UPA



share

Jedną z najpodlejszych technik propagandowych jest budowanie generalizacji poprzez incydent. Technika przez cała lata była stosowana przez Michnika i sama w sobie jest niezawodna. Polega to na bardzo prostym, właściwie prymitywnym zabiegu, który można nazwać wyłapywaniem czarnej owcy. Tym sposobem można się bawić w nieskończoność w polowanie na antysemityzm, czy inną ksenofobię. Nie ma możliwości, aby w populacji o wielkości kilkudziesięciu milionów ludzi nie znalazł się oszust, idiota, złodziej, w końcu morderca. Statystyka nie zna litości i człowiek, który nie ukończył jednej klasy szkoły podstawowej, ale poznał trochę życia wie, że napisy na miejskich szaletach „Żydzi do gazu” będą się pojawiać zawsze.



share

Cała moja rodzina to repatrianci, przyjechali do Polski z Ukrainy, tuż po wojnie, z wyjątkiem dziadka, który przyjechał nieco później, z Niemiec, gdzie był na przymusowych robotach i w obozie pracy. Od dziecka, takiego, które się teraz nie kwalifikuje do szkoły, z powodu niewyobrażalnego stresu, słyszałem w rozmowach dziadków i rodziców te same historie. Opowieści dziadka i babci zawsze zaczynały się i kończyły w ten sam sposób. „Za Polski jeden drugiemu pomagał, chleb piekli dla siebie i biednego…” – taki był początek. „Nie chcę tam wracać, nie chcę tego więcej widzieć” – tak brzmiał koniec historii. A co było w środku? Nim napiszę co było w środku, poczynię kilka uwag wstępnych. Zawsze tępiłem argumentację, która posiłkując się jednostkowym przykładem stara się zilustrować zjawiska powszechne.