Reklama

Zerkam na Onet w niedzielę rano i widzę, że właściwie nic się całymi latam

Zerkam na Onet w niedzielę rano i widzę, że właściwie nic się całymi latami nie zmienia. Przy latach chciałbym się na chwilę zatrzymać. Już nie ważne kto tu kogo przebije, kto kogo lubi na kogo zagłosuje. Ważne jest coś innego. Załóżmy, że Kaczyński ma rację, ja należę do tych ludzi co widzi wiele racji w diagnozach Kaczyńskiego. Załóżmy od razu przeciwną rację, że Kaczyński nie ma racji, tu też widzę wiele obszarów, gdzie racji nie ma. Przy takim założeniu z dwóch stron wystarczy teraz dodać 5 lat, chociaż tak naprawdę cały bezproduktywny dyskurs trwa lat 20 i od razu widać, że końca nie widać. Nie widać końca w histerii wokół Kaczyńskiego i nie widać końca histerii Kaczyńskiego. Jest jeden człowiek w Polsce, który powie cokolwiek i to już naprawdę nie jest ważne co powie, by zaraz tygodniami trwała debata na temat Kaczyńskiego. Właściwie od 5 lat tematem numer jeden jest Kaczyński i to co Kaczyński mówi. Zgoda on potrafi powiedzieć tak, żeby było o czym mówić, ale jeśli 5 lat mało, że o 20 nie wspomnę, tak jak długo jeszcze polska polityka i publicystyka będzie się opierała na zdaniach Kaczyńskiego. Na domiar śmieszności i paranoi trzeba powiedzieć, że te zdania, o których się gadało tygodniami i latami są takiej oto bezużytecznej jakości:

Reklama

1)    inni szatani byli tam czynni.

2)    Internet to piwo i pornole.

3)    Tam gdzie stało ZOMO.

4)    Z ziemi wolskiej do Polski

5)    Spieprzaj dziadu.

Główne wątki debaty o Kaczyńskim, to właśnie tego rodzaju pierdoły. Można zauważyć, że on obraża ludzi, no zgoda obraża, ale Wałęsa przecież dawno prześcignął obu Kaczyńskich w obrażaniu, że o Senyszyn, Gadzinowskim i innych znanych, których już mi się wymieniać nie chce i dlatego nie wspomnę. Czemu zatem Kaczyński nie schodzi z topu i dlaczego zarówno przeciwnicy jak i zwolennicy zachowują się bardzo bezradnie. Opinia przeciwników jest taka, że to mały zawistny kurdupel, z próchnicą, bez żony i z kotem, życiowy nieudacznik, paranoik. Opinia zwolenników głosi, że to jedyny prawdziwy Polak, że Polska tradycyjna, historyczna, patriotyczna, dumna i wielka, to Kaczyński. Po 5 latach chyba pora sobie powiedzieć, że tu nic się kupy nie trzyma. Nieustanne jechanie po Kaczyńskim przy takiej opinii na temat Kaczyńskiego, jest… nie wiem czym? Głupotą najszybciej, bo w takim życiu z daleka od polityki, nie lubianego sąsiada, szwagra, czy kumpla, po prostu się omija, ewentualnie spotyka, kiedy nie ma wyjścia. Tymczasem przeciwnik Kaczyńskiego na śniadanie połyka najświeższe bulwersujące zdanie Jarosława, na obiad poprawia odgrzewanym kotletem ZOMO i mimo że wieczorem już go pali zgaga, to nie zaśnie nim nie dołoży sobie ciężkostrawną i przeterminowaną wypowiedzią prezesa z lutego. Dziwne, w przyrodzie rzadko spotykane, żeby tak się fascynować nikim i niczym.

