Reklama

Ostatnio łatwo się załamuję czytając rozmaite wywody, niestety i na tym portalu. Załamuje mnie i poziom wypowiedzi i tok „rozumowania”.

Ostatnio łatwo się załamuję czytając rozmaite wywody, niestety i na tym portalu. Załamuje mnie i poziom wypowiedzi i tok „rozumowania”. Ten tekst jest odpowiedzią człowieka inteligentnego, który usiłuje bronić jakości przed szmirą. Odpowiedzią na inny zamieszczony tu tekst, którego treści, ani autora przytaczał nie będę, gdyż promowanie szmiry uważam za grzech śmiertelny. Rzadko kiedy decyduję się na takie detaliczne analizy tandety, ale tym razem problem uważam za szerszy, cykliczny i zjawisko za masowe, więc może nawet dobrze się stało, że i na kontrowersje.net zawitała tabloidowa szmira. Jest dzięki temu powód, żeby kolejny raz przypomnieć co jest kulturą, sztuką, literaturą, a co szajsem napędzanym ideologią i popkulturowym kombinatem ćwierćinteligentów. Obserwacja niektórych grup docelowych konsumujących popkulturową i ideologiczną gryczaną ze skwarkami napawa mnie rozbawieniem i przerażaniem jednocześnie. Zawsze się zastanawiałem do kogo są skierowane te kolorowe wkładki w tabloidach typu Fakt, GW, inna Polityka. Ta ostatnia zdaje się wydaje jakiś „Niezbędnik inteligenta”, gdzie tłumaczy co Mahomet, a co Jezus, urocze. W tych niezbędnikach i dodatkach można przeczytać, że artysta z Anglii jest satanistą, a aktorka z USA miała romans z garderobianą. Generalnie magiel robiący za „niezbędnik inteligenta”.

Takie newsy, w których podaje się coś „wyjątkowego” i cała wyjątkowość polega na zestawieniu pospolitości, przeczytałem niedawno na kontrowersje.net. Przeczytałem zestawienie dwóch pospolitości: preferencji seksualnej i amatorskich występów scenicznych. Zmiksowane zjawisko nazywano „Barbie Girls” i podano na srebrnej tacy masowemu odbiorcy. Kto mógłby z połączenia tych dwóch pospolitości wydobyć sztukę i oryginalność? Kto mógłby odkryć w zmiksowanych banałach nową wartość? Nie interesuje mnie kto, bo z takim kimś nie mam o czym gadać, nawet przy darciu gęsiego pierza. Na pewno nie ja odnajduję wartości w banałach i to z prostego powodu. Otóż jestem nowoczesnym, inteligentnym człowiekiem, pozbawionym tego szczenięcego rumieńca na widok pani opowiadającej o tym, że ma łechtaczkę, którą pobudza językiem, widelcem tudzież inną łechtaczką. Robi to na mnie mniej więcej takie samo wrażenie, jakbym słuchał o zapaleniu otrzewnej z powodu perforacji wyrostka. Szoku w tym dla mnie tyle, co po wstrzyknięciu botoxu prezenterce pogody, na tym pułapie kulturowej sensacji lokowałbym ekshibicjonizm grafomański sprzedawany odbiorcy „kultury” edukowanego na programach pani Drzyzgi. Gdybym szukał korzeni wyjątkowych doznań i łamania tabu w sferze seksualnej, to sięgnę do prehistorii i nawet nie do Markiza de Sade, ale Biblii, hieroglifów egipskich, sanskrytu, czy upadku Rzymu pokazanego przez Felliniego.

Współcześnie i już w znacznie mniejszym stopniu, szokującym w tym obszarze wydaje mi się Jim Morrison, którego matkę wybrałą się na koncert i wyszła, gdy usłyszała fragment o tym, że syn Jim zarżnie ojca i zerżnie mamusię. W jakiejś tam niedużej skali Nabokov był skandalistą opisując to, czym masy podniecały się w ostatnim czasie polując na Polańskiego. Używanie seksu w sztuce jest tak powszechne i trywialne, że trudno o większy truizm. Gdy się seksu używa w amatorskiej tandetnej oprawie scenicznej, z tego może wyjść tylko zwis, o erekcji i o orgazmie można zapomnieć. Jeśli seks rozumiemy jako wspólnym mianownik dla różnych zachowań seksualnych, to nie mam bladego pojęcia dlaczego mnie miałoby podniecać coś, co jest kompletnie poza mają wrażliwością seksualną, a nawet poza moją fizycznością. Nie mam cienia szans na to, żeby zostać lesbijką, zatem to co lesbijki mają do powiedzenia interesuje mnie mniej więcej tyle, ile referat inżyniera od łożysk tocznych. Nie mam pojęcia dlaczego mnie miałoby artystycznie, czy też fizycznie podniecać gaworzenie o tym jak robią to dwa węże. Podnieca mnie to co jest zgodne z moim seksualnym gustem i wrażliwością na odbiór sztuki, ale sztuki nie szmiry, której jedyną wartością jest epatowanie preferencją seksualną robiącą za armatę popkulturowej poprawności politycznej. W ogóle mnie nie podniecają spółkujące stonki, ale dałbym Nobla i Nike jednocześnie, każdemu kto zrobi z tego sztukę. Niestety w Polsce ciągle jeszcze mamy mentalną wiochę i to uprawianą przez tych, co mienią się latarnikami oświaty i współczesności. Jeśli ktoś po przeczytaniu w kolorowym piśmie kilku słów na temat amatorskiego lesbijskiego teatrzyku uznaje ten news za przełom kulturowy, cywilizacyjny i artystyczny, no to przecież z góry wiadomo, że taki konsument jest sto lat za Murzynami, w cywilizacyjnym i edukacyjnym paleolicie. Taki jest dzieckiem proletariatu i parafii, co sobie wiesza gołą babę na robociarskiej szafce i tyle jego doznań.

