Reklama

Dziś mam krótki tekst do zaoferowania i zachęcam do rzeczowej dysk

Dziś mam krótki tekst do zaoferowania i zachęcam do rzeczowej dyskusji. Cały świat zastanawia się co zrobić pułapką lichwiarzy, nad którą już sami lichwiarze nie panują. Głównym ludowym zawołaniem jest to, że z obecnym i naprawdę proszę mnie nie denerwować słowami „wolnorynkowym”, „liberalnym”, „systemem” jest jak z demokracją. Wielkie „g”, jest dokładnie odwrotnie. Był już znacznie lepszy system ekonomiczny i gospodarczy, który na pewno był sprawniejszy i uczciwszy od obecnego. Ten model został zniesiony i to nie w celu poprawienia stanu rzeczy, ale celem wprowadzenia mechanizmu, który przyspiesza i działa jak samo nakręcająca się pułapka. W obecnym stanie rzeczy dowolny kraj i jego gospodarkę może załatwić dwóch trzech ludzi, z tak zwanej finansjery, ba, nawet jeden i to wcale nie taki z pierwszej dziesiątki, co udowodnił Soros. Jest to możliwe, ponieważ system finansowy opiera się na dwóch „słupach” i proszę ten termin traktować jak emerytów Palikota, wpłacających po 20 tysięcy na konto. Jeden filar to jest „rynek” walutowy i tutaj też termin trzeba traktować dosłownie. Nie ma na świecie waluty, która odzwierciedla cokolwiek, kiedyś waluta była ekwiwalentem towaru, dziś jest towarem samym w sobie, którego cena nie wiąże się z żadnym racjonalnym czynnikiem. Drugi filar to GPW, najogólniej pojęte, pierwotne znaczenie i sens giełdy opierał się na tym, że ludzie potrzebowali konkretnych towarów, by produkować, konsumować, budować. Dziś ta wymiana świstków nie ma nic wspólnego z giełdą, to jest najzwyczajniejsze na świecie kasyno, połączone z ruską ruletką. Aby nie przedłużać, podaje banalne propozycje, które OD ZARAZ uzdrawiają chorą sytuację.

1) Likwidacja wszelkich instytucji „finansowych” typu MFW, agencji ratingowych i w zasadzie banków centralnych, chociaż tutaj są pewne przesłanki, za pozostawieniem tych molochów pod paroma warunkami. Bank centralny miałby pilnować nie tylko stóp procentowych i inflacji, ale przede wszystkim „drukowania” pieniądza, co wbrew pozorom nie jest tożsame. Kontrola musiałaby się odbywać najprostszym z możliwych sposobów, sam sposób do ustalenia. W każdym razie kierunek jest taki, by w skali roku nie pojawiło się więcej biletów narodowego banku przeznaczonych na kredyty niż, 30% PKB. Na przykład, albo cokolwiek innego, co odda proporcje między tym na co nas stać, a ile możemy pożyczyć. Waluta oczywiście musi mieć odniesienie do materialnej wartości. I tutaj też cokolwiek, niech będzie złoto, albo botox. Stały wskaźnik, jeden złoty to tyle co 1 gram złota – zawsze i wszędzie! Masz złotówkę, znaczy, że masz gram złota/botoxu.
2) Bezwzględna i natychmiastowa likwidacja forex, czyli niczego innego jak gry „trzy karty”, czy pokera online. Tutaj żadnych dyskusji, kastracja od zraz.
3) Kasacja GPW i wszelkich innych „giełd towarowych” w dotychczasowej formie. W to miejsce z jednej strony realne giełdy towarowe, to znaczy takie, że nie enterem kupujemy ropę, czy złoto, ale tak jak na ALLEGRO. Zamawiasz, płacisz, odbierasz. Proszę bardzo, ma ochotę jeden czy drugi szuler w białym kołnierzyku kupić sobie milion baryłek, niech kupuje, płaci za transport, magazyny i kisi na lepsze czasy. Żadnego wirtualnego handlowania towarem. Co do GPW, rozwiązanie też jest proste, niech sobie zostaje, ale w systemie obligacji. Chce wejść firma na giełdę, niech wchodzi, ale nabyte akcje, można sprzedać dopiero po roku, dwóch latach, tutaj dowolne pakiety. Z akcjami powinny też być limity, nie więcej niż 30% wartości firmy (do ustalenia). Co do samych obligacji, żadnego handlowania obligacjami „na wolnym rynku”. Obligacja od początku do końca jest czytelna. Na dwa lata, na 4% i nic innego, żadnego dłubania AAA, +AA. Umowa na zasadzie normalnej umowy pożyczkowej, tak jak Kowalski z Nowakiem podpisuje.
4) Bezwzględny zakaz wydawania opinii przez banki i inne instytucje „finansowe”, na temat stanu gospodarczego i finansowego państw. W to miejsce tylko i wyłącznie rocznik statystyczny i NIC WIĘCEJ. Bezwzględny zakaz przejmowania, podkupywania banków i łączenia działalności bankowej z jakąkolwiek inną, w tym, jeśli nie przede wszystkim z działalnością w ramach wszelkiego typu „funduszy inwestycyjnych”. Bank pożycza i pozwala deponować pieniądze, NIC WIĘCEJ.
5) Rewolucja, wiosna ludów, III wojna światowa, bo bez tego to wszystko co wyżej napisane jest tylko materiałem satyrycznym dla obecnych macherów, których potęga zniesie KAŻDĄ zmianę w złodziejskim mechanizmie. Jest niewielka szansa, ponieważ macherzy sami się już pogubili w złodziejstwie i walczą między sobą. Problem jednak polega na tym, że najwięksi złodzieje i lichwiarze, pożerają mniejszych i średnich, tym samym lichwa się monopolizuje.

Powyższe uwagi powstały z tak zwanego palca, pisane na gorąco, pewnie są obarczone jakimiś błędami, ale wprowadzenie chociaż jednej z wymienionych propozycji, po pierwsze osłabia złodziei, po drugie wprowadza zalążki normalności. Jeszcze raz zachęcam do dyskusji.

PS Wiem, że marudzę, ale o ile wcześnie sytuacja była podbramkowa, teraz jest prawdziwy dramat. Jeśli nie uda się mi namówić Użytkowników do regularnego klikania, będę musiał pozamykać ten kramik.

PS2 Sam mogę wygospodarować jeszcze trochę czasu, w godzinach późnonocnych i chętnie przyjmę jakieś zlecenia „tekściarskie” od precli (byle nie za dwa złote) do artykułów pozycjonujących, aż po dowolne formy pisarskie. Tudzież inne zlecenia polegające na obsłudze internetowych potrzeb.

Reklama
Poprzedni artykułGwiazdy oczu moich spadają… Poetka pękniętego serca…
Następny artykułNic mnie nie zdziwiło we współpracy peerelowskiej prokuratury z KGB!
Matka Kurka
Młody, wysportowany, inteligentny, przystojny, czuły mąż i ojciec. Geniusz i wirtuoz klawiatury, błyskotliwy analityk rzeczywistości wszelakiej. Kochany i rozchwytywany, bezkompromisowy, skromny, wyrozumiały. 1. Ulubiona potrawa: żur na zakwasie. 2. Ulubiona kapela: muzyka z tamtych lat. 3. Ulubiony kolor: brak danych. 4. Ulubione słowo: ja. Wolny, żonaty, pijący daltonista.

102 KOMENTARZE

  1. Nie za bardzo zrozumiałem
    tzn. rozkradanie budżetu państwa rozumiem, ale imprezki typu bank, giełda itp, to w sumie są dobrowolne.

    Singapur nie ma deficytu, a dług “zewnętrzny” jest mały.

    Polscy prorocy z XX wieku pisali że w Polsce zapanuje nowy ustrój, nie będzie ani socjalizmu ani kapitalizmu. Ale poza nazwą nic nie wiadomo 🙂

    Generalnie rozumiem co swego czasu pisał Michał De Notre Dame, że upadną te ich dziecinne republiki…

    • To chyba nie do konca tak. I bank i gielda
      naturalnie sa dbrowolne, ale z tego co sie naumialem, to pieniadz krazacy po swiecie w wiekszosci jest pieniadzem dluznym. To znaczy nie istnieje pokrycie w czymkolwiek oprocz jakiegos wyliczenia poprzez jakiegos wesolego dyzia PKB na zeszly lub kolejny rok (prosze o poprawke w razie gdyby, pisze o rzeczach, o ktorych czytalem, ale nie pracuje w tym sektorze, niestety). Bank narodowy emituje gotowke (a w zasadzie powinien jej emitowac) w tej ilosci i na zasadach kredytu przekazuje ja do bankow komercyjnych, ktore ja nam pozyczaja. No, plus pewien procent (60%? 80% Wlochy podobno 120% PKB), ktory rzad emituje jako papiery dluzne na rynku wewnetrznym, lub co gorsze walutowe, czyli nie we wlasnym nominale, zewnetrznym. Od tego, kto wylicza ile sie narobilismy i za ile to sprzedamy zalezy ilosc gotowki na rynku. Plus jeszcze dochodzi do tego, jak bank komercyjny ksieguje swoja kase, bo daje mu to szerokie mozliwosci wykazywania wysokich aktywow podczas rzeczywistej straty, a to juz nie jest swietne, bo zaczyna pozyczac ludziom gotowke, ktorej nie ma. W zwiazku z tym, obojetnie czy trzymamy kase w banku czy w skarpecie, czy wzielismy kredyt czy tez jestesmy na czysto. Nasza kasa, ktora sie poslugujemy jest nieco wirtualna. Ma pokrycie w tak zwanym zalozeniu, ze bedzie ok. Jak nie bedzie ok, to sobie nasza kasa mozemy… to co wiemy.
      Po drugie gielda, rowniez nie obowiazkowa, ale jak podjezdzasz na stacje paliw czy idziesz do sklepu to wlasnie ona okresla w duzej mierze to, ile placisz (z ta stacja paliw to przesadzilem, tu cene okresla minister finansow wysokoscia akcyzy, vatu i innych podatkow). Ale wszelkie rozgrywki na gieldzie w stosunku do cen towarow to finansujemy my, w sklepiku osiedlowym, nie trzeba grac czy inwestowac na gieldzie.
      Poniewaz w tym, o czym napisalem nie robie, a jedynie z teorii dopraszam sie o korekty,
      M. Minderbinder

  2. Nie za bardzo zrozumiałem
    tzn. rozkradanie budżetu państwa rozumiem, ale imprezki typu bank, giełda itp, to w sumie są dobrowolne.

    Singapur nie ma deficytu, a dług “zewnętrzny” jest mały.

    Polscy prorocy z XX wieku pisali że w Polsce zapanuje nowy ustrój, nie będzie ani socjalizmu ani kapitalizmu. Ale poza nazwą nic nie wiadomo 🙂

    Generalnie rozumiem co swego czasu pisał Michał De Notre Dame, że upadną te ich dziecinne republiki…

    • To chyba nie do konca tak. I bank i gielda
      naturalnie sa dbrowolne, ale z tego co sie naumialem, to pieniadz krazacy po swiecie w wiekszosci jest pieniadzem dluznym. To znaczy nie istnieje pokrycie w czymkolwiek oprocz jakiegos wyliczenia poprzez jakiegos wesolego dyzia PKB na zeszly lub kolejny rok (prosze o poprawke w razie gdyby, pisze o rzeczach, o ktorych czytalem, ale nie pracuje w tym sektorze, niestety). Bank narodowy emituje gotowke (a w zasadzie powinien jej emitowac) w tej ilosci i na zasadach kredytu przekazuje ja do bankow komercyjnych, ktore ja nam pozyczaja. No, plus pewien procent (60%? 80% Wlochy podobno 120% PKB), ktory rzad emituje jako papiery dluzne na rynku wewnetrznym, lub co gorsze walutowe, czyli nie we wlasnym nominale, zewnetrznym. Od tego, kto wylicza ile sie narobilismy i za ile to sprzedamy zalezy ilosc gotowki na rynku. Plus jeszcze dochodzi do tego, jak bank komercyjny ksieguje swoja kase, bo daje mu to szerokie mozliwosci wykazywania wysokich aktywow podczas rzeczywistej straty, a to juz nie jest swietne, bo zaczyna pozyczac ludziom gotowke, ktorej nie ma. W zwiazku z tym, obojetnie czy trzymamy kase w banku czy w skarpecie, czy wzielismy kredyt czy tez jestesmy na czysto. Nasza kasa, ktora sie poslugujemy jest nieco wirtualna. Ma pokrycie w tak zwanym zalozeniu, ze bedzie ok. Jak nie bedzie ok, to sobie nasza kasa mozemy… to co wiemy.
      Po drugie gielda, rowniez nie obowiazkowa, ale jak podjezdzasz na stacje paliw czy idziesz do sklepu to wlasnie ona okresla w duzej mierze to, ile placisz (z ta stacja paliw to przesadzilem, tu cene okresla minister finansow wysokoscia akcyzy, vatu i innych podatkow). Ale wszelkie rozgrywki na gieldzie w stosunku do cen towarow to finansujemy my, w sklepiku osiedlowym, nie trzeba grac czy inwestowac na gieldzie.
      Poniewaz w tym, o czym napisalem nie robie, a jedynie z teorii dopraszam sie o korekty,
      M. Minderbinder

  3. Nie za bardzo zrozumiałem
    tzn. rozkradanie budżetu państwa rozumiem, ale imprezki typu bank, giełda itp, to w sumie są dobrowolne.

