Reklama


Od czasu do czasu w Polsce robi karierę nie tylko mierny polityk i byle jaki reporter, ale karierę robią słowa. Ostatnio „tak naprawdę” robiło zawrotna karierę medialną i chyba złoty wiek dla słowa właśnie się skończył. Oto karierę rozpoczyna słowo „symetrycznie”, cholernie dużo symetryczności narobiło się zewsząd, a że ja też chciałbym być modny, no to sobie użyczę słowa symetria, nie tak od razu, ale na pewno będę pamiętał, żeby błysnąć jak Miler Anodinie. W zasadzie jestem liberałem jeśli chodzi o swobodę wyrażania swoich bzików, no oczywiście nie tutaj, bo tutaj to się ciężko haruje i bzikom rzuca stanowcze nie, mam na myśli taką swobodę jak na zagrodzie. U siebie to sobie każdy może robić co mu się podoba i gości zapraszać jakich mu się widzi i niechaj czynią co im do łba strzeli, póki ktoś drugi na policję nie zadzwoni, czy adwokata nie zatrudni. Przyjmując taką obojętną, na cudze pomysły, postawę w ogóle mnie nie wzrusza, nie porusza i nawet nie bulwersuje, kiedy ktoś na własną rękę robi z siebie małpę i koło własnego ucha macha brzytwą. Daj mu Boże, czy tam inna opatrzność. Do takiego gatunku zdarzeń zaliczam najnowszy wybryk Jerzego Urbana i zaproszonych przez niego gości. Zdziwiłbym się bardzo, gdyby Urban i goście popisali się numerkiem wyższych lotów niż to uczynili, a mam na myśli tę całą ankietę, kabałę, tudzież wywoływanie ducha z ciągle żywego człowieka. Nie wiem, smaczne, niesmaczne, mądre, głupie, nie przejmuję się tym i od razu przyznam, że nie zaglądałem nawet, tyle co przeczytałem relacje i cytaty wklejone przez innych.

Pewnie powinienem się przejąć zwyrodnieniem, tylko, że ja już naprawdę nie daję rady z analizą porównawczą co kto komu, mogę jedynie odnotować fakty, że we wzajemnym poniewieraniu POPiS-owym, jak dotąd świadome i nieświadome wybryki, głupie zabawy i perfidne nagonki sprawiły, że nie tylko nazwiskami i ludźmi jako takimi gęby sobie wzajemnie obozy wycierają, ale wykopano 97 mogił. Nie jest prawdą co mówi żelbeton z PiS, że nienawiść i głupie zabawy w polityczne złośliwości zabiły tylko prześladowanych z PiS. We mnie nikt nie znajdzie sprzymierzeńca, czy sygnatariusza tezy, jakoby Tusk z Putinem świadomie zabili samolot, natomiast nie mam żadnych wątpliwości, że jedną z przyczyn tej tragedii jest polityczna nawalanka i tak się składa, że głupota, brak wyobraźni we wzajemnym podrzucaniu złośliwości skończył się w smoleńskim błocie, za co Tusk jak najbardziej odpowiada i nie żadne tam moralnie, po prostu fakty są takie, że robiono wszystko, aby ten lot wyglądał jak podróż kubańskich emigrantów, jak czarter ubogich krewnych. Zatem odpowiada formalnie i za śmierć nie jednego Kaczyńskiego z żoną, plus kilkunastu posłów PiS, tylko za śmierć Karpiniuka i Dolniaka, za Szmajdzińskiego i Jarugę-Nowcką, za wszystkich. Moje założenie jest mniej drastyczne niż chcieliby tego pisowcy, ale pewnie zbetonowani peowcy już mnie mają za bydlaka. Mogę uchodzić za ostanie bydlę, ale to niezasłużone opinie, nie ja, tylko Tusk ze swoją kompanią głupimi zabawami doprowadził do tragedii, co kolejny raz powtórzę.

