narody



share

Jeśli mam być szczery, jak zawsze, to w ogóle nie mam ochoty na pisanie o francuskich wyborach prezydenckich. Temat jest nudny i przerabiany na wszystkich portalach, ale postaram się znaleźć nową perspektywę, która pozwoli przetrwać Czytelnikom i autorowi. Jeszcze przed pierwszą turą było jasne, że we Francji trwa walka o dominację w ramach kondominium. Na wygraną mieli szansę wyłącznie kandydaci Niemiec i tutaj Macron wcale nie był jedyny, równie dobrze nadawał się Fillon albo kandydaci radzieccy, gdzie również Francuzi mieli do wyboru dwie wersje: narodową Le Pen i komunistyczną Melenchon. Posiadając tę minimalna wiedzę nie potrzeba większych analiz, żeby dojść do jednego słusznego wniosku – Francja to kolonia.



share

Na świecie nic się nie zmienia narody przetrwają, zbieranina zginie. Być może, a nawet na pewno ktoś się znów zbulwersuje i doniesie komu trzeba, ale mnie powtarzalne sensacje o zamachach i tolerancyjnej imigracji zwyczajnie śmieszną. Nie potrafię wydobyć z siebie skrawka empatii dla ofiar i zupełnie nie czuje się oburzony fanatyzmem… fanatyków. Trudno o jakiekolwiek emocje, gdy wszystko jest do bólu przewidywalne i na głupotę dalej nie wynaleziono lekarstwa. Bezradność zawsze wywołuje niekontrolowane reakcje i mnie akurat śmiech dopadł. Obecna sytuacja w Europie, ale też i w USA to istna komedia, choć przyznaję, że w finale mało śmieszna. Na czym polega dowcip? Wystarczy cofnąć się o sekundę w dziejach ludzkości, czyli o 80 lat, aby zobaczyć, że III Rzesza i ZSRR wymordowały do spółki jakieś 100 milionów „istnień”, czego zresztą do dziś się specjaliści doliczyć nie potrafią.