Prześlij dalej:

Przymierzam się powoli do tradycyjnego „A nie mówiłem” i czynię to z tym większą satysfakcją, że tekst sprzed kilku dni został przez Czytelników potraktowany po macoszemu. Nie mam dużego żalu, zwłaszcza, że w tamtym czasie królowały „taśmy Kaczyńskiego”, ale po taśmach została kupka śmiechu, dlatego warto wrócić do

RP III testuje stary schemat, wielka koalicja POKO i Biedroń, to elementy tego samego planu. Jeszcze brakuje parę elementów tej układanki, jednak dwa najważniejsze praktycznie się wykrystalizowały.

W trakcie wyborów do Parlamentu Europejskiego sponsorzy i mecenasi polskojęzycznej opozycji przetestują stary schemat, który w polityce jest wyciągany za każdym razem, gdy potrzebne są głosy wyborców, szczególnie w sytuacji kryzysowej. W jednym bloku będzie szło wszystko, co nie jest Biedroniem, w drugim wariancie pójdzie właśnie Biedroń, a całość się połączy w formie potwierdzonej lub niepisanej koalicji. SLD nie mając większego wyboru, ponieważ jest partią umierającą, jak Nowoczesna, potwierdziła wczoraj swój udział w projekcie. Dostanie za to parę miejsc na wspólnych listach, o które bić się będą tuzy PRL-u i niekoniecznie dostaną jedynki, bo w POKO Wielka Koalicja mamy jeszcze Nowoczesną, całą armię wygłodniałych i znudzonych gwiazd PO, no i w kolejce czeka PSL.

Przypomnę, że Polska ma zaledwie 51 mandatów do zdobycia, co oznacza, że na starcie dla tuzów i gwiazd realnie do zdobycia będzie góra 25 mandatów. Oznacza to tyle, że o miejsca powalczą na śmierć i życzie: obecni deputowani, jak Boni, Pitera, czy Lewandowski, ale też Kalinowski z PSL i Zemke z SLD. Dojdzie do nich Miller, Cimoszewicz i pewnie Czarzasty, w następnym rzędzie czeka Gasiuk-Pihowicz z POKO, no i ludzie Lubnauer z ciągle żyjącej Nowoczesnej. A gdzie upchnąć Sawickiego i Piechocińskiego? Co zrobić z Marcinkiewiczem, Ewą Kopacz i paroma kolegami Tuska, których Tusk na pewno będzie chciał na listę wielkiej koalicji wepchnąć? Wiecie i czujecie już Szanowni Państwo Wyborcy, czym to wszystko pachnie.

Miłości w tej koalicji nie będzie i zacznie się wielka jatka z Grzegorzem „zniszczę cię” Schetyną po jednej stronie, a Tuskiem i cała resztą po drugiej. I to są bardzo dobre wiadomości. Złe niestety też mamy, chociaż nie tak złe, jak to pokazują zamówione sondaże, ale nim o tym napiszę, wcześniej jeszcze jedna ważna rzecz, wręcz podstawowa. Po co to wszystko? Dla matematyki i psychologii. Ma powstać efekt synergii, ulubione szpanerskie słowo Tuska, które mówi o Froncie Jedności Narodowej. Każdy Polak ma widzieć, że jak się połączy 25% POKO - Wielka Koalicja z 15% „Wiosny” to wyjdzie, że ho ho albo i nawet 40%, na co żadna partia, w tym PiS nie ma większych szans w wyborach europejskich.

