fbpx

Ostatni tydzień mam pod znakiem, kaszlania, prychania i gorączki. Rodzina solidarnie podzieliła się objawami, Babcia i Mama mają gorączkę, a ja i Żona z zapaleniem gardła kaszlemy bezgorączkowo. Sam unikam lekarzy jak mogę, jeszcze na długo przed paranoją tak miałem i nikogo nie chcę do podobnych praktyk namawiać, po prostu nie lubię i dopiero wtedy, gdy nie mam wyjścia, to mnie rodzina zaciąga. Reszta rodziny też miłością do lekarzy nie pała, ale częściej pojawia się w ośrodkach i gabinetach. Parę dni temu zawiozłem do wiejskiego ośrodka zdrowia 95-letnią Babcię, z klasycznymi objawami grypowymi, w tym gorączka. Babcię przyjął mody lekarz bez żadnych gadżetów na twarzy i podszedł do wizyty w sposób szczególny.

Babcia pochodzi spod Lwowa i rodzina lekarza też, to siłą rzeczy nawiązała się naturalna więź. Diagnoza lekarza to oczywiście grypa, dodatkowo powiedział, że gorączka w tym wieku jest błogosławieństwem, bo oznacza, że organizm nadal działa. Żadnych testów, żadnego namawiania do cudownych dawek, chociaż Babcia w systemie widnieje jako „foliarz”. Kurtyna. Dziś do lekarza w ramach „pomocy świątecznej” poszła Połowica. Namawiałem długo na prywatną wizytę, ale po pierwsze nie ma u nas żadnego lekarza, przynajmniej takiego nie znalazłem w Internecie, który by prowadził gabinet w niedzielę, po drugie Szanowna podeszła do tematu logicznie i to ją zgubiło. Małżonka jest logopedą i zna na pamięć wszystkie przypadłości związane ze strunami głosowymi, gardłem i tak dalej. Logopedzi przez tę cześć medycyny muszą przejść niemal jak lekarze, co wydaje się naturalne, bo bez znajomości aparatu mowy ciężko postawić diagnozę. Gdy wyjeżdżaliśmy Żona jednoznacznie i bezapelacyjnie stwierdziła, że ma zapalenia gardła i do tego zatkane zatoki, na ale sama sobie antybiotyków nie wypisze.

W gabinecie lekarskim diagnoza została w pełni potwierdzona, przy tym brak było jakichkolwiek objawów charakterystycznych dla najmodniejszej choroby poczynając od gorączki, kończąc na utracie zapachu i smaku. Młoda pani „doktor” wypisała antybiotyk plus dodatkowe leki i na końcu poinformowała, że kieruje na test. Żona z wielkimi oczami pyta dlaczego, skoro nie ma żadnych objawów? Bo taka jest procedura, a panie jest niezaszczepiona – usłyszała. Oczywiście tylko ostatnie słowo ma tu znaczenie, ponieważ pani „doktor” postąpiła dokładnie wbrew procedurom, przecież pamiętamy jakie były zalecenia dla lekarzy POZ: utrata smaku, węchu, temperatura. Powtórzę, że żaden z tych objawów u Żony nie występuje, natomiast jedna okoliczność sprawiła, że została skierowana na test. Niezaszczepiona i wszystko jasne! Dwoje lekarzy, mniej więcej w tym samym wieku, dwa POZ-ty i dwie całkowicie rożne postawy. Pierwszy lekarz zachowuje się jak człowiek pomimo tego, że ma podstawy, aby zarobić „dodatek Niedzielskiego”. Druga „lekarka” wbrew zaleceniom, logice i wiedzy medycznej, kieruje na test, bo albo na tym zarabia albo wojuje ideologicznie, ewentualnie jedno i drugie.

Stworzono patologiczne warunki, z których korzysta cała rzesza „medyków”, natomiast nieliczni zachowują się godnie. Warto podkreślić jeszcze i to, że przekraczający procedury, czyli kierujący na testy bez żadnych wskazań medycznych, nie ponoszą z tego tytułu kar, za to chętnie kłamią o konieczności związanej z procedurami. Tak to wygląda z bliska i nie ma tu mowy o opowieściach „kuzynek”, osobiście w tym uczestniczyłem i widziałem na własne oczy. Na koniec jeszcze dodam, że Żona pracuje w szkole, a co za tym idzie szkoła również jest zagrożona kwarantanną, to znaczy byłaby, ale parę dni wcześniej kwarantanna została nałożona, bo podwójnie „zaszczepiona” pani z własnej inicjatywy zrobiła sobie test, przed przyjęciem trzeciej dawki i otrzymała wynik pozytywny. Niech mi nikt nie próbuje powiedzieć, że to co się wokół nas dzieje ma cokolwiek wspólnego z medycyną, biologią i rozumem, to jest jeden wielki zajob!