    Singapur nie ma deficytu, a dług “zewnętrzny” jest mały.

    Polscy prorocy z XX wieku pisali że w Polsce zapanuje nowy ustrój, nie będzie ani socjalizmu ani kapitalizmu. Ale poza nazwą nic nie wiadomo 🙂

    Generalnie rozumiem co swego czasu pisał Michał De Notre Dame, że upadną te ich dziecinne republiki…

    • To chyba nie do konca tak. I bank i gielda
      naturalnie sa dbrowolne, ale z tego co sie naumialem, to pieniadz krazacy po swiecie w wiekszosci jest pieniadzem dluznym. To znaczy nie istnieje pokrycie w czymkolwiek oprocz jakiegos wyliczenia poprzez jakiegos wesolego dyzia PKB na zeszly lub kolejny rok (prosze o poprawke w razie gdyby, pisze o rzeczach, o ktorych czytalem, ale nie pracuje w tym sektorze, niestety). Bank narodowy emituje gotowke (a w zasadzie powinien jej emitowac) w tej ilosci i na zasadach kredytu przekazuje ja do bankow komercyjnych, ktore ja nam pozyczaja. No, plus pewien procent (60%? 80% Wlochy podobno 120% PKB), ktory rzad emituje jako papiery dluzne na rynku wewnetrznym, lub co gorsze walutowe, czyli nie we wlasnym nominale, zewnetrznym. Od tego, kto wylicza ile sie narobilismy i za ile to sprzedamy zalezy ilosc gotowki na rynku. Plus jeszcze dochodzi do tego, jak bank komercyjny ksieguje swoja kase, bo daje mu to szerokie mozliwosci wykazywania wysokich aktywow podczas rzeczywistej straty, a to juz nie jest swietne, bo zaczyna pozyczac ludziom gotowke, ktorej nie ma. W zwiazku z tym, obojetnie czy trzymamy kase w banku czy w skarpecie, czy wzielismy kredyt czy tez jestesmy na czysto. Nasza kasa, ktora sie poslugujemy jest nieco wirtualna. Ma pokrycie w tak zwanym zalozeniu, ze bedzie ok. Jak nie bedzie ok, to sobie nasza kasa mozemy… to co wiemy.
      Po drugie gielda, rowniez nie obowiazkowa, ale jak podjezdzasz na stacje paliw czy idziesz do sklepu to wlasnie ona okresla w duzej mierze to, ile placisz (z ta stacja paliw to przesadzilem, tu cene okresla minister finansow wysokoscia akcyzy, vatu i innych podatkow). Ale wszelkie rozgrywki na gieldzie w stosunku do cen towarow to finansujemy my, w sklepiku osiedlowym, nie trzeba grac czy inwestowac na gieldzie.
      Poniewaz w tym, o czym napisalem nie robie, a jedynie z teorii dopraszam sie o korekty,
      M. Minderbinder

  4. Jeszcze kilka lat temu bym
    Jeszcze kilka lat temu bym wyśmiał takie teorie. Ale człowiek dojrzewa, coraz więcej się orientuje (chociaż i tak gówno wie) i muszę przyznać że odnośnie “rynków walutowych” mam identyczne odczucia. Ta szulernia powinna zniknąć z powierzchni ziemi, natychmiast. Nie będę linkował szmaty ale właśnie przeczytałem że:

    “Kurs franka po południu zaczął mocno spadać po kilku dniach nieprzerwanych wzrostów schodząc z 4,04 do 3,84 zł. Inwestorzy zaczęli realizować zyski pozbywając się szwajcarskiej waluty. To pociągnęło mocno w dół franka”.

    Tych kurwa “inwestorów” należałoby powiesić za ich obrzezane skarby na wysokim drzewie. Odnośnie giełd nabieram podobnych odczuć. Już dawno przestały być obrazem gospodarki, przestały być nawet obrazem nastrojów inwestorów i ich prognoz na przyszłość, bo te czynniki wpływają na indeksy w sposób ograniczony. Wielkie załamania i krachy są sterowane przez wielkich macherów wyprzedających wszystko po uprzednim napompowaniu bańki. Jeszcze raz polecam artykuł z Rolling Stone który wkleiłem jakiś czas temu, tłumaczenie w drugim linku:

    http://www.rollingstone.com/politics/news/the-great-american-bubble-machine-20100405

    http://www.rodaknet.com/rp_art_4653_czytelnia_taibbi_goldman_sachs.htm

  5. Jeszcze kilka lat temu bym
    Jeszcze kilka lat temu bym wyśmiał takie teorie. Ale człowiek dojrzewa, coraz więcej się orientuje (chociaż i tak gówno wie) i muszę przyznać że odnośnie “rynków walutowych” mam identyczne odczucia. Ta szulernia powinna zniknąć z powierzchni ziemi, natychmiast. Nie będę linkował szmaty ale właśnie przeczytałem że:

    “Kurs franka po południu zaczął mocno spadać po kilku dniach nieprzerwanych wzrostów schodząc z 4,04 do 3,84 zł. Inwestorzy zaczęli realizować zyski pozbywając się szwajcarskiej waluty. To pociągnęło mocno w dół franka”.

    Tych kurwa “inwestorów” należałoby powiesić za ich obrzezane skarby na wysokim drzewie. Odnośnie giełd nabieram podobnych odczuć. Już dawno przestały być obrazem gospodarki, przestały być nawet obrazem nastrojów inwestorów i ich prognoz na przyszłość, bo te czynniki wpływają na indeksy w sposób ograniczony. Wielkie załamania i krachy są sterowane przez wielkich macherów wyprzedających wszystko po uprzednim napompowaniu bańki. Jeszcze raz polecam artykuł z Rolling Stone który wkleiłem jakiś czas temu, tłumaczenie w drugim linku:

    http://www.rollingstone.com/politics/news/the-great-american-bubble-machine-20100405

    http://www.rodaknet.com/rp_art_4653_czytelnia_taibbi_goldman_sachs.htm

  6. Jeszcze kilka lat temu bym
    Jeszcze kilka lat temu bym wyśmiał takie teorie. Ale człowiek dojrzewa, coraz więcej się orientuje (chociaż i tak gówno wie) i muszę przyznać że odnośnie “rynków walutowych” mam identyczne odczucia. Ta szulernia powinna zniknąć z powierzchni ziemi, natychmiast. Nie będę linkował szmaty ale właśnie przeczytałem że:

    “Kurs franka po południu zaczął mocno spadać po kilku dniach nieprzerwanych wzrostów schodząc z 4,04 do 3,84 zł. Inwestorzy zaczęli realizować zyski pozbywając się szwajcarskiej waluty. To pociągnęło mocno w dół franka”.

    Tych kurwa “inwestorów” należałoby powiesić za ich obrzezane skarby na wysokim drzewie. Odnośnie giełd nabieram podobnych odczuć. Już dawno przestały być obrazem gospodarki, przestały być nawet obrazem nastrojów inwestorów i ich prognoz na przyszłość, bo te czynniki wpływają na indeksy w sposób ograniczony. Wielkie załamania i krachy są sterowane przez wielkich macherów wyprzedających wszystko po uprzednim napompowaniu bańki. Jeszcze raz polecam artykuł z Rolling Stone który wkleiłem jakiś czas temu, tłumaczenie w drugim linku:

    http://www.rollingstone.com/politics/news/the-great-american-bubble-machine-20100405

    http://www.rodaknet.com/rp_art_4653_czytelnia_taibbi_goldman_sachs.htm

  7. A nagrody Nobla z ekonomii?
    Cóż warte są nagrody Nobla z ekonomii, skoro w ostatnich dwóch dekadach otrzymują je ci, którzy są na ścieżce i kursie wyznaczanym przez największych macherów?

    Mówiąc inaczej, odkąd w ekonomii zaczęła obowiązywać politpoprawność, odtąd nie ma mowy o ekonomii sensu stricte. Jeśli ktoś wybrał sobie pod dom niestabilny grunt, to mu nikt nie pomoże. Mogą co najwyżej wyciągać od niego kolejną kasę i robić na nim naukową karierę, co nie przeszkadza, że chałupa i tak mu pierdutnie, tyle że trochę później i zgodnie z prawami Murphy’ego.

  8. A nagrody Nobla z ekonomii?
    Cóż warte są nagrody Nobla z ekonomii, skoro w ostatnich dwóch dekadach otrzymują je ci, którzy są na ścieżce i kursie wyznaczanym przez największych macherów?

    Mówiąc inaczej, odkąd w ekonomii zaczęła obowiązywać politpoprawność, odtąd nie ma mowy o ekonomii sensu stricte. Jeśli ktoś wybrał sobie pod dom niestabilny grunt, to mu nikt nie pomoże. Mogą co najwyżej wyciągać od niego kolejną kasę i robić na nim naukową karierę, co nie przeszkadza, że chałupa i tak mu pierdutnie, tyle że trochę później i zgodnie z prawami Murphy’ego.

  9. A nagrody Nobla z ekonomii?
    Cóż warte są nagrody Nobla z ekonomii, skoro w ostatnich dwóch dekadach otrzymują je ci, którzy są na ścieżce i kursie wyznaczanym przez największych macherów?

    Mówiąc inaczej, odkąd w ekonomii zaczęła obowiązywać politpoprawność, odtąd nie ma mowy o ekonomii sensu stricte. Jeśli ktoś wybrał sobie pod dom niestabilny grunt, to mu nikt nie pomoże. Mogą co najwyżej wyciągać od niego kolejną kasę i robić na nim naukową karierę, co nie przeszkadza, że chałupa i tak mu pierdutnie, tyle że trochę później i zgodnie z prawami Murphy’ego.

  10. Odpowiedź ogólna. Proszę
    Odpowiedź ogólna. Proszę zapomnieć, że moje “projekty” są zejściem z rozumu. Nic podobnego, to jest łagodna wersja likwidacji prawdziwego robienia z ludzi wariatów, tak naprawdę należałoby pójść znacznie dalej. Cały ten “kryzys” ma jedną zaletę. Coraz więcej ludzi otwiera oczy. Kto dziś od zdrowych zmysłach będzie bredził o euro, czy “pewne jak w banku”. Jak dziś są traktowani przedstawiciele bankowi? Jak akwizytorzy. Kto normalny uwierzy w jakieś “zakłady walutowe”, giełdy, i odwzorowanie waluty jako stanu gospodarki. Do rewolucji to za mało, ale do zwarcia szeregów wystarczająco. Pierwszy element to wykpić jak, nie brać udziału, pukać się w czoło przy ofertach. Drugie to głosować na największych oszołomów, pod warunkiem, że wykazują jakieś minima ideowe.