Reklama

Inna rzecz, że ja średnio wierzę słowom Kaczyńskiego, jakoby za jego możnowładztwa do tragedii by nie doszło. Jakoś trudno mi sobie wyobrazić, żeby ewentualny prezydent Tusk, tudzież Komorowski dostał samolot jak należy, lotnisko jak należy i całą oprawę jak należy, coś mi mówi, że byłoby bardzo podobnie i co najwyżej więcej szczęścia. Fakty jednak pozostają faktami, gdybanie gdybaniem, w bilansie durnych zabaw i niekontrolowanego słowotoku mamy 97 mogił, a ta 97 to oczywiście łódzkie zabójstwo polityczne, pierwsze od czasów II RP, co też powtórzę, mimo że wiele czynników starało się zadbać, aby tak porównujących uznawać za idiotów. Dla mnie pewne rzeczy są oczywiste, jeśli jakiś człowiek zabija innego człowiek, dlatego, że ten należy do konkretnej partii, to jest zabójstwo polityczne. Ewidentne zabójstwo polityczne, w dodatku z pełną premedytacją, bo już niezależna prokuratura odpuściła sobie przerabianie Ryszarda C. na psychicznego i nawet z raka go wyleczyła. Strasznie długa dygresję popełniłem, niemniej trzymałem się konwencji symetryczności, przed odwołaniem się do symetrii właściwej, by pokazać czym kończą się durne zabawy.

Za taką durną zabawę bezwątpienia należy uznać dziadowski „żart” Urbana, człowieka, o którym powiedziano już wszystko, jednak mnie najbardziej bawi jakże uniwersalne zwołanie: „bydlak, ale trzeba przyznać, że inteligentny”. Przebóg nie wiem czym ta inteligencja mierzona, tak się składa, że przeczytałem bodaj ze 3 „felietony” Urbana i jeśli w tej sztubackiej pisaninie kryje się jakiś talent, to ja muszę powiedzieć, że coś na takim poziomie mogę napisać jednym palcem, na jednym kolenie, z przymrużeniem jednego oka, w jednej chwili. Znam kilu lewackich ekstremistów z lekkim piórem, ale Urban to parafianin rąbiący akapity siekierą i jak mam być symetryczny, bo w końcu obiecałem i się spóźniam, to równie inteligentny i lotny jest Wybranowski, a i urody podobnej. Ano właśnie, walnąłem jakimś mało znanym nazwiskiem i niby chcę być symetryczny. Dokładnie! Coś tu jest nie tak, bo albo z taką inteligencją i polotem Urban powinien być konkurencją dla Wybranowskiego, albo Wybranowski zostać chamskim, jednak inteligentnym i rozpoznawalnym oryginałem. To zawołanie jest nieśmiertelne i przypomnę, że nie tak dawno identycznie lansowano wiejskiego Jasia z Biłgoraja, a szanowane nazwiska do dziś nie mogą wylizać ran, po tym jak się zachwycały produktem z poliestru medialnego. Nie ma symetrii, Urban jest prymitywem, nie w sferze zachowań znośnych i nieznośnych, ale w prymitywem o marnym potencjale intelektualnym, który mniej wyrobieni czytelnicy i pisarze kojarzą z tym, że potrafi przypie…ć. Każdy potrafi, nie każdy potrafi pisać i myśleć,

Urban przez całe swoje koniunkturalne życie, był pełen konwenansów… Ależ oczywiście, że tak, ten jego wydumany cynizm i poza chama, jest tak czytelną traumą, że i domorosły psychoanalityk wyciągnie jedną diagnozę. Przecież żeby dojść jako ten „intelektualista” na szczyt robotniczo-chłopskiej partii musiał zaliczać kolejne stopnie śmieszności i karności jednocześnie. Nie było miejsca w zjednoczonej partii robotniczo-chłopskiej dla nonkonformistów, a już na pewno nie było miejsca na samym szczycie proletariackiej kupy. Urban ma pełną świadomość, że przesrał własne życie i to w każdym wymiarze życia, poza najbardziej nędznym wymiarem, czyli materialnym. Bynajmniej nie jakieś tam morale i moralności mam na myśli, Urban przegrał życie, bo nigdy nie żył tak jak chciał i nigdy nie został tym kim chciał zostać. Chciał żyć jak komunista, a żył jak ostatni burżuj i to wręcz taki modelowy jaki straszył na PRL-owskich plakatach. Chciał być zwycięskim Żydem w znienawidzonym kraju, wśród znienawidzonych ludzi, ale nie potrafi o swojej tożsamości mówić inaczej niż z udawanym cynizmem i wulgaryzmem skrywającym wewnętrzną miazgę w tym wrażliwym obszarze. Chciał być unikatowym intelektualistą, został brygadzistą chłopo-robotniczej masy. W końcu chciał być wiecznym i kultowym mecenasem klasy panującej, a tymczasem pod koniec swojego proletariacko-burżyazyjnego życia sprowadza na swoje włości ludzi jeszcze bardziej przegranych, niż on sam. Kim są dziś takie nazwiska jak Józef Oleksy, co się nie załapał ani na listy Olejniczaka, ani Napieralskiego, a nawet Lepper wybrał Milera? Któż to taki Janusz Palikot, wybrzmiały Dalajlama lewackich salonów? A jakaż to figura Najsztub, „tokszolarz” z czasów Kwiatkowskiego, obecnie redaktor niszowej bulwarówki. Co za jeden Żakowski, niegdyś lodówka się za nim zamykała, teraz jakieś Antyradio, czy inne TOK FM i wymowne uśmieszki w kuluarach.

