Reklama

Wśród wielu analityków sceny politycznej istnieje taki przykry nawyk, który polega na maniakalnej obronie własnej tezy wbrew nowym faktom, które spływają i tezę podważają. Staram się unikać tej wady i zawsze koryguję oceny, gdy fakty wyraźnie na ocenę wpływają. Wprawdzie karierę Rogalskiego przedstawiłem warunkowo, ale zdecydowanie za dużo czasu dałem mecenasowi. Rogalski dostał ode mnie tydzień na dostarczenie sensacji do salonu, dziś mogę powiedzieć, że czas minął. Warto wyjaśnić dlaczego tak się błyskawicznie stało, tym bardziej, że kilka zdań wyjaśniania będzie doskonałym wstępem do treści właściwej. Mają rację wszyscy krytycy Tuska, którzy twierdzą, że jest to osobnik mało inteligentny, ale nie mają racji radykałowie nazywający Tuska ostatnim idiotą. Tak niestety nie jest, bo między inteligencją, a głupotą znajduje się stan pośredni – cwaniactwo. Tusk inteligencją nie grzeszy, ale wrodzone cwaniactwo pozwala mu co najmniej unikać kłopotów. Właśnie z powodu cwaniactwa Tusk jest pasterzem lemingów i chociaż bardzo by się chciało, lemingiem nazwać go nie można. Tusk doskonale wyczuwa co i kiedy mu wolno, umie też uciekać przed zagrożeniem, tak też postąpił w sprawie mecenasa. Rogalski poszedł z pustymi rękami do salonu, dodatkowo puścił bąka w adwokackim środowisku i w takiej sytuacji smród mógł się roznieść w najmniej pożądanym miejscu. Z chwilą gdy z nieprzymuszonej woli rzeczniczka NRA składa wniosek o ukaranie członka palestry jest jasne, że Rogalski przegrał wszystko i Giertychem, ani Tuleyą nie zostanie. Ostatecznie przesądził o tym Tusk, bo zamiast korzystać całkowicie ominął nadarzającą się okazję, na którą rzuciły się lemingi.

Donald cwaniacko przekalkulował sobie listę strat i korzyści, z rachunku wyszedł mu jedyny poprawny wynik – uciekać od Smoleńska. Widać jak na dłoni, że skończył się czas gdy Smoleńskiem tłuczono PiS i Kaczyńskiego, teraz Smoleńsk stał się batem na PO i Tuska. Nie do pomyślenia jest, żeby z takiej gratki jak nawrócony Rogalski jeszcze rok temu nie skorzystano. Mielibyśmy „szoł” na kilka tygodni, mielibyśmy wszystko to na co rzuciły się lemingi. Kpiny z kolejnego kreta, przejrzenie na oczy, bo „każdy inteligentny” w końcu musi przejrzeć, no i przede wszystkim koniec Macierewicza oraz Kaczyńskiego w wersji 156. Tusk nie połasił się na ulubione kąski, zagryzł jęzor i słowem się nie odzywa, ponieważ doskonale wie, że każde pobudzenie tematu smoleńskiego odbije się pałką na jego grzbiecie. Pałowanie zmieniło kierunek, dziś smoleńskie kije samobije okładają Tuska i tego już się nie da odwrócić. Prócz chłodnej kalkulacji istnieją gorące emocje i pewnie wygrałby nawet z cwaniactwem, gdyby nie jeszcze jedna okoliczność paraliżująca Tuskowi jęzor i ręce. On rzecz jasna znacznie mniej mówi niż wie i z przeszłości i z tego co się dzieje w tej chwili. Muszą istnieć poważne „wątpliwości”, które nakazują Tuskowi wręcz podświadome unikanie tematu. Gdyby tylko Tusk miał w zanadrzu mocne argumenty, choćby wyniki badań na obecność „substancji wysokoenergetycznych” zrobiłby to, co robił zawsze.

Wypuściłby jakiegoś partyjnego kundelka i kazał podrażnić Kaczyńskiego albo sam by sobie taką przyjemność zafundował. Sprowokowany Kaczyński odzywa się na niewłaściwy, ale oczekiwany przez Tuska temat… i wtedy konferencja „niezależnej prokuratury” pokazuje, co też oszołomieni spiskowcy z PiS znów wymyślili. Ten scenariusz był przerabiany tyle razy, że każdy element schematu zaangażowani obserwatorzy polskiej polityki znają na pamięć. Jeśli pierwszy etap scenariusza wykłada się na łopatki, jest więcej niż pewne, że Tusk nie ma argumentów do dalszych elementów scenariusza. Istnieje też duże prawdopodobieństwo, że role nieco się pozamieniały. Paraliż Donalda może wynikać z obaw, że to Kaczora prawnicy i zespół naukowców idzie w idealnym kierunku, dzięki czemu zyskali wiele argumentów, które trzymają w zanadrzu, czekając na reakcje Tuska. Wszelkiego typu zgadywanki maja sens tylko wówczas, gdy zawierają bodaj skrawki przesłanek. Zachowanie Tuska, które stoi w absolutnej sprzeczności do zachowania i oczekiwań lemingów, nie jest przesłanką, ale symptomem tak wyraźnym, że zgadywanie staje się mocną hipotezą. Tusk jest defensywie nastawiony, żeby nie powiedzieć, że się chowa po kątach, bo nie tylko Smoleńsk paraliżuje, Tuskobus też nie wyjeżdża z garażu – „prace trwają”.