  11. Odpowiedź ogólna. Proszę
    Odpowiedź ogólna. Proszę zapomnieć, że moje “projekty” są zejściem z rozumu. Nic podobnego, to jest łagodna wersja likwidacji prawdziwego robienia z ludzi wariatów, tak naprawdę należałoby pójść znacznie dalej. Cały ten “kryzys” ma jedną zaletę. Coraz więcej ludzi otwiera oczy. Kto dziś od zdrowych zmysłach będzie bredził o euro, czy “pewne jak w banku”. Jak dziś są traktowani przedstawiciele bankowi? Jak akwizytorzy. Kto normalny uwierzy w jakieś “zakłady walutowe”, giełdy, i odwzorowanie waluty jako stanu gospodarki. Do rewolucji to za mało, ale do zwarcia szeregów wystarczająco. Pierwszy element to wykpić jak, nie brać udziału, pukać się w czoło przy ofertach. Drugie to głosować na największych oszołomów, pod warunkiem, że wykazują jakieś minima ideowe.

  12. Odpowiedź ogólna. Proszę
    Odpowiedź ogólna. Proszę zapomnieć, że moje “projekty” są zejściem z rozumu. Nic podobnego, to jest łagodna wersja likwidacji prawdziwego robienia z ludzi wariatów, tak naprawdę należałoby pójść znacznie dalej. Cały ten “kryzys” ma jedną zaletę. Coraz więcej ludzi otwiera oczy. Kto dziś od zdrowych zmysłach będzie bredził o euro, czy “pewne jak w banku”. Jak dziś są traktowani przedstawiciele bankowi? Jak akwizytorzy. Kto normalny uwierzy w jakieś “zakłady walutowe”, giełdy, i odwzorowanie waluty jako stanu gospodarki. Do rewolucji to za mało, ale do zwarcia szeregów wystarczająco. Pierwszy element to wykpić jak, nie brać udziału, pukać się w czoło przy ofertach. Drugie to głosować na największych oszołomów, pod warunkiem, że wykazują jakieś minima ideowe.

  13. Niewidzialna smycz.
    Wiekszości wydaje się, że obecny system ekonomiczny (nie – bankowy, ale właśnie ekonomiczny) służy ułatwianiu wymiany towarów, usług oraz płatności za nie. Ponieważ się „wypaczył” służy również spekulantom.
    Prawdy jest w tym tyle co uczciwości w polityce. Służy tylko do trzymania na smyczy.

    Smycz pierwsza:
    -kreacja pieniądza: nasi dziadkowie mieszkali w dużo tańszych domach. Nie dlatego, że były proste i łatwe w budowie, tylko dlatego, że nie było kredytów. Tak – tylko dlatego, że nie było lewarowanego popytu na nieruchomości. Skąd ten popyt? Z prostego założenia, że depozytariusze nie zażądają wypłaty swoich pieniędzy RÓWNOCZEŚNIE. Pozwala to bankom pożyczać więcej niż naprawdę mają z depozytów.
    Przykład: Dom na rynku (normalnym bez TBS-ów i innych wypaczeń) kosztuje milion. Średni Kowalski zarabia milion rocznie. Każdego Kowalskiego (teoretycznie) stać na dom bez dużego wysiłku finansowego. Przychodzi bank i daje wybranym (selekcja nazywa się przyznaniem zdolności kredytowej – lub ratingu) ofertę kredytu 50-50. Wybrani, szczęśliwi jak ostatni kretyni, zaczynają się licytować się między sobą i cena domu rośnie kilka-kilkanaście procent…już nie wszystkich stać na dom, a ci, których nie stać potrzebują…kredytu. Świadomi, że inaczej nie kupią zaczynają nakręcać koniunkturę na rynku kredytów. Podkręcają prowizje i popyt.
    Szacowana cena nieruchomości (rynek USA) gdyby nie było kredytów wynosi 20-40% obecnej ceny rynkowej (!).

    Ta smycz trzyma Kowalskiego w pułapce kredytu, by zajął się zarabianiem bo nie będzie miał gdzie mieszkać.

    Smycz druga:
    -inflacja: wbrew temu co sądzi naprawdę zdumiewająca liczba ludzi, inflacja wcale nie spada z nieba niespodziewanie jak meteoryt tunguski i sieje spustoszenie. Inflacja jest ŚWIADOMIE kreowana przez rządy. Dzisiaj oczywiście nie maszynami drukarskimi ale poprzez „zabezpieczanie potrzeb pożyczkowych państwa” lub „programy luzowania polityki pieniężnej”. Jak zwał, tak zwał – kiedyś za „psucie pieniądza” była tylko jedna kara, teraz dostaje się bandycie, który tworzy wirtualne pieniądze splendor i chwała osoby ratującej gospodarke zamiast szubienicy.
    Pieniądz przestał być środkiem tezauryzacji – właśnie dlatego, że inflacja okrada pieniądz z wartości. Gdyby Kowalski odkładał co roku na emeryturę na własne konto i nie byłoby inflacji – mógłby kopnąć w dupę cały personel ZUS tak, aż by się o księżyc pozabijali. Nie byłby uzależniony od państwa ani od żadnych funduszy, ani od łaski rządzących złodziei.
    Ta smycz trzyma w strachu o bezpieczną starość.

    Smycz trzecia:
    -programy pomocowe podnoszące ceny: kiedyś rozmawiałem z farmerem-obszarnikiem z Afryki, który powiedział, że „z wami nie da się konkurować” Jak to? Najdroższa na świecie żywność „made in Europe” i nie da się konkurować? Nie da się bo tutaj jest rozdawana za darmo…tutaj mały rolnik nigdy się nie rozwinie bo z darmowym towarem nikt konkurować nie da rady. Zabijacie konkurencję zanim się rozwinie…Dokładnie tak NFZ zabija jakość usług medycznych i winduje ceny do poziomu monopolistycznego.
    Regulacje CZEGOKOLWIEK zawsze czynią gospodarkę nieefektywną. Wprowadzane są przez polityków jako konieczność a ciemnogród przyjmuje to za dobrą monetę i daje zgodę na okradanie samego siebie.
    Ta smycz trzyma Kowalskiego w ciągłym strachu, że bez państwa wszystko się zawali i on tego nie przeżyje.
    To tyle.
    Jutro „dlaczego bez fizycznej likwidacji przeciwnika nie ma szans na zmiany”, o ile czas pozwoli.

  14. Niewidzialna smycz.
    Wiekszości wydaje się, że obecny system ekonomiczny (nie – bankowy, ale właśnie ekonomiczny) służy ułatwianiu wymiany towarów, usług oraz płatności za nie. Ponieważ się „wypaczył” służy również spekulantom.
    Prawdy jest w tym tyle co uczciwości w polityce. Służy tylko do trzymania na smyczy.

    Smycz pierwsza:
    -kreacja pieniądza: nasi dziadkowie mieszkali w dużo tańszych domach. Nie dlatego, że były proste i łatwe w budowie, tylko dlatego, że nie było kredytów. Tak – tylko dlatego, że nie było lewarowanego popytu na nieruchomości. Skąd ten popyt? Z prostego założenia, że depozytariusze nie zażądają wypłaty swoich pieniędzy RÓWNOCZEŚNIE. Pozwala to bankom pożyczać więcej niż naprawdę mają z depozytów.
    Przykład: Dom na rynku (normalnym bez TBS-ów i innych wypaczeń) kosztuje milion. Średni Kowalski zarabia milion rocznie. Każdego Kowalskiego (teoretycznie) stać na dom bez dużego wysiłku finansowego. Przychodzi bank i daje wybranym (selekcja nazywa się przyznaniem zdolności kredytowej – lub ratingu) ofertę kredytu 50-50. Wybrani, szczęśliwi jak ostatni kretyni, zaczynają się licytować się między sobą i cena domu rośnie kilka-kilkanaście procent…już nie wszystkich stać na dom, a ci, których nie stać potrzebują…kredytu. Świadomi, że inaczej nie kupią zaczynają nakręcać koniunkturę na rynku kredytów. Podkręcają prowizje i popyt.
    Szacowana cena nieruchomości (rynek USA) gdyby nie było kredytów wynosi 20-40% obecnej ceny rynkowej (!).

    Ta smycz trzyma Kowalskiego w pułapce kredytu, by zajął się zarabianiem bo nie będzie miał gdzie mieszkać.

    Smycz druga:
    -inflacja: wbrew temu co sądzi naprawdę zdumiewająca liczba ludzi, inflacja wcale nie spada z nieba niespodziewanie jak meteoryt tunguski i sieje spustoszenie. Inflacja jest ŚWIADOMIE kreowana przez rządy. Dzisiaj oczywiście nie maszynami drukarskimi ale poprzez „zabezpieczanie potrzeb pożyczkowych państwa” lub „programy luzowania polityki pieniężnej”. Jak zwał, tak zwał – kiedyś za „psucie pieniądza” była tylko jedna kara, teraz dostaje się bandycie, który tworzy wirtualne pieniądze splendor i chwała osoby ratującej gospodarke zamiast szubienicy.
    Pieniądz przestał być środkiem tezauryzacji – właśnie dlatego, że inflacja okrada pieniądz z wartości. Gdyby Kowalski odkładał co roku na emeryturę na własne konto i nie byłoby inflacji – mógłby kopnąć w dupę cały personel ZUS tak, aż by się o księżyc pozabijali. Nie byłby uzależniony od państwa ani od żadnych funduszy, ani od łaski rządzących złodziei.
    Ta smycz trzyma w strachu o bezpieczną starość.

    Smycz trzecia:
    -programy pomocowe podnoszące ceny: kiedyś rozmawiałem z farmerem-obszarnikiem z Afryki, który powiedział, że „z wami nie da się konkurować” Jak to? Najdroższa na świecie żywność „made in Europe” i nie da się konkurować? Nie da się bo tutaj jest rozdawana za darmo…tutaj mały rolnik nigdy się nie rozwinie bo z darmowym towarem nikt konkurować nie da rady. Zabijacie konkurencję zanim się rozwinie…Dokładnie tak NFZ zabija jakość usług medycznych i winduje ceny do poziomu monopolistycznego.
    Regulacje CZEGOKOLWIEK zawsze czynią gospodarkę nieefektywną. Wprowadzane są przez polityków jako konieczność a ciemnogród przyjmuje to za dobrą monetę i daje zgodę na okradanie samego siebie.
    Ta smycz trzyma Kowalskiego w ciągłym strachu, że bez państwa wszystko się zawali i on tego nie przeżyje.
    To tyle.
    Jutro „dlaczego bez fizycznej likwidacji przeciwnika nie ma szans na zmiany”, o ile czas pozwoli.

  15. Niewidzialna smycz.
    Wiekszości wydaje się, że obecny system ekonomiczny (nie – bankowy, ale właśnie ekonomiczny) służy ułatwianiu wymiany towarów, usług oraz płatności za nie. Ponieważ się „wypaczył” służy również spekulantom.
    Prawdy jest w tym tyle co uczciwości w polityce. Służy tylko do trzymania na smyczy.

    Smycz pierwsza:
    -kreacja pieniądza: nasi dziadkowie mieszkali w dużo tańszych domach. Nie dlatego, że były proste i łatwe w budowie, tylko dlatego, że nie było kredytów. Tak – tylko dlatego, że nie było lewarowanego popytu na nieruchomości. Skąd ten popyt? Z prostego założenia, że depozytariusze nie zażądają wypłaty swoich pieniędzy RÓWNOCZEŚNIE. Pozwala to bankom pożyczać więcej niż naprawdę mają z depozytów.
    Przykład: Dom na rynku (normalnym bez TBS-ów i innych wypaczeń) kosztuje milion. Średni Kowalski zarabia milion rocznie. Każdego Kowalskiego (teoretycznie) stać na dom bez dużego wysiłku finansowego. Przychodzi bank i daje wybranym (selekcja nazywa się przyznaniem zdolności kredytowej – lub ratingu) ofertę kredytu 50-50. Wybrani, szczęśliwi jak ostatni kretyni, zaczynają się licytować się między sobą i cena domu rośnie kilka-kilkanaście procent…już nie wszystkich stać na dom, a ci, których nie stać potrzebują…kredytu. Świadomi, że inaczej nie kupią zaczynają nakręcać koniunkturę na rynku kredytów. Podkręcają prowizje i popyt.
    Szacowana cena nieruchomości (rynek USA) gdyby nie było kredytów wynosi 20-40% obecnej ceny rynkowej (!).

