jedność



share

Wystarczy intuicja, pozbawiona jakiejkolwiek wiedzy, aby z dyżurnego apelu o jedność w narodzie wyczytać nie tylko fałsz, ale ewidentną prowokację. Cóż takiego kryje się pod fałszywą jednością? Relatywizm pozwalający prowadzić niekończącą się polityczną grę, w której rozdający karty nie mogą przegrać. Nie dzielmy Polaków brzmi pięknie i przy tym nakłada knebel. Kto odważy się powiedzieć, że Polaków trzeba podzielić? Po przejściu pierwszego etapu braku podziałów, dodaje się następne, bardziej szczegółowe, na przykład nie dzielmy na lepszych i gorszych. Z tą chwilą każdy brak podziałów jest dopuszczalny, od tych całkiem niewinnych, na Polaków ze Szczecina i Polaków z Suwałk, aż po cel całej operacji.



share

W stwierdzeniu, że Jarosław Kaczyński w ciągu miesiąca zmobilizował całą opozycję i postawił w jednym szeregu z „antykaczystowskim” elektoratem, jest prawdą i tylko prawda. Tylko, co z tej prawdy, poza oczywistością ma wynikać? Jest rzeczą naturalną, że rewolucja wyrzucająca ze strefy wpływów uprzywilejowane dotąd kliki, musi skutkować zjednoczeniem ponad podziałami. Nie pójdzie PSL przeciw PO, skoro jednym i drugim grożą wyroki sądów, a utrata stanowisk i ciężkiej kasy to już z całą pewnością. Czy Petru z bankierami i lobbystami poprze PiS, które chce ich mocodawców potratować podatkami i odciąć od dojenia Polski? Jedynie ktoś mało przytomny poczuł się zaskoczony tym, co się w Polsce w ciągu ostatniego miesiąca stało.