Reklama

Pozbierałem się jakoś po świętowaniu i &

Pozbierałem się jakoś po świętowaniu i „jakoś” to jest naprawdę najłagodniejszy wymiar mojego samopoczucia. Nastrój determinuje mi fizjologia, a z tą jestem po ostrym konflikcie, chociaż zaczęło się od drobnych nieporozumień jak wytrącanie z organizmu niezbędnych mikroelementów i zaburzanie gospodarki wodnej. Z fizjologią nie pierwszy to konflikt i zapewne nie ostatni, coś się nie możemy dogadać ze sobą, ale jak się okazuję nie tylko ja się z fizjologią nie mogę odgadać. Przyjaciel przyjechał z Niemiec i opowiedział co w Europie słychać oraz jak bardzo Azja nie może się dogadać z Niemcami, czy też odwrotnie. Trochę byłem zaskoczony relacjami przyjaciela, który opowiadał, że tematem numer jeden w Niemczech jest nieustannie kryzys, jednak bardzo silnie powiązany z pogarszającymi się stosunkami na linii rodowici Niemcy – mniejszość turecka. Tego nie zobaczymy w TV, o tym mówi się półgębkiem i między wierszami nawet w prywatnych rozmowach. W Niemczech poprawność polityczna jest na samym szczycie pożądanych zachowań, a to się przekłada na tak zwane czajenie się, nawet w luźnych rozmowach po fajrancie. Jak już Niemcy ponarzekają na kryzys, nie mogą się nacieszyć, że Szwajcarzy „skopali dupy islamistom”.

Powszechna radość panuje w Germanii z tego powodu, radość rzecz jasna oddolna, medialnie to się słyszy, że zagrożona jest tolerancja. Nie medialnie słyszy się, że kolejny „pieprzony meczet” budują na osiedlu, jak również się słyszy, że Turków jak psów? A skąd się biorą Turcy? Jednym z powodów jest niemiecki socjalizm połączony z ichniejszą azjatycką kulturą. U nich, Turków, podobnie jak w katolicyzmie, im więcej w rodzinie tym bardziej się Allach cieszy, a że za każdą nową pociechę obywatelstwa NIEMIECKIEGO, otrzymuje turecka rodzina 350 euro i może sobie siedzieć na zasiłku, to tym sposobem europejski styl życia gardzący wielodzietnością idzie na boczny mniejszościowy tor. Europę zalewają meczety, które rosną jak grzyby po niemieckim zasiłku i azjatyckiej kulturze. Takie oto troski mają Niemcy i bynajmniej nie są z tego tytułu tolerancyjni, w codziennej rozmowie niemieckiej. Przyjaciel pracuje w domu akcyjnym i jak twierdzi teraz prawdziwym hitem nie jest poprawność polityczna i tolerancja, ale wszelkiego rodzaju pamiątki po III Rzeszy. Aukcje podobnych gadżetów odbywają się w dość specyficzny warunkach, te pamiątki po wielkich Niemcach są traktowane jako wartość kolekcjonerska i każdy nawet najmniejszy nazistowski znaczek musi być zaklejony. Nie ma mowy, żeby wystawić na aukcji coś co nie jest ocenzurowane, ale to w najmniejszym stopniu nie przeszkadza, wiedzieć o co chodzi i cieszyć się tym gadżetom tak wielką popularnością, że schodzi niemal wszystko na pniu, a kolekcjonerzy pytają o więcej.

Inny przejaw resentymentu, to tęsknota za dawnym porządkiem i wielkością, Póki co nie jest jeszcze powszechnym zjawiskiem zakładanie stowarzyszeń neonazistowskich, jednak przyjaciel obserwuje taką oto tendencję, że to co jeszcze kilka lat temu było robione bardzo po cichu, w tej chwili jest coraz bardziej odważne, kryzys też przychodzi z pomocą. Jeszcze kilka lat temu było nie do pomyślenia, że władze miasta mogłyby odsprzedać wiadomo jakiej organizacji, na przykład dworzec kolejowy. W ostatnim czasie do takich transakcji dochodzi i to z prostej przyczyny zwanej prawem rynku, neonaziści po prostu wykładają konkretną kasę, a szukające dochodów miasta uginają się po paru miesiącach pertraktacji. Wszystkie te informacje należy czytać jako pewne novum i jeszcze nie jako powszechne zjawisko, ale zjawisko, które w skali zaczyna przybierać znaczące pozycje w życiu naszych przyjaciół za Odrą. Przypadkiem nie jest, że Europa skręca w prawo, gdy przysłuchać się rozmowom ulicy, na razie ostrożnym i cenzurowanym poprawnością polityczną, słychać, że europejczykom się nie podoba, bardzo się nie podoba zalew islamu, obcych szeroko rozumianych i mitologia wspólnej Europy, co to już jest wyjałowioną retoryką. Tyle mi przekazał przyjaciel, człowiek niewierzący i pijący 4 razy więcej ode mnie, zatem tak zwany luzak pełną gębą, nie jakiś skostniały konserwatysta jak ja. Zgadzałyby się te niemieckie nastroje z tym co się okazało w Anglii, gdzie wyniki badań pokazują, że w sakli braku zaufania Parlament Europejski i przede wszystkim lewicowy rząd angielski, zajmują czołowe i niezagrożone pozycje.

Piszę o tym wszystkim nie po to, żeby psuć jeszcze świąteczny nastrój, piszę o tym wszystkim dlatego, że pewnych ruchów nie należy lekceważyć, nie da się ludziom w świecie i Europie sprzedawać cenzurowanych komunikatów jako prawdy poprawnej politycznie. To znaczy da się, jednak wielkie można zaliczyć zdziwienie, wynikami referendum w Szwajcarii, czy popularnością nazistowskich pamiątek na niemieckich aukcjach. Jest trochę tak jak histeryzował Jarosław Kaczyński, mianowicie, Niemcy są na etapie budowania nowego mitu, który głosi, że III Rzesza to kawałek niemieckiej historii, były oczywiście błędy i wypaczenia, niemniej nie można upokarzać narodu, bo to przecież była niemiecka ojczyzna. Jeśli ktoś nie wie o co chodzi, to niech sobie wyobrazi, że ta retoryka jest bardzo podobna do naszej dyżurnej retoryki wybielającej PRL, że trzeba zapomnieć, że nie wolno grzebać w ludzkich tragediach, no i w końcu wtedy przynajmniej był porządek i wybudowano autostrady. Wygląda na to, że gdyby ktoś wpadł na pomysł wielkich Niemiec mógłby liczyć na naprawdę solidny oddźwięk społeczny, wystarczy przełamać jedną barierę i to jest bariera wstydu, pewne pogląd ciągle są jeszcze wstydliwe i zakazane, ale to wcale nie znaczy, że nie są popularne.

Z ciekawostek już znacznie lżejszego kalibru mogę podzielić się dwiema zaskakującymi w sumie  historiami. Otóż w Niemczech nie ma czegoś takiego jak egzamin na wyższą uczelnię, na uczelnię po prostu się zapisujemy jeśli nas stać na czesne i to dopiero połowa sensacji. Druga połowa jest taka, że studiowanie w Niemczech to jest mniej więcej tak, jak studiowanie Murzyna na uniwersytecie w Kolorado, który ubiega się o stanowego mistrza koszykówki. Niemiecki student płaci i wymaga, na przykład sam sobie ustala to czego chce się uczyć i jak długo chce to robić. Poważnie, nic, a nic nie żartuję, mało tego, studiująca żona przyjaciela twierdzi, że w porównaniu z poziomem polskiej uczelni, niemieckie studia to gimnazjum. Druga ciekawostka to dostęp do kredytu, nie pamiętam już wszystkich wymogów jakie trzeba wypełnić w Niemczech, w każdym razie młode małżeństwo w Polsce ma kilka razy łatwiejszy dostęp do kredytu i nawet przy o wiele niższych dochodach. Dwie ciekawostki działające na naszą korzyść. Wiele wskazuje na to, że mamy wyższy poziom na wyższych uczelniach, oraz bardziej przyjazny klimat dla rozwoju młodych małżeństw, brzmi znajomo i nieco ironicznie, niemniej jak dorzucić do tego fakt, że u Niemców Murzynów (Turków) biją, wydaje się, że wygrywamy na tym co nam tak bardzo uwiera.

Wygrywamy na swoim monokulturowym, przaśnym katolicyzmie, darmowej „encyklopedycznej” edukacji na każdym poziomie i zaradności młodych ludzi, którzy mimo dużo bardziej niskiego poziomu życia, potrafią zarobić w Niemczech, żeby zbudować dom w Polsce. Tajemnica to dla mnie żadna, że prawdy o Europie nie dowiemy się ze szczytów europejskich i stacji światowych, niemniej trochę się czuję przestraszony tym co podejrzewałem od dłuższego czasu. Jeśli dobry Bóg nie sprawi, że stanie się jakiś cud i nie tylko kryzys minie, ale też znikną idealne warunki do powtarzania takich „kryzysów”, obawiam się, że w Niemczech podskoczą ceny pamiątek z II wojny światowej i zwiększy się liczba dworców przejętych przez narodowe organizacje polityczne. Nastroje społeczne są zupełnie inne niż komunikaty medialne, nastroje społeczne są takie, że Europa boi się islamu, Europa zatacza koło i powraca z integracji do państwa narodowego, takie nastroje panują na dole, na górze ciągle złudzenia i tandetna retoryka, w którą nikt już nie wierzy, ale która ciągle daje stanowiska polityczne, dlatego jest popularna i bezrefleksyjna.

