Reklama

Wypada w końcu coś napisać, takiej formu

Wypada w końcu coś napisać, takiej formuły używam, bo nie zamierzam się ukrywać z tym, że pisać mi się nie chce. Nie chce mi się pisać o tym co widzę i słyszę, poza tym piszę coś zupełnie innego, większego w formie i treści i jak na razie idzie mi konsekwentnie bardzo dobrze. Zdaję sobie sprawę, że skoro się pisze, to istnieje niebezpieczeństwo, że ktoś pisanie przeczyta, w związku z tym i pomimo braku nieprzymuszonej woli napiszę tak, żeby dało się przeczytać. Z rzeczy, na które już nie daję rady patrzeć i słuchać interesuje mnie tylko jedno. Jedna odpowiedź na proste pytanie: „Kiedy?”. Wiadomo, że na pewno, nie widomo kiedy PO przestanie być PO i znów zobaczymy kolejne roszady partyjne, gdzie jedni się odłączą od drugich, by się połączyć z trzecimi. Zewnętrznie nie ma widoku na zagrożenie, dopóki Kaczyński nie zrozumie, że tylko wtedy gdy zejdzie ludziom z oczu, PiS ma jakieś szanse na powrót do władzy i to szanse niewielkie, możemy spać spokojnie. Jarosław nie tylko musiałby zejść z wizji, ale i z partii i to tak, że żadnych tam honorowych prezesów, całkiem i bez żadnej furtki w sensie proceduralnym. W formalnym sensie mógłby robić za partyjnego Jedi, nawet z urody podobny. Ale takie rozwiązanie jest jeszcze większą fikcją niż to, że tej zimy stopnieją Stegny, bo dla polityka wszystko co optymalnie rozsądne jest fikcyjne.

Śmierć przyjdzie od środka, nie wiem czy cicho, raczej da o sobie znać, zwłaszcza, że już pomrukuje. Tusk popełnił jeden fatalny błąd, zresztą ten błąd był wymuszonym i de facto jedynym ratunkiem. Nie było wyjścia, wszyscy zamieszani w Sobiesiaka musieli zostać odstrzeleni, ale wywalenie przy okazji tych co ich opinia publiczna nie lubi, z Nowakiem na czele dolało oliwy do ognia. Co teraz sobie myśli przeciętny członek PO? Może zbyt daleko posunięte podejrzenie, ale jeśli myśli, to myśli o sobie i myśli tak. Nie znasz dnia i godziny, kiedy zostaniesz odstrzelony, co gorsze nie ma metody, żeby odstrzelonym nie zostać, może poza jedną, o której za chwilkę. Czy będziesz wierny i zabawny jak kanapowy piesek Nowak, czy będziesz twardy i ambitny Schetyna, czy będziesz sponsor Drzewiecki, czy będziesz bezpłciowy włazidup Chlebowski, czy samotny kowboj Czuma, czy intelektualista środowiskowy Ćwiąkalski, nie masz żadnej gwarancji. Tuskowi odbije i cię nie ma, tak jak już nie ma aferzysty Piskorskiego, dobrze wyglądającego w TV Olechowskiego, zasadniczego Płażyńskiego i ideowego Rokity. Nie ma recepty i nie ma terminu wyroku, nie ma też żadnej linii obrony, jest proces Kaw… Tuska. Dziś jesteś jutro łów i już cię nie ma, towarzyszu mój.

W tych warunkach nawet takie ciołki jak Karpiniuk, Nitras, czy ci dwaj z komisji hazardowej co ich nazwisk nawet nie chce mi się sprawdzać, nie mają żadnych szans. Szans nie ma również blondynka Pitera, jak tylko słupki pokażą, że jest właściwy moment już jej nie ma. Jedyna, jak dotąd niezawodna, metoda na utrzymanie się w PO to udawanie wariata, tudzież po prostu posiadanie takiego stanu umysłu. Przykłady na niezatapialnych wariatów są dwa, jeden to rzecz jasna poseł Niesiołowski, drugi niemniej oczywisty poseł Palikot. Wariat musi być spalony jako ewentualny polityk ze stanowiskiem i ci dwaj wymogi wypełniają, sami nie mają złudzeń, że kiedykolwiek dostaną tekę ministra. Poza tym wariat musi być szkodliwy, musi szkodzić nie tylko przeciwnikom politycznym, ale całemu wizerunkowi polityki, tak żeby publika nie zajmowała się tym co niebezpieczne. Dwóch wariatów z PO jest nietykalnych, nawet jeśli jeden poszedł na otwartą wojnę z samym Schetyną, to tylko dostał dodatkowe punkty od Tuska, bo przecież cały ten cyrk z reprymendą nawet nie był upudrowany. Co z tych luźnych obserwacji wynika? Z nich wynika konkluzja. W PO żeby być pewnym swego, trzeba być leniwym pozerem Tuskiem lub szkodliwym wariatem w dwóch gatunkach: Niesiołowski, Palikot. Leniwy pozer i dwóch wariatów, to trochę mało na partię, nawet w polskich realiach. Dlatego tu widzę furtkę do której zapuka śmierć.