Wiadomym jest, że nie słyszał o orgiach sanskryckiej Kamasutry, o francuskim Markizie nie wie nic, ani o Jimie Morrisonie, ani o Nabokovie pojęcia nie ma. Dla niego to nowość, nie wiadomo tylko czy seks jest nowością, czy występ sceniczny, wiele wskazuje, że jedno i drugie co w kolorowej gazecie przeczytał zawróciło mu w głowie. Mało tego on odkrywając nowatorstwo nie słyszał o klasyce, ale i o popkulturze jak Madonna, czy jeszcze wcześniej, bo trzydzieści lat temu, amerykańska gejowska kapela The Village People robiąca sobie jaja nie tylko z pedalstwa, ale jak to pedały w swoim słynnym nagraniu Y.M.C.A z katolicyzmu darli łacha. Gdyby tego było mało, to nawet w ciemnej jak tabaka Rosji bimbrem i słoniną płynącej, niejakie Tatu złożone z dwóch nastoletnich lesbijek odgrażało się, że „Nas nie dogoniat”. W Polsce na parafianinie robi zaskoczenie to co kolorową gazetą pod strzechę trafiło, a co w świecie już dawno zgrane banałem. Wszystko co dawne miało jakiś wymiar, wszystko to dorobiło się w mniejszym lub większym stopniu kanonu światowego, dorobiło się z prostego powodu, ponieważ miało w sobie przede wszystkim jakąś myśl, jakiś pomysł na to co w duszy gra i budzi po nocy, dopiero potem było pedalskie, czy hetero. Doszukiwać się w amatorszczyźnie na poziomie Oazy, najwyżej remizy, nowych trendów społecznych i kierunków w sztuce, może tylko drobnomieszczański parafianin żujący rozkładówki. Klasyczny zakompleksiony parafianin, który przełamuje w sobie lęki i cieszy się jak dziecko, że „toleruje” lesbijskie gminne kółka teatralne, co go czyni otwartym i światłym jak gazeta przykazała. Dzieje się tak dlatego, że taki podniecony parafianin nie przeszedł przez klasykę literatury, sztuki, nawet popkultury, ale dzieje się również dlatego, że powielając podniety z kolorowych pism może się uznać za oryginała i inteligenta, najtańszym z możliwych kosztów.

 

Cały paradoks i groteska parafianina tkwi w tym, że on podniecony drobnomieszczańsko i popkulturowo uznaje się za ekscentrycznego światowca, chociaż swoim ekscentryzmem przypomina wiejską dziewuchę co się odważyła przyjść do kościoła z kolczykiem w nosie. Tymczasem taka reprezentacja środowiskowa jak podawane w „Wysokich obcasach” lesbijskie Oazy, to nic innego jak sołtys Kierdziołek, czy inne „W Jezioranach”, oferta dla określonego plebejskiego targetu. Nic innego, tylko, że w przeciwieństwie do Kierdziołka, który profesjonalnie zachwycał koła gospodyń wiejskich, totalnie tandetne artystycznie lesbijki nie maja pojęcia o warsztacie słowa i aktorstwa, wszystko co im pozostaje, to epatowanie tym kim są i jakie są w łóżku. Starczy jednak amatorskich lesbijek, dla masowego odbiorcy, któremu Nabokov kojarzy się z darmowym pakietem sms, zupełnie wystarczy. To jest tak jak już kiedyś się żaliłem. Napisałem artykuł do innych „Wysokich obcasów” i pan redaktor natychmiast mi odpisał, że w tekście używam słów, których czytelnik nie zrozumie. Konkretnie o słowo „Casanova” chodziło. Mało, że nie zrozumie, pan redaktor grzmiał, że w ten sposób okazuje brak szacunku czytelnikowi pokazując mu swoją wyższość. Czytelnik musi dostać prostą receptę na dowartościowanie, on musi widzieć, że taki autor artykułu niczym się od niego nie różni. Skoro się nie różni, to znaczy, że czytelnik jest równie intelektualny, bo przecież ćwierćinteligenci artykułów nie piszą.

