Reklama

Po wczorajszym tekście, według jednych nudnym, według innych przepełnionym furią, postanowiłem radykalnie zmienić temat i odejść na jakiś czas od krajowej polityki.

Po wczorajszym tekście, według jednych nudnym, według innych przepełnionym furią, postanowiłem radykalnie zmienić temat i odejść na jakiś czas od krajowej polityki. Zanim jednak to zrobię spiszę wnioski, jakie mnie naszły po dwóch dniach dyskusji, momentami dość burzliwych, a momentami zwyczajnie męczących.

Pierwszy wniosek brzmi "jeśli chcesz być zdrowy, dobieraj tematy pod kątem dyskutanta". Będę się odtąd żelaźnie trzymał tej zasady, bo z pewnymi ludźmi o pewnych sprawach dyskutować nie można. Wiadomo, że ze świadkiem Jehowy, katolickim integrystą, czy żydowskim ortodoksem nie pogadzasz sobie o religii, chyba, że jesteś masochistą. Okazuje się, że takim samym masochistą trzeba być, by rozmawiać o polityce ze zdeklarowanym fanem jakiejkolwiek partii politycznej. Nie da się po prostu, a przynajmniej ja nie potrafię i chyba nawet nie chcę. Są osoby lepsze w tym fachu, bardziej doświadczone w pyskówkach, a takie doświadczenie to skarb, jeśli chce się przekonywać do swoich racji kogoś, kto na politykę patrzy przez pryzmat dobra swojej ukochanej partii. Jeżeli są chętni do takich rozmów, to proszę bardzo, ustępuję pola i nie robię od tej pory konkurencji. Drugi wniosek, do jakiego doszedłem jest ważniejszy od pierwszego. We wniosku nr. dwa zrozumiałem, że SD nie jest lekarstwem na PO, tak samo jak PIS nie był lekarstwem na SLD, a SLD na AWS. SD nie jest lekarstwem, bo jedna partia nie może być w naszych warunkach lekiem na całe zło drugiej. W naszych warunkach jedynym lekarstwem wydaje się być odpartyjnienie państwa.

Reklama

Partie polityczne to wynalazek demokracji, który zazwyczaj w demokracji dobrze się sprawdza. "Zazwyczaj" nie znaczy jednak zawsze, partie mogą funkcjonować dobrze jedynie w określonych warunkach, np. w UK, czy USA, gdzie wszystkie ważniejsze stronnictwa mają po kilkadziesiąt, a czasem nawet po kilkaset lat. W tamtych krajach partia polityczna to pewne tradycje i kawał historii, właśnie dlatego w tamtejszych ugrupowaniach istnieje wewnętrzna demokracja. W Polsce jest niestety inaczej, u nas dwie główne partie powstały osiem lat temu, przez te osiem lat praktycznie nie zmieniały przywódców, co wytworzyło sytuację patologiczną: nie ma obecnie na naszej scenie politycznej partii demokratycznej, są tylko partie wodzowskie. PO, czy PIS nie mają za sobą wieloletnich tradycji, nie wytworzyły mechanizmów wewnętrznej demokracji, ani nawet minimalnej wspólnoty ideowej ( pan Gowin i pan Palikot wspólnoty nie tworzą ), jedyne co je spaja i łączy to osoba lidera. Nie, nie takiego lidera, jak Blair, Thatcher, czy Reagan, lidera, który odchodzi, gdy jego czas mija. Nasze partie mają wodzów, wodzowie założyli te partie, wodzowie poprowadzili je do sukcesów, wodzowie są jedynym czynnikiem łączącym wszystkich szeregowych członków, wodzowie są wreszcie twarzami partii i ich głównymi decydentami. Przesadzam? Skąd. Partia Demokratyczna w USA traciła takich przywódców jak Lincoln, FDR, czy JFK, a mimo to nikomu przez myśl nie przeszedł wtedy upadek partii. W Polsce myślą, która nie może przejść niemal nikomu przez głowę jest myśl o PO bez Tuska, czy o PIS bez Kaczyńskiego, choć ani Tusk przez moment nie był Lincolnem, ani Kaczyński nie ma krzty tego, co miał Reagan.

