fbpx

Wszystko, każde zdanie, każde słowo, przecinek i kropka zgadza się co do milimetra z prognozą prostego chłopa z Biskupina. Gdy akwizytorzy i „eksperci” krzyczeli, że największy problem będzie we „wschodnim ciemnogrodzie”, pisałem spokojnie, że stanie się dokładnie odwrotnie i to pomimo wulgarnych manipulacji, jakie niewątpliwe nastąpią. Wystarczy pobieżna znajomość metod propagandowych, jakie używają chłopcy i dziewczęta z grupy Adama N., aby bez pudła przewidzieć najbliższą przyszłość. Kiedyś za całe zło odpowiadały wesela góralskie, wcześniej górnicy i zawsze jakiś przypadkowy klient, jeden na 100 000, który gdzieś w Pułtusku wszedł do „Biedronki” nie dbając o siebie i innych. Od tej „troski” indywidualnej i zbiorowej miały nas uwolnić cudowne napoje zamrożone do temperatury – 70 C.

Dziś już prawie nikt nie pamięta, że takie obietnice padały, za to zmieniono, czy raczej uzupełniono kierunki nagonki. Teraz za wszystko, co złe i najgorsze mają odpowiadać wszyscy, którzy nie chcą pić syropu, a ponieważ tak się złożyło, że gównie we wschodnich obszarach Polski żyją mądrzy ludzie, to łatwo było wskazać czarownice. Polowanie zaczęło się natychmiast, jak tylko ruszył sezon i było po kilkaset przypadków. W takich warunkach można w dowolny sposób manipulować danymi i broń Boże nie mówić o konkretach. W ten sposób powstały nowe pojęcia statystyczne: „zdecydowana większość”, „w większości”, „głównie”, „niemal wszyscy”, „problem dotyczy w zasadzie jednej grupy”. Za tymi hasełkami szły sztucznie podkręcane liczby dla konkretnych województw i taki obraz utrzymałby się długo, ale jest jeden czynnik, o którym Adam N. non stop zapomina – życie, po prostu życie. Było jasne, że takie zabawy udają się przy 1000 przypadków, ale przy 20 000 nikt nad tym nie zapanuje i rzeczywisty obraz sytuacji wcześniej niż pójdzie sam się ujawni. Tak też się stało, w pierwszej dziesiątce województw już tylko jedno lubelskie robi za czarownicę, ale tam doszło do wyjątkowego natężenia testów, przy każdej możliwej okazji.

Andrusiewicz zwyczajem propagandowym mamrocze coś o tym, że województwa wschodnie mają teraz mniejszą liczbę przypadków, bo tam szczyt fali minął. Jednocześnie Adam N. zapowiada szczyt fali na przełom listopada i grudnia, oczywiście mówią o najnowszej „prognozie”, wcześniejsze mówiły nawet o wrześniu, potem nastąpiła cała seria korekt. Nic się w tej propagandowej mowie trawie nie zgadza, z tego prostego względu, że ciągle bronione są dwa bastiony. Po pierwsze dawno pokonalibyśmy mikroba, ale ludzie są wyjątkowo nieodpowiedzialni i marnują cały wysiłek władzy. Po drugie do świętej szmatki dołączył święty syrop i jeśli tylko jedno połączy się z drugim to otrzymamy życie wieczne. Rzeczywistość rozjechała się z deklaracjami propagandystów i każda kolejna próba wciskania ludziom ciemnoty, co się cynicznie nazywa „edukowaniem społeczeństwa”, sprawia, że najmniej połowa Polaków nie chce mieć z tym cyrkiem nic wspólnego. Pierwsza dziesiątka województw z największymi liczbami przypadków, które z wyjątkiem lubelskiego, są też na czele konsumujących syrop, warta jest więcej niż 1000 słów.

Na każdy kroku widać, że plany i propaganda Adama N. idą swoją drogą, a życie i rzeczywistość swoją. Dwa z trzech województw, które miały być ofiarami działań technokraty bez pojęcia o zwykłym ludzkim życiu, zajmują ostatnie miejsca w tabeli. Co więcej liderzy syropowi, jak Wielkopolska, zaczynają gonić mazowieckie, które od tygodni znajduje się na samym szczycie przypadków. Kto by pomyślał? Każdy kto chociaż przez chwilę pomyślał i ani przez sekundę nie brał na poważnie bredni wypowiadanych przez centralny ośrodek propagandowy. Napisałbym, że to kolejna porażka, ale to jest za słabe słowo, mamy do czynienia z absolutną klęską Adama N., o której myślący ludzie ze szczegółami pisali od dawna. Stało się tak jak się musiało stać, ale to jeszcze nie koniec, lada moment ujawni się następna oczywistość, czyli respiratory i zachorowania pod 50% wśród konsumentów syropu.