 

Żebym to ja zmyślał, byłbym niezwykle szczęśliwy i nie musiałbym teraz pisać, że konsument „Wysokich obcasów”, jest masowo produkowanym „inteligentem”. Nie musi znać ani filozofii greckiej choćby pedalskiej Uczty Platona, ani egipskich ciemności, ani Nabokova, ani Markiza de Sade. Nie musi wiedzieć kim był Jim Morrisson i jak się w popkulturze od lat używa seksualności do zbijania fortuny kosztem klientów kolorowych gazet. Wystarczy mu, że powtórzy parę zaklęć w gatunku nie jestem homofobem z ciemnogrodu, no i musi jeszcze zamiast klasyki literatury, sztuki i popkultury zapamiętać nazwę amatorskiego kółka teatralnego „Barbie Girls”. Wystarczy mu wiedza nabyta w artykule tabloidalnym, aby złapać Pana Boga za pięty i ogłosić nową erę w sztuce i cywilizacji. Boki zrywać. Tym artykułem kończę cykl: „I ty możesz zostać ćwierćinteligentem”. W zasadzie nie zależy mi na tym aby rzeczywistość się zmieniała, wśród takich produktów popkultury zostać gwiazdą intelektu to pryszcz z masłem. Napisałem, że to śmieszne i tak faktycznie jest, to cholernie śmieszne jak byle parafianin wyważa „nowe horyzonty”, które od tysiącleci otworem stoją, ale to również niebezpieczne, jak wszystko co masowe. Populizm i tandeta tego rodzaju dobrze się sprzedaje, bo gdy już większość się najadała i każdy ma pakiet darmowych minut, no to pora kupić sobie inteligencję zapakowaną, w dodatku do kolorowej gazety. W efekcie dzisiejszymi Bogami nie są Platon z Nabokovem, ale „Barbie Girls”, czy inny Wiśniewski.  O tyle jest to niebezpieczne, że w bibliotekach wolny rynek może wyprzeć 120 dni Sodomy i w to miejsce wejdzie CKM, a w miejsce Nabokova „Wysokie obcasy” z Barbie Girls na rozkładówce.

 

Reklama
Poprzedni artykułOpowiadanie o …oczach?
Następny artykułJuż nigdy nie będzie tak pięknie, cicho i spokojnie
Matka Kurka
Młody, wysportowany, inteligentny, przystojny, czuły mąż i ojciec. Geniusz i wirtuoz klawiatury, błyskotliwy analityk rzeczywistości wszelakiej. Kochany i rozchwytywany, bezkompromisowy, skromny, wyrozumiały. 1. Ulubiona potrawa: żur na zakwasie. 2. Ulubiona kapela: muzyka z tamtych lat. 3. Ulubiony kolor: brak danych. 4. Ulubione słowo: ja. Wolny, żonaty, pijący daltonista.

86 KOMENTARZE

  1. No żesz
    I tu też.

    Ale tu jakby w drugą stronę przegięcie, znowu nie wiem, czy dobrze rozumiem.

    Jeżeli BG usiłują tym kabaretem stworzyć pomost do normalności, śmiejąc się z siebie, ze stereotypów LGBT i z Szefa (Wstałem. Usiadłem.), to niechże ten kabaret będzie lepszy, ale nie krytykujmy, że to Oaza, zamiast tego powiedzmy, co może być lepiej.

    Nie wplątujmy w to Safony, Platona i wszystkich nieświętych, co dupą i cipą na swoją nieświętość zapracowali. Ja wiem, że żeby coś było lepsze, to trzeba równać wzwyż, ale powoli, średni Gaussopolak ma na temat wymienionych we wpisie lektur pojęcie lekko zielone, z odcieniem błękitu, więc może na początek dajmy mu kabaret z dziewczynami les (ale nie takimi z pornosów, realnymi lesbijkami) na poziomie Ani Mru Mru (BG jeszcze nie są, ale mogą być), które średniak zna lepiej i częściej ogląda. Albo i lepszy od AMM. IMHO tak lepiej dla środowiska, które chce, żeby społeczeństwo się czegoś o im dowiedziało i przynajmniej je tolerowało. Tak to sobie wyobrażam: “Patrz pan, lesby? No ale nieźle dają, panie, boki ze śmiechu żeśmy z żoną zrywali. Taa, a ten ksiądz, co myślał, że ona tego, panie, figo fago, haa haa haaa!”

    Natomiast o robieniu z BG ZJAWISKA już się wypowiedziałem i podtrzymuję.

