muszą się zrzucać całe narody, choć nigdy nie będzie im dane partycypować w zyskach tychże instytucji?

  18. Szkoda że ten scenariusz jest dla Polski nieunikniony
    Praca w chińskich warunkach większości narodu w za głodową pensję idąca na spłatę wielopokoleniowych długów…

    A najgorsze jest to, że Polacy tak już przywykli, że jak im się pluje w twarz i kopie po mordzie, to trzeba mówić że deszcz z gradem pada i wszystko ok. Jedno, w co nie wierzę, to że Polacy pójdą za przykładem Greków/Hiszpanów i że jednoznacznie zaprotestują przeciwko dymaniu na sucho od tyłu. U nas już samo zasugerowanie sprzeciwu uchodzić będzie za oszołomstwo, złe mówienie o Unii – za ciemnogród, a wszelkie sugestie jakoby niewidzialna ręka rynku miała jednak narodowość (np. niemiecką czy francuską) – zostaną włożone między hel i mgłę.

    Ponadto nie zapominajmy że nie ma Polak wroga nad drugiego Polaka. Tam, gdzie inne narody zjednoczyły by się w wspólnym nieszczęściu i wspólnymi siłami starały się walczyć o swoje, Polacy, choćby sami byli zadłużeni po uszy, z dziką satysfakcją przyglądać się będą jak komornik sąsiadkę z mieszkania wyrzuca. Tyle w nas zostało z NARODU i WSPÓLNOTY po 45 latach komunizmu i 20 latach “powszechnej szczęśliwości”.

    Trzeba by było być idiotą by na miejscu możnych tego świata nie starać się całej tej sytuacji wykorzystać. Żaden inny naród nie potrafiłby w obliczu wspólnej katastrofy obrócić się przeciw sobie i czerpać z tego satysfakcję, przełożyć swój najmniejszy z możliwych zysk nad ogromny zysk całej społeczności (choćby w tym drugim wypadku nawet sam miałby być jego udziałowcem).

    Co zaś się tyczy tego, co się dzieje obecnie w Grecji i Hiszpanii (a wkrótce w połowie Europy), możliwe są trzy rozwiązania:
    – powrót do represyjnego niewolnictwa we współczesnej formie (coś w rodzaju Chin)
    – Wojna
    – Rewolucja (w tym bardziej krwawym wydaniu)

    I cała nadzieja że Grecy/Hiszpanie będą mieć większe jaja niż my, bo Polacy bez mrugnięcia okiem wybiorą model chiński, ciesząc się że sąsiad ma jeszcze gorzej (+kredyt we frankach). Ponadto odpowiednie przekazy telewizyjne eleganckim językiem wytłumaczą że dzięki temu “gonimy Europę” i że jakikolwiek sprzeciw to “mgła, ciemnogród i zaścianek”. I będzie się to tak kręciło, a jak ktoś otworzy gębę że mu nie pasuje, to pierwsi do jej obicia staną właśnie “rodacy”.

    Pozostaje jedno pytanie: Palnąć sobie w łeb czy wyemigrować?

    • Na jedno i drugie masz czas
      podsumowując kryzys finansowy:

      Banki z powodu własnej głupoty stanęły na skraju wypłacalności

      w związku z czym znacząco urósł deficyt budżetów państw

      w związku czym banki stanęły na skraju wypłacalności

      w związku czym państwa wejdą kapitałowo do banków biorąc na siebie ryzyko banków

      Jaki będzie następny krok?

      • Banki stanęły na skraju niewypłacalności
        w związku z czym do kieszeni banków idą pieniądze podatników. Sprowadza się to do tego że banki które, jak by nie patrzyć, doją obywateli, finansują od tej pory swoje dojenie z pieniędzy tychże właśnie dojonych przez siebie obywateli. Pytanie: jaką korzyść z ratowania banku ma obywatel?