Nikt, ale to nikt poważny i na topie nie przyjdzie do Urbana, tak jak nie przyjdzie do Rydzyka i tu symetryczność jest zachowana. Dalej jest tylko asymetrycznie, gdy się popatrzy kto dla Urbana był największym wrogiem, a kto największym przyjacielem, to mamy ostatni gwóźdź do trumny byle życia, chłopo-robotnika Urbana. Urban całe swoje byle życie poświęcił na zwalczanie endecji i katolików, tymczasem przed samą śmiercią zaliczył dwa dzwony, jeden Dzwon Zygmunta, bo oto znienawidzony naród i wyznawca złożył szczątki endeka Kaczyńskiego na Wawelu. Drugi dzwon w szerokim świecie, wszystkie dzwony świata dzwonią, miast drwić z polskiego zaściankowego katolicyzmu, tego samego, który Żydowi Urbanowi uratował dupę przed nordycką weryfikacją. Mnie tam obojętne te sukcesy, ani ze mnie katolik, ani endek, ale Urbanowi musi dzwonić w uszach. Cały świat dzwoni gdy wynoszą na ołtarze polskiego katolika i polskiego0 endek, z którymi Urban przegrywał za życia i po śmierci mu uszu natargali. Przesrane całe życie i cały wysiłek w gwizdek, nie wielki dzwon dla Urbana, tylko gwizdek, na który reagują tylko bezdomne pieski. Gdy do tego jeszcze dodać jak skończyli podopieczni: Kwaśniewski i Jaruzelski, co to im z twarzy zeskrobano brąz, czegóż jeszcze można chcieć, aby asymetrii stało się zadość? Urban przesrał życie, zebrał ciężkie baty i tle po nim zostanie co pełne gacie z szelkami, bo jak mawiają starzy katolicy, ani pałaców, ani panienek do grobu nie zabierze. Schyłkowa działalność Urbana jest symbolicznym podsumowaniem byle życia, pełne poczucie porażki, przykryte rozpaczliwie udawanym cynizmem, na siłę kreowanym nihilizmem i głupimi, stetryczałymi zabawami w adekwatnym towarzystwie. Uspokajam i tych co się intelektualisty w robolu dopatrują i tych co się kolejnych tragedii obawiają, że tego rodzaju akty nie mają żadnej mocy sprawczej, taki zwykły i jeden z ostatnich kaprysów Łazarza. I chociaż zwykle w takich razach wychowankowie podobnych mecenasów, odpowiadają, że po co się zajmujesz, skoro takie nic? To i tego nie warto dotykać, ponieważ symetryczność tego tekstu zawiera się w tym, że w nim w ogóle nie ma Urbana, tylko ilustracja intelektualnej i życiowej porażki.

Reklama

21 KOMENTARZE

  1. Nie ma to jak zupełnie chłodna i tylko racjonalna
    analiza. Ponieważ nie da się napisać żadnego, estetycznie, ładnego porównania, więc jedyne jakie przychodzi do głowy – wykopałeś brukiew z błota. Na kołchożnianym polu. Bo szukanie w tym sensu, to jak grzebanie w błocie. I wstyd i ręce całe brudne.
    Ale ta pointa z JPII – świetna. Nie zapomnę nigdy, jak z lubością powtarzał o Nim ten stary czerwony Żyd ,,objazdowe sado-macho”. Wiem za to jak będzie wyglądał pogrzeb Urbana, bo widziałem podobny : Jaruzel,Miller,Oleksy, Ciosek i kilka żywych trupów, jeżeli dożyją ale nawet Kiszczak nie przyjdzie.

  2. Nie ma to jak zupełnie chłodna i tylko racjonalna
    analiza. Ponieważ nie da się napisać żadnego, estetycznie, ładnego porównania, więc jedyne jakie przychodzi do głowy – wykopałeś brukiew z błota. Na kołchożnianym polu. Bo szukanie w tym sensu, to jak grzebanie w błocie. I wstyd i ręce całe brudne.
    Ale ta pointa z JPII – świetna. Nie zapomnę nigdy, jak z lubością powtarzał o Nim ten stary czerwony Żyd ,,objazdowe sado-macho”. Wiem za to jak będzie wyglądał pogrzeb Urbana, bo widziałem podobny : Jaruzel,Miller,Oleksy, Ciosek i kilka żywych trupów, jeżeli dożyją ale nawet Kiszczak nie przyjdzie.

