Reklama

Bernard Owen, znany na świecie ekspert w dziedzinie systemów wyborczych, mówi o tym, jak proporcjonalny system wyborczy utrudnia stworzenie stabilnego rządu.

Część druga serii Bernard Owen o działaniu systemów wyborczych

Bernard Owen, listopad 2008

Ta strona w języku angielskim (kliknij) – The English-language version of this page

Reklama

Oto trzecia z serii wypowiedzi Bernarda Owena na temat konsekwencji proporcjonalnych systemów wyborczych. Inne teksty z tej serii: lista poniżej.

Posłuchajmy wypowiedzi:

Są polskie napisy – jeśli się nie pojawiają, to należy przycisnąć przycisk z trzema kreskami tuż pod obrazem.

Istnieje tendencja do używania proporcjonalnych systemów wyborczych w młodych demokracjach. Wynika to z niezdecydowania. Mówi się: "w systemie proporcjonalnym nie ma nic złego, jest używany w Europie Zachodniej, więc dlaczego by go nie używać w młodych demokracjach?"

Ale ludzie nie umieją porównywać, zapominają, jak sprawy naprawdę wyglądają w Europie Zachodniej. W ogólnych zarysach sytuacja wygląda tam dobrze, ale przy dokładniejszym spojrzeniu, jeśli weźmiemy dziesięć spośród starych demokracji europejskich, to zobaczymy, że nie wszystko jest takie, jakie być powinno.

Niektóre kraje mają bardzo słabe systemy partyjne: jest tam po sześć, siedem, a nawet osiem partii politycznych, skutkiem czego mogą istnieć wyłącznie rządy koalicyjne.

W zasadzie nie ma nic złego w rządach koalicyjnych. Jednak problemem rządów koalicyjnych jest to, że gdy w kraju pojawiają się problemy jakiegokolwiek rodzaju (gospodarcze, społeczne, polityczne), rząd upada. I wtedy, a więc w momencie, gdy kraj najbardziej potrzebuje rządu, rządu nie ma, w zamian jest jedynie rząd tymczasowy. Jest to niebezpieczne dla demokracji.

W Europie po roku 1945 istnieją partie skrajnie prawicowe i skrajnie lewicowe, partie komunistyczne zdobywały w niektórych krajach nawet 25 do 30% mandatów.

Ale partie skrajnie prawicowe nie są niebezpieczne. Natomiast okresy, kiedy nie ma rządu, są niebezpieczne. Takie okresy są szczególnie niebezpieczne w młodych demokracjach.

Na przykład Holandia miewa sześciomiesięczne okresy bez rządu. To nie jest przykład wart naśladowania. W Belgii jest podobnie, choć okresy, gdy jest jedynie rząd tymczasowy, bez większości w parlamencie, są w Belgii zazwyczaj krótsze. W Finlandii jest podobnie, choć tam nie istnieją rządy tymczasowe, lecz rządy techniczne.

Gdy zsumuje się okresy, w których każdy z tych krajów nie miał rządu (rządu normalnego w systemie parlamentarnym, a więc mającego większość w parlamencie), w sumie jest to około czterech lat. Aż cztery lata bez rządu, w okresie od roku 1945 do dziś, to nie jest przykład wart naśladowania.

System proporcjonalny łączy się też z innym niebezpieczeństwem. Otóż gdy istnieją więcej niż dwie czy ewentualnie trzy partie, potrzebne są bariery, takie jak w systemie większościowym, na korzyść największej partii, tak aby partia, która ma, powiedzmy, 45% głosów, dostawała 53 czy 54% mandatów i mogła samodzielnie utworzyć rząd większościowy. System proporcjonalny utrudnia tworzenie takich barier na korzyść najwiekszej partii i w ten sposób prowadzi do niebezpiecznych sytuacji.

Przekład: Marcin Skubiszewski

Strona internetowa instytutu naukowego Bernarda Owena: http://www.cec-elections.org/

Reklama

24 KOMENTARZE

  1. Nie żebym był zaraz anarchistyczna ekstrema ale…
    –po cholerę są politycy?
    –po cholerę sejm i senat?
    –po cholerę rząd?

