Reklama

W związku z dochodzeniem, które się toczy przeciw gorącemu zwolennikowi WOŚP i elektrykowi mającemu ambicje leczyć „katolickie kurwy” prądem, byłem zmuszony odwiedzić komendę policji w swojej rodzinnej pipidówie. Nie pierwszy raz zobaczyłem z bliska pracę policji wraz z całym otoczeniem i powiem niewtajemniczonym, że tego widoku nie zastąpi żadna teoria. Najprościej i „najśmieszniej” opowiedzieć parę mniej lub bardziej udanych dowcipów o policjantach, czym da się z powodzeniem wytłumaczyć stan resortu, ale jakoś nie mam na to skrawka ochoty, bo nie ma się z czego i kogo śmiać. Ktoś o tęgim umyśle zdecydował, żeby w policji zatrudniać majsterkowiczów, czyli takich policjantów, którzy znają się na wszystkim, a przy tym są i do tańca i do różańca. Efekt pomysłu jest mało zaskakujący, panowie zajmujący się prewencją, interwencjami, zażegnywaniem konfliktów rodzinnych, czy przestępstwami cięższymi po robocie właściwej siadają przy komputerze, gdzie zaczyna się dramat. Pomyli się grubo każdy krytyk, który poleci schematem, że mało rozgarnięty gliniarz klepie jednym palcem w klawiaturę, przeciwnie klawisze aż furczą, ale już po minie widać, że tej roboty większość gliniarzy nienawidzi. Spisanie protokołu jest drogą przez mękę i nauczony doświadczeniem nawet się nie wtrącam w specyficzną stylistykę i formę zapisu, wiem skąd gliniarze mają tę nawyk łącznie z pisaniem za przesłuchiwanego. Powód jest trywialny, większość przesłuchiwanych to zwyczajnie margines społeczny, która „ani be, ani me, ani kukuryku”. Trudno oczekiwać od policjantów, by się w takich warunkach rozwijali literacko i nie po to na komendzie siedzą. Równie bezsensowne są żądania, aby zwykły funkcjonariusz od prewencji umiał napisać skrypt html, czy koniecznie znał wszystkie sztuczki z „fejsa” i „tłitera”, mnie na oślep miotane złośliwości pod adresem zacofanych gliniarzy nie porywają.

Oczekuję od człowieka, który prowadzi moją sprawę jednego – namierzyć elektryka i doprowadzić do prokuratora, ale tej umiejętności za Boga nie jestem w stanie zweryfikować, ponieważ jedyny kontakt z prowadzącym śledztwo, to wspólne, mozolne produkowanie idiotycznych papierów. Miałbym identyczną minę na miejscu każdego śledczego, bo tego zdrowy chłop po prostu wytrzymać nie może. Ponad dwie godziny, żeby ustalić najprostsze rzeczy, które tak naprawdę na tacy ma podane prokuratura. Chyba zapomniałem wspomnieć, że cała procedura pierwszego przesłuchania pokrzywdzonego de facto sprowadza się do werbalnego okaleczenia wcześniejszego zawiadomienia złożonego na piśmie. Żadnych nowych informacji nie podałem w stosunku do treści zawiadomienia i ten Bogu ducha winien śledczy musiał przechodzić przez katorgę razem ze mną. Na końcu spytałem jakie są ustalenia i usłyszałem szczerą odpowiedź, że toną w papierach, trójka na chorobowym i nim dojdzie do ustalenia sprawcy trzeba będzie jeszcze wyciąć sporo lasu. Nigdy nie usprawiedliwiam ludzi, którzy się posługują ulubioną wymówką „taki system”, ale w tym wypadku dokładnie tak jest i żaden geniusz nie przeskoczy „systemu”. Rozmawiałem już z wieloma gliniarzami i to nie oni są tacy głupi, jak się ich opisuje, do mnie bardziej dociera człowiek, który po prostu pyta o jakieś zagadnienia, gdy widzi, że po drugiej stronie przesłuchiwany ma większą wiedzę. Z takim zachowaniem spotkałem się wielokrotnie, a to świadczy o inteligencji, nie głupocie.