Reklama

70 KOMENTARZE

  1. Historią zabawną odpowiem…
    jak to mieszkaliśmy z mą małżonką u pewnego Francuza przez tydzień (nie wspomnę, że on miał się za alkoholika, który pił mniej niż ja o połowę i alkohol na drugi dzień do zlewu wylewał).
    Opowiadaliśmy mu o Polsce, a on gały rozwierał na całe czoło z wielkim niedowierzaniem czy my żyjemy na pewno w “poland” a nie w “holand”?
    Z telewizorni obraz mu wyskakiwał co najmniej padaczkowaty a i z gazet chyba jakiś koślawy bo się okazywało, że on o chlebie a my o niebie – albo na odwrót. Informacja medialna a informacja od “normalnego” człowieka najczęściej to różna para kaloszy. Dlatego tak bardzo lubię słuchać “żywych” ludzi bo informacji na wszelakich portalach informacyjnych przyswajać nie jestem już w stanie.

  2. Historią zabawną odpowiem…
    jak to mieszkaliśmy z mą małżonką u pewnego Francuza przez tydzień (nie wspomnę, że on miał się za alkoholika, który pił mniej niż ja o połowę i alkohol na drugi dzień do zlewu wylewał).
    Opowiadaliśmy mu o Polsce, a on gały rozwierał na całe czoło z wielkim niedowierzaniem czy my żyjemy na pewno w “poland” a nie w “holand”?
    Z telewizorni obraz mu wyskakiwał co najmniej padaczkowaty a i z gazet chyba jakiś koślawy bo się okazywało, że on o chlebie a my o niebie – albo na odwrót. Informacja medialna a informacja od “normalnego” człowieka najczęściej to różna para kaloszy. Dlatego tak bardzo lubię słuchać “żywych” ludzi bo informacji na wszelakich portalach informacyjnych przyswajać nie jestem już w stanie.

  3. Nie bardzo wiem co z tego
    Nie bardzo wiem co z tego “kitu” sprostowałeś, poza tym, że masz inne odczucia, ale to raczej normalne. Żona mojego przyjaciela bez wątpienia płaci za studia, podawała nawet konkretne kwoty, więc pozwolisz, że mimo wszystko jej uwierzę. Sprawy dworca nie znam, ale z tego co mówił mój kolega, wyglądało to w finale inaczej niż mówisz, znaczy tak, że został sprzedany mimo protestów, bo partia dała najlepszą ofertę, nie wiem jak było, ale prawdopodobnie słuchacie tych samych wiadomości, więc to może kwestia interpretacji. To są wszystko spostrzeżenia konkretnych ludzi, bez ambicji oddania rzeczywistej sytuacji w Niemczech, ale z ukazaniem własnej perspektywy. Nie sądzę zatem aby to była kwestia kitu czy nie kitu, ale tego w jakim środowisku się Polacy obracają i co widzą. Fakt, że ktoś ma dwóch kolegów tureckch nie przekłada się na to co się w Niemczech dzieje. Opinia, że konserwatyzm tak, a neonazizm już nie, to też tylko opinia, pewnie inaczej to wygląda z perspektywy gabinetu, a inaczej z perspektywy domu aukcyjnego. Opisałem jedynie opowieść przyjaciela, jako jedno z wielu spostrzeżeń, nie widzą tu powodu do prostowania czegokolwiek, zresztą tego sprostowania w Twoim komentarzu nie ma, są Twoje odmienne spostrzeżenia i tyle.

    • Ostatnio toczę zpewną bardzo miła Panią Profesor
      krwawe boje o różnice pomiędzy Szwecją, a Polską.

      Oczywiści ja za Polską, że inteligencją, elegancja, smaki. No i szkoły i uczelnie oczywiście. Ona wręcz przeciwnie.

      Po kolejnej butelce niechcący wpadliśmy na trop.
      O innych krajach żeśmy mówili. Ona przyrównywała Polskę jaką zna do Geteborga, Ja Polskę z jaką się utożsamiam – Wrocław – do prowincji szwedzkiej na jakie (w której?) żyję.

      Po ustaleniu faktów okazało się, że mówimy o różnych krajach.

      Więc może to być przyczyna, że Wy – znaczy Matka i Przyjaciel o różnych rzeczach i krajach mówicie.

      pozdrawiam obu serdecznie
      r

  4. Nie bardzo wiem co z tego
    Nie bardzo wiem co z tego “kitu” sprostowałeś, poza tym, że masz inne odczucia, ale to raczej normalne. Żona mojego przyjaciela bez wątpienia płaci za studia, podawała nawet konkretne kwoty, więc pozwolisz, że mimo wszystko jej uwierzę. Sprawy dworca nie znam, ale z tego co mówił mój kolega, wyglądało to w finale inaczej niż mówisz, znaczy tak, że został sprzedany mimo protestów, bo partia dała najlepszą ofertę, nie wiem jak było, ale prawdopodobnie słuchacie tych samych wiadomości, więc to może kwestia interpretacji. To są wszystko spostrzeżenia konkretnych ludzi, bez ambicji oddania rzeczywistej sytuacji w Niemczech, ale z ukazaniem własnej perspektywy. Nie sądzę zatem aby to była kwestia kitu czy nie kitu, ale tego w jakim środowisku się Polacy obracają i co widzą. Fakt, że ktoś ma dwóch kolegów tureckch nie przekłada się na to co się w Niemczech dzieje. Opinia, że konserwatyzm tak, a neonazizm już nie, to też tylko opinia, pewnie inaczej to wygląda z perspektywy gabinetu, a inaczej z perspektywy domu aukcyjnego. Opisałem jedynie opowieść przyjaciela, jako jedno z wielu spostrzeżeń, nie widzą tu powodu do prostowania czegokolwiek, zresztą tego sprostowania w Twoim komentarzu nie ma, są Twoje odmienne spostrzeżenia i tyle.

    • Ostatnio toczę zpewną bardzo miła Panią Profesor
      krwawe boje o różnice pomiędzy Szwecją, a Polską.

      Oczywiści ja za Polską, że inteligencją, elegancja, smaki. No i szkoły i uczelnie oczywiście. Ona wręcz przeciwnie.

      Po kolejnej butelce niechcący wpadliśmy na trop.
      O innych krajach żeśmy mówili. Ona przyrównywała Polskę jaką zna do Geteborga, Ja Polskę z jaką się utożsamiam – Wrocław – do prowincji szwedzkiej na jakie (w której?) żyję.

      Po ustaleniu faktów okazało się, że mówimy o różnych krajach.

      Więc może to być przyczyna, że Wy – znaczy Matka i Przyjaciel o różnych rzeczach i krajach mówicie.

      pozdrawiam obu serdecznie
      r

  5. ale swoją drogą..
    Niczego nie dowiemy się o życiu w innych krajach czerpiąc z gazet i telewizji.
    Czy ktoś wie, co się naprawdę dzieje na Białorusi, Islandii, Belgii czy innej Bułgarii?

    Mam telewizor z ilomaś tam kanałami i nic nie wiem o tych, i innych krajach. Wszystkie media okazują się bezużyteczne w próbie odpowiedzi na podstawowe pytanie – „jak tam się żyje i ile zarabia”.
    Jedyne wiarygodne źródło wiedzy to kuzyn, który wrócił z robót i opowiada takie rzeczy, że szczęka opada.
    Coś tu kurde nie gra na odcinku swobody informacji.

    • “Nie stój, nie czekaj,pomóż!”
      Zagoń kuzyna do klawiatury, niech i nasze szczęki nieco porysują biurka…
      Na ostatnim semestrze studiów seminarium dyplomowe przesunęło się nam nieco w czasie, bo mój promotor był na Orbisowskiej wycieczce w Korei Płn. Opowieści starczyło na wiele zajęć, a niektóre do dziś mocno tkwią w mojej głowie…

      • prawda o Europie
        Pozornie wydawało by się, że najprościej to samemu sprawdzić jak tam jest. Byłem, i to w samej brukselskiej paszczy lwa, i generalnie nie polecam.

        Parę minut po wyjechaniu z garażu zaczęły się krzaki, początkowo polskie, potem podobno germańskie co zauważył bardziej spostrzegawczy współpodróżnik. Dalej tak samo: krzaki, pole, las, krzaki. Później parking w chaszczach i fachowa dyskusja: „to chyba Holandia, ale głowy nie dam”.
        No i znów krzaki dla odmiany belgijskie i sama Bruksela jako taka .
        Obiecane zabytki jakieś maciupkie strasznie, śmieci walające się wszędzie, i czymś śmierdzi intensywnie.

        Po dwóch dniach już wiedziałem, że Europa to niemal bezludny teren pokryty karłowatą roślinnością, a ludność zapewne żyje z łowiectwa i zbieractwa.

    • Niewiele się dowiemy…
      … bo swoboda informacji to informacja swobodna.
      Swobodnie spadająca w banał i szybkostrzelność ciekawostek nie mających nic wspólnego z rzeczywistością.
      To samo mam z kolegą, który przyjechał z Ukrainy z rozdziawiona gęba – bo niby tam też ma się odbywać Euro 2012, a on mówi, że nawet Euro 2112 się nie uda. Ale o katastrofalnym stanie Ukrainy jakoś w gazetach nie mogę uświadczyć…

  6. ale swoją drogą..
    Niczego nie dowiemy się o życiu w innych krajach czerpiąc z gazet i telewizji.
    Czy ktoś wie, co się naprawdę dzieje na Białorusi, Islandii, Belgii czy innej Bułgarii?