    Jak na razie, wygląda na to, że po prostu są etaty do zajęcia i tałatajstwo to zajmuje robiąc reszcie pianę w mózgu. Jak piana nam opada to są nowe wybory i od nowa.

    • Może jednak przesadziłeś…
      … jakiś rząd jednak jest potrzebny.

      Ja bym poparł jednomandatowe okręgi (jak Owen) i dodatkowo 230 posłów zamiast 460. Czyli zlikwidować połowę Sejmu, nie cały.

      Okręgi jednomandatowe, to zwiększenie roli poszczególnych posłów. Owen mówi tylko o partiach, jak system wyborczy wpływa na reprezentację partii w Sejmie, ale zwiększenie roli poszczególnych posłów kosztem sztabów partyjnych, to też ważna rzecz. O tym mówi Janusz Kochanowski na prawica.net. Zajrzyjcie: http://www.prawica.net/node/14454
      Dlaczego zmniejszenie ilości posłów byłoby dobre: otóż mają znaczenie w partiach tylko niektórzy posłowie, ci najważniejsi. Jest cała masa tych mniej ważnych, którzy i tak głosują, jak góra każe, i cicho siedzą. Przy mniejszej ilości posłów zostają indywidualności, odpadają ci mniej ważni. Przy mniejszej ilości posłów, na dodatek wybieranych w okręgach jednomandawotych, każdy poseł to ważna osoba, znana w swoim okręgu, a może w całym kraju. Wtedy rzeczywiście będziemy głosować w jakimś stopniu na osoby, nie tylko na partie.


      • O to chodzi, że nie wiem gdybym wiedział to bym się
        pochwalił i powiedział co wiem. Dlatego pytam, poważnie pytam –po cholerę?

        Koty rozumują prosto, potrzebny śrubokręt bierzemy śrubokręt, potrzebny zegarek bierzemy zegarek, nie na odwrót bo sobie oko wykłujemy.

        Pierwsze pytanie: –po cholerę..
        Jeżeli odpowiemy pozytywnie na pierwsze to drugie pytanie: –to kogo, jakie warunki musi spełnić by się nadał?

          • Kot na gałęzi, w słoneczku wygrzewa się.
            Bez niczyjej opieki bronić swej wolności
            by nie wplątać się w obce sercu sentymenty

            Tego się kot trzyma, nie zawsze mu się udaje, czasem mu odbija.

        • No to odpowiadam…
          OK, widzę, że Twoje pytanie całkiem serio (na początku myślałem, że prowokujesz), więc odpowiadam.

          Że jakiś w ogóle rząd jest potrzebny, to chyba jasne.

          To, że demokracja i wybory powszechne są najlepszym sposobem na decydowanie, kto ma rządzić, to już nie jest takie oczywiste. Znany argument Korwina-Mikke: dwóch meneli pod budką z piwem ma dwa razy więcej głosów, niż profesor.

          Te sprawy są bardzo skomplikowane, dlatego jeśli chcesz wiedzieć, jak najlepiej wybierać rząd, możesz to sensownie zrobić wyłącznie na podstawie doświadczenia. Rozumowania teoretyczne mało co dają, bo polityka jest zbyt skomplikowana, byśmy mogli zrobić jej jakiś sensowny model naukowy.

          Praca naukowa Owena polega na badaniu, co się działo w wielu różnych krajach. On nie robi żadnych teoretycznych modeli, tylko zbiera doświadczenia i z nich wyciąga wnioski.

          Wszelkie niedemokratyczne modele nie działają. To jest fakt sprawdzony i potwierdzony historycznie. Dlaczego? Moim zdaniem dlatego, że standardowym elementem natury ludzkiej jest zadufanie. Ktoś, kto rządzi, z reguły jest zadufany i chce rządzić dalej, nawet jak mu nie wychodzi. Nie oddaje władzy sam z siebie.