  3. Nie ma to jak zupełnie chłodna i tylko racjonalna
    analiza. Ponieważ nie da się napisać żadnego, estetycznie, ładnego porównania, więc jedyne jakie przychodzi do głowy – wykopałeś brukiew z błota. Na kołchożnianym polu. Bo szukanie w tym sensu, to jak grzebanie w błocie. I wstyd i ręce całe brudne.
    Ale ta pointa z JPII – świetna. Nie zapomnę nigdy, jak z lubością powtarzał o Nim ten stary czerwony Żyd ,,objazdowe sado-macho”. Wiem za to jak będzie wyglądał pogrzeb Urbana, bo widziałem podobny : Jaruzel,Miller,Oleksy, Ciosek i kilka żywych trupów, jeżeli dożyją ale nawet Kiszczak nie przyjdzie.

  4. Panie Yolku
    Pan wybaczy, że się wcinam między Yolkę a Kurkę, nie chciałbym również być pierwszym tłumaczem z Kurkowego na nasze, ale ja tego, co Pan komentuje, nie odebrałem jako nienawiści.

    Raczej politowanie, być może nawet momentami podszyte współczuciem, na pewno z pogardliwymi akcentami. Oczywiście jestem pewien, że zaraz Pan otrzyma odpowiedź od źródła, ale nie mogłem się powstrzymać, tak mnie zdziwiła różnica odczytań.

    Z poważaniem i najlepszymi życzeniami
    Kłak

  5. Panie Yolku
    Pan wybaczy, że się wcinam między Yolkę a Kurkę, nie chciałbym również być pierwszym tłumaczem z Kurkowego na nasze, ale ja tego, co Pan komentuje, nie odebrałem jako nienawiści.

    Raczej politowanie, być może nawet momentami podszyte współczuciem, na pewno z pogardliwymi akcentami. Oczywiście jestem pewien, że zaraz Pan otrzyma odpowiedź od źródła, ale nie mogłem się powstrzymać, tak mnie zdziwiła różnica odczytań.

    Z poważaniem i najlepszymi życzeniami
    Kłak

  6. Panie Yolku
    Pan wybaczy, że się wcinam między Yolkę a Kurkę, nie chciałbym również być pierwszym tłumaczem z Kurkowego na nasze, ale ja tego, co Pan komentuje, nie odebrałem jako nienawiści.

    Raczej politowanie, być może nawet momentami podszyte współczuciem, na pewno z pogardliwymi akcentami. Oczywiście jestem pewien, że zaraz Pan otrzyma odpowiedź od źródła, ale nie mogłem się powstrzymać, tak mnie zdziwiła różnica odczytań.

