SN



share

Zaledwie wczoraj popełniłem felieton, który już dziś nabrał pełnej mocy sprawczej. Nie był to jakiś wielki wyczyn, ustawienie tematu „kasty” jako osi prezydenckiej kampanii wyborczej nie grzeszy szczególną oryginalnością, ale stało się faktem. Przemówienie Andrzeja Dudy w Zwoleniu zrobiło prawdziwą furorę i spodobało się najbardziej wymagającemu elektoratowi, o co tak łatwo nie jest. Bardzo długo wielu zawiedzionych wyborców pamiętało o wetach „sądowniczych” i krzyczało, że nigdy więcej „ten zdrajca” głosu nie dostanie. Opadły emocje, a raczej przyszły nowe i wszystko zaczęło się zmieniać na korzyść Andrzeja Dudy.



share

Pierwszym sukcesem na tym froncie jest to, że nie muszę umieszczać kasty w cudzysłowie, wystarczy napisać kasta i wszyscy wiedzą o jaką kastę chodzi. Nie bagatelizowałbym tego sukcesu, bo tak się wygrywa wojny psychologiczne, kto wprowadzi do powszechnego obiegu jakieś słowo lub frazę, ten wygrywa. Przykładów jest wiele, pierwsze z brzegu: „ośmiorniczki”, „Donald matole, twój rząd obalą kibole”, po drugiej stronie „Misiewicze”, „zadzwońcie do Banasia” i tak dalej. Proszę zwrócić uwagę, że we wszystkich przypadkach nie udało się „odwrócić narracji”, taka jest siła słów, które stają się słowami powtarzanymi przez ludzi. Kasta zdecydowanie do tej grupy należy i tak prawdę mówiąc o drugim członie „nadzwyczajna” często ludzie zapominają lub mylą z innym słowem „najwyższa”.



share

Wstałem późno, jak Jarosław Kaczyński w stanie wojennym i musiałem nadrabiać informacyjne zaległości. Przywitały mnie komunikaty medialne TVN24 mniej więcej na poziomie stanu wojennego, co pozwoliło w ciemno postawić tezę, że rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej. Tak też zrobiłem i zaczął się dokopywać do źródeł, aby zorientować się skąd to podniecenie wyrażone ostatnią nadzieją i rzutem na taśmę „liberalnej demokracji”. Nic nowego pod słońcem, same psychologiczne suchary.

Strony