Tak się zachowuje cwaniak, który wie, że stracił potencjał pozwalający na ofensywę, tak się zachowuje cwaniak, który chce przetrwać za wszelką cenę. Na co czeka i liczy Tusk? Nie wiem, tutaj można przywołać znane diagnozy, jednak żadna z nich nie niesie za sobą nowych przesłanek. Ucieczka do UE, ucieczka w mniejszą PO, ale pod pełną kontrolą Donalda, ucieczka w jakieś międzynarodowe doradztwo biznesowe za solidną kasę. Wokół tych trzech ucieczek Tusk może się koncentrować i pewnie się koncentruje, bo trzeciej kadencji nie będzie, a wyjście ewakuacyjne do pałacu prezydenckiego sam sobie głupotą, która wyparła cwaniactwo zatarasował. Dziś faworytem lepszego towarzycha jest Komorowski, wystarczająco ubezwłasnowolniony intelektualnie i umoczony w WSI, aby się idealnie nadawał na szefa kukiełek. Radykalna zmiana w relacjach Tuska i Komorowskiego również o tym świadczy, Donald już nie kpi z Bronka, to Bronek patrzy z politowaniem na Donalda. Tacy jak Tusk nie są lemingami, to cwaniacy, on w każdym wariancie wyląduje na cztery łapy, ma swoje zasługi dla podtrzymania interesów rodziny. Nigdy nie podskoczył, robił i robi co mu się każe, dlatego krzywdy nie zazna, bo krzywda Tuska mogłaby spłoszyć następne kukiełki, a ktoś łapkami na sznurkach do kamer musi machać. Tusk mym pasterzem – tyle leming powinien sobie powtarzać przed posłaniem łóżka na skarpie. Lemingi pójdą na dno, Donald wypłynie. Gdzie? Tam gdzie go wyrzucą prądy, on sam nie wie gdzie.

Reklama

4 KOMENTARZE

  1. Na co czeka i liczy Tusk?
    W krótkiej perspektywie liczy na dwie bramki Lewego na Wembley, asystę Błaszczykowskiego i powstrzymanie Ribery'ego przez Piszczka. To byłby SUKCES partii obywatelskiej, wszak menedżerem RL jest poseł PO. W dalszej perpektywie Tusk liczy na dobrą pogodę i grillowanie Polaków, a latem na zaproszenie na wesele Roberta Lewandowskiego (ach żeby ten Lewy zapakował te dwie bramy Bayernowi myśli sobie Donek). Tusk będzie na finale LM (przywódca kraju, którego zespół nie gra ani nie jest gospodarzem to chyba będzie ewenement) i chyba każdy wie, że to dla niego najważniejsza sprawa.
    Na co poza tym liczy Tusk? Na to, że dwumiesięczne odleżenie próbek w Moskwie zrobiło swoje.

  2. Na co czeka i liczy Tusk?
    W krótkiej perspektywie liczy na dwie bramki Lewego na Wembley, asystę Błaszczykowskiego i powstrzymanie Ribery'ego przez Piszczka. To byłby SUKCES partii obywatelskiej, wszak menedżerem RL jest poseł PO. W dalszej perpektywie Tusk liczy na dobrą pogodę i grillowanie Polaków, a latem na zaproszenie na wesele Roberta Lewandowskiego (ach żeby ten Lewy zapakował te dwie bramy Bayernowi myśli sobie Donek). Tusk będzie na finale LM (przywódca kraju, którego zespół nie gra ani nie jest gospodarzem to chyba będzie ewenement) i chyba każdy wie, że to dla niego najważniejsza sprawa.
    Na co poza tym liczy Tusk? Na to, że dwumiesięczne odleżenie próbek w Moskwie zrobiło swoje.

  3. dostanie jakaś fundację, albo nie
    Mnie również Tusk jakoś fascynuje.
    Skąd oni go wytrzasnęli? Niema porządnych ubeckich korzeni, za mlody żeby załapac się na czasy prawdziwej opozycji, więc dlaczego akurat On?
    To nie Komorowski, hodowany na przyszłego prezydenta już od początku stanu wojennego.
    Chyba po prostu był towarzyski, pił z wlaściwymi ludzmi którzy zdecydowali że nadaje się na twarz nowej, fajnej Polski.
    Palikot pisze, że z Tuskiem wspaniale dyskutowało się o gatunkach win, zaś polityka męczyła go i nudziła.
    Wyszczekany, sympatyczny, zostawiajacy poważne sprawy innym.
    Idealny premier dla podbitego kraju.
    Tyle, że gdy się zużyje, to dupa blada. Wywalą bez litości, bo nic nie wie, nic nie wygada.

  4. dostanie jakaś fundację, albo nie
    Mnie również Tusk jakoś fascynuje.
    Skąd oni go wytrzasnęli? Niema porządnych ubeckich korzeni, za mlody żeby załapac się na czasy prawdziwej opozycji, więc dlaczego akurat On?
    To nie Komorowski, hodowany na przyszłego prezydenta już od początku stanu wojennego.
    Chyba po prostu był towarzyski, pił z wlaściwymi ludzmi którzy zdecydowali że nadaje się na twarz nowej, fajnej Polski.
    Palikot pisze, że z Tuskiem wspaniale dyskutowało się o gatunkach win, zaś polityka męczyła go i nudziła.
    Wyszczekany, sympatyczny, zostawiajacy poważne sprawy innym.
    Idealny premier dla podbitego kraju.
    Tyle, że gdy się zużyje, to dupa blada. Wywalą bez litości, bo nic nie wie, nic nie wygada.