fbpx

Ciężki jest los publicysty, czego się oczywiście jako amator jedynie domyślam. Taki publicysta gdy już przeczyta wszystkie teksty konkurencji i dzieła kolegów, zaczyna popadać w panikę i wymyśla najbardziej oryginalne cuda na kiju. Jeśli 10 autorów, zwłaszcza z większym dorobkiem i rozpoznawalnym nazwiskiem, napisze, że jest fajnie, uroczyście i w końcu pojawiła się jakaś nadzieja, to napisanie jedenastego artykułu w identycznym duchu grozi redakcyjnym odrzuceniem. Co robić? W nawalne rozhisteryzowanych pomysłów najczęściej powstaje dzieło całkowicie przeciwne do zatwierdzonych wcześniej felietonów i analiz politycznych. Skoro wam tak wesoło i kolorowo, to ja wam pokażę, jak jest smutno, szaro i do… bani. Nie zajmowałbym się rozterkami i męczarniami pisarskim spóźnionych wieszczów, ale niestety takie produkcje maja dwie wady. Po pierwsze ktoś tam zawsze to przeczyta, po drugie wielu nagłośni i z niczego robi się afera. Przez 8 lat nad przeciwnikami niestrudzonej PO wisiała klątwa „moralnego zwycięstwa”. Jarek powtarzał, że przy takim morale i bez wiary w sens działań, można sobie pomarzyć o zwycięstwie. W końcu się udało i zamiast na nowej fali jak najdłużej nieść optymizm i wiarę w kolejne zwycięstwo, zaczynają nas zalewać kubły zimnej wody i lamentujące wierszówki. Żeby chociaż ten wydumany triumfalizm rzeczywiście był zauważalny, ale niczego takiego i pod mikroskopem nie widać. Dziwaczy tylko przewrotna natura ludzka, bo jak czegoś nie ma, to trzeba to wymyślić. W taki naturalny sposób wykuwają się przeróżne widły z niewidzialnych igieł. Jeden krzyknie, że redaktor X coś napisał i teraz wszystko szlag trafi. Drugi jęknie, że Krystyna Pawłowicz pogroziła palcem Pawłowi Kukizowi i nakrzyczała „zdolny, ale leniwy”, a takich rzeczy „O Matko Boska! Się nie robi”. Zdecydowanie lepiej czuje się w towarzystwie ludzi, którzy nie zmieniają kursu i wołają, by go utrzymać do jesieni, no ale jak napisałem wcześniej, jestem tylko amatorem, nie zawodowym kierownikiem wycieczki.

Z biadolenia się śmieję, tak samo jak z drugiej skrajności, którą rzeczywiście jest triumfalizm i ta słynna pycha krocząca przed upadkiem, ale mnie na wierszówce nie zależy i mogę sobie pozwolić na pisanie tego, co myślę. A myślę sobie tak. PiS z Andrzejem Dudą w roli głównej, Kaczyński jako gwarant dla żelaznego elektoratu, Szydło i młode twarze w trzecim nurcie. Wszyscy razem z wiarą, uśmiechem, optymizmem i przekonaniem, że sukces jest nie tylko w zasięgu, ale można się pokusić o rekord. Co kto napisał i powiedział będzie pamiętane najdalej do czwartku, potem sami autorzy zapomną lub błysną czymś przeciwnym. Wszystko można zamarudzić na śmierć, również ciężko wypracowane zwycięstwo, ale PO chciałaby mieć taki komfort i dywagować na nieistotne tematy, na szczęście nie mają nic do powiedzenia. Czasy AWS i BBWR nie wrócą, dziś obowiązuje model SLD. Partia się nie zlikwiduje, tylko skurczy, bo poza twardogłowymi działaczami nie jest nikomu potrzebna. Zobaczymy jeszcze kilka groteskowych scen, jednak w efekcie z PO zrobi się SLD, pozbawione histerycznego wsparcia medialnego. Albo i gorzej! W SLD próbowano chociaż coś kombinować z młodzieżą, pogoniono starych premierów z Polski Ludowej, oczyszczono szeregi z Pęczaków. W PO jedno i drugie jest niemożliwe. Biją się o wpływy najmniej trzy buldogi: Kopacz, Schetyna, Komorowski. Nikt nikomu nie ufa i gdyby przyszło wybrać młodą marionetkę zabraknie odwagi, ponieważ każdy patrzy na swoje. Problemem numer jeden PO-SLD są pierwsze miejsca na listach do sejmu i senatu, to będzie cały program i strategia Platformy na najbliższe wybory. Nie ma kto, nie ma jak, nie ma czym.

Jedynym cudem mniemanym wydaje się całkowicie nierealny powrót Tuska, który potrafił tę zgraję trzymać za twarz i kłamać jak nikt inny. Rzecz jasna i z tego nic nie będzie. Raz, że kadencja w UE trwa, dwa, że taśmy są nagrane, trzy, że Tuska czar też się wypalił. Powrót „prezydenta Europy” będzie możliwy, ale w stylu… SLD, czyli wraca Donald na zgliszcza. Zatem trzeźwo wypada patrzeć na rzeczywistość i wyciągać właściwe wnioski. Biadolenie jest równie zgubne, jak triumfalizm, marudzenie i zajmowanie się sobą, tak samo szkodliwe, jak lekceważenie przeciwnika. Problemem PiS nie jest pycha i upadek, tylko nowe projekty wyrastające zewsząd, które mają jednocześnie podzielić PO na trzy partie dające większością sejmową i ograniczyć rekordowy wynik PiS. Między bajki można włożyć ostatnie sondaże. PiS z całą pewnością ma 35% głosów, a Kukiz zachowuje się jak obrażona panienka i to nie bardzo wiadomo na co i na kogo. Media robią wokół niego szum i stąd się wziął przeszacowany o najmniej 10% wynik. Odrębna komedia to rozdęta do sondażowego absurdu Nowoczesna.pl, szybciej uwierzę, że mrówka poniesie osła, niż w te sponsorowane brednie. Celem PiS nie powinna być wygrana, ale wynik powyżej 40% i to jest realne pod warunkiem, że się partia i „niepokorni” wezmą za robotę, nie za gaworzenie przy ptysiu i kawusi. Jest z kim przegrać, bo bój się rozegra w starej konfiguracji – wszyscy przeciw PiS. Ale ci wszyscy mają gigantyczne problemy i trzeba ich w tej depresji rozsądnym optymizmem utrzymywać.