PO pójdzie na pół wzdłuż linii Tusk – Schetyna, te chłopaki nie płaczą, ale też nie wybaczają. Nie ma takiej możliwości, żeby na dłuższą metę miedzy tymi dwoma trwała gra pozorów. Obaj zagryzają zęby, bo obaj czekają na moment kiedy będzie można podgryźć gardło i to Schetyna jest na pozycji uprzywilejowanej. Dlaczego? Powód jest prosty. Schetyna jako szef partii nie będzie wybrzydzał, przyjmie każdego od Nowaka do Drzewieckiego, a kto wie, czy nie Chlebowskiego. Niekoniecznie w sensie nazwisk, bo tu jednak duże ryzyko, ale na pewno w typie mentalnym. Schetyna jako upokorzony ma za sobą całą armię upokorzonych i upokarzanych, jeśli tylko stworzy więcej niż połowę szans na to, że przejmie władzę w PO, będzie koniec PO jaką poznaliśmy. W przeciwieństwie do innych rozłamów, głupich z założenia, Schetynę jestem gotów podejrzewać o zdrowy rozsadek i plan. Wprawdzie to nie jest intelektualista, ale bazarowy cwaniak, niemniej właśnie kogoś takiego trzeba na Tuska. Schetyna powinien przeprowadzić walkę o przejęcie PO, nie o zakładanie nowej partii, bo ten patent jak wiadomo wyłożył już nie jednego. Walka w PO będzie inna niż inne walki, to będzie walka o szyld, szyld gwarantujący taką liczbę głosów, że da się z tego żyć. Kto pierwszy przekona kolegów, że pokorni i cichego serca przetrwają, ten będzie żyjącym królem, drugi padnie na kolana i będzie robił za tron. Łatwe zadanie miałby Schetyna, gdy sam nie był partyjnym siepaczem, który niejednego wykończył, niemniej ciągle jest to mniej krwawy car niż Tusk no i w uprzywilejowanej pozycji lidera uciśnionych, których w PO jest zdecydowana większość.

Czekam już tylko na tę rozgrywkę, nic innego mnie nie interesuje. Jeśli Tusk zdecyduje o kandydowaniu na prezydenta, o co modli się Schetyna, będzie musiał Schetynie kłaniać się w pas, żeby ten nie narobił jakiegoś bałaganu w trakcie kampanii, a gdy wybory wygra, Schetyna nie odpuści partii. Jeśli stanie się cud i Tusk do wyborów wydeleguje Komorowskiego, to znaczy, że w PO narodził się trzeci wariat. Żadnych szans nie ma Tusk, po tym co wyprawiał, na zbudowanie normalnego i kompetentnego rządu, tylko inny wariat dołączy do trzech wariatów. No i rzecz jeszcze jedna. Tusk się wypala, to widać w każdym dniu, jemu się już nawet nie chce pięknie kłamać, cienko go widzę w prezydenckiej kampanii, jeszcze cieniej jako lidera rządu, który zmierzy się z tym bałaganem co go z Rostkowskim zamiótł pod dywan. Jedyny ratunek dla Tuska to ucieczka w prezydenturę, nawet w tak cienkiej formie, Kaczyńskiego powinien przeskoczyć. Pójście w prezydenturę co jednoznaczne z oddaniem partii Schetynie i w tym scenariuszu czeka nas wariant Miler/Kwaśniewski w finale dwa trupy: PO jaką znamy i Tusk na jedną kadencję. Na mogiłach jak zwykle wyrośnie nowy kwiat polskiej sceny politycznej, nie mam pojęcia jak to się będzie nazywać, ale może w końcu POPiS, bo przecież po drugiej stronie paranoi Gosiewski, Ziobro, Kurski i nawet Rydzyk, też już długo nie wytrzymają, zwłaszcza, że Kaczyński z prezydentową Pierą przegra i czara żalów się przeleje.