          Właśnie czytam o Piłsudskim. Piłsudski zrobił wiele dobrego, ale też masę błędów. A władzy trzymał się mocno. Był przywódcą wojskowym, mógł więc pomyśleć, że na czas pokoju Polsce potrzeba raczej kogoś innego. Ale nie pomyślał, szedł w zaparte, chciał dużo władzy dla siebie.

          A mówimy tu nie o jakimś Kaczyńskim, tylko o autentycznym przywódcy. Jeśli nawet autentyczni przywódcy zachowują się tak, że im trzeba d… od stołka siłą odrąbywać, to nie możemy powierzyć władzy żadnemu jednemu człowiekowi ani małej grupie, bo inaczej oni tę władzę będą trzymać w łapach nawet, jak im nic nie będzie wychodziło. Moim zdaniem z tej właśnie przyczyny systemy inne niż demokracja nie działają dobrze.

          Można się spytać, czy potrzebujemy takiego dużego zgromadzzenia, jak Sejm. Nie wiem, bo nie ma chyba na świecie demokracji bez takiego zgromadzenia (a więc nie ma z czym porównać). Możliwą alternatywą byłby malutki Sejm (nie 460 czy nawet 230 posłów, ale np. 30). Z braku doświadczenia nie umiem powiedzieć, czy trzydziestoosobowy Sejm byłby lepszy czy gorszy od tego, który mamy.
          Malutki Sejm (30 osób, to moja ekstremistyczna propozycja, 230 osób, to propozycja PO) ma tę zaletę, że nie starczy posłów do zrobienia całej roboty. A to oznacza, że trzeba ich robotę powierzyć zatrudnionym specjalistom. I dobrze: demokracja musi być, ale jeśli duża część roboty będzie robiona nie przez wybranych posłów, a przez zatrudnionych sensownych prawników, którzy będą pracować pod kontrolą posłów, to moim zdaniem lepiej.

          A co do systemu wyborczego, to właśnie wypowiedzi Bernarda Owena wyjaśniają, dlaczego system proporcjonalny jest beznadziejny.

  2. Nie żebym był zaraz anarchistyczna ekstrema ale…
    –po cholerę są politycy?
    –po cholerę sejm i senat?
    –po cholerę rząd?

    Jak na razie, wygląda na to, że po prostu są etaty do zajęcia i tałatajstwo to zajmuje robiąc reszcie pianę w mózgu. Jak piana nam opada to są nowe wybory i od nowa.

    • Może jednak przesadziłeś…
      … jakiś rząd jednak jest potrzebny.

      Ja bym poparł jednomandatowe okręgi (jak Owen) i dodatkowo 230 posłów zamiast 460. Czyli zlikwidować połowę Sejmu, nie cały.

      Okręgi jednomandatowe, to zwiększenie roli poszczególnych posłów. Owen mówi tylko o partiach, jak system wyborczy wpływa na reprezentację partii w Sejmie, ale zwiększenie roli poszczególnych posłów kosztem sztabów partyjnych, to też ważna rzecz. O tym mówi Janusz Kochanowski na prawica.net. Zajrzyjcie: http://www.prawica.net/node/14454
      Dlaczego zmniejszenie ilości posłów byłoby dobre: otóż mają znaczenie w partiach tylko niektórzy posłowie, ci najważniejsi. Jest cała masa tych mniej ważnych, którzy i tak głosują, jak góra każe, i cicho siedzą. Przy mniejszej ilości posłów zostają indywidualności, odpadają ci mniej ważni. Przy mniejszej ilości posłów, na dodatek wybieranych w okręgach jednomandawotych, każdy poseł to ważna osoba, znana w swoim okręgu, a może w całym kraju. Wtedy rzeczywiście będziemy głosować w jakimś stopniu na osoby, nie tylko na partie.


      • O to chodzi, że nie wiem gdybym wiedział to bym się
        pochwalił i powiedział co wiem. Dlatego pytam, poważnie pytam –po cholerę?

        Koty rozumują prosto, potrzebny śrubokręt bierzemy śrubokręt, potrzebny zegarek bierzemy zegarek, nie na odwrót bo sobie oko wykłujemy.