    Mam telewizor z ilomaś tam kanałami i nic nie wiem o tych, i innych krajach. Wszystkie media okazują się bezużyteczne w próbie odpowiedzi na podstawowe pytanie – „jak tam się żyje i ile zarabia”.
    Jedyne wiarygodne źródło wiedzy to kuzyn, który wrócił z robót i opowiada takie rzeczy, że szczęka opada.
    Coś tu kurde nie gra na odcinku swobody informacji.

    • “Nie stój, nie czekaj,pomóż!”
      Zagoń kuzyna do klawiatury, niech i nasze szczęki nieco porysują biurka…
      Na ostatnim semestrze studiów seminarium dyplomowe przesunęło się nam nieco w czasie, bo mój promotor był na Orbisowskiej wycieczce w Korei Płn. Opowieści starczyło na wiele zajęć, a niektóre do dziś mocno tkwią w mojej głowie…

      • prawda o Europie
        Pozornie wydawało by się, że najprościej to samemu sprawdzić jak tam jest. Byłem, i to w samej brukselskiej paszczy lwa, i generalnie nie polecam.

        Parę minut po wyjechaniu z garażu zaczęły się krzaki, początkowo polskie, potem podobno germańskie co zauważył bardziej spostrzegawczy współpodróżnik. Dalej tak samo: krzaki, pole, las, krzaki. Później parking w chaszczach i fachowa dyskusja: „to chyba Holandia, ale głowy nie dam”.
        No i znów krzaki dla odmiany belgijskie i sama Bruksela jako taka .
        Obiecane zabytki jakieś maciupkie strasznie, śmieci walające się wszędzie, i czymś śmierdzi intensywnie.

        Po dwóch dniach już wiedziałem, że Europa to niemal bezludny teren pokryty karłowatą roślinnością, a ludność zapewne żyje z łowiectwa i zbieractwa.

    • Niewiele się dowiemy…
      … bo swoboda informacji to informacja swobodna.
      Swobodnie spadająca w banał i szybkostrzelność ciekawostek nie mających nic wspólnego z rzeczywistością.
      To samo mam z kolegą, który przyjechał z Ukrainy z rozdziawiona gęba – bo niby tam też ma się odbywać Euro 2012, a on mówi, że nawet Euro 2112 się nie uda. Ale o katastrofalnym stanie Ukrainy jakoś w gazetach nie mogę uświadczyć…

  7. Z dworcem jak powiedziałem
    Z dworcem jak powiedziałem się nie upieram, na pewno była taka akcja, kolega twierdzi, że ostatnio się to zakończyło pozytywnie dla NPD, Ty podajesz informacje sprzed dwóch lat, może tu jest rozbieżność, ale dworca tak czy siak nie zamierzam bronić. Inna znana akcja NPD, to plakaty wyborcze i tu już zdaje się wygrali w niemieckim sądzie, że mogą drzeć łacha z Polaków. Co do studiów to nie jest kwestia wiary, tylko FAKTÓW, a Twoje informacje choćby są z tego tytułu nie są ścisłe, że żona mojego przyjaciela szkołę średnią skończyła w Polsce i siłą rzeczy nie mogła kończyć ostatniego roku gimnazjum w Niemczech, co według Ciebie jest JEDYNĄ podstawą naboru. Jedyne co zdawała, to jakiś egzamin znajomości języka, który upoważnia obcokrajowców do nauki na wyższej uczelni. Za studia płaci, nie jakieś tam socjalne pierdoły, ale regularne czesne za semestr, studiuje filologię klasyczną i germanistykę.

  8. Z dworcem jak powiedziałem
    Z dworcem jak powiedziałem się nie upieram, na pewno była taka akcja, kolega twierdzi, że ostatnio się to zakończyło pozytywnie dla NPD, Ty podajesz informacje sprzed dwóch lat, może tu jest rozbieżność, ale dworca tak czy siak nie zamierzam bronić. Inna znana akcja NPD, to plakaty wyborcze i tu już zdaje się wygrali w niemieckim sądzie, że mogą drzeć łacha z Polaków. Co do studiów to nie jest kwestia wiary, tylko FAKTÓW, a Twoje informacje choćby są z tego tytułu nie są ścisłe, że żona mojego przyjaciela szkołę średnią skończyła w Polsce i siłą rzeczy nie mogła kończyć ostatniego roku gimnazjum w Niemczech, co według Ciebie jest JEDYNĄ podstawą naboru. Jedyne co zdawała, to jakiś egzamin znajomości języka, który upoważnia obcokrajowców do nauki na wyższej uczelni. Za studia płaci, nie jakieś tam socjalne pierdoły, ale regularne czesne za semestr, studiuje filologię klasyczną i germanistykę.

  9. Aż sobie pochodziłem po
    Aż sobie pochodziłem po internecie i czytam, że po 2007 roku, choćby Bawaria zreformowała sój system i studia są płatne około 600 Euro za semestr. Żona przyjaciela kończyła liceum w Chojnowie, Środa Śląska to metropolia, przy tym zadupiu. Matura nie est uznaniowa, ale po prostu Niemcy honoruję polską maturę, bez względu na to czy z Pacanowa, czy z Warszawy jest świadectwo. Czynsz płaci na wysokości kilkuset Euro, studiuje we Frankfurcie nad Menem i bez wątpienia płaci z te studia. Zn tego co czytam w 2002 roku po wyroku niemieckiego trybunału, zakaz pobierania opłat za studia uznano za niekonstytucyjny i wiele uniwersytetów, a nawet całe landy jak Bawaria, wprowadziło odpłatne studia. Może masz dane z Twoich czasów studenckich, teraz wygląda to inaczej i naprawdę dziwnie się trochę czuję prowadząc tę dyskusję, bo coś takiego jak wydawanie pieniędzy na studia to nie jest kwestia opowieści, ale rachunków. Może istnieją bezpłatne uczelnie, według takich zasad jak piszesz, ale na pewno istnieją też płatne uczelnie i do takiej uczęszcza moja znajoma, tego jestem pewien, więcej niż pewien.

  10. Aż sobie pochodziłem po
    Aż sobie pochodziłem po internecie i czytam, że po 2007 roku, choćby Bawaria zreformowała sój system i studia są płatne około 600 Euro za semestr. Żona przyjaciela kończyła liceum w Chojnowie, Środa Śląska to metropolia, przy tym zadupiu. Matura nie est uznaniowa, ale po prostu Niemcy honoruję polską maturę, bez względu na to czy z Pacanowa, czy z Warszawy jest świadectwo. Czynsz płaci na wysokości kilkuset Euro, studiuje we Frankfurcie nad Menem i bez wątpienia płaci z te studia. Zn tego co czytam w 2002 roku po wyroku niemieckiego trybunału, zakaz pobierania opłat za studia uznano za niekonstytucyjny i wiele uniwersytetów, a nawet całe landy jak Bawaria, wprowadziło odpłatne studia. Może masz dane z Twoich czasów studenckich, teraz wygląda to inaczej i naprawdę dziwnie się trochę czuję prowadząc tę dyskusję, bo coś takiego jak wydawanie pieniędzy na studia to nie jest kwestia opowieści, ale rachunków. Może istnieją bezpłatne uczelnie, według takich zasad jak piszesz, ale na pewno istnieją też płatne uczelnie i do takiej uczęszcza moja znajoma, tego jestem pewien, więcej niż pewien.

  11. Nie wyciągałbym daleko idących wniosków z opowieści
    emigrantów,a już na pewno nie traktowałbym jako źródła ,,co myślą zwykli Niemcy”. Ponieważ mam pod ręką studentkę niemieckiego uniwersytetu , tym bardziej nie mogę się zgodzić z wysokim poziomem naszego szkolnictwa.Ten mityczny ,,wysoki poziom” wmawiali nam profesorowie , którzy nie mieli żadnego praktycznie kontaktu ,,ze światem” – i tak już zostało.Dzisiaj można powielać go jedynie w towarzyskich spotkaniach,przez grzeczność,by nie obdzierać ze złudzeń naszych dzieci /jeżeli tego słuchają/. Te moje zupełnie prywatne obserwacje potwierdza ostatni ranking uczelni tego świata – plasując ,,Jagiellonkę” na końcu pięćsetki. I tylko samotny profesor Turski pisze i mówi ,od kiedy tylko można o tym głośno,że nasza nauka to lipa a profesura z pezetpeerowskiego nadania. Szkoda chyba powtarzać takie komunały,że w pierwszym rzucie emigracyjnym zwiali najzdolniejsi,dobrze rokujący absolwenci, których rodzime uczelnie kusiły tysiącem sześćset brutto plus doktorat w bliżej nieokreślonej przyszłości. Więc koło awansów i karier w polskiej nauce jakby się zamknęło. W realnym świecie naukowych osiągnięć liczy się liczba publikacji w światowych periodykach i liczba cytowań , o liczbie patentów nie wspominając. Nie ma żadnego porównania zaplecza badawczego ,skromnego nawet, niemieckiego uniwersytetu technicznego z mizerią polskiej politechniki.Bo o różnych ,,wyjazdowo-objazdowych uczelniach” z Zalesia Dolnego już tutaj było.Ich absolwenci zasilali masowo kuchnie londyńskich barów oraz irlandzkie budowy. Natomiast pielęgnacja narodowo-socjalistycznych ideałów wyrażająca się skrótem ,,typ nordycki – włosy blond,oczy niebieskie,żadnych kompromitujących związków” -jest głęboko skrywanym faktem.Jak mawiał mój niemiecki znajomy policjant ,,TERAZ kazali nam się do was uśmiechać”,ponieważ pochodził z granicznego Zittau , owe ,,was” znaczyło – Polaków.Odwiedzając kiedyś uniwersyteckie Konstanz przyglądałem się grupie polskich studentów .Dobrze ubrani,w dobrych samochodach,mieszkania w mieście ,żadne tam akademickie pokoiki,śwatowcy jednym słowem,żadnego obciachu ani ,,palenia wiochy”, a jednak…Izolowani w gruncie rzeczy i skazani na własne towarzystwo,albo w najlepszym razie – innych studiujących tam obcokrajowców.