Z drugiej strony zwolennicy zapatrzeni w mistrza, jakoś nie chcę dojrzeć, że mistrz po prostu jest nieskuteczny. Niby mistrz, a mając do dyspozycji prawie wszystko, spieprzył niemniej. Nie chcą dojrzeć, że przy całej racji, czy też niemałej racji, jaką prezes w sobie nosi, nie udało się z racji zrobić popularnej myśli. Ciągle jest racja prezesa obciachem i całą tą serią znanych inwektyw. Pytanie? Czy to aby na pewno jest tak, że rzeczy się dzieją za sprawą GW i esbecji? No na pewno tak, tylko pytanie drugie. Dlaczego na miły Bóg przeciwnika, którego Kaczyński zdefiniował jako moralnych karłów i wykształciuchów, prymitywów i prostaków, nie jest w stanie pokonać przez 20 lat. Dlaczego nie zbudował tak skutecznej tuby propagandowej jak GW, tylko podpiął się pod taki radiowęzeł jak RM i taką broszurę jak Gazeta Polska. Co więcej, dlaczego prezes wykosił z własnych szeregów ludzi, którzy robili za ornament partii, jak Dorn, Migalski czy Ujazdowski, a nawet i Marek Jurek choć gada jak  ultrakatolicka gosposia, jest lubianym politykiem, nawet Rysio Kalisz go lubi. Zmierzam do tego, że to się tak dłużej nie da biadolić, że układ, że czynni szatani, albo się potrafi skopać zadek prymitywom, kłamcom i zdrajcom ojczyzny, albo jedyne co się potrafi, to użalać na sobą i z brata modelować męczennika, jak podejrzewam wbrew woli brata.

Niezrozumiały jest nieproporcjonalny atak do zdefiniowanej jakości Kaczyńskiego, zajmowanie się takim byle kim jest przejawem prymitywnych uczuć od zawiści przez nienawiść, aż po zatłuczenie na śmierć. Tak by się z pozoru wydawało, w istocie jest nieco inaczej, w istocie jest tak, że Kaczyński mówi rzeczy, które są skrzętnie przez 20 lat mitologizowane i z tego żyją nie jakieś tam Józki z Ligoty Małej, ale tacy z firmamentu co mają wiele, jeśli nie wszystko do stracenia. Stąd każdego dnia się budzą i robią wszystko, aby zatłuc marnego człowieka i tym samym obronić swoją marną przeszłość, którą udało im się wykreować na legendę i mistrzostwo, czy jak kto woli ten słynny autorytet w dowolnej dziedzinie. Kaczyńskiego nie tępi się ot tak sobie, Kaczyńskiego tępi się broniąc własnej bajki o sobie. Co zabawne, próba wyniesienia Lecha Kaczyńskiego na ołtarze i cokoły to nie jest nic innego jak to co zrobiono na przykład z Jaruzelskim, w mniejszej skali ze Szczypiorskim, kapusiem SB, który od początku lat 90 był dyżurnym moralizatorem. Różnica między tym co robi Kaczyński, a Michnik z zapleczem, polega na skuteczności. Ta skuteczność jest tak wielka, że udaje się wypromować ludzi, którzy w porównaniu z życiorysem Lecha Kaczyńskiego, są ludźmi niegodnymi nawet wzmianki w żywotach świętych, nadają się do pitawalu. Jeśli dziś trwa powszechna debata nad tym, że Lech Kaczyński niewiele dla wolności Polski zrobił, a ruski agent Jaruzelski jest bohaterem czcigodnym, mimo że nie tylko w stoczni go nie było, ale do stoczni i kopalni strzelał w imieniu władzy, której „nigdy nie oddamy”, to jest skala skuteczności.