    Z poważaniem i najlepszymi życzeniami
    Kłak

  7. W takim normalnym rozumieniu
    W takim normalnym rozumieniu pojęć i zjawisk, które lubię najbardziej i zawsze sobie wyznaczam za punkt wyjścia sprawy przedstawiają się prosto. Po intelektualiście zostaje dzieło, po arystokracie dynastia, po Urbanie zostanie makulatura i parę zużytych kondomów. Oczywiście można udziwniać i jak zwykle podeprzeć się znanym nazwiskiem, to nieustannie jako zabieg działa, ale pytania są proste. Powiedzmy, że to intelektualista, potężny umysł, zatem pytam gdzie znajdę miarę tego potencjału? Dobrze niech sobie będzie satyrem, czy jak woli lud, burakiem, mnie to nie porusza, pytam co poza tym? Idąc najprostszym skojarzeniem Markiz de Sad pozostawił po sobie dzieło, które i dziś robi wrażenie, Casanova legendę, co pozostanie po Urbanie? Geniusza poznać po tym co spłodził, kochanka po tym kogo uwiódł. Urban jest impotentem, który za wszystko musi płacić i w dodatku kupuje używane, jak żonę po Pietrzaku. Umrze bezpotomnie, nie zostawi po sobie żadnej dynastii, żadnego dzieła. Arystokrata, który się zabawia w podrzucanie pierdzących zabawek do czworaków, to widok dość żałosny, tyle potrafi byle komentator z Onetu. Cóż to za sztuka podrażnić jakąś babcię “sadomacho obwoźnym”, tym bardziej, że byle babcia jednym krzyżem pod pałacem wprawia Urbana dokładnie w tę samą religijną ekstazę. Arystokrata drwiący z gminu, poszedł się procesować z byle szlachetką o głupiego Goebbelsa i tak też pada legenda o genialnym, zdystansowanym prowokatorze, a potwierdza diagnoza zakompleksionego i borykającego się ze swoją tożsamością Żyda. Ten arystokrata może z gminem figlować, ale już taki bardzo przeciętny inteligent z Żoliborza za życia i po śmierci skopał mu dupę, że o sierocie z Wadowic nie wspomnę. Włóż dowolny tekst Urbana między onetowskie blogi oceniane przez panią Czubaszek i gwarantuję Ci, że nie rozpoznasz, a publika nie da więcej jak dwie kulki. To jest klasyczna kariera według przedwojennego schematu. Szedł całkiem przeciętny, wygłodniały i upokarzany, przez byle polskiego chłopa, Żyd, do lombardu szedł, żeby na chleb było i znalazł wizytówkę. Trafił na przyjęcie, beknął kilka razy, może napyskował z głodu jakiejś szyszce i trafił akurat na tego co na wylocie, innym “arystokratom” się spodobało i tak został intelektualistą. Na nikim tak dokładnie nie widać tego mechanizmu jak na Palikocie, kolejny Dyzma, który został odstrzelony natychmiast jak zaczął się wybijać na niepodległość. Urban nigdy tego nie zrobił właził w dupę po same uszy tym co trzeba, a kiedy trzeba kład uszy po sobie, jak w 68, gdy znów uciekał ze swoim żydostwem. Dzięki tym upokorzeniom odbiera nielichą zapłatę i w tym sensie jest wybitnym, ale cwaniakiem nie intelektualistą i kupcem nie arystokratą. Taki opis, że Urban ma wszystko w dupie i korzysta z życia w materialnym wymiarze, chociaż nie do końca prawdziwy byłby przystępny i przede wszystkim nie tak idiotyczny jak obraz intelektualisty i arystokraty-ideowca. Urban nie jest cynikiem, tu zgoda, Urban jest wewnętrzną miazgą rozchwianej tożsamości i przegranej wiary w bóstwa. Kiedy mu powiedzieć, że przesrał życie, zażartuje, że ma cygara i Jaguara oraz dziwek ile zapragnie. Przecież to klasyka traumy, każdy Dyzma wie skąd przychodzi, to w nim zostaje i gdy przed snem ściąga gacie, siada na brzegu łóżka i wyciąga “mandolynę”, by sobie zaśpiewać stary refren z proletariackiej sutereny, który będzie w nim siedział do końca dni. Nienawiść? Nienawidzę tandety umysłowej, Urban jest dosadnym, modelowym wręcz przykładem na tandetę, ale Urban jako człowiek nie wzbudza we mnie nienawiści, jest jak babcia przed hipermarketem wysłana przez cynicznych wnuków, niby jakiś dramat, ale co mnie to kurwa obchodzi, kto go krzywdził i molestował, ja tu tylko wpadłem po tanie wino, a mnie się w miejscu publicznym wciska jakąś biedę życiową. Opędzam się od tego, tylko tyle. Z Urbanem jest jak z Twoim avaterem, zapewne wydaje Ci się, że to jakiś oryginalny symbol umęczonej i osamotnionej indywidualności, a to zwykłe i powszechne efekciarstwo nagradzane tanim poklaskiem w zacnych kręgach. Urban robi dokładnie to samo, tanie efekciarstwo pod przeciętnie urobionego odbiorcę. Krzyknij Urban intelektualista, tam na Wyspach, echo Ci nie odpowie i pies z kulawą nogą nie odleje.

    • Wypłynęło z partyjnych czeluści kilka dowodów
      na wielką ,,odwagę” i ,,nonkonformizm” wielkouchego Żyda – listy do towarzysza Kani oraz listy do Jaruzelskiego i Kiszczaka (ujawnił ten ostatni), to jest klasyka włazidupy i płaszczenie metodą Jaruzelski – Breżniewowi.
      Wszyscy towarzysze redaktora Polityki opisali go zgodnie – kanalia i łachudra.
      Gdybyśmy byli normalnym krajem, ktoś ujawniłby kulisy powstania ,,Nie” za pieniądze poznańskich bandytów i mafiozów.

