fbpx

Rozbawiłem się setnie, bo rzadko co mnie bawi bardziej niż homilie w wykonaniu wyznawców dwóch bożków: nihilizmu i relatywizmu. Cały katalog „wartości” zwala się na glebę jak domek z kart, gdy tylko tknąć świętych żywotów żydowskich, które święte są z genetycznej i nacjonalistycznej zasady. Podobne skecze zwykle przebiegają według jednego scenariusza, a mianowicie kpiny ze „spisków żydowskich” i tego wypchanego po brzegi arsenału dyżurnych dowcipów o masonach i cyklistach. Andrzej Morozowski przeskoczył sztampę i poleciał dalej niż Małysz, jakże pięknym argumentem – Wildstein też jest Żydem i jego starzy również byli komuchami. Kto nie wierzy, że doszło do takiej spowiedzi Morozowskiego, może sprawdzić słowo po słowie w wiadomej gazecie, która rzecz jasna z cyklistami i masonami nie ma nic wspólnego. Ubaw po pachy i już na starcie trzeba sobie postawić dwa pytania. Skąd, na miły Bóg, Mrozowski wie kim byli rodzice Wildsteina, skoro jest to przedstawiciel wyższej kultury lewicowej, gardzącej, brzydzącej się i zwalczającej haniebny proceder grzebania w genach? Skąd pan nihilista relatywny wie, że jakiś tam prawicowy oszołom jest Żydem i w dodatku nie takim zwykłym, ale genetyczną żydokomuną? Drugie pytanie jest jeszcze ciekawsze. Czy takie zachowanie, no dobra jestem Żydem, ale Wildstein to też Żyd, nie definiuje przypadkiem pana Mrozowskiego jednym znanym słowem – szmalcownik? Na mój rozum definiuje i to jak w Mordkę strzelił, przecież Morozowski zakapował Wildsteina dla kasy, dla obrony swojej pozycji zawodowej. Dwie „typowo polskie” cechy zebrały się w redaktorze Mrozowskim, obie bardzo brzydkie: grzebanie w życiorysach i szmalcownictwo”.

Ciągnąc występ kabaretowy i serię bolesnych pytań warto się zastanowić nad jeszcze jedną ciekawostką. Niezwykle mnie interesuje, czy w razie podkręcenia polityki miłości do poziomu sadyzmu, pan Morozowski przechowa pana Wildsteina w stodole? Czy też będzie pan Morozowski niczym ta hołota z najbardziej tępymi gębami, jakie udało się charakteryzatorowi w „Pokłosiu” upudrować, z którą biedny Maciej Stuhr musiał walczyć, aż mu „pejsy wypadły”? Dobrze, pożartowaliśmy sobie, a teraz poważnie i jeszcze raz o normalności, którą się usiłuje zatłuc szowinizmem, w tym wypadku żydowskim. Problem, jaki mają Polacy z panem Morozowskim, nie wynika z faktu, że dziadek Morozowskiego był Juda, który spłodził Mordechaja albo też odwrotnie. Problem polega na tym, że pan Morozowski swego czasu dostał od kolegów redaktorów po garbie „typowo polską zawiścią i małostkowością”, gdy zrobił reportaż z kolegą Sekielskim o tym jak minister Drzewiecki pił szampana i tłukł żonę w USA. Problem polega na tym, że pan Morozowski rozpływał się w ohydnych frazesach, powtarzanych za żydowskim nacjonalistą Grossem i razem z nim zrzucał grzechy nie ojców na dzieci, ale pradziadów na prawnuków metaforycznie podpalających stodołę w Jedwabnem. Gdy się pan Morozowski rozpływał, zaraz dodawał: „my Polacy, powinniśmy spojrzeć w lustro i rozliczyć się z mroczną przeszłością”. Takie, stare jak świat, problemy mam z panem Morozowskim, Wojewódzkim i całą resztą, która czuje się Polakami, o ile Polaków jest okazja zgnoić i natychmiast zasłaniają się żydostwem, gdy się spotykają z krytyką. Poważny, w ostatnim wieku, prawie nierozstrzygalny problem.