Opisany powyżej efekt jest najmocniejszą stroną starego i zmęczonego projektu, ale jak wspomniałem nie ma tutaj takiego optymizmu, jak się polskojęzycznej opozycji marzy. Biorąc pod uwagę specyfikę wyborów do PE, o czym już dziś uprzedzam, żeby nie było głupich zachowań, na podobieństwo wyborów samorządowych, nie jest możliwe aby POKO - Wielka Koalicja przy „Wiosna” Biedronia zyskały ponad 40%, bo to są formacje wzajemnie się zjadające. Modne jest takie gadanie, że niezdecydowani i zmęczeni wyborcy mogą być „wartością dodaną”, tylko to ma się nijak akurat do tych wyborów, gdzie największa frekwencja nie przekroczyła 25%. Albo rybka albo akwarium, jeśli dla POKO - Wielka Koalicja ma mieć 30%, to dla Biedronia będzie 5%, jeśli Biedroń ma mieć 15% to POKO - Wielka Koalicja nie więcej niż 20%. Nigdy w historii głosy koalicji nie sumowały się według prostej matematyki czyli 5% partii X plus 10% partii Y daje nam 15% partii XY.

Wniosek z tej zabawy jest taki, że polskojęzyczna opozycja po prostu się liczy i testuje dwa sposoby na odzyskanie władzy, a całość odbywa się w desperackich warunkach. Gdyby PO była silna i na fali, po prostu zmyłaby SLD, Nowoczesną i PSL, oczywiście tak nie jest i stąd Schetyna musi się sporo napocić, żeby poukładać listy i proporcje. Gdyby Biedroń był drugą PO z roku 2007, to mielibyśmy zupełnie inną „narrację” w mediach, ale tak nie jest, Biedroń to drugi Petru/Palikot i na tyle jest wyceniony. Bać się nie ma czego, co nie znaczy, że prawica może otwierać szampana, zdecydowanie powinna otworzyć szafkę z narzędziami i wziąć się za swoją robotę.

Źródło foto: 
6
13838 liczba odsłon
Obrazek użytkownika Matka Kurka

Autor artykułu: Matka Kurka

4 (liczba komentarzy)

  1. W wyborach do europarlamentu już nie chodzi o polską reprezentację. Tym razem chodzi o pozycję Niemiec w Europie. Niedługo rozstrzygnie się czy będą one władcą imperium czy jednym z państw we wspólnocie. Stąd ta mobilizacja i wszystkie ręce na pokład. Schetyna, by zdobyć jedno lub dwa miejsca więcej zaprasza wszystkich, rozdając kilkanaście mandatów. To oczywiście wkurza kandydatów PO, ale rozkaz to rozkaz. Taka polityka jest dla SLD korzystna i dlatego wchodzą w ten układ.

    Najlepszy numer, jaki PiS mógłby wywinąć to zaprosić ruchy narodowe do własnej koalicji i zabrać wiele miejsc totalnym. Jednak tego nie zrobi, bo Kaczyński chce mieć monopol na prawicy.

    Oczywiście w polskim interesie jest jak najmniejszy udział stronników Niemiec, co nie pozwoli na powstanie IV Rzeszy zakamuflowanej jako zreformowana w duchu niemieckim UE.

  2. pan zdecydowanie przecenia wpływ ruchów narodowych które miłością do PiS nie pałają...delikatnie mówiąc to są wybory do tzw. parlamentu tzw. (ch)uuujni więc spokojnie  PiS da sobie radę byle mu nie przeszkadzać zaś narodowcy jak to narodowcy będą mieli swoją szansę w wyborach do Sejmu...o ile z niej skorzystają...

  3. Chyba jednak lepiej byłoby odwrotnie. Koalicja z ruchami narodowymi do europarlamentu i poparcie przez Narodowców PiSu w wyborach do Sejmu. W tym pierwszym przypadku chodzi o wprowadzenie jak największej ilości antyniemieckich posłów, a w drugim o to, by opcja niemiecka nie przejęła władzy w kraju przez rozdrobnienie głosów prawicowych.

  4. Oprócz tego wszystkiego jest też istotne czy utrzyma się trend z katastrofalnej dla PiSu drugiej tury ostatnich wyborów samorządowych czy był to tylko jakiś lokalny dołek. A to już może poważnie rzutować na kolejną sejmową kadencję.