      • No właśnie to mnie
        No właśnie to mnie zastanawia, są źli i dobrzy Żydzi, że się tak gimnazjalnie wyrażę, ale ustrzelić Żyda prostaczka, analfabetę wręcz, to naprawdę sztuka. W Polsce niestety tymi wyjątkami obrodziło jak cholera, a szkoda i trochę w tym naszej winny, bo nie trzeba było przed wojną gnoić Tuwima i Słonimskiego, być może nie uciekliby do komunizmu, a my mielibyśmy dziś ich następców, a nie jakiś fabrykantów z Łodzi.

  8. W takim normalnym rozumieniu
    W takim normalnym rozumieniu pojęć i zjawisk, które lubię najbardziej i zawsze sobie wyznaczam za punkt wyjścia sprawy przedstawiają się prosto. Po intelektualiście zostaje dzieło, po arystokracie dynastia, po Urbanie zostanie makulatura i parę zużytych kondomów. Oczywiście można udziwniać i jak zwykle podeprzeć się znanym nazwiskiem, to nieustannie jako zabieg działa, ale pytania są proste. Powiedzmy, że to intelektualista, potężny umysł, zatem pytam gdzie znajdę miarę tego potencjału? Dobrze niech sobie będzie satyrem, czy jak woli lud, burakiem, mnie to nie porusza, pytam co poza tym? Idąc najprostszym skojarzeniem Markiz de Sad pozostawił po sobie dzieło, które i dziś robi wrażenie, Casanova legendę, co pozostanie po Urbanie? Geniusza poznać po tym co spłodził, kochanka po tym kogo uwiódł. Urban jest impotentem, który za wszystko musi płacić i w dodatku kupuje używane, jak żonę po Pietrzaku. Umrze bezpotomnie, nie zostawi po sobie żadnej dynastii, żadnego dzieła. Arystokrata, który się zabawia w podrzucanie pierdzących zabawek do czworaków, to widok dość żałosny, tyle potrafi byle komentator z Onetu. Cóż to za sztuka podrażnić jakąś babcię “sadomacho obwoźnym”, tym bardziej, że byle babcia jednym krzyżem pod pałacem wprawia Urbana dokładnie w tę samą religijną ekstazę. Arystokrata drwiący z gminu, poszedł się procesować z byle szlachetką o głupiego Goebbelsa i tak też pada legenda o genialnym, zdystansowanym prowokatorze, a potwierdza diagnoza zakompleksionego i borykającego się ze swoją tożsamością Żyda. Ten arystokrata może z gminem figlować, ale już taki bardzo przeciętny inteligent z Żoliborza za życia i po śmierci skopał mu dupę, że o sierocie z Wadowic nie wspomnę. Włóż dowolny tekst Urbana między onetowskie blogi oceniane przez panią Czubaszek i gwarantuję Ci, że nie rozpoznasz, a publika nie da więcej jak dwie kulki. To jest klasyczna kariera według przedwojennego schematu. Szedł całkiem przeciętny, wygłodniały i upokarzany, przez byle polskiego chłopa, Żyd, do lombardu szedł, żeby na chleb było i znalazł wizytówkę. Trafił na przyjęcie, beknął kilka razy, może napyskował z głodu jakiejś szyszce i trafił akurat na tego co na wylocie, innym “arystokratom” się spodobało i tak został intelektualistą. Na nikim tak dokładnie nie widać tego mechanizmu jak na Palikocie, kolejny Dyzma, który został odstrzelony natychmiast jak zaczął się wybijać na niepodległość. Urban nigdy tego nie zrobił właził w dupę po same uszy tym co trzeba, a kiedy trzeba kład uszy po sobie, jak w 68, gdy znów uciekał ze swoim żydostwem. Dzięki tym upokorzeniom odbiera nielichą zapłatę i w tym sensie jest wybitnym, ale cwaniakiem nie intelektualistą i kupcem nie arystokratą. Taki opis, że Urban ma wszystko w dupie i korzysta z życia w materialnym wymiarze, chociaż nie do końca prawdziwy byłby przystępny i przede wszystkim nie tak idiotyczny jak obraz intelektualisty i arystokraty-ideowca. Urban nie jest cynikiem, tu zgoda, Urban jest wewnętrzną miazgą rozchwianej tożsamości i przegranej wiary w bóstwa. Kiedy mu powiedzieć, że przesrał życie, zażartuje, że ma cygara i Jaguara oraz dziwek ile zapragnie. Przecież to klasyka traumy, każdy Dyzma wie skąd przychodzi, to w nim zostaje i gdy przed snem ściąga gacie, siada na brzegu łóżka i wyciąga “mandolynę”, by sobie zaśpiewać stary refren z proletariackiej sutereny, który będzie w nim siedział do końca dni. Nienawiść? Nienawidzę tandety umysłowej, Urban jest dosadnym, modelowym wręcz przykładem na tandetę, ale Urban jako człowiek nie wzbudza we mnie nienawiści, jest jak babcia przed hipermarketem wysłana przez cynicznych wnuków, niby jakiś dramat, ale co mnie to kurwa obchodzi, kto go krzywdził i molestował, ja tu tylko wpadłem po tanie wino, a mnie się w miejscu publicznym wciska jakąś biedę życiową. Opędzam się od tego, tylko tyle. Z Urbanem jest jak z Twoim avaterem, zapewne wydaje Ci się, że to jakiś oryginalny symbol umęczonej i osamotnionej indywidualności, a to zwykłe i powszechne efekciarstwo nagradzane tanim poklaskiem w zacnych kręgach. Urban robi dokładnie to samo, tanie efekciarstwo pod przeciętnie urobionego odbiorcę. Krzyknij Urban intelektualista, tam na Wyspach, echo Ci nie odpowie i pies z kulawą nogą nie odleje.