W Polsce partia = wódz, "mówimy partia, a w domyśle – Lenin, mówimy Lenin, a w domyśle – partia", nic się od tego czasu nie zmieniło. Nadal mamy pierwszych sekretarzy, carów samowładnych, decydujących o wszystkich ważniejszych sprawach i praktycznie nieusuwalnych. Dopóki tak będzie, doputy nie będziemy mieli sprawnie funkcjonującej demokracji, bo jaki szacunek dla demokracji może mieć ktoś, kto we własnym ugrupowaniu praktykuje rządy "twardej ręki"? Będziemy nadal mieli wodzów, zbawców narodu, takich, do których lud będzie zanosił modły, wierząc w ich wszechmoc i takich, na których lud psy zawiesi, gdy się skompromitują. A gdy skompromitują nie ma przebacz, skompromitują też partię, w końcu cały czas uprawiali politykę "partia to ja". Jeśli znów ktoś pomyśli, że przesadzam, to proszę mi podać jakiegokolwiek wpływowego polityka w Polsce, który pochodziłby spoza dworu szefa swojej partii. Jest taki? Ja nie widzę, przez ostatnie lata ukształtował się model "partia = wódz + dworzanie", wszystko co nie jest dworem to nic nieznaczące doły. W takim układzie są tylko dwa wyjścia, albo czekać aż dwie główne partie dojrzeją do poziomu tych brytyjskich, czy amerykańskich i zdemokratyzują się, co może zająć dziesiątki lat, albo zacząć myśleć ponadpartyjnie.

To drugie rozwiązanie jest zdecydowanie lepsze, ale w obecnych warunkach niemożliwe. Do tego, by polskie partie stały się czymś więcej niż wodzem i grupą siepaczy, skupionymi pod szyldem, potrzeba kilku zmian. Po pierwsze Jednomandatowe Okręgi Wyborcze. Wprowadzamy JOW, likwidujemy progi wyborcze i pozwalamy kandydować do sejmu osobom bezpartyjnym. Po drugie koniec finansowania partii z budżetu państwa. Trzeba wprowadzić zasadę, że każdy kandydat rozlicza się sam i jeżeli się dostanie, będzie mógł otrzymać zwrot części kosztów kampanii. Oczywiście nie będzie mógł przeznaczyć tych pieniędzy na kolejną kampanię, będzie musiał przeznaczyć je na coś, co jest przydatne w pracy posła ( kursy językowe, czy ekonomiczne, spotkania z wyborcami, prace nad programem, itp. ) i będzie musiał rozliczyć się publicznie z każdej wydanej złotówki. Taki system sprawi, że posłowie, nawet ci partyjni, staną się niezależni od wodzów. W tym systemie do sejmu nie dostaną się wierni siepacze umiłowanego przywódcy, w tym systemie do sejmu trafią osoby znane swoim wyborcom, osoby, które coś sobą reprezentują. Szyldy nadal będą odgrywały sporą rolę, w to niestety nie wątpię, ale jeżeli popularny i sensowny kandydat popadnie w konflikt z "górą", nie będzie musiał obawiać się wyrzucenia z partii. Partia będzie mogła go wprawdzie usunąć, ale będzie on mógł równie dobrze kandydować z ramienia własnego komitetu wyborczego wyborców, jako osoba bezpartyjna i jeżeli będzie dobry dostanie się. To automatycznie doprowadzi do większej demokracji wewnątrz ugrupowań, liderzy zobaczą, że "doły" przestały być szarą masą, maszerującą w zwartym szyku, że zaczęły być zbiorem indywidualności, których nie można już ot tak uciszyć, czy wywalić na zbity pysk.