    • No cóż mnie tak zwane sztuki
      No cóż mnie tak zwane sztuki wyższe wiszą tyleż samo co te niższe. Absolutnie nie przeciwstawiam Safony Miśkowi Koterskiemu, szczerze mówiąc więcej z Miśka niż z Safony kojarzę. Ze sztuki wszelakiej wybieram to co mi leży nie to co mi się usiłuje na garb wrzucić. Nie pamiętam już jak się nazywa literacka noblistka tegoroczna, natomiast pamiętam, że ojca miała w SS i kupy ją podniecają. Nie mam pojęcie kim był ojciec Dostojewskiego, pamiętam i autora i to co pisał. Nie godzę się na szmirę jako element społecznej edukacji, tego jest dookoła pełno. Pozwólmy wszystkim na łatwiznę, mało to mniejszości na świecie? Nie godzę się na taryfy ulgowe na smyczy ideologii. Co nie znaczy, że ja tu apeluję o kulturę wyższą jak pewna kolekcjonerka, co w miesięcznym cyklu czuje się zobowiązana przeczytać 10 książek, obejrzeć 2 filmy i wysłuchać 4 koncertów. Mimo tych zabójczych dawek wyższego rzędu nieustannie mam wrażenie, że rozmawiam z kimś, kto intelektualnie zatrzymał się na programie 5 10 15.

  2. No żesz
    I tu też.

    Ale tu jakby w drugą stronę przegięcie, znowu nie wiem, czy dobrze rozumiem.

    Jeżeli BG usiłują tym kabaretem stworzyć pomost do normalności, śmiejąc się z siebie, ze stereotypów LGBT i z Szefa (Wstałem. Usiadłem.), to niechże ten kabaret będzie lepszy, ale nie krytykujmy, że to Oaza, zamiast tego powiedzmy, co może być lepiej.

    Nie wplątujmy w to Safony, Platona i wszystkich nieświętych, co dupą i cipą na swoją nieświętość zapracowali. Ja wiem, że żeby coś było lepsze, to trzeba równać wzwyż, ale powoli, średni Gaussopolak ma na temat wymienionych we wpisie lektur pojęcie lekko zielone, z odcieniem błękitu, więc może na początek dajmy mu kabaret z dziewczynami les (ale nie takimi z pornosów, realnymi lesbijkami) na poziomie Ani Mru Mru (BG jeszcze nie są, ale mogą być), które średniak zna lepiej i częściej ogląda. Albo i lepszy od AMM. IMHO tak lepiej dla środowiska, które chce, żeby społeczeństwo się czegoś o im dowiedziało i przynajmniej je tolerowało. Tak to sobie wyobrażam: “Patrz pan, lesby? No ale nieźle dają, panie, boki ze śmiechu żeśmy z żoną zrywali. Taa, a ten ksiądz, co myślał, że ona tego, panie, figo fago, haa haa haaa!”

    Natomiast o robieniu z BG ZJAWISKA już się wypowiedziałem i podtrzymuję.

    • No cóż mnie tak zwane sztuki
      No cóż mnie tak zwane sztuki wyższe wiszą tyleż samo co te niższe. Absolutnie nie przeciwstawiam Safony Miśkowi Koterskiemu, szczerze mówiąc więcej z Miśka niż z Safony kojarzę. Ze sztuki wszelakiej wybieram to co mi leży nie to co mi się usiłuje na garb wrzucić. Nie pamiętam już jak się nazywa literacka noblistka tegoroczna, natomiast pamiętam, że ojca miała w SS i kupy ją podniecają. Nie mam pojęcie kim był ojciec Dostojewskiego, pamiętam i autora i to co pisał. Nie godzę się na szmirę jako element społecznej edukacji, tego jest dookoła pełno. Pozwólmy wszystkim na łatwiznę, mało to mniejszości na świecie? Nie godzę się na taryfy ulgowe na smyczy ideologii. Co nie znaczy, że ja tu apeluję o kulturę wyższą jak pewna kolekcjonerka, co w miesięcznym cyklu czuje się zobowiązana przeczytać 10 książek, obejrzeć 2 filmy i wysłuchać 4 koncertów. Mimo tych zabójczych dawek wyższego rzędu nieustannie mam wrażenie, że rozmawiam z kimś, kto intelektualnie zatrzymał się na programie 5 10 15.

  3. No żesz
    I tu też.

    Ale tu jakby w drugą stronę przegięcie, znowu nie wiem, czy dobrze rozumiem.

    Jeżeli BG usiłują tym kabaretem stworzyć pomost do normalności, śmiejąc się z siebie, ze stereotypów LGBT i z Szefa (Wstałem. Usiadłem.), to niechże ten kabaret będzie lepszy, ale nie krytykujmy, że to Oaza, zamiast tego powiedzmy, co może być lepiej.