    Ta smycz trzyma Kowalskiego w pułapce kredytu, by zajął się zarabianiem bo nie będzie miał gdzie mieszkać.

    Smycz druga:
    -inflacja: wbrew temu co sądzi naprawdę zdumiewająca liczba ludzi, inflacja wcale nie spada z nieba niespodziewanie jak meteoryt tunguski i sieje spustoszenie. Inflacja jest ŚWIADOMIE kreowana przez rządy. Dzisiaj oczywiście nie maszynami drukarskimi ale poprzez „zabezpieczanie potrzeb pożyczkowych państwa” lub „programy luzowania polityki pieniężnej”. Jak zwał, tak zwał – kiedyś za „psucie pieniądza” była tylko jedna kara, teraz dostaje się bandycie, który tworzy wirtualne pieniądze splendor i chwała osoby ratującej gospodarke zamiast szubienicy.
    Pieniądz przestał być środkiem tezauryzacji – właśnie dlatego, że inflacja okrada pieniądz z wartości. Gdyby Kowalski odkładał co roku na emeryturę na własne konto i nie byłoby inflacji – mógłby kopnąć w dupę cały personel ZUS tak, aż by się o księżyc pozabijali. Nie byłby uzależniony od państwa ani od żadnych funduszy, ani od łaski rządzących złodziei.
    Ta smycz trzyma w strachu o bezpieczną starość.

    Smycz trzecia:
    -programy pomocowe podnoszące ceny: kiedyś rozmawiałem z farmerem-obszarnikiem z Afryki, który powiedział, że „z wami nie da się konkurować” Jak to? Najdroższa na świecie żywność „made in Europe” i nie da się konkurować? Nie da się bo tutaj jest rozdawana za darmo…tutaj mały rolnik nigdy się nie rozwinie bo z darmowym towarem nikt konkurować nie da rady. Zabijacie konkurencję zanim się rozwinie…Dokładnie tak NFZ zabija jakość usług medycznych i winduje ceny do poziomu monopolistycznego.
    Regulacje CZEGOKOLWIEK zawsze czynią gospodarkę nieefektywną. Wprowadzane są przez polityków jako konieczność a ciemnogród przyjmuje to za dobrą monetę i daje zgodę na okradanie samego siebie.
    Ta smycz trzyma Kowalskiego w ciągłym strachu, że bez państwa wszystko się zawali i on tego nie przeżyje.
    To tyle.
    Jutro „dlaczego bez fizycznej likwidacji przeciwnika nie ma szans na zmiany”, o ile czas pozwoli.

    • brak chętnych na akcje TVN-Rosja oddział Polska?
      Niesłusznie. Rosyjski udziałowiec wniesie do TV dużą dawkę profesjoanlizmu i rzetelności, bo to co się teraz tam dzieje to amatorski kołchoz. No i nie pozwolą sobie na wsadzanie flagi Polski do psich kup, Powiatowy będzie musiał chyba całkiem przejść na garnuszek rządu PO. Może zostanie prezesem spółki w Stoczni Szczecin?

    • brak chętnych na akcje TVN-Rosja oddział Polska?
      Niesłusznie. Rosyjski udziałowiec wniesie do TV dużą dawkę profesjoanlizmu i rzetelności, bo to co się teraz tam dzieje to amatorski kołchoz. No i nie pozwolą sobie na wsadzanie flagi Polski do psich kup, Powiatowy będzie musiał chyba całkiem przejść na garnuszek rządu PO. Może zostanie prezesem spółki w Stoczni Szczecin?

    • brak chętnych na akcje TVN-Rosja oddział Polska?
      Niesłusznie. Rosyjski udziałowiec wniesie do TV dużą dawkę profesjoanlizmu i rzetelności, bo to co się teraz tam dzieje to amatorski kołchoz. No i nie pozwolą sobie na wsadzanie flagi Polski do psich kup, Powiatowy będzie musiał chyba całkiem przejść na garnuszek rządu PO. Może zostanie prezesem spółki w Stoczni Szczecin?

  16. Też o tym myślałem
    problem jednak w prędkości obiegu pieniądza.
    Trudno sobie wyobrazić dzisiejszą gospodarkę i tempo życia, bez kreowania “pustego” pieniądza – bez kredytu. Od czasu masowej produkcji, kredyt stał się nieodłącznym czynnikiem wzrostu gospodarczego. Trudno sobie wyobrazić, że producenci musieliby czekać aż spłyną im przychody ze sprzedaży, żeby rozpocząć kolejny cykl produkcyjny, o inwestycjach nawet nie warto wspominać.
    Jak ograniczyć pompowanie na rynku pustego pieniądza? A to już jest pytanie go jaśnie oświeconych makroekonomistów i finansistów, którzy raczej dzisiaj przypominają wróżbitów niż naukowców.

    Kilka podstawowych prawd o rynku w skali makro można wyczytać w podręcznikach, ale one odnoszą się do sytuacji, która już była, do innych warunków gospodarczych (ekonomista, jak to mówią, mądry po szkodzie). To co dzisiaj pierdolą panie i panowie analitycy, w odniesieniu do obecnej sytuacji rynkowej, do dzisiejszych realiów gospodarki globalnej (gdy narzędzia interwencjonizmu państwa mają taką skuteczność jak zalewanie wodą palącego się karbidu), posiłkując się schematami z minionej epoki, to czysta chujnia z grzybnią i patatajcem na dokładkę. Wystarczy posłuchać tej grypsery analityków giełdowych – w większości to tumany.

    Złoto to co prawda powszechnie akceptowalny ekwiwalent procesu wymiany, ale jego rzadkość występowania, przy dzisiejszej skali operacji finansowych (nawet tych ściśle powiązanych z produkcją i usługami) wywindowała by jego wartość pod niebiosa lub przykręciła kran produkcji do poziomu połowy XIX w.

    Nie będę się wymądrzał, gdzie i jak postawić hamulec dla kreowania pieniądza i na czym oprzeć wielkość emisji (może procent od wartości wyprodukowanych dóbr i usług?). Uważam, jednakowoż, że fiutkom od emisji pochodnych instrumentów finansowych należy przypier… podatek od ryzyka transakcyjnego w taki sposób, żeby im się odechciało wychodzić poza standardowy kredyt. Tylko co wtedy zrobić z armią zwolnionych finansistów?

    • Kredyty to nie do końca
      Kredyty to nie do końca “puste” pieniądze czy też jak kto woli “drukowane”. Banki posiadają przecież środki na swoich rachunkach w banku centralnym a te które odnotowują niedobór – pożyczają środki od innych banków na rynku międzybankowym. Stąd też na oprocentowanie kredytu składa się marża banku i WIBOR czyli oprocentowanie pożyczek na rynku międzybankowym.

      Teraz wyobraźmy sobie że banki przestają sobie wzajemnie ufać i przestają pożyczać. Oprocentowanie szybuje, akcje kredytowe wstrzymane, konsumenci nie kupują, nie budują, firmy tracą płynność, banki więc ograniczają finansowanie kolejnych sektorów (kredyty hipoteczne -> branża deweloperska i budowlana -> firmy meblarskie, architekci itp) i kula śniegowa frunie. Dokładnie takie coś mieliśmy w 2008 roku.

      Gdyby kredyty były “pustym” pieniądzem to nie było by takiego problemu (było by milion innych).

      • kredyt nie do koñca “pusty”
        Jest jak woda “nie do końca” mokra a używana do gaszenia pożaru.
        Piramidka polegająca na założeniu, że depozytariusze RÓWNOCZEŚNIE nie wycofają swoich wkładów.
        Co będzie jak jednak to zrobią? Pożyczymy od innego banku? Akurat tak się składało w historii, że run w jednym banku implikował taki sam run w następnym a ten w kolejnym…nie było od kogo pożyczać.
        Przewidziane przez Ciebie skutki wywołane brakiem zaufania i pożyczania są jednak zupełnie nierealne.
        Stopy nie wzrosną, tylko spadną (dlatego, że banki MUSZĄ pożyczać i zaczną NAPRAWDĘ walczyć o klienta). Wzrośnie ilość zaparkowanego pieniądza, spadnie inflacja.
        Może nastapi era deflacji.
        Piękna dla konsumentów i tragiczna dla socjalistycznych polityków.

        • Nie do końca mnie
          Nie do końca mnie zrozumiałeś, mówiłem o braku zaufania między bankami, taką sytuację mieliśmy w 2008 roku, banki nie wiedziały który z nich ma utopione środki w śmieciowych papierach wartościowych i zaufanie dramatycznie spadło. Wzrosło oprocentowanie pożyczek na rynkach międzybankowych (WIBOR ponad 6%) co przełożyły się na ceny kredytów dla konsumentów. Jak możesz mówić, że jak wzrasta ryzyko pożyczki to maleje oprocentowanie, jest dokładnie odwrotnie.

          • Prawda, ale to wszystko można
            Prawda, ale to wszystko można nazwać odpryskiem. Naprawdę nie interesuje mnie za bardzo, co to WIBOR, co LIBOR, bo to tylko zaklęcia magów. System jest prosty jak drut i opiera się na zwykłym oszustwie, maści na szczury. Genialność tego patentu polega na tym, że jest obudowany setką podobnych terminów jak spreed, WIBOR, trend, forex i ch..j nie wie co. De facto sprowadza się to do jednego, do zwykłego kantu jak na bazarze przy stoliku “trzy karty”. Banki są trybikiem tego systemu, one sobie mogą ufać, albo i nie ufać, nikogo to nie interesuje. Podział jest jasny, bierzesz w tym udział, zamykasz gębę i liczysz, że coś ci skapnie, albo cię nie ma. Innymi słowy w tym systemie nawet gdyby się pojawił jakiś bank w pierwotnym tego słowa znaczeniu, natychmiast zostałby oszustem. Łańcuszek: finansjera-media-eksperci jest zabójczą bronią, a wszystko za mordę trzyma kilkudziesięciu magów. Ot i cała tajemnica, nie ma sensu spierać się o detaliczne skutki.

  17. Też o tym myślałem
    problem jednak w prędkości obiegu pieniądza.
    Trudno sobie wyobrazić dzisiejszą gospodarkę i tempo życia, bez kreowania “pustego” pieniądza – bez kredytu. Od czasu masowej produkcji, kredyt stał się nieodłącznym czynnikiem wzrostu gospodarczego. Trudno sobie wyobrazić, że producenci musieliby czekać aż spłyną im przychody ze sprzedaży, żeby rozpocząć kolejny cykl produkcyjny, o inwestycjach nawet nie warto wspominać.
    Jak ograniczyć pompowanie na rynku pustego pieniądza? A to już jest pytanie go jaśnie oświeconych makroekonomistów i finansistów, którzy raczej dzisiaj przypominają wróżbitów niż naukowców.

    Kilka podstawowych prawd o rynku w skali makro można wyczytać w podręcznikach, ale one odnoszą się do sytuacji, która już była, do innych warunków gospodarczych (ekonomista, jak to mówią, mądry po szkodzie). To co dzisiaj pierdolą panie i panowie analitycy, w odniesieniu do obecnej sytuacji rynkowej, do dzisiejszych realiów gospodarki globalnej (gdy narzędzia interwencjonizmu państwa mają taką skuteczność jak zalewanie wodą palącego się karbidu), posiłkując się schematami z minionej epoki, to czysta chujnia z grzybnią i patatajcem na dokładkę. Wystarczy posłuchać tej grypsery analityków giełdowych – w większości to tumany.

    Złoto to co prawda powszechnie akceptowalny ekwiwalent procesu wymiany, ale jego rzadkość występowania, przy dzisiejszej skali operacji finansowych (nawet tych ściśle powiązanych z produkcją i usługami) wywindowała by jego wartość pod niebiosa lub przykręciła kran produkcji do poziomu połowy XIX w.