Reklama

Cała głupota została skupiona w twórcach tego systemu, którzy zadbali w każdym szczególe, żeby w policyjnej robocie sens odstawić na bok i zrobić miejsce dla machinalnie wykonywanych idiotycznych czynności. I jak to zwykle bywa w systemach biurokratycznych, jeden prosty ruch czyni rewolucję na wszystkich komendach. Przeszkolony protokolant od biurokratycznej roboty i tylko takiej roboty. Jeden, dwóch, trzech, czterech itd., w zależności o wielkości komendy i tak zwanych rejonów. Jest śledczy, który odwala konkretna robotę, a papiery idą do protokolanta, takie proste, że nie do zrobienia. Inna rzecz, że na większości komend mamy muzea informatyczne, a skrzynia IBM’a działająca jak „Farelka” nie jest żadną rzadkością. Do tego nieodzowne lamperie i szafy pancerne z lat 50-tych. Powinny powstawać dowcipy o twórcach tej matni systemowej i to sami gliniarze mogliby się za produkcję dowcipów zabrać, bo znają resortowe paranoje na przestrzał. Gdy ktoś idzie do policji, najpewniej nie marzy o karierze literackiej, czy produkowaniu „fanpejdżów” i z całą pewnością poszkodowani również mają zupełnie inne oczekiwania wobec policjantów. Wpycha się śledczych w tryby czynności oderwanych od właściwych działań policyjnych, czego szczerze nienawidzą i ja tę nienawiść w pełni podzielam. Ostatnim smutnym zdaniem podsumuję, że powyższy schemat dotyczy niemal każdej służby publicznej, ze służbą zdrowia na czele.

Reklama

12 KOMENTARZE

  1. NIK ma takie samo zdanie,
    policjanci nie potrafią wykonać najprostrzych czynności do których zostali zatrudnieni, i to jest działanie systemowe: http://moto.wp.pl/kat,55194,title,Policjanci-drogowki-miazdzaca-krytyka-w-raporcie-NIK-u,wid,16515505,wiadomosc.html  a w tym czasie minister spraw wewnętrznych zatrudnia mądrzejszych od siebie doradców, pięknych dwudziestoletnich, którzy w szafach trzymają jeszcze krótkie spodenki.
    Jeśli kogoś to pocieszy w 2015 każdy patrol policji, nawet ten wiplera, będzie miał paralizator.

    do szkół coraz mocniej przenikają subkultury wiezięnne, nauczyciele boją się podejść do dzieci żeby nie dostać po mordzie, jak pójdą do dyretkora do dyrektor zostanie wyrzucony bo sobie nie radzi z dziećmi. A wtym czasie minister ds edukacji zajmuje się ubieraniem chłopców w spódniczki.

    przytłaczająca większość dorosłych wyjechałaby z Tuskolandii i nigdy więcej nie wróciła, podobnie jak maturzyści. Żeby tu mogła wrócić normalność, to chyba wojska niemieckie i radzieckie muszą najpierw zaorać struktury państwa kolonialnego na miarę Rzeczypospolitej szlacheckiej, gdzie każda kasta jest państwem w państwie co gwarantuje konstytucja.

  2. NIK ma takie samo zdanie,
    policjanci nie potrafią wykonać najprostrzych czynności do których zostali zatrudnieni, i to jest działanie systemowe: http://moto.wp.pl/kat,55194,title,Policjanci-drogowki-miazdzaca-krytyka-w-raporcie-NIK-u,wid,16515505,wiadomosc.html  a w tym czasie minister spraw wewnętrznych zatrudnia mądrzejszych od siebie doradców, pięknych dwudziestoletnich, którzy w szafach trzymają jeszcze krótkie spodenki.
    Jeśli kogoś to pocieszy w 2015 każdy patrol policji, nawet ten wiplera, będzie miał paralizator.

    do szkół coraz mocniej przenikają subkultury wiezięnne, nauczyciele boją się podejść do dzieci żeby nie dostać po mordzie, jak pójdą do dyretkora do dyrektor zostanie wyrzucony bo sobie nie radzi z dziećmi. A wtym czasie minister ds edukacji zajmuje się ubieraniem chłopców w spódniczki.

    przytłaczająca większość dorosłych wyjechałaby z Tuskolandii i nigdy więcej nie wróciła, podobnie jak maturzyści. Żeby tu mogła wrócić normalność, to chyba wojska niemieckie i radzieckie muszą najpierw zaorać struktury państwa kolonialnego na miarę Rzeczypospolitej szlacheckiej, gdzie każda kasta jest państwem w państwie co gwarantuje konstytucja.

  3. Wydaje mi się, że jedyną służbą
    na którą możemy jeszcze liczyć i której nie dotknęła w stopniu znacznym degrengolada jest Państwowa Straż Pożarna. Sanepidy, służby weterynaryjne, ochronę przeciwpowodziową, wojsko, policję, służbę zdrowia i całą resztę można sobie potłuc o kant du**.
    Gdyby Putin chciał tu wejść, to zajęłoby mu to tyle samo czasu co na Krymie.

  4. Wydaje mi się, że jedyną służbą
    na którą możemy jeszcze liczyć i której nie dotknęła w stopniu znacznym degrengolada jest Państwowa Straż Pożarna. Sanepidy, służby weterynaryjne, ochronę przeciwpowodziową, wojsko, policję, służbę zdrowia i całą resztę można sobie potłuc o kant du**.
    Gdyby Putin chciał tu wejść, to zajęłoby mu to tyle samo czasu co na Krymie.