    Nie wplątujmy w to Safony, Platona i wszystkich nieświętych, co dupą i cipą na swoją nieświętość zapracowali. Ja wiem, że żeby coś było lepsze, to trzeba równać wzwyż, ale powoli, średni Gaussopolak ma na temat wymienionych we wpisie lektur pojęcie lekko zielone, z odcieniem błękitu, więc może na początek dajmy mu kabaret z dziewczynami les (ale nie takimi z pornosów, realnymi lesbijkami) na poziomie Ani Mru Mru (BG jeszcze nie są, ale mogą być), które średniak zna lepiej i częściej ogląda. Albo i lepszy od AMM. IMHO tak lepiej dla środowiska, które chce, żeby społeczeństwo się czegoś o im dowiedziało i przynajmniej je tolerowało. Tak to sobie wyobrażam: “Patrz pan, lesby? No ale nieźle dają, panie, boki ze śmiechu żeśmy z żoną zrywali. Taa, a ten ksiądz, co myślał, że ona tego, panie, figo fago, haa haa haaa!”

    Natomiast o robieniu z BG ZJAWISKA już się wypowiedziałem i podtrzymuję.

    • No cóż mnie tak zwane sztuki
      No cóż mnie tak zwane sztuki wyższe wiszą tyleż samo co te niższe. Absolutnie nie przeciwstawiam Safony Miśkowi Koterskiemu, szczerze mówiąc więcej z Miśka niż z Safony kojarzę. Ze sztuki wszelakiej wybieram to co mi leży nie to co mi się usiłuje na garb wrzucić. Nie pamiętam już jak się nazywa literacka noblistka tegoroczna, natomiast pamiętam, że ojca miała w SS i kupy ją podniecają. Nie mam pojęcie kim był ojciec Dostojewskiego, pamiętam i autora i to co pisał. Nie godzę się na szmirę jako element społecznej edukacji, tego jest dookoła pełno. Pozwólmy wszystkim na łatwiznę, mało to mniejszości na świecie? Nie godzę się na taryfy ulgowe na smyczy ideologii. Co nie znaczy, że ja tu apeluję o kulturę wyższą jak pewna kolekcjonerka, co w miesięcznym cyklu czuje się zobowiązana przeczytać 10 książek, obejrzeć 2 filmy i wysłuchać 4 koncertów. Mimo tych zabójczych dawek wyższego rzędu nieustannie mam wrażenie, że rozmawiam z kimś, kto intelektualnie zatrzymał się na programie 5 10 15.

  4. nie warto byc gwiazdą
    Mechanizm biznesu jest prosty, potrzebna jest jak najbardziej tandetna pseudo sztuka, im bardziej szmirowata tym więcej ludzi się na nią załapuje (serial, tok szoł, jakaś zgadywanka i inne…). Tu otwiera się pole do działania dla reklamodawców, bo tak na prawdę to oni płaca za tą pseudo sztukę kupując czas reklamowy przed, po i w środku fascynującego gromadzącego milionową widownie szoł. Ludzie gapią się, przeżywają, a potem idą do sklepu i coś tam kupią co widzieli w reklamie.
    A co w popkulturze spotka nas za kilka lat, to możemy zobaczyć w Japonii. Japończycy w idiotyzmach telewizyjnych są elitą światową.

  5. nie warto byc gwiazdą
    Mechanizm biznesu jest prosty, potrzebna jest jak najbardziej tandetna pseudo sztuka, im bardziej szmirowata tym więcej ludzi się na nią załapuje (serial, tok szoł, jakaś zgadywanka i inne…). Tu otwiera się pole do działania dla reklamodawców, bo tak na prawdę to oni płaca za tą pseudo sztukę kupując czas reklamowy przed, po i w środku fascynującego gromadzącego milionową widownie szoł. Ludzie gapią się, przeżywają, a potem idą do sklepu i coś tam kupią co widzieli w reklamie.
    A co w popkulturze spotka nas za kilka lat, to możemy zobaczyć w Japonii. Japończycy w idiotyzmach telewizyjnych są elitą światową.

  6. nie warto byc gwiazdą
    Mechanizm biznesu jest prosty, potrzebna jest jak najbardziej tandetna pseudo sztuka, im bardziej szmirowata tym więcej ludzi się na nią załapuje (serial, tok szoł, jakaś zgadywanka i inne…). Tu otwiera się pole do działania dla reklamodawców, bo tak na prawdę to oni płaca za tą pseudo sztukę kupując czas reklamowy przed, po i w środku fascynującego gromadzącego milionową widownie szoł. Ludzie gapią się, przeżywają, a potem idą do sklepu i coś tam kupią co widzieli w reklamie.
    A co w popkulturze spotka nas za kilka lat, to możemy zobaczyć w Japonii. Japończycy w idiotyzmach telewizyjnych są elitą światową.

  7. Tyle krzyku wokół tego
    Tyle krzyku wokół tego kabaretu, że chyba trzeba zobaczyć o czym mowa. Wychodzi zatem na to, że Matka_Kurka zachęca mnie swoim tekstem do obejrzenia “szmiry”. Nie znam, nie oceniam. Najpierw poczytam jeszcze Wasze opinie. Potem stwierdzę z którymi się zgadam. Ciekawe czy jestem inteligent czy parafia? Się okaże.