        Pierwsze pytanie: –po cholerę..
        Jeżeli odpowiemy pozytywnie na pierwsze to drugie pytanie: –to kogo, jakie warunki musi spełnić by się nadał?

          • Kot na gałęzi, w słoneczku wygrzewa się.
            Bez niczyjej opieki bronić swej wolności
            by nie wplątać się w obce sercu sentymenty

            Tego się kot trzyma, nie zawsze mu się udaje, czasem mu odbija.

        • No to odpowiadam…
          OK, widzę, że Twoje pytanie całkiem serio (na początku myślałem, że prowokujesz), więc odpowiadam.

          Że jakiś w ogóle rząd jest potrzebny, to chyba jasne.

          To, że demokracja i wybory powszechne są najlepszym sposobem na decydowanie, kto ma rządzić, to już nie jest takie oczywiste. Znany argument Korwina-Mikke: dwóch meneli pod budką z piwem ma dwa razy więcej głosów, niż profesor.

          Te sprawy są bardzo skomplikowane, dlatego jeśli chcesz wiedzieć, jak najlepiej wybierać rząd, możesz to sensownie zrobić wyłącznie na podstawie doświadczenia. Rozumowania teoretyczne mało co dają, bo polityka jest zbyt skomplikowana, byśmy mogli zrobić jej jakiś sensowny model naukowy.

          Praca naukowa Owena polega na badaniu, co się działo w wielu różnych krajach. On nie robi żadnych teoretycznych modeli, tylko zbiera doświadczenia i z nich wyciąga wnioski.

          Wszelkie niedemokratyczne modele nie działają. To jest fakt sprawdzony i potwierdzony historycznie. Dlaczego? Moim zdaniem dlatego, że standardowym elementem natury ludzkiej jest zadufanie. Ktoś, kto rządzi, z reguły jest zadufany i chce rządzić dalej, nawet jak mu nie wychodzi. Nie oddaje władzy sam z siebie.

          Właśnie czytam o Piłsudskim. Piłsudski zrobił wiele dobrego, ale też masę błędów. A władzy trzymał się mocno. Był przywódcą wojskowym, mógł więc pomyśleć, że na czas pokoju Polsce potrzeba raczej kogoś innego. Ale nie pomyślał, szedł w zaparte, chciał dużo władzy dla siebie.

          A mówimy tu nie o jakimś Kaczyńskim, tylko o autentycznym przywódcy. Jeśli nawet autentyczni przywódcy zachowują się tak, że im trzeba d… od stołka siłą odrąbywać, to nie możemy powierzyć władzy żadnemu jednemu człowiekowi ani małej grupie, bo inaczej oni tę władzę będą trzymać w łapach nawet, jak im nic nie będzie wychodziło. Moim zdaniem z tej właśnie przyczyny systemy inne niż demokracja nie działają dobrze.

          Można się spytać, czy potrzebujemy takiego dużego zgromadzzenia, jak Sejm. Nie wiem, bo nie ma chyba na świecie demokracji bez takiego zgromadzenia (a więc nie ma z czym porównać). Możliwą alternatywą byłby malutki Sejm (nie 460 czy nawet 230 posłów, ale np. 30). Z braku doświadczenia nie umiem powiedzieć, czy trzydziestoosobowy Sejm byłby lepszy czy gorszy od tego, który mamy.
          Malutki Sejm (30 osób, to moja ekstremistyczna propozycja, 230 osób, to propozycja PO) ma tę zaletę, że nie starczy posłów do zrobienia całej roboty. A to oznacza, że trzeba ich robotę powierzyć zatrudnionym specjalistom. I dobrze: demokracja musi być, ale jeśli duża część roboty będzie robiona nie przez wybranych posłów, a przez zatrudnionych sensownych prawników, którzy będą pracować pod kontrolą posłów, to moim zdaniem lepiej.

          A co do systemu wyborczego, to właśnie wypowiedzi Bernarda Owena wyjaśniają, dlaczego system proporcjonalny jest beznadziejny.