    • To są dwie różne rzeczy, ta
      To są dwie różne rzeczy, ta legendarna już baza naukowa, zaplecze, pieniądze na badania itd, a poziom szkolnictwa. Nie pierwsza to taka opinia polskiego ucznia, który twierdzi, że polskie liceum dało bardziej w dupę, niż niemiecki czy amerykański uniwersytet. Nie wiem jak jest, kończyłem Wrocławski Uniwersytet i porównując to z tym co opowiadała “niemiecka” studentka, to czuję się jak harwardczyk. Jest to o tyle wiarygodna opowieść, że ludzie raczej mają tendencje do chwalenia się swoimi wyczynami, a nie nazywania ich bułką z masłem. Studiowanie w Niemczech przez polską licealistkę nazywane jest spacerkiem, pełnym luzem i zerem stresu i takich opinii słyszałem już mnóstwo. Także czym innym poziom nauczania, a czym innym baza i niestety bazą dostajemy w dupę od lat, tego nikt nie kwestionuje. Natomiast fakt, że absolwent Stanford nie ma pojęcia, gdzie leży Polska, historia zaczyna i kończy się dla niego na wymienieniu prezydentów USA, jest dość powszechnym obrazem poziomu tych legendarnych uczelni. Ktoś tu mówił o Noblach, ale Noble to się właśnie z bazy naukowej biorą, trzeba mieć kuźnię, aby coś wykuć, a nie tylko mieć wiedzę jak się kuje.

  12. Nie wyciągałbym daleko idących wniosków z opowieści
    emigrantów,a już na pewno nie traktowałbym jako źródła ,,co myślą zwykli Niemcy”. Ponieważ mam pod ręką studentkę niemieckiego uniwersytetu , tym bardziej nie mogę się zgodzić z wysokim poziomem naszego szkolnictwa.Ten mityczny ,,wysoki poziom” wmawiali nam profesorowie , którzy nie mieli żadnego praktycznie kontaktu ,,ze światem” – i tak już zostało.Dzisiaj można powielać go jedynie w towarzyskich spotkaniach,przez grzeczność,by nie obdzierać ze złudzeń naszych dzieci /jeżeli tego słuchają/. Te moje zupełnie prywatne obserwacje potwierdza ostatni ranking uczelni tego świata – plasując ,,Jagiellonkę” na końcu pięćsetki. I tylko samotny profesor Turski pisze i mówi ,od kiedy tylko można o tym głośno,że nasza nauka to lipa a profesura z pezetpeerowskiego nadania. Szkoda chyba powtarzać takie komunały,że w pierwszym rzucie emigracyjnym zwiali najzdolniejsi,dobrze rokujący absolwenci, których rodzime uczelnie kusiły tysiącem sześćset brutto plus doktorat w bliżej nieokreślonej przyszłości. Więc koło awansów i karier w polskiej nauce jakby się zamknęło. W realnym świecie naukowych osiągnięć liczy się liczba publikacji w światowych periodykach i liczba cytowań , o liczbie patentów nie wspominając. Nie ma żadnego porównania zaplecza badawczego ,skromnego nawet, niemieckiego uniwersytetu technicznego z mizerią polskiej politechniki.Bo o różnych ,,wyjazdowo-objazdowych uczelniach” z Zalesia Dolnego już tutaj było.Ich absolwenci zasilali masowo kuchnie londyńskich barów oraz irlandzkie budowy. Natomiast pielęgnacja narodowo-socjalistycznych ideałów wyrażająca się skrótem ,,typ nordycki – włosy blond,oczy niebieskie,żadnych kompromitujących związków” -jest głęboko skrywanym faktem.Jak mawiał mój niemiecki znajomy policjant ,,TERAZ kazali nam się do was uśmiechać”,ponieważ pochodził z granicznego Zittau , owe ,,was” znaczyło – Polaków.Odwiedzając kiedyś uniwersyteckie Konstanz przyglądałem się grupie polskich studentów .Dobrze ubrani,w dobrych samochodach,mieszkania w mieście ,żadne tam akademickie pokoiki,śwatowcy jednym słowem,żadnego obciachu ani ,,palenia wiochy”, a jednak…Izolowani w gruncie rzeczy i skazani na własne towarzystwo,albo w najlepszym razie – innych studiujących tam obcokrajowców.

    • To są dwie różne rzeczy, ta
      To są dwie różne rzeczy, ta legendarna już baza naukowa, zaplecze, pieniądze na badania itd, a poziom szkolnictwa. Nie pierwsza to taka opinia polskiego ucznia, który twierdzi, że polskie liceum dało bardziej w dupę, niż niemiecki czy amerykański uniwersytet. Nie wiem jak jest, kończyłem Wrocławski Uniwersytet i porównując to z tym co opowiadała “niemiecka” studentka, to czuję się jak harwardczyk. Jest to o tyle wiarygodna opowieść, że ludzie raczej mają tendencje do chwalenia się swoimi wyczynami, a nie nazywania ich bułką z masłem. Studiowanie w Niemczech przez polską licealistkę nazywane jest spacerkiem, pełnym luzem i zerem stresu i takich opinii słyszałem już mnóstwo. Także czym innym poziom nauczania, a czym innym baza i niestety bazą dostajemy w dupę od lat, tego nikt nie kwestionuje. Natomiast fakt, że absolwent Stanford nie ma pojęcia, gdzie leży Polska, historia zaczyna i kończy się dla niego na wymienieniu prezydentów USA, jest dość powszechnym obrazem poziomu tych legendarnych uczelni. Ktoś tu mówił o Noblach, ale Noble to się właśnie z bazy naukowej biorą, trzeba mieć kuźnię, aby coś wykuć, a nie tylko mieć wiedzę jak się kuje.

  13. Nie pisałem o czesnym
    Nie pisałem o czesnym porównywalnym, czy nieporównywalnym, ale o tym, że czesne jest i czesne się płaci i to są FAKTY, nie interpretacje. Deliberowanie teraz, czy to dużo czy mało nie ma większego sensu, chodziło o ustalenie faktów, a nie stawek, przynajmniej mnie o to chodziło. Z maturą nie było żadnych problemów na uczelni we Frankfurcie i to zdaje się wynika z przepisów UE, a nie z kaprysów uczelni. Nie twierdzę, że problemów nie ma, nie znam tych realiów i nie wiem kiedy problemy miała Twoja, żona, ale moja znajoma żadnych problemów nie miała, niczego nie musiała dodatkowo kończyć, jedynie egzamin zdać ze znajomości języka. A już na pewno nie miała problemów z tym, że matura ma takie, czy inne miasto na pieczątce. Wydaje mi się, że te przepisy są ujednolicone, bo unijne, ale sprzeczał się nie będę, bo doktoryzować się ze szkolnictwa w Niemczech nie zamierzam. Podałem jedynie konkretne realia, konkretny przypadek, konkretnej osoby, tylko i aż tyle.

  14. Nie pisałem o czesnym
    Nie pisałem o czesnym porównywalnym, czy nieporównywalnym, ale o tym, że czesne jest i czesne się płaci i to są FAKTY, nie interpretacje. Deliberowanie teraz, czy to dużo czy mało nie ma większego sensu, chodziło o ustalenie faktów, a nie stawek, przynajmniej mnie o to chodziło. Z maturą nie było żadnych problemów na uczelni we Frankfurcie i to zdaje się wynika z przepisów UE, a nie z kaprysów uczelni. Nie twierdzę, że problemów nie ma, nie znam tych realiów i nie wiem kiedy problemy miała Twoja, żona, ale moja znajoma żadnych problemów nie miała, niczego nie musiała dodatkowo kończyć, jedynie egzamin zdać ze znajomości języka. A już na pewno nie miała problemów z tym, że matura ma takie, czy inne miasto na pieczątce. Wydaje mi się, że te przepisy są ujednolicone, bo unijne, ale sprzeczał się nie będę, bo doktoryzować się ze szkolnictwa w Niemczech nie zamierzam. Podałem jedynie konkretne realia, konkretny przypadek, konkretnej osoby, tylko i aż tyle.

  15. Po pierwsze to ja nie piszę
    Po pierwsze to ja nie piszę jak jest w Niemczech, ale jak jest we Frankfurcie nad Menem. Po drugie nie pisze jak jest na uczelniach, ale jak było w przypadku konkretnej osoby, na konkretnej uczelni. Po trzecie, tak rzeczywiście twierdzę, że wiem lepiej jak jest w Niemczech, ale w konkretnym miejscu Niemiec z udziałem konkretnej osoby. Z tego co widzę nie wiesz jak jest we Frankfurcie z konkretną studentką, na konkretnej uczelni i co więcej starasz się mi wmówić, że nie jest tak jest z całą stanowczością twierdzę, że jest. Doskonale też wiesz, że protesty studentów były właśnie z tego powodu, że symboliczną opłatę 100 Euro, podniesione do czesnego na poziomie 500 do 600 i więcej Euro, w zależności od uczelni i landu. Jeszcze raz powtórzę, że nie analizuję niemieckiego szkolnictwa, ale konkretny przypadek, o którym zdecydowanie więcej wiem od Ciebie, bo on nie jest związany z Niemcami, czy Chojnowem, ale z konkretną osobą, o której Ty nie wiesz nic.

