fbpx

Nie lubię powoływać się na fałszywą formułę, która głosi, że fuszerki trzymają się najlepiej, ale czasami ta formuła się w życiu potwierdza, a szczególnie w polityce. PiS miał sześć lat, żeby uporządkować sprawy związane z najszerzej pojętym sądownictwem i chociaż nie wszystko tu się udało, czy jak kto woli, niewiele się udało, to akurat za te działania mam najmniej pretensji do Kaczyńskiego i reszty? Dlaczego? Ano dlatego, że widziałem to wszystko z bliska i to wiele razy, co pozwala na realną ocenę stanu rzeczy. Gdy czytałem o opcji „wszyscy won”, wiedziałem, że piszą o tej fantasmagorii ludzie, którzy nigdy nie byli w sądzie albo byli i po tej przygodzie stracili zdolność do trzeźwego myślenia. O ile sam opcja wszyscy won w teorii jest do wykonania, o tyle uzupełnienie kadr to czysta fikcja.

Sędziego da się przekupić, ale kupić, to zupełnie inna sprawa. Na półkach w hipermarketach sędziowie nie leżą i nie jest to również zawód, który cieszyłby się nadmiarem podaży, raczej cały czas mamy problem z ograniczonym popytem. Sędziowie kończą te same studia, co mecenasi i główna różnica polega na tym, że mecenas na Mercedesa zarobi w kilka miesięcy, natomiast sędziemu potrzeba kilkunastu lat. Siłą rzeczy do zawodu garną się głównie tacy, którzy nie są wybitnymi studentami i nie mają rodziców mecenasów. Naturalnie pojawiają się ideowcy i tym samym szlachetne wyjątki, sam takich widziałem, niemniej to jest zdecydowana mniejszość. Cała reforma sądownictwa rozbija się o jeden zasadniczy problem, praktycznie nie do pokonania – kadry. Sędziego szkoli się minimum 8 lat, bo zaraz po studiach nikt sędzią nie zostaje, trzeba jeszcze odbębnić trzy lata w roli asesora. Był taki pomysł, aby asesorom dać uprawnienia sędziów od samego początku, miał to wypełnić dziurę kadrową, ale nic z tego nie wyszło. W sumie chyba i dobrze, nie tak trudno sobie wyobrazić jaką wiedzę praktyczną ma student, czy asesor po roku praktyki. Tak, czy inaczej, wracamy do punku wyjścia i znów kadry stają się problemem numer jeden.

Najnowszy pomysł PiS dotyczący spłaszczenia struktury sądowniczej, z prostej przyczyny jest pomysłem bardzo dobrym. Redukcja ma uderzyć w sądy apelacyjne, a tam, nie tylko w mojej ocenie, gnieździ się największa patologia. Pewnym jest też, że taka głęboka zmiana wywoła po pierwsze sprzeciw „środowiska”, po drugie jeden wielki chaos, który potrwa dłuższy czas. Obie informacje, wbrew pozorom są dobre. Do rutynowych i w 99% żałosnych protestów sędziów zdążyliśmy się przyzwyczaić, innymi słowy to się doszczętnie zużyło. Natomiast chaos to ta sławetna fuszerka, która się potrafi trzymać w nieskończoność. Kadr nie da się zmienić pstryknięciem palców, czy czarodziejską różdżką, pozostaje mieszanie w kadrach i permanentny stan niepewności. Nic więcej tylko skamieniały układ w sądach i zabetonowane ścieżki awansu, gwarantowane przez samo środowisko, sprawiły, że sędziowie przez lata czuli się nietykalni i śmiali się z wymiaru sprawiedliwości, nie wyłączając takich okoliczności, w których popełniali pospolite przestępstwa. Zamieszanie w tym tyglu, aż do poziomu długotrwałego chaosu, to jedyna metoda na zmiany.

Doskonale zdaję sobie sprawę, jak to brzmi i jak daleko stoi od solidnej, zaplanowanej roboty, ale jeszcze raz powtórzę, że znam sądy z praktyki i żadna inna opcja nie zadziała. Niech sobie PiS miesza w sądach, gdzie czyni najmniejsze szkody, a czasami zrobi coś pożytecznego. Każdy ruch zmieniający skostniały układ powiązań strukturalnych i personalnych, będzie działał na korzyść „zwykłego obywatela”. W ostatnim czasie dzieje się tyle, że nie wiadomo, co jest intencją, co przykrywką i to też daje nowe możliwości robienia porządków tam, gdzie opór i histeryczne reakcje na każdą najmniejszą zmianę, ujawniały jak stary układ desperacko broni swoich pozycji. Wieczna reforma sądownictwa mi nie przeszkadza, ponieważ w tym chaosie widzę metodę na taki zakres zmian, jaki realnie jest do osiągnięcia. Dodatkowo aktualny pomysł Ziobro odnoszący się do likwidacji sądów apelacyjnych i redukcji Sądu Najwyższego z definicji możne przynieść tylko korzyści, bo na pewno nie zaszkodzi pogonienie najwyżej postawionych bossów układu.