        Cały czas mówi się o mitologicznym “wyparowaniu oszczędności z kąt co jakoby miałoby pogrążyć gospodarkę i obywateli”. Pomijam już analizę poprawności tego stwierdzenia, pytam się natomiast: “jakie jest przełożenie dokapitalizowania banków publicznymi pieniędzmi na realny wzrost bezpieczeństwa ulokowanych w nich pieniędzy”? Bo z tego co wiem, banki te zarządzane są wciąż przez tych samych “niekompetentnych” bankierów, którzy to właśnie do tego kryzysu swoimi nieodpowiedzialnymi decyzjami doprowadzili. Co się niby zmieniło w sposobie zarządzania bankami, czy też w kontroli nad nimi, co gwarantowałoby nieprzetracenie publicznych pieniędzy? I wreszcie, czy prywatne banki na prawdę stanowią takie dobro publiczne, na które muszą się zrzucać całe narody, choć nigdy nie będzie im dane partycypować w zyskach tychże instytucji?

  19. oby nie
    Finałem przygotowań do akcji wywłaszczeniowej będą trzy pięknie skoordynowane strzały: brak szans na emeryturę wystarczającą na przeżycie, odwrócona hipoteka, i podatek katastralny.
    Można pomyśleć że oto rząd sam się podkłada opozycji, bo z każdej strony, czy to komuszej czy prawicowej można go zmieszać z błotem za tak czytelną koncepcję likwidacji ludzkiego dorobku, a tymczasem cisza lub nieśmiałe pomruki.
    Coś jakby i władza, i opozycja z jednych pieniędzy żyły.

    • Dokładnie
      Co najgorsze nie istnieje w zasadzie żadna obrona przed tym scenariuszem. To tak jak lot samolotem któremu urwało oba skrzydła – jeszcze lecisz, ale katastrofa jest nieunikniona, cokolwiek byś robił i jak się nie starał, i taj wyryjesz w ziemię.

      Ja wcale nie uważam że wojna domowa / rewolucja to rozwiązanie dobre. Jest to w moim odczuciu rozwiązanie katastrofalne, którego raczej nigdy nie poprę. Problem w tym, że jeśli ludziom z jakiejś przyczyny nie spodoba się całkowite wywłaszczenie połączone z niewolniczą pracą za psie pieniądze w warunkach wielopokoleniowego, niemożliwego do spłaty zadłużenia, to te emocję będą musiały znaleźć jakiejś ujście. “Na szczęście” to Polska, tutaj krzywda sąsiada jest powodem do satysfakcji, nie zmobilizowania się i wspólnemu szukania rozwiązań. Rewolucja jest więc mało prawdopodobna, raczej już zostaniemy “Prymusem Europy” we wdrażaniu “programów oszczędnościowych”, wywłaszczaniu własnych obywateli i kulturalnym tłumaczeniu im że to, że nie mają co jeść i gdzie mieszkać, jest oznaką postępu i przybliżania się do nowoczesnej Europy.

      Jest już zwyczajnie za późno na cokolwiek, lecimy lotem nurkowym prosto w stronę ziemi, bez skrzydeł i silników. To, czy uda nam się “zmienić kurs” i odchylić od pionu o 2-3 stopnie nie ma już jakiegokolwiek znaczenia. Los tego kraju jest już przypieczętowany, nie ma nadziei na cokolwiek. Lepiej już zacząć uczyć się żyć na gruzowisku… Samolotu uratować się nie da. Całe “szczęście” że pilot (rząd) przygotował sobie wygodne spadochrony…

  20. oby nie
    Finałem przygotowań do akcji wywłaszczeniowej będą trzy pięknie skoordynowane strzały: brak szans na emeryturę wystarczającą na przeżycie, odwrócona hipoteka, i podatek katastralny.
    Można pomyśleć że oto rząd sam się podkłada opozycji, bo z każdej strony, czy to komuszej czy prawicowej można go zmieszać z błotem za tak czytelną koncepcję likwidacji ludzkiego dorobku, a tymczasem cisza lub nieśmiałe pomruki.
    Coś jakby i władza, i opozycja z jednych pieniędzy żyły.

    • Dokładnie
      Co najgorsze nie istnieje w zasadzie żadna obrona przed tym scenariuszem. To tak jak lot samolotem któremu urwało oba skrzydła – jeszcze lecisz, ale katastrofa jest nieunikniona, cokolwiek byś robił i jak się nie starał, i taj wyryjesz w ziemię.