  3. Nie żebym był zaraz anarchistyczna ekstrema ale…
    –po cholerę są politycy?
    –po cholerę sejm i senat?
    –po cholerę rząd?

    Jak na razie, wygląda na to, że po prostu są etaty do zajęcia i tałatajstwo to zajmuje robiąc reszcie pianę w mózgu. Jak piana nam opada to są nowe wybory i od nowa.

    • Może jednak przesadziłeś…
      … jakiś rząd jednak jest potrzebny.

      Ja bym poparł jednomandatowe okręgi (jak Owen) i dodatkowo 230 posłów zamiast 460. Czyli zlikwidować połowę Sejmu, nie cały.

      Okręgi jednomandatowe, to zwiększenie roli poszczególnych posłów. Owen mówi tylko o partiach, jak system wyborczy wpływa na reprezentację partii w Sejmie, ale zwiększenie roli poszczególnych posłów kosztem sztabów partyjnych, to też ważna rzecz. O tym mówi Janusz Kochanowski na prawica.net. Zajrzyjcie: http://www.prawica.net/node/14454
      Dlaczego zmniejszenie ilości posłów byłoby dobre: otóż mają znaczenie w partiach tylko niektórzy posłowie, ci najważniejsi. Jest cała masa tych mniej ważnych, którzy i tak głosują, jak góra każe, i cicho siedzą. Przy mniejszej ilości posłów zostają indywidualności, odpadają ci mniej ważni. Przy mniejszej ilości posłów, na dodatek wybieranych w okręgach jednomandawotych, każdy poseł to ważna osoba, znana w swoim okręgu, a może w całym kraju. Wtedy rzeczywiście będziemy głosować w jakimś stopniu na osoby, nie tylko na partie.


      • O to chodzi, że nie wiem gdybym wiedział to bym się
        pochwalił i powiedział co wiem. Dlatego pytam, poważnie pytam –po cholerę?

        Koty rozumują prosto, potrzebny śrubokręt bierzemy śrubokręt, potrzebny zegarek bierzemy zegarek, nie na odwrót bo sobie oko wykłujemy.

        Pierwsze pytanie: –po cholerę..
        Jeżeli odpowiemy pozytywnie na pierwsze to drugie pytanie: –to kogo, jakie warunki musi spełnić by się nadał?

          • Kot na gałęzi, w słoneczku wygrzewa się.
            Bez niczyjej opieki bronić swej wolności
            by nie wplątać się w obce sercu sentymenty

            Tego się kot trzyma, nie zawsze mu się udaje, czasem mu odbija.

        • No to odpowiadam…
          OK, widzę, że Twoje pytanie całkiem serio (na początku myślałem, że prowokujesz), więc odpowiadam.

          Że jakiś w ogóle rząd jest potrzebny, to chyba jasne.

          To, że demokracja i wybory powszechne są najlepszym sposobem na decydowanie, kto ma rządzić, to już nie jest takie oczywiste. Znany argument Korwina-Mikke: dwóch meneli pod budką z piwem ma dwa razy więcej głosów, niż profesor.

          Te sprawy są bardzo skomplikowane, dlatego jeśli chcesz wiedzieć, jak najlepiej wybierać rząd, możesz to sensownie zrobić wyłącznie na podstawie doświadczenia. Rozumowania teoretyczne mało co dają, bo polityka jest zbyt skomplikowana, byśmy mogli zrobić jej jakiś sensowny model naukowy.

          Praca naukowa Owena polega na badaniu, co się działo w wielu różnych krajach. On nie robi żadnych teoretycznych modeli, tylko zbiera doświadczenia i z nich wyciąga wnioski.

          Wszelkie niedemokratyczne modele nie działają. To jest fakt sprawdzony i potwierdzony historycznie. Dlaczego? Moim zdaniem dlatego, że standardowym elementem natury ludzkiej jest zadufanie. Ktoś, kto rządzi, z reguły jest zadufany i chce rządzić dalej, nawet jak mu nie wychodzi. Nie oddaje władzy sam z siebie.