    PS: A ja lubię Mumio.

  8. Tyle krzyku wokół tego
    Tyle krzyku wokół tego kabaretu, że chyba trzeba zobaczyć o czym mowa. Wychodzi zatem na to, że Matka_Kurka zachęca mnie swoim tekstem do obejrzenia “szmiry”. Nie znam, nie oceniam. Najpierw poczytam jeszcze Wasze opinie. Potem stwierdzę z którymi się zgadam. Ciekawe czy jestem inteligent czy parafia? Się okaże.

    PS: A ja lubię Mumio.

  9. Tyle krzyku wokół tego
    Tyle krzyku wokół tego kabaretu, że chyba trzeba zobaczyć o czym mowa. Wychodzi zatem na to, że Matka_Kurka zachęca mnie swoim tekstem do obejrzenia “szmiry”. Nie znam, nie oceniam. Najpierw poczytam jeszcze Wasze opinie. Potem stwierdzę z którymi się zgadam. Ciekawe czy jestem inteligent czy parafia? Się okaże.

    PS: A ja lubię Mumio.

  10. Cześć Dorola, wpadłam na Ciebie,
    to dopowiem swoje o Jimie Morrisonie, bo to akurat fatalny przykład.
    “Father, yes son, I want to kill you,
    Mother… I want to… fuck you” – to słowa z “edypowej” zwrotki “The End”, który to utwór (wspaniały! mówię to ja, popkulturowy młotek i prawicowy deflorator) Morrison śpiewał zwykle na zakończenie koncertu, na płytach ten fragment wycinano, bo to pani, ach, och, deprawacja (ha ha). Wyrywanie tych wersów z kontekstu jest spoorym nadużyciem; zrobił to autor biografii Morrisona, żeby się lepiej sprzedała (?). Mamusia wcale nie była zaproszona, sama przyszła, bo jej donieśli, że syna opętali sataniści i chciała go wyrawać z ich szponów. Jak to matka. Morrison bardzo wcześnie zerwał kontakty z rodziną; nie wytrzymał wojskowego drylu taty admirała, któremu zamarzyła się dla syna akademia wojskowa. Nie wiem po co wyciągać takie bzdety z jego biografii obfitującej w dużo gorsze skandale i dokładać do tego swoją interpretację. A tak na marginesie, Morrison był poetą, i to wcale niemałym, a już na pewno nie popkulturowym.

    • A w którym miejscu nazwałem

      A w którym miejscu nazwałem Morrisona popkulturą? Morrison akurat był inny i mało nie zabił Menzarka za sprzedanie kawałka do reklamy. Z tym koncertem masz rację, z tego co sobie przypominam teraz, czytaliśmy tę samą biografię. Sama przyszła, ale też i wyszła po tym fragmencie. Poetą? No był poetą, chociaż za Boga nie potrafiłem przyswoić jego poezji choćby w ostatnim wydaniu Celebration of the lizard. Ten argument wyrywania z kontekstu już mi się uszami przelewa. Rozumiem, że miałem pisząc o przykładach seksskandali, dorobić bibliografię i dopisać wątki z autobiografii? Co do młotków i innych takich, no to nie moja sprawa jak i do czego się poczuwasz, żeby było jasne żadnych wyrzutów sumienia z tego powodu nie mam, bo żadnych treści tego rodzaju nie adresowałem. Próby wzbudzania wyrzutów sumienia uważam za nieudolne. Dodatkowo mogę podpowiedzieć, że czytanie pewnych ewidentnie między wierszami pisanych tekstów, w sposób dosłowny nie jest zbyt mądre i prowadzi do takich zaskakujących konkluzji, jak nazywanie siebie młotkiem. 

  11. Cześć Dorola, wpadłam na Ciebie,
    to dopowiem swoje o Jimie Morrisonie, bo to akurat fatalny przykład.
    “Father, yes son, I want to kill you,
    Mother… I want to… fuck you” – to słowa z “edypowej” zwrotki “The End”, który to utwór (wspaniały! mówię to ja, popkulturowy młotek i prawicowy deflorator) Morrison śpiewał zwykle na zakończenie koncertu, na płytach ten fragment wycinano, bo to pani, ach, och, deprawacja (ha ha). Wyrywanie tych wersów z kontekstu jest spoorym nadużyciem; zrobił to autor biografii Morrisona, żeby się lepiej sprzedała (?). Mamusia wcale nie była zaproszona, sama przyszła, bo jej donieśli, że syna opętali sataniści i chciała go wyrawać z ich szponów. Jak to matka. Morrison bardzo wcześnie zerwał kontakty z rodziną; nie wytrzymał wojskowego drylu taty admirała, któremu zamarzyła się dla syna akademia wojskowa. Nie wiem po co wyciągać takie bzdety z jego biografii obfitującej w dużo gorsze skandale i dokładać do tego swoją interpretację. A tak na marginesie, Morrison był poetą, i to wcale niemałym, a już na pewno nie popkulturowym.