Michnik nawet z Kiszczaka zrobił patriotę, dziś Polacy bardziej nienawidzą Kaczyńskiego, który stan wojenny spędził z kotem, ale nie na internowaniu opozycji, czym był zajęty bandyta Kiszczak. Niesamowite prawda? Niesamowite, ale możliwe z dwóch powodów. Możliwe dlatego, że ten obóz zbudowany wokół Michnika, jest skuteczniejszym. Drugi powód jest bezpośrednio sklejony z pierwszym, Kaczyński jest nieskuteczny, rozpaczliwie nieskuteczny. Z tych powodów batalia będzie trwała, będzie się szczuć Kaczyńskiego dlatego, że głosi niebezpieczne treści i będzie się odwracać uwagę od tych treści tym, że Kaczyński jest podły mały, wredny i nie ma zębów. W tym tkwi cała tajemnica zajmowania się byle jakim Kaczyńskim, takim nikim jak Kaczyński. Z tych też powodów Kaczyński gada coraz większe bzdety, coraz głupiej się zachowuje i całkowicie traci skuteczność. Kiedy dostaje się w tyłek raz zarazem, zamiast wyciągnąć wnioski, ciągle się miauczy, że układ, że Mity i Fakty, no to się po prostu biadoli, bo się nie potrafi. Nie tak dawno Migalski usiłował wytłumaczyć powtarzając Kaczyńskiemu również moje tezy, że musi Jarosław być jak Tusk i musi mieć swoją GW, inaczej wygrać się nie da. Migalski trafił do układ, Michnik i Tusk znów są ubawieni po pachy, bo nie robiąc nic kolejny raz wygrali z palcem… Nienormalne jest szczucie Kaczyńskiego, skala, intensywność, zajadłość, moda, ale to się bierze ze strachu i z obrony własnych karłowatych życiorysów, z których „elitki” zbudowały ewangelie i księgi rodzaju. Nienormalne jest, że człowiek, który ma racje w wielu obszarach, albo jest takim beztalenciem w wykładaniu racji, albo nie bardzo mu na wyłożeniu racji zależy, tylko zależy mu na podtrzymywaniu dymu. Będzie trwało to wszystko razem, ta rozpaczliwa obrona mitologii i to skrajnie odbrązawianie, ponieważ ci brązowi pomalowani na złoto są zwykłym, ale skutecznym tombakiem, a Kaczyński wybitnie nieudolnym jubilerem.

Reklama

44 KOMENTARZE

  1. Z tym pędem absolutna racja.
    Z tym pędem absolutna racja. Tylko jak już pogonimy całe towarzycho, to czym wypełnimy wolne miejsce? I skąd wiara w to, że następni będą lepsi? Będą się bali, że też zostaną pogonieni? – Wątpię, najwyżej następnym razem już się nie załapią. JOW-y trochę by zmiejszały szanse w takich przypadkach. Co się właściwie ma kryć pod przedziwnym zlepkiem ‘Walka na programy i idee’?

  2. Z tym pędem absolutna racja.
    Z tym pędem absolutna racja. Tylko jak już pogonimy całe towarzycho, to czym wypełnimy wolne miejsce? I skąd wiara w to, że następni będą lepsi? Będą się bali, że też zostaną pogonieni? – Wątpię, najwyżej następnym razem już się nie załapią. JOW-y trochę by zmiejszały szanse w takich przypadkach. Co się właściwie ma kryć pod przedziwnym zlepkiem ‘Walka na programy i idee’?

  3. Zachowanie Kaczyńskiego
    Zachowanie Kaczyńskiego spowodowane jest PTSD, Post-Traumatic Stress Disorder, czyli tłumacząc na ludzki, zespołem stresu pourazowego. On wykazuje niemal wszystkie encyklopedyczne symptomy tego zaburzenia. Jego ostatni list do członków partii pokazuje na coraz szybsze dryfowanie w dal od rzeczywistości, on np. naprawdę wierzy, że mógł wygrać wybory dorzucając więcej agresji i Smoleńska do pieca. Mało tego, PTSD najczęściej występuje po okresie kilkumiesięcznego opóźnienia, spokoju – i ten objaw też mamy w jego przypadku. Objawów widzę zresztą więcej, ale tak naprawdę nie ważne na co ten gość cierpi, nie jestem psychiatrą i mam to w dupie zasadniczo, ważne, że będące efektem tej postępującej choroby psychicznej zachowanie istotnie przybliża perspektywę rządów Rysia, Zdzisia i Mira przez kolejne 8 lat. I tak jak gardzę ryżą, zakłamaną gębą króla Public Relations, to pogardzam również tym, który gwarantuje tej ryżej gębie kolejne lata bezkarnego wciskania kitu.

