Reklama

Wenecja, Rzym, Paryż, Włoszczowa, te kanały, te restauracje, muzea, sklepy, teatry, kultura… Kto był, uważa że wiele zwiedził, a poznał, a kultury, luksusu, klasy zakosztował. Źle uważa. Albowiem marność to wszystko, nic, tylko marność. Wszystkie Rzymu Kolosea, weneckie kanały, londyńskie tałery, berlińskie donery, nic nie znaczą i niczym się być wydają, przy perle Ukrainy.

Kto nie był w Prypeci, ten nigdzie nie był, kto Prypeci nie widział, ten gówno widział. Kto nie patrzył z zachwytem i gardłem ściśniętym na dumnie wznoszącą się nad miastem bryłę sarkofagu, ten nie zrozumie życia, kto zaś patrzył, ten może już spokojnie umrzeć. Witajcie w miejscu, gdzie nazwisko Gaudi wywołuje uśmiech politowania. Miejscu, na które Bóg spogląda łaskawie, miejscu, ponad wszystkimi miejscami…

Reklama

Juz przestaję, zawiść złą rzeczą jest, zawiść niedobra jest. Jaja sobie robię, bom zazdrośnik nikczemny. Nie byłem, a chciałbym i żal mi szynki ściska. Dlatego i tylko dlatego, szydzę sobie i dowcipkuję. Chciałbym odwiedzić Czarnobyl, chciałbym zobaczyć Prypeć, chciałbym się przechadzać w cieniu sarkofagu.

Dlaczego bym chciał, nie potrafię tylko wyjaśnić. Bo tak naprawdę, czy miejsce warte jest wyrosłej wokół niego legendy? Wielu ludzi, zwłaszcza dzieci, lubi wałęsać się po opuszczonych budynkach, magazynach, stacjach kolejowych, niedokończonych budowach. Wszystkie je cechuje jedno: pełna spokoju, cicha, szpetna antyestetyka. Brzydota tych miejsc, które nawet w czasach świetności nie grzeszyły urodą (a mam tu na myśli czar budynków socrealistycznych, nie mylić z cudeńkami, co starzeją się jak wino), nie znika nawet w procesie „odzyskiwania” ich przez naturę. Są i będą brzydkie, puste, ponure.

Miejsc takich jak w Zonie, znajdziemy tysiące i w Polsce. Zwłaszcza tam, gdzie niegdyś kwitły PGR-y, lub gdzie stacjonowali bratni żołnierze radzieccy. Po jednych i drugich ostały się ruiny, chwasty i równie typowy dla każdej rudery smród. Może to największa zaleta Strefy, brak ludzi, którzy chyba w genach mają potrzebę wysrania się w każdym opuszczonym kącie. Przy dostatku kątów, a niedostatku czynnika ludzkiego, rzecz  niemożliwa tam fizycznie.

Opuszczone miasto, w zamkniętej, odciętej od świata strefie. Miejsce, z którego ludzie zniknęli nagle, by nigdy nie wracać. Świadectwo tego, jak będzie wyglądać Ziemia, gdy damy jej wreszcie spokój, a Chuck Norris jako ostatni kopnie w kalendarz. To zdaje się przyciągać najbardziej, postapokaliptyczna wizja serwowana na żywo. Przyjdźcie i popatrzcie na to wszyscy. Tyle po was zostanie, beton, żelastwo i krzaki.

W swym pędzie do autodestrukcji, posiada człowiek jednocześnie samofascynaję obecnymi, jak i mozliwymi efektami własnych działań. Narobiłem, ale to jeszcze nic przy tym, czego narobić mógłbym. W ilu książkach, komiksach, filmach, przemierzaliśmy opustoszałe, zrujnowane ulice wielkich metropolii, mijając opuszczone wraki, zapadające się tunele, sterty gruzu. W strefie możemy mieć to wszystko u stóp, pod stopami i ponad stopami. Co prawda to nie New York, ani Moskwa, ale też pięknie. Osiedla mieszkaniowe, place zabaw, szkoły, fabryki… pustostan, śmietnisko, ruina.

Idzie wiosna i pora wydaje się być idealną, by w promieniach marcowego słońca spenetrować stację kolejową w Janowie, pokręcić się po zakładach ”Jupiter”, wdrapać do wagonika diabelskiego młyna w Prypeci. Czas ku temu najwyższy, bo licho nigdy nie śpi. Nie tylko u nas opuszczone miejsca są cenionym źródłem złomu. A mit, legenda, robią swoje. Zona staje się turystyczną atrakcją. Tydzień pobytu, za jedyne 1150 PLN. Zorganizowana wycieczka i trzy posiłki dziennie.* Tylko patrzeć jak pod elektrownią, w Prypeci i w innych miejscach, wyrosną kolorowe budki z pamiątkami, szykowne toi toiki, sprzedawcy dywanów, czapek i lornetek. Zrobi się tłoczno, gwarno, jarmarcznie, na każdym kroku pojawią się bramki i bilety wstępu.

I znowu będzie w każdym kącie nasrane.

 

 

*Chętni mogą się zapoznać: http://www.strefazero.org/index.php?id=8

 

Reklama

4 KOMENTARZE

  1. To jest atrakcja dla sytych,zadowolonych z siebie
    mieszkańców bogatych i pięknych przedmieść – architektonicznych perełek pośród wypieszczonych trawników i żywopłotów.Prawdziwych mieszczan – którzy do miasta tylko ,,wpadają”. Ale dla wszystkich ,którym krzywy chodnik , oszczana klatka schodowa ,wyrwane ,,na żywca” instalacje ,wiszące jakimś cudem drzwi z wybitą szybą – znaczyły drogę do domu – to żadna atrakcja.A już na pewno nie dla Nas którzyśmy widzieli na własne oczy wielki odwrót Krasnej Armii z Legnicy,Świdnicy i Wrocławia – Sołtysowic. Wyrwali ze ścian i zabrali ze sobą ,,zdobyczne”: kaloryfery,umywalki,baterie oraz muszle klozetowe. Bardzo długo straszyły puste , okradzione i zrujnowane posowieckie blokowiska – szczególnie przy A4 , oraz wzdłuż zachodniej granicy.Jakby dobrze poszukać , na pewno jeszcze dzisiaj znalazłby się jakiś ,,dobrze zachowany” zabytek sowieckiej cywilizacji i kultury.