    • Wypłynęło z partyjnych czeluści kilka dowodów
      na wielką ,,odwagę” i ,,nonkonformizm” wielkouchego Żyda – listy do towarzysza Kani oraz listy do Jaruzelskiego i Kiszczaka (ujawnił ten ostatni), to jest klasyka włazidupy i płaszczenie metodą Jaruzelski – Breżniewowi.
      Wszyscy towarzysze redaktora Polityki opisali go zgodnie – kanalia i łachudra.
      Gdybyśmy byli normalnym krajem, ktoś ujawniłby kulisy powstania ,,Nie” za pieniądze poznańskich bandytów i mafiozów.

      • No właśnie to mnie
        No właśnie to mnie zastanawia, są źli i dobrzy Żydzi, że się tak gimnazjalnie wyrażę, ale ustrzelić Żyda prostaczka, analfabetę wręcz, to naprawdę sztuka. W Polsce niestety tymi wyjątkami obrodziło jak cholera, a szkoda i trochę w tym naszej winny, bo nie trzeba było przed wojną gnoić Tuwima i Słonimskiego, być może nie uciekliby do komunizmu, a my mielibyśmy dziś ich następców, a nie jakiś fabrykantów z Łodzi.

  9. W takim normalnym rozumieniu
    W takim normalnym rozumieniu pojęć i zjawisk, które lubię najbardziej i zawsze sobie wyznaczam za punkt wyjścia sprawy przedstawiają się prosto. Po intelektualiście zostaje dzieło, po arystokracie dynastia, po Urbanie zostanie makulatura i parę zużytych kondomów. Oczywiście można udziwniać i jak zwykle podeprzeć się znanym nazwiskiem, to nieustannie jako zabieg działa, ale pytania są proste. Powiedzmy, że to intelektualista, potężny umysł, zatem pytam gdzie znajdę miarę tego potencjału? Dobrze niech sobie będzie satyrem, czy jak woli lud, burakiem, mnie to nie porusza, pytam co poza tym? Idąc najprostszym skojarzeniem Markiz de Sad pozostawił po sobie dzieło, które i dziś robi wrażenie, Casanova legendę, co pozostanie po Urbanie? Geniusza poznać po tym co spłodził, kochanka po tym kogo uwiódł. Urban jest impotentem, który za wszystko musi płacić i w dodatku kupuje używane, jak żonę po Pietrzaku. Umrze bezpotomnie, nie zostawi po sobie żadnej dynastii, żadnego dzieła. Arystokrata, który się zabawia w podrzucanie pierdzących zabawek do czworaków, to widok dość żałosny, tyle potrafi byle komentator z Onetu. Cóż to za sztuka podrażnić jakąś babcię “sadomacho obwoźnym”, tym bardziej, że byle babcia jednym krzyżem pod pałacem wprawia Urbana dokładnie w tę samą religijną ekstazę. Arystokrata drwiący z gminu, poszedł się procesować z byle szlachetką o głupiego Goebbelsa i tak też pada legenda o genialnym, zdystansowanym prowokatorze, a potwierdza diagnoza zakompleksionego i borykającego się ze swoją tożsamością Żyda. Ten arystokrata może z gminem figlować, ale już taki bardzo przeciętny inteligent z Żoliborza za życia i po śmierci skopał mu dupę, że o sierocie z Wadowic nie wspomnę. Włóż dowolny tekst Urbana między onetowskie blogi oceniane przez panią Czubaszek i gwarantuję Ci, że nie rozpoznasz, a publika nie da więcej jak dwie kulki. To jest klasyczna kariera według przedwojennego schematu. Szedł całkiem przeciętny, wygłodniały i upokarzany, przez byle polskiego chłopa, Żyd, do lombardu szedł, żeby na chleb było i znalazł wizytówkę. Trafił na przyjęcie, beknął kilka