    P.S. Wszyscy pewnie słyszeliście ogłoszone niedawno plany redukcji zatrudnienia urzędników o 10%. Oto okładka „Gazety” z 1 września 2010 roku ogłaszająca wielki plan oszczędności, poprzez zwolnienie co 10 urzędnika:

    http://www.egazety.pl/g/okladki/114/b/6425.jpg

    A teraz, uwaga. Oto okładka „Gazety” z dnia 29 lipca 2009 roku, ogłaszająca… wielki plan oszczędności poprzez zwolnienie co 10 urzędnika:

    http://www.egazety.pl/g/okladki/114/b/6092.jpg

    Śmiech pusty człowieka ogarnia, biuro propagandy rządu bez najmniejszej żenady działa metodą CTRL+C, CTRL+V.

    Ale to jest naprawdę pikuś, malutki pan pikuś, bo dzisiaj rano przy śniadaniu dyżurny pan redaktor z TVN24 spowodował, że mało się jajecznicą ze szczypiorkiem nie udusiłem, ogłosił bowiem bez zmrużenia oka, bez cienia zdziwienia i bez śladu rozbawienia, że zwolnień najprawdopodobniej nie będzie a zamiast tego dostaniemy ustawę o nietykalności urzędników.

    http://biznes.gazetaprawna.pl/artykuly/447942,chocholi_taniec_wokol_ciec_w_administracji.html

    Ryża parówo załgana, takie kłamstwa bezczelne, prosto w oczy, bez mrugania i bez tików nerwowych wskazujących na kłamstwo to sobie możesz ładować swoim niewykształconym fanom, ale słucha ciebie też człowiek myślący jeden z drugim i za to wszystko, gdyby jeszcze obowiązywał kodeks Boziewicza, wyzywany byłbyś gnoju na ubitą ziemię co drugi dzień.

  4. Zachowanie Kaczyńskiego
    Zachowanie Kaczyńskiego spowodowane jest PTSD, Post-Traumatic Stress Disorder, czyli tłumacząc na ludzki, zespołem stresu pourazowego. On wykazuje niemal wszystkie encyklopedyczne symptomy tego zaburzenia. Jego ostatni list do członków partii pokazuje na coraz szybsze dryfowanie w dal od rzeczywistości, on np. naprawdę wierzy, że mógł wygrać wybory dorzucając więcej agresji i Smoleńska do pieca. Mało tego, PTSD najczęściej występuje po okresie kilkumiesięcznego opóźnienia, spokoju – i ten objaw też mamy w jego przypadku. Objawów widzę zresztą więcej, ale tak naprawdę nie ważne na co ten gość cierpi, nie jestem psychiatrą i mam to w dupie zasadniczo, ważne, że będące efektem tej postępującej choroby psychicznej zachowanie istotnie przybliża perspektywę rządów Rysia, Zdzisia i Mira przez kolejne 8 lat. I tak jak gardzę ryżą, zakłamaną gębą króla Public Relations, to pogardzam również tym, który gwarantuje tej ryżej gębie kolejne lata bezkarnego wciskania kitu.

    P.S. Wszyscy pewnie słyszeliście ogłoszone niedawno plany redukcji zatrudnienia urzędników o 10%. Oto okładka „Gazety” z 1 września 2010 roku ogłaszająca wielki plan oszczędności, poprzez zwolnienie co 10 urzędnika:

    http://www.egazety.pl/g/okladki/114/b/6425.jpg

    A teraz, uwaga. Oto okładka „Gazety” z dnia 29 lipca 2009 roku, ogłaszająca… wielki plan oszczędności poprzez zwolnienie co 10 urzędnika:

    http://www.egazety.pl/g/okladki/114/b/6092.jpg

    Śmiech pusty człowieka ogarnia, biuro propagandy rządu bez najmniejszej żenady działa metodą CTRL+C, CTRL+V.