          Właśnie czytam o Piłsudskim. Piłsudski zrobił wiele dobrego, ale też masę błędów. A władzy trzymał się mocno. Był przywódcą wojskowym, mógł więc pomyśleć, że na czas pokoju Polsce potrzeba raczej kogoś innego. Ale nie pomyślał, szedł w zaparte, chciał dużo władzy dla siebie.

          A mówimy tu nie o jakimś Kaczyńskim, tylko o autentycznym przywódcy. Jeśli nawet autentyczni przywódcy zachowują się tak, że im trzeba d… od stołka siłą odrąbywać, to nie możemy powierzyć władzy żadnemu jednemu człowiekowi ani małej grupie, bo inaczej oni tę władzę będą trzymać w łapach nawet, jak im nic nie będzie wychodziło. Moim zdaniem z tej właśnie przyczyny systemy inne niż demokracja nie działają dobrze.

          Można się spytać, czy potrzebujemy takiego dużego zgromadzzenia, jak Sejm. Nie wiem, bo nie ma chyba na świecie demokracji bez takiego zgromadzenia (a więc nie ma z czym porównać). Możliwą alternatywą byłby malutki Sejm (nie 460 czy nawet 230 posłów, ale np. 30). Z braku doświadczenia nie umiem powiedzieć, czy trzydziestoosobowy Sejm byłby lepszy czy gorszy od tego, który mamy.
          Malutki Sejm (30 osób, to moja ekstremistyczna propozycja, 230 osób, to propozycja PO) ma tę zaletę, że nie starczy posłów do zrobienia całej roboty. A to oznacza, że trzeba ich robotę powierzyć zatrudnionym specjalistom. I dobrze: demokracja musi być, ale jeśli duża część roboty będzie robiona nie przez wybranych posłów, a przez zatrudnionych sensownych prawników, którzy będą pracować pod kontrolą posłów, to moim zdaniem lepiej.

          A co do systemu wyborczego, to właśnie wypowiedzi Bernarda Owena wyjaśniają, dlaczego system proporcjonalny jest beznadziejny.

  4. Nie żebym był zaraz anarchistyczna ekstrema ale…
    –po cholerę są politycy?
    –po cholerę sejm i senat?
    –po cholerę rząd?

    Jak na razie, wygląda na to, że po prostu są etaty do zajęcia i tałatajstwo to zajmuje robiąc reszcie pianę w mózgu. Jak piana nam opada to są nowe wybory i od nowa.

    • Może jednak przesadziłeś…
      … jakiś rząd jednak jest potrzebny.

      Ja bym poparł jednomandatowe okręgi (jak Owen) i dodatkowo 230 posłów zamiast 460. Czyli zlikwidować połowę Sejmu, nie cały.

      Okręgi jednomandatowe, to zwiększenie roli poszczególnych posłów. Owen mówi tylko o partiach, jak system wyborczy wpływa na reprezentację partii w Sejmie, ale zwiększenie roli poszczególnych posłów kosztem sztabów partyjnych, to też ważna rzecz. O tym mówi Janusz Kochanowski na prawica.net. Zajrzyjcie: http://www.prawica.net/node/14454
      Dlaczego zmniejszenie ilości posłów byłoby dobre: otóż mają znaczenie w partiach tylko niektórzy posłowie, ci najważniejsi. Jest cała masa tych mniej ważnych, którzy i tak głosują, jak góra każe, i cicho siedzą. Przy mniejszej ilości posłów zostają indywidualności, odpadają ci mniej ważni. Przy mniejszej ilości posłów, na dodatek wybieranych w okręgach jednomandawotych, każdy poseł to ważna osoba, znana w swoim okręgu, a może w całym kraju. Wtedy rzeczywiście będziemy głosować w jakimś stopniu na osoby, nie tylko na partie.


      • O to chodzi, że nie wiem gdybym wiedział to bym się
        pochwalił i powiedział co wiem. Dlatego pytam, poważnie pytam –po cholerę?

        Koty rozumują prosto, potrzebny śrubokręt bierzemy śrubokręt, potrzebny zegarek bierzemy zegarek, nie na odwrót bo sobie oko wykłujemy.

