Ciamajdan



share

Gdy się śledzi relacje z coraz bardziej skromnych protestów, na których stawiają się wyłącznie weteranki z pułku „wściekłych macic”, to jedno rzuca się w oczy od razu. Od co najmniej tygodnia wrogiem numer jeden tych lewackich hord nie jest PiS i Kaczyński, ale policjanci. Prawidłowość jest taka, że im bardziej rewolucja dogorywa, tym bardziej media pompują trupa. Wcześniej mieliśmy protesty pod domem Jarosława Kaczyńskiego na Żoliborzu, serię ataków na Julię Przyłębską, Krystyną Pawłowicz i wielu znienawidzonych polityków prawicowych. Dziś to wygląda zupełnie inaczej, media non stop pokazują dramatyczne wydarzenia po interwencji policji, zatem cofnijmy się na chwilę do początku rewolucyjnej farsy i przypomnijmy sobie, jak to się zaczęło.



share

I właściwie byłoby na tyle, jeśli chodzi o nowy pomysł na „ulica i zagranica”, no ale uporządkujmy to, bo w wymiarze społecznym znów mamy dość prostą socjotechnikę i dlatego ta socjotechnika działa na masy pracujące miast i wsi. Po pierwsze nie tylko rząd działa spontanicznie i jak usłyszy w TVN, że trzeba zamknąć plaże we Władysławowie to je zamknie albo podzieli na strefy żółte i czerwone. Opozycja działa w jeszcze w większej spontaniczności i mogę się szczerze uśmiać ze wszystkich publikacji w „niepokornych mediach”, gdzie powielane są schematy o Sorosu, który to misternie zaplanował piątkową rewolucję w Wraszawie. Soros i nikt inny niczego nie planował, wojna ideologiczna po prostu jest faktem, a w ostatnich dniach jesteśmy świadkami kolejnej bitwy, czy raczej partyzanckiej akcji.



share

Zacznę od krótkiego podsumowania dotychczasowej serii błędów, aby pokazać do jakiej rzeki drugi raz nie wchodzić. Obecny stan rzeczy PiS zawdzięcza wyłącznie sobie, idiotyczna „strategia” polegająca na jednoczesnym przerażaniu Polaków „zarazą” i parciem do wyborów korespondencyjnych 10 maja, musiała się zakończyć katastrofą. Drugim błędem było oddanie inicjatywy opozycji i Gowinowi, chociaż rozum podpowiadał, że nie ma bezpieczniejszego rozwiązania niż wprowadzenie na jeden dzień stanu nadzwyczajnego, co oddawało wszystkie narzędzia rządowi, ewentualnie w części prezydentowi.

Strony