    Ale to jest naprawdę pikuś, malutki pan pikuś, bo dzisiaj rano przy śniadaniu dyżurny pan redaktor z TVN24 spowodował, że mało się jajecznicą ze szczypiorkiem nie udusiłem, ogłosił bowiem bez zmrużenia oka, bez cienia zdziwienia i bez śladu rozbawienia, że zwolnień najprawdopodobniej nie będzie a zamiast tego dostaniemy ustawę o nietykalności urzędników.

    http://biznes.gazetaprawna.pl/artykuly/447942,chocholi_taniec_wokol_ciec_w_administracji.html

    Ryża parówo załgana, takie kłamstwa bezczelne, prosto w oczy, bez mrugania i bez tików nerwowych wskazujących na kłamstwo to sobie możesz ładować swoim niewykształconym fanom, ale słucha ciebie też człowiek myślący jeden z drugim i za to wszystko, gdyby jeszcze obowiązywał kodeks Boziewicza, wyzywany byłbyś gnoju na ubitą ziemię co drugi dzień.

  5. By nie być gołosłownym jakiś(?) pozytywny(?) program(?)
    Poprzestańmy zatem na jednej konkluzji: czysto racjonalne, pokładające zaufanie w logicznych, naukowych, rozumowych argumentach kontr-oświecenie nie powiedzie się, gdyż na przeszkodzie stoi psychiczno-emocjonalna struktura osobowości intelektualistów. I nie tylko to. Praktycznie nieprzezwyciężalną barierę stanowi opisywany wyżej fakt, że większości mechanizmów prowadzących do powstania stabilnych wzorów postępowania nie można racjonalnie i świadomie zaplanować i wykreować. W gruncie rzeczy nie ma sposobu, aby wartości, normy społeczne, tabu i reguły zachowania raz zniszczone, odbudować. Najbardziej skutecznym antidotum byłaby zapewne rechrystianizacja Zachodu. Ale do tego celu nie prowadzą żadne, choćby najmądrzejsze, książki i żadne, choćby najżarliwsze, apele. Jedyna droga to prywatyzacja oświaty i szkolnictwa wszystkich szczebli oraz prywatyzacja instytucji charytatywnych. Tylko dzięki takim posunięciom kościoły chrześcijańskie mogłyby wyjść ze strefy finansowego i politycznego ciążenia państwa, wyzwolić się z partyjno-politycznych układów korupcyjnych i zerwać ze strukturalną zależnością od różnego rodzaju czynników zewnętrznych. Wówczas zmuszone byłyby (automatycznie!) powrócić do swoich właściwych, pierwotnych zadań: wychowania, formowania serc i dusz, do działalności charytatywnej opartej na dobrowolności, a przede wszystkim do głoszenia Dobrej Nowiny jako najważniejszej i największej ze wszystkich prawd. Jedynie na tej drodze mogłyby odzyskać posłuch i wiarygodność u wiernych, jak również odbudować swoją pozycję w społeczeństwie, pedagogiczną niezależność oraz rolę niekwestionowanego lidera w dziedzinie dobroczynności i dosłownie pojmowanej opieki duszpasterskiej. Jeśli natomiast kościoły chrześcijańskie tego nie uczynią, lecz nadal będą – tak jak robią to już od wielu lat – jako juczne osły pomagać rządzącym w prowadzeniu socjalistycznej polityki, dostając w zamian „siano” od państwa opiekuńczego, to wówczas walka o wolność, kulturę, dobrobyt i cywilizację zostanie przegrana. Z mroku, który dawno już zapadł nad Zachodem, zrobi się ciemna noc. Nie po raz pierwszy, ale być może po raz ostatni.