        Pierwsze pytanie: –po cholerę..
        Jeżeli odpowiemy pozytywnie na pierwsze to drugie pytanie: –to kogo, jakie warunki musi spełnić by się nadał?

          • Kot na gałęzi, w słoneczku wygrzewa się.
            Bez niczyjej opieki bronić swej wolności
            by nie wplątać się w obce sercu sentymenty

            Tego się kot trzyma, nie zawsze mu się udaje, czasem mu odbija.

        • No to odpowiadam…
          OK, widzę, że Twoje pytanie całkiem serio (na początku myślałem, że prowokujesz), więc odpowiadam.

          Że jakiś w ogóle rząd jest potrzebny, to chyba jasne.

          To, że demokracja i wybory powszechne są najlepszym sposobem na decydowanie, kto ma rządzić, to już nie jest takie oczywiste. Znany argument Korwina-Mikke: dwóch meneli pod budką z piwem ma dwa razy więcej głosów, niż profesor.

          Te sprawy są bardzo skomplikowane, dlatego jeśli chcesz wiedzieć, jak najlepiej wybierać rząd, możesz to sensownie zrobić wyłącznie na podstawie doświadczenia. Rozumowania teoretyczne mało co dają, bo polityka jest zbyt skomplikowana, byśmy mogli zrobić jej jakiś sensowny model naukowy.

          Praca naukowa Owena polega na badaniu, co się działo w wielu różnych krajach. On nie robi żadnych teoretycznych modeli, tylko zbiera doświadczenia i z nich wyciąga wnioski.

          Wszelkie niedemokratyczne modele nie działają. To jest fakt sprawdzony i potwierdzony historycznie. Dlaczego? Moim zdaniem dlatego, że standardowym elementem natury ludzkiej jest zadufanie. Ktoś, kto rządzi, z reguły jest zadufany i chce rządzić dalej, nawet jak mu nie wychodzi. Nie oddaje władzy sam z siebie.

          Właśnie czytam o Piłsudskim. Piłsudski zrobił wiele dobrego, ale też masę błędów. A władzy trzymał się mocno. Był przywódcą wojskowym, mógł więc pomyśleć, że na czas pokoju Polsce potrzeba raczej kogoś innego. Ale nie pomyślał, szedł w zaparte, chciał dużo władzy dla siebie.

          A mówimy tu nie o jakimś Kaczyńskim, tylko o autentycznym przywódcy. Jeśli nawet autentyczni przywódcy zachowują się tak, że im trzeba d… od stołka siłą odrąbywać, to nie możemy powierzyć władzy żadnemu jednemu człowiekowi ani małej grupie, bo inaczej oni tę władzę będą trzymać w łapach nawet, jak im nic nie będzie wychodziło. Moim zdaniem z tej właśnie przyczyny systemy inne niż demokracja nie działają dobrze.

          Można się spytać, czy potrzebujemy takiego dużego zgromadzzenia, jak Sejm. Nie wiem, bo nie ma chyba na świecie demokracji bez takiego zgromadzenia (a więc nie ma z czym porównać). Możliwą alternatywą byłby malutki Sejm (nie 460 czy nawet 230 posłów, ale np. 30). Z braku doświadczenia nie umiem powiedzieć, czy trzydziestoosobowy Sejm byłby lepszy czy gorszy od tego, który mamy.
          Malutki Sejm (30 osób, to moja ekstremistyczna propozycja, 230 osób, to propozycja PO) ma tę zaletę, że nie starczy posłów do zrobienia całej roboty. A to oznacza, że trzeba ich robotę powierzyć zatrudnionym specjalistom. I dobrze: demokracja musi być, ale jeśli duża część roboty będzie robiona nie przez wybranych posłów, a przez zatrudnionych sensownych prawników, którzy będą pracować pod kontrolą posłów, to moim zdaniem lepiej.

          A co do systemu wyborczego, to właśnie wypowiedzi Bernarda Owena wyjaśniają, dlaczego system proporcjonalny jest beznadziejny.