Reklama

6 KOMENTARZE

  1. Tusk się wypala ? Raczej nie wie, czy kandydować .
    Apropos … “jeszcze cieniej {go widzę} jako lidera
    rządu, który zmierzy się z tym bałaganem co go
    z Rostkowskim zamiótł pod dywan.”
    * * *
    Nie chciałbym, by Tusk został prezydentem, bo to
    nagroda za zasługi, a wg. mnie Tusk powinien
    jeszcze sobie popracować jako premier, by na
    taką nagrodę zasłużyć.
    Innymi słowy chciałbym, aby wspomniany
    bałagan zlikwidował.

    Gdyby Tusk nie kandydował na prezydenta,
    nie wiem na kogo bym głosował.
    Może na Olechowskiego, gdyby stanowił
    realną alternatywę, czyli, gdyby kandydował.

    Z kolei, gdyby Tusk kandydował, byłbym
    tak samo niezdecydowany i o ile możliwe
    głosowałbym znów na Olechowskiego.

    Z tym wypalaniem się Tuska trochę
    przesadziłeś MK.
    Myślę, że niezdecydowanie Tuska co do
    kandydowania na prezydenta jest główną
    przyczyną spadku jego aktywności.

    W razie poprawy światowej koniunktury
    gospodarczej polska gospodarka może
    zacząć święcić godne podziwu triumfy.
    Wtedy warto będzie być premierem bardziej,
    niż prezydentem.
    Gorzej, gdy światowa gospodarka pójdzie
    w drugą spiralę recesji.
    Wtedy rok 2010 może się okazać gorszy
    niż 2009 i premierem być dobrze nie będzie.
    Ta druga możliwość wydaje się jednak wielu
    ludziom mniej prawdopodobna.
    Zatem chyba lepiej będzie Tuskowi
    niekandydować na prezydenta, jeśli
    bardziej zależy mu na tym, aby zapisać
    piękną kartę w historii Polski, niż to,
    by wygodnie sobie żyć przez następne
    kilka lat.

  2. Nie wziąłeś pod uwagę Wielkiego Rozgrywającego
    taką komisją hazardową z inżynierem co się na zegarkach słabo zna i resztą ,,no name” szeregowych członków tejże. Wystarczy,że przychyli się do głosu ludu i słusznych żądań opozycji i przedłuży pracę komisji i pozwoli grilować Grzesia,albo wszystkich kolegów z Wrocławia,Zieleńca i okolic.CBA ,teraz już nasze,rozpracowuje gajowych i leśniczych w związku z wyciągiem przez rezerwat w Zieleńcu – czyje poroże zawiśnie na ścianie ? Albo skóra z Grzesia w sypialni na podłodze – taki Mnietek kapciowy w innej,bardziej subtelnej formie.

  3. Przyznam “Anonimowi” sporo racji w jego wypowiedzi.
    To prawda, że teraz, aby utrzymać się na fali
    polityk musi udawać, że ma takie poglądy,
    jakie w danej, bieżącej sytuacji opłaca sie mieć.
    Może jednak mieć swoje ukryte poglądy i cicho
    je realizować.
    Cicho znaczy – nie nagłaśniać realizacji
    zamierzeń wynikających z rzeczywistych
    poglądów. Robić tak, by media nie
    uznały działań za warte uwagi.
    Czyli gadać jedno, a robić swoje.
    Zatem teoretycznie, miejsce dla skutecznych
    polityków idealistów jeszcze jest.

    • Czyli jak powiedział Reagan “przede wszystkim gospodarka”.
      Odnośnie “{dobrze jeśli} indeks wolności
      gospodarczej oscyluje w pierwszej, a nie ósmej
      dziesiątce”.
      Rzeczywiście, gospodarka przede wszystkim.
      W dzisiejszym pragmatycznym świecie
      “gospodarka RULES ! { RULEZ 😉 }”.