    Nie będę się wymądrzał, gdzie i jak postawić hamulec dla kreowania pieniądza i na czym oprzeć wielkość emisji (może procent od wartości wyprodukowanych dóbr i usług?). Uważam, jednakowoż, że fiutkom od emisji pochodnych instrumentów finansowych należy przypier… podatek od ryzyka transakcyjnego w taki sposób, żeby im się odechciało wychodzić poza standardowy kredyt. Tylko co wtedy zrobić z armią zwolnionych finansistów?

    • Kredyty to nie do końca
      Kredyty to nie do końca “puste” pieniądze czy też jak kto woli “drukowane”. Banki posiadają przecież środki na swoich rachunkach w banku centralnym a te które odnotowują niedobór – pożyczają środki od innych banków na rynku międzybankowym. Stąd też na oprocentowanie kredytu składa się marża banku i WIBOR czyli oprocentowanie pożyczek na rynku międzybankowym.

      Teraz wyobraźmy sobie że banki przestają sobie wzajemnie ufać i przestają pożyczać. Oprocentowanie szybuje, akcje kredytowe wstrzymane, konsumenci nie kupują, nie budują, firmy tracą płynność, banki więc ograniczają finansowanie kolejnych sektorów (kredyty hipoteczne -> branża deweloperska i budowlana -> firmy meblarskie, architekci itp) i kula śniegowa frunie. Dokładnie takie coś mieliśmy w 2008 roku.

      Gdyby kredyty były “pustym” pieniądzem to nie było by takiego problemu (było by milion innych).

      • kredyt nie do koñca “pusty”
        Jest jak woda “nie do końca” mokra a używana do gaszenia pożaru.
        Piramidka polegająca na założeniu, że depozytariusze RÓWNOCZEŚNIE nie wycofają swoich wkładów.
        Co będzie jak jednak to zrobią? Pożyczymy od innego banku? Akurat tak się składało w historii, że run w jednym banku implikował taki sam run w następnym a ten w kolejnym…nie było od kogo pożyczać.
        Przewidziane przez Ciebie skutki wywołane brakiem zaufania i pożyczania są jednak zupełnie nierealne.
        Stopy nie wzrosną, tylko spadną (dlatego, że banki MUSZĄ pożyczać i zaczną NAPRAWDĘ walczyć o klienta). Wzrośnie ilość zaparkowanego pieniądza, spadnie inflacja.
        Może nastapi era deflacji.
        Piękna dla konsumentów i tragiczna dla socjalistycznych polityków.

        • Nie do końca mnie
          Nie do końca mnie zrozumiałeś, mówiłem o braku zaufania między bankami, taką sytuację mieliśmy w 2008 roku, banki nie wiedziały który z nich ma utopione środki w śmieciowych papierach wartościowych i zaufanie dramatycznie spadło. Wzrosło oprocentowanie pożyczek na rynkach międzybankowych (WIBOR ponad 6%) co przełożyły się na ceny kredytów dla konsumentów. Jak możesz mówić, że jak wzrasta ryzyko pożyczki to maleje oprocentowanie, jest dokładnie odwrotnie.

          • Prawda, ale to wszystko można
            Prawda, ale to wszystko można nazwać odpryskiem. Naprawdę nie interesuje mnie za bardzo, co to WIBOR, co LIBOR, bo to tylko zaklęcia magów. System jest prosty jak drut i opiera się na zwykłym oszustwie, maści na szczury. Genialność tego patentu polega na tym, że jest obudowany setką podobnych terminów jak spreed, WIBOR, trend, forex i ch..j nie wie co. De facto sprowadza się to do jednego, do zwykłego kantu jak na bazarze przy stoliku “trzy karty”. Banki są trybikiem tego systemu, one sobie mogą ufać, albo i nie ufać, nikogo to nie interesuje. Podział jest jasny, bierzesz w tym udział, zamykasz gębę i liczysz, że coś ci skapnie, albo cię nie ma. Innymi słowy w tym systemie nawet gdyby się pojawił jakiś bank w pierwotnym tego słowa znaczeniu, natychmiast zostałby oszustem. Łańcuszek: finansjera-media-eksperci jest zabójczą bronią, a wszystko za mordę trzyma kilkudziesięciu magów. Ot i cała tajemnica, nie ma sensu spierać się o detaliczne skutki.

  18. Też o tym myślałem
    problem jednak w prędkości obiegu pieniądza.
    Trudno sobie wyobrazić dzisiejszą gospodarkę i tempo życia, bez kreowania “pustego” pieniądza – bez kredytu. Od czasu masowej produkcji, kredyt stał się nieodłącznym czynnikiem wzrostu gospodarczego. Trudno sobie wyobrazić, że producenci musieliby czekać aż spłyną im przychody ze sprzedaży, żeby rozpocząć kolejny cykl produkcyjny, o inwestycjach nawet nie warto wspominać.
    Jak ograniczyć pompowanie na rynku pustego pieniądza? A to już jest pytanie go jaśnie oświeconych makroekonomistów i finansistów, którzy raczej dzisiaj przypominają wróżbitów niż naukowców.

    Kilka podstawowych prawd o rynku w skali makro można wyczytać w podręcznikach, ale one odnoszą się do sytuacji, która już była, do innych warunków gospodarczych (ekonomista, jak to mówią, mądry po szkodzie). To co dzisiaj pierdolą panie i panowie analitycy, w odniesieniu do obecnej sytuacji rynkowej, do dzisiejszych realiów gospodarki globalnej (gdy narzędzia interwencjonizmu państwa mają taką skuteczność jak zalewanie wodą palącego się karbidu), posiłkując się schematami z minionej epoki, to czysta chujnia z grzybnią i patatajcem na dokładkę. Wystarczy posłuchać tej grypsery analityków giełdowych – w większości to tumany.

    Złoto to co prawda powszechnie akceptowalny ekwiwalent procesu wymiany, ale jego rzadkość występowania, przy dzisiejszej skali operacji finansowych (nawet tych ściśle powiązanych z produkcją i usługami) wywindowała by jego wartość pod niebiosa lub przykręciła kran produkcji do poziomu połowy XIX w.

    Nie będę się wymądrzał, gdzie i jak postawić hamulec dla kreowania pieniądza i na czym oprzeć wielkość emisji (może procent od wartości wyprodukowanych dóbr i usług?). Uważam, jednakowoż, że fiutkom od emisji pochodnych instrumentów finansowych należy przypier… podatek od ryzyka transakcyjnego w taki sposób, żeby im się odechciało wychodzić poza standardowy kredyt. Tylko co wtedy zrobić z armią zwolnionych finansistów?

    • Kredyty to nie do końca
      Kredyty to nie do końca “puste” pieniądze czy też jak kto woli “drukowane”. Banki posiadają przecież środki na swoich rachunkach w banku centralnym a te które odnotowują niedobór – pożyczają środki od innych banków na rynku międzybankowym. Stąd też na oprocentowanie kredytu składa się marża banku i WIBOR czyli oprocentowanie pożyczek na rynku międzybankowym.

      Teraz wyobraźmy sobie że banki przestają sobie wzajemnie ufać i przestają pożyczać. Oprocentowanie szybuje, akcje kredytowe wstrzymane, konsumenci nie kupują, nie budują, firmy tracą płynność, banki więc ograniczają finansowanie kolejnych sektorów (kredyty hipoteczne -> branża deweloperska i budowlana -> firmy meblarskie, architekci itp) i kula śniegowa frunie. Dokładnie takie coś mieliśmy w 2008 roku.

      Gdyby kredyty były “pustym” pieniądzem to nie było by takiego problemu (było by milion innych).

      • kredyt nie do koñca “pusty”
        Jest jak woda “nie do końca” mokra a używana do gaszenia pożaru.
        Piramidka polegająca na założeniu, że depozytariusze RÓWNOCZEŚNIE nie wycofają swoich wkładów.
        Co będzie jak jednak to zrobią? Pożyczymy od innego banku? Akurat tak się składało w historii, że run w jednym banku implikował taki sam run w następnym a ten w kolejnym…nie było od kogo pożyczać.
        Przewidziane przez Ciebie skutki wywołane brakiem zaufania i pożyczania są jednak zupełnie nierealne.
        Stopy nie wzrosną, tylko spadną (dlatego, że banki MUSZĄ pożyczać i zaczną NAPRAWDĘ walczyć o klienta). Wzrośnie ilość zaparkowanego pieniądza, spadnie inflacja.
        Może nastapi era deflacji.
        Piękna dla konsumentów i tragiczna dla socjalistycznych polityków.

        • Nie do końca mnie
          Nie do końca mnie zrozumiałeś, mówiłem o braku zaufania między bankami, taką sytuację mieliśmy w 2008 roku, banki nie wiedziały który z nich ma utopione środki w śmieciowych papierach wartościowych i zaufanie dramatycznie spadło. Wzrosło oprocentowanie pożyczek na rynkach międzybankowych (WIBOR ponad 6%) co przełożyły się na ceny kredytów dla konsumentów. Jak możesz mówić, że jak wzrasta ryzyko pożyczki to maleje oprocentowanie, jest dokładnie odwrotnie.

          • Prawda, ale to wszystko można
            Prawda, ale to wszystko można nazwać odpryskiem. Naprawdę nie interesuje mnie za bardzo, co to WIBOR, co LIBOR, bo to tylko zaklęcia magów. System jest prosty jak drut i opiera się na zwykłym oszustwie, maści na szczury. Genialność tego patentu polega na tym, że jest obudowany setką podobnych terminów jak spreed, WIBOR, trend, forex i ch..j nie wie co. De facto sprowadza się to do jednego, do zwykłego kantu jak na bazarze przy stoliku “trzy karty”. Banki są trybikiem tego systemu, one sobie mogą ufać, albo i nie ufać, nikogo to nie interesuje. Podział jest jasny, bierzesz w tym udział, zamykasz gębę i liczysz, że coś ci skapnie, albo cię nie ma. Innymi słowy w tym systemie nawet gdyby się pojawił jakiś bank w pierwotnym tego słowa znaczeniu, natychmiast zostałby oszustem. Łańcuszek: finansjera-media-eksperci jest zabójczą bronią, a wszystko za mordę trzyma kilkudziesięciu magów. Ot i cała tajemnica, nie ma sensu spierać się o detaliczne skutki.

  19. Nihil novi sub sole
    A wtem Bankier, ku zgrozie zezującej nań masy,
    Z ziemi wstał we fraku galowym,
    Usiłując wyrazić przez dziwaczne grymasy,
    Czego nie mógł już oddać słowem.

    Opadł ciężko na fotel, dłonie wczepił we włosy
    I słuchaczy mizgleniem osłupiał,
    Wreszcie kośćmi grzechotać i wydawać jął głosy
    Dowodzące wyraźnie, że zgłupiał.

  20. Nihil novi sub sole
    A wtem Bankier, ku zgrozie zezującej nań masy,
    Z ziemi wstał we fraku galowym,
    Usiłując wyrazić przez dziwaczne grymasy,
    Czego nie mógł już oddać słowem.

    Opadł ciężko na fotel, dłonie wczepił we włosy
    I słuchaczy mizgleniem osłupiał,
    Wreszcie kośćmi grzechotać i wydawać jął głosy
    Dowodzące wyraźnie, że zgłupiał.

  21. Nihil novi sub sole
    A wtem Bankier, ku zgrozie zezującej nań masy,
    Z ziemi wstał we fraku galowym,
    Usiłując wyrazić przez dziwaczne grymasy,
    Czego nie mógł już oddać słowem.

    Opadł ciężko na fotel, dłonie wczepił we włosy
    I słuchaczy mizgleniem osłupiał,
    Wreszcie kośćmi grzechotać i wydawać jął głosy
    Dowodzące wyraźnie, że zgłupiał.

  22. Bardzo na temat!
    Za co dziękuję, mimo że w finansach całkiem nie biegły-m.

    Zobaczmy, może komuś ze sfer bliższych finansom będzie łatwiej się odnieść, jak przeczyta po naszymu? Z góry przepraszam za wszelkie babole i niedoskonałości (jestem otwarty na sugestie poprawkowe!):

    “Robert Peston

    Czy zakaz spekulacji wzmocni europejskie banki?