    • A w którym miejscu nazwałem

      A w którym miejscu nazwałem Morrisona popkulturą? Morrison akurat był inny i mało nie zabił Menzarka za sprzedanie kawałka do reklamy. Z tym koncertem masz rację, z tego co sobie przypominam teraz, czytaliśmy tę samą biografię. Sama przyszła, ale też i wyszła po tym fragmencie. Poetą? No był poetą, chociaż za Boga nie potrafiłem przyswoić jego poezji choćby w ostatnim wydaniu Celebration of the lizard. Ten argument wyrywania z kontekstu już mi się uszami przelewa. Rozumiem, że miałem pisząc o przykładach seksskandali, dorobić bibliografię i dopisać wątki z autobiografii? Co do młotków i innych takich, no to nie moja sprawa jak i do czego się poczuwasz, żeby było jasne żadnych wyrzutów sumienia z tego powodu nie mam, bo żadnych treści tego rodzaju nie adresowałem. Próby wzbudzania wyrzutów sumienia uważam za nieudolne. Dodatkowo mogę podpowiedzieć, że czytanie pewnych ewidentnie między wierszami pisanych tekstów, w sposób dosłowny nie jest zbyt mądre i prowadzi do takich zaskakujących konkluzji, jak nazywanie siebie młotkiem. 

  12. Cześć Dorola, wpadłam na Ciebie,
    to dopowiem swoje o Jimie Morrisonie, bo to akurat fatalny przykład.
    “Father, yes son, I want to kill you,
    Mother… I want to… fuck you” – to słowa z “edypowej” zwrotki “The End”, który to utwór (wspaniały! mówię to ja, popkulturowy młotek i prawicowy deflorator) Morrison śpiewał zwykle na zakończenie koncertu, na płytach ten fragment wycinano, bo to pani, ach, och, deprawacja (ha ha). Wyrywanie tych wersów z kontekstu jest spoorym nadużyciem; zrobił to autor biografii Morrisona, żeby się lepiej sprzedała (?). Mamusia wcale nie była zaproszona, sama przyszła, bo jej donieśli, że syna opętali sataniści i chciała go wyrawać z ich szponów. Jak to matka. Morrison bardzo wcześnie zerwał kontakty z rodziną; nie wytrzymał wojskowego drylu taty admirała, któremu zamarzyła się dla syna akademia wojskowa. Nie wiem po co wyciągać takie bzdety z jego biografii obfitującej w dużo gorsze skandale i dokładać do tego swoją interpretację. A tak na marginesie, Morrison był poetą, i to wcale niemałym, a już na pewno nie popkulturowym.

    • A w którym miejscu nazwałem

      A w którym miejscu nazwałem Morrisona popkulturą? Morrison akurat był inny i mało nie zabił Menzarka za sprzedanie kawałka do reklamy. Z tym koncertem masz rację, z tego co sobie przypominam teraz, czytaliśmy tę samą biografię. Sama przyszła, ale też i wyszła po tym fragmencie. Poetą? No był poetą, chociaż za Boga nie potrafiłem przyswoić jego poezji choćby w ostatnim wydaniu Celebration of the lizard. Ten argument wyrywania z kontekstu już mi się uszami przelewa. Rozumiem, że miałem pisząc o przykładach seksskandali, dorobić bibliografię i dopisać wątki z autobiografii? Co do młotków i innych takich, no to nie moja sprawa jak i do czego się poczuwasz, żeby było jasne żadnych wyrzutów sumienia z tego powodu nie mam, bo żadnych treści tego rodzaju nie adresowałem. Próby wzbudzania wyrzutów sumienia uważam za nieudolne. Dodatkowo mogę podpowiedzieć, że czytanie pewnych ewidentnie między wierszami pisanych tekstów, w sposób dosłowny nie jest zbyt mądre i prowadzi do takich zaskakujących konkluzji, jak nazywanie siebie młotkiem. 

  13. Ty musisz się najpierw
    Ty musisz się najpierw nauczyć czytać, potem myśleć, na końcu pisać. Prowadzisz dyskusję z samą sobą i o sobie. Technika płodzenia infantylnych tez, których w mojej wypowiedzi nie ma to intelektualna desperacja. Drę łacha z Twojego testu na inteligencję pod tytułem ile książek przeczytałeś ile koncertów zaliczyłeś, a powiem ci kim jesteś? Podobne argumenty może stosować pryszczata nastolatka, kobieta dojrzała i rozumna nie zachowuje się jak smarkata. Tak znam mnóstwo ludzi czytających nowości i chodzących do teatru, ale nie znam ani jednego, który by się tym podniecał jak nastolatka w wieku 40 lat. Rozumiesz o co chodzi? Domyślam się, że nie, może na emeryturze dojrzejesz na razie jesteś mentalną i intelektualną nastolatką.

