Prześlij dalej:

Opisany powyżej efekt jest najmocniejszą stroną starego i zmęczonego projektu, ale jak wspomniałem nie ma tutaj takiego optymizmu, jak się polskojęzycznej opozycji marzy. Biorąc pod uwagę specyfikę wyborów do PE, o czym już dziś uprzedzam, żeby nie było głupich zachowań, na podobieństwo wyborów samorządowych, nie jest możliwe aby POKO - Wielka Koalicja przy „Wiosna” Biedronia zyskały ponad 40%, bo to są formacje wzajemnie się zjadające. Modne jest takie gadanie, że niezdecydowani i zmęczeni wyborcy mogą być „wartością dodaną”, tylko to ma się nijak akurat do tych wyborów, gdzie największa frekwencja nie przekroczyła 25%. Albo rybka albo akwarium, jeśli dla POKO - Wielka Koalicja ma mieć 30%, to dla Biedronia będzie 5%, jeśli Biedroń ma mieć 15% to POKO - Wielka Koalicja nie więcej niż 20%. Nigdy w historii głosy koalicji nie sumowały się według prostej matematyki czyli 5% partii X plus 10% partii Y daje nam 15% partii XY.

Wniosek z tej zabawy jest taki, że polskojęzyczna opozycja po prostu się liczy i testuje dwa sposoby na odzyskanie władzy, a całość odbywa się w desperackich warunkach. Gdyby PO była silna i na fali, po prostu zmyłaby SLD, Nowoczesną i PSL, oczywiście tak nie jest i stąd Schetyna musi się sporo napocić, żeby poukładać listy i proporcje. Gdyby Biedroń był drugą PO z roku 2007, to mielibyśmy zupełnie inną „narrację” w mediach, ale tak nie jest, Biedroń to drugi Petru/Palikot i na tyle jest wyceniony. Bać się nie ma czego, co nie znaczy, że prawica może otwierać szampana, zdecydowanie powinna otworzyć szafkę z narzędziami i wziąć się za swoją robotę.

Strony

Źródło foto: 
17080 liczba odsłon
Obrazek użytkownika Matka Kurka

Autor artykułu: Matka Kurka

4 (liczba komentarzy)

  1. W wyborach do europarlamentu już nie chodzi o polską reprezentację. Tym razem chodzi o pozycję Niemiec w Europie. Niedługo rozstrzygnie się czy będą one władcą imperium czy jednym z państw we wspólnocie. Stąd ta mobilizacja i wszystkie ręce na pokład. Schetyna, by zdobyć jedno lub dwa miejsca więcej zaprasza wszystkich, rozdając kilkanaście mandatów. To oczywiście wkurza kandydatów PO, ale rozkaz to rozkaz. Taka polityka jest dla SLD korzystna i dlatego wchodzą w ten układ.

    Najlepszy numer, jaki PiS mógłby wywinąć to zaprosić ruchy narodowe do własnej koalicji i zabrać wiele miejsc totalnym. Jednak tego nie zrobi, bo Kaczyński chce mieć monopol na prawicy.

    Oczywiście w polskim interesie jest jak najmniejszy udział stronników Niemiec, co nie pozwoli na powstanie IV Rzeszy zakamuflowanej jako zreformowana w duchu niemieckim UE.

  2. pan zdecydowanie przecenia wpływ ruchów narodowych które miłością do PiS nie pałają...delikatnie mówiąc to są wybory do tzw. parlamentu tzw. (ch)uuujni więc spokojnie  PiS da sobie radę byle mu nie przeszkadzać zaś narodowcy jak to narodowcy będą mieli swoją szansę w wyborach do Sejmu...o ile z niej skorzystają...

  3. Chyba jednak lepiej byłoby odwrotnie. Koalicja z ruchami narodowymi do europarlamentu i poparcie przez Narodowców PiSu w wyborach do Sejmu. W tym pierwszym przypadku chodzi o wprowadzenie jak największej ilości antyniemieckich posłów, a w drugim o to, by opcja niemiecka nie przejęła władzy w kraju przez rozdrobnienie głosów prawicowych.

  4. Oprócz tego wszystkiego jest też istotne czy utrzyma się trend z katastrofalnej dla PiSu drugiej tury ostatnich wyborów samorządowych czy był to tylko jakiś lokalny dołek. A to już może poważnie rzutować na kolejną sejmową kadencję.

  5. Strony