    Istnieje ryzyko, że tymczasowy zakaz krótkiej sprzedaży akcji, wprowadzony przez regulatorów we Francji, Włoszech, Hiszpanii i Belgii, będzie miał skutki wprost przeciwne do zakładanych

    O krótkiej sprzedaży mówimy, gdy inwestor sprzedaje akcje, których faktycznie nie posiada, w nadziei, że cena akcji spadnie i będzie je można odkupić taniej, by osiągnąć zysk.

    To agresywny zakład, że akcje będą spadać.

    Tymczasowy europejski zakaz, ogłoszony ostatniego wieczoru, pojawił się w konsekwencji dramatycznego spadku cen akcji europejskich banków, zwłaszcza włoskich i francuskich. We środę cena akcji jednego tylko olbrzymiego banku, Societe Generale, spadła w pewnym momencie o więcej niż 20%.

    Ponieważ tej wielkości spadki cen akcji mogą zachwiać zaufaniem tych, którzy pożyczają bankom, zagrażają one rentowności tych banków – tak więc tymczasowy zakaz może być postrzegany jako rozsądny środek uspokajający, jeżeli zredukuje on zmienność cen akcji banków.

    Ale jeśli zakaz zostanie odebrany jako objaw paniki wśród rządów strefy euro, chcących dać tymczasowe wytchnienie instytucjom finansowym nie tak mocnym, jak mogłyby być, to zwykli inwestorzy w bankach – i ich wierzyciele – mogliby ulec zwiększonej presji, by wycofać swoje finansowe wsparcie dla tych banków.

    Oto trzy inne powody, dla których zakaz może nie zadziałać:

    1. Nie jest jasne, czy ostatnie spadki cen włoskiego Unicredit czy francuskiego Soc Gen są konsekwencją działań spekulantów grających na krótką sprzedaż, czy też zwykłych inwestorów.

    2. Kiedy krótka sprzedaż została zakazana w innych jurysdykcjach, doprowadziło to do zwiększonej zmienności cen akcji (czyli dokładnie odwrotnie niż zakładano), ponieważ odstraszyło to pewne rodzaje instytucji, takie jak fundusze hedgingowe, od inwestowania na tych rynkach. Innymi słowy, płynność na tych rynkach, dostępność gotówki na zakupy i sprzedaż, została zredukowana.

    3. Zakaz dotyczy tylko krótkiej sprzedaży we Francji, Włoszech, Hiszpanii i Belgii, ale akcjami banków z tych państw handluje się także na wielkich rynkach międzynarodowych, takich jak w Wielkiej Brytanii i na Wall Street, gdzie krótka sprzedaż jest wciąż dozwolona. Dlatego zakaz nie powstrzyma funduszy hedgingowych i innych inwestorów od krótkiej sprzedaży akcji włoskich i francuskich banków, na przykład poprzez zagraniczne giełdy.

    A oto karta z historii, która nie jest zachęcająca.

    18 września 2008 r. urząd regulacyjny Wielkiej Brytanii, Zarząd Usług Finansowych, wprowadził tymczasowy zakaz krótkiej sprzedaży akcji banków i instytucji finansowych. W ciągu niewielu dni upadł i został znacjonalizowany bank Bradford & Bingley. W połowie października musiano podjąć działania ratownicze wobec banków Royal Bank of Scotland i HBOS/ Lloyds – na koszt podatników.

    Niewielu ludzi wyraziłoby opinię, że banki strefy euro są tak słabe, jak wiele międzynarodowych banków w latach 2007/2008. Opisany precedens wskazuje jednak, że zakaz krótkiej sprzedaży nie zmieni podstawowych zasad.”

    • Każda próba ukrócenie
      Każda próba ukrócenie złodziejom zysków, kończy się występem usłużnego “noblisty”, albo innego geniusza ekonomii. A ja w odpowiedzi na to zwyczajowe pierdolenie, pytam o prostą rzecz. Niech mi najwybitniejszy ekonomista odpowie na proste pytanie, jaki będzie kurs dowolnej akcji i to nie z czwartku na piątek, ale z 14.30 na 15.45. Podaję wszelkie potrzebne wskaźniki i dane, obroty przedsiębiorstwa, wdrożone projekty, podpisane nowe kontrakty i tak dalej. Co mi odpowie jeden z drugim? Że tego przewidzieć się nie da. No to ja pytam drugi raz. Jeśli nie racjonalne wskaźniki i dane o przedsiębiorstwie decydują o jego wartości, to kurwa co? Proste pytanie, jeśli nie na podstawie racjonalnych przesłanek wyznacza się wartość, to na podstawie czego? I tu dochodzimy do sedna. To co mamy nie jest żadnym systemem ekonomicznym, to jest szulernia zarządzana przez kilkudziesięciu, GÓRA, macherów, którzy dają pożyć kilkudziesięciu, kilkuset tysiącom pomniejszych złodziei od polityki, przez media po “inwestorów”. Nikt nie jest w stanie powiedzieć jaki będzie kurs i cena czegokolwiek, bo o tym nie decyduje nauka, realia, ale szmaciarze, którzy sterują emocjami, kłamstwem, “analizami”. Nic się nie zmieni, dopóki nie pierdolnie III wojną, w tym systemie korzyści czerpią najważniejsi, oni nie dadzą tego ruszyć, bo nic nie robiąc zarabiają miliardy. Jak się robi szum troch e zwalniają, płacą swoim politycznym pajacykom i do następnego razu. W międzyczasie “zabiją” Bin Ladena, albo Lepper “się powiesi”.

      • Iii tam
        Peston to żaden noblista, ot, obserwator po pięćdziesiątce, dziennikarz biznesowy. Tłumacząc ten tekst, nie miałem wrażenia, że on jest przeciwko. Bardziej, że wskazuje na to, że nawet regulacje nie pomogą – zwłaszcza lokalne, kiedy biznes się kręci globalnie. A w sumie na to, że “podstawowe zasady” (w oryginale “fundamentals”) nie są do przejścia takimi tymczasowymi zakazami.

        A poza tym samo przytoczenie opinii uważam za cenne, za co dzięki Yo li. Warto wiedzieć, co ktoś sądzi na dany temat, nawet jeżeli się nie zgadza. Co niekoniecznie ma miejsce w tym przypadku.

        • Ja nie mówię o tym
          Ja nie mówię o tym artykuliku, tylko o ogólnej tendencji. Tak zwani “zdroworozsądkowi” łykają podobne gówno wiadrami. Gdy wycisnąć te “opinię”, to tam po prostu nie ma nic konkretnego. Pozostaje właśnie “wrażenie”, że nie wiadomo, czy on jest za, czy przeciw, ale ważne, że tak ładnie mówi i w poważnej stacji, prasie. Tylko o czym? Co konkretnego z tego pieprzenia i każdego innego w podobny stylu wynika? Bo ja tu widzę modelowe, “LEPIEJ NICZEGO NIE RUSZAĆ”. Dostaje wysypki jak widzę argumenty pod tytułem “BBC podało”. A chuj mnie obchodzi co BBC podało, wklejanie takich pierdół to nie w moim blogu, bardzo proszę i nie do Ciebie się zwracam. Przekaż komu trzeba, jeśli mogę prosić, bo mnie się z idiotami od dłuższego czasu nie chce gadać, dla niektórych tylko sentyment mi pozostał, ale i to się kończy. Sto razy powtarzam, że to nie jest miejsce na dyskusję przy pomocy “BBC podało”, “znany profesor oświadczył”. BBC też podało, że świńska grypa opanuje świat, a hiszpańskie ogórki Niemcy. Interesuje mnie tylko konkret w dyskusji, a nie co pierdoli ten czy ów znany z pierdolenia, chyba że mówi konkretami, ale ja tu takich nie widzę. W takie absurdy, że zakaz handlu na krótkich terminach doprowadził do bankructwa banków, to idiota nie powinien wierzyć. A jeśli tak było, to znaczy, że to nie były banki. Banki powstały w ostrożnej wersji 1000 lat temu i świat o takim syfie jak GPW, czy inny rynek “finansowy” nie słyszał, przez następne 900 lat. Jeśli bank się opiera na loterii, to znaczy, że to jest szulernia nie bank.

          • Popatrz na to z innej strony:
            Jeżeli facet wygłasza własną opinię, wszystko jedno, czy w BBC, czy w Guardianie, czy też w NY Timesie, a z tej opinii wynika “takie regulacje na szczeblu lokalnym nic nie dają, ponieważ a), b) c)”, być może to jest argument za tym, żeby coś zrobić na szczeblu ponadlokalnym – nawet jeżeli nie o to samemu opiniodawcy chodziło? Nie lubisz robić komuś kuku jego własną bronią, jak już tak siedzimy i gadamy sobie? ; )

          • Być może to efekt zmęczenia,
            Być może to efekt zmęczenia, ale ja nawet jak padam na pysk nie mam większych problemów ze zrozumieniem słowa pisanego. Twoja interpretacja jest atrakcyjna poetycko, ale ja w tym tekście widzę jedno wielkie ostrzeżenie, z podaniem naciąganych przykładów. I mam prosty argument na to. Jeśli autor tego pieprzenia ostrzega, że od jednego rozwiązania padły banki lokalne, to niby dlaczego to rozwiązanie przeniesione na globalne realia, nie załatwią banków globalnie. Dupek drze szaty, niby jest źle, ale lepiej nie ruszać. Propagandę to ja wyczuwam na kilometry. Usłużny idiota mąci ludziom we łbach, broniąc mechanizmu, który jest. Owszem dla uwiarygodnienia od czasu do czasu jeden czy drugi powie coś prawdziwego, ale mało istotnego i bez szans na zmiany. Przestańmy być naiwni, jak widzę Waltera z Bieleckim w jednej loży ViP na Legii, to się wszystkiego spodziewam poza obiektywnością TVN. Co za jeden ten “myśliciel” od ekonomii, w jakiej loży siedzi, bo, że siedzi widać z Marsa. W Polsce jest paru ekonomistów, choćby Gwiazdowski, Rybiński, Gomułka, którzy decydują się na oszołomstwo, ale nawet oni, nie powiedzą tego co myślą naprawdę, tak działa mechanizm “BBC podało” i proszę nie mów mi, że nie wiesz o co chodzi. Przekaz jest jasny, nie słuchajcie jakiś niszowych oszołomów, śmiechu warte, zobaczcie co na to BBC. Nie wiem czy takie “argumentowanie” jest wynikiem głupoty, profesji, czy interesu, w każdym razie, któryś z tych trzech, albo kompilacje tych trzech na pewno. I dla mnie to jest dyskwalifikacja w dyskusji.

          • Aż sprawdziłem dupka, co za
            Aż sprawdziłem dupka, co za jeden. Klasyka gatunku, były makler, do niedawna w jakieś agencji “analitycznej” i “finansowej” i na koniec wisienka, autor czegoś w rodzaju autobiografii, gdzie zawarł swoje umiłowanie żydowskiego “kulturalnego” pochodzenia. Chyba jednak powinienem grać, a nie wkurwiać się na giełdę, tylko problem w tym, że nosa to ja mam do modelowego pierdolenia usłużnych idiotów, do kantowania Bozia talentu nie dała, a szkoda.

          • czy inny rynek “finansowy” nie słyszał, przez następne 900 lat.
            Wszystko toto nieco zamotane ale, jak się zdaje, słyszał :)^:), znaczy jeszcze dużo przed nami.

  23. Bardzo na temat!
    Za co dziękuję, mimo że w finansach całkiem nie biegły-m.

    Zobaczmy, może komuś ze sfer bliższych finansom będzie łatwiej się odnieść, jak przeczyta po naszymu? Z góry przepraszam za wszelkie babole i niedoskonałości (jestem otwarty na sugestie poprawkowe!):

    “Robert Peston

    Czy zakaz spekulacji wzmocni europejskie banki?