Te zmiany są bardzo ważne, jednak najważniejszą zmianą i jednocześnie największą korzyścią z wprowadzenia JOW i samofinansowania kandydatów, jest koniec polskiej wiary w zbawców i mesjaszy. W systemie okręgów jednomandatowych wyborcy skupią się na osobie kandydata, który będzie jeden i będzie reprezentował po pierwsze samego siebie. Nie będzie już szyldu, pod którym znajdują się bierni i wierni, znani wyłącznie swojej najbliższej rodzinie i lokalnym kacykom partyjnym. Nie będzie sytuacji, w której z jednego okręgu wchodzi do sejmu dwadzieścia guzików, naciskanych w rytm poleceń "góry". Zamiast kandydatów na płatne przyciski będą kandydaci na posłów, kandydaci, którzy będą musieli pokazać się swoim wyborcom i reprezentować sobą cokolwiek. JOW to obecnie jedyna szansa, alternatywa PO – SD nie będzie alternatywą, alternatywą mogą być Jednomandatowe Okręgi Wyborcze, wprowadzające w Polsce demokrację zamiast partiokracji.

Reklama

73 KOMENTARZE

  1. Dyscyplina klubowa jest przestępstwem
    przeciwko konstytucji. Mandat poselski według prawa ma być WOLNY, czyli nikt nie może posłowi nakazywać jak ma głosować… To prawo jest nagminnie łamane.
    Co do JOW – pełna zgoda… One wyeliminowałyby z Sejmu przydupasów przynoszonych w teczkach. Czy sejm byłby lepszy? Wątpię, ale partyjniactwo nie panoszyłoby się aż tak bezczelnie. Rozdrobnienie sejmu przez JOW jest zdecydowanie przesadzone. A tzw. wyborca mógłby wreszcie określić, czy woli PO Gowina czy Palikota (to tylko przykład)…

    • Dokładnie. W systemie JOW
      Dokładnie. W systemie JOW głosowalibyśmy na ludzi i choć byliby to w większości ludzie występujący pod szyldami, to lepsze to niż same szyldy. Obecny system jest beznadziejny, nie ma w nim miejsca ani na samodzielność i indywidualność, ani na demokratyczne zasady wewnątrz ugrupowań ( z paroma wyjątkami ). Jest za to mnóstwo masowości i wodzowskości.

  2. Dyscyplina klubowa jest przestępstwem
    przeciwko konstytucji. Mandat poselski według prawa ma być WOLNY, czyli nikt nie może posłowi nakazywać jak ma głosować… To prawo jest nagminnie łamane.
    Co do JOW – pełna zgoda… One wyeliminowałyby z Sejmu przydupasów przynoszonych w teczkach. Czy sejm byłby lepszy? Wątpię, ale partyjniactwo nie panoszyłoby się aż tak bezczelnie. Rozdrobnienie sejmu przez JOW jest zdecydowanie przesadzone. A tzw. wyborca mógłby wreszcie określić, czy woli PO Gowina czy Palikota (to tylko przykład)…

    • Dokładnie. W systemie JOW
      Dokładnie. W systemie JOW głosowalibyśmy na ludzi i choć byliby to w większości ludzie występujący pod szyldami, to lepsze to niż same szyldy. Obecny system jest beznadziejny, nie ma w nim miejsca ani na samodzielność i indywidualność, ani na demokratyczne zasady wewnątrz ugrupowań ( z paroma wyjątkami ). Jest za to mnóstwo masowości i wodzowskości.

  3. Dyscyplina klubowa jest przestępstwem
    przeciwko konstytucji. Mandat poselski według prawa ma być WOLNY, czyli nikt nie może posłowi nakazywać jak ma głosować… To prawo jest nagminnie łamane.
    Co do JOW – pełna zgoda… One wyeliminowałyby z Sejmu przydupasów przynoszonych w teczkach. Czy sejm byłby lepszy? Wątpię, ale partyjniactwo nie panoszyłoby się aż tak bezczelnie. Rozdrobnienie sejmu przez JOW jest zdecydowanie przesadzone. A tzw. wyborca mógłby wreszcie określić, czy woli PO Gowina czy Palikota (to tylko przykład)…

    • Dokładnie. W systemie JOW
      Dokładnie. W systemie JOW głosowalibyśmy na ludzi i choć byliby to w większości ludzie występujący pod szyldami, to lepsze to niż same szyldy. Obecny system jest beznadziejny, nie ma w nim miejsca ani na samodzielność i indywidualność, ani na demokratyczne zasady wewnątrz ugrupowań ( z paroma wyjątkami ). Jest za to mnóstwo masowości i wodzowskości.