    Z tą odpowiedzialnością na studiach i bez bata, to brzmi tak pięknie jak wychowanie bezstresowe. Znam ludzką naturę na tyle, aby głęboko powątpiewać, że niemieckiego studenta bardziej ciągnie do biblioteki niż do knajpy, a tylko polska młodzież taka rozbrykana. Chętnie poznałbym czas studiowania w Niemczech i w Polsce i coś czuję, że niemieccy studenci mieliby tu dłuższe brody.

    • Student budownictwa w Berlinie wrzuca swoje 3 grosze
      Moi Panowie, wejde miedzy zakaski i dorzuce pare prawdziwych faktow z wlasnego zycia, zycia studenta na uniwersytecie technicznym w Berlinie. W zyciu duzo sie nasluchalem od wujkow dobra rada, ciotek “tam Ciebie zabija”, ale w zyciu dopoki sam nie sprawdzilem to nie uwierzylem. A mit “polskie studia maja wyzszy poziom niz niemeckie” bynajmniej na moim kierunku, postaram sie obalic w przyszlym roku, obiecuje popelnic text.

      Kilka faktow prawdziwych:

      Za studia place okolo 250 euro/semestr, w tym mam bilet na pol roku na wszystkie publiczne powozy i pociagi w calym miescie. Oplate ta wnosza wszyscy studenci mojego uniwerku.

      Studiuje systemem Diplom, ktory wygasa w 2012, w zamian wprowadzono bechalor/master. W systemie diplom egzamin sklada sie z 2 czesci .Egzamin pisemny na ktorym trzeba zdac min 50% i jest sie dopuszczonym do ustnego. Egzamn pisemny mozna pisac teortycznie nieskonczena ilosc razy. Zaleta tego egzaminu jest wysoki poziom, bo Profesor nie placze jesli nikt nie zda, dobrze wie ze ten ktos nie wyleci z uczelni. To pozwala profesorowi utrzymac naprawde wysoki poziom bez poczucia winy ze w tym semestrze uwalil caly rok.

      Na wyklady/cwiczenia/laborki NIE MA listy obecnosci. To gwarantuje ze na sali siedza studenci zainteresowani a nie zmuszeni.

      Nastepna zaleta jest ze moge pracowac w tygodniu, bo nie musze w tym czasie siedziec na wykladzie. Zaleglosci nadrabiam sam, w weekendy.

      W zeszlym roku bylem na 4-miesiecznej praktyce w Indiach o ktorej uniwerek nawet nie wiedzial. Po prostu pojechalem bez dziekanki/urlopu czy innego swistka. Praktyka wynikla z mojego zainteresowania a nie z wymagania regulaminu studiow.

      Wiecej faktow podam w texcie w styczniu, teraz musze leciec na uniwerek.

      Konczac zadam takie proste pytanie do dyskusji. Wiedzac jak to wysoki “poziom” na budownictwie w Polsce i ogolnie rzeznia jest, to dlaczego Niemcy projektuja Stadion Narodowy? Pewnie Polscy “ynzynierowie” na tej wysokiej fali nauki nie zajmuja sie takimi pierdolami?

      Dlaczego wszystkie stadiony na MS 2010 projektowali Niemcy, przeciez oni maja tak niski poziom na uczelniach?

      Dlaczego wszyscy moi koledzy ze studiow w Polsce (mam dyplom polskiej uczelni) budujac wieksze obiekty czytaja na rysunku napis ENTWURF zamiast napisu PROJEKT?

      Dlaczego nie moge znalezc ani jednego biura projektowego w Polsce ktore projektuje cos wiecej niz domek jednorodzinny i most belkowy na dwoch podporach i jest znane ze swoich projektow chocby na arenie europejskiej?

      Dlaczego w Nowym Roku bede przekladac obiecany text z dnia na dzien, bo bede go zmieniac 1000 razy zeby mial chocby maly przekaz, wiedzac jacy mistrzowie piora beda go czytac i bede musial jako mozg matematyczny z jedna komorka humanistyczna wdawac sie w kontrowersyjne rozmowy?

      Szczesliwego Nowego Roku zycze, wiecej kontrowersji, wiecej zdrowia, wiecej usmiechu.

      ps. dzis wielki dzien, stracilem kontrowersyjne dziewictwo 🙂

      • To jest klasyczna rozmowa o
        To jest klasyczna rozmowa o niebie i chlebie. Równie dobrze możesz spytać dlaczego Niemcy mają autostrady, skoro u nas jest wysoki poziom na Politechnice. Jeszcze raz powtórzę, czym innym jest poziom nauczania, a czym innym zaplecze i jakoś nie dam się przekonać, że jeden egzamin na semestr, który można zdawać 1000 razy, da się porównać z polską sesją. Jeśli mamy mówić o poziomie nauczania, to trzeba spytać nie o to, gdzie są polskie stadiony, ale dlaczego student po polskiej informatyce jest na zachodzie Bogiem. Nigdy się nie dogadamy jeśli poziom nauki będziemy mylić z zapleczem naukowym i poziomem życia. Zachodnie uczelnie nadrabiają bazą, zapleczem i nie twierdzę, że studia tam są nic nie warte, ale na pewno nie da się tego porównać z Polską.

      • Właśnie wyjaśniłeś wszystkie wątpliwości i odpowiedziałeś

         

        na zasadnicze pytanie – ile jest warty polski inżynier po nienargorszej politechnice /również polskiej/. Mam wrażenie,podparte osobistym więc jednostkowym,doświadczeniem,że to są jakby światy równoległe. Najciekawsze , że Twój dyplom z ,,jedynką" nie wzbudzi wielkiego zainteresowania w Twojej dawnej(?) ojczyźnie , bo kierownik budowy to najlepiej jak ma dyplom wyższej szkoły inżynierskiej z Zielonej Góry. Jestem przekonany,że Twoi koledzy spoglądają na Stany albo jakieś inne miejsca , prawdziwego rozwoju i postępu o których my,tutaj,mało wiemy,ale na pewno nie wzdychają do rodzinnych stron. Świat odjechał , na dodatek ekspresem,który choćby chciał to nie zatrzyma się na żadnej z naszych stacyjek – ani torów,ani dworców.

  16. Po pierwsze to ja nie piszę
    Po pierwsze to ja nie piszę jak jest w Niemczech, ale jak jest we Frankfurcie nad Menem. Po drugie nie pisze jak jest na uczelniach, ale jak było w przypadku konkretnej osoby, na konkretnej uczelni. Po trzecie, tak rzeczywiście twierdzę, że wiem lepiej jak jest w Niemczech, ale w konkretnym miejscu Niemiec z udziałem konkretnej osoby. Z tego co widzę nie wiesz jak jest we Frankfurcie z konkretną studentką, na konkretnej uczelni i co więcej starasz się mi wmówić, że nie jest tak jest z całą stanowczością twierdzę, że jest. Doskonale też wiesz, że protesty studentów były właśnie z tego powodu, że symboliczną opłatę 100 Euro, podniesione do czesnego na poziomie 500 do 600 i więcej Euro, w zależności od uczelni i landu. Jeszcze raz powtórzę, że nie analizuję niemieckiego szkolnictwa, ale konkretny przypadek, o którym zdecydowanie więcej wiem od Ciebie, bo on nie jest związany z Niemcami, czy Chojnowem, ale z konkretną osobą, o której Ty nie wiesz nic.

    Z tą odpowiedzialnością na studiach i bez bata, to brzmi tak pięknie jak wychowanie bezstresowe. Znam ludzką naturę na tyle, aby głęboko powątpiewać, że niemieckiego studenta bardziej ciągnie do biblioteki niż do knajpy, a tylko polska młodzież taka rozbrykana. Chętnie poznałbym czas studiowania w Niemczech i w Polsce i coś czuję, że niemieccy studenci mieliby tu dłuższe brody.

    • Student budownictwa w Berlinie wrzuca swoje 3 grosze
      Moi Panowie, wejde miedzy zakaski i dorzuce pare prawdziwych faktow z wlasnego zycia, zycia studenta na uniwersytecie technicznym w Berlinie. W zyciu duzo sie nasluchalem od wujkow dobra rada, ciotek “tam Ciebie zabija”, ale w zyciu dopoki sam nie sprawdzilem to nie uwierzylem. A mit “polskie studia maja wyzszy poziom niz niemeckie” bynajmniej na moim kierunku, postaram sie obalic w przyszlym roku, obiecuje popelnic text.

      Kilka faktow prawdziwych:

      Za studia place okolo 250 euro/semestr, w tym mam bilet na pol roku na wszystkie publiczne powozy i pociagi w calym miescie. Oplate ta wnosza wszyscy studenci mojego uniwerku.

      Studiuje systemem Diplom, ktory wygasa w 2012, w zamian wprowadzono bechalor/master. W systemie diplom egzamin sklada sie z 2 czesci .Egzamin pisemny na ktorym trzeba zdac min 50% i jest sie dopuszczonym do ustnego. Egzamn pisemny mozna pisac teortycznie nieskonczena ilosc razy. Zaleta tego egzaminu jest wysoki poziom, bo Profesor nie placze jesli nikt nie zda, dobrze wie ze ten ktos nie wyleci z uczelni. To pozwala profesorowi utrzymac naprawde wysoki poziom bez poczucia winy ze w tym semestrze uwalil caly rok.

      Na wyklady/cwiczenia/laborki NIE MA listy obecnosci. To gwarantuje ze na sali siedza studenci zainteresowani a nie zmuszeni.