    Istnieje ryzyko, że tymczasowy zakaz krótkiej sprzedaży akcji, wprowadzony przez regulatorów we Francji, Włoszech, Hiszpanii i Belgii, będzie miał skutki wprost przeciwne do zakładanych

    O krótkiej sprzedaży mówimy, gdy inwestor sprzedaje akcje, których faktycznie nie posiada, w nadziei, że cena akcji spadnie i będzie je można odkupić taniej, by osiągnąć zysk.

    To agresywny zakład, że akcje będą spadać.

    Tymczasowy europejski zakaz, ogłoszony ostatniego wieczoru, pojawił się w konsekwencji dramatycznego spadku cen akcji europejskich banków, zwłaszcza włoskich i francuskich. We środę cena akcji jednego tylko olbrzymiego banku, Societe Generale, spadła w pewnym momencie o więcej niż 20%.

    Ponieważ tej wielkości spadki cen akcji mogą zachwiać zaufaniem tych, którzy pożyczają bankom, zagrażają one rentowności tych banków – tak więc tymczasowy zakaz może być postrzegany jako rozsądny środek uspokajający, jeżeli zredukuje on zmienność cen akcji banków.

    Ale jeśli zakaz zostanie odebrany jako objaw paniki wśród rządów strefy euro, chcących dać tymczasowe wytchnienie instytucjom finansowym nie tak mocnym, jak mogłyby być, to zwykli inwestorzy w bankach – i ich wierzyciele – mogliby ulec zwiększonej presji, by wycofać swoje finansowe wsparcie dla tych banków.

    Oto trzy inne powody, dla których zakaz może nie zadziałać:

    1. Nie jest jasne, czy ostatnie spadki cen włoskiego Unicredit czy francuskiego Soc Gen są konsekwencją działań spekulantów grających na krótką sprzedaż, czy też zwykłych inwestorów.

    2. Kiedy krótka sprzedaż została zakazana w innych jurysdykcjach, doprowadziło to do zwiększonej zmienności cen akcji (czyli dokładnie odwrotnie niż zakładano), ponieważ odstraszyło to pewne rodzaje instytucji, takie jak fundusze hedgingowe, od inwestowania na tych rynkach. Innymi słowy, płynność na tych rynkach, dostępność gotówki na zakupy i sprzedaż, została zredukowana.

    3. Zakaz dotyczy tylko krótkiej sprzedaży we Francji, Włoszech, Hiszpanii i Belgii, ale akcjami banków z tych państw handluje się także na wielkich rynkach międzynarodowych, takich jak w Wielkiej Brytanii i na Wall Street, gdzie krótka sprzedaż jest wciąż dozwolona. Dlatego zakaz nie powstrzyma funduszy hedgingowych i innych inwestorów od krótkiej sprzedaży akcji włoskich i francuskich banków, na przykład poprzez zagraniczne giełdy.

    A oto karta z historii, która nie jest zachęcająca.

    18 września 2008 r. urząd regulacyjny Wielkiej Brytanii, Zarząd Usług Finansowych, wprowadził tymczasowy zakaz krótkiej sprzedaży akcji banków i instytucji finansowych. W ciągu niewielu dni upadł i został znacjonalizowany bank Bradford & Bingley. W połowie października musiano podjąć działania ratownicze wobec banków Royal Bank of Scotland i HBOS/ Lloyds – na koszt podatników.

    Niewielu ludzi wyraziłoby opinię, że banki strefy euro są tak słabe, jak wiele międzynarodowych banków w latach 2007/2008. Opisany precedens wskazuje jednak, że zakaz krótkiej sprzedaży nie zmieni podstawowych zasad.”

    • Każda próba ukrócenie
      Każda próba ukrócenie złodziejom zysków, kończy się występem usłużnego “noblisty”, albo innego geniusza ekonomii. A ja w odpowiedzi na to zwyczajowe pierdolenie, pytam o prostą rzecz. Niech mi najwybitniejszy ekonomista odpowie na proste pytanie, jaki będzie kurs dowolnej akcji i to nie z czwartku na piątek, ale z 14.30 na 15.45. Podaję wszelkie potrzebne wskaźniki i dane, obroty przedsiębiorstwa, wdrożone projekty, podpisane nowe kontrakty i tak dalej. Co mi odpowie jeden z drugim? Że tego przewidzieć się nie da. No to ja pytam drugi raz. Jeśli nie racjonalne wskaźniki i dane o przedsiębiorstwie decydują o jego wartości, to kurwa co? Proste pytanie, jeśli nie na podstawie racjonalnych przesłanek wyznacza się wartość, to na podstawie czego? I tu dochodzimy do sedna. To co mamy nie jest żadnym systemem ekonomicznym, to jest szulernia zarządzana przez kilkudziesięciu, GÓRA, macherów, którzy dają pożyć kilkudziesięciu, kilkuset tysiącom pomniejszych złodziei od polityki, przez media po “inwestorów”. Nikt nie jest w stanie powiedzieć jaki będzie kurs i cena czegokolwiek, bo o tym nie decyduje nauka, realia, ale szmaciarze, którzy sterują emocjami, kłamstwem, “analizami”. Nic się nie zmieni, dopóki nie pierdolnie III wojną, w tym systemie korzyści czerpią najważniejsi, oni nie dadzą tego ruszyć, bo nic nie robiąc zarabiają miliardy. Jak się robi szum troch e zwalniają, płacą swoim politycznym pajacykom i do następnego razu. W międzyczasie “zabiją” Bin Ladena, albo Lepper “się powiesi”.

      • Iii tam
        Peston to żaden noblista, ot, obserwator po pięćdziesiątce, dziennikarz biznesowy. Tłumacząc ten tekst, nie miałem wrażenia, że on jest przeciwko. Bardziej, że wskazuje na to, że nawet regulacje nie pomogą – zwłaszcza lokalne, kiedy biznes się kręci globalnie. A w sumie na to, że “podstawowe zasady” (w oryginale “fundamentals”) nie są do przejścia takimi tymczasowymi zakazami.

        A poza tym samo przytoczenie opinii uważam za cenne, za co dzięki Yo li. Warto wiedzieć, co ktoś sądzi na dany temat, nawet jeżeli się nie zgadza. Co niekoniecznie ma miejsce w tym przypadku.

        • Ja nie mówię o tym
          Ja nie mówię o tym artykuliku, tylko o ogólnej tendencji. Tak zwani “zdroworozsądkowi” łykają podobne gówno wiadrami. Gdy wycisnąć te “opinię”, to tam po prostu nie ma nic konkretnego. Pozostaje właśnie “wrażenie”, że nie wiadomo, czy on jest za, czy przeciw, ale ważne, że tak ładnie mówi i w poważnej stacji, prasie. Tylko o czym? Co konkretnego z tego pieprzenia i każdego innego w podobny stylu wynika? Bo ja tu widzę modelowe, “LEPIEJ NICZEGO NIE RUSZAĆ”. Dostaje wysypki jak widzę argumenty pod tytułem “BBC podało”. A chuj mnie obchodzi co BBC podało, wklejanie takich pierdół to nie w moim blogu, bardzo proszę i nie do Ciebie się zwracam. Przekaż komu trzeba, jeśli mogę prosić, bo mnie się z idiotami od dłuższego czasu nie chce gadać, dla niektórych tylko sentyment mi pozostał, ale i to się kończy. Sto razy powtarzam, że to nie jest miejsce na dyskusję przy pomocy “BBC podało”, “znany profesor oświadczył”. BBC też podało, że świńska grypa opanuje świat, a hiszpańskie ogórki Niemcy. Interesuje mnie tylko konkret w dyskusji, a nie co pierdoli ten czy ów znany z pierdolenia, chyba że mówi konkretami, ale ja tu takich nie widzę. W takie absurdy, że zakaz handlu na krótkich terminach doprowadził do bankructwa banków, to idiota nie powinien wierzyć. A jeśli tak było, to znaczy, że to nie były banki. Banki powstały w ostrożnej wersji 1000 lat temu i świat o takim syfie jak GPW, czy inny rynek “finansowy” nie słyszał, przez następne 900 lat. Jeśli bank się opiera na loterii, to znaczy, że to jest szulernia nie bank.

          • Popatrz na to z innej strony:
            Jeżeli facet wygłasza własną opinię, wszystko jedno, czy w BBC, czy w Guardianie, czy też w NY Timesie, a z tej opinii wynika “takie regulacje na szczeblu lokalnym nic nie dają, ponieważ a), b) c)”, być może to jest argument za tym, żeby coś zrobić na szczeblu ponadlokalnym – nawet jeżeli nie o to samemu opiniodawcy chodziło? Nie lubisz robić komuś kuku jego własną bronią, jak już tak siedzimy i gadamy sobie? ; )

          • Być może to efekt zmęczenia,
            Być może to efekt zmęczenia, ale ja nawet jak padam na pysk nie mam większych problemów ze zrozumieniem słowa pisanego. Twoja interpretacja jest atrakcyjna poetycko, ale ja w tym tekście widzę jedno wielkie ostrzeżenie, z podaniem naciąganych przykładów. I mam prosty argument na to. Jeśli autor tego pieprzenia ostrzega, że od jednego rozwiązania padły banki lokalne, to niby dlaczego to rozwiązanie przeniesione na globalne realia, nie załatwią banków globalnie. Dupek drze szaty, niby jest źle, ale lepiej nie ruszać. Propagandę to ja wyczuwam na kilometry. Usłużny idiota mąci ludziom we łbach, broniąc mechanizmu, który jest. Owszem dla uwiarygodnienia od czasu do czasu jeden czy drugi powie coś prawdziwego, ale mało istotnego i bez szans na zmiany. Przestańmy być naiwni, jak widzę Waltera z Bieleckim w jednej loży ViP na Legii, to się wszystkiego spodziewam poza obiektywnością TVN. Co za jeden ten “myśliciel” od ekonomii, w jakiej loży siedzi, bo, że siedzi widać z Marsa. W Polsce jest paru ekonomistów, choćby Gwiazdowski, Rybiński, Gomułka, którzy decydują się na oszołomstwo, ale nawet oni, nie powiedzą tego co myślą naprawdę, tak działa mechanizm “BBC podało” i proszę nie mów mi, że nie wiesz o co chodzi. Przekaz jest jasny, nie słuchajcie jakiś niszowych oszołomów, śmiechu warte, zobaczcie co na to BBC. Nie wiem czy takie “argumentowanie” jest wynikiem głupoty, profesji, czy interesu, w każdym razie, któryś z tych trzech, albo kompilacje tych trzech na pewno. I dla mnie to jest dyskwalifikacja w dyskusji.

          • Aż sprawdziłem dupka, co za
            Aż sprawdziłem dupka, co za jeden. Klasyka gatunku, były makler, do niedawna w jakieś agencji “analitycznej” i “finansowej” i na koniec wisienka, autor czegoś w rodzaju autobiografii, gdzie zawarł swoje umiłowanie żydowskiego “kulturalnego” pochodzenia. Chyba jednak powinienem grać, a nie wkurwiać się na giełdę, tylko problem w tym, że nosa to ja mam do modelowego pierdolenia usłużnych idiotów, do kantowania Bozia talentu nie dała, a szkoda.

          • czy inny rynek “finansowy” nie słyszał, przez następne 900 lat.
            Wszystko toto nieco zamotane ale, jak się zdaje, słyszał :)^:), znaczy jeszcze dużo przed nami.

  24. Bardzo na temat!
    Za co dziękuję, mimo że w finansach całkiem nie biegły-m.

    Zobaczmy, może komuś ze sfer bliższych finansom będzie łatwiej się odnieść, jak przeczyta po naszymu? Z góry przepraszam za wszelkie babole i niedoskonałości (jestem otwarty na sugestie poprawkowe!):

    “Robert Peston

    Czy zakaz spekulacji wzmocni europejskie banki?

    Istnieje ryzyko, że tymczasowy zakaz krótkiej sprzedaży akcji, wprowadzony przez regulatorów we Francji, Włoszech, Hiszpanii i Belgii, będzie miał skutki wprost przeciwne do zakładanych

    O krótkiej sprzedaży mówimy, gdy inwestor sprzedaje akcje, których faktycznie nie posiada, w nadziei, że cena akcji spadnie i będzie je można odkupić taniej, by osiągnąć zysk.