razy, może napyskował z głodu jakiejś szyszce i trafił akurat na tego co na wylocie, innym “arystokratom” się spodobało i tak został intelektualistą. Na nikim tak dokładnie nie widać tego mechanizmu jak na Palikocie, kolejny Dyzma, który został odstrzelony natychmiast jak zaczął się wybijać na niepodległość. Urban nigdy tego nie zrobił właził w dupę po same uszy tym co trzeba, a kiedy trzeba kład uszy po sobie, jak w 68, gdy znów uciekał ze swoim żydostwem. Dzięki tym upokorzeniom odbiera nielichą zapłatę i w tym sensie jest wybitnym, ale cwaniakiem nie intelektualistą i kupcem nie arystokratą. Taki opis, że Urban ma wszystko w dupie i korzysta z życia w materialnym wymiarze, chociaż nie do końca prawdziwy byłby przystępny i przede wszystkim nie tak idiotyczny jak obraz intelektualisty i arystokraty-ideowca. Urban nie jest cynikiem, tu zgoda, Urban jest wewnętrzną miazgą rozchwianej tożsamości i przegranej wiary w bóstwa. Kiedy mu powiedzieć, że przesrał życie, zażartuje, że ma cygara i Jaguara oraz dziwek ile zapragnie. Przecież to klasyka traumy, każdy Dyzma wie skąd przychodzi, to w nim zostaje i gdy przed snem ściąga gacie, siada na brzegu łóżka i wyciąga “mandolynę”, by sobie zaśpiewać stary refren z proletariackiej sutereny, który będzie w nim siedział do końca dni. Nienawiść? Nienawidzę tandety umysłowej, Urban jest dosadnym, modelowym wręcz przykładem na tandetę, ale Urban jako człowiek nie wzbudza we mnie nienawiści, jest jak babcia przed hipermarketem wysłana przez cynicznych wnuków, niby jakiś dramat, ale co mnie to kurwa obchodzi, kto go krzywdził i molestował, ja tu tylko wpadłem po tanie wino, a mnie się w miejscu publicznym wciska jakąś biedę życiową. Opędzam się od tego, tylko tyle. Z Urbanem jest jak z Twoim avaterem, zapewne wydaje Ci się, że to jakiś oryginalny symbol umęczonej i osamotnionej indywidualności, a to zwykłe i powszechne efekciarstwo nagradzane tanim poklaskiem w zacnych kręgach. Urban robi dokładnie to samo, tanie efekciarstwo pod przeciętnie urobionego odbiorcę. Krzyknij Urban intelektualista, tam na Wyspach, echo Ci nie odpowie i pies z kulawą nogą nie odleje.

    • Wypłynęło z partyjnych czeluści kilka dowodów
      na wielką ,,odwagę” i ,,nonkonformizm” wielkouchego Żyda – listy do towarzysza Kani oraz listy do Jaruzelskiego i Kiszczaka (ujawnił ten ostatni), to jest klasyka włazidupy i płaszczenie metodą Jaruzelski – Breżniewowi.
      Wszyscy towarzysze redaktora Polityki opisali go zgodnie – kanalia i łachudra.
      Gdybyśmy byli normalnym krajem, ktoś ujawniłby kulisy powstania ,,Nie” za pieniądze poznańskich bandytów i mafiozów.

      • No właśnie to mnie
        No właśnie to mnie zastanawia, są źli i dobrzy Żydzi, że się tak gimnazjalnie wyrażę, ale ustrzelić Żyda prostaczka, analfabetę wręcz, to naprawdę sztuka. W Polsce niestety tymi wyjątkami obrodziło jak cholera, a szkoda i trochę w tym naszej winny, bo nie trzeba było przed wojną gnoić Tuwima i Słonimskiego, być może nie uciekliby do komunizmu, a my mielibyśmy dziś ich następców, a nie jakiś fabrykantów z Łodzi.