Może ktoś mi pomoże i rozwikła zagadkę stosunków polsko-żydowskich. Jeśli pan Mrozowski grzebie w życiorysie Wildsteina albo w życiu prywatnym Drzewieckiego, to on jest „typowo polski”, czy też „typowo żydowski”? Gdy pan Mrozowski mówi, że „my Polacy musimy siebie samych uznać za tępe bydło antysemickie z gębą Jajca al’a Pokłosie”, to się zachowuje jak typowy Polak, czy typowy Żyd i kim w ogóle jest w trakcie tej pokutnej homilii? Przemawia do mnie ksiądz, czy rabin? Albo taka proza życia, pan Mrozowski się upił w bawarskiej knajpie i narobił awantury jak „typowy Polak” Rokita w samolocie. Do jakiej rubryki wpisać podobny incydent? Wiadomo, Polacy to pijaki i zakompleksieni ułani? A może do rubryki, ech ci Żydzi, to się zawsze zachowuje jak bydło. Panie Morozowski, mnie jest ganz egal, kto pan jesteś, Juda czy Andrzej, Mordechaj, czy Morozowski, ale zdecyduj się pan śmiało i trzymaj wyboru konsekwentnie, a pan lecisz klasyką talmudyczną. Kiedy się spijesz to rżniesz Polaka, gdy dostaniesz po tyłku, całkiem słusznie, za wiadra sików, jakie na Polaków wylewasz, zaraz się przekuwasz na ofiarę żydowskiej nagonki, a dla śmiechu z sanek Wildsteina wyrzucasz. Tego nie zniesie żaden Polak, Niemiec, Francuz, Eskimos i z tej przyczyny przez kilka tysięcy lat ta sama komedia w wielu aktach się toczy, z tej przyczyny Żydzi miejsca zagrzać nie mogą. Jak ty sobie Morozowski nasze relacje wyobrażasz, ty będziesz na mnie pluł „antysemitą”, a ja ci podziękuję, żeś Polak jakich mało?

Niech mowa twoja, Morozowski, będzie tak, tak, nie, nie, co się współcześnie fair play i poszanowanie odmienności nazywa. Na takie rotacje między cnotami żydowskimi i polskimi grzechami, które z nacjonalistą Grossem firmujesz, zgody nie ma. W smutnej konsekwencji życiorysy będą przeczesane, bo jak inaczej się bronić przed żydowskimi oszczerstwami wypowiadanymi przez „nas Polaków”? Pan sobie możesz być Tatar, Indianin, Palestyńczyk i nawet Wildstein, byle nie relatywny nihilista, który człapie na ambonę i głosi: „Polaku wstydź się boś typowo polski i ja ci to mówię, Polak z krwi i kości Mordechaja”. Fair play panie Morozowski i cała reszto relatywnych nihilistów. Żyd – Żyd, Polak – Polak, cnoty i grzechy na swoje kupki, do swoich rubryk. Życiorysy żydowskie tyle mnie zajmują ile się właściciele życiorysów pierworodnymi grzechami moich prawnuków nie mogą nasycić. Żaden Morozowski z żadnym Lisem nie będzie mnie cenzurował i dyscyplinował „antysemityzmem”, żaden Michnik nie będzie mi wtykał gaśnicy do rąk, abym stodołę za pradziadów ugasił. Co ja mogę poradzić, że Żydzi jak każdy inny naród zbudowany jest z porządnych i podłych, małych i wielkich, Grossów i Bieleckich? Nic nie poradzę i nikt nie poradzi, w każdym razie jedno jest pewne. Wielcy i porządni Żydzi zawsze przedstawiali się dumnie jako synowie swojego narodu. Mali żydowscy ideolodzy udają kaznodziejów bezpaństwowców i sierotki, którym tatusiowie z mamusiami nie przekazali żadnych paciorków i nawyków nawet, tylko bajeczkę o tym, że dzieci rodzą się w bezgrzesznej kapuście.

PS Co robi Meller za plecami Morozowskiego? Lis wrzucił wszystkich Żydów do jednego worka, na zasadzie Żyd, to Żyd? Straszny antysemityzm – skrajny, wszak śp. ojciec Mellera, był „pisowskim faszystą”, przynajmniej przez chwilę. Czy, którykolwiek „prawicowy publicysta” zlustrował Mellera i położył na tej samej półce, gdzie leży i kwiczy Morozowski? Chętnie poznam źródła, bo za cholerę nie kojarzę „antysemickiej” nagonki w wykonaniu „pisowskich faszystów”, ani na ojca, ani na samego Mellera.