  14. Ty musisz się najpierw
    Ty musisz się najpierw nauczyć czytać, potem myśleć, na końcu pisać. Prowadzisz dyskusję z samą sobą i o sobie. Technika płodzenia infantylnych tez, których w mojej wypowiedzi nie ma to intelektualna desperacja. Drę łacha z Twojego testu na inteligencję pod tytułem ile książek przeczytałeś ile koncertów zaliczyłeś, a powiem ci kim jesteś? Podobne argumenty może stosować pryszczata nastolatka, kobieta dojrzała i rozumna nie zachowuje się jak smarkata. Tak znam mnóstwo ludzi czytających nowości i chodzących do teatru, ale nie znam ani jednego, który by się tym podniecał jak nastolatka w wieku 40 lat. Rozumiesz o co chodzi? Domyślam się, że nie, może na emeryturze dojrzejesz na razie jesteś mentalną i intelektualną nastolatką.

  15. Ty musisz się najpierw
    Ty musisz się najpierw nauczyć czytać, potem myśleć, na końcu pisać. Prowadzisz dyskusję z samą sobą i o sobie. Technika płodzenia infantylnych tez, których w mojej wypowiedzi nie ma to intelektualna desperacja. Drę łacha z Twojego testu na inteligencję pod tytułem ile książek przeczytałeś ile koncertów zaliczyłeś, a powiem ci kim jesteś? Podobne argumenty może stosować pryszczata nastolatka, kobieta dojrzała i rozumna nie zachowuje się jak smarkata. Tak znam mnóstwo ludzi czytających nowości i chodzących do teatru, ale nie znam ani jednego, który by się tym podniecał jak nastolatka w wieku 40 lat. Rozumiesz o co chodzi? Domyślam się, że nie, może na emeryturze dojrzejesz na razie jesteś mentalną i intelektualną nastolatką.

  16. Swietny tekst!!
    “”Konkretnie o słowo „Casanova” chodziło. Mało, że nie zrozumie, pan redaktor grzmiał, że w ten sposób okazuje brak szacunku czytelnikowi pokazując mu swoją wyższość. Czytelnik musi dostać prostą receptę na dowartościowanie, on musi widzieć, że taki autor artykułu niczym się od niego nie różni. Skoro się nie różni, to znaczy, że czytelnik jest równie intelektualny, bo przecież ćwierćinteligenci artykułów nie piszą”.
    Genialna uwaga. Dodałabym jeszcze , że zwyklemu widzowi rzeczywistości wystarczy jeszcze wmówić , że jest przystojny( ostatnio taka potrzeba bycia pięknym ,prawie priorytet zyciowy ,absolutnie męzczyzna metroseksualny cokolwiek to znaczy a ja prostaczka nie rozumiem) i już “bóg” w uniesienia rozmemła sie na własny temat i zrobi dla nas wszystko . Dla nas mam na myśli dla popkultury ,mediów …..acha i posłusznie powieli ten stan rzeczy na przyszłe pokolenia . Jak gdzieś zasłyszałam ‘specjalizacja produkuje idiotów” w szerszym kontekscie mam na myśli, że specjalizacja? tak są ludzie wyspecjalizowani w powielaniu , specjalizacja techniczna to temat na inny dzień.

  17. Swietny tekst!!
    “”Konkretnie o słowo „Casanova” chodziło. Mało, że nie zrozumie, pan redaktor grzmiał, że w ten sposób okazuje brak szacunku czytelnikowi pokazując mu swoją wyższość. Czytelnik musi dostać prostą receptę na dowartościowanie, on musi widzieć, że taki autor artykułu niczym się od niego nie różni. Skoro się nie różni, to znaczy, że czytelnik jest równie intelektualny, bo przecież ćwierćinteligenci artykułów nie piszą”.
    Genialna uwaga. Dodałabym jeszcze , że zwyklemu widzowi rzeczywistości wystarczy jeszcze wmówić , że jest przystojny( ostatnio taka potrzeba bycia pięknym ,prawie priorytet zyciowy ,absolutnie męzczyzna metroseksualny cokolwiek to znaczy a ja prostaczka nie rozumiem) i już “bóg” w uniesienia rozmemła sie na własny temat i zrobi dla nas wszystko . Dla nas mam na myśli dla popkultury ,mediów …..acha i posłusznie powieli ten stan rzeczy na przyszłe pokolenia . Jak gdzieś zasłyszałam ‘specjalizacja produkuje idiotów” w szerszym kontekscie mam na myśli, że specjalizacja? tak są ludzie wyspecjalizowani w powielaniu , specjalizacja techniczna to temat na inny dzień.