  6. By nie być gołosłownym jakiś(?) pozytywny(?) program(?)
    Poprzestańmy zatem na jednej konkluzji: czysto racjonalne, pokładające zaufanie w logicznych, naukowych, rozumowych argumentach kontr-oświecenie nie powiedzie się, gdyż na przeszkodzie stoi psychiczno-emocjonalna struktura osobowości intelektualistów. I nie tylko to. Praktycznie nieprzezwyciężalną barierę stanowi opisywany wyżej fakt, że większości mechanizmów prowadzących do powstania stabilnych wzorów postępowania nie można racjonalnie i świadomie zaplanować i wykreować. W gruncie rzeczy nie ma sposobu, aby wartości, normy społeczne, tabu i reguły zachowania raz zniszczone, odbudować. Najbardziej skutecznym antidotum byłaby zapewne rechrystianizacja Zachodu. Ale do tego celu nie prowadzą żadne, choćby najmądrzejsze, książki i żadne, choćby najżarliwsze, apele. Jedyna droga to prywatyzacja oświaty i szkolnictwa wszystkich szczebli oraz prywatyzacja instytucji charytatywnych. Tylko dzięki takim posunięciom kościoły chrześcijańskie mogłyby wyjść ze strefy finansowego i politycznego ciążenia państwa, wyzwolić się z partyjno-politycznych układów korupcyjnych i zerwać ze strukturalną zależnością od różnego rodzaju czynników zewnętrznych. Wówczas zmuszone byłyby (automatycznie!) powrócić do swoich właściwych, pierwotnych zadań: wychowania, formowania serc i dusz, do działalności charytatywnej opartej na dobrowolności, a przede wszystkim do głoszenia Dobrej Nowiny jako najważniejszej i największej ze wszystkich prawd. Jedynie na tej drodze mogłyby odzyskać posłuch i wiarygodność u wiernych, jak również odbudować swoją pozycję w społeczeństwie, pedagogiczną niezależność oraz rolę niekwestionowanego lidera w dziedzinie dobroczynności i dosłownie pojmowanej opieki duszpasterskiej. Jeśli natomiast kościoły chrześcijańskie tego nie uczynią, lecz nadal będą – tak jak robią to już od wielu lat – jako juczne osły pomagać rządzącym w prowadzeniu socjalistycznej polityki, dostając w zamian „siano” od państwa opiekuńczego, to wówczas walka o wolność, kulturę, dobrobyt i cywilizację zostanie przegrana. Z mroku, który dawno już zapadł nad Zachodem, zrobi się ciemna noc. Nie po raz pierwszy, ale być może po raz ostatni.

  7. Zasadniczo lider jest liderem
    bo pierwszy wpada na pomysły. Jeśli pierwszy na jakiś pomysl wpadnie ktoś inny, lider musi go pochwalić i natychmiast sam taki pomysl rozbudować, albo, co jest jeszcze lepsze, zachęcić resztę grupy do wyglaszania wlasnych zdań a potem demonstracyjnie to zebrać w jedną calość.

    Tu lider widać, ze się zużyl, podwładni mu to wytykają. Nie pozostalo mu nic innego, jak wyżynać. Życie lidera jest piękne, ale może być krótkie, jeśli nie jest w stanie utrzymać formy.

  8. Zasadniczo lider jest liderem
    bo pierwszy wpada na pomysły. Jeśli pierwszy na jakiś pomysl wpadnie ktoś inny, lider musi go pochwalić i natychmiast sam taki pomysl rozbudować, albo, co jest jeszcze lepsze, zachęcić resztę grupy do wyglaszania wlasnych zdań a potem demonstracyjnie to zebrać w jedną calość.

    Tu lider widać, ze się zużyl, podwładni mu to wytykają. Nie pozostalo mu nic innego, jak wyżynać. Życie lidera jest piękne, ale może być krótkie, jeśli nie jest w stanie utrzymać formy.