    To agresywny zakład, że akcje będą spadać.

    Tymczasowy europejski zakaz, ogłoszony ostatniego wieczoru, pojawił się w konsekwencji dramatycznego spadku cen akcji europejskich banków, zwłaszcza włoskich i francuskich. We środę cena akcji jednego tylko olbrzymiego banku, Societe Generale, spadła w pewnym momencie o więcej niż 20%.

    Ponieważ tej wielkości spadki cen akcji mogą zachwiać zaufaniem tych, którzy pożyczają bankom, zagrażają one rentowności tych banków – tak więc tymczasowy zakaz może być postrzegany jako rozsądny środek uspokajający, jeżeli zredukuje on zmienność cen akcji banków.

    Ale jeśli zakaz zostanie odebrany jako objaw paniki wśród rządów strefy euro, chcących dać tymczasowe wytchnienie instytucjom finansowym nie tak mocnym, jak mogłyby być, to zwykli inwestorzy w bankach – i ich wierzyciele – mogliby ulec zwiększonej presji, by wycofać swoje finansowe wsparcie dla tych banków.

    Oto trzy inne powody, dla których zakaz może nie zadziałać:

    1. Nie jest jasne, czy ostatnie spadki cen włoskiego Unicredit czy francuskiego Soc Gen są konsekwencją działań spekulantów grających na krótką sprzedaż, czy też zwykłych inwestorów.

    2. Kiedy krótka sprzedaż została zakazana w innych jurysdykcjach, doprowadziło to do zwiększonej zmienności cen akcji (czyli dokładnie odwrotnie niż zakładano), ponieważ odstraszyło to pewne rodzaje instytucji, takie jak fundusze hedgingowe, od inwestowania na tych rynkach. Innymi słowy, płynność na tych rynkach, dostępność gotówki na zakupy i sprzedaż, została zredukowana.

    3. Zakaz dotyczy tylko krótkiej sprzedaży we Francji, Włoszech, Hiszpanii i Belgii, ale akcjami banków z tych państw handluje się także na wielkich rynkach międzynarodowych, takich jak w Wielkiej Brytanii i na Wall Street, gdzie krótka sprzedaż jest wciąż dozwolona. Dlatego zakaz nie powstrzyma funduszy hedgingowych i innych inwestorów od krótkiej sprzedaży akcji włoskich i francuskich banków, na przykład poprzez zagraniczne giełdy.

    A oto karta z historii, która nie jest zachęcająca.

    18 września 2008 r. urząd regulacyjny Wielkiej Brytanii, Zarząd Usług Finansowych, wprowadził tymczasowy zakaz krótkiej sprzedaży akcji banków i instytucji finansowych. W ciągu niewielu dni upadł i został znacjonalizowany bank Bradford & Bingley. W połowie października musiano podjąć działania ratownicze wobec banków Royal Bank of Scotland i HBOS/ Lloyds – na koszt podatników.

    Niewielu ludzi wyraziłoby opinię, że banki strefy euro są tak słabe, jak wiele międzynarodowych banków w latach 2007/2008. Opisany precedens wskazuje jednak, że zakaz krótkiej sprzedaży nie zmieni podstawowych zasad.”

    • Każda próba ukrócenie
      Każda próba ukrócenie złodziejom zysków, kończy się występem usłużnego “noblisty”, albo innego geniusza ekonomii. A ja w odpowiedzi na to zwyczajowe pierdolenie, pytam o prostą rzecz. Niech mi najwybitniejszy ekonomista odpowie na proste pytanie, jaki będzie kurs dowolnej akcji i to nie z czwartku na piątek, ale z 14.30 na 15.45. Podaję wszelkie potrzebne wskaźniki i dane, obroty przedsiębiorstwa, wdrożone projekty, podpisane nowe kontrakty i tak dalej. Co mi odpowie jeden z drugim? Że tego przewidzieć się nie da. No to ja pytam drugi raz. Jeśli nie racjonalne wskaźniki i dane o przedsiębiorstwie decydują o jego wartości, to kurwa co? Proste pytanie, jeśli nie na podstawie racjonalnych przesłanek wyznacza się wartość, to na podstawie czego? I tu dochodzimy do sedna. To co mamy nie jest żadnym systemem ekonomicznym, to jest szulernia zarządzana przez kilkudziesięciu, GÓRA, macherów, którzy dają pożyć kilkudziesięciu, kilkuset tysiącom pomniejszych złodziei od polityki, przez media po “inwestorów”. Nikt nie jest w stanie powiedzieć jaki będzie kurs i cena czegokolwiek, bo o tym nie decyduje nauka, realia, ale szmaciarze, którzy sterują emocjami, kłamstwem, “analizami”. Nic się nie zmieni, dopóki nie pierdolnie III wojną, w tym systemie korzyści czerpią najważniejsi, oni nie dadzą tego ruszyć, bo nic nie robiąc zarabiają miliardy. Jak się robi szum troch e zwalniają, płacą swoim politycznym pajacykom i do następnego razu. W międzyczasie “zabiją” Bin Ladena, albo Lepper “się powiesi”.

      • Iii tam
        Peston to żaden noblista, ot, obserwator po pięćdziesiątce, dziennikarz biznesowy. Tłumacząc ten tekst, nie miałem wrażenia, że on jest przeciwko. Bardziej, że wskazuje na to, że nawet regulacje nie pomogą – zwłaszcza lokalne, kiedy biznes się kręci globalnie. A w sumie na to, że “podstawowe zasady” (w oryginale “fundamentals”) nie są do przejścia takimi tymczasowymi zakazami.

        A poza tym samo przytoczenie opinii uważam za cenne, za co dzięki Yo li. Warto wiedzieć, co ktoś sądzi na dany temat, nawet jeżeli się nie zgadza. Co niekoniecznie ma miejsce w tym przypadku.

        • Ja nie mówię o tym
          Ja nie mówię o tym artykuliku, tylko o ogólnej tendencji. Tak zwani “zdroworozsądkowi” łykają podobne gówno wiadrami. Gdy wycisnąć te “opinię”, to tam po prostu nie ma nic konkretnego. Pozostaje właśnie “wrażenie”, że nie wiadomo, czy on jest za, czy przeciw, ale ważne, że tak ładnie mówi i w poważnej stacji, prasie. Tylko o czym? Co konkretnego z tego pieprzenia i każdego innego w podobny stylu wynika? Bo ja tu widzę modelowe, “LEPIEJ NICZEGO NIE RUSZAĆ”. Dostaje wysypki jak widzę argumenty pod tytułem “BBC podało”. A chuj mnie obchodzi co BBC podało, wklejanie takich pierdół to nie w moim blogu, bardzo proszę i nie do Ciebie się zwracam. Przekaż komu trzeba, jeśli mogę prosić, bo mnie się z idiotami od dłuższego czasu nie chce gadać, dla niektórych tylko sentyment mi pozostał, ale i to się kończy. Sto razy powtarzam, że to nie jest miejsce na dyskusję przy pomocy “BBC podało”, “znany profesor oświadczył”. BBC też podało, że świńska grypa opanuje świat, a hiszpańskie ogórki Niemcy. Interesuje mnie tylko konkret w dyskusji, a nie co pierdoli ten czy ów znany z pierdolenia, chyba że mówi konkretami, ale ja tu takich nie widzę. W takie absurdy, że zakaz handlu na krótkich terminach doprowadził do bankructwa banków, to idiota nie powinien wierzyć. A jeśli tak było, to znaczy, że to nie były banki. Banki powstały w ostrożnej wersji 1000 lat temu i świat o takim syfie jak GPW, czy inny rynek “finansowy” nie słyszał, przez następne 900 lat. Jeśli bank się opiera na loterii, to znaczy, że to jest szulernia nie bank.

          • Popatrz na to z innej strony:
            Jeżeli facet wygłasza własną opinię, wszystko jedno, czy w BBC, czy w Guardianie, czy też w NY Timesie, a z tej opinii wynika “takie regulacje na szczeblu lokalnym nic nie dają, ponieważ a), b) c)”, być może to jest argument za tym, żeby coś zrobić na szczeblu ponadlokalnym – nawet jeżeli nie o to samemu opiniodawcy chodziło? Nie lubisz robić komuś kuku jego własną bronią, jak już tak siedzimy i gadamy sobie? ; )

          • Być może to efekt zmęczenia,
            Być może to efekt zmęczenia, ale ja nawet jak padam na pysk nie mam większych problemów ze zrozumieniem słowa pisanego. Twoja interpretacja jest atrakcyjna poetycko, ale ja w tym tekście widzę jedno wielkie ostrzeżenie, z podaniem naciąganych przykładów. I mam prosty argument na to. Jeśli autor tego pieprzenia ostrzega, że od jednego rozwiązania padły banki lokalne, to niby dlaczego to rozwiązanie przeniesione na globalne realia, nie załatwią banków globalnie. Dupek drze szaty, niby jest źle, ale lepiej nie ruszać. Propagandę to ja wyczuwam na kilometry. Usłużny idiota mąci ludziom we łbach, broniąc mechanizmu, który jest. Owszem dla uwiarygodnienia od czasu do czasu jeden czy drugi powie coś prawdziwego, ale mało istotnego i bez szans na zmiany. Przestańmy być naiwni, jak widzę Waltera z Bieleckim w jednej loży ViP na Legii, to się wszystkiego spodziewam poza obiektywnością TVN. Co za jeden ten “myśliciel” od ekonomii, w jakiej loży siedzi, bo, że siedzi widać z Marsa. W Polsce jest paru ekonomistów, choćby Gwiazdowski, Rybiński, Gomułka, którzy decydują się na oszołomstwo, ale nawet oni, nie powiedzą tego co myślą naprawdę, tak działa mechanizm “BBC podało” i proszę nie mów mi, że nie wiesz o co chodzi. Przekaz jest jasny, nie słuchajcie jakiś niszowych oszołomów, śmiechu warte, zobaczcie co na to BBC. Nie wiem czy takie “argumentowanie” jest wynikiem głupoty, profesji, czy interesu, w każdym razie, któryś z tych trzech, albo kompilacje tych trzech na pewno. I dla mnie to jest dyskwalifikacja w dyskusji.

          • Aż sprawdziłem dupka, co za
            Aż sprawdziłem dupka, co za jeden. Klasyka gatunku, były makler, do niedawna w jakieś agencji “analitycznej” i “finansowej” i na koniec wisienka, autor czegoś w rodzaju autobiografii, gdzie zawarł swoje umiłowanie żydowskiego “kulturalnego” pochodzenia. Chyba jednak powinienem grać, a nie wkurwiać się na giełdę, tylko problem w tym, że nosa to ja mam do modelowego pierdolenia usłużnych idiotów, do kantowania Bozia talentu nie dała, a szkoda.

          • czy inny rynek “finansowy” nie słyszał, przez następne 900 lat.
            Wszystko toto nieco zamotane ale, jak się zdaje, słyszał :)^:), znaczy jeszcze dużo przed nami.

  25. Są tacy co naprawiają i są doceniani
    “Działacze putinowskiej partii Jedna Rosja i Wszechrosyjskiego Frontu Narodowego apelują w Petersburgu o utworzenie cerkwi Władimira Putina, czyli o wyniesienie rosyjskiego premiera na ołtarze. Za inicjatywą stoi Władimir Kosołapow, działacz partii Putina i były pułkownik.”

  26. Są tacy co naprawiają i są doceniani
    “Działacze putinowskiej partii Jedna Rosja i Wszechrosyjskiego Frontu Narodowego apelują w Petersburgu o utworzenie cerkwi Władimira Putina, czyli o wyniesienie rosyjskiego premiera na ołtarze. Za inicjatywą stoi Władimir Kosołapow, działacz partii Putina i były pułkownik.”

  27. Są tacy co naprawiają i są doceniani
    “Działacze putinowskiej partii Jedna Rosja i Wszechrosyjskiego Frontu Narodowego apelują w Petersburgu o utworzenie cerkwi Władimira Putina, czyli o wyniesienie rosyjskiego premiera na ołtarze. Za inicjatywą stoi Władimir Kosołapow, działacz partii Putina i były pułkownik.”