      Ja wcale nie uważam że wojna domowa / rewolucja to rozwiązanie dobre. Jest to w moim odczuciu rozwiązanie katastrofalne, którego raczej nigdy nie poprę. Problem w tym, że jeśli ludziom z jakiejś przyczyny nie spodoba się całkowite wywłaszczenie połączone z niewolniczą pracą za psie pieniądze w warunkach wielopokoleniowego, niemożliwego do spłaty zadłużenia, to te emocję będą musiały znaleźć jakiejś ujście. “Na szczęście” to Polska, tutaj krzywda sąsiada jest powodem do satysfakcji, nie zmobilizowania się i wspólnemu szukania rozwiązań. Rewolucja jest więc mało prawdopodobna, raczej już zostaniemy “Prymusem Europy” we wdrażaniu “programów oszczędnościowych”, wywłaszczaniu własnych obywateli i kulturalnym tłumaczeniu im że to, że nie mają co jeść i gdzie mieszkać, jest oznaką postępu i przybliżania się do nowoczesnej Europy.

      Jest już zwyczajnie za późno na cokolwiek, lecimy lotem nurkowym prosto w stronę ziemi, bez skrzydeł i silników. To, czy uda nam się “zmienić kurs” i odchylić od pionu o 2-3 stopnie nie ma już jakiegokolwiek znaczenia. Los tego kraju jest już przypieczętowany, nie ma nadziei na cokolwiek. Lepiej już zacząć uczyć się żyć na gruzowisku… Samolotu uratować się nie da. Całe “szczęście” że pilot (rząd) przygotował sobie wygodne spadochrony…

  21. oby nie
    Finałem przygotowań do akcji wywłaszczeniowej będą trzy pięknie skoordynowane strzały: brak szans na emeryturę wystarczającą na przeżycie, odwrócona hipoteka, i podatek katastralny.
    Można pomyśleć że oto rząd sam się podkłada opozycji, bo z każdej strony, czy to komuszej czy prawicowej można go zmieszać z błotem za tak czytelną koncepcję likwidacji ludzkiego dorobku, a tymczasem cisza lub nieśmiałe pomruki.
    Coś jakby i władza, i opozycja z jednych pieniędzy żyły.

    • Dokładnie
      Co najgorsze nie istnieje w zasadzie żadna obrona przed tym scenariuszem. To tak jak lot samolotem któremu urwało oba skrzydła – jeszcze lecisz, ale katastrofa jest nieunikniona, cokolwiek byś robił i jak się nie starał, i taj wyryjesz w ziemię.

      Ja wcale nie uważam że wojna domowa / rewolucja to rozwiązanie dobre. Jest to w moim odczuciu rozwiązanie katastrofalne, którego raczej nigdy nie poprę. Problem w tym, że jeśli ludziom z jakiejś przyczyny nie spodoba się całkowite wywłaszczenie połączone z niewolniczą pracą za psie pieniądze w warunkach wielopokoleniowego, niemożliwego do spłaty zadłużenia, to te emocję będą musiały znaleźć jakiejś ujście. “Na szczęście” to Polska, tutaj krzywda sąsiada jest powodem do satysfakcji, nie zmobilizowania się i wspólnemu szukania rozwiązań. Rewolucja jest więc mało prawdopodobna, raczej już zostaniemy “Prymusem Europy” we wdrażaniu “programów oszczędnościowych”, wywłaszczaniu własnych obywateli i kulturalnym tłumaczeniu im że to, że nie mają co jeść i gdzie mieszkać, jest oznaką postępu i przybliżania się do nowoczesnej Europy.

      Jest już zwyczajnie za późno na cokolwiek, lecimy lotem nurkowym prosto w stronę ziemi, bez skrzydeł i silników. To, czy uda nam się “zmienić kurs” i odchylić od pionu o 2-3 stopnie nie ma już jakiegokolwiek znaczenia. Los tego kraju jest już przypieczętowany, nie ma nadziei na cokolwiek. Lepiej już zacząć uczyć się żyć na gruzowisku… Samolotu uratować się nie da. Całe “szczęście” że pilot (rząd) przygotował sobie wygodne spadochrony…