      Nastepna zaleta jest ze moge pracowac w tygodniu, bo nie musze w tym czasie siedziec na wykladzie. Zaleglosci nadrabiam sam, w weekendy.

      W zeszlym roku bylem na 4-miesiecznej praktyce w Indiach o ktorej uniwerek nawet nie wiedzial. Po prostu pojechalem bez dziekanki/urlopu czy innego swistka. Praktyka wynikla z mojego zainteresowania a nie z wymagania regulaminu studiow.

      Wiecej faktow podam w texcie w styczniu, teraz musze leciec na uniwerek.

      Konczac zadam takie proste pytanie do dyskusji. Wiedzac jak to wysoki “poziom” na budownictwie w Polsce i ogolnie rzeznia jest, to dlaczego Niemcy projektuja Stadion Narodowy? Pewnie Polscy “ynzynierowie” na tej wysokiej fali nauki nie zajmuja sie takimi pierdolami?

      Dlaczego wszystkie stadiony na MS 2010 projektowali Niemcy, przeciez oni maja tak niski poziom na uczelniach?

      Dlaczego wszyscy moi koledzy ze studiow w Polsce (mam dyplom polskiej uczelni) budujac wieksze obiekty czytaja na rysunku napis ENTWURF zamiast napisu PROJEKT?

      Dlaczego nie moge znalezc ani jednego biura projektowego w Polsce ktore projektuje cos wiecej niz domek jednorodzinny i most belkowy na dwoch podporach i jest znane ze swoich projektow chocby na arenie europejskiej?

      Dlaczego w Nowym Roku bede przekladac obiecany text z dnia na dzien, bo bede go zmieniac 1000 razy zeby mial chocby maly przekaz, wiedzac jacy mistrzowie piora beda go czytac i bede musial jako mozg matematyczny z jedna komorka humanistyczna wdawac sie w kontrowersyjne rozmowy?

      Szczesliwego Nowego Roku zycze, wiecej kontrowersji, wiecej zdrowia, wiecej usmiechu.

      ps. dzis wielki dzien, stracilem kontrowersyjne dziewictwo 🙂

      • To jest klasyczna rozmowa o
        To jest klasyczna rozmowa o niebie i chlebie. Równie dobrze możesz spytać dlaczego Niemcy mają autostrady, skoro u nas jest wysoki poziom na Politechnice. Jeszcze raz powtórzę, czym innym jest poziom nauczania, a czym innym zaplecze i jakoś nie dam się przekonać, że jeden egzamin na semestr, który można zdawać 1000 razy, da się porównać z polską sesją. Jeśli mamy mówić o poziomie nauczania, to trzeba spytać nie o to, gdzie są polskie stadiony, ale dlaczego student po polskiej informatyce jest na zachodzie Bogiem. Nigdy się nie dogadamy jeśli poziom nauki będziemy mylić z zapleczem naukowym i poziomem życia. Zachodnie uczelnie nadrabiają bazą, zapleczem i nie twierdzę, że studia tam są nic nie warte, ale na pewno nie da się tego porównać z Polską.

      • Właśnie wyjaśniłeś wszystkie wątpliwości i odpowiedziałeś

         

        na zasadnicze pytanie – ile jest warty polski inżynier po nienargorszej politechnice /również polskiej/. Mam wrażenie,podparte osobistym więc jednostkowym,doświadczeniem,że to są jakby światy równoległe. Najciekawsze , że Twój dyplom z ,,jedynką" nie wzbudzi wielkiego zainteresowania w Twojej dawnej(?) ojczyźnie , bo kierownik budowy to najlepiej jak ma dyplom wyższej szkoły inżynierskiej z Zielonej Góry. Jestem przekonany,że Twoi koledzy spoglądają na Stany albo jakieś inne miejsca , prawdziwego rozwoju i postępu o których my,tutaj,mało wiemy,ale na pewno nie wzdychają do rodzinnych stron. Świat odjechał , na dodatek ekspresem,który choćby chciał to nie zatrzyma się na żadnej z naszych stacyjek – ani torów,ani dworców.

  17. Problem polega na tym, że
    Problem polega na tym, że Przyjaciel Moniki wielokrotnie w swoich wypowiedziach dodawał i ujmował, a uczelnie w Niemczech są powiązane z polityką landów i nie są tożsame, za to mogę dać głowę. Opisałem konkretny przypadek z Frankfurtu, nie mam ambicji scharakteryzowania całego szkolnictwa, ale jedno wiem na pewno, że to co napisał przyjaciel Moniki i co Ty potwierdzasz, to nie jest kompletna niemiecka rzeczywistość, tylko rzeczywistość konkretnego przykładu, Jego żony i Twojej córki.

  18. Problem polega na tym, że
    Problem polega na tym, że Przyjaciel Moniki wielokrotnie w swoich wypowiedziach dodawał i ujmował, a uczelnie w Niemczech są powiązane z polityką landów i nie są tożsame, za to mogę dać głowę. Opisałem konkretny przypadek z Frankfurtu, nie mam ambicji scharakteryzowania całego szkolnictwa, ale jedno wiem na pewno, że to co napisał przyjaciel Moniki i co Ty potwierdzasz, to nie jest kompletna niemiecka rzeczywistość, tylko rzeczywistość konkretnego przykładu, Jego żony i Twojej córki.

  19. http://www.spiegel.de/unispie
    http://www.spiegel.de/unispiegel/studium/0,1518,326940,00.html Tutaj jest link z w miarę aktualnymi opłatami za studia w Niemczech. Z tego co widzę prawidłowość jest taka, że landy zachodnie wprowadzają czesne, niektóre już od 4 lat, landy enerdowskie trzymają mają stawki do 350. Nie ma czegoś takiego jak “bezpłatne studia w Niemczech” w sensie ujednoliconego systemu. Nie mam córki, żony i sam nie studiuję, ale czytać potrafię i słuchać ludzi, którzy za studia płacą tym bardziej.

  20. http://www.spiegel.de/unispie
    http://www.spiegel.de/unispiegel/studium/0,1518,326940,00.html Tutaj jest link z w miarę aktualnymi opłatami za studia w Niemczech. Z tego co widzę prawidłowość jest taka, że landy zachodnie wprowadzają czesne, niektóre już od 4 lat, landy enerdowskie trzymają mają stawki do 350. Nie ma czegoś takiego jak “bezpłatne studia w Niemczech” w sensie ujednoliconego systemu. Nie mam córki, żony i sam nie studiuję, ale czytać potrafię i słuchać ludzi, którzy za studia płacą tym bardziej.

  21. Myślę, że Murzyna z Kolorado
    Myślę, że Murzyna z Kolorado można odczytać jako symbol ujednoliconych bezpłatnych studiów, czy też płatnych w Niemczech, ale to bardzo trzeba nie mieć innych rozsądnych argumentów. Murzyn symbolizował łatwość z jaką można się na studia dostać i rygor, czy też brak rygoru na studiach. Jestem tu chyba jedyny, który siłą rzeczy nie używa argumentów, “wiem jak jest w Niemczech”. Nie nie wiesz jak jest w Niemczech, mimo, że tam mieszkach i żona studiuję, pokazałam Ci kilka razy, że się mylisz. W dyskusji mówiłem Ci jak jest we Frankfurcie na konkretnej uczelni, a Ty mi już chyba 6 raz piszesz, że Twoja żona studiuje inaczej i dlatego studia w Niemczech są bezpłatne. Podajesz przykład żony, potem argument, że ja w Niemczech nie mieszkam i z tego ma mi się wyłonić ujednolicony system niemieckiego szkolnictwa. Nie zgadzam się z tym i to z wiedzą kilkakrotnie mniejszą od Twojej, co świadczy, że przy odrobinie chęci można dotrzeć choćby do takich informacji http://www.spiegel.de/unispiegel/studium/0,1518,326940,00.html I to są fakty, a nie opowiastki o żonie i córkach, jakie tu są najczęściej stosowane jako argument. Pisałem przede wszystkim o systemie szkolenia i wbrew temu co pochopnie zakładasz spedziłem ponad godzinę na rozmowie o tym, łącznie z reformą szkolnictwa na polska modłę, czyli licencjat/magisterium, jaka jest Niemczech szykowana. Raz piszesz, że niemiecki studia, to dzieło dla cywilizowanych, co się potrafią zdyscyplinować, teraz, że żona wyleci po jednym nie zdanym egzaminie. Czegoś podobnego nie słyszałem nigdy i od nikogo. Nie chce mi się bić już piany wokół tego, bo się nudno robi, ale irytuje mnie strasznie kiedy podaje konkretne dane, konkretne uczelnie, w konkretnym mieście, konkretne przepisy i wyroki trybunału niemieckiego, a w zamian słyszę o żonie, córce i stażu w Niemczech. Nie wiem jak studiują Wasze żony i córki, wiem ponad wszelką wątpliwość, że inaczej to wygląda w Berlinie, inaczej we Frankfurcie i tyle.

    • ponad godzinę na rozmowie spędziłeś – proszę!!
      normalnie badania przeprowadziłeś.

      A co de meritum o różnych sprawach piszecie używając słowa “płatne studia”.

      500 E za semestr to tak bardzo z grubsza koszt biletu komunikacji miejskiej na ten sam okres. Więc traktowanie tego jako opłaty za studia to takie lekkie naciąganie.

      Natomiast literalnie to fakt, chyba tylko w Polsce mamy bezpłatne studia.