  4. Dyscyplina klubowa jest przestępstwem
    przeciwko konstytucji. Mandat poselski według prawa ma być WOLNY, czyli nikt nie może posłowi nakazywać jak ma głosować… To prawo jest nagminnie łamane.
    Co do JOW – pełna zgoda… One wyeliminowałyby z Sejmu przydupasów przynoszonych w teczkach. Czy sejm byłby lepszy? Wątpię, ale partyjniactwo nie panoszyłoby się aż tak bezczelnie. Rozdrobnienie sejmu przez JOW jest zdecydowanie przesadzone. A tzw. wyborca mógłby wreszcie określić, czy woli PO Gowina czy Palikota (to tylko przykład)…

    • Dokładnie. W systemie JOW
      Dokładnie. W systemie JOW głosowalibyśmy na ludzi i choć byliby to w większości ludzie występujący pod szyldami, to lepsze to niż same szyldy. Obecny system jest beznadziejny, nie ma w nim miejsca ani na samodzielność i indywidualność, ani na demokratyczne zasady wewnątrz ugrupowań ( z paroma wyjątkami ). Jest za to mnóstwo masowości i wodzowskości.

  5. Dyscyplina klubowa jest przestępstwem
    przeciwko konstytucji. Mandat poselski według prawa ma być WOLNY, czyli nikt nie może posłowi nakazywać jak ma głosować… To prawo jest nagminnie łamane.
    Co do JOW – pełna zgoda… One wyeliminowałyby z Sejmu przydupasów przynoszonych w teczkach. Czy sejm byłby lepszy? Wątpię, ale partyjniactwo nie panoszyłoby się aż tak bezczelnie. Rozdrobnienie sejmu przez JOW jest zdecydowanie przesadzone. A tzw. wyborca mógłby wreszcie określić, czy woli PO Gowina czy Palikota (to tylko przykład)…

    • Dokładnie. W systemie JOW
      Dokładnie. W systemie JOW głosowalibyśmy na ludzi i choć byliby to w większości ludzie występujący pod szyldami, to lepsze to niż same szyldy. Obecny system jest beznadziejny, nie ma w nim miejsca ani na samodzielność i indywidualność, ani na demokratyczne zasady wewnątrz ugrupowań ( z paroma wyjątkami ). Jest za to mnóstwo masowości i wodzowskości.

  6. Dyscyplina klubowa jest przestępstwem
    przeciwko konstytucji. Mandat poselski według prawa ma być WOLNY, czyli nikt nie może posłowi nakazywać jak ma głosować… To prawo jest nagminnie łamane.
    Co do JOW – pełna zgoda… One wyeliminowałyby z Sejmu przydupasów przynoszonych w teczkach. Czy sejm byłby lepszy? Wątpię, ale partyjniactwo nie panoszyłoby się aż tak bezczelnie. Rozdrobnienie sejmu przez JOW jest zdecydowanie przesadzone. A tzw. wyborca mógłby wreszcie określić, czy woli PO Gowina czy Palikota (to tylko przykład)…

    • Dokładnie. W systemie JOW
      Dokładnie. W systemie JOW głosowalibyśmy na ludzi i choć byliby to w większości ludzie występujący pod szyldami, to lepsze to niż same szyldy. Obecny system jest beznadziejny, nie ma w nim miejsca ani na samodzielność i indywidualność, ani na demokratyczne zasady wewnątrz ugrupowań ( z paroma wyjątkami ). Jest za to mnóstwo masowości i wodzowskości.