      • A Ty ile spędziłeś na
        A Ty ile spędziłeś na rozmowach o niemieckim szkolnictwie? Myślę, że nawet nie pół minuty, żeby dojść do tak idiotycznych wniosków, że pobieranie czesnego za studia świadczy o tym, że studia są bezpłatne. W Polsce płaciłem 1200 za semestr płatnych studiów. 500 Euro to jest ponad 2000. Za każdym razem dyskusja ze “strażnikami dyskusji” kończy się w ten sam sposób pierdoleniem retorycznym w odpowiedzi na konkrety. Masz linki do poszczególnych landów, masz stawki, masz wyrok niemieckiego trybunału i masz protesty studentów, którzy w przeciwieństwie do Ciebie nie twierdzą, że 500 Euro to pryszcz. W zamian popisujesz się mniej lub bardziej głupawą retoryką. Gdzie w Twojej wypowiedzi jest fakt. Ja tu widzę same oceny, co Ci się wydaje tanie, a co drogie i w dodatku głupawe oceny.

  22. Myślę, że Murzyna z Kolorado
    Myślę, że Murzyna z Kolorado można odczytać jako symbol ujednoliconych bezpłatnych studiów, czy też płatnych w Niemczech, ale to bardzo trzeba nie mieć innych rozsądnych argumentów. Murzyn symbolizował łatwość z jaką można się na studia dostać i rygor, czy też brak rygoru na studiach. Jestem tu chyba jedyny, który siłą rzeczy nie używa argumentów, “wiem jak jest w Niemczech”. Nie nie wiesz jak jest w Niemczech, mimo, że tam mieszkach i żona studiuję, pokazałam Ci kilka razy, że się mylisz. W dyskusji mówiłem Ci jak jest we Frankfurcie na konkretnej uczelni, a Ty mi już chyba 6 raz piszesz, że Twoja żona studiuje inaczej i dlatego studia w Niemczech są bezpłatne. Podajesz przykład żony, potem argument, że ja w Niemczech nie mieszkam i z tego ma mi się wyłonić ujednolicony system niemieckiego szkolnictwa. Nie zgadzam się z tym i to z wiedzą kilkakrotnie mniejszą od Twojej, co świadczy, że przy odrobinie chęci można dotrzeć choćby do takich informacji http://www.spiegel.de/unispiegel/studium/0,1518,326940,00.html I to są fakty, a nie opowiastki o żonie i córkach, jakie tu są najczęściej stosowane jako argument. Pisałem przede wszystkim o systemie szkolenia i wbrew temu co pochopnie zakładasz spedziłem ponad godzinę na rozmowie o tym, łącznie z reformą szkolnictwa na polska modłę, czyli licencjat/magisterium, jaka jest Niemczech szykowana. Raz piszesz, że niemiecki studia, to dzieło dla cywilizowanych, co się potrafią zdyscyplinować, teraz, że żona wyleci po jednym nie zdanym egzaminie. Czegoś podobnego nie słyszałem nigdy i od nikogo. Nie chce mi się bić już piany wokół tego, bo się nudno robi, ale irytuje mnie strasznie kiedy podaje konkretne dane, konkretne uczelnie, w konkretnym mieście, konkretne przepisy i wyroki trybunału niemieckiego, a w zamian słyszę o żonie, córce i stażu w Niemczech. Nie wiem jak studiują Wasze żony i córki, wiem ponad wszelką wątpliwość, że inaczej to wygląda w Berlinie, inaczej we Frankfurcie i tyle.

    • ponad godzinę na rozmowie spędziłeś – proszę!!
      normalnie badania przeprowadziłeś.

      A co de meritum o różnych sprawach piszecie używając słowa “płatne studia”.

      500 E za semestr to tak bardzo z grubsza koszt biletu komunikacji miejskiej na ten sam okres. Więc traktowanie tego jako opłaty za studia to takie lekkie naciąganie.

      Natomiast literalnie to fakt, chyba tylko w Polsce mamy bezpłatne studia.

      • A Ty ile spędziłeś na
        A Ty ile spędziłeś na rozmowach o niemieckim szkolnictwie? Myślę, że nawet nie pół minuty, żeby dojść do tak idiotycznych wniosków, że pobieranie czesnego za studia świadczy o tym, że studia są bezpłatne. W Polsce płaciłem 1200 za semestr płatnych studiów. 500 Euro to jest ponad 2000. Za każdym razem dyskusja ze “strażnikami dyskusji” kończy się w ten sam sposób pierdoleniem retorycznym w odpowiedzi na konkrety. Masz linki do poszczególnych landów, masz stawki, masz wyrok niemieckiego trybunału i masz protesty studentów, którzy w przeciwieństwie do Ciebie nie twierdzą, że 500 Euro to pryszcz. W zamian popisujesz się mniej lub bardziej głupawą retoryką. Gdzie w Twojej wypowiedzi jest fakt. Ja tu widzę same oceny, co Ci się wydaje tanie, a co drogie i w dodatku głupawe oceny.

  23. Nie che mi się szukać cytatu
    Nie che mi się szukać cytatu z Ciebie, ale napisałeś mniej więcej coś takiego, że “wierz komu chcesz, ale studia w Niemczech są bezpłatne”. Nieprawda i to ewidentna, dostarczyłem Ci konkretów obalających tę tezę. Potem napisałeś, że płaci się tylko socjalnie jakieś 150 Euro za bilety tramwajowe i to jest kolejna nieprawda. Masz link do artykułu, gdzie władze Bawarii i wielu landów, po WYROKU TRYBUNAŁU, przegłosowały CZESNE. Możesz oczywiście napisać tysiąc okrągłych zdań, że 500 Euro to nie czesne, że w Polsce płaci się za zdjęcie do indeksu, a to to samo, i jak widzę znajdziesz nawet zwolenników, ale mnie się już nie chce pieprzyć o zwartości cukru w cukrze. Po wyroku w 2002 roku, w wielu landach wprowadzono opłaty za studia i to nie było związane z droższymi biletami na tramwaje, ale z furtką prawną jaką dostały uczelnie, a czy dla Ciebie 500 Euro jest dużo czy mało, to mi naprawdę wisi. Z Polski, jako niedouczony Polak, podałem Ci źródła informacji, konkretne stawki, konkretne dokumenty i akty prawne, które wprowadziły zmiany, a w zamian słyszę, że Ty jesteś Niemiec i się znasz. Kiedy pisałeś swoje bzdury o polskich realiach w przychodniach, bodaj jedna osoba Cię w końcu zapytała kiedy ostatni raz widziałeś polską przychodnię i skąd czerpiesz wiedzę. Odpowiedziałeś zabawnie, że masz wiedzę o polskich realiach, bo mieszkach przy granicy i masz rodzinę w Polsce. Wywód o studiach zacząłeś i skończyłeś na pozycji, ja tu mieszkam, ja wiem wszystko. Optykę masz rotacyjną, ja nigdy nie używałem “Twoich argumentów”, gdzie kto mieszka i co wie lepiej, słuchałem i oceniałem fakty, ale w przeciwieństwie do opłat za niemieckie studia, które, można sobie po prostu sprawdzić, nie siedząc na studiach w Niemczech, pisanie elaboratów o realiach polskiej służby zdrowia, nie tkwiąc w tych realiach, to jest dopiero zabawne opisywanie co się dzieje w Chojnowie i okolicach. 15 minut mnie kosztowało dotarcie do informacji, że od kilku lat w wyniku konkretnych wyroków, zmiany interpretacji prawa, systematycznie wprowadza się w Niemczech opłaty za studia i to są fakty, nie odczucia, o odczuciach można w nieskończoność, o faktach nie che mi się gadać na poziomie odczuć. W Niemczech są wprowadzane opłaty za studia, pojawiły się nie wyniku podwyżek cen na bilety tramwajowe, ale w wyniku konkretnych zapisów prawnych, koniec kropka. A zupełnie nawiasem mówiąc, stawka 500 Euro za semestr, to jest jakieś półtora stawki za polskie płatne studia w uczelniach komercyjnych i w zaocznym systemie na uniwersytetach.

  24. Nie che mi się szukać cytatu
    Nie che mi się szukać cytatu z Ciebie, ale napisałeś mniej więcej coś takiego, że “wierz komu chcesz, ale studia w Niemczech są bezpłatne”. Nieprawda i to ewidentna, dostarczyłem Ci konkretów obalających tę tezę. Potem napisałeś, że płaci się tylko socjalnie jakieś 150 Euro za bilety tramwajowe i to jest kolejna nieprawda. Masz link do artykułu, gdzie władze Bawarii i wielu landów, po WYROKU TRYBUNAŁU, przegłosowały CZESNE. Możesz oczywiście napisać tysiąc okrągłych zdań, że 500 Euro to nie czesne, że w Polsce płaci się za zdjęcie do indeksu, a to to samo, i jak widzę znajdziesz nawet zwolenników, ale mnie się już nie chce pieprzyć o zwartości cukru w cukrze. Po wyroku w 2002 roku, w wielu landach wprowadzono opłaty za studia i to nie było związane z droższymi biletami na tramwaje, ale z furtką prawną jaką dostały uczelnie, a czy dla Ciebie 500 Euro jest dużo czy mało, to mi naprawdę wisi. Z Polski, jako niedouczony Polak, podałem Ci źródła informacji, konkretne stawki, konkretne dokumenty i akty prawne, które wprowadziły zmiany, a w zamian słyszę, że Ty jesteś Niemiec i się znasz. Kiedy pisałeś swoje bzdury o polskich realiach w przychodniach, bodaj jedna osoba Cię w końcu zapytała kiedy ostatni raz widziałeś polską przychodnię i skąd czerpiesz wiedzę. Odpowiedziałeś zabawnie, że masz wiedzę o polskich realiach, bo mieszkach przy granicy i masz rodzinę w Polsce. Wywód o studiach zacząłeś i skończyłeś na pozycji, ja tu mieszkam, ja wiem wszystko. Optykę masz rotacyjną, ja nigdy nie używałem “Twoich argumentów”, gdzie kto mieszka i co wie lepiej, słuchałem i oceniałem fakty, ale w przeciwieństwie do opłat za niemieckie studia, które, można sobie po prostu sprawdzić, nie siedząc na studiach w Niemczech, pisanie elaboratów o realiach polskiej służby zdrowia, nie tkwiąc w tych realiach, to jest dopiero zabawne opisywanie co się dzieje w Chojnowie i okolicach. 15 minut mnie kosztowało dotarcie do informacji, że od kilku lat w wyniku konkretnych wyroków, zmiany interpretacji prawa, systematycznie wprowadza się w Niemczech opłaty za studia i to są fakty, nie odczucia, o odczuciach można w nieskończoność, o faktach nie che mi się gadać na poziomie odczuć. W Niemczech są wprowadzane opłaty za studia, pojawiły się nie wyniku podwyżek cen na bilety tramwajowe, ale w wyniku konkretnych zapisów prawnych, koniec kropka. A zupełnie nawiasem mówiąc, stawka 500 Euro za semestr, to jest jakieś półtora stawki za polskie płatne studia w uczelniach komercyjnych i w zaocznym systemie na uniwersytetach.

  25. Panowie
    Lat temu z dziesięć kupowałem samochód. Na kredyt. Oprocentowanie szumnie i dumnie w reklamach po wielokroć odtrąbione – zero procent. Aliści w umowie pojawiła się pozycja “prowizja banku”, opiewająca na sumę oscylującą gdzieś między 0,8-1% wartości kredytu. “Co to?” zapytałem. “Prowizja banku” odpowiedziała uprzejma pani sprzedawczyni. “Ale kredyt miał być zero procent?” ciągnąłem. “No i jest. To nie jest oprocentowanie kredytu, to jest prowizja banku” zakończyła temat pani.

    Szczerze powiem, że jest mi wszystko jedno, czy dowolne władze banku (landu lub uczelni) nazwą opłatę oprocentowaniem (czesnym) czy też prowizją (opłatą socjalną, za bilet miesięczny lub indeks). Się płaci, znaczy jest płatne. Oczywiście jest różnica między sumą 150 czy 350 euro a 5000 euro, ale fakt płatności nie ulega kwestii.

    Dlatego też i w PL bezpłatność nauki jest fikcją, skrupulatnie obudowywaną zastrzeżeniami i wyjątkami. Czy ktokolwiek z PT. Czytelników posiadający dzieci w wieku szkolnym nie ma w domowym budżecie stałej pozycji “wydatki na szkołę”? Jakkolwiek by to de nomine nie było określone?

    I czy cała ta dyskusja nie jest w istocie dyskusją o słowa?

    • Jest pewne różnica miedzy
      Jest pewne różnica miedzy jakimś tam nazwijmy to komitetem rodzicielskim, a czesnym, ja tę różnicę widzę. Ale też nie można prowadzić dyskusji na takim poziomie, że w wyniku konkretnych zmian w prawie niemieckim uczelnie zaczęły wprowadzać opłaty i to są fakty, a ja dalej słyszę o tramwajach i opłatach za fotografie, bo to są bzdury. Niech ktoś powie polskim rodzicom, albo tym młodym ludziom co pojechali tam za chlebem, że 500 Euro to gówno, nie opłata za studia. To jest stawka wyższa niż tą jaką się płaci w Polsce za semestr studiów zaocznych na Uniwersytecie Wrocławskim. Albo rozmawiamy o faktach, albo szpanujemy jaka kwota na kim jakie robi wrażenie. Na moich znajomych zrobiła takie wrażenie, że ich nie stać na równoczesne studiowanie i podzielili się studiami na raty. Nie twierdzę, że nie ma w Niemczech Polaków, dla których 500 Euro to śmieszna kwota, ale to są odczucia, nie realia.

      • Inna sprawa
        że koszta typu “bilet miesięczny”, albo “zniżkowe wyżywienie stołówkowe” to – przynajmniej te 15-20 lat temu – nie były koszta pojmowane jako “opłaty za studia”, w sensie wpłacane nie w dziekanacie czy tam na konto uczelni, ale w budce MPK lub biurze stołówki, jeżeli we Frankfurcie płaci się to en masse na uczelni, to w sumie może i to jest usprawnienie, ale technicznie studenta mylące, mimo że jestem przekonany, że uczelnia jako dysponent kaski tysięcy studentów jest w stanie wynegocjować lepsze ceny (lub ich obniżki, co na jedno wychodzi) u firmy żywieniowej, transportowej etc., więc może summa summarum lepiej dla studentów?

        • Tak, zawsze to opłaty lepiej
          Tak, zawsze to opłaty lepiej nazwać socjalnie i z błogosławieństwem dla studenta. Mam tylko jedno proste pytanie. Powiedzmy, że student lubi piesze wędrówki, a żarcie ma za friko od pewnej Niemki co go ślepo kocha. Czy taki szczęśliwiec, może nie płacić tej opłaty co to nie jest opłatą za studia, tylko “za bileta”? Myślę, że w ten sposób szybko zweryfikujemy za co się płaci. I jeszcze jedno, skoro w Berlinie w 2005 roku opłata była na poziomie 50 Euro, jak podaje strona, którą cytowałem, a teraz jest to 350 Euro, to znaczy, że tramwaje podrażały o 700%?

  26. Panowie
    Lat temu z dziesięć kupowałem samochód. Na kredyt. Oprocentowanie szumnie i dumnie w reklamach po wielokroć odtrąbione – zero procent. Aliści w umowie pojawiła się pozycja “prowizja banku”, opiewająca na sumę oscylującą gdzieś między 0,8-1% wartości kredytu. “Co to?” zapytałem. “Prowizja banku” odpowiedziała uprzejma pani sprzedawczyni. “Ale kredyt miał być zero procent?” ciągnąłem. “No i jest. To nie jest oprocentowanie kredytu, to jest prowizja banku” zakończyła temat pani.

    Szczerze powiem, że jest mi wszystko jedno, czy dowolne władze banku (landu lub uczelni) nazwą opłatę oprocentowaniem (czesnym) czy też prowizją (opłatą socjalną, za bilet miesięczny lub indeks). Się płaci, znaczy jest płatne. Oczywiście jest różnica między sumą 150 czy 350 euro a 5000 euro, ale fakt płatności nie ulega kwestii.

    Dlatego też i w PL bezpłatność nauki jest fikcją, skrupulatnie obudowywaną zastrzeżeniami i wyjątkami. Czy ktokolwiek z PT. Czytelników posiadający dzieci w wieku szkolnym nie ma w domowym budżecie stałej pozycji “wydatki na szkołę”? Jakkolwiek by to de nomine nie było określone?

    I czy cała ta dyskusja nie jest w istocie dyskusją o słowa?

    • Jest pewne różnica miedzy
      Jest pewne różnica miedzy jakimś tam nazwijmy to komitetem rodzicielskim, a czesnym, ja tę różnicę widzę. Ale też nie można prowadzić dyskusji na takim poziomie, że w wyniku konkretnych zmian w prawie niemieckim uczelnie zaczęły wprowadzać opłaty i to są fakty, a ja dalej słyszę o tramwajach i opłatach za fotografie, bo to są bzdury. Niech ktoś powie polskim rodzicom, albo tym młodym ludziom co pojechali tam za chlebem, że 500 Euro to gówno, nie opłata za studia. To jest stawka wyższa niż tą jaką się płaci w Polsce za semestr studiów zaocznych na Uniwersytecie Wrocławskim. Albo rozmawiamy o faktach, albo szpanujemy jaka kwota na kim jakie robi wrażenie. Na moich znajomych zrobiła takie wrażenie, że ich nie stać na równoczesne studiowanie i podzielili się studiami na raty. Nie twierdzę, że nie ma w Niemczech Polaków, dla których 500 Euro to śmieszna kwota, ale to są odczucia, nie realia.

      • Inna sprawa
        że koszta typu “bilet miesięczny”, albo “zniżkowe wyżywienie stołówkowe” to – przynajmniej te 15-20 lat temu – nie były koszta pojmowane jako “opłaty za studia”, w sensie wpłacane nie w dziekanacie czy tam na konto uczelni, ale w budce MPK lub biurze stołówki, jeżeli we Frankfurcie płaci się to en masse na uczelni, to w sumie może i to jest usprawnienie, ale technicznie studenta mylące, mimo że jestem przekonany, że uczelnia jako dysponent kaski tysięcy studentów jest w stanie wynegocjować lepsze ceny (lub ich obniżki, co na jedno wychodzi) u firmy żywieniowej, transportowej etc., więc może summa summarum lepiej dla studentów?

        • Tak, zawsze to opłaty lepiej
          Tak, zawsze to opłaty lepiej nazwać socjalnie i z błogosławieństwem dla studenta. Mam tylko jedno proste pytanie. Powiedzmy, że student lubi piesze wędrówki, a żarcie ma za friko od pewnej Niemki co go ślepo kocha. Czy taki szczęśliwiec, może nie płacić tej opłaty co to nie jest opłatą za studia, tylko “za bileta”? Myślę, że w ten sposób szybko zweryfikujemy za co się płaci. I jeszcze jedno, skoro w Berlinie w 2005 roku opłata była na poziomie 50 Euro, jak podaje strona, którą cytowałem, a teraz jest to 350 Euro, to